Chip Brogden
Oryg.: TUTAJ
Niniejszy tekst został przepisany z nagrania audio. Forma mówiona została zachowana w całości.
Pozwólcie, że wyjaśnię wam, najlepiej jak potrafię, co słyszę i widzę za sprawą Ducha Bożego. On prowadzi mnie przez bardzo głęboki i przenikliwy okres adaptacji.
Teraz po prostu uwielbiam to słowo „dostosowanie”. Dostosowanie. Wiem, że to niekomfortowe i dezorientujące, gdy czujesz, że wszystko, co myślałeś, że wiesz, jest błędne (lub w najlepszym razie niekompletne), a Bóg pokazuje ci inną drogę, doskonalszą, i zazwyczaj ta „droga” nie jest drogą, którą sam byś wybrał lub do której byś doszedł. To nie jest proces, który ktokolwiek szczególnie lubi przechodzić.
Mimo to wszyscy potrzebujemy poważnej zmiany. Mam powiedzenie, które dobrze mi służyło przez lata i chciałbym się nim teraz z wami podzielić: celem objawienia nie jest UZASADNIENIE waszych złudzeń, lecz ich WYELIMINOWANIE. Nie szukajcie u Boga potwierdzenia waszych myśli i postrzegania rzeczy, lecz dążcie do rozczarowania; starajcie się pozbyć wszelkich złudzeń na temat Boga, wszelkich błędnych wyobrażeń i błędnych przekonań na temat tego, Kim On jest i co robi. Starajcie się poznać Go i Jego Wolę, niezależnie od tego, jak bardzo wydaje się ona sprzeczna ze wszystkim, co do tej pory słyszeliście, czego się nauczyliście i czego doświadczyliście.
Biblia wzywa nas do wzrastania w łasce i poznaniu Pana Jezusa; a ten wzrost jest możliwy jedynie dzięki objawieniu. Wraz z tym objawieniem następuje korekta, a ta korekta jest ciągła i trwa, aż do momentu, gdy osiągniemy doskonałą i całkowitą jedność z sercem i umysłem Boga, Jego zamysłem, Jego wolą i Jego Królestwem.
Pokuta, w najprawdziwszym sensie, jest dostosowaniem serca, dostosowaniem umysłu, myśli i postaw duszy; a to prowadzi (lub powinno prowadzić) do dostosowania się do rzeczy, które robiliśmy, a których już nie robimy, lub do rzeczy, których nie robiliśmy, a które zaczynamy robić. Jest to objawienie czegoś, co prowadzi do przemiany serca, co powoduje zmianę umysłu, co skutkuje zmianą zachowania i musi skutkować zmianą kierunku. To jest pokuta. Nie to płacz i podejmowanie postanowień, tylko po to, by wychodzić i robić te same rzeczy w kółko. Ale pokuta jest całkowitym dostosowaniem się do Boga – dostosowaniem się do Jego Celu, Jego umysłu, Jego serca, Jego woli.
Ponieważ rozumiesz, że Bóg nigdy – i nigdy nie – dostosował się do nas . To znaczy, że Bóg nigdy nie zadowoli się czymś mniejszym niż Jego pełna myśl, Jego pełna intencja. On czegoś szuka i nigdy nie pójdzie na kompromis ani nie obniży swoich oczekiwań, aby lepiej spełnić nasze życzenia. Oczywiście Królestwo Boże i Wola Boża nie będą koncentrować się na tym, czego chcemy lub czego oczekujemy. I dlatego modlimy się: „ Przyjdź Królestwo Twoje i bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”. Odkryłem, że niemożliwe jest modlić się o to codziennie i uczynić to centrum swojego życia modlitewnego, a jednocześnie oczekiwać, że wszystko pójdzie zgodnie z twoją własną wolą. To po prostu nie jest możliwe. Modlitwa to dostosowanie, a jeśli nie jesteś dostosowany poprzez modlitwę, to tak naprawdę się nie modliłeś.
„Nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie” – to jest szczyt dostosowania. Nawet Jezus znalazł się w bolesnej sytuacji, w której uznał za konieczne wypowiedzenie Bogu w modlitwie tych słów: „Nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie”. Nigdy nie słyszałem, aby Pan powiedział mi: „Cóż, Chip, nie pomyślałem o tym. Masz rację. Skoro o tym mówisz, twoja droga brzmi jednak lepiej! Dostosuję się do twojej woli”. Nigdy tego nie zrobił, a znam Go już na tyle dobrze, by jednoznacznie stwierdzić, że nigdy nie dostosuje się do moich oczekiwań i nigdy nie dostosuje się ani nie dostosuje swojego wiecznego celu do twoich oczekiwań. Zamiast tego, będzie nas nieustannie wzywał do zaprzeczenia własnej woli, własnych myśli, własnych odczuwanych pragnień, pragnień i potrzeb i do dostosowania się do Niego ; do całkowitego opuszczenia własnego gruntu i przyjścia na Jego grunt.
Jeśli kiedykolwiek doświadczyłeś tej korekty od Pana, to wiesz, że to ciągły proces. Ty i ja nieustannie potrzebujemy korekty wobec Boga. Mamy skłonność do bycia chwiejnymi i niestabilnymi. Nasze rozproszone myśli są często niespokojne i sprzeczne. Nasze głupie serca są pełne egocentryzmu i samolubstwa.
Nawet w naszych najświętszych chwilach, kiedy myślimy, że naprawdę dążymy do Boga i naprawdę spełniamy Jego wolę, tak często tak naprawdę realizujemy własne plany i tak się składa, że to, czego ja chcę, i to, czego moim zdaniem chce Bóg, to to samo! Ale wiecie, to może być tak zwodnicze. Czy jest choć jeden chrześcijanin na ziemi, który nie wierzy, szczerze nie wierzy, że to, co robi, jest wolą Bożą? Czy kiedykolwiek świadomie zrobiłbyś coś, o czym wiedziałbyś, że nie jest wolą Bożą? Cóż, gdybyś tak zrobił, wiedziałbyś, że to grzech, ale mam na myśli wiele dobrych rzeczy, które czynimy, a w szczególności mówię do tych z nas, którzy czują się powołani przez Boga do jakiejś formy posługi.
Czy jest choć jedna osoba, która pełni swoją posługę i nie wierzy w stu procentach, że taka jest wola Boża? Cóż, myśl nigdy nie przychodzi im do głowy: „Bóg mnie powołał i właśnie o to zabiegam dla Niego”. Ja to zrobiłem, wielu z was też, i muszę przyznać, że stawia nas to w bardzo niepewnej sytuacji. Stawia nas w sytuacji, w której jesteśmy tak pewni, tak pozytywnie nastawieni, tak przekonani, że postępujemy właściwie, że nie jesteśmy już w stanie niczego zmienić .
Dzieło Pana staje się dla nas ważniejsze niż Pan dzieła. Niektórzy ludzie nie potrafią nawet dostrzec różnicy między nimi; dla nich dzieło Pana i Pan dzieła to jedno i to samo. Otóż, twierdzę, że istnieje różnica między nimi; między dziełem Pana a Panem dzieła. I muszę przyznać, że większość życia, odkąd skończyłem dwanaście lat, poświęciłem na to, co nazywam „służbą”.
Bóg zaczął mnie radykalnie zmieniać ponad dziesięć lat temu, a ta zmiana była tak dotkliwa, tak przenikliwa, że zostałem zmuszony do opuszczenia denominacji, do której należałem przez szesnaście lat. Prawdopodobnie czytaliście lub słyszeliście moje świadectwo wcześniej; nie będę was tym teraz zanudzał. Chodzi o to, że Bóg rozpoczął w nas proces zmiany i ten proces trwa. Jest ciągły. Ale musicie być otwarci na ten proces zmiany – a tak niewielu ludzi jest. Nie mogą i nie będą zmieniani przeze mnie, przez Boga, przez nikogo innego. Może są powołani, może mają dar, ale to, do czego Bóg ich wzywa, to, w czym mają dar, staje się dla nich pułapką. Staje się pułapką. Staje się rozproszeniem uwagi od Jezusa.
