Author Archives: pzaremba

Podtekst, podtekst, podtekst

Orygen „O zasadach” (4:2.1-2,4)
„Prostackie twierdzenia o Bogu wydają się być tylko i wyłącznie tym: Pismo nie jest rozumiane w swym duchowym sensie, lecz jest interpretowane zgodnie z nagą literą”.
Innymi słowy: Orygenes mówi, że ignorując biblijny podtekst oznacza ignorowanie jego najlepszego i najgłębszego znaczenia.

Tak więc, aby uniknąć „prostackich twierdzeń” o charakterze Boga, musimy głęboko zanurzyć się w podtekst Pisma. Sam tekst, przy różnych okazjach, może doskonale lub niedoskonale opisać historyczne zdarzenia z ludzkiej perspektywy. Niemniej, w „podtekście” osadzone są dodatkowe chrystologiczne znaczenia, które mają mieć pierwszorzędne znaczenie i powinny być zdobywane dla naszej korzyści dziś, tutaj i teraz.

David Baboulene w praktycznej akademickiej pracy na temat Historii Opowieści – The Story Book – definiuje PODTEKST JAKO: „wynik jakiejkolwiek luki wiedzy między dowolnymi uczestnikami opowieści; na przykład między autorem a postacią, między dwoma postaciami czy między słuchaczami a co najmniej jedną postacią”.

Powyższy cytata na temat podtekstu jest kluczowy PONIEWAŻ wyjaśnia jeden z najmniej zrozumiałych aspektów właściwego czytania Biblii. Ponieważ Biblia jest NATCHNIONA przez Boga, lecz literalnie NAPISANA przez człowieka, zawsze jest „LUKA WIEDZY” między tym, co KONTEKSTOWO i CZĘŚCIOWO wie, gdy pisze WOBEC tego, co Pan DOSKONALE I ZUPEŁNIE WIE o CAŁEJ sytuacji. Jak zauważył wielki ojciec kościoła Orygenes, biblijni autorzy „napisali” więcej niż kontekstowo ‘wiedzieli” Dopóki nie docenimy tej cudownej dynamiki, będziemy podatni na popadania w „leniwą dosłowność”.

Dlaczego OGRANICZAMY tekst Biblii TYLKO do tego, co ludzki pisarz wiedział w starożytnych czasach, gdy to pisał? Czy nie lepiej UWOLNIĆ tekst pozwalając Duchowi Świętemu mówić do nas w każdy możliwy sposób, wszelkimi możliwymi środkami, które On uzna za właściwe, dostępne i korzystne tutaj i teraz?

Właśnie ten dynamiczny stały przepływ objawienia jest samą istotą podtekstu.

Ernest Hemingway, jeden z największych pisarzy wszech czasów oraz Konstantin Stanisławski, jeden z największych nauczycieli aktorstwa wszech czasów, wierzyli, że najbardziej wartościowa i znacząca część KAŻDEJ spisanej pracy znajduje się w podtekście. Podobnie jak góra lodowa, o której naukowcy powiadają, że 90% jej masy jest niewidoczna, znajduje się pod wodą, tak też bogactwo wszelkich wspaniałych dzieł pisarskich pojawiają się w „nieliteralnym” podtekście.

Widzicie, wielcy pisarze rzadko „wyraźnie” i „literalnie” wyrażali to, co chcieli powiedzieć, w liniowy sposób ABC. Nie skreślali każdego „t” i nie stawiali każdej kropki nad „i”, lecz raczej pozostawiali wiele „niedopowiedzeń” i „niejasności”. Powód? Chcieli, żeby czytelnik zainwestował w tekstu swój czas, serce i umysł, aby stał się poszukiwaczem skarbów, który przyłącza się do poszukiwań autora. Często to czytelnik znajdzie skarb, o którym ludzki autor nie wiedział, bądź co najmniej nie był świadomy jego istnienia.

Wielcy pisarze starali się pozyskać tą energię czytelnika, która nie pojawia się, gdy wszystko jest wyraźnie napisane z ich strony. To ostatnie nie wymaga zagorzałego wysiłku czy głębokiej inwestycji ze strony czytelnika, ponieważ zostało legalistycznie przeliterowane dla nich. Pisarze starają się raczej korzystać z alegorii, sugestii, implikacji, wnioskowania, metafory, wyobraźni i intuicji. Pozwalają, aby słowa w naszych umysłach i sercach „oddychały” tak, aby nasza wyobraźnia i emocje mogły smakować, medytować i rozszerzać w stronę nowych, płynących z głębi serca terytoriów.

Umberto Ecco powiedział: „Dobra książka zawsze jest mądrzejsza od jej [ludzkiego] autora”.Tak też ta „dobra książka” jest mądrzejsza od jej ludzkich autorów. To w podtekście odkrywamy, że woda jest czyściejsza i o wiele bardziej nietknięta. Gdy pijemy ją, odkrywamy, „sensus plenior” (pełniejsze znaczenie) Pisma.

„Sensus Plenior” jest dodatkowym, głębszym znaczeniem, zamierzonym przez Boga, lecz wyraźnie nie zamierzonym przez ludzkiego autora, co jest widoczne w słowach tekstu Biblii (czy grupie tekstów, czy nawet całej księdze), gdy są studiowane w świetle dalszego objawienia, czy rozwoju w rozumieniu objawienia”.

Stan_1/2.08.2019

Stan Tyra

1 sierpnia
Nikt nie ma większego wpływu na swoje przebudzenie niż na swoje narodziny. Coś innego, życie i okoliczności muszą doprowadzić do miejsca, w którym już więcej nie działa to, co nazywamy „swoim planem”, „religią”, „swoimi wierzeniami” itp. – a w zasadzie głęboko zawodzi. Musi być takie zdarzenie, czy coś, czego nie jesteś w stanie wytłumaczyć, coś poza kontrolą i oklepanymi odpowiedziami. Te sytuacje muszą wychodzić poza twój zestaw umiejętności, biblijnej wiedzy, siłę woli czy logiczne myślenie. Tylko wtedy, gdy znajdziesz się w takim punkcie, potykasz się i padasz, jesteś na początku „czegoś nowego”

Nikt sam nie decyduje się na odstawienie na bok egocentrycznego zaabsorbowania, ani nie przybija sam siebie do krzyża. Żeby podjąć te konieczne kroki swej podróży istotne stają się inne czynniki. Większość z nas próbowało robić to mocą woli czy dyscypliną, lecz nie działało. Nic się nie zmieniało, po prostu jeszcze bardziej oszukiwaliśmy siebie przykrywając się kostiumem z „figowego listka”. Kończy się to tak, że nasz fikcyjny projekt samorozwoju nazwaliśmy „Bożą wolą”, winą za oczywiste niepowodzenie obciążyliśmy diabła, a inni mówili nam, że musimy być tylko „bardziej oddani”. Tak więc, ponownie angażujemy nasze zaangażowanie i zaczynamy ten sam projekt usiłując naprawić problem przy pomocy tej samej logiki, która go właśnie stworzyła.

