Author Archives: pzaremba

Mieć wroga


Stan Tyra

Wydaje się, że większość z nas jest pobudzanych dzięki temu, że ma wroga, kogoś czy coś, przeciwko czemu staje. Daje ci to, co jest wystarczająco dziwaczne, bardzo fałszywe poczucie kontroli i wyższości, ponieważ dostrzegłeś „grzech” i dzięki Bogu jest on „gdzieś tam”. Dopóki to oni są problemem, dopóty możesz skupiać się tym, aby ich zmieniać, napominać, odrzucać i uważać siebie za nienaganną ofiarę.
Gdy nienawidzimy, stajemy się lustrem, zawoalowanym obrazem tego samego. Gdy już raz pozwolisz, aby ktoś determinował jak i gdzie wydatkujesz swoją energię i na co kierujesz działania, możesz na to tylko reagować i szybko stajesz się tego samego rodzaju energią, która ma ten sam, choć dobrze skrywany cel. Teraz to już jesteś w stanie zabić kogoś i uważać, że wykonujesz Święty akt dla Boga.
Raczej wolelibyśmy pozbyć się bólu niż zachowywać go na tyle długo, aby nas uczył i przemieniał. Zamiast „stać się grzechem” odrzucamy „grzesznika” i zamiast przemieniać ból, narzucamy go.

Żyć życiem zmartwychwstałym nie oznacza nie mieć ran i być boskim, lecz jedno i drugie: być ranny i boskim równocześnie. Mamy taką tendencję, aby być albo tym zranionym, albo boskim (faryzeusz), co jest przeciwieństwem podobieństwa do Chrystusa, który jest jednym i drugim. Poddać się dobrowolnemu zawieszeniu (ukrzyżowaniu – przyp. Tłum.) pośród silnego sprzeciwu umacnia współczucie, dzięki czemu ból jest przemieniany, a nie przekazywany.

Zawsze, gdy nie przemieniasz swojego bólu, przekazujesz go. Zamiast trzymać ból w miejscu ukrzyżowania, będziesz chciał naprawiać, zmieniać, kontrolować i reformować ludzi czy wydarzenia. Niestety, motywy są zazwyczaj przepełnione tym samym wypływającym z własnej sprawiedliwości oburzeniem na tych, których chce się poprawiać. Zasadniczo, gdy tak robisz, nieświadomie usiłujesz uniknąć bólu, zamiast pozwolić na to, aby ten ból uczył cię i przemieniał. Właśnie ze względu na ten schemat, nie wierzę większości przejawów tzw. „świętego oburzenia” i moralnego gniewu. Zgodnie z moim doświadczeniem nigdy nie pochodzi to od Boga.

Ludzie wzbudzeni z martwych są znacznie bardziej łagodni i chętni do podjęcia zastępczej śmierci dla siebie, delikatnie deklarując: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. To nie „oni” są problemem, lecz my. Podobnie jak Jezus, ludzie wzbudzeni z martwych noszą swoje rany nie żywiąc do nikogo urazy, lecz przyjmują postawę zapraszającą do dotknięcia tych ran i zobaczenia, jak wygląda wskrzeszone z martwych życie, aby i oni mogli uwierzyć.

Wszyscy byliśmy w takim miejscu, usiłując wypędzić „diabła” przy pomocy naszego własnego „księcia demonów” (Mk 3:22). Wszyscy byliśmy pobudzani przez przeciwnika, ponieważ daje nam on zgodę na naszą własną wewnętrzną wściekłość.
Wygląda to na jakąś formę pokoju, lecz w rzeczywistości jest jego zaprzeczeniem i to często w „imieniu Jezusa”.

Mentalność ofiary

Stan Tyra

W każdym ego znajduje się „mentalność ofiary”. Niektórzy mają tak silną mentalność ofiary, taki obraz siebie, że staje się to istotą ich tożsamości. Uraza i gniew nigdy nie ustępują z ich myśli.
W takim umyśle narzekanie oraz reakcyjność są ulubionymi wzorami, dzięki którym ego wzmacnia samo siebie. W taki sposób uzasadnia się, że to inni są „źli”, bądź sytuacje, a ty sam w „porządku”. Jesteśmy uzależnieni od tego, aby być „w porządku” (mieć rację), ponieważ sprawia to, że czujemy się lepsi, co tylko wzmacnia iluzje ego.

