Author Archives: pzaremba

List otwarty do rodzica, który stracił dziecko

Cameron Cole

13 września 2019

Drogi Rodzicu,
Jako rodzic, którego dziecko zmarło 4.5 roku temu, chciałbym zaoferować ci budzące nadzieję słowo o pewnej ranie na sercu, która nie zostanie uzdrowiona po tej stronie wieczności.

W ciągu roku po tym, gdy mój syn, Cam, nagle zmarł cierpienie i smutek ścisnęły moje serce z taką siłą, o której nigdy nie miałem pojęcia, że to możliwe. Pamiętam, że tak bardzo cierpiałem, że czasami nawet oddech sprawiał fizyczny ból. Podstawowe funkcje jak wyjście z samochodu czy wstanie z kanapy wydawały się przytłaczające.

Gdy byłem pogrążony w rozpaczy jego nieobecnością, emocjonalny smutek dominował w moim życiu. Żyłem w stałej obawie, że ten ból nigdy nie ustąpi. Jak to możliwe, aby tak intensywny ból kiedykolwiek odszedł? Jak mogę dać sobie radę z tym zniszczeniem emocjonalnym? Obawiałem się, że zostałem złapany w pułapkę przygnębienia na resztę życia.

Bóg jest uzdrowicielem

Dziewięć miesięcy po śmierci Cam udaliśmy się z żoną, Lauren, na kilkudniowe spotkanie rodziców, którzy stracili dzieci, które prowadzili David i Nancy Guthrie. Nancy powiedziała do nas, rodziców, coś prostego i przejmującego:

Bóg jest uzdrowicielem”.
Dotychczas akceptowałem intelektualnie tą doktrynę. Wiedziałem, że jedno z hebrajskich imion Boga, Jehowa Rafa, znaczy Bóg, Który Uzdrawia. Niemniej, usłyszeć coś takiego od kobiety, która straciła swoje dziecko piętnaście lat przed moją stratą, było czymś namacalnie pocieszającym. Nancy wyraziła tą prawdę jako funkcjonująca, zdrowa osoba. Nie była „uszkodzonym towarem” czy zrujnowana. Z pewnością, ta matka nadal nosiła w sercu, ranę, która nie zniknie w tym życiu całkowicie, lecz jej słowa dawały i mnie nadzieję na to, że Bóg może rzeczywiście uzdrowić mój smutny stan. Po jakimś czasie mogłem robić postępy.

Moje pierwsze słowa nadziei dla ciebie: Nancy ma rację. Bóg jest uzdrowicielem. Jeśli zaufasz Panu, wypłakuj łzy, przeżywaj żal, Bóg posunie cię do przodu. Zaczniesz robić postępy. W przyszłości będziesz patrzył wstecz, tam gdzie obecnie jesteś i z wdzięcznością będziesz mógł zobaczyć, że Bóg w pewnej mierze uzdrowił ci serce. Jest to obietnica, która może dać nadzieję.

Ten pochłaniający wszystko smutek, który zdominował moje dni w pierwszy roku, już nie rządzi więcej moim życiem. Przychodzi w różnych sytuacjach, przy okazji rocznicy, w okresie przejściowym, w nieoczekiwanych chwilach. Zawsze jest obecny tuż, pod powierzchnią, lecz Bóg uzdrowił mnie do tego stopnia, że normalnie funkcjonuję w życiu, którego głównym celem nie jest przetrwać kolejny dzień i przetrzymać ogromny żal.

Drugie słowo nadziei: W tym życiu Bóg nie uzdrowi cię całkowicie

Jakkolwiek może to brzmieć szalenie, przyjdzie taki dzień, gdy twoje obawy zmienią się. Możesz martwić się tym, że ten ból odejdzie i będziesz zmagał się z tym, aby pamiętać o swoim dziecku.
Trzy miesiące po odejściu Cam spotkałem Martina, który słyszał o tym, że straciłem swego syna. Przedstawił mi się i powiedział, że miał córkę, którą stracił 18 lat temu.
Rozpłakał się, gdy stojąc na podwójnej białej linii spokojnej osiedlowej uliczki, opowiadał mi o nagłej śmierci Mary Katherine. Martin wyjaśnił: „Jestem tak wdzięczny za te łzy. Widzisz, Bóg uchronił tą małą cząstkę mego serca przed uzdrowieniem. Gdy przychodzą takie chwile, gdy ponownie spotykasz się z bólem i płaczesz, jak ja teraz, to jesteś błogosławiony tym, że możesz zobaczyć, jak bardzo nadal kochasz swoje dziecko. Ta nieuzdrowiona część twojej rany jest darem od Boga”.
Martin ma rację. Ta trwała rana, która ropiejąc trzyma się w sercu i pojawia od czasu do czasu jest błogosławieństwem.

W ekonomii Chrystusa rozumiemy i doświadczamy miłość przez rany. Po powstaniu ze śmierci Jezus wziął uwielbione ciało jako pierwszą radość zmartwychwstania. Miał całkowicie odkupione ciało, lecz zachował ostateczny znak swej miłości dla ludzkości; rany na rękach.

