Author Archives: pzaremba

Stan_14/15.04.2019

Stan Tyra
To, co należy do rzeczy najwyższego rzędu, wykraczające poza ramy, nie
jest w stanie dotrzeć do człowieka, dopóki ten nie zdystansuje siebie od wygodnych systemów wierzeń, mocy i kontroli. Jeśli chcesz przeżyć swoje własne doświadczenie płonącego krzaka to musisz chcieć „odwrócić
się”, aby zwrócić uwagę i słuchać tego, czego nigdy nie widziałeś, o czym
nigdy nie słyszałeś czy nie rozumiałeś dotąd. Większość nie chce
wykonać ruchu w tym kierunku, ani zbliżyć się do tego nieznanego a jednak świętego doświadczenia świętej ziemi.

Jeśli jeszcze nie zauważyłeś tego, Bóg zazwyczaj pojawia się całkowicie
niespodziewanie, nieproszony, często niechciany i w okropnych miejscach
i ludziach. W Ruchu Charyzmatycznym najbardziej zdumiewające było to, że dał on stoickiej, rytualistycznej i, szczerze mówiąc, nudnej religii kolejną szansę na spotkanie z nieznanym i niezrozumiałym. Miał on prowokować nas do wyjścia z więzów ku życiu wiary. Zamiast tego wielu uczyniło z tego charyzmatycznego przeżycia ziemię obiecaną i pozostało tam. Za każdym razem, gdy coś nowego boskiego dzieje się na drodze, niczego to nie wyjaśnia a raczej sieje zamieszenie we wszystkim tak, abyś mógł podjąć szansę przez wiarę i spojrzeć poza to, gdzie jesteś. Są to niezbędne dla nas doświadczenia, które rozwijają nasz smak tego, co święte. Dlatego właśnie języki były darem Ducha, któremu kościelne kręgi najbardziej się sprzeciwiały. Niewielu chciało mieć cokolwiek wspólnego z tym, co wychodzi poza umiejętność „proszenia czy myślenia”. Jeśli nie ma to dla mnie sensu, to nie może być od Boga… bez względu na to, czego Pismo uczy. Śmieszne to jest, jak wiele kościołów „nieomylnego słowa” odrzuciło to, czego nie chciano uznać i zdecydowanie ogłosiło, że to „nie jest na dziś”. W drugą skrajność poszedł pentakostalizm, który zasadniczo z języków zrobił przedmiot swej czci i zbawienie uzależnił od dowodu w postaci występowania tego daru. Obie skrajności są śmieszną niedojrzałością.

Mówienie Językami jest nazwane „najmniejszym z darów”, a jednak
odgrywa bardzo ważną rolę w twojej podróży, ponieważ mówiąc językami,
musisz zrzec się swej potrzeby kontroli i stałego wyjaśniania wszystkiego.
Musisz zrezygnować z „rozumowania” jako swej definicji wiary.
Większość z nas chce być nadmiernie pobudzana w każdej dziedzinie życia z
wyjątkiem tego, co boskie .