No ilu ludzi muszę przywołać z Biblii, żebyś to zrozumiał? Spójrz na Abrahama. Jest syn obietnicy, Izaak, i w Izaaku spoczywa wszystko, do czego Bóg powołał Abrahama i kim miał być. A potem Bóg mówi Abrahamowi, by poświęcił Izaaka: „Tak, dobrze usłyszałeś: oddaj go. Oddaj mi go”. A argumentacja oczywiście przebiegałaby mniej więcej tak: „Cóż, Boże, dałeś mi tego syna, ten syn jest cudem! Ten syn reprezentuje Twoje przymierze i Twoją obietnicę, a wszystko zależy od Izaaka. Teraz mówisz: „Złóż mi Izaaka w ofierze całopalnej”. To nie ma sensu! To nie możesz być Ty! Jak mogłeś mi to zrobić?”. Abraham nie powiedział ani słowa, po prostu zaczął wykonywać polecenia, ale jeśli był człowiekiem, z pewnością myślał w tym kierunku. Czy jest ktoś, kto mnie teraz słucha i nie zakwestionowałby woli Boga, gdyby wymagała ona oddania jedynego dziecka lub któregokolwiek z nich? Czy jesteś tak pobożny i duchowy, że przyjąłbyś ją bez wahania i zaczął ją wypełniać? Nie, kwestionowałbyś ją, ja też! I bardzo wątpliwe, żebyśmy to zrobili.
Ale jaka jest zasada? Że to, do czego Bóg cię wzywa, to, co ci daje, może stać się pułapką. Nie znam ani jednego człowieka na dziesięć tysięcy, wliczając w to mnie, który uczyniłby to, do czego powołany został Abraham. Jakie to ma zastosowanie do ciebie i do mnie? Że Bóg żąda, abyśmy porzucili to, co kochamy najbardziej. To, co kochamy najbardziej, nawet jeśli jest dobre, nawet jeśli jest czymś, co On nam dał , może stać się bożkiem, jeśli na to pozwolimy. I to jest smutne dziedzictwo i tragedia wielu kościołów, posług, dzieł czynionych dla Boga. Wszystkie zostaną spalone i ujawnione jako nicość, niczym więcej niż słoma.
Z Izaakiem nie ma nic złego. Izaak był dobry, wierny, posłuszny – radość serca ojca. I tak samo nie ma nic złego w powołaniu Bożym i darze Bożym; nic złego w posłudze, jeśli jest ona prawdziwym wyrazem Chrystusa. Nie ma to nic wspólnego ze służbą, wszystko zależy od osoby, która ją głosi. Przesłanie może być nawet dobre, ale często posłaniec pozostawia wiele do życzenia. Proroctwo może być technicznie poprawne, ale prorok, osoba, jest całkowicie nie na miejscu.
Doświadczyłem tego kilka tygodni temu: „Bracie Chip, przeczytaj moje proroctwo i powiedz mi, co o nim myślisz”. Cóż, to niebezpieczna prośba, zwłaszcza gdy tak naprawdę nie szukasz prawdy. Wolałbym nie mówić ci, co myślę o czymkolwiek, ponieważ najczęściej oznaczałoby to koniec przyjaźni. Ale ona powiedziała: „Bracie Chip, przeczytaj moje proroctwo i powiedz mi, co o nim myślisz”. Nie znałem jej zbyt dobrze, więc powiedziałem: „Dobrze, przeczytam je i powiem ci, co o nim myślę”. I Duch Pański dał mi rozeznanie. Nie tylko widziałem to tak, jak On to widział, ale wiedziałem, że ta osoba nie przyjmie mojej rady. I tak naprawdę to mi ułatwiło sprawę, wiedziałem, że mogę po prostu powiedzieć jej prawdę, ona może ją odrzucić i moglibyśmy pójść swoimi drogami. Więc oto, co powiedziałem. Powiedziałem: „Proroctwo jest technicznie poprawne. Pismo jest w porządku. Nie ma nic złego w proroctwie; nic złego w samym słowie, ale prorokowi wiele brakuje”. I przeszedłem przez to krok po kroku i wskazałem jej trzy lub cztery obszary, które były nieuporządkowane w jej życiu: sposób, w jaki podchodziła do swojej idei posługi; jej duch religijny; jej hipokryzję; to wszystko. Widzisz, nie zajmowałem się słowem, zajmowałem się osobą, która je dawała. I, jak można było przewidzieć, odrzuciła wszystkie moje rady, obrzuciła mnie wieloma brzydkimi określeniami, a robiąc to, spełniła wszystko, co jej powiedziałem, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Cóż, dostała więcej, niż się spodziewała, prawda? Myślę, że mogła znieść moją krytykę jej słowa, ale nie mogła znieść żadnej zmiany w swoim sercu, umyśle ani czynach.