Wszelkie próby planowania własnego oświecenia zawiodą, ponieważ będą zarządzanie przez ego. Nadal będziesz widział tylko to, czego zdecydowałeś się szukać i nie będziesz widział tego, na co nie jesteś gotowy. Tak więc, tylko niepowodzenie i upokorzenie może zmusić cię do patrzenia tam, gdzie nigdy w innym przypadku nie zajrzałbyś. Wszyscy musimy potknąć się i upaść, zjeść to jabłko i wyjść z ogrodu, zanim będziemy mogli zatoczyć w podróży pełne koło i na nowo odkryć nasze życie, nasz ogród, dom, prawdziwe ja i Ojca. 

Pobożnie mówiąc: Nikt niczego prawdziwie nie znajduje, dopóki najpierw tego nie straci i nie odkryje tego wszystkiego w kontekście wiecznego wyboru. To nie ty wybrałeś Jego – On wybrał ciebie. Tak naprawdę to nie ty znalazłeś Jego, ponieważ On nigdy cię nie opuścił. To, co nazywasz byciem „zbawionym” to prostu przebudzenie (świadomości – przyp.tłum.), uświadomienie sobie tego, kim jesteś, na czyje podobieństwo i obraz zostałeś stworzony i tego, że On nigdy cię nie porzucił. Był z tobą i w tobie zawsze, od początku, nawet zanim świat powstał.

Wszystkie twoje upadki, niepowodzenia i grzeszenie prowadzą cię do Domu. We wszystkim raduj się, powtarzam raduj się.

2 sierpnia
W 1 List do Koryntian 13:11 Paweł pisze: „) Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce”.

W końcu doszedłem do miejsca, w którym nie muszę już eliminować tego, co nazywam negatywnym lub złym. Nie muszę trzymać się starych zranień czy czuć potrzeby wyrównywania rachunków z kimkolwiek. Sporo czasu zajmuje nam dostrzeżenie tego, jak bezużyteczne są te walki. W tym stanie życia Przypowieści są dla mnie ważniejsze niż 10 Przykazań.

Wtedy, gdy „pozbędziesz się tego, co dziecięce”, życie staje się większe, a ściany twojego pomieszczenia rozszerzają się, co daje więcej miejsca na wszystko i wszystkich. Nie musisz już domagać się tego, aby być usłyszanym i spokój jest potężniejszy od hałasu. Dramatyczność staje się nie tylko nudna, lecz wstrętna. Dojrzałość pozwala nam zdać sobie sprawę z tego, że pod tą całą fasadą wszyscy jesteśmy jednakowo nadzy i wszyscy tak samo tkwimy w tym, co nazywamy życiem razem.

Stajesz się niesamowicie wolny, gdy nie musisz już więcej wyróżniać się. Nie musisz już dowodzić tego, że twoja grupa czy religia jest jedyna, czy najlepsza, czy też twoja przynależność etniczna, płciowa wymaga specjalnego traktowania i uznania. Bóg nie jest już więcej małym karzącym, wyłączającym czy plemiennym bogiem. Nie czekam już na życie „kiedyś tam” ani na mieszkanie na szczycie. Rozumiem, że wewnątrz mnie jest wiele mieszkań i mogę swobodnie je badać i cieszyć się nimi teraz.

Nie muszę już mieć ostatecznego zdania na temat wszystkiego i każdego, nie potrzebuję zmieniać innych, aby być zadowolonym samemu. Odkryłem to, że największą drogą do tego, aby być człowiekiem przemiany (innych) jest brak potrzeby zmieniania ludzi.

Ostatecznie na dziś, choć z pewnością nie wyczerpująco, zdaje sobie sprawę z tego, że „prawda” nie opiera się na faktach, lecz na doświadczeniu. Niedojrzałość uwielbia mówić „prawda jest prawdą”, lecz to, co nazywa się prawdą to zazwyczaj fakty, które dodają się do przyjętego wniosku jak 2 + 2 = 4. 

Jest to prawdziwe, lecz nie jest prawdą.

Prawdą jest Osoba, Chrystus, i jest większa niż jakikolwiek system wierzeń czy zestaw religijnych wniosków. Na przykład: miłość jest miłością bez względu na to czy baptystyczna czy buddyjska. Wyłącznie to, co jest prawdziwe uniwersalnie, jest prawdą. Dzięki temu jestem obecnie bardziej wolny niż kiedykolwiek wcześniej! Tylko prawda może dać ci wolność i to wtedy i tylko wtedy, gdy jest w kontekście przebywania (jedności). Prawdy nigdy nie ma, czy nie jest doświadczana, w dualizmie.

Już czas dla nas na to, aby „odstawić to, co dziecięce”.

<|>

Dlaczego jesteś nową Rebeką_1

John Fen
Tłum.: Tomasz S.

W Starym Testamencie jest wiele odniesień i cieni Jezusa oraz przyszłych wydarzeń. Jest też wiele historii, z których każda ma swoje piękno i przynosi nam objawienie tego, czym jest nasze życie w Chrystusie.

Izaak i Rebeka

Jedną z najpiękniejszych historii Starego Testamentu, która jest cieniem Jezusa, jest historia Rebeki i Izaaka.

Zaczyna się ona w Księdze Rodzaju 24, gdzie czytamy, że Abraham był bardzo stary i szukał żony dla swojego syna, Izaaka. W wersecie 36 czytamy, że w oczekiwaniu na śmierć Abraham przekazał Izaakowi wszystko, co posiadał. Zastanów się przez chwilę – Izaak jest bogaty ; jego ojciec przekazała mu wszystko, co miał.

Widzimy tutaj obraz: Abraham reprezentuje tutaj Boga Ojca a Izaak Jezusa. Ojciec przekazał wszystko swojemu Synowi. Abraham (Ojciec) wysyła Eliezera z powrotem do domu Abrahama, aby znalazł żonę dla Izaaka (Jezusa). Eliezer jest obrazem Ducha Świętego, posłanego przez Ojca do „domu” w celu znalezienia oblubienicy dla Jego Syna.

Eliezer, jak powiedziano nam w wersecie 10, ładuje na dziesięć wielbłądów głównie dary dla oblubienicy (dary są to obrazem Ducha Świętego i Jego darów: łaski, która buduje charakter oraz owoców Ducha, które są nam dane.)