Co powiedział Jezus, kiedy Tomaszowi potrzebne było potwierdzenie tego tajemniczego mężczyzny, który przed nim stał, czy to jest rzeczywiście Jezus Chrystus.

Dotknij mych ran”.
Te rany mówią nam o głębokiej miłości, którą Ojciec żywi do swych zgubionych ludzi. Mówi nam o bólu, który zniósł Syn, aby przyprowadzić grzeszników do społeczności ze świętym Bogiem. Mówi nam o tym, że Bóg również cierpiał z powodu dziecka.

W 5 rozdziale Księgi Objawienia apostoł Jan widzi triumfującego Baranka, który wziął grzechy tego świata. Jak opisuje tego Baranka, który stoi zwycięsko? Wyglądał na „jakby zabitego” (Obj 5:6). Pełen chwały syn Boży nosie na sobie dowód w postaci własnych ran.

Po jakimś czasie ta rana, która być może dziś paraliżuje cię, zacznie zdrowieć dzięki łasce Bożej. Będziesz szedł do przodu i wynurzysz się z tego przygniatającego wczesnego bólu. Niemniej, ta rana, która dziś wydaje się być twoim wrogiem, gdzieś po drodze stanie się błogosławieństwem.

Będzie to rana, na którą będziesz wskazywać swemu dziecku, aby pokazać jak bardzo i głęboko ciągle je kochasz. Kiedy miną dziesięciolecia, w czasie których nie widziałeś swego dziecka, ta trwała rana sprawi, że będziesz czuł się związany z nim, ponieważ przypomina o tym, jak bardzo ciągle kochasz swoje drogocenne dziecko.

Twoja rana stanie się twoim przyjacielem.

—Cameron

Jak bardzo jesteś utwierdzony 3

The Church Without Walls

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Pewnego dnia czytałem reportaż na temat pewnego dyrektora, który zrezygnował z kierowania dużą międzynarodową firmą z powodu „osobistego kryzysu”. Powiedział on, że osiągnął w swoim życiu punkt, w którym zdał sobie sprawę z tego, że cały ten biznes prowadził z jednego tylko powodu – odkąd skończył 12 lat, starał się zadowolić ojca – gonił za czymś, czego nie mógł nigdy osiągnąć. Kiedy zdał sobie z tego sprawę, zniknęło wszystko, co go napędzało w biznesie i zostawił to.

Wielu chrześcijan i pastorów funkcjonuje jak ten dyrektor, szukając osobistego utwierdzenia, że robią dobrze, że są kochani, że są akceptowani, poprzez strukturę zwaną „kościołem”. Próbują sięgnąć tego, co uważają, że jest Bogiem lub tego, czego myślą, że Bóg chce, niż faktycznie Go znają. Mamy podążać za Jego głosem i odpowiadać nań, a nie ślepo gonić za tym, co naszym zdaniem może być Bogiem w nadziei, że to Mu się spodoba.

Niektórzy chrześcijanie nigdy nie dochodzą do osobistego poznania Boga. Dobre samopoczucie daje im to, co robią w kościele zamiast tego, że znają Pana. Myślą, że bycie ‘w służbie’ = byciem prawym. Jako że emocje zastąpiły namaszczenie, wielu chrześcijan nie może odebrać prowadzenia Ducha Świętego w swoim duchu. Ludzie ci starają się bardziej wierzyć, zamiast starać się bardziej poznać Pana.

A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś” Jan. 17:3.

Jak to mówią – w tym cały sęk

Powinniśmy przejść od ‘tylko wierzenia’ do ‘poznania’, co doprowadzi nas do tego, że w naszej wierze utwierdzi nas sam Ojciec i sam Jezus. Będzie tak, bo Ich poznamy. CI, którzy osobiście poznali Boga ‘wiedzą, że wiedzą’, że przyjdzie dzień, gdy Jezus stanie obok nich i powie do Ojca: „Znam ich a oni znają mnie”.

Hamlet powiedział w swoim słynnym monologu „Być albo nie być” oraz „Umrzeć – zasnąć, może śnić? W tym sęk cały”.

To jest jak z piłką, która tocząc się trafia na ‘sęk’ co powoduje, że zmienia swoją ścieżkę. Biorąc ten przykład- wierzący zaczynają swój bieg mający doprowadzić ich do poznania Pana, ale w pewnym momencie trafiają na coś, co delikatnie zmienia tor ich biegu i zaczynają poruszać się nieco w innym kierunku. Ta zmiana jest tak mała, że nawet nie zauważają, że zmierzają w innym kierunku, dopóki różnica między tym, w co wierzą a osobistym poznaniem nie staje się oczywista i widoczna.

Pewnego dnia budzą się i uświadamiają sobie, że tak naprawdę nigdy nie poznali Ojca, że nigdy tak naprawdę nie poznali Jezusa. Z przerażeniem zaczynają zastanawiać się, jak do tego doszło?

Poznanie Ojca i „Jezusa Chrystusa, którego posłałeś” wymaga osobistego wysiłku, a nie jest sprawą jakiegoś grupowego wydarzenia. Nie trzeba do tego żadnej książki, nagrania, strony internetowej, służby czy nauczania. Nie trzeba też pastora, nauczyciela, proroka ani twojego najlepszego przyjaciela, który doprowadził cię do wiary w Pana – nie. To jest twój osobisty wysiłek, twoja osobista droga. Wszystko, co cię od tego odsuwa, tak naprawdę nie przynosi korzyści, lecz jest tym sękiem, na którego trafiłeś i co sprawia, że zbaczasz z drogi.