Teraz może rozumiesz, dlaczego nie przemawiam już w kościołach i prawie nigdy nie przemawiam do grup domowych. To jest ten rodzaj przenikliwej adaptacji, której niewielu ludzi jest gotowych się poddać. Ofiarują Bogu wszystko, z wyjątkiem tego, o co ich prosi. Będą chronić Izaaka do ostatniego tchnienia, jeśli będzie to konieczne, zamiast go poświęcić. Czyż nie jest to naturalny instynkt? „Cóż, to jest obietnica Boga! To reprezentuje posługę, która pobłogosławi narody. Spotykamy się w domach od dwudziestu pięciu lat, a ten kościół ma sto lat i Boże broń, abyśmy kiedykolwiek go poświęcili, odpuścili lub nawet zakwestionowali jego istnienie. Całe nasze życie zostało wylane, aby doprowadzić nas do tego miejsca i teraz mamy to, co Bóg obiecał, a ty mówisz, że musimy tego zaniechać. Cóż, nie zaniechamy tego. Nie poświęcimy Izaaka”. I w tym momencie umiera . Dlaczego? Ponieważ nie ma już na sobie znaku Krzyża.
Znamię Krzyża oznacza, że chętnie poświęcamy wszystko, czego Bóg od nas wymaga i ufamy, że wskrzesi to z martwych w czasie i porze, które wybierze, lub wskrzesi coś innego, coś lepszego w jego miejsce. A jeśli przeczytasz historię Abrahama, zobaczysz, że dokładnie tak się stało. Oddał Izaaka Bogu, a Bóg odnowił swoje przymierze z Abrahamem i oddał mu Izaaka. Cóż, jeśli wiesz cokolwiek o zasadzie Krzyża, to z łatwością dostrzeżesz lekcję płynącą z tego dla Abrahama, a jeśli nie, to modlę się, aby Bóg otworzył ci oczy na prawdę. „Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo; lecz jeśli obumrze, jeśli obumrze, jeśli obumrze , przynosi plon obfity”. Skąd bierze się płodność? Pochodzi z obumierania , z oddania siebie.
Bóg wyprowadza życie ze śmierci i aby doprowadzić nas do zmartwychwstania, musi przeprowadzić nas przez dzieło Krzyża. Nieważne, czy pełnisz posługę, czy dary, czy powołanie – jeśli znamię Krzyża nie widnieje na twoim życiu, na samym twoim bycie, to wszystko, co robisz, jest skażone Jaźnią. To nie jest czyste. To mieszanina. A ci z nas, którzy są traktowani w ten sposób, z łatwością dostrzegają tę nieczystość u innych ludzi. Dlaczego? Ponieważ Bóg nieustannie radzi sobie z tą nieczystością w nas samych.
Spójrzmy na Mojżesza. Jeśli kiedykolwiek istniał ktoś powołany i obdarowany przez Boga, to był nim Mojżesz! Ale oto, co musicie zrozumieć; posłuchajcie, co mówię: dary i powołania Boga nie są problemem. Problemem jest ten, kto jest obdarowany i powołany. Czy taka osoba dostosuje się do Boga, czy też będzie oczekiwać, że wszyscy i wszystko inne, w tym Bóg, dostosują się do niej? Czy podda się Krzyżowi, czy też będzie uparcie trzymać się swojego egoistycznego życia? Znalezienie uzdolnionych braci i sióstr, znalezienie powołanych braci i sióstr nie jest takie trudne. Trudność polega na znalezieniu ukrzyżowanych braci i sióstr; ludzi, którzy przyjęli zasadę Krzyża i umarli dla swojej własnej drogi.
Mojżesz miał dary od Boga. Mojżesz miał powołanie od Boga. Ale chciał postępować po swojemu. Widzicie więc, była tam nieczystość. Tak wielu jest obdarowanych i powołanych, ale to nie kwalifikuje człowieka. Wolałbym widzieć zwykłą, zwyczajną osobę bez żadnych dostrzegalnych darów i bez poczucia nadzwyczajnego powołania, ale oni są złamani! Można ich naprawić. Bóg może użyć kogoś takiego; On może coś z kimś takim zrobić. Ale powołani i obdarowani ludzie muszą najpierw zostać złamani, zanim będą mogli zostać wykorzystani. Tobie się to nie podoba, mnie się to nie podoba, ale tak jest w Słowie Bożym.