Oblubienica zachowała czystość dla przyszłego Oblubieńca

Kiedy Eliezer przybywa do ojczyzny Abrahama, zatrzymuje się aby napoić wielbłądy po długiej podróży. Źródła różnie wypowiadają się na temat ilości wody, jaką może wypić spragniony wielbłąd, ale najczęściej podają około 53 galony amerykańskie (około 200 litrów). Eliezer modlił się, aby młoda kobieta, która podejdzie, napoiła jego oraz wszystkie jego wielbłądy – całkiem poważne zadanie!

Oczywiście znamy historię, że to Rebeka podeszła, dała pić Eliezerowi i zaoferowała, że napoi wszystkie jego wielbłądy (coś około 500 galonów lub 2000 litrów!). Następnym razem, gdy będziesz w sklepie spojrzysz na 2-litrowe butelki z napojami, wyobraź sobie 1000 takich butelek a następnie wyobraź sobie, jak bierzesz dzban, spuszczasz go do studni i wyciągasz. Jeśli Rebeka miała 10 litrowy dzban, musiała go spuścić i wyciągnąć około 200 razy! Biblia mówi, że sama wykonała całą tę pracę.

W wersecie 16 czytamy: „A dziewczyna ta, bardzo piękna, była dziewicą, która z żadnym mężczyzną jeszcze nie obcowała”.  Niektórzy żydowscy komentatorzy odnosząc się do jej czystości seksualnej, mówią, że nie tylko jest tu mowa o braku kontaktów seksualnych, ale nawet to, że Rebeka nie miała nawet męskich przyjaciół, ale zachowała się całkowicie w czystości dla przyszłego męża. Zauważają, że była rozważna, prowadziła się moralnie i miała zasady. Była nie tylko dziewicą, ale zachowywała to jako skarb dla przyszłego męża; trzymała mężczyzn na dystans.

Cóż za piękny obraz tego, jakimi uczniami Jezusa powinniśmy być! Powiedziano nam, że przyjaźń ze światem (systemem tego świata) to bycie w opozycji wobec Boga. Mamy zachować się w czystości dla Pana!

Wracając do naszej historii

Jak myślisz – dlaczego Eliezer szukał mocnej kobiety? Jeśli Rebeka jest obrazem kościoła, czy to możliwe, że Pan też szuka mocnych ludzi? Mocnych charakterem, wytrwałych w postanowieniu.

Pomyśl o Rebece, która znana jest jako silna kobieta, kobieta czynu. Napoiła wszystkie 10 wielbłądów. Po czasie urodziła bliźniaki: Jakuba i Ezawa, przy czym Jakub złapał za piętę Ezawa w czasie porodu i to wszystko, gdy jeszcze cesarskie cięcia czy też znieczulenie nie było znane.  Pochodziła z dysfunkcyjnej rodziny –  jej brat* Laban oszukał później syna Rebeki – Jakuba dając mu za żonę Leę, a nie Rachelę, i trzymał ich w niewoli przez 20 lat **. (* werset 29) (** werset 31: 38)

Rebeka z mężem mieli widoczne braki we wzajemnej komunikacji, jeśli chodzi o ich synów. Widać to, ponieważ Rebeka posunęła się nawet do podstępu aby zapewnić prawa pierworództwa ‘właściwemu’ synowi. Nie była kobietą słów, lecz czynu. Była silna i sprytna. Tak samo Kościół ma być sprytny wobec świata, zachowując przy tym prawość, charakter Chrystusowy oraz owoce ducha / Ducha.

Powiem to wyraźnie: rzeczy, o których myślisz, że dyskwalifikują cię od bycia użytecznym, od bycia kochanym przez Pana, są tymi, które właśnie uczyniły cię silnym i dały ci kwalifikacje, aby znosić trudy życia z Panem! Oto, co powiedział Paweł Tymoteuszowi (2 Tym. 2: 3-7) – powiedział, aby pracował jak rolnik, trenował jak sportowiec, znosił trudy jak żołnierz, aby przypodobać się tym swemu Rekruterowi. Rzeczy, przez które szatan sprawił, że musiałeś przejść, Pan użył, aby wykuć cię jak żelazo w piecu, abyś był przygotowany dla Króla!

Wracając do studni…

W Księdze Rodzaju 24: 21 czytamy, że Eliezer, (obraz Ducha Świętego) stał i obserwował Rebekę przy pracy. Można to powiedzieć w ten sposób – w obecności Ducha Świętego wielokrotnie wracała do studni wody żywej, aby tą wodą ‘napoić’ potrzeby, które przed nią stały. Także my potrzebujemy wracać do tej studni.

Na pewno w czasie pracy, od czasu do czasu też napiła się tej wody, jednak była skoncentrowana na dostarczeniu żywej wody spragnionym wielbłądom – wielbłądy są nieczyste, więc obraz ten pokazuje nas niosących Chrystusa osobom niezbawionym. Jak często wracamy do studni? Jak mocni musimy być, aby nie zemdleć, aby nie zmęczyć się dobrym postępowaniem? Takie jest właśnie życie świętego – jesteśmy tutaj, aby służyć, a nie aby nam służono – mamy być tacy jak nasz Mistrz.

Kiedy Rebeka skończyła poić wielbłądy, w wersecie 22 czytamy: „A gdy wielbłądy się napiły, wyjął ów mąż (Eliezer) złoty kolczyk pół sykla wagi i dwa naramienniki na jej ręce, wagi dziesięciu złotych sykli, I rzekł: Czyją córką jesteś, powiedz mi, proszę?

Uzupełnienie w mojej Biblii sugeruje, że słowo „złoty kolczyk” użyty w języku hebrajskim, oznaczało raczej zdobną opaskę (biżuterię) noszoną na głowie, na czole.

To wręczenie biżuterii przypomina doświadczenie nowonarodzenia. To nie są wszystkie dary, które Duch Święty ma dla nas – nie, to tylko zadatek. Czytamy w Efez. 1: 13-14: „… W nim i wy, którzy usłyszeliście słowo prawdy… zostaliście zapieczętowani obiecanym Duchem Świętym, który jest rękojmią dziedzictwa naszego, aż nastąpi odkupienie własności Bożej…” Rebeka dostała zadatek – resztę miała otrzymać później.