Stan Tyra

Jeśli prosisz lub starasz się pozyskać komplement, będziesz to robił
stale, ponieważ każdy otrzymany, nie będzie miał dla ciebie żadnego
znaczenia. Tylko te, które są spontaniczne mogą coś znaczyć. To samo
dotyczy sfery duchowej: dary o które nie prosiłeś, nie spodziewałeś
się czy nawet nie myślałeś, że na nie zasługujesz, mają moc potężnej
przemiany. Powiadasz, że Pismo mówi nam, abyśmy prosili, szukali i
pukali” (Mt 7:7-8). Mówi nam również, że już otrzymaliśmy wszystko,
co jest potrzebne do życia i pobożności, wraz z wszelkim błogosławieństwem (2Ptr 1:2-4, Ef 1:3). Dlaczego więc nie przejdziesz do tych wersów, zamiast przypominać mi, że proszenie ma swój biblijny mandat? Ponieważ opierasz się łasce. Lubimy prosić, aby czuć, że wykonaliśmy Swoją część i teraz mamy prawo otrzymać, a Bóg wykona Swoją część. Z tego samego powodu dajemy, uczestniczymy, modlimy się, pościmy i zachowujemy odpowiednio. Być może powinieneś prosić o poznanie tego, że „już otrzymaliśmy” (Mk 11:24). Oto Jezus mówi, że nie prosić z powodu braku, lecz przez wiarę w wierność Ojca. Największym oszustem wiary jest wiara w NASZĄ wiarę. W Bogu nie ma żadnych braków – są braki wyłącznie w naszej świadomości.
Łaska jest łaską wyłącznie w tym samym kontekście. Łaska, która uzdrawia
jest łaską niezasłużoną i nieoczekiwaną. Łaska nie jest doktryną czy sposobem na wyjaśnianie Boga, łaska jest osobą Jezusa Chrystusa, który
w doskonały sposób objawia Ojca. Wtedy, gdy okoliczności i wszyscy inni
mówią, że powinieneś być potępiony, łaska mówi: „i ja cię nie potępiam”.
Łaska mówi: „jeśli sobie z tym nie poradzisz, ja zawsze będę cię
akceptować. Nigdy cię nie porzucę, ani nie opuszczę. Choćbyś upadł
tysiąc razy , tysiąc razy podniosę cię. Ani ty, ani nikt inny, nie może zrobić niczego, co mogłoby oddzielić ciebie od mojej miłości i akceptacji. Fakt jest taki, że im więcej jest twoich grzechów, tym więcej jestem przy tobie”. To jest, przyjaciele, łaska!
Najważniejszą potrzebą jest duchowe nawrócenie, które nie ratuje nas
od „Piekła”, lecz od opinii, osądów i więzień innych. Być może to wszystko jest jednym i tym samym. Życie można przeżyć w pełni i obficie wtedy, gdy nie musisz już więcej bronić swego pozytywnego bądź negatywnego obrazu. Jest to bycie „ukrytym wraz z Chrystusem w Bogu”. A nie zdarzy się to dopóki nie przestaniesz poddawać się hałasowi i negatywnej energii wszystkiego i wszystkich wokoło.
Dlatego tez musisz udać się na pustynię, gdzie usłyszysz Boga, który
wzywa cię po imieniu do głębszego miejsca – „głębina przyzywa
głębinę”.
To jest pokój, którego świat dać nie może, lecz jest to również
miejsce, którego, obiecuję ci, nikt ci zabrać nie może. Istotą jest to, że
musisz odkryć kim zawsze byłeś w Bogu. Gdy to miejsce w sobie odkryjesz,
możesz doświadczać tego, co to znaczy być na tym świecie, lecz nie z tego
świata. Będziesz znał i kochał siebie bez względu na wszystkie
przeciwne dowody. Jest to szczególne miejsce duszy. Żyć tam to odkryć dom i Ojca, który zawsze jest gotów celebrować cię.

Stan_12/13.04.2019

Stan Tyra

Słowo Boże, Jezus, jest doskonałym zwierciadłem wolności. W Chrystusie w pierwszej kolejności każdy jest konfrontowany z samym sobą, z „własną” prawdą. Fundamentalizm zachęca do tego, aby najpierw przejść się wzdłuż ławek i powiedzieć modlitwę, co pozwoli poczuć się komfortowo i pewnie, zanim będzie można się solidnie przyjrzeć. Gdy jednak podróż prowadzi do konfrontacji z z prawdą, nie widać jej jako takiej, lecz widzi się ją taką, jakim się jest, bądź chce być.