Mojżesz działał z siłą swojej osobowości. Był wierny swojemu darowi i powołaniu, ale Bóg powiedział: „To nie wystarczy. Twój dar i twoje powołanie nie wystarczą. Potrzebujesz trochę czasu na pustyni. Tak długo żyłeś jako książę Egiptu i musisz przestać myśleć i zachowywać się jak Egipcjanin, jeśli chcesz, aby twój dar i powołanie znalazły swój najczystszy wyraz. Pustynia zapewni ci tę adaptację, której tak rozpaczliwie potrzebujesz. Chcę, żebyś wiedział, że się nie spieszę. Nie dam się poganiać. Nie będę pracował według twojego harmonogramu i twoich ram czasowych, Mojżeszu. Dziesięć lat, dwadzieścia lat, czterdzieści lat – to dla Mnie bez różnicy. Chcę czegoś od ciebie i nie spocznę, dopóki Mój cel w tobie nie dojrzeje. Wtedy, i tylko wtedy, będę mógł wysłać cię jako wyzwoliciela Mojego ludu, jako kogoś, kto jest nie tylko powołany, ale wybrany !”
Cóż, Mojżesz uciekł z Egiptu i nie miał dokąd pójść, tylko na pustynię. Nie było to coś, co sam by dla siebie wybrał. Musiał zostać wygnany. I to wszystko było częścią suwerennych poczynań Boga z nim. To było bardzo surowe. To było bardzo przenikliwe. I bardzo odkrywcze. Mojżesz miał mnóstwo śmieci do pozbycia się. Musiał się wiele oduczyć. Spędził czterdzieści lat w ukryciu na pustyni, pracując jako pasterz. W dzisiejszym społeczeństwie to tak, jakby powiedzieć, że przez czterdzieści lat był śmieciarzem. Nie ma w tym nic złego, ale z pewnością nie jest to praca olśniewająca. To uczciwa praca, ale nie olśniewająca. To praca w upale, brudna, cuchnąca i praca, której większość ludzi nie chce wykonywać – zwłaszcza ci, którzy czują powołanie do służby, to coś, na co patrzyliby z góry. Chcą stanowiska w kościele! To ich szkolenie; nosić Biblię pastora ze sobą albo robić coś ważnego! Wygłosić kilka kazań. Rozumiesz? Nie byli na pustyni. Nie spędzili ani chwili na odludziu. W ich życiu nie ma śmierci, pogrzebu ani zmartwychwstania ; wciąż czegoś dla siebie szukają , cały czas myśląc, że tak naprawdę szukają tego, czego chce Bóg. I bardzo trudno jest komuś takiemu dostosować się do Czegoś i Kogoś innego niż jego z góry przyjęte wyobrażenia o tym, na czym polega posługa.
Ironią jest to, że Mojżesz okazał się największym prorokiem Starego Testamentu, ale najpierw musiał się dostosować i po tych czterdziestu latach na pustyni powiedział: „Panie, nie mogę mówić. Proszę, poślij kogoś innego”. I właśnie takiej osoby może użyć Bóg. Czterdzieści lat budowania, czterdzieści lat burzenia, a teraz, po osiemdziesięciu latach, jest złamany, pokorny, łagodny, podatny na wpływy, elastyczny i elastyczny. Właśnie takiej osoby może użyć Bóg – kogoś, kto nie szuka rzeczy materialnych, ale zadowala się ukryciem. Bóg może zaufać komuś takiemu. Ale nigdy nie zawodzi fakt, że ci, którzy tak często wysuwają się na pierwszy plan, chcąc mówić, to ci, którzy nie mają nic wartościowego do powiedzenia i nie mają niczego, czego warto by posłuchać. Przemierzą pół świata, żeby wygłosić kazanie, ale nie przejdą przez ulicę, żeby go wysłuchać. Nie ma głębokiej, tajemnej historii Boga na pustyni. Oni po prostu pragną głosić, być pastorami albo sprawować władzę nad czymś. Czy myślisz, że Bóg zatwierdzi tę cielesną żądzę spraw duchowych? Czy to odzwierciedla ducha, charakter i naturę Pana Jezusa?
