Author Archives: pzaremba

Według czyjej wiary mamy żyć?

Richard Murray

Przyp. tłum.: starsze polskie tłumaczenia prawidłowo oddają ten wers, później dodano „w”.
B.Gdańska: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, a żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus; a to że teraz w ciele żyję, w wierze Syna Bożego żyję…”
B.Brzeska: „A żywę już nie ja, ale żywie we mnie Krystus. A żywot, którym teraz żywę w ciele, w wierze Syna Bożego żywę…”
B.Poznańska.: „Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Żyję teraz na ziemi, żyję w wierze Syna Bożego…

Według czyjej wiary mamy żyć? Naszej osobistej czy osobistej wiary Jezusa, którą On w nas zaszczepia przez zamieszkującego w nas Ducha Świętego.

__________

Wers 2:20 z Listu do Galacjan sugeruje, że jest to osobista wiara Jezusa, a NIE nasza własna.
Niemniej, inne fragmenty Nowego Testamentu często używają zwrotu „wasza wiara” w sensie  pochwały  jak: „słyszeliśmy o wierze waszej” czy „ a wiara twoja uzdrowiła cię”.

Co to więc jest? Nasza wiara, czy Jego wiara?

Oto zabawna alegoria, która pomoże nam lepiej zrozumieć relację między naszą, ludzką, wiarą, a boską wiarą Syna Bożego.

W początkowych odcinkach komiksu SUPERMAN, Clark Kent musiał funkcjonować zgodnie z ograniczeniami swej ludzkiej natury, DOPÓKI, nie wszedł do budki telefonicznej i szybko zmienił się w Supermana. Wtedy już mógł spontanicznie frunąć do nadnaturalnej rzeczywistości w mocy, którą otrzymał z racji miejsca narodzenia.

Wiara Clarka Kenta miała swoje ograniczenia, wiara Supermana ich nie miała. Dobra nowina dla Clarka była taka, że zawsze gdzieś w pobliżu stała budka telefoniczna. Jego wiara miała za zadanie doprowadzić go do najbliższej budki, lecz wiara Supermana zawsze przejmowała kontrolę, jak tylko z niej wyszedł. Wiara Clarka  wykonywała bardzo niewielkie zadanie, lecz była istotna dla uwolnienia mocy niezniszczalnego życia. Continue reading

Jak Pan pokazuje wizje indywidualnej przyszłości_1

John Fenn

Czujesz się jakbyś rozminął się z Bożą wizją dla swojego życia lub może szukasz Jego woli?  Lub może zastanawiasz się, co też przeszłość ci przyniesie?
W Księdze Wyjścia 3:8, gdy Mojżesz stoi przed płonącym krzewie, Pan mówi: „Zstąpiłem przeto, by go wyrwać z mocy Egiptu i wyprowadzić go z tego kraju do ziemi żyznej i rozległej, do ziemi opływającej w mleko i miód…

W Księdze Wyjścia 4: 30-31 czytamy: „Aron zaś powtórzył wszystkie słowa, które Pan wypowiedział do Mojżesza, a ten dokonywał znaków na oczach ludu. I lud uwierzył. A gdy usłyszeli, że Pan ujął się za synami izraelskimi i że dojrzał ich niedolę, pochylili głowy i oddali pokłon”.

Ale żaden z nich oprócz Jozuego i Kaleba, nie zobaczył ziemi płynącej mlekiem i miodem. Czy zatem Bóg skłamał; czy możemy rozminąć się z Nim do tego stopnia, że nigdy nie zobaczymy wypełnienia obietnic?

Mamy tu do czynienia ze słabą komunikacją – czy też nie?

Zwróć uwagę na to, że mówiąc Mojżeszowi, że wprowadzi ich do krainy mlekiem i miodem płynącej, Pan pokazał ostateczne, najlepsze i najbardziej wspaniałe aspekty Jego planu. Nie podał jednak szczegółów dotyczących przejścia przez pustynię. Nie wspomniał, że będą musieli podbić narody, które tam mieszkały. Dał im skończoną wizję, jej ostateczny, końcowy rezultat – ziemię opływającą w mleko i miód. Ten obraz, ta wizja miała im dać siłę aby przejść.