Dobre jak i złe przykłady utwierdzenia kogoś w tym, w co wierzy.

W czasie jednego środowego nabożeństwa, gdzie było zgromadzonych może 1500 osób, otrzymałem od Pana słowo (wiedzy) dla jednej kobiety (nie wiedziałem, której), która była tam obecna i myślała o popełnieniu samobójstwa tej nocy. Ojciec był bardzo konkretny więc podzieliłem się ze zborem, co usłyszałem od Ducha Świętego:

„Kiedy byłaś młoda, matka powiedziała ci, że nie jesteś zbyt ładna i nie jesteś zbyt mądra, więc będziesz musiała ciężko pracować przez całe życie. Uwierzyłaś, że jesteś brzydka, a to pozbawiło cię nadziei. Poczułaś się zniechęcona i zezłoszczona na siebie. Zaczęłaś się nienawidzić. Zniechęcenie doprowadziło do przygnębienia – całkowitego braku nadziei. W końcu pojawiła się depresja i myśli o samookaleczeniu. Było kilka prób samobójczych. Ojciec i Pan Jezus chce, abyś wiedziała, że to było kłamstwo i że Ojciec ma dla ciebie plan… ” i tak dalej, powtórzyłem to, co usłyszałem od Niego tamtej nocy.

W następnym tygodniu, tuż przed środowym nabożeństwem, gdy szedłem przez korytarz, zatrzymała mnie kobieta i powiedziała, że to słowo było do niej. Tamtej nocy poszła na nabożeństwo, mówiąc: „Panie, jeśli dzisiaj nie będziesz miał dla mnie żadnego słowa, to po powrocie do domu zabiję się raz na zawsze.” Pokazała mi blizny na nadgarstkach pozostałe po nieudanych próbach samobójczych. Powiedziała, że po tym, jak pomodliłem się (po przekazaniu tego słowa wiedzy), myśli samobójcze odeszły, wiedziała że Pan ją kocha, poznała Go i po raz pierwszy, odkąd była młoda, doświadczyła pokoju. Gdy widziałem ją trzy miesiące później w dalszym ciągu było z nią wszystko w porządku.

Została utwierdzona w negatywny sposób jako dziecko. Każde spojrzenie w lustro utwierdzało ją w słowach, które usłyszała od matki. Dlatego wierzyła, że jest brzydka. W każdej klasie w szkole utwierdzała się w tym, że nie jest zbyt mądra. Każda impreza, na którą nie została zaproszona utwierdzała ją w tym, że nie jest ani ładna ani mądra. Wszystkie te rzeczy potwierdzały jej, że jest brzydką dziewczyną bez przyszłości. Dlaczego więc nie miała z tym wszystkim skończyć?

Dla niej „przyjście do Jezusa” oraz każde nauczanie, każdy nurt wiary, każdy ruch zwany Bogiem – wszystko to było wysiłkiem nakierowanym na to, aby zostać uzdrowioną. Tej nocy jednak, z osoby która wierzyła, stała się osobą, która poznała Pana. To poznanie ją uzdrowiło.

Jak byłeś młody, jak byłeś utwierdzany w tym, co myślałeś? Czy podobnie doświadczyłeś biegania za różnymi „poruszeniami Boga”, różnymi nurtami wiary, chcący zostać uzdrowiony ze wszystkich zranień z okresu dzieciństwa? Wiedziałeś, że Ojciec i Pan Jezus uzdrowią te rany, ale jak to miałeś osiągnąć?

Paweł modlił się, abyśmy poznali miłość, która przekracza poznanie – tę serię zakończę w przyszłym tygodniu.

Jak bardzo jesteś utwierdzony 4

John Fenn

Nepal, Boże połączenie

Oto historia Bożego działania. Przekazałem kontakt do pastora Prema Tamang z Nepalu, „znajomemu” z FB, który wybierał się do Nepalu. Oto krótka relacja z ich spotkania w stolicy, Katmandu.
Wspieram pracę Prema od wielu lat, co jakiś czas zamieszczam tutaj relacje z jego wyjazdów w góry do małych społeczności, którymi się opiekuje, ale … jego świadectwa nie słyszałem nigdy. Oto ono.

Radek Siewniak

Poznanie Prema, pastora jednego z kościołów w stolicy Nepalu, nadzorującego około setkę innych kościołów w kraju najwyższych gór świata uważam za bardzo ważne i przyszłościowe w niesieniu Słowa Życia w Nepalu. Widzę w tym połączeniu Boży zamysł nie tylko dla mnie, ale w połączeniu polskiego kościoła z nepalskim. O tym będę jeszcze pisał.