Jezus mówi: „To, co jest z ciała, jest ciałem”. Prawdą jest, że wielu przyjdzie do Jezusa w owym dniu i powie: „Panie, Panie, uczyniliśmy to wszystko dla Ciebie”, a On osądzi wszystkie te uczynki jako cielesne, cielesne, samolubne i egoistyczne. Nazywa ich „czynicielami nieprawości”, a jednak wszyscy nazywają Go Panem! I wszyscy są bardzo zajęci; robią rzeczy, które robi większość posług – prorokują w imię Jezusa, wypędzają demony w imię Jezusa, czynią cuda w imię Jezusa – jeśli to nie jest posługa, to co nią jest? Czyż nie tego tak gorliwie szukają chrześcijanie? Proroczych słów, mocy, znaków i cudów… czyż nie tym się tak ekscytujemy? Dlaczego więc Jezus nie jest tym pod wrażeniem? Sednem sprawy jest to, że dzieło Pana stało się ważniejsze niż Pan dzieła. „Nigdy was nie znałem” – mówi, a sednem tego jest brak trwałej relacji z Jezusem. Brak intymności. Żadnej komunii. Żadnego życia modlitewnego. Żadnego szukania Pisma Świętego. Żadnego szukania Jego woli ani Jego królestwa – tylko cielesne szukanie dla siebie i dla swoich tak zwanych „posług”. To nie powstrzymuje ich od czynienia uczynków w Jego imieniu, ale jeśli te uczynki nie prowadzą nikogo do głębszego poznania Chrystusa, to w ocenie Boga są oni sprawcami nieprawości, ponieważ nie można nikogo innego zaprowadzić do miejsca, w którym samemu się nigdy nie było.
Cóż, to jest coś do przemyślenia i nie sugeruję, że jestem idealnie dostosowany do Bożego celu i zamysłu w odniesieniu do prawdziwej posługi duchowej. Nadal potrzebuję tego dostosowania każdego dnia. Ale przepraszam Go i przepraszam was za te chwile, kiedy nie reprezentowałem Go właściwie. Żałuję tego i będę nadal szukał Jego oblicza i Jego woli, aż będę idealnie dostosowany do Niego pod każdym względem. Prawda jest taka, że nie jestem pastorem. Nie jestem kimś, kto może ci głosić kazanie co tydzień. Nie jestem teologiem, który potrafi rozwikłać wszystkie doktrynalne niuanse i rozwikłać wszystkie różne opinie i pytania, jakie ludzie mają w kwestii teologii lub doktryny. Jestem przede wszystkim strażnikiem, a dopiero potem nauczycielem. I mogę mówić tylko to, co Bóg mi daje do powiedzenia, kiedy mi to daje.
Pomysł codziennego słowa, cotygodniowego webcastu czy comiesięcznego nauczania jest dobry i szlachetny, ale szczerze mówiąc, myślę, że odzwierciedla to duszpasterską postawę, do której Bóg mnie nie powołał. To tak, jakbym się bał, że jeśli nie będę stale czegoś publikował, to ktoś odejdzie; odejdzie od Boga albo ode mnie – nie wiem, co się stanie, ale tak czy inaczej, nie jestem odpowiedzialny za wasz duchowy wzrost i rozwój. Jestem odpowiedzialny za wskazywanie wam Chrystusa i głoszenie odwiecznych zamierzeń i celów Boga dotyczących Jego Syna oraz za bycie narzędziem dostosowań w waszym życiu. To jest publiczny aspekt tej posługi.
Prywatna, ukryta strona, to służba Panu modlitwą. Kropka. Jestem powołany, by być z Jezusem. To moje powołanie. Moim darem jest sam Chrystus. On jest moim darem. Do tego chcę się sprowadzić.
