Sympatyczny Jezus

Bracia,

Gdyby przybył do was ktoś z rzeźbionym wizerunkiem jakiegoś bóstwa, któremu cześć oddaje, to jak byście to nazwali? Co ważniejsze, w jaki sposób nasz niebieski Ojciec nazywa to w Swojej Świętej Biblii. Jeśli ktoś, kto głosi, że jest uczniem Wszechmogącego Świętego Majestatycznego kształtuje sobie boga, którego podobieństwo niewiele ma wspólnego z tym Jedynym, który pozostawił po Sobie zapis, jak zareagowalibyśmy? 

Totem jest obrazem rzeczy, które wymyślają ludzie. Na Zachodzie, Jezus, którego najczęściej się widzi, o którym mówi i którego „uwielbia” (a zasadniczo, głośno śpiewa pieśni stale i wciąż przez kilka godzin w tygodniu) wygląda i działa podobnie jak ludzie Zachodu. Jest to demoniczny akt samo-uwielbienia. Czy nie jest to tworzenie następnego Amerykańskiego Idola?”
(„idol” w j.ang. Znaczy bałwan – przyp.tłum.)

Mark White

Obj.22:15: 

Na  zewnątrz (nieba i wrzuceni do wiecznego jeziora ognistego z diabłem i  jego aniołami) są psy, czarownicy i wszetecznicy, i zabójcy, i BAŁWOCHWALCY, i wszyscy, którzy miłują kłamstwo i czynią je

Jak Piłat musiał  zastanawiać się, kim jest ten człowiek, którego zwą Chrystusem? 

Oto jest próbny  materiał, który powinien wstrząsnąć nami ku pełnemu zderzeniu z rzeczywistością:

Coś więcej: Tu nie chodzi o to, aby być miłym!

Czasami miłość jest ostra, twarda, pogmatwana i wydaje się, że krzywdząca.

Marilyn Chandler McEntyre 

Christianity Today, 13 października 2000 


– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

 Jakiś czas temu przeczytałem synoptyczne Ewangelie z grupą studentów literatury, w której tylko nieliczni twierdzili, że są „znośnie zaznajomieni” z tymi księgami. Przebyliśmy drogę przez historię narodzenia, Kazanie na Górze, cuda i nauczanie. Zmagaliśmy się z niektórymi „twardymi powiedzeniami” i niepokojącymi zdarzeniami, takimi jak uschnięcie drzewa figowego i wpędzenie demonów w świnie. („To były niewinne świnie! – ktoś zaprotestował. – Należały do jakiegoś niewinnego farmera!”). Byłem zadowolony z tego, że pojawiła się szansa na uzyskanie czegoś z szokujących wartości tych historii, tak często spłaszczanych w staraniami, aby je byłby bardziej apetyczne. 

Gdy lekcja na temat Ewangelii dobiegała końca, zapytałem chrześcijan: „W jaki sposób czytanie tych wydarzeń z życia i służby Jezusa zmieniło wasze zrozumienie Go?”

Uniosła się jedna ręka: „Nie wiem, jak to dokładnie ująć. – zastanawiała się młoda kobieta. – Lecz nie jest to ten Jezus, z którym dorastałam. Nie wydaje się taki bardzo . . .sympatyczny”.

Bez  wątpienia myślała o powikłaniach spraw ze świniami, drzewem figowym, może o pytaniu: „A kto jest matką moją?” czy nazwaniu Piotra Szatanem. Pomimo starannych wyjaśnień, to co nadal ją niepokoiło to była nieuprzejmość Jezusa. Pomyślałem chwilkę, co znaczy: modliłem się o właściwą odpowiedź na to, co wydawało mi się niewinnym, jeśli nie zabawnym strapieniem. Powiedziałem jej: „Tu nie chodzi o to, aby być sympatycznym”. Sympatyczność to nie to samo, co świętość. „Bóg jest miłością” nie znaczy „Bóg jest sympatyczny”. Czasami Bóg wcale nie jest sympatyczny – nie według naszych standardów. 

Rzeczywiście, jako chrześcijanie powinniśmy mniej starać się być sympatycznymi, a  bardziej, aby kochać sprawiedliwie. Jedną z najlepszych rodzicielskich chwil mego męża było to, gdy powiedział niemiłe słowo napomnienia do rozkapryszonego dziecka. Pochylił się, spojrzał córce prosto w oczy i powiedział: „Słonko, tak właśnie wygląda miłość”. W tym przypadku musiało się jej wydawać, że miłość jest bardzo daleka od sympatyczności. 

