Stan_10/11.02.2019

Stan Tyra

10 lutego

Wskazuje się na nas, że przed nami zawsze stoi zaproszenie do życia lub śmierci, i że stale powinniśmy wybierać życie. Jest to ten sam wybór, co między dwoma drzewami w ogrodzie. Śmierć jest w dualistycznym umyśle, a życie w niedualistycznym, kontemplacyjnym. Jeśli oko serca jest zdrowe (pojedyncze/skupione) ciało jest pełne światła. Jeśli jest rozdwojone, panuje wielka ciemność. W jakiś sposób wydaje nam się, że jeśli wybierzemy jedno i drugie, śmierć i życie, dobro i zło to z tego przyjdzie życie. Nie przychodzi.

W taki sam sposób musi być przeżywana Biblia, życie i śmierć – wybierz życie. Dla mnie jest oczywiste, że wielu tych ludzi, którzy nazywają siebie „pro-life” (za – życiem) jest po prostu za-porodem. Aby być za-życiem konieczne by było opuszczenie dualistycznej teologii Boga, który jednych kocha, a innych potępia.

Dopiero po Reformacji zachodni kościół stał się tak totalnie dualistyczny. Po wydaniu Biblii na papierze, drukowane słowa stały się ważniejsze od prawdy, przekonania (wierzenia) ważniejsze niż podróż doświadczenia, a ciało ważniejsze od ducha.
Wcześniej radykalnymi fundamentalistami byli ci, którzy byli fundamentalni jeśli chodzi o podróż i doświadczenia życia. Rozumieli to, że to właśnie życie prowadzi cię do nowego sposobu myślenia, a nie wymyślanie nowego sposobu życia. Postrzegali duchowość jako coś pierwszego i najważniejszego, skierowanego do nich bezpośrednio.

Po Biblii, wzrosło w niepohamowany sposób zapotrzebowanie na plemienny konformizm ludzi, ponieważ założyli, że mogą mówić za Boga, bez potrzeby rzeczywistego poznania Boga. Jeśli chodzi o większość teologii i doktryny jest to prawdą do dziś.
Jestem również zdumiony tym, że kiedy Jezus prowadzi nas do dualistycznych wyborów, jak ten z przykładu o wielbłądzie i uchu igielnym oraz „nie możecie służyć równocześnie Bogu i mamonie”, nagle nie chcemy tego. Tam zaś, gdzie mówi bardzo niewyraźnie bądź nic nie mówi, my dochodzimy do absolutnie pewnych wniosków! Mamy tendencję do tworzenia doktryny wokół wielu rzeczy, o których Jezus w ogóle nie wspomniał, a ignorować to, co powiedział całkowicie wyraźnie.

Jeśli o mnie chodzi to przytłaczające przesłanie Krzyża, i to czemu muszę ufać każdego dnia, jest takie, że Jezus nigdy nie robił ani z Siebie, ani z nikogo innego ofiary. Wiem dobrze, że jeśli będę w stanie żyć w ramach doświadczania tej prawdy, nie tylko będę rzeczywiście wolny, lecz będę wolny, aby uwalniać innych. Jezus powiedział: „nikt nie może mi tego życia odebrać, sam je daję…” (J 10:18). Robienie ofiary z siebie i z innych to gra na polu całkowicie niedojrzałego ego . NIE MA W TYM NICZEGO duchowo przemieniającego. Jest to zajmowanie się zewnętrzną częścią kubka, nigdy wewnętrzną.

Niestety, przyjęte jest to, że większość ludzi wykrzykuje przesłanie ofiary. Wyrażana przeze mnie wściekłość nigdy nie uznaje istnienia stałego stanu wewnętrznej wściekłości, która nie jest w stanie zmienić warunków zewnętrznych, bez względu na to jak bardzo jestem przekonany, że może. Prawda jest tak, że dopóki nie przestanę wierzyć w kłamstwo, że jestem ofiarą, będę ofiarą czegoś lub kogoś. Innymi słowy: nawet gdyby istniała tylko jedna rasa bądź jedna religia, ludzie nadal byliby ofiarami. Jest to wniosek, który płynie z serca zanim będzie postrzegany/rozumiany jako moje okoliczności. Jezus pokazał nam drogę, a my po prostu wolimy inną. Jak to działa w twoim przypadku, hę?

11 lutego
Tłumię śmiech, gdy słyszę jak fundamentalistyczna religia chce umieścić Dziesięcioro Przykazań gdzieś na pomniku bądź twierdzi, że: „musimy umieścić Dziesięć Przykazań na naszej szkole!!”. Pomyślałem sobie, że jeśli chcecie religijnego pomnika na zewnątrz czy w holu wejściowym, dlaczego nie dać ośmiu przypowieści. Śmieszne to jest, że nigdzie nie widać tego na pomnikach przed sądem czy stolicą. Prawo i Przypowieści to dwa całkowicie różne poziomy świadomości.

Dziesięć przykazań daje nam dyscyplinę z nadzieją na kontrolę impulsów, co daje nam punkt startowy podróży przemiany, lecz nastawiony jest na pierwszą połowę życia. Dzieci/niedojrzałość potrzebuje granic czy „praw”. Są one nauczycielami w pewnym okresie. Niemniej, prawo nie zapewnia duchowości czy uczniostwa Chrystusa, ponieważ w ogóle nie jest potrzebna świadomość Boga , aby je zachowywać. Fakt! Bogaty młodzieniec chlubił się tym, że przez całą swoją młodość zachował je, a jednak nie chciał wyjść z Jezusem poza to.

Przypowieści są na drugą część życia, na dojrzałą świadomość. Nie można zrozumieć tego, że „Królestwo Boże należy do ubogich w duchu” dopóki ktoś niedojrzały, ciągle polega na wspinaniu po religijnej drabinie i byciu „dobrym chrześcijaninem”. Jak powiedziała Maria (Łuk 1:52): „pyszni są strącani z tronów, a niscy wywyższani”. Ego tak bardzo nienawidzi tej prawdy, że większość odkrywa ją przez kryzysy i upadki. „Upadasz” w tą świadomość, nie wspinasz się na górę do niej staraniami. To jest ta wąska brama i niewielu stoi w kolejce, aby przejść przez to miejsce.

Wejście do duchowego poszukiwania prawdy przez to, co negatywne, czy przez coś, co wydaje się być podobne do tylnych drzwi, usuwa z procesu cały egoistyczny egalitaryzm i uniemożliwia funkcjonowanie religijnej arogancji. Nasza świadoma potrzeba miłosierdzia jest naszą jedyną kartą pokładową potrzebną do tej boskiej życiowej podróży.

[Głosów:6    Średnia:4.7/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.