Teraz wszystkie te inne działania mają swoje miejsce, ale te działania nie są Chrystusem i te działania mogą bardzo dobrze zająć miejsce Chrystusa, jeśli nie będziemy ostrożni. Myślę, że jeśli to wszystko podsumować, czuję absolutną konieczność dla mnie – i dla ciebie, ponieważ jesteśmy tacy sami – musimy być rządzeni przez Ducha Świętego . To jest klucz: rządzeni przez Ducha Świętego. Teraz odpowiada to na wszystkie pytania o to, co robić, dokąd iść, co mówić, kiedy zrobić to lub tamto, lub czy zrobić to lub tamto. To nie jest kwestia harmonogramu lub czasu, ani wymagań i oczekiwań innych ludzi. Jeśli to jest to, czym mam się kierować, to równie dobrze mogę wybrać się gdzieś do kościoła, ogłosić kazanie tydzień wcześniej i podążać przewidywalną ścieżką. Ale to , moim zdaniem, nie oznacza bycia rządzonym przez Ducha Świętego.
Bycie napełnionym Duchem Świętym to jedno. Ale bycie rządzonym przez Ducha Świętego to zupełnie co innego.
Przez większość mojego życia byłem napełniony Duchem Świętym. Potrafię wskazać dzień i godzinę, kiedy otrzymałem chrzest w Duchu Świętym i dary, które mu towarzyszą. Nie oznacza to, że zawsze byłem pod władzą tego mieszkającego we mnie Ducha. A jak jest z tobą? Możesz być napełniony Duchem, ale możesz nie być przez Niego kierowany , i to wyjaśnia, dlaczego osoby charyzmatyczne, prorocze, należą do najbardziej cielesnych osób, jakie kiedykolwiek spotkasz w swoim życiu.
Biblia mówi, że musimy być nieustannie napełniani Duchem. Paweł mówi: „Nie upijajcie się winem, ale bądźcie pełni Ducha”. A słowo „napełniajcie się” to grecki czasownik oznaczający ciągłe działanie. Oznacza ono ciągłe bycie napełnianym, bycie napełnianym lub bycie nieustannie napełnianym. To samo dotyczy jedzenia lub picia Chrystusa: „Kto nadal spożywa Moje Ciało i pije Moją Krew, będzie miał Życie” – mówi. Nie chodzi o jakieś doświadczenie przy ołtarzu ani o domniemaną manifestację obecności Boga w twoim ciele. Chodzi o ciągłe życie, trwanie, zamieszkiwanie i trwanie w Chrystusie chwila po chwili. A jeśli poddasz się rządom Ducha Świętego, On przywróci cię do zasady trwania w Chrystusie i przyjmowania dzieła Krzyża raz po raz. To jest ścieżka, na którą Duch Święty cię prowadzi z powrotem.
To jest kierunek Ducha i będzie On z tobą pracował przez długi czas w tym celu, ale jeśli stale odrzucasz ten rząd, to Duch jest zasmucony i w końcu odejdzie. I myślę, że to tłumaczy rzesze ludzi, którzy nazywają Jezusa „Panem” i robią rzeczy w Jego imieniu, ale tak naprawdę nie wiedzą, Kim On jest. Jeśli twoim jedynym dowodem życia wypełnionego Duchem jest coś, czego doświadczyłeś w 1968 roku na jakimś spotkaniu obozowym, to coś jest poważnie nie tak. Osoba wypełniona Duchem albo znajduje się pod rządami Ducha Świętego, albo zmierza w kierunku tego rządu. Stanie w miejscu lub cofanie się nie wchodzi w grę. Bądź stale wypełniony Duchem. I możesz wierzyć w cokolwiek chcesz o uczynkach, ale sednem sprawy jest to, że owoce Ducha lub ich brak pokazują, czy naprawdę jesteśmy tym, za kogo się podajemy.
Jezus powiedział, że dobre drzewo nie wydaje złych owoców, a złe drzewo nie wydaje dobrych owoców. Poznacie je po owocach, a nie po liściach. Dobre czy złe, na lepsze czy gorsze, coś wydasz. Pytanie więc nie brzmi, czy wydasz owoce, ale jakie .