Parę słów o pastorze Premie. Jego historia spotkania się ze Zbawicielem pokazuje, jak Bóg działa w tym rejonie świata. Prem pochodzi z rodziny buddyjskiej. Jego ojciec i dziadek byli mnichami buddyjskimi. On sam przygotowywał się do zostania mnichem. W tym czasie jego brat, prawdopodobnie opętany demonicznie, w wyniku demonicznych manifestacji poważnie zachorował na 20 dni i pomimo buddyjskich egzorcyzmów zmarł. Fakt ten zrodził w Premie pytania, dlaczego ludzie w jego wiosce, praktykujący buddyzm, również uznani buddyści, cierpią biedę, stosują przemoc, są alkoholikami. Dlaczego buddyzm niczego w nich nie zmienia. W tych dniach dostał od znajomego chrześcijanina traktat pt. „Czy jesteś szczęśliwy?” Rozważał jego treść przez parę miesięcy.

Jednego dnia razem ze znajomymi wybrał się do innej wioski, poprzeszkadzać w głoszeniu ludziom, którzy zwiastowali Słowo. To, co tam usłyszał sprawiło, że padł na ziemię płacząc, doświadczył przekonania o mocy grzechu w swoim życiu i postanowił oddać swoje życie Zbawicielowi, ze świadomością, że to będzie wiązało się między innymi z zostawieniem pracy jako sekretarz w klasztorze buddyjskim.

Kiedy po paru miesiącach rodzice dowiedzieli się, co się stało a Prem powiedział im, że poznał żywego Boga, rodzice pobili go i kazali mu się wynosić. Przy tym musiał podpisać dokument, w którym jego rodzice wyrzekli się go jako syna i jednoczenie go wydziedziczyli.

Przez następne trzy lata Prem mieszkał w kościele. Potem rozpoczął naukę w szkole biblijnej, którą kończył w Indonezji. Tam tez chciał zostać, dlatego, że widział możliwości służby i swojego osobistego rozwoju. Bóg miał jednak inny plan i wezwał go do Nepalu, do którego nie chciał wracać ze względu na bolesną przeszłość i trudne warunki życia pastorów. Jego żona powiedziała mu jednak: „Nie chcę być żona Jonasza. Jeśli Bóg nas tam wzywa, to się o nas zatroszczy”. Tak powrócił do swojego kraju.

Kiedy jego ojciec zachorował, opiekował się nim, głosząc mu zbawienie. Na początku spotkał się z niechęcią ze strony ojca, ale tuż przed śmiercią jego tata zawierzył swoje życie Zbawicielowi. Jego mama i starsza siostra widząc świadectwo życia syna i brata, widząc że choć oni wyparli się jego, to on nie wyparł się ich – również przyjęli Wybawcę.

Obecnie Prem jest pastorem kościoła oraz nadzoruje działania wielu innych kościołów w Nepalu. Pracuje wśród wierzących w rejonach, gdzie praktykowany jest handel ludźmi. Zajmuje się niesieniem Słowa Życia w najbiedniejszych terenach górskich. Szkoli liderów i pastorów. W pewnym momencie naszej rozmowy powiedział: „Robię wszystko, co mogę a o resztę się modlę”.

Ludzie, tacy jak pastor Prem, to Boży generałowie, przywódcy wizji i strategii, pełni mocy i pokory. Dziękuję Bogu za takie połączenia.

Zmierzamy do Ap 5:9

Stan 13/17.09.2019

Stan Tyra
13 września
Gdybym musiał zdefiniować cztery najistotniejsze poziomy podróży, którą przebyłem do tej pory, byłyby to:
… nauka zaufania do ciemności,
… uzgodnienie głowy z sercem,
… uzdrowienie zranionego ja,
… zjednoczenie podzielonej świadomości.

W nadziei, że będzie to zachęcające na waszej drodze, omówię je
pokrótce w ciągu następnych kilku dni.

Zaufanie do ciemności.
Chwilom duchowego przebudzenia towarzyszą rozbłyski boskiego pokoju, niezrozumiałej radości i wielkiej nadziei. Niemniej, z czasem wejdziesz również w okres, który wygląda tak, jakby te światła nagle zgasły. Zmagania, zniechęcenie i cierpienie zajmują miejsce nadziei, pokoju i radości, lecz jest to również bardzo istotna część tej podróży.
Do egoistycznej tendencji należy próbowanie unikania ciemności i nad tym
właśnie pracuje niedojrzała religia, promując to jako wezwanie do
świętości. Dojrzała duchowość, nie polega na unikaniu, lecz na rozeznaniu i poddaniu się „nadzwyczajnej obfitości” łaski w takiej chwili. To wiara świeci z ciemności, ufając obecności, bez względu na to w jakim okresie życia znajdujemy się. Pamiętaj o tym że w czasie stwarzania Bóg nie nazwał „dobrym” rozdzielenia światła od ciemności, a stało się tak dlatego, że to nie jest dobre.
Taki okres boskiej ciemności jest jedynym sposobem na to, aby nauczyć
się „żyć przez wiarę, a nie patrzenie” W Ewangelii Jana 14:27 Jezus
obiecał, że teraz pokój dominuje nad niepokojem a nadzieja góruje nad
rozpaczą. Na tym polega odkrywanie Boga ponad ideologią i oklepanymi
odpowiedziami. Nauka ufania Bogu w tej ciemności jest potężnym
przemieniającym przebudzeniem. Nawet Jezus czuł się „porzucony”.
Mogę wraz z Dawidem powiedzieć „choćbym szedł przez dolinę cienia
śmierci, zła się nie ulęknę, bo ty jesteś za mną i twoja obecność pociesza
mnie bardzo”.
C.d.n.