W Genesis 12, ponad 400 lat wcześniej widzimy, podobną sytuację z Abrahamem. W wersecie 1-3 czytamy: „I rzekł Pan do Abrama: Wyjdź z ziemi swojej i od rodziny swojej, i z domu ojca swego do ziemi, którą ci wskażę. A uczynię z ciebie naród wielki i będę ci błogosławił, i uczynię sławnym imię twoje, tak że staniesz się błogosławieństwem. I będę błogosławił błogosławiącym tobie, a przeklinających cię przeklinać będę; i będą w tobie błogosławione wszystkie plemiona ziemi”.

Cóż za wspaniała obietnica!

Pan przedstawił pełną, kompletną wizję, końcowy rezultat najlepszego możliwego scenariusza. I rzeczywiści Abraham wyrusza w podróż. Jeśli spojrzeć na mapę, do przejścia miał około 1000 mil (1600 km). Lecz gdy Abraham dotarł do tego miejsca, Bóg powiedział (12:7) „… ziemię tę dam potomstwu twemu”. Abrahamie, dotarłeś – możesz zapuścić korzenie.

Czytamy, że Abraham zbudował ołtarz Panu, a następnie przeszedł się po swoim nowym kraju. Gdy zwiedzał tę krainę, czytamy w wersecie 10: „nastał głód w tym kraju, Abram udał się do Egiptu, aby się tam zatrzymać jako przybysz, gdyż w kraju był wielki głód„.

To że przychodzi głód niekoniecznie jest oznaką, że rozminąłeś się z Bogiem. Ale może będziesz musiał zaadaptować swoje plany do zaistniałej sytuacji i powrócić do swej wizji później – tak jak Abraham powrócił do tej krainy po paru latach.

Czy dostrzegasz już w tym wzór?

Pan zawsze pokaże nam końcowy produkt, kompletną wizję, ostateczny, najlepszy plan. Zawsze jednak pominie szczegóły rzeczy, które będziemy musieli przejść, aby zobaczyć wypełnienie się tej wizji. Oczywiście może ci powiedzieć, że to będzie trudne, ale rzadko przekazuje wszystkie szczegóły. W końcu żyjemy przez wiarę a nie przez to co widzimy.

Nawet apostoł Paweł tego doświadczył. Kiedy opowiada królowi Agryppie swoje świadectwo (Dz 26: 15-19), mówi: „Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. ..po to ci się ukazałem, aby cię ustanowić sługą i świadkiem tych rzeczy, w których mnie widziałeś, jak również tych, w których ci się pokażę.  Wybawię cię od ludu tego (Żydów) i od pogan, do których cię posyłam”.

Continue reading

Stan_23/24.10.2018_rzeczywistość


Stan Tyra

W znanym humorze (dowcipie?) porównującym neurotyka, psychotyka i psychiatrę, dobrze wyrażone są trzy sposoby podchodzenia do rzeczywistości: neurotyk buduje zamki w powietrzu, psychotyk wprowadza się do nich, a psychiatra obciąża ich obu wynajmem.

Faktem jest, że wszyscy chcemy definiować rzeczywistość opierając się na swoich własnych warunkach i prawdę akceptujemy wyłącznie na własnych warunkach. Stawiamy ciepłe, wygodne iluzje nad zimnymi twardymi faktami. Nakręcanie tych iluzji, to jedna z podstawowych funkcji mechanizmu obronnego znanego, jako „ego”. To ego wykrzywia, jak ekspert prawdy o każdym doświadczeniu/przeżyciu po to, aby stało się dla nas bardziej do przyjęcia, dawało nam komfortowe uczucia, zadowolenie z siebie oraz słuszność. Wszyscy mamy zwyczaj budowania swoich własnych zamków w oczekiwaniu, że wszyscy wokół wprowadzą się do nich.

Spośród kilku powszechnie stosowanych sposobów wykrzywiania prawdy i nazywania jej prawdą, które mamy do dyspozycji, dziś wymienię jedną – racjonalizacja. Wymaga ona wymyślenia dobrych wymówek, które zakryją rzeczywiste przyczyny. Na przykład, ktoś kogo nie lubię, zaprasza mnie na obiad, a ja odpowiadam, że tego dnia jestem zbyt zajęty. Jeśli racjonalizacja jest całkowicie skuteczne, przekonam nawet samego siebie, że taka jest prawdziwa przyczyna, podczas gdy to zniekształcenie prawdy służy ochronie mnie przed nieprzyjemną świadomością, że nie jestem taki, jak chciałbym wierzyć, że jestem.