Wiele nie rozwiązanych konfliktów w kościołach w rzeczywistości może brać się stąd, że za bardzo starami się być sympatyczni (mili dla siebie – przyp.tłum.). Starając się o to, aby inni czuli się dobrze, możemy lekceważyć trudniejszą sprawę uczenia się, głęboko i szczegółowo, tego, jak może wyglądać miłość. Miłość angażuje nas w „skandal wdawania się w szczegóły”. Miłość stara się rozeznawać, co należy w danej chwili zrobić, na poziomie o wiele głębszym niż towarzyska wrażliwość. Czasami jest twarda, ostra, pogmatwana i wydaje się być krzywdząca. To czego miłość wymaga a rodzicie wykonują, może być bardzo różne w zależności od różnych dzieci.

Wszyscy mamy jakieś pojęcie o tym, jakie są koszty tego, gdy rodzice za bardzo starają się być mili dla źle zachowującej się latorośli. W kościelnej społeczności, jak w rodzinie, nadmiar sympatyczności może maskować konflikty, które należałoby zdrowo przewietrzyć, uważnie mediować i cierpliwie negocjować. Niewiele jest takich  zborów, które wiedzą jak tolerować głębokie różnice i rozmawiać o nich bez uciekania na bezpieczny grunt, gdzie każdy może być sympatyczny (miły). 

Lecz miłość nie zawsze jest – i tylko – miła. Miłość jest cierpliwa, a cierpliwość nie jest tym samym, co pasywność. Miłość jest dobra, a dobroć to nie to samo co łagodzenie. Jednym z powodów do ponownego czytania listów Pawła, jest nauczenie się czegoś o miłości od męża, który porzucił świetny układ wraz z tanią łaską podobania się wszystkim, na rzecz ewangelii. 

Paweł nie wyruszał, a by „zdobywać przyjaciół i wpływać na ludzi” choć miał zarówno głębokie przyjaźnie jak i poważny wpływ. Spierał się również z Piotrem, dyskutował i przestrzegał błądzące kościoły i wymieniał ich grzechy bez nadmiaru taktu. 

Energia jego miłości wychodziła znacznie poza zwykłą dyplomację i wymagała tego rodzaju odwagi, którą trudno rozwinąć, gdy uprzejmość oferuje takie poczucie bezpieczeństwa, afirmacji i dobra wszystkim wokoło. 

Moją receptą na nadmiar uprzejmości, poza poważnym spojrzeniem na Nowy Testament, jest przeczytanie kilku krzepkich, wesołych, zgryźliwych historii Flannery O’Connor. Trudno jest zapomnieć i przebaczyć jej sympatycznym chrześcijańskim damom. Ukształtowały Jezusa na swój własny obraz: Jezusa, który całkowicie aprobuje ich zamiłowania, osądy i społeczne skłonności. 

O’Connor daje do zrozumienia, że nie będzie miejsca na ich upodobania w królestwie niebieskim. Będą musiały zostać oczyszczone ze swojej uprzejmości. Nalegając na to, że sentymentalizm jest bardzo pokrewny sprośności, wykorzystuje swoja fikcję do ukazania grzechu zadowolonej z siebie uprzejmości podobnej do grobów pobielanych. 

Jesteśmy wezwani do tego, żebyśmy byli „czuli i przebaczający sobie na wzajem”, współczujący z cierpieniem innych, abyśmy wyczuwali punkt widzenia innych, liczyli się ze swymi własnymi ograniczeniami, modlili się o łaskę uzdrowienia, nie zbaczali na ciężkie zajęcie zwracania uwagi na zranienia, gniew czy zamieszanie i starali się o autentyczne pojednania. 

To zadanie wymaga czegoś o wiele więcej niż uprzejmości; ono wymaga tego, abyśmy byli zarówno twardego umysłu, jak i czułego serca, abyśmy czasami stawali „twarzą w twarz”, jak i byli wrażliwi na serce innych. Czasami nawet może to wymagać, abyśmy byli całkowicie ekscentryczni, no, co najmniej jeśli mamy wierzyć słowom O’Connor: „Powinieneś poznać prawdę – ostrzegała. – a prawda zrobi z ciebie dziwaka”. 

Święci, jesteśmy o jeden dzień bliżej Domu, i Jego! 

Kochajcie Go z całego serca! 

******************************************************************

раскрутка

Click to rate this post!
[Total: 1 Average: 1]

One comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *