Gdy fakty do siebie nie pasują,…

Gdy sprawy jakoś do siebie nie pasują to miłujący i potężny Bóg powinien postępować według pewnych reguł, czyż nie?

Philip Yancey

Czymże  jest człowiek, że go tak bardzo cenisz i że nań zwracasz uwagę, że go  nawiedzasz każdego poranku i każdej chwili go doświadczasz? Kiedyż  wreszcie odwrócisz wzrok ode mnie i zaniechasz mnie, abym przełknął moją ślinę? (Job 7:17–19)

Gdybyś  mnie kilka lat temu zapytał o czym jest Księga Joba, szybko  odpowiedziałbym: „Job? Wszyscy wiedzą, o czym jest Job, jest to najpełniejsze biblijne ujecie problemu bólu i cierpienia”

Czy mogę ufać Bogu co do mojego zdrowia?

Oto moje odpowiedzi na podstawie studium Biblii.

Zawsze  zwracam się do Joba, gdy piszę o cierpieniu i niewątpliwie ogromna  większość tej Księgi obraca się wokół tematu cierpienia  (rozdziały 3-37). Te środkowe rozdziały nie podejmują się tego, aby  mówić, tylko pięciu kanciastych mężów – Job, jego  trzech przyjaciół i przeważnie milczący Elihu –  siedzących i dyskutujących o różnych teoriach bólu.  Usiłują zliczyć uderzenia i strzały śmiertelnej fortuny, które spadły na biednego Joba.

Nie  potrafimy wydobyć wszystkiego z tej księgi. Główny jej motyw  niezasłużonego cierpienia wydaje się szczególnie dobrze  pasować do naszej własnej ery, która sprowadziła dwie wojny,  dwa atomowe ataki i przyczyniła się do licznych prób ludobójstwa.

Co  więcej, portret genialnego starego Joba, lamentującego żałośnie, gdy  jego życie zawala się, wydaje się pasować do ulubionego,  współczesnego stereotypu. Neil Simon pożyczył sobie sytuację  Joba w swej sztuce God’s Favorite (Boży ulubieniec), jak to zrobili  już przed nim Archibald MacLeish (J.B.), oraz Robert Frost („The  Masque of Reason”). Ostatnio, pisarz Mauriel Spark ponownie  usiłował nadać współczesne rysy wątkowi Joba w dzisiejszych czasach (The Only Problem).

Te  zapożyczenie zgłębiają paradoks umieszczony w oryginalnej księdze.  Job i jego przyjaciele zgadzają się z tym, że pełen miłości i mocy  Bóg powinien postępować na ziemi według pewnych zasad, a  głównie powinien odpłacać tym, którzy czynią dobro, a  karać tych, którzy źle postępują. Cierpienia Joba, jak  zgadzają się jego przyjaciele, musiały więc spotkać go w wyniku jakiegoś nie wyznanego grzechu.

Dla  Joba, który znał swoją duszę, fakty jakoś do siebie nie  pasowały. Dla nas również one nie pasują. Jakby na to nie  patrzeć, stajemy wobec niewyjaśnionego cierpienia: Żydzi w  Holokauście, ofiary głodu w Afryce, Chrześcijanie w komunistycznych i  muzułmańskich więzieniach. Ci, którzy nadal podpisują się pod  schludną formułą przyjaciół Joba – a jest ich tutaj  wielu, jeśli religijna telewizja daje jakiekolwiek wskazanie –  dobrze by zrobili zastanawiając się nad jednym zasmucającym faktem: najbardziej agresywny chrześcijański kontynent na świecie, Afryka,  jest również miejscem największego głodu. (A najbardziej agresywny nie-chrześcijański region, wokół Morza Arabskiego,  jest najbogatszy.)

W  skrócie, pytania zadawane tak elokwentnie przez Joba, nie  znikły przez stulecia; stały się nawet głośniejsze i rozległe. A  jednak, pomimo tych wszystkich oddźwięków współczesnej  literatury, pomimo mojego własnego polegania na Jobie gdy piszę o  bólu, pomimo faktu, że niemal wszystkie wersy poza kilkoma są  skoncentrowane na problemie bólu, dochodzę do wniosku, że  Księga Joba w ogóle nie dotyczy problemu bólu.  Szczegóły cierpienia służą jako składniki tej historii, jako  pewien materiał, z którego jest zrobiona, lecz nie są  centralnym tematem. W ciastku nie chodzi o jajka, mąkę, mleko i  dodawanie tłuszczu. Po prostu używa się tych składników w  procesie tworzenia ciasta. Podobnie i w Księdze Joba nie chodzi o  cierpienie, lecz jest ono po prostu wykorzystane jako składnik  pewnego ogólnego wzoru. Patrząc na nią jako na całość widać,  że jest to raczej księga o wierze. Opowiada nam historię jednego  człowieka wybranego, aby przeszedł szokujący test wiary. Jego próba  i reakcja to przesłanie, które można zastosować nie tylko do  ludzi cierpiących, lecz do każdego, kto żyje na planecie Ziemi.  Przeważnie, nasza zdolność widzenia jest ograniczona do wąskiego  spektrum „naturalnego” światła; Księga Joba zdejmuje na  chwile klapki z naszych oczu i ujawnia nadnaturalną aktywność odbywającą się za sceną.

Aby  zrozumieć w jaki sposób tematy wiary i cierpienia współpracują  ze sobą w tej księdze, pomocne będzie pomyślenie o niej jako o  tajemnej grze, ‚kryminalnej’ sztuce. My, jako widownia, pojawiamy się  wcześnie na konferencji prasowej, na której dyrektor wyjaśnia  swoje działanie (rozdziały 1-2). Wiemy już wcześniej, co kto robi w  tej sztuce i rozumiemy to, że osobisty dramat na ziemi ma swój  początek w kosmicznym dramacie w niebie – rywalizacji o wiarę Joba. Czy uwierzy Bogu, czy zaprze się go?

Lecz  wtedy opada kurtyna i gdy ponownie podnosi się, widzimy po prostu  aktorów na scenie. Ograniczeni do sztuki, nie wiedzą o  „wszechwiedzącym” punkcie widzenia, który jest  udziałem publiczności. Pomimo, że znamy odpowiedź na „kryminalne”  pytania, główny aktor, detektyw, Job, nie zna ich. Obsesyjnie  ogarnięty cierpieniem, spędza czas na scenie starając się odkryć to,  co my, widzowie, już wiemy. Drapie się po swych ranach skorupami i  zadaje zdecydowane pytania: Dlaczego Ja? Co złego zrobiłem? Co Bóg chce mi powiedzieć?

Dla  nas, znajdujących się na „widowni”, „kryminalne”  pytania Joba powinny być zwykłymi intelektualnymi ćwiczeniami,  ponieważ już znamy odpowiedź. Co Job zrobił? Odpowiedź jest prosta – nic nie zrobił. Sam Bóg nazwał Joba mężem nienagannym i prawym, bogobojnym i stroniącym od złego (2:3). Dlaczego Job  cierpi? Wiemy już wcześniej, że nie jest to kara, nic podobnego.  Został wybrany jako główny gracz w wielkiej rywalizacji  niebios. Bóg użył Joba, aby udowodnić Szatanowi, że wiara  ludzkiej istoty może być szczera i pozbawiona egoizmu, niezależna od  dobrych Bożych darów. Job reprezentuje to, co najlepszego w jego gatunku.

Dzięki  temu wejrzeniu „za kurtynę”, które otrzymujemy w 1 i  2 rozdziale, autor Księgi Joba zrzeka  się wszelkich elementów budowania napięcia przy pomocy  narracji, z wyjątkiem jednego: pytania o to jak Job zareaguje. W skrócie: jest to kwestia jego wiary.

Jest  to testament geniusza tej księgi – i przyczyna tego, że wytrzymała  ona jako dzieło literatury – nie możemy zapomnieć tych dwóch pierwszych rozdziałów i emocjonować się

emocjonalną  udręką Joba. Zmaga się on z imponderabiliami cierpienia z taką siła,  że w całej księdze jego pytania stają się naszymi pytaniami. Lecz  musimy sami sobie przypominać o tym, że zza tych wzniosłych mów,  wyłaniają się te dwa rozdziały, w których dyrektor wyjaśnił wcześniej naturę tej rywalizacji.

Niektórzy  komentatorzy traktują 1 i 2 rozdział w tonie pewnego zaambarasowania.  Mam takie wrażenie, że znacznie bardziej podobałaby im się Księga  Joba, gdyby zaczynała się od rozdziału trzeciego. Scena z nieba,  pokazuje, że Bóg i Szatan są w tym zaangażowani – i  można dostrzec rumieniec na stronach komentarzy – tak,.. coś tu  przypomina zakład. Tych dwoje w jakiś sposób założyło się, za  Bożą namową, aby rywalizować ze sobą, a Bóg dał przeciwnikowi wielką przewagę.

Oskarżenia Szatana, że Job miłuje Boga tylko dlatego, że Ty nie otoczyłeś go zewsząd opieką są atakiem na charakter Boga.  Sugeruje, że Bóg nie jest godzien miłości sam w sobie; ludzie  tacy jak Job idą za nim tylko dlatego, że ich „przekupił”.  Odpowiedź Joba, na stratę  tych wszystkich podpórek wiary udowodni lub zbije wyzwanie rzucone przez Szatana.

To  przypomnienie spina razem cudowne napięcia dramatycznej ironii,  najbardziej widocznego podwójnego sprawdzianu integralności.  Dla Joba to Bóg jest na rozprawie: Jak może pełen miłości Bóg  traktować go tak niesprawiedliwie? Wszystkie prawne akty Joba  zawierają się w ramach większego sądu ustanowionego w rozdziałach 1 i  2, sprawdzianu jego wiary. Z naszej, wszechwiedzącej, perspektywy widza, obserwujemy pęknięcia integralności Joba w miarę jak traci  kolejno wszystko, co ma znaczenie i wartość.

Sympatia  jaką znajdujemy dla punktu widzenia Joba mówi nam coś o naszej  współczesnej kulturze. C.S. Lewis wskazał na przyczyny stojące  za tą emocjonalną reakcją w swym eseju „God in the Dock” (Bóg na ławie oskarżonych):

Księga Joba może pomóc nam w zadaniu pewnych  pytań o Bogu, lecz z bardzo prostej przyczyny zawodzi w udzieleniu  wielu odpowiedzi: rozdziały 1 i 2 wyraźnie pokazują, że bez względu  na to, co Job myśli, nie Bóg jest sądzony w tej księdze – to  Job jest na rozprawie. Istotą tej księgi nie jest cierpienie – „Gdzie  jest Bóg, gdy boli?” – to już jest rozwiązane w prologu. Istotą jest tutaj wiara – Gdzie jest Job? Jak zareaguje?

Czy ludzkie istoty rzeczywiście mają wolność i godność?  Szatan rzucił Bogu takie wyzwanie. Mamy wolność do upadku,  oczywiście, Adam i całe jego pokolenie dowodzi tego, lecz czy mamy  wolność do podnoszenia się, do wierzenia Bogu, bez jakichś innych  powodów,… no tak, bez żadnej przyczyny. Czy ktoś może  wierzyć nawet wtedy, gdy Bóg wydaje mu się wrogiem? Czy taka wiara jest możliwa?

Czy wiara, jak wszystko inne, jest produktem  okoliczności i warunków? To są pytania postawione w Księdze  Joba. W początkowych rozdziałach, Szatan ujawnia siebie jako  pierwszego wielkiego behawiorystę. Jak twierdzi, Job został  uwarunkowany do kochania Boga. Zabierz mu nagrody i patrz jak kruszy  się wiara. Job został nieświadomie wybrany na uczestnika wielkiego sporu. .

Pochwycony  przez „składniki” tego dramatu, Job koncentruje się  wyłącznie na sprawie cierpienia. Oczywiście, nie wie nic o kosmicznym  sporze wiary – taka informacja mogłaby spowodować, że jego próba  nie byłaby w porządku, ale w związku z tym, czuje się odrzucony przez Boga.

Jak  reaguje Job? Jak wygląda jego wiara? Jego wypowiedzi zawierają jedne  z najgłębszych ekspresji bólu, rozpaczy i oburzenia w całej  literaturze. Błąka się po skraju bluźnierstwa. Pierwsze słowa pierwszej jego mowy wypowiedziane są w tonie: Bodajby  zginął dzień, w którym się urodziłem, i noc, w której powiedziano: „Poczęty jest mężczyzna (3:3). (Przykłady  wyrażania cierpienia Joba widać w wersach: 3:24, 6:2, 10:21, 14:18–19, 16:9, 19:7, 30:20–27.)

Dla  Joba, w jego niedoli, Bóg wydaje się nikczemnikiem, który gubi zarówno winnych jak i niewinnych (9:22) – całkowite przeciwieństwo obrazu jaki miał Jezus, Ojca  zsyłającego deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych (Mat. 5:45). Ten sam ponury los czeka każdego, dobrego czy złego: A jednak razem spoczywają w prochu i okrywa ich robactwo (21:26).