W 10 rozdziale Ewangelii Marka znajduje się opowieść o bogatym młodzieńcu (przywódcy). Zwróć uwagę na to, że ewangeliach jest nazywany młodym, bogatym i dostojnikiem (w ang. tłumaczeniach jest: „ruler” – przyp. tłum.), co wskazuje nam na niedojrzałość i władzę.
„A gdy się wybierał w drogę, przybiegł ktoś, upadł przed nim na kolana i zapytał go: Nauczycielu dobry! Co mam czynić, aby odziedziczyć żywot wieczny?” (Uwaga: Jezus zawsze był w drodze. Nie da się trwać w jednym miejscu i „iść” za Nim.) Zauważ, że na wstępie zagrywa bardzo uprzejmie, ponieważ nauczył się tego, że respekt i komplementy pomagają mu zdobyć to, czego chce. Zwróć też uwagę na to, że Jezus, w przeciwieństwie do większości „duchownych” nie daje się złapać na ten haczyk pochlebstwa. Szybko rozpoznaje, że motywy, które kryją się za tym, nie są prawdziwe, lecz że chce on pozyskać kolejną posiadłość. Jezus odpowiada: „Czemu mię nazywasz dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko jeden Bóg”. Natychmiast wskazuje poza Siebie. Gdybyśmy powiedzieli, że Jezus nie był dobry zostalibyśmy oskarżeni o herezję! Jezus chciał przebić się przez język idei i obrazów, i dotrzeć bezpośrednio do lustra. Obrazy i idee pozwalają na to, że trwamy w miłości do siebie, a nie do prawdy.
Wtedy zaczyna rozmawiać pytając o Dziesięć Przykazań. Niemniej, dodaje do tego „nie oszukuj”. Skąd to się bierze? Jezus konfrontuje tego człowieka z taką prawdą, jak jest, a nie z taką, jaką młodzieniec chciałby mieć. Ten odpowiada: „tego wszystkiego przestrzegałem od młodości mojej”.
Zupełnie minął się z tym, że Jezus dodał jedno przykazania specjalnie dla niego.
To jest właśnie to miejsce, w którym zwykle mijamy się z prawdą. Słyszymy tylko to, co zawsze słyszeliśmy, a nie to, co zostało powiedziane w chwili zetknięcia się (z Bogiem – przyp. tłum.). Łatwo jest zakładać, że „wykonałeś” listę, a zatem przejść do prawa do zbawienia. Starszy brat Syna Marnotrawnego również zaniedbał się do tego samego stanu, że sam sobie nadał uprawnienia: „Wszystko czynię od lat i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia”. Innymi słowy: „jesteś mi winien…”
Jezus wiedział, że ten mężczyzna kocha dodatkowe korzyści płynące z systemu władzy, że jest zbyt niewolony, aby zgodził się zostawić to, więc mówi do niego: „Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim”. Jezus chce, aby zdał sobie sprawę z tego, że nie jest wolny i nie żyje prawdziwym życiem. Nie jest to zły człowiek, jest po prostu częścią systemu, który kocha bardziej rzeczy niż ludzi. „Ten na to słowo sposępniał i odszedł zasmucony, albowiem miał wiele majętności”.
Jezus nigdy, gdy konfrontuje kogoś, kto ma bogactwa lub władzę, nie nazywa złym, po prostu mówi, że musi zostawić system, który go zniewala bo, w przeciwnym razie, nigdy nie pozna życia. Jest to prawdą dotycząca każdego systemu, w tym również kościoła jako instytucji. Wielu w kościele chce wolności, lecz nie chcą pozostawić systemu, który ich zniewala. Tak wielu pastorów mówiło do mnie: „Stan, wiem, że nauczasz prawdy, lecz jeśli kiedykolwiek to powiem, stracę wszystko”. Znam również wielu, którzy widzą dalej, podoba im się to, co widzą, lecz zmieniają tylko słownictwo, a nie swój system. Chcą, aby wszyscy byli podobni do nich, do tego kim są, bądź zakładają, że są. Niczego nie niczego zostawiłeś, po prostu dodałeś nową posiadłość, otoczyłeś ją nowym językiem i nazwałeś czymś przebudzonym.
c.d.n.

Continue reading

Stan_11.04.2019

Stan Tyra

11.04.2019
Świątynie władzy z iglicami już zbyt długo stawiane są kosztem ludzi, ponieważ piramidy zawsze budowane są ofiarami. Bez względu na to czy to naród niewolników buduje pomniki dla faraona, czy instytucjonalna religia z ich piramidami władzy głosząca Boga podobnego do Zeusa, ktoś musi stać się niewolnikiem, aby ktoś inny mógł czuć się szczególnie na swej pozycji władzy.