W tym momencie Rebeka nigdy nie widziała jeszcze swojego pana młodego, nie miała pojęcia jak bardzo jest bogaty, nie wiedział, że czeka na nią dom w domu ojca pana młodego … ale to wszystko już kolejnym razem

John Fenn

Stan_30.07.2019

Stan Tyr

W Ewangelii Mateusza 2Liscie Piotra, 1 Liście do Tesaloniczan i w Objawieniu Jana czytamy, że Pan przychodzi jak „złodziej w nocy”. Napisałem już wcześniej o tym, ale chcę ponowić dziś, ponieważ myślę, że ważne jest zrozumieć w jaki sposób funkcjonuje królestwo i nasze postępy w podróży przez łaskę.

Większość z nas słuchała o tym, że fragment mówiący o „złodzieju w nocy” jest nauczaniem o „czasach ostatecznych”, eschatologicznym.

Gdy byliśmy dziećmi przerażało nas to, gdy przekonywano nas, że każda noc może być nasza ostatnią, a młodym chłopakom napędzała strachu wizja, że Bóg wróci zanim rozpoczniemy współżycie seksualne! Słyszeliśmy również wiele wezwań ewangelicznych typu: „czy jesteś gotowy?? On wkrótce przyjdzie jak złodziej w nocy. Czy wiesz, gdzie spędzisz wieczność?”

Fakt jest taki, że te wersy NIE MAJĄ NIC wspólnego z porwaniem, lecz jest to opis pełnego miłości miłosierdzia Bożego i łaski. On mówi: „Przyjdę do ciebie gdy będziesz nieświadomy (we śnie) w ciemnych chwilach, jak to robi złodziej i usunę to, co nie należy do mnie” .
Bóg ma mnóstwo pracy do wykonania w tajemnicy w naszej duszy, w czasie, gdy jesteśmy tego najmniej świadomi i najmniej oczekujemy, ponieważ gdybyśmy wiedzieli, co się dzieje, próbowalibyśmy przyjąć kontrolę, lub zatrzymać cały proces. Nikt nie jest w stanie przeprowadzić całego procesu dekonstrukcji sam. Wszyscy mamy liczne „wartościowe” posiadłości, których nie chcemy dzielić z nikim, muszą więc został ukradzione, gdy nie patrzymy, jesteśmy nieświadomi i nie możemy zobaczyć. Problem polega na tym, że my nie wiemy, co jest wartościowe, a co jest bałwanem, podobnie jak nie wiem, co jest pszenicą, a co chwastem.

Dzięki łasce, Pan w ciemności unieważnia nasze wyobrażenia a my jesteśmy budzeni i żyjemy na podstawie spotkania, o którym nawet nie wiemy, że miało miejsce i które powstrzymalibyśmy, gdybyśmy wiedzieli. Dzięki łasce miłującego i cierpliwego Ojca, który jest całkowicie oddany ukończeniu w nas tego, co rozpoczął, przez łaskawe działanie czasu i łaski, poruszamy się do przodu niezrozumiały dla nas sposób.
Gdy już się tam „dostaniemy” nie jesteśmy pewnie tego, jak to się stało, czym to „tam” rzeczywiście jest.
„Wkradanie się” Jahwe, jak to żartobliwie stwierdziliśmy, jest tajemnicze a skutek jest taki, że żyjesz zwycięstwem, które przeżyłeś, choć nie wiesz o tym. Nie tylko możesz przejąć kontroli i powstrzymać go, lecz nie możesz również przypisać sobie uznania, co jest niezwykle ważne do pokory, a która jest rozsadnikiem wszelkiej przemiany. Na szczęście, Ojciec nie dba o to, kto weźmie chwałę, On właśnie poprosił cię, abyś cierpliwie szedł do przodu i ufał swojej podróży wiary.

Globalny duchowy trend, którego nie możemy ignorować

J. Lee Grady

https://charismamag-secure-charismamedia.netdna-ssl.com/images/stories/2019/blogs/Fire_in_My_Bones/Bible-study.jpg

Głosiłem ostatnio w małym, lecz wzrastającym kościele w centralnej Sri Lance. Nie ma znaku na zewnątrz budynku, ponieważ jest to prywatna rezydencja znajdująca się w dość gęsto zamieszkanym sąsiedztwie. Większość ludzi, którzy przybyła na to spotkanie, albo przyszła na piechotę, albo przyjechała zmotoryzowaną rikszą, więc niepotrzebny był parking. Zespół uwielbienia składał się z dwóch młodych mężczyzn grających na gitarach i trzeciego na kahonie.

Małe pomieszczenie pokoju tego skromnego domu zostało zamienione na sanktuarium. Około 40 osób zeszło się na nabożeństwo, siadając na plastykowych krzesłach i na schodach. Nie potrzebowałem mikrofonu. Kościół nie korzystał z systemu nagłaśniania, projektora czy wymyślnego oświetlenia, a jednak Boża obecność była gęsta, szczególnie wtedy, gdy kilka osób wstało, aby modlić się o chrzest w Duchu Świętym.

Pastor tego zgromadzenia (nazwę go Siresz) w ciągu tygodnia pracuje, nie pobiera wypłaty z kościoła, który ma dość ograniczone dochody. Jeśli chodzi o niego, to jest to w porządku, ponieważ chce być wśród ludzi, poznając społeczność. Regularnie dzieli się swoją wiarą, gdy gra w krykieta wraz innymi mężczyznami, niechrześcijanami.

Siresz nie myśli, że jego kościół pozostanie na zawsze w domu. Planuje wzrost, lecz zamierza też szkolić i uwalniać swoich członków do tego, aby uruchamiali nowe kościoły – w buddyjskim kraju, gdzie kościoły zostały zaatakowane bombami przez muzułmańskich terrorystów w kwietniu w niedzielę wielkanocną.

Badacze mówią, że to, co Siersz robi reprezentuje przyszły globalny kościół. W miejscach takich jak Iran, Algieria, Indie i Chiny, tysiące zwykłych ludzi organizuje małe kościoły, które nie pasują do tradycyjnej formy. Większość z nich nie jest powiązana z uznawanymi denominacjami, tak więc nie da się ich policzyć. Te organiczne grupy kościelne spotykają się nie tylko w domach, lecz również w kawiarenkach, biurach, akademikach, hotelach, ogrodach czy pod drzewami, a ich ilość gwałtownie wzrasta.

Kościoły domowe nie są oczywiście nową koncepcją. Jezus  pierwszy raz spotkał się ze swoimi uczniami w domu (p. J 1:38-39), pierwsi wierzący w Chrystusa z Żydów spotykali się „po domach” (Dz 2:46), a pierwszy kościół składający się z pogan zaczął swoją działalność w domu Korneliusza w Cezarei. Niemniej, w ostatnich latach badacze misji zwrócili uwagę na to, że ten nietradycyjny „ruch czynienia uczniami”, gwałtownie wzrasta na świecie, a szczególnie w tych krajach, gdzie chrześcijanie są prześladowani.