14 września
Pomimo tego, że korzystamy z takich wyrazów jak: mistyk, mistyczne,
misterium, są to tylko słowa, które wskazują na ten punkt podróży.
Doświadczenie samo w sobie nie jest celem i, o ile jest ono o wiele
ważniejsze od wiedzy, tylko Bóg JEST celem. Jeśli mamy kochać Boga z
całego serca, duszy i umysłu, nie możemy pragnąć niczego innego, jak
tylko Boga (Mt 22:36 40).

Pogoń za niebem,wizjami, porwaniem i głębokim badaniem Słowa może
stanowić niebezpieczne rozproszenie tej podróży. Jedynym „celem”
naszej podróży jest poznać Boga w miłości! Dokładnie to! Ponieważ Bóg jest
miłością, więc może być poznany tylko w miłości, a nie myślami czy
wierzeniami (przekonaniami przyp. tłum.).
WOLNO przeczytaj modlitwę Pawła, w której prosi aby Bóg w swej
nieskończonej chwale, abyś: „przez Ducha Bożego mógł wzrastać
w wewnętrznym człowieku, aby Chrystus przez wiarę zamieszkał w twoim
sercu i abyś zakorzeniony w miłości i zbudowany na miłości mógł wraz ze
wszystkimi świętymi uchwycić szerokość, wysokość, długość i
głębokość miłości Bożej, aż poznamy w pełni miłość Chrystusową, która
przewyższa wszelkie poznanie i jest wypełnieniem całej pełni Bożej” (Ef 3:17 19).
To jest jedyny cel jaki mamy: ponad wszystkim innym poznać Boga w
miłości. Pomimo, że doświadczenie jest ważne, obyśmy tęsknili : aby poznać Bożą miłość tak głęboko, żebyśmy zostali wypełnieni całą pełnią Bożą. Takie poznanie jest poza wszelkimi przemyśleniami, poza tym, co możemy pomyśleć, o co poprosić, lecz nie jest irracjonalna, jest przemieniająca i jest kontemplacyjna.
Kontemplacja to pojmowanie niezagracone przez myśli czy słowa. Opiera
się na spotkaniu z obecnością. Prawdopodobnie nie będziesz w stanie
opisać tego, ani wyjaśnić, lecz będziesz pewien tego. O tych najgłębszych rzeczach, jak powiedział Jezus Piotrowi, Janowi i Jakubowi, nie należy mówić. Nie dlatego, że to jakaś tajemnica, lecz dlatego, że są nie do wyjaśnienia. Doszedłem do tego, że ci, którzy najwięcej mają do powiedzenia o boskich rzeczach, nie spotkali się z nimi na głębokim poziomie. Tych, którzy milczą należy słuchać. To, że są cisi i milczący, nie znaczy, że nie można ich słuchać.

16 września
Uzgodnienie głowy i serca.
Podróż ku Bogu musi zmienić zarówno serce jak i głowę i, jak często mówię, umysł jest świetnym uczniem, lecz strasznym liderem.
Centrum twojego jestestwa jest serce i to Jezus miał na myśli, gdy
mówił o myślach i emocjach wypływających z serca (Mt 15:19). Umysł, sam w sobie, nie jest zdolny poznać Boga, może tylko wiedzieć o Bogu. Jeśli
chodzi o mnie, to aby chodzić w prawdzie, muszę poddać umysł mądrości
serca.
Uzgodnienia serca i głowy nie da się osiągnąć naszym staraniem, lecz
czymś, co się osiąga przez poddanie się doświadczeniu. Wielką
arogancją jest myśleć, że możemy posiąść prawdę;, mistyczna nadzieja to coś, czego możemy doświadczyć będąc opanowani przez prawdę. Jest to coś
zupełnie innego niż posiadanie myśli i wniosków na temat prawdy.

Powiedziano nam: „niech umysł Chrystusa będzie w was…” (Flp 2:5),
choć nie jesteśmy w stanie przywdziać umysłu Chrystusa dopóki nie będziemy chcieli przyjąć serca Chrystusa. Zmiana myśli, zmiana zachowań i
zrozumienie pewnych idei bardzo nędznie zastępują odnowienie w miłości
i przez miłość.
Nasz umysł musi zostać odnowiony przez prawdę serca a serca musi poznać prawdę umysłu oba muszą brać wspólnie udział w procesie przemiany.
Jest to jedyny sposób na to, aby otrzymać boską miłość i pozwolić jej
dalej płynąć przez nas do innych.

W Księdze Jeremiasza 17:9-10 czytamy, że serce jest złe i nie można mu
ufać, a my mamy pokutować i zmienić swoje umysły. Wydaje się dziwne,
ze uzgodnienie obu, może być sprawą religijną, lecz w jakiś sposób jest.