Za każdym razem, gdy owa „szczególność” jest wynoszona jak bałwan, konsekwencją będzie to, że będzie to bardzo bronione, przeważnie upolitycznione, a mało kto będzie chciał, zgodnie z nauczeniem Jezusa, unikać tego. Za każdym razem, gdy Jezus uznawał, wzmacniał i szanował „niegodnych’, pozbawionych praw obywatelskich, zamiast tych, którzy liczyli się wśród ludzi religijnych, uderzał w sam nerw tego systemu.. Działo się tak dlatego, że Jezus budował kręgi, a nie piramidy.
Kościół tamtych dni nie mógł przeoczyć ogłoszenia Jezusa o zniszczeniu Świątyni (Mk 13:2). Jezus wiedział, że ta świątynia, podzielona na przedsionki szlachetności, nie była miejscem Bożym, lecz miejscem egoistycznej władzy; wewnątrz był to „magazyn” pieniędzy i władzy, a na zewnątrz pozostawali „grzesznicy” i nieczyści.

Przez wywrócenie stolików w religijnym centrum zdzierstwa Jezus zaatakował siedzibę władzy judaizmu, a jednak od tej pory nadal złote cielce i złote świątynie były budowane. Na Zachodzie zaakceptowaliśmy wyższość denominacji nad autentyczną społecznością i przewagę szczebli godności nad miłością i współczuciem, doprowadzając do tego, że informuje się 99% członków co mają robić, w co wierzyć i jak się zachowywać, aby być mile widzianymi.
Jezusa ukrzyżował zarówno rząd jak i kościół po to, aby uciszyć Go i zlikwidować zagrożenie jakie stanowił dla systemów władzy i kontroli. Nie oczekuj, że w twoim przypadku będzie inaczej. Niemniej, nie przestawaj budować kręgów i wyprowadzać na wolność głównych budowniczych piramid.

Continue reading

Iz 59, kto odłączony od kogo?

Brad Jersak
08.04.2019

Pytanie:
Bardzo lubię twoje artykuły na temat oddzielenia/alienacji, lecz mam problem ze zrozumieniem wersów, w których znajduje się wyraz „odłączenie/oddzielenie” w szczególności chodzi o Księgę Izajasza 59:1-2. Czy nie uczy on na temat „oddzielenia” od Boga?

„Oto ręka Pana nie jest tak krótka,
aby nie mogła pomóc,
a jego ucho nie jest tak przytępione,
aby nie słyszeć.
Lecz wasze winy są tym, co was odłączyło od waszego Boga,
a wasze grzechy zasłoniły przed wami jego oblicze, tak że nie słyszy”.

Odpowiedź:
Dziękuję za pytanie. Generalnie odniesienia do „oddzielenia” najlepiej interpretuje się jako zwroty fenomenologiczne. Jest to śmieszne słowo, które oznacza, że większość wzmianek o oddzieleniu stanowią opisy naszego doświadczenia, patrzenie z naszego punktu widzenia (podobnie jak: „zachód słońca”), a nie stanu rzeczywistego. Takie opisy są „prawdziwe” jako doświadczenie, a nie literalnie. Napisałem artykuł, który wyjaśnia tą kwestię: „Językowe łamańce i zachody słońca”.

Jeśli chodzi o 59 rozdział Księgi Izajasza, pierwsze dwa wersy stanowią dowód-tekstowy dla tych, którzy chcą spierać się o „oddzielenie”, i jest to klasyczny przykład czytania oddzielonych wersów, pozbawionych kontekstu, a mające na celu umocnienie ekskluzywnego teologicznego systemu. Ten rozdział w całości jest niesamowicie piękny i rzeczywiście zajmuje się wprost kwestią oddzielenia. Tak więc, jak zwykle w przypadku wątpliwości, czytajmy dalej:

Po pierwsze: cieszę się, że zacząłeś od wersu pierwszego, który jest tematem całego rozdziału. Pomimo wszystkich wywołanych przez siebie problemów, o których czytamy w następnych 14 wersach, otwierająca ten rozdział deklaracja Boga nie pozostawia żadnych wątpliwości:
Oto ręka Pana nie jest tak krótka,
aby nie mogła pomóc,
a jego ucho nie jest tak przytępione,
aby nie słyszeć.