W jaki sposób zniekształcamy czy maskujemy rzeczywistość i jak tworzy się w ten sposób iluzja prawdy, która jest po prostu prawdą na naszych warunkach. Wolimy ciepłe, wygodne iluzji niż zimne twarde fakty. Wymieniłem dotąd jeden sposób, racjonalizację, dziś wskażę na jeszcze kilka innych.

Kolejnym sposobem na wyparcie się rzeczywistości jest proste wyrzeczenie się. Często mówimy sobie i komuś innemu, że to, jak się obecnie czujemy, to nie jest to, jak rzeczywiście się czujemy. Jest to ogromnie silny sposób na zdystansowanie siebie do nieprzyjemnej rzeczywistości czy prawdy o nas samych, a zapobiega zajęciu się bólem własnej duszy. Na przykład, wspomniałem wyżej o odrzuceniu wspólnego obiadu z kimś, kogo nie lubię, ponieważ jestem zbyt zajęty. Stosując wyparcie, możemy zaprzeć się tych uczuć wobec gospodarza i udać się z nim na obiad, jak gdyby wszystko było w porządku. Często nazywa się to świętym aktem „wyrzeczenia się siebie”, podczas gdy jest to zwykłe okłamywanie samego siebie.

Innym sposobem wyparcia się jest projekcja. Dzieje się tak wtedy, gdy innym przypisujemy te rzeczy, których nie możemy zaakceptować w sobie. Mogę, na przykład, wyrzec się swoich problemów z gniewem oskarżając o te zachowania innych. W ten sposób, mogę zdjąć swój wzrok z siebie, a skupić go na tobie. Jeśli zagrożę tym, że się obrażę, buchnę dymem i wysadzę twój dom w powietrze, to ty może przestaniesz dokuczać mi TWOIMI głupimi sprawami.

Dość przykładów, o co chodzi Stan? W taki czy inny sposób, większość z nas regularnie wybiera iluzje zamiast rzeczywistości. Te historyjki, które sobie sami opowiadamy stają się częścią sieci kłamstw, które nas związują. Możemy to odrzucić, jako proste „snucie opowieści”, bądź nawet coś pozytywnego. Niemniej, w miarę powtarzania, staje się to nieświadome. Sztuczna rzeczywistość, którą zaprosiliśmy do naszej duszy, będzie teraz rosnąć w miarę, jak zbiera wokół siebie kolejne iluzje i buduje samo się w żywe fałszerstwo. Nie chodzi tu o to, że sami sobie i innym opowiadamy kłamstwa, lecz o to, że my sami staliśmy się kłamstwem.

Im dłużej żyjemy w tej iluzji, tym większym zagrożeniem wydaje się być światło rzeczywistości. Preferujemy, jeśli to możliwe, unikać tych rzeczy, które sprawiają, że czujemy się niewygodnie. Continue reading

WYJAŚNIENIE Rosz ha Szana, Jom Kippur, Święta Namiotów_6


John Fenn

Wszyscy wiemy, że w Ewangelii Mateusza 24 możemy przeczytać o warunkach panujących na ziemi w chwili powrotu Jezusa. Ale w następnym, 25 rozdziale, czytamy o tym, jakie w tym czasie Jezus  podejmie działania.

W Mat. 25: 31-46 Jezus mówi, że po swoim powrocie zasiądzie na swoim „tronie chwały” i podzieli narody na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Oznacza to, że na Ziemi będą ludzie, którzy przeżyją Armagedon, którzy zobaczą jak Jezus zostaje Królem całej ziemi, jak wprowadza sprawiedliwość Bożą na całym świecie. Jednak nie wszystkim ludziom będzie się to podobało.

W jaki sposób ludzie reagują na Jego powrót – nadchodzące zmiany geograficzne

Zachariasz 14:5 daje nam jasny obraz tego czasu, mówiąc „…Potem przyjdzie Pan, mój Bóg, a z nim wszyscy święci”. (Czy nie cieszycie się, że święci wracają razem z Nim w chwili jego powrotu? Zobaczcie też Obj. 19: 6-14).

14: 8-9: „I stanie się w owym dniu, że popłyną żywe wody z Jeruzalemu, połowa do morza na wschodzie, a połowa do morza na zachodzie, i tak będzie w lecie i w zimie. I będzie Pan królem całej ziemi”.