Jedność jest potężnie przemieniająca. Faktem jest, że jest tak
mistycznie potężna, że zwodnicze serce i zwiedziony umysł właściwie
sprzymierzone ze sobą mogą stać się dobrym źródłem życia.
Jest to zaledwie drobne siorbnięcie z oceanu świadomości. Moim celem nie
jest informować was, lecz wskazać na coś, nad czym możecie się chwilę
zastanowić. Nie tylko umysł i serce muszą zostać zjednoczone, lecz tak
samo mózg i umysł muszą stać się jedno. Więcej na temat Mind Brain
Connection odesłałbym was do YouTube do Kay Fairchild i już ponad rok
trwającego cyklu na temat powiązania umysł-mózg. Jest to wspaniałe
wejrzenie w boską tajemnicę, która ukrywa się przed naszym
wzrokiem, a my o tym nie wiemy.

<|>

Jak bardzo jesteś utwierdzony 2

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Kiedy byłem małym chłopcem, mieliśmy sąsiadkę – Panią McCoy. Odnajmowała swoją ziemię innym rolnikom, ale sama hodowała kurczaki. Ponieważ była w zaawansowanym wieku i trudno było jej się poruszać, rzadko opuszczała dom. Pani McCoy kochała swoje kurczaki. Kiedy ją odwiedzaliśmy pozwalała nam pomagać jej w zbieraniu jajek. W podzięce dawała każdemu z nas 3 lub 4 jajka, które wkładaliśmy do własnych koszyków. Mówiła: „nie chcę abyście wkładali wszystkie jajka do jednego koszyka”. Jak wiemy chłopcy w wieku 4-8 lat są szczególnie ostrożni i delikatnie obchodzą się z różnymi rzeczami i dlatego są doskonałymi zbieraczami jajek. 😊 Pani McCoy w swej mądrości rozłożyła ryzyko zniszczeń na kilka mniejszych koszyków.

Wszystkie jajka w jednym koszyku?
Pytałem ostatnio, co utwierdza was w waszym chrześcijaństwie, co utwierdza was w waszej wierze, w waszym chodzeniu w Chrystusie? Czy znasz chrześcijan, którzy wkładają wszystkie swoje duchowe „jajka” do jednego koszyka? Czy ich życie duchowe pozostaje całkowicie „w koszyku” jednego kościoła, nauczania, osoby lub służby czy też swoją wiarę wzięli oni bezpośrednio od Jezusa i zaczęli w niej chodzić?

Czy widziałeś sytuacje, gdy ten „koszyk” został im zabrany lub też zepsuł się, odpadł od łaski itd., co doprowadziło ich do wielkiego kryzysu wiary? Jeśli tak było, to stało się tak, ponieważ włożyli wszystkie swoje duchowe jaja do jednego koszyka. Mówili, że wierzą Panu, jednakże ich wiara była przefiltrowana przez kaznodziei i ich nauczania. Nie oparli swego chrześcijaństwa na Panu, ale na służbie, pod której byli wpływem. Nie znali Pana bezpośrednio, ale czerpali swą wiedzę na Jego temat właśnie z tej służby. Wierzyli, jednak nie znali naprawdę Pana. Ich wiara opierała się na tym, co mówili do nich ludzie, zamiast na osobistym chodzeniu z Panem.

Nie ma nic złego w zaangażowaniu się w różnego rodzaju służby w kościele, ale to nie one dały nam zbawienie. To sam Ojciec i Pan Jezus powinni nas utwierdzić w naszej wierze a nie jakaś służba, w którą może jesteśmy zaangażowani. Służby są pomocne w tym, że uważamy się za chrześcijan, jednakże nie mogą być duchowym sednem naszej wiary.

Spójrzmy na słowa Jezusa w Ew. Jana 17:3
A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś”. To stwierdzenie nie unieważnia reszty Pisma Świętego, gdzie czytamy, że jeśli uwierzymy w naszym sercu, że Jezus powstał z martwych i że jest Panem, to będziemy zbawieni – nie. Wskazuje jedynie, że można bardziej poznać żywot wieczny. Prawdziwe poznanie Ojca to głębia życia. W języku greckim słowo „znać” to „ginoskosin”, co oznacza „poznać się”. Głębia życia wiecznego to droga, na której poznajemy Ojca i Jego Syna, którego posłał.

Istnieje różnica między wiarą w Jezusa a poznaniem Jezusa. Istnieje różnica między wiarą w Boga Ojca, a poznaniem Boga Ojca. Kiedy zaczynamy wierzyć, rodzimy się na nowo i zostajemy zbawieni, jednakże dopiero poznanie (Boga) przynosi nam głęboką wiarę.

Kiedy rodziliśmy się na nowo to wierzyliśmy, jednakże naprawdę nie znaliśmy jeszcze Boga. Uwierzyliśmy w Jezusa, odmówiliśmy modlitwę, wyraziliśmy naszą wiarę, „zaprosiliśmy Jezusa do naszego serca” lub coś w tym rodzaju. Po prostu uwierzyliśmy i narodziliśmy się na nowo. Niektórzy nawet zostali ochrzczeni Duchem Świętym. Byliśmy i i w dalszym ciągu jesteśmy wierzącymi.. Staliśmy się chrześcijanami.