Continue reading

Stan_10.04.2019

Stan Tyra

Zdumiewające jak wielka walka odbywa się równocześnie przeciwko łasce, a za zbawieniem, choć jedno bez drugiego nie jest możliwe. „Z łaski przez wiarę jesteśmy zbawieniu”. Tak więc, z chwilą, gdy dochodzimy do końca siebie i zaczynamy ufać procesowi, jesteśmy zbawieni (uratowani) od tego, co stworzyliśmy sobie, jako „ja”.

To przeżycie bezwarunkowej miłości uwalnia nas. Jednak najpierw musimy odbyć podróż w takie okoliczności, które umożliwią dotarcie tej miłości do nas, abyśmy odczuli potrzebę tego miłosierdzia, przebaczenia i akceptacji. Wierzę, że to stało się z mężczyzną mieszkającym między grobowcami. Normą był dla niego ból odrzucenia, gdy więc ukazał mu się Jezus było to coś, co nim owładnęło i było pożądane. Dlatego Jezus powiedział, że pijakom, celnikom i prostytutkom łatwiej jest przyjąć łaskę, spotkanie i przemianę niż teologom i kościelnym ludziom. Daje to tym „ostatnim” i „najgorszym” punkt startowy do boskiej świadomości.

Continue reading

Językowe łamańce i zachody Słońca

Brad Jersak
10/05/2018

Nie tylko nie da się szybko powtarzać „Dam Judy Dench”, ale jest
absolutnie niemożliwie nie spróbować! Jak ci poszło?

Procowałem nad następnym przypadkiem: Fenomen, fenomeny, fenomenalny, fenomenologia, fenomenologiczny! Praktycznie nigdy nie udało mi się poprawnie wymówić tego ostatniego słowa poprawnie – nawet powoli, choćby raz.
Ja jednak, założę się, że mówisz fenomenologicznie każdego dnia.
Oznacza to opis rzeczy tak, jak dla nas wyglądają, a nie rzeczywisty stan
rzeczy. Fenomenologiczny to w nauce: będący jedynie wynikiem opisu
danych doświadczenia.
Powszechnie znanym przykładem jest „zachód Słońca”.

Zachody są romantyczne tyle, że nigdy nie mają miejsca – choć
zdarzają się każdego dnia! Czy rzeczywiście Słońca dosłownie zanurza się pod horyzont? Nie. Wiemy, że to Ziemia kręci się i to u obserwatorów
wywołuje wrażenia zachodzenia. Kiedy jednak mówimy o zachodach, nie
okazujemy nieznajomości podstaw nauki ze szkolnego kursu. Po prostu
korzystamy z fenomenologicznego opisu.
Z drugiej strony, być może ktoś, kto pierwszy ukuł słowo „zachód
Słońca” („sunset”) rzeczywiście myślał, że to Słońce krąży wokół
Ziemi. Być może taki był jego punkt widzenia. Wiemy dziś lepiej, lecz nawet wiedząc, że starożytni „widzieli sprawy inaczej”, nie negujemy, mam nadzieję, wielkich prawd, o których mówili patrząc z ich punktu widzenia CZY archaicznego języka. Nawet nie uznaliśmy za konieczne, aby usunąć
„zachód Słońca” z naszego własnego języka.
To wszystko jest ważne, aby zrozumieć natchnione Pisma. Duch Święty
tchnął prawdę przez autorów Pism, zarówno przez starożytny punkt
widzenia jak i archaiczne opisy. Niemniej, nie sprawia to, że to, co
powiedzieli przestaje być prawdą, dopóki nie wymuszasz na ich opisach
literalnego czytania ich .