W  swej końcowej mowie Joba zbiera wszystkie przykłady niewierności,  jakie tylko może znaleźć w tym świecie. Ci z nas, którzy znają  całą historię i spieszą się do zakończenia, mogą stracić znaczenie  tych słów cierpienia. Można nie oczekiwać, że znajdzie się tu  argumentu największych przeciwników Boga – powiedzmy:  Marka Twaina z jego „Listy z Ziemi”, czy Bertranda Russella  z „Dlaczego nie jestem chrześcijaninem” – przywiązanych do środka Biblii.

A  jednak pod koniec Bóg chwali Joba w zdecydowanym kontraście do werdyktu wydanego na pobożnych przyjaciół Joba: Mój  gniew zapłonął przeciwko tobie [Elifaz] i przeciwko dwom twoim  przyjaciołom, ponieważ nie mówiliście o mnie prawdy, jak mój  sługa Job. (42:7).  Dlaczego, w świetle zjadliwych odpowiedzi Joba, to on wygrywa? Mówiąc  bardziej surowo, dlaczego Bóg „wygrał zakład” o  wiarę Joba? Dlaczego Job nigdy nie zgodził się na przyjęcia rady swej żony, aby „przeklął Boga i umarł”?

Pomimo,  że prawdą jest, że kwestionował Bożą uczciwość, dobroć i miłość,  pomimo rozpaczy nad własnym życiem, Job nie odwrócił się plecami do Boga. Choćby mnie zabił, będę ufał Jemu (13:15) upierał się. Mógł zrezygnować z Bożej  sprawiedliwości, lecz uparcie nie chciał zrezygnować z Boga. W  najbardziej dramatycznych chwilach beznadziei zbierał się z jasnymi  przebłyskami nadziei i wiary (9:33; 16:19–21). W desperacji,  Job stanął na jednym żądaniu i trzymał się go do samego końca; prosił  tylko o osobiste wyjaśnienie samego Boga (13:3; 31:35). Chciał dnia w  sądzie, szansy usłyszenia Bożego świadectwa na jego rzecz o tym, co wyglądało na jedną wielką niesprawiedliwość.

Właśnie  to żądanie Joba wzbudzało furię jego przyjaciół. Jakie prawo  ma on, jedna nic nie znacząca istota ludzka, aby wzywać Boga do rozliczenia? Jak może człowiek, który  jest jak czerw, i syn człowieczy, który jest jak robak (25:6) sprzeciwiać się Bogu wszechświata? Job nie wycofał się, do samego końca upierał się przy swoim prawie do pytania Boga.

Ostatecznie  Job zaliczył egzamin wiary dzięki temu, że przylgnął do wiary w Boga,  pomimo że nie miał dowodów na poparcie tej wiary, a wiele  przeciwko niej. Przylgnął też do swej ludzkiej godności, nawet pomimo  ataków ze wszystkich stron. Można by nawet nazwać Joba  protestantem, w pełnym tego słowa znaczeniu. Zdecydowanie stanął na gruncie indywidualnej wiary, zamiast poddać się pobożnym dogmatom.

Ironiczne  jest to, że Bóg objawia się Jobowi właśnie wtedy, gdy Elihu  wyjaśnia, dlaczego Job nie ma prawa prosić o boską interwencję. Wiele  już zrobiono z wspaniałą mową Boga z końcowych rozdziałów  38-41. Również i ja zdumiewam się nad cudownymi obrazami z  natury, lecz wraz z tym zdumieniem przychodzi dokuczliwe poczucie  oszołomienia. Dlaczego Bóg unika odpowiedzi na te pytania,  które najbardziej dręczyły Joba? To uchylanie się w sprawie  cierpienia wydaje się szokujące po 35 rozdziałach traktujących wyłącznie o tym.

Boża  odpowiedź wraca nas z powrotem do pierwszych dwóch rozdziało,  do kontekstu „za sceną”. Job i jego przyjaciele rozmawiali  o cierpieniu, ponieważ zostali złapani przez dramat „składników;  nie widzieli nic więcej. Bóg, oczywiście, wiedział przez cały  czas, że prawdziwym pytaniem było wyzwanie pierwotnego sporu: wiara  Joba. Czy przylgnie on do wiary, nawet jeśli egoistyczne przyczyny  trzymającego przy wierze, zostaną usunięte? „Przeklnie cię” – ryzykował Szatan. Przegrał, a postać Joba utrzymała się.