Zatem, gdy oddajemy się pod panowanie Ducha Świętego, oznacza to, że będziemy próbować udać się w pewne miejsca, tak jak apostołowie, ale Duch na to nie pozwoli. Albo będziemy próbować milczeć lub pozostać w jednym miejscu i być ukrytym, ale Duch zmusi nas do powiedzenia czegoś lub podjęcia działania. Albo możemy unikać pewnych osób, miejsc lub rzeczy, ale Duch powie: „Idź tutaj i nie wątp w nic, bo cię posyłam”. I On nie zawsze posyła cię do czegoś, co wygląda na sukces ! Może to wyglądać na porażkę. Ukrzyżowania nigdy nie wyglądają na sukces na zewnątrz. Ale spójrz, to coś zupełnie innego niż wyznaczanie sobie celów i mówienie sobie, że chcesz to i to do tego i tego dnia, i będziesz chodzić tu i tam, i robić to i tamto; tego nie ma w Biblii. Widzisz, jak coraz częściej poddają się panowaniu Ducha Świętego. I wkrótce nauczyli się, że posłuszeństwo Duchowi oznacza Życie i Pokój, jeśli nie na zewnątrz, to wewnętrznie. Dopóki On to czyni i On to inicjuje, wszystko jest w porządku. Ale w chwili, gdy przykładamy do tego rękę, kalamy to. Raz po raz.
Dla mnie oznacza to, że możemy, ale nie musimy, mieć codzienne kazanie, cotygodniowy webcast, dwa razy w miesiącu spotkania w domu, albo kolejne warsztaty, zgromadzenia czy konferencje. Nie martwię się już o te rzeczy. Zajmuję się tylko jedną rzeczą: czy idę, czy zostaję, czy mówię, czy milczę, czy piszę coś codziennie, czy już nigdy, czy sprawiam wrażenie aktywnego, czy biernego, czy jestem prowadzony przez Ducha Świętego? Bo to jest jedyna prawdziwa podstawa posługi duchowej.
Jeśli to cię w ogóle dotyczy i świadczy o twoim sercu, możesz zadać sobie pytanie: Skąd mam wiedzieć, czy kieruję się Duchem, czy własną, egocentryczną naturą? Cóż, nie pytaj mnie, bo nie mogę ci powiedzieć. Nie potrafię ci na to odpowiedzieć. Postawiłbym na pewniaka i założyłbym, że prawdopodobnie jestem bardziej samolubny niż duchowy, ale będziesz musiał zrobić to samo, co ja: stanąć przed Bogiem i poprosić Go, aby cię zbadał i ci to objawił.
Kiedy docierasz do tych trudnych do rozróżnienia miejsc, czujesz się zmuszony stanąć przed Bogiem i tego szukać, i tak się uczysz. To część twojego rozwoju. Zidentyfikowałem stan u chrześcijan, który nazywam „duchowym gogleizmem”. Duchowy gogleizm! A to oznacza, że zamiast stanąć przed Bogiem, ukorzyć się i uzyskać odpowiedzi od Tronu, wskakujemy do internetu, szukamy problemu w Google i próbujemy w ten sposób znaleźć odpowiedzi. Cóż, to szybkie, wygodne, szybkie i na pewno coś znajdziesz, ale wierzę, że to obraża Ducha żywego Boga. Dlaczego? Ponieważ On chce, abyś przyszedł do Niego i uczył się od Niego, a to wymaga czasu i cierpliwości, i dlatego większość ludzi tego nie robi i dlatego większość ludzi, nawet pomimo całego swojego poszukiwania i poszukiwania odpowiedzi, wciąż nie jest dalej niż na początku. Nie dam się prowadzić Google’owi ani temu, co zrobił Watchman Nee, ani T. Austin-Sparks. Dobrze służyli swojemu pokoleniu, ale odeszli. Problem nie polega na tym: „Co Pan powiedział temu a temu?”. To może nas zaprowadzić tylko do pewnego momentu. Co Pan mówi do mnie teraz? To jest obecna prawda, która zaspokaja Bożą potrzebę w tej właśnie chwili.
Chcę być nieustannie dostosowywany do Boga i nieustannie kierowany przez Ducha Świętego. W ten sposób mogę zaspokoić serce Boga. Nie ma znaczenia, czy to zadowala wszystkich, czy nawet czy ma to dla nich sens. Dlatego zapraszam Cię do dołączenia do mnie w tej podróży, która zaczyna się od gotowości do dostosowania się do Boga, przyjęcia zasady Krzyża i poddania się Duchowi Świętemu. Końcowym rezultatem jest czystość, której nie można osiągnąć żadnymi cielesnymi środkami.
Mam nadzieję, że to przesłanie i to słowo stanie się dla Ciebie przedmiotem modlitwy.
