Stan_12/13.04.2019

Stan Tyra

Słowo Boże, Jezus, jest doskonałym zwierciadłem wolności. W Chrystusie w pierwszej kolejności każdy jest konfrontowany z samym sobą, z „własną” prawdą. Fundamentalizm zachęca do tego, aby najpierw przejść się wzdłuż ławek i powiedzieć modlitwę, co pozwoli poczuć się komfortowo i pewnie, zanim będzie można się solidnie przyjrzeć. Gdy jednak podróż prowadzi do konfrontacji z z prawdą, nie widać jej jako takiej, lecz widzi się ją taką, jakim się jest, bądź chce być.

W 10 rozdziale Ewangelii Marka znajduje się opowieść o bogatym młodzieńcu (przywódcy). Zwróć uwagę na to, że ewangeliach jest nazywany młodym, bogatym i dostojnikiem (w ang. tłumaczeniach jest: „ruler” – przyp. tłum.), co wskazuje nam na niedojrzałość i władzę.
„A gdy się wybierał w drogę, przybiegł ktoś, upadł przed nim na kolana i zapytał go: Nauczycielu dobry! Co mam czynić, aby odziedziczyć żywot wieczny?” (Uwaga: Jezus zawsze był w drodze. Nie da się trwać w jednym miejscu i „iść” za Nim.) Zauważ, że na wstępie zagrywa bardzo uprzejmie, ponieważ nauczył się tego, że respekt i komplementy pomagają mu zdobyć to, czego chce. Zwróć też uwagę na to, że Jezus, w przeciwieństwie do większości „duchownych” nie daje się złapać na ten haczyk pochlebstwa. Szybko rozpoznaje, że motywy, które kryją się za tym, nie są prawdziwe, lecz że chce on pozyskać kolejną posiadłość. Jezus odpowiada: „Czemu mię nazywasz dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko jeden Bóg”. Natychmiast wskazuje poza Siebie. Gdybyśmy powiedzieli, że Jezus nie był dobry zostalibyśmy oskarżeni o herezję! Jezus chciał przebić się przez język idei i obrazów, i dotrzeć bezpośrednio do lustra. Obrazy i idee pozwalają na to, że trwamy w miłości do siebie, a nie do prawdy.
Wtedy zaczyna rozmawiać pytając o Dziesięć Przykazań. Niemniej, dodaje do tego „nie oszukuj”. Skąd to się bierze? Jezus konfrontuje tego człowieka z taką prawdą, jak jest, a nie z taką, jaką młodzieniec chciałby mieć. Ten odpowiada: „tego wszystkiego przestrzegałem od młodości mojej”.
Zupełnie minął się z tym, że Jezus dodał jedno przykazania specjalnie dla niego.
To jest właśnie to miejsce, w którym zwykle mijamy się z prawdą. Słyszymy tylko to, co zawsze słyszeliśmy, a nie to, co zostało powiedziane w chwili zetknięcia się (z Bogiem – przyp. tłum.). Łatwo jest zakładać, że „wykonałeś” listę, a zatem przejść do prawa do zbawienia. Starszy brat Syna Marnotrawnego również zaniedbał się do tego samego stanu, że sam sobie nadał uprawnienia: „Wszystko czynię od lat i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia”. Innymi słowy: „jesteś mi winien…”
Jezus wiedział, że ten mężczyzna kocha dodatkowe korzyści płynące z systemu władzy, że jest zbyt niewolony, aby zgodził się zostawić to, więc mówi do niego: „Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim”. Jezus chce, aby zdał sobie sprawę z tego, że nie jest wolny i nie żyje prawdziwym życiem. Nie jest to zły człowiek, jest po prostu częścią systemu, który kocha bardziej rzeczy niż ludzi. „Ten na to słowo sposępniał i odszedł zasmucony, albowiem miał wiele majętności”.
Jezus nigdy, gdy konfrontuje kogoś, kto ma bogactwa lub władzę, nie nazywa złym, po prostu mówi, że musi zostawić system, który go zniewala bo, w przeciwnym razie, nigdy nie pozna życia. Jest to prawdą dotycząca każdego systemu, w tym również kościoła jako instytucji. Wielu w kościele chce wolności, lecz nie chcą pozostawić systemu, który ich zniewala. Tak wielu pastorów mówiło do mnie: „Stan, wiem, że nauczasz prawdy, lecz jeśli kiedykolwiek to powiem, stracę wszystko”. Znam również wielu, którzy widzą dalej, podoba im się to, co widzą, lecz zmieniają tylko słownictwo, a nie swój system. Chcą, aby wszyscy byli podobni do nich, do tego kim są, bądź zakładają, że są. Niczego nie niczego zostawiłeś, po prostu dodałeś nową posiadłość, otoczyłeś ją nowym językiem i nazwałeś czymś przebudzonym.
c.d.n.