Ten trend został najlepiej wyjaśniony przez Davida Garrisona, południowego baptystę, który napisał w 1999 roku „Church Planting Movements” oraz w 2014 roku: „ A Wind in the House of Islam: How God Is Drawing Muslims Around the World to Faith in Jesus Christ” („Wiatr w islamskim domu. W jaki sposób Bóg przyciąga muzułmanów do wiary w Chrystusa Jezusa na całym świecie”). W tym samym roku strateg misyjny, David Watson, napisał „Contagious Disciple Making” (Zaraźliwe czynienie uczniów). Obaj po mistrzowsku udokumentowali globalny nie notowany wzrost kościoła.

W czasie, gdy uwielbiałem Boga wraz z tą małą grupą wierzących na Sri Lance, odczuwałem, że Duch Święty wzywa amerykański kościół do zbadania i nauczenia się od tych pokornych wierzących, którzy ponownie przywołali model z Dziejów Apostolskich. Nie znaczy to, że nasze tradycyjne kościoły należy odstawić na bok, czy też, że nie powinniśmy się spotykać w kościelnych budynkach, lecz wiatr zmienia się. Metody, których używaliśmy 10 lat temu, stały się żenująco nieskuteczne. Nasze „pudełko” może działać w życiu niektórych ludzi, lecz potrzebne są nam nowe strategie.

Wypracowaliśmy w Stanach Zjednoczonych taki model kościoła, który zniechęca do autentycznego nowotestamentowego uczniostwa. Założyliśmy, że samo posiadania modnych świateł na scenie, wielkiego projektora i współczesnej muzyki uwielbienia, gwarantuje nam, że znajdujemy się na samym przodzie tego, co Bóg robi. Niestety, prawda jest taka, że utknęliśmy w staromodnych koleinach.

Budujemy monolityczne, choinkowe struktury, zamiast szerzyć Ewangelię otwarcie w wielu kierunkach. Obawiamy się uzdalniać ludzi do tego, aby rozgałęziali się w swoich własnych służbach, ponieważ wszyscy są nam potrzebni do tego, aby zajmowali miejsca na swoich wyściełanych siedzeniach, aby wspierać system, który jest drogi w utrzymaniu i ma słabe wyniki.

Spodziewam się, że Bóg jest bliski przycinania zachodniego kościoła tak, aby mógł przynosić więcej owocu. Pan żniwa chce, aby Jego kościół gwałtownie wzrastał. Przyjęcie tych nowych metod doprowadzi do furii religijny establishment, lecz nie wolno nam dopuszczać do tego, aby to status quo myślenia utrzymywało nas w ramkach. 
Żeby zmienić naszą kulturę, potrzebujemy nowych bukłaków. Nasi bracia i siostry za oceanem mają coś czego możemy się nauczyć.

Kto poddał znikomości całe stworzenie?

Richard Murray.

Czy 20ty wers ósmego rozdziału Listu do Rzymian sugeruje, że to Bóg „poddał” równocześnie całe stworzenie niewoli „znikomości” i błogosławionej „nadziei”?Mamy do dyspozycji trzy różne tłumaczenia tego samego fragmentu. Zastanówmy się, co każde z nich mówi o charakterze i naturze Boga.

1) „gdyż stworzenie zostało poddane znikomości, nie z własnej woli, lecz z woli tego, który je poddał, w nadziei, że i samo stworzenie będzie wyzwolone z niewoli skażenia ku chwalebnej wolności dzieci Bożych” Rzm 8:20-21 BW.

2) W wersji Biblii Króla Jakuba (i w Biblii W-P) w tłumaczeniu pominięto przecinek przed zwrotem „w nadziei”. „Słabości bowiem zostało poddane stworzenie – nie z własnej woli, ale ze względu na poddającego je [prawom słabości] W NADZIEI, że i samo stworzenie będzie uwolnione z niewoli zepsucia ku chwalebnej wolności dzieci Bożych” Rzm 8:20-21 BW-P.

3) W komentarzu Matthew Pool znajdujemy to oddane następująco (nawiasy dodane przez RM):
„… Niecierpliwym wypatrywaniem [tj. NADZIEJĄ] oczekuje stworzenie na objawienie się synów Bożych. (Słabości bowiem zostało poddane stworzenie nie z własnej woli, ale ze względu na poddającego je [Szatan]) w nadziei [z niecierpliwym wypatrywaniem], że i samo stworzenie będzie uwolnione z niewoli zepsucia ku chwalebnej wolności dzieci Bożych” (przyp. tłum.: na podstawie B.W-P).

Te alternatywne tłumaczenia podnoszą kwestię co do tożsamości „tego”, który jest odpowiedzialny za upadek stworzenia w Rzm 8:20-21… jest to Bóg, … jest to Adam,… czy jest to Szatan? Jeśli jest to Szatan (bez względu na to czy widzimy diabła jako anioła ciemności czy też personifikację ciemnej dynamiki) to KTO jest źródłem nadziei stworzenia na uwolnienie z wersów 19-21. Ze względu na sugestie co do Bożego charakteru oraz na to w jaki sposób zgadza się to bardziej spójnie z pozostałą częścią Nowego Testamentu, wolę propozycję tłumaczenia 3) z Komentarza Matthew Pole’a (należy pamiętać o tym, że grecki tekst nie zawiera interpunkcji i dopóki nie wstawimy koniecznych znaków, jest to jedno długie zdanie).

Wprowadzenie wersu 20, „bowiem”/”ponieważ” zaznacza to, co następuje natychmiast jako wtrącona w nawiasie myśl, która kończy się natychmiast po „samo”. Pierwsze słowa po wtrąconej myśli kończą się „w nadziei” i pojawiają się na koniec wersu 20. „Niecierpliwe wypatrywanie” oraz „nadzieja” z wersu 20 to jeden i ten sam wyraz. Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że są to kontekstowo synonimy.
„W nadziei” podejmuje poprzednią myśl z wersu 19. Jeśli przeczytamy to w całości, bez wtrącenia, myśl płynie w następujący sposób:
Niecierpliwym wypatrywaniem [tj. NADZIEJĄ] oczekuje stworzenie na objawienie się synów Bożych,… w nadziei [z niecierpliwym wypatrywaniem], że i samo stworzenie będzie uwolnione z niewoli zepsucia ku chwalebnej wolności dzieci Bożych”.