Ścieżka do poznania
Zaczęliśmy szukać rzeczy, które utwierdziłyby nas w tym, w co wierzymy. Stało się to poprzez różne służby i kościoły, przyjaciół i media, małe grupy czy też specjalnych mówców– wszystko to, co potwierdziło, że to, w co uwierzyliśmy, jest prawdą. Ale nie od razu poznaliśmy Ojca lub Pana. Na początku uwierzyliśmy i zaczęliśmy korzystać z różnych służb i mediów, które pomogłyby nam poznać Ojca i Pana Jezusa. Jednakże wielu zatrzymało się w tym miejscu, nie przechodząc dalej, do osobistego poznania Ojca, do poznania Jezusa. Nawet dziesiątki lat później w swym chrześcijaństwie, z powodu tego, że szukali swej afirmacji w służbach, kaznodziejach, nauczaniach, miejscach przebudzenia duchowego i innych rzeczach, zamiast poświęcić czas i wysiłek na poznanie Ojca – w dalszym ciągu tylko ‘wierzą’ zamiast znać Go osobiście.

C. S. Lewis powiedział: „To Chrystus, a nie Biblia, jest prawdziwym Słowem Bożym. Biblia czytana we właściwym duchu i pod przewodnictwem właściwych nauczycieli, doprowadzi nas do Niego”.

Czy swą wiarę pokładasz w spisanym Słowie Bożym czy też w Osobie, która JEST tym Słowem? Czy czerpiesz wiarę jedynie z konkretnego wersetu czy też od Tego, od którego wyszedł ten werset? Kiedy „stoisz” na Słowie, to opierasz się na rozdziale i wersecie czy też na Osobie, która jest Słowem? Czy całą swą wiarę włożyłeś do jednego koszyka Jezusa, czy też poznanie Jezusa jest jednym z wielu różnych koszyków, które nosisz?

Jak bardzo jesteś utwierdzony 3


John Fenn

Czy chrzest zmywa grzechy?

Kevin T. Bauder
Teksaski poranek już był ciepły, a robiło się gorąco. Zajrzał do mnie pewien przyjaciel, aby się przywitać i zapytałem go, jak zamierza spędzić coś, co się zapowiada na gorące przedpołudnie. Odpowiedział: „Zamierzam udać się do sklepu z narzędziami i kupić sobie lody”. Nieco zdumiony
Kpiąco powiedziałem: „Nie wiedziałem, że można kupić lody w sklepie z narzędziami”.
Odpowiedział: „Nie, najpierw idę do sklepu z narzędziami, a potem na lody. Dwa oddzielne zajęcia”.Cała rozmowa polega zna semantycznej dwuznaczności: czy kupowanie lodów jest skoordynowane z udaniem się do sklepu z narzędziami, czy też podporządkowane mu? Gramatyka nie daje nam na to odpowiedzi na to pytanie, bo inaczej dwuznaczność nie miała by miejsca. Oba przypadki są prawdopodobne.Mamy do czynienia z nieco bardziej skomplikowanym przypadkiem w Dziejach Apostolskich 22:16, w którym znajduje się część osobistego świadectwa Pawła. Opowiada o tym, jak w Damaszku został do niego posłany Ananiasz, który zapowiada, jak będzie wyglądała służba, którą Bóg dla Pawła zaplanował, po czym mówi: „A teraz na co czekasz. Wstawszy ochrzcij się i zmyj z siebie grzechy, wzywając imienia Pańskiego”.

Ludzie wierzący w odnowienie w chrzcie, w tym ci z ruchu Stone Campbell, powołują się na ten tekst, jako dowód na to, że chrzest zmywa grzechy. Ponieważ czasownik „daj się ochrzcić” i zwrot „obmyj swoje grzechy” połączone są spójnikiem „i”, więc wnioskują, że to obmycie musi być połączone z chrztem. Częściowo jest to pogląd Jacka Cottrell’a, który zakłada, że „dwa główne czasowniki zdania, znajdujące się w trybie rozkazującym, to „ochrzcij się I [kai] obmyj swoje grzechy”. Są połączone przez kai w pojedyncze zdarzenie”.Takie zrozumienie tego tekstu jest możliwie, podobnie jak to było z moim przyjacielem i jego powiedzeniem, że idzie kupić lody do sklepu narzędziowego. Niemniej jednak, tylko dlatego, że takie coś jest możliwe, nie znaczy, że jest to jedyny sposób odczytania. Chrzest i obmycie grzechów mogą być dwoma oddzielnym zdarzeniami.

W wersie 22:16 znajdują się dwa czasowniki, które mają specyficzną grecką konstrukcję gramatyczną, która wskazuje na to, że podmiot działa sam na sobie, bądź we własnym interesie, co nie jest łatwe do przetłumaczenia. Mimo wszystko, Ananiasz nie powiedział: „daj się ochrzcić” oraz „obmyj swoje grzechy”, lecz coś w rodzaju: „ochrzcij się” oraz „obmyj grzechy swoje”.

Każdy z tych dwóch czasowników jest połączony nieokreślonym imiesłowem. Funkcją takiego imiesłowu jest określić działanie, które jest wcześniejsze od głównego czasownika. Pierwszy imiesłów to „wstawszy” a drugi „wezwawszy imienia Pańskiego”. Każdy z tych imiesłowów definiuje działanie głównego czasownika: „Wstawszy, ochrzcij się” oraz „oczyść swoje grzechy, wezwawszy imienia Pańskiego”.