Bóg  poprawił nieco myślenie Joba, a przesłanie wyrażone we wspaniałej  poezji sprowadza się do tego: dopóki nie masz większego  pojęcia o zarządzaniu fizycznym wszechświatem, Jobie, nie mówi  mi w jaki sposób mam zarządzać moralnym wszechświatem. Bóg  krytykuje Joba tylko za jedno: za jego ignorancję. Job dokonywał  swoich osądów na podstawie niepełnych dowodów –  wglądu, który my, publiczność, mieliśmy przez cały czas. Po  swym wykładzie Bóg zwrócił Jobowi wszystko, co stracił  w dwójnasób. Niektórzy ludzie lubią trzymać się  tej dobrej wieści o odnowionej fortunie Joba. Podkreślają, że Job  przechodził próby tylko przez pewien czas, zanim ponownie otrzymał materialną odpłatę.

To  prawda, Bóg rzeczywiście zwrócił Jobowi hojnie, lecz  napór tej księgi przekonuje mnie, że to wiara, a nie odpłata,  jest głównym punktem nacisku w Księdze Joba. Mówię to z  uwagą, lecz z Bożego punktu widzenie, materialne powodzenie Joba nie  miało wielkiego znaczenia wobec kosmicznej sprawy, jaka się odbyła.  A, ból? To można łatwo naprawić. Więcej dzieci? Wielbłądów,  byków? Nie ma problemu. Te odpłaty na ziemi były całkowicie  marginalne dla Joba dokładnie w tym samym sensie, w jakim były  marginalne później dla apostoła Pawła, który modlił się: Aby Chrystus był wywyższony czy to przez życie, czy przez śmierć (Flp. 1:20).

Dzięki  temu unikalnemu kątowi widzenia, jaki otrzymaliśmy w pierwszych dwóch rozdziałach, widzimy, sagę Joba jako coś znacznie więcej niż  wyolbrzymione doświadczenia smutnego, starego człowieka. Nie wiedząc  o tym, Job odegrał kluczową rolę w kosmicznej walce i jego przykład bardzo dużo nas uczy.

Zacząłem  od tego, że kiedyś myślałem, że wiem, o czym ta księga jest: o  problemie cierpienia. Teraz zdaję sobie sprawę z tego, że to co ja,  podobnie jak wielu innych, robię z Księgą Joba jest paradygmatem  tego, co robimy w życiu w ogóle. Bierzemy księgę, która  mówi o wierze i próbie i zamieniamy ją na księgę o cierpieniu.

Prawdziwy  kryzys Joba był kryzysem wiary, a nie cierpienia. Podobnie jest z  nami. My wszyscy czasami znajdujemy się w okolicznościach podobnych  do Joba. Prawdopodobnie nie natrafimy na skrajny przypadek  katastrofy, która spadła na Joba, lecz tragiczne wypadki,  śmiertelne choroby czy strata pracy mogą spowodować, że potrząsamy  głowami i pytamy: „Dlaczego ja? Co Bóg ma przeciwko mnie? Dlaczego wydaje się być tak odległy?”

W  takich warunkach zbyt łatwo skupiamy się na okolicznościach – naszej  chorobie, wyglądzie, biedzie czy braku szczęścia – jako przeciwniku.  Modlimy się, aby Bóg zmienił te okoliczności. Gdybym tylko był  piękny i przystojny, myślimy to wszystko szło by dobrze. Gdybym  jeszcze miał więcej pieniędzy, albo, co najmniej pracę. Gdyby tylko  moje seksualne pragnienia zmieniły się czy choćby zmniejszyły. Wtedy  łatwo byłoby wierzyć Bogu. Jednak Job uczy, że w chwili, gdy wiara  jest najtrudniejsza i najmniej prawdopodobna, wtedy wiara jest najbardziej potrzebna.

Gdy  uderzają tragedie, również dajemy się złapać o zawężony  horyzont widzenia. Podobnie jak Job, będziemy kuszeni, aby przekląć  Boga i widzieć Go jako naszego przeciwnika. Job zapytał Boga kąśliwie: Czy masz z tego korzyść, że uciskasz,  że gardzisz tworem swoich rąk, a użyczasz światła radzie bezbożnych? (10:3). Lecz spojrzenie za kurtynę z 1 i 2 rozdziału ujawnia,  że Job był wywyższany, a nie pogardzano nim. Bóg pozwalał na  jeżdżenie po Swojej reputacji w odpowiedzi na pojedyncze ludzkie istnienie.

Dokładnie  w tej chwili, gdy Job był najbardziej odrzucony, wtedy Bóg  udzielał mu osobistej, najbardziej mikroskopijnej uwagi. Bóg  wydawał się mu nieobecny; a w pewnym sensie nigdy nie był On bardziej bliski.