W tym miejscu „w nadziei” jest po prostu odniesieniem do wcześniej występującego w wersie 19 terminu „niecierpliwe oczekiwanie”. Następujące tutaj wyjaśnienie mówi o tym, DLACZEGO ta „nadzieja” i to „niecierpliwe oczekiwanie” istnieje i trwa – mianowicie przyczyną są starożytne prorocze obietnice mówiące, że „całe stworzenie” zostanie wyzwolone ze wszystkich składników śmierci.

Przejrzymy więc ponownie główne interpretacyjne pytanie jakie ten fragment prezentuje. „Kto” spowodował upadek i rozpad stworzenia w wersie 20 i „KTO’ jest źródłem „nadziei” i „oczekiwania”, wypatrywanego przez całe stworzenie ratunku z wersów 19-21; czy jest to jeden i ten sam byt, czy różne?
Jak czytamy w Cambridge Bible Commentary for Schools and Colleges odnośnie tego „tego” z Rzm 8:20: „Bardzo trudno jest zdecydować czy jest to (a) Kusiciel, który spowodował Upadek; (b) Człowiek, który upadł; c) Sędzia, który mógł ukarać Upadek”.

Matthew Poole’s Commentary, zastanawiając się nad tym czy Szatan nie jest owym „tym” z 8:20 proponuje:

„Mamy podstawy do tego, aby spodziewać się i mieć nadzieję, że to stworzenie powróci ponownie do swego pierwotnego stanu, w którym zostało stworzone; że zostanie uwolnione i odbudowane do lepszej kondycji, jak to widzimy w następnym wersie. Ci, którzy przez stworzenie rozumieją pogański świat, dają różne interpretacje tych słów. Mówią, że poganie zostali poddani znikomości to jest bałwochwalstwu czy próżności, zabobonnym praktykom oddawania czci (bałwany są nazwane znikomością, Dz. 14:15). bądź nędznemu, nikczemnemu stanowi, który jest (jak zauważa Hezychiusz z Aleksandrii) zapożyczeniem marności tego świata. Nie dzieje się to na ich własne życzenie czy z ich wolnego wyboru, lecz z mocy i złośliwości Szatana … on rządzi w ich sercach, wiąże ich serca swoją wolą, poddaje ich wszelkiej niedoli. Sensowne jest przypuszczać, że cie biedni poganie chcą być uwolnieni (co najmniej w pewnym stopniu i jakaś ich liczba) od tej marności i niewoli, jak to jest zapisane w Rzm 8:22.

Pytanie: skoro tym, który ich „poddaje” jest diabeł, to jak można powiedzieć, że robi to „w nadziei”?
Odpowiedź: zwrot „w nadziei” należy do zakończenia poprzedniego wersu (19), a cała reszta wersu czytana bądź zawarta w nawiasie. To stworzenie uczestniczy w manifestacji synów Boży w nadziei: w międzyczasie jest poddane znikomości.

Komentarz John Gilla (John Gill’s Commentary) przyjmuje podobne podejście do tego fragmentu, mianowicie, że „tego” oznacza tu Szatana: „Choć świadomie poddaje się znikomości, nie zostało z chęcią poddane tej znikomości czy zniewoleniu; on poprowadził ich zniewolonych według swojej woli, z mocą ich wprowadził, przy boskiej zgodzie, tak więc stali się wasalami jego, i swoich pożądliwościach, ponieważ wydaje się, że to on jest pomyślany jako ten, „który poddał go”, nie Adam, przez którego grzech wszedł na świat.

Myśl o tym, że „ten” z Rzm 8:20 „jest kimś innym niż Bóg w τὸν ὑποτάξ” znajduje się w licznych komentarzach: „Knatchbull oraz Capellus interpretowali go jako ‚Adama’; Chryzostom, Schneckenburger, Bisping, oraz Zahn – jako ‚człowieka’; Hammond oraz inni cytowani przez Wolfa, – jako „diabła” (Meyer’s New Testament Commentary). Wśród tych trzech opinii najbardziej sensowną wydaje się być uznanie diabła jako „tego, który poddał”. Bóg nie „poddaje” nas niewoli – Szatan tak. Bóg jest źródłem nadziei ratunku, NIE źródłem znikomości i związania. Takie błędne czytanie maluje dwubiegunowy i dualistyczny obraz Boga i jest to sprzeczne z narracją postępującego objawienia całego tekstu Biblii.

Zastanów się nad fragmentem z 2 rozdziału Listu do Hebrajczyków, 14-15, który wydaje się zajmować tym samym wnioskiem, co Rzm 8:20: „Skoro zaś dzieci mają udział we krwi i w ciele, więc i On również miał w nich udział, aby przez śmierć zniszczyć tego, który miał władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby wyzwolić wszystkich tych, którzy z powodu lęku przed śmiercią przez całe życie byli w niewoli”. Widać wyraźnie, że to Szatan jest tutaj zidentyfikowany jako źródło „znikomości” i „związania” stworzenia, NIE Bóg.

Czyż przebieg innych fragmentów Nowego Testamentu nie wskazuje raczej na Szatana, a nie Boga, jako tego, który związał ludzkość?
Z pewnością.
Czytając poniższe fragmenty zadaj sobie sam pytanie, kto przynosi związanie, a kto je zrywa. Odpowiedź jest całkiem jasna. Przeczytanie Rzm 8:20-21 tak, aby powiedzieć, że Bóg jest tym, który związuje pogwałca to, co Nowy Testament mówi w licznych miejscach.

Jeśli pozwolimy, aby te fragmenty przeprowadziły nas przez źródło „znikomości”, „więzów” i duchowej „ślepoty”, stanie się jasne, że to Szatan, a NIE Bóg:

„A sługa Pański nie powinien wdawać się w spory, lecz powinien być uprzejmy dla wszystkich, zdolny do nauczania, cierpliwie znoszący przeciwności, napominający z łagodnością krnąbrnych, w nadziei, że Bóg przywiedzie ich kiedyś do upamiętania i do poznania prawdy i że WYZWOLĄ SIĘ Z SIDEŁ DIABŁA, KTÓRY ICH ZMUSZA DO PEŁNIENIA SWOJEJ WOLI” (2Tym 2:24-26).

My wiemy, że z Boga jesteśmy, A CAŁY ŚWIAT TKWI W ZŁEM” (1j 5:19).

Skoro zaś dzieci mają udział we krwi i w ciele, więc i On również miał w nich udział, aby przez śmierć zniszczyć TEGO, KTÓRY MIAŁ WŁADZĘ NAD ŚMIERCIĄ, to jest diabła, i ABY WYZWOLIĆ WSZYSTKICH TYCH, KTÓRZY Z POWODU LĘKU PRZED ŚMIERCIĄ PRZEZ CAŁE ŻYCIE BYLI W NIEWOLI” (Hbr 2:14-15).