13.04.2019
Zbyt długo zakładaliśmy, że możemy mieć osobistą społeczność z Jezusem, nie kwestionując systemów i instytucji, do których należymy. Aby Ewangelia była „dobrą nowiną” musi być dobrą nowiną dla każdego i dla wszystkich, w przeciwnym razie nie jest dobrą nowiną Ewangelii.
Tak bardzo sprywatyzowaliśmy Ewangelię i zbawienie, że nie naśladujemy Jezusa w tym, aby kochać bliźniego znacznie bardziej niż świat. Z mojego doświadczenia wynika, że różni ludzie zaczynają budować grupy, kościoły i ruchy, po czym te grupy przejmują je i szybko stają się plemienne, skupione na sobie i spokrewniona tak, że w rzeczywistości taka „grupa” staje się ważniejsza niż Ewangelia. Taka grupa twierdzi, że kocha Boga i jest rodziną „królestwa”, lecz w istocie jest po prostu protekcyjną fasadą, która ukrywa swoje własne interesy.
W 10 rozdziale Ewangelii Marka znajdujemy dwie historie; jedną o bogatym młodzieńcu oraz o kimś kto jest nazwany „biednym, ślepym Bartymeuszem”. Mamy tutaj do czynienia z wielkim paradoksem, ponieważ ślepy Bartymeusz w rzeczywistości nie jest ślepy czy ubogi w przeciwieństwie do bogatego młodzieńca, który jest faktycznie biedny i niewidomy. Ubogi ślepiec nie jest tak wytworny jak młodzieniec. Krzyczy i przeszkadza w odbywającym się przebiegu wydarzeń. Uczniowie są poirytowani tym, że nie zważa na maniery.

Bogaty pyta, „jak mogę otrzymać życie wieczne?” Jest skupiony wyłącznie na sobie. Duchowo rzecz biorąc jego pytanie, to „Jak mogę…?” jest niemal zawsze motywowane egoizmem. Biedak po prostu wrzeszczy, prosząc o łaskę. Ten ostatni nie pyta: „jak Ja…”. Wie, że nie ma nic w zamian za swoją sprawiedliwość i wie, że nie zachował zasad. Tym razem, w przeciwieństwie do rozmowy z młodzieńcem, Jezus sam idzie do niego, czym nawet uczniowie są zaskoczeni.
W reakcji na to, niewidomy zrzuca swój płaszcz i wstaje. Jezus mówi do niego: „twoja wiara uzdrowiła cię”. Nie twoje wierzenia, nie twoje życie modlitewne a z pewnością nie poprawna teologia. Młodzieniec odszedł nieprzemieniony, ponieważ nie potrafił pozbyć się swoich posiadłości i systemu, który dawał mu władzę. Ślepiec nie miał niczego, czego mógłby się trzymać. O wiele łatwiej jest widzieć tym, którzy są poza systemem i „kościołem”, niż tym, którzy są „wewnątrz”, którym wydaje się, że widzą, a jednak pozostają ślepi (J 9:41).

[Głosów:5    Średnia:4.4/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.