Waham  się czy to napisać, ponieważ jest to twarda prawda i nie każdy może  zechce to uznać, lecz Job przekonuje mnie, że Bóg jest  bardziej zainteresowany naszą wiarą niż naszymi przyjemnościami. To  stwierdzenie nie pasuje do nudnego obrazu Boga podobnego do  niedźwiadka, głoszonego w ewangelicznych kościołach i nie doszedłbym  do tego wniosku, gdyby Job pozostawał sam. Lecz myślę o tym, w jaki  sposób Bóg pozwalał na to, aby niektórzy z innych Jego ulubieńców byli traktowani.

Abraham  przeżył test wiary z pewnością równie surowy co Job: on sam  został wezwany do tego, aby popełnić tragedię i ofiarować syna, na  którego czekał całe dziesięciolecia. Dawid? Należałoby  przeczytać Psalm 22, aby uzyskać wgląd w jego doświadczenie milczenia  Boga. Ten schemat jest zdefiniowany w komentarzu z 2 Księgi Kronik mówiącym o ulubionym królu Hiskiaszu: Bóg  zdał go na jego własne siły, wystawiając go na próbę, aby poznać wszystkie jego zamysły (2 Krn.32:31).

Dlaczego  Bóg dopuszcza, a nawet pobudza, do takich prób wiary?  Czy liczy się dla Boga to, że mężczyzna, czy kobieta przyjmie Go, czy  odrzuci? Elichu, ostatni i najbardziej tajemniczy pocieszyciel Joba, kpiąc zadaje takie pytanie Jobowi?

Niemniej,  pierwsze rozdziały Księgi Joba ujawniają, że Bóg wiele  postawił na szali wobec zła lub sprawiedliwości jednego człowieka. W  jakiś sposób ta księga tylko wskazuje, a nie wyjaśnia, jak  wiele może znaczyć wiara jednej osoby. Na szali był drobniutki kawałek historii wszechświata.

Dla  mnie jest to najpotężniejsza lekcja z Księgi Joba. Podobnie jak Job  żyjemy w nieświadomości tego, co się dzieje „za kurtyną”.  Job uczy nas tego, że mała część ludzkiej historii na ziemi –  i, co zdumiewające, mojej własnej historii wiary – jest zawarta  w dramacie wielkiej historii wszechświata. Jesteśmy piechotą w duchowej wojnie o kosmicznym znaczeniu.

Job  na polu bitwy wiary stracił posiadłości, członków rodziny i  zdrowie. Możemy spotkać się z innymi walkami; upadek kariery,  kulejące małżeństwo, seksualna orientacja, kształt twarzy czy ciała,  który powoduje, że ludzie odwracają się. Bez względu na to,  przesłanie tej księgi wzywa dobrze naostrzoną wiarę wierzącego,  przeciwko wszelkim przeciwnościom, ponieważ reakcja posłuszeństwa jednej osoby jest ważna.

Job  prezentuje zdumiewającą prawdę mówiącą, że nasze wybory wiary  liczą się nie tylko dla nas i naszego przeznaczenia, lecz, zdumiewające, dla samego Boga i wszechświata, którym rządzi. Takie  ukryte wskazówki odbijają echem główne przesłanie Joba:  ważne jest jak reagujemy. Uczepiając się najcieńszej nici wiary, Job  zwyciężył decydujące zwycięstwo w Bożym ogromnym planie odkupienia  ziemi. W swej łasce, Bóg, dał zwykłym mężczyznom i kobietom godność udziału w odkupieniu kosmosu.

Nikt  lepiej od Joba nie wyraził bólu i niesprawiedliwości tego  świata, lecz za tymi słowami cierpienia leży mgliście świecąca  prawda: Job – i ty, i ja – może, przez posłuszeństwo,  włączyć się w walkę o obalenie tego cierpienia.

Przyjemności,  których zaznał Job w późnej starości były przedsmakiem  tego, co ma przyjść. Jego wątpliwości zostały uciszone przez wizję  Boga odpowiadającego mu z trąby powietrznej. Nasze również zostaną uciszone przez objawienie, gdy zobaczymy Go twarzą w twarz.

————————————–

„When  the Facts Don’t Add Up,” by Philip Yancey, Christianity Today, August 1986

http://www.christianitytoday.com/biblestudies/areas/biblestudies/articles/080709.html

анализ и аудит сайта

[Głosów:1    Średnia:5/5]

One comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.