Teraz odbywa się sąd nad tym światem; teraz WŁADCA TEGO ŚWIATA BĘDZIE WYRZUCONY” (j 12:31). „Już wiele nie będę mówił z wami, nadchodzi bowiem WŁADCA ŚWIATA, ale nie ma on nic do mnie” (Jn 14:30).

„… o sądzie zaś, gdyż KSIĄŻĘ TEGO ŚWIATA został osądzony” (J 16:11).

„… w których BÓG ŚWIATA TEGO zaślepił umysły niewierzących, aby im nie świeciło światło ewangelii o chwale Chrystusa, który jest obrazem Boga” (2 Kor 4:4).

Znowu wziął go DIABEŁ na bardzo wysoką górę i pokazał mu wszystkie królestwa świata oraz chwałę ich. I rzekł mu: To wszystko DAM CI, jeśli upadniesz i złożysz mi pokłon” (Mt 4:8-9).

I wyprowadził go (DIABEŁ) na górę, i pokazał mu wszystkie królestwa świata w mgnieniu oka. I rzekł do niego diabeł: Dam ci tę całą władzę i chwałę ich, ponieważ ZOSTAŁA MI PRZEKAZANA, i daję ją, komu chcę. Jeśli więc Ty oddasz mi pokłon, cała ona twoja będzie” (Łk 4:5-7).

Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi WŁADZAMI, ze zwierzchnościami, z WŁADCAMI TEGO ŚWIATA CIEMNOŚCI, ze złymi duchami w okręgach niebieskich” (Ef 6:12).

I wy umarliście przez upadki i grzechy wasze, w których niegdyś chodziliście WEDŁUG MODŁY TEGO ŚWIATA, NAŚLADUJĄC WŁADCĘ, KTÓRY RZĄDZI W POWIETRZU, DUCHA, KTÓRY TERAZ DZIAŁA W SYNACH OPORNYCH” (Ef 2:1-2).

Tak więc, biorąc te wszystkie fragmenty pod uwagę, niejasność Rzm 8:20 zostaje wyjaśniona i staje się spójna z całą resztą Nowego Testamentu. Całe stworzenie jest rozbite i niedoskonałe dopóki dzieci Boże nie ZAMANIFESTUJĄ SIĘ jako synowie Boży, aby uwolnić stworzenie z więzów Szatana. To „żarliwe wyczekiwanie” pozwala nam teraz żyć „w nadziei”, nawet pomimo tego, że stworzenie „wydaje się” być poddane diabelskiej znikomości.

Niemniej, wielu czyta Rzm 8:20 jako oświadczenie, że to BÓG jest tym, który poddał stworzenie związaniu i znikomości. Ja jednak czytam to inaczej, jak opisałem powyżej. Lepszego sensu temu, że „stworzenie zostało poddane znikomości, nie ze swej własnej woli, lecz z woli tego, które je poddał” odnosi się do woli Szatana jako źródła poddania. Przymierze Szatana i Adama ze śmiercią spełniło się w alegorii ogrodu. Jest tutaj w szczelinie upadku, wola szatana, nie Boga.

Dla równowagi Rzm 8:18-21 mówi, że „Bo stworzenie z nadzieją oczekuje tego, że będzie wyzwolone z niewoli skażenia”. W Nowym Testamencie tylko Szatan jest pokazywany jako ten, który narzuca więzy, nie Bóg. Pamiętajmy o tym, że Jezus trzy razy nazywa Szatana „archon” czy władcą systemu tego upadłego świata (J 12:31; 14:30; 16:11). Paweł nazwał Szatana „bogiem tego świata” (2Kor 4:4) i „księciem zwierzchności niebieskich” (Ef 2:2), Jan zaś, że świat jest w mocy Szatana (1J 5:19).

Myślę jednak, że nawet jeśli wersja King James JEST poprawna i modyfikacja tekstu nawiasami dokonana przez Matthew Pool jest błędna to ciągle nie oddaje właściwie dynamiki. Paweł miał kilka czkawek starotestamentowej hiper-suwerenności w Liście do Rzymian w szczególności w rozdziałach 9-11. Jeśli rzeczywiście przekład King James jest tutaj najlepszą wersją, co jest bardzo wątpliwe, proponowałbym, że jest to kolejna taka czkawka. Niemniej, proponowałbym to alternatywne tłumaczenie jako lepsze.
Jeszcze jeden dodatkowy punkt. Jeśli tłumaczenie z nawiasami, za którym stoję, jest złe to rozważmy ten cytat dotyczący alternatywnego użycia greckiego wyrazu ELPIS, tłumaczonego w Nowym Testamencie jako „nadzieja”: „w klasycznej grece miał on ogólne znaczenie oczekiwania, w odniesieniu zarówno do złego jak i dobrego. Stąd Platon mówi życiu w złym oczekiwaniu („Państwo” ) to jest w obawie przed złem. Tukidydes pisze o „nadziei na zło, które ma przyjść” to jest o oczekiwaniu na aresztowanie. (Vincent, M. R. Word Studies in the New Testament). TA możliwość „złej nadziei” dobrze koresponduje z „obawą śmierci”, która umożliwiła Szatanowi zniewolenie całej ludzkości (Hbr 2:14-15). O ile trzeba przyznać, że ELPIS nie jest w takim sensie używane nigdzie indziej Nowym Testamencie to jednak kontekst Rzm 8:20 daje możliwość takiego alternatywnego podejścia, które jest o wiele bardziej pożądane niż przypisywanie „znikomości” i „związania” ramieniu Bożemu.

Stan_28/29.07.2019

Stan Tyra

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie image.png

28 lipca
Kogo widzisz na tym obrazku? Starą czy młodą kobietę? Prawdopodobnie z łatwością zobaczysz jedną lub drugą, lecz trudność sprawi zobaczenie obu, o ile nie przeszedłeś przez ćwiczenia Stevena Covej, lub ktoś ci nie pomógł.

Bez względu na to, którą kobietę dostrzegasz z łatwością, mogę wskazać na kilka cech tej „drugiej” i jeśli przyjrzysz się cierpliwie, prawdopodobnie zobaczysz ją, a przecież wszystko na tym obrazku jest w porządku. Niektórzy nigdy nie zobaczą. Mimo wszystko, wielu nie jest w stanie wyjść poza to co widzą. Niemniej, tylko dlatego, że czegoś nie widzisz, nie znaczy, że tego tam nie ma.
Wydaje się, że religia i polityka to dziedziny, w których mnóstwo ludzi patrzy na coś z jedne perspektywy i żarliwie zaprzecza innej, nawet pomimo tego, że jest w pełni oczywista. Co bardziej tragiczne, większość nie chce zobaczyć cokolwiek więcej czy inaczej. Nawet nie przyjrzą się tym cechom, które mogą ich doprowadzić do czegokolwiek innego, co jest sprzeczne z tym, co obecnie widzi, zdecydował się widzieć i nazywa „prawdą”.