Continue reading

Imię Pańskie


Richard Murray

Duchowo rzecz biorąc rozpoznanie imienia to rozpoznanie natury.

W myśleniu Hebrajczyka „imię/nazwa” reprezentuje „naturę”. Nazwa rzeczy wyraża jej naturę. To dlatego nadanie przez Adama nazwy wszystkim żywym stworzeniom było tak ważne. On proroczo wywoływał stworzony dla nich cel.

Modlić się w imieniu Jezusa to modlić się w Jego „naturze”, samą Jego naturą, która teraz przebywa w nas przez zamieszkującego Ducha Świętego. List do Galacjan 2:20 zachęca nas do tego, byśmy już nie żyli według naszej WŁASNEJ natury, lecz raczej „żyli w wierze Syna Bożego”.

Gdy Pismo obiecuje, że otrzymamy wszystko o cokolwiek będziemy modlić się w imieniu Jezusa, nie jest to sugestia, aby mechanicznie recytować Jego imię odczyniając jakieś magiczne zaklęcie. Jest to przynaglenie nas do „założenia” Jego boskiej natury – Jego wiary, Jego miłości do Ojca i całego stworzenia, Jego cnoty, Jego energicznego oczekiwania, Jego ogromnej pasji i Jego nastawionego na cuda umysłu.

Patrząc z takiego punktu widzenia, brać imię Pańskie daremnie, to używać literalnie imienia Jezusa nie przywlekając literalnie Jego natury

Natura Jezusa JEST zbroją Bożą, którą mamy ubrać.

Natura Jezusa JEST umysłem Chrystusa, który mamy nosić.

Natura Jezusa JEST naszym dziedzictwem BYCIA. …istnienia

Imię [natura] Pana jest mocną wieżą; chroni się do niej sprawiedliwy i jest bezpieczny” (Przyp 18:10).

Na to rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi Jego, nie będziecie mieli żywota w sobie. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, ten ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Albowiem ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, we mnie mieszka, a Ja w nim” (J 6: 53-56).
„I o cokolwiek będziecie PROSIĆ W IMIENIU MOIM, to uczynię, aby Ojciec był uwielbiony w Synu. Jeśli o co prosić będziecie O COKOLWIEK w IMIENIU MOIM, spełnię to” (J 14:13-14). Continue reading

Marcjon

 


Richard Murray

Zanim klepniemy w ramię Marcjona jako bohatera , bądź, przeciwnie, ukamieniujemy pamięć o nim, jako heretyka, musimy lepiej zrozumieć,  o co mu chodziło. Jestem przekonany, że to uboga hermeneutyka Marcjona, którą było literalne czytanie martwej litery, doprowadziły go do ślepej uliczki skrajnej reakcji odrzucenia całkowicie ST.

Bardzo wielu łowców herezji zdecydowanie nie rozumie i błędnie stosuje koncepcję marcjonizmu. Mówi się, że dla człowieka, który dysponuje wyłącznie młotkiem, wszystko przypomina gwóźdź. To samo można powiedzieć o tych łowcach herezji, którzy oskarżają każdego, kto śmie popierać nieliteralne czytanie Starego Testamentu, jak to było z marcjonistami. Marcjon jest ich młotkiem, a każde chrystologiczne czy alegoryczne czytanie ST przypomina gwóźdź, który, jak uważają, należy wbić w niepamięć.

Marcjon był chrześcijaninem, który uważał, że należy usunąć cały ST jako inspirowane chrześcijańskie pisma, ponieważ Bóg tam opisany był niezgodny z nowotestamentową naturą Boga, objawioną przez Jezusa.

Oto jest ten problem z oskarżaniem chrystologicznego/alegorycznego czytania, jako marcjońskiej herezji i jest on ogromny dla tych łowców herezji z ciężkimi młotami.

Alegoryczne czytanie NIE jest marcjonizmem, ani teraz, ani nie było wcześniej.

Po pierwsze: Macjon nigdy nie wierzył, że starotestamentowe Pisma należy czytać chrystologicznie czy alegorycznie, czy, innymi słowy: nieliteralnie. Uważał, że nie należy ich czytać w ogóle. Dla niego ST opisywał demonicznego demiurga, a nie miłującego Abba Jezusa Chrystusa. Tak więc, prawdopodobnie, wierzył, że nie ma żadnego pożytku z tych Pism. Jeśli tak, to u niego nie było miejsca na chrystologiczne/ alegoryczne czytanie.

Po drugi: większość Ojców pierwszego kościoła czytało ST alegorycznie czy nieliteralnie, aby wymienić tylko Augustyna, Orygenesa, Grzegorza z Nysy, Ignatusa, Barnabasz, Justyna Męczennika, Klemensa, Walentyna, Heraklea, Świętego Ambrożego, Eframa Syryjczyka , Papiasza z Hierapolis  i mnóstwo innych, których zaliczenie do marcjonistów jest oburzające. W pierwszym kościele znanych było sześć szkół teologicznych: aleksandryjska, antiocheńska, odeska, cesarejska, efeska, rzymska/kartagińska. Z wyjątkiem szkoły antiocheńskiej hermeneutyka pierwszego kościoła w ogromnej części trzymała się alegoryzowania ST zawsze, gdy wyglądało na to, że „literalne” podejście (martwa litera) przypisuje zło czy niegodne atrybuty Bogu. Jeśli to jest macjonizm to niemal wszyscy Ojcowie kościoła powinni być tak nazwani, a nigdy niczego takiego nie twierdził żaden kompetentny naukowiec przez wszystkie stulecia. Większość współczesnych chrześcijan to przygnębiający ignoranci, jeśli chodzi o teologie patrystyczną i to jest wstyd. Wielu z tych, których dziś nazywa się heretykami jest mocno zgodnych z tym, co Ojcowie kościoła pisali, jak myśleli, podczas gdy spora część tego, co nazywamy fundamentalizmem wysokich lotów, nie może być dalej, od poglądów pierwszego kościoła.

Po trzecie: aby być uczciwym wobec Marcjona, nie istnieją żadne jego zapisy. Wszystko, co o nim współcześnie wiemy pochodzi od tych, którzy brzydzili się nim  jako heretykiem. To, co zostało mu powyżej przypisane może być, a może nie być właściwe. Nie ścierpiałbym tego, gdyby moi przeciwnicy mieli opisać wartość i wnioski na temat mojej teologii, nie mając żadnych zapisków dostępnych do przejrzenia i potwierdzenia. Nie jestem w stanie zliczyć jak często moje propozycje były błędnie cytowane i wykręcane do stanu, o którym nawet bym nie pomyślał. To, jak bardzo potrafimy nie zrozumieć i przekręcać prawdziwe stanowisko kogoś innego jest ogromniaste. Być może Marcjon wierzył w to, że należy usunąć ST z Biblii, lecz nawet jeśli tak było to  uważam, że się mylił i nie zgadzam się z nim. Niemniej, prawnik we mnie chce dać mu szansę na osobistą odpowiedź zanim powiesimy go za kciuki. Continue reading

Stan_09.10.2018 Miłość

Stan Tyra

Duchowe życie jest życiem zaangażowania i połączenia, a nie izolacji i wyalienowania. Zdrowa duchowość wymaga pewnego szczególnego sposobu odnoszenia się do innych i do świata – miłości.

Zdrowa duchowość zawsze z miłości życia wyrasta i pielęgnuje ją. Jeśli rzeczywiście nie kochamy tak życia, nigdy nie będziemy w pełni kochać czegokolwiek czy kogokolwiek. Autentyczne przyjęcie życia uzdalnia nas do kochania wszelkiego życia, w tym kochania jedni drugich.

Duchowe życie zaczyna się od wybrania życia. Tuż przed wejściem do Ziemi Obiecanej, Bóg zaoferował Hebrajczykom krytyczny wybór: „… kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo” (Pwt 30:19-20).

Miłość życia jest zaraźliwa, wpływa na mnie i na wszystkich ludzi oraz okoliczności wokół mnie. Jeśli kocham życie, będę również kochał twoje życie i wszystko będę traktował jako święte.

Jezus zapytany o to, które przykazanie jest największe, odpowiedział, mówiąc, że jest to miłość do Boga, miłość do siebie i do siebie nawzajem. Być może wszyscy dobrze zrobilibyśmy, gdybyśmy odłożyli na bok wszelkie próby poznawania, stawiania się, rozumienia, przebudzenia itp., dopóki w pełni nie uznamy i nie przyjmiemy miłości i życia. Bez tego wszelkie próby w dziedzinie duchowości nie są niczym więcej jak tylko pustą retoryką, która zasłania nas przed tą największą i najważniejszą rzeczą.