Uwaga: oni nie stanowią problemu. Biblia nie stanowi. Ich światopogląd
może być przestarzały, bądź używali fenomenologicznego języka, lecz
nic z tego nie jest problemem dopóki nie ograniczymy ich żądania, abyśmy
wierzyli w to, że Słońce rzeczywiście krąży wokół Ziemi, ponieważ
„Biblia wyraźnie tak mówi”.
No, nie żeby kościół był kiedykolwiek tak durny. Ups.. Galileo.

ANALIZA PRZYPADKU: BÓG NIE ZMIENIA ZDANIA

Continue reading

Stan_8/9.04.2019

Stan Tyra
Często pastorzy, duchowni i liderzy najbardziej opierają się ewangelii, łasce i wszelkiej mowie o prawdziwej wolności, ponieważ jeśli zostaniesz „rzeczywiście wolny” to nie będziesz więcej potrzebował ani ich, ani ich systemu. Zachowanie miejsca pracy i władzy mocno wpływa na to, żeby utrzymywać ludzi zniewolonych i zależnych. Jest to „faraon”, który musi cię wypuścić. Jeśli kościół ma kiedykolwiek stać się czymś więcej niż jest i tym do czego został „wywołany” (Ecclesia) musi mieć odwagę i cierpliwość do tego, aby pozwolić ci na to, abyś poszedł każdą konieczną dla ciebie drogą, ze wszystkim tego konsekwencjami, ryzykiem i skandalem, który to tworzy. Oczywiście, podejmiesz kilka naprawdę paskudnych decyzji! Każdy to robi, choć niewielu się do tego przyznaje, a szczególnie ci z „kościelnego systemu”. Dlaczego mamy uważać, że to co zrobiliśmy do tej pory jest tak okropne?

Podobni do Ojca syna marnotrawnego, musimy być gotowi na to, aby czekać na tego kto wyruszył w odkrywczą podróż, pełną ryzyka i naszpikowaną błędami. Czy jest to jednak błędem? Czy podróż Syna Marnotrawnego skończyła się tym, że odkrył błąd Ojca? Nie sądzę. Wygląda na to, że błędem było pozostanie w domu i uważanie siebie za mądrego i świętego, jak to się stało w przypadku jego starszego brata.

Powtarzam to stale: tylko ludzie, którzy szczerze upadli zrozumieją: powodzenie niewiele nas nauczy. Upadki i niepowodzenia są wspaniałymi nauczycielami. Używam terminu „szczery upadek”, ponieważ większość funkcjonująca w religijnych systemach będzie uważała to za zwykłe niepowodzenie,: „ach, Boże, jestem niczym, a ty jesteś wszystkim!! Jestem tylko żałosnym grzesznikiem!” Niemniej, szczerze mówiąc, większość tak naprawdę nie uważa siebie za zwykłego białego konia, który potknął się i upadł w błoto, i potrzebuje tylko religijnego oczyszczenia. Tacy przecież wiedzą, kim jest prawdziwy grzesznik, i to nie oni.

Siedzenie w ławkach i maszerowanie wzdłuż przejścia między ławkami uczy nas niewiele, podczas gdy grzech jest wielkim instruktorem. Uczymy się znacznie więcej z bólu niż z przyjemności i o wiele więcej z wypuszczenia z rąk, niż z trzymania w zaciśniętej pięści. Zadaniem każdej prawdziwej duchowości jest posłanie cię w tą podróż, gdzie spotkasz się z prawdą, a nie po prostu wyuczysz się na pamięć wersów. Tu nie liczy się podróż innych ludzi – tylko twoja. Tylko ludzie, którzy odbyli podróż są wystarczająco cierpliwi, miłosierni i przebaczający, i wysyłają ciebie na twoją własną odkrywczą podróż. Ci zaś, którzy przeciwstawiają się temu, abyś udał się w nią, to ludzie, którzy nigdy nie byli na żadnej podróży, nie zostali przemienieni i nie są w stanie być dla ciebie zachętą ku przemianie. Nigdy nie będą celebrować twojej podróży, lecz staną z boku, wskażą palcem, zaszufladkują, potępią i oskarżą, równocześnie uważając siebie samych za sprawiedliwych i świętych.

Continue reading