Jezus powiedział: „Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim” (Łk 14:26). Jest tu użyty bardzo mocny język po to, aby wskazać, że nadmierne przywiązanie do czegokolwiek będzie ogromną przeszkodą naśladowania Chrystusa, co jako główne zadanie ma spowodować zmianę umysłu czy perspektywy (metanoia).

Podróż Chrystusa zawsze wiąże się z dalszą drogą ku nieznanym ludziom, którzy dobrze usadowili się w bezpiecznej strefie życia i tego co znajome. Jezus nie mówi o przyłączeniu się do nowej denominacji czy nowego systemu bezpieczeństwa. Grupowe myślenie dalej pozostaje grupowym myśleniem, bez względu na to jakiej grupie przysięgniesz lojalność.

Opuszczenie „domu” jest wyzwaniem dla większości. Jeśli spędziłeś mnóstwo czasu budując swój własny, osobisty projekt zbawienia, swoją wieżę powodzenia, swoją wieżę własnej ważności i uważnie otaczałeś to logiką, w tym odpowiednim rozdziałem i wersem (z Biblii) to jest prawdopodobne, że nie chcesz opuścić tego i iść „do ziemi, której nie znasz”.

Niemniej jednak, wydaje się, że, gdy zdecydujesz się opuścić swoją bezpieczną strefę czy system grupowego myślenia oraz jego totemiczne rytuały, boska grawitacja przejmuje cię a podróż zaczyna mieć swoje własne życie i śmierć. Jest to jedyny sposób na to, aby każdy z nas został rzeczywiści poprowadzony do „całej prawdy”. Nigdy nie zobaczysz szczytu „całej prawdy” jeśli nie zechcesz choćby spojrzeć poza to, zdecydowałeś już wcześniej, że tam jest. Nie znaczy, że tego tam nie ma, po prostu nie chcesz tego zobaczyć. Ta staromodna religia jest wystarczająco dobra, stare bukłaki dadzą radę, więc po co miałbym zaszywać nowy worek czymkolwiek, lepiej zostawić dziurę tak, jak jest.

Nic więc dziwnego, że jest tak wielu gniewnych, skupionych na sobie, sprawiedliwych we własnych oczach ludzi i nic dziwnego, że nie ma różnicy czy to w polityce czy w religii. Powinno być oczywiste dla wszystkich, że jedni i drudzy są wyćwiczeni w powierzchowności. W wierze nie chodzi o powtarzanie tego co znane – jest to podróż ku nieznanemu.

29 lipca
Ogromne szkody zostały wyrządzone przez nadużycie wierzeń, władzy, rytuałów i tradycji zarówno przez ludzi religijnych jak i polityków. Większość z nas wie w pewnym stopniu jakie zniszczenia i niedojrzałość zostały spowodowany zwykłym poleganiem na strukturze czy autorytecie/władzy. Gniewne, samo-sprawiedliwe opinie ślepota są tak niszczące ponieważ usuwają potrzebę zadawania pytań czy patrzenia poza i rodzą przekonanie o tym, że belka zawsze jest w cudzym oku. Zachodni kościół, podejmując próbę powstrzymania ludzi przed szukanie, czy „wyjściem z domu” doprowadził do mistrzostwa sztukę szybkich odpowiedzi, co niezaprzeczalnie spowodowało powstania osądzającego i gniewnego „Pierwszego Kościoła Starszego Brata”.

Większość wojen, ludobójstw i kultów zostało stworzony przez nie kwestionujących uczniów egoistycznych przywódców. Robimy tak dlatego, że jest jakaś dziwna wygoda i poczucie bezpieczeństwa pozostawaniu w ramach jego/jej teologii, nawet jeśli są złe czy całkowicie sprzeczne z nauczaniem Jezusa. Uwalnia nas to od ciężaru myślenia, odrzucenia wywołanego kwestionowaniem oraz od osobistej odpowiedzialności.

Wszyscy jesteśmy stworzeniami, które kochają identyczność, familiarność i to co powszednie oraz naszą własną grupę. Większość nie porzuci bezpieczeństwa jakie daje nasza własna grupa, dopóki nie zostanie do tego zmuszona. Niemniej, bez tego oddzielenia będzie utrzymywało się zaufanie do systemu wierzeń (grupowego myślenia) jako zbawienia. Jest to najbardziej powszechnym fałszywym substytutem autentycznej przemiany oferowanym przez fundamentalistyczną religię. znaczy to, że nie ma tam prawdy w ogóle, lecz najskuteczniejsze kłamstwa to takie, które zawierają w sobie 90% i mogą pojawiać się nam jako „aniołowie światłości”. Dlatego tak łatwe jest zwidzenie. Na przykład: jeśli wierzysz, że Bóg będzie torturował i palił na wieki choćby jedną osobę za jaj zachowanie to minąłeś się z całym przesłaniem i celem przyjścia Jezusa. Wiem, że wielu nie jest w stanie zobaczyć tego jakby nie byli ślepi, a jednak nie mogli zobaczyć (J 9:41).

Dajemy innym zgodę na to, aby nas prowadzili jak jagnięta na rzeź, w stronę religijnego systemu wierzeń, który mówi, że jeśli zachowasz zasady, to zasady zachowają ciebie. Jeśli staniesz mocno na „naszych” przekonaniach i praktykach, zostaniesz uratowany z piekła, które czeka na tych, którzy tego nie robią. Jesteśmy przekonani, że nasze Biblie dowodzą tego, że Jezus jest Bogiem i że on wierzy w to co ja (my) wierzymy. Jesteśmy przekonani, że jeśli dowiedziemy, że ci spoza naszego kultu błądzą to wygramy trofeum prawdy i życie wieczne. Jest to zarówno smutne jak i bardzo przerażające, lecz jedyne co potrafi dualistyczne myślenie.

Nikt z nas nie może kochać bliźniego tak, jak Chrystus kocha kościół, dopóki nie będziemy w stanie bez mrugnięcia okiem utrzymywać własnej tożsamości równocześnie cierpliwie rozumieć tożsamości innych. Ci, którzy budują mury wokół swojej wyjątkowej grupy nigdy nie będą mieć pożytku z ludzi z „zewnątrz”, z tych, którzy są poza ich sferą kontroli, a prawdopodobnie będą ich bardzo nienawidzić.

<|>