Jaka jest relacja między ochrzczeniem się a zmyciem grzechów? Te dwa czasowniki są połączone spójnikiem łącznym, lecz skutek semantyczny to podrzędność. Innymi słowy te zdania są dwuznaczne. Można je odczytać w taki sposób, że chrzest skutkuje, bądź prowadzi, do obmycia grzechów, lub, że chrzest i obmycie grzechów są aktami osobnymi, w obu przypadkach równie nakazanymi.

Jedna sprawa powoduje, że drugie podejście staje się bardziej prawdopodobne. Chodzi o pojawienie się tutaj imiesłowów. Imiesłowy już definiują działania, które są podporządkowane każdemu z głównych czasowników. Gdyby Ananiasz chciał podporządkować obmycie grzechów chrztowi to mógł równie dobrze skorzystać z podobnej konstrukcji. Fakt, ze tego nie zrobił sugeruje, że najprawdopodobniej chciał pokazać, że chrzest i obmycie grzechów są raczej oddzielnymi, a nie połączonymi, zdarzeniami.

Innymi słowy: Cottrell prawdopodobnie myli się, mówiąc, że kai [i] łączy te dwa czasowniki w jedno zdarzenie. Z pewnością myli się, jeśli uważa, że jest to jedyna rzecz, jaką to kai może robić. Jest możliwe i uważam prawdopodobne, że kai faktycznie koordynuje tutaj oddzielne zdarzenia. Jeśli tak, to ten wers może być przetłumaczony w taki sposób: „Na co czekasz? Wstawszy ochrzcij się; i również obmyj swoje grzechy, wezwawszy imienia Pańskiego”.

Żeby było jasne, 22:16 nie jest tekstem zaprzeczającym odnowieniu w chrzcie, lecz nie odrzuca też tego, że chrzest obmywa grzechy. Z drugiej strony, nie potwierdza również tego w wyraźny sposób. Jest to znaczeniowo niejednoznaczne zdanie. Prawdopodobnie nie chodzi tu uporządkowanie kolejności chrztu i przebaczenia, ani o jakąś zależności między nimi.

Prawdopodobnie jest zestawieniem ich jako dwóch rzeczy, które Paweł musi zrobić w najbliższej przyszłości.

Czekaj cierpwliwie na swego Izaaka

Russell Durose

Obietnice Boże mają pewien czas wypełnienia, który wypróbowuje cierpliwość każdego.

Pan dał mi to Słowo właśnie teraz, gdy wróciłem po dniu pełnym wyzwań związanych z utrzymywaniem w ryzach stwarzającego problemy życia. Pan wzywa nas do oczekiwania na Izaaka. Chcesz czekać, czy też wolisz wyprodukować coś, co jest łatwe i naturalne? Z chwilą, gdy widzimy, że dochodzimy do progu cierpliwości, musimy uciszyć się, powstrzymać i zapanować nad ciałem. To właśnie tutaj odbywa się bitwa… niecierpliwość naszej ludzkiej natury często przedwcześnie kończy procesy, które Bóg rozpoczął.

Szacuję, że między otrzymaniem obietnicy narodzin Izaaka, a jego urodzeniem minęło około 25 lat. W międzyczasie pojawiło się ogromne pokuszenie, aby samemu doprowadzić ją do wypełnienia.
Obietnica boskiego pochodzenia została zanieczyszczona zwodniczymi myślami o tym, że trzeba z Bogiem współpracować, że TO TY MUSISZ ZROBIĆ PIERWSZY KROK, MUSISZ COŚ ZROBIĆ… to był największy błąd i do dziś cierpimy z powodu konsekwencji.

Porównajmy lepiej dwie kobiety: Sarę i Annę… Sara poddała się zniecierpliwieniu… Anna cierpiała czekając wypełnienia obietnicy. Dla Anny wstyd i utrapienie spowodowane niepłodnością było czymś codziennym, lecz uczucia te znosiła przez pewien czas, aż poddała siebie całkowicie i Bóg spełnił jej pragnienie. Czas jej oczekiwania był wypełniony modlitwami, łzami, postami i męką, lecz korzyści z tego czerpiemy do dziś, ponieważ Samuel wprowadził na tron namaszczając Saula, a następnie namaszczając Dawida.

Przenieśmy to do naszych marzeń o służbie… czy chcesz czekać na swego Izaaka? Czy też „w trudnej sytuacji pomożesz Bogu?” Ismael znaczy problem i zmaganie. On szydzi z obietnic Bożych… walczy z nimi. Jestem pewien, że w naszych kościołach są również tak zwani Ismaelici, którzy nigdy tak naprawdę nie narodzili się na nowo, lecz polegają na religijnych uczuciach i tak wiele sporów jest przez nich wywoływanych. Czasami z tych sporów powstają wojny między plemionami, tworzy się państwa i dzieli światy. Tak więc, jaki jest koszt naszej niecierpliwości? Może kosztować nas nawet nasze życie.