Ego musi pozostawać w jakimś konflikcie, ponieważ musi być coś, przeciwko czemu staje, czy walczy, demonstrując w ten sposób, że to jestem „ja”, a tamto nie jest „ja”. Kimże byłby „wierzący” bez „niewierzącego”. Niestety, większość z nas nie ma pojęcia. Zbiorowa tożsamość tworzy się i wzmacnia przez to, że istnieje grupa czy plemię mające tego samego wroga. Pamiętaj, że ego musi trwać w jakimś konflikcie, ponieważ istnieje dzięki porównywaniu siebie i, aby to zyskać, uchwyci się czegokolwiek.

W końcu, jeśli chodzi o dziś, zazdrość (zawiść) jest ubocznym produktem ego, które czuje się osłabione, jeśli coś dobrego dzieje się komuś, kogo nie aprobuje. Można cieszyć się zwycięstwem czy powodzeniem kogoś innego, co, jak wierzę, jest kluczem do wyrwania się z więzienia samo-zniszczenia. Twoim zwycięstwem również może być radość spowodowana cudzym zwycięstwem. To za czym tęsknisz może być wyryte w cudzych ranach, (jak w przypadku Tomasza i Jezusa), bądź w zwycięstwie kogoś innego.
Zwróć uwagę na to, co czujesz, gdy ktoś upada i odnosi powodzenie. Czy pojawia się jakieś uczucie uzasadnienia jego upadku, bądź rozżalenie z powodzenia? Zwrócenie na to uwagi może pomóc ci dostrzec oszustwo iluzji, którą nazywasz „ja” już zbyt długo.

Nie sikaj do basenu…

Stan Tyra
Oto nad czym zastanawiałem się dziś o 5 rano: Jezus powiedział: „Cokolwiek uczynicie jednemu, mnie to czynicie” (Mt 25:40). Częściowo należy to do moich rozważań, lecz nie od tego się zaczęło. Tym podzielę się na końcu, bo to zbyt głębokie na teraz :). Dlaczego tak wiele czasu zajęło mi rozważania tego bardzo ważnego stwierdzenia? Powinno być dla nas oczywiste, że nie wierzymy w to wszystko. Powiedz teraz: „Jezu! To kompletna bzdura a ty jesteś kłamcą!!” No, proszę! Dlaczego tego nie chcesz powiedzieć? Mówisz to swoim życiem. Z nielicznymi wyjątkami, bo są takie, wszyscy żyjemy nie wierząc, że te właśnie słowa Jezusa są prawdą.

Jesteśmy tak skupieni na sobie, tak sprawiedliwi we własnych oczach, że wszystko kręci się wokół „mnie”: moje życie, moja rodzina, moja kariera, moje zdanie, moja grupa, moje przekonania, moja partia polityczna i – ach Boże, nie dopuść, abyśmy coś opuścili – „Mój Kościół”. Czy nie czytałeś o tym, że niektórzy mówią „Mój Boże, Mój Boże…”? Ach, czytałeś, ale to nie było skierowane do ciebie? To „do tych innych ludzi”, czyż nie?

Wiem, że używamy zaimka „my” do opisania różnych rzeczy, lecz chodzi mi o to, że jest to tak głęboko zakorzenione w naszych umysłach i ma wpływ na wszystko, co robimy.

Powodem, dla którego większość kościołów odrzuca to, co nazywa się „uniwersalizmem”, co jest oskarżycielskim, religijnym substytutem „Bóg tak umiłował cały świat…” jest to, że nie chcemy, aby Boża miłość była uniwersalna i z pewnością nie jesteśmy w stanie znieść myśli o tym, że wszyscy, uniwersalnie są zaakceptowani przez Boga. Kościół stworzył na swój własny obraz Boga, który jednych akceptuje, a innych nienawidzi, a jeszcze innych lubi, podobnie jak on (tak, nienawidzisz niektórych, choć nie chcesz tego przyznać) i chce, aby Bóg myślał tak, jak kościół, zamiast myśleć tak, jak Bóg. Nic w życiu Jezusa nie wskazuje na wyłączanie niektórych, a jednak nazywamy sami siebie „uczniami Jezusa”. Wydaje mi się, że GDYBYM chciał znaleźć jakieś wykluczenie w życiu Jezusa to jedynym miejscem, w którym to groteskowe religijne działania ma miejsce, to religijny, uczęszczający do świątyni tłum. To są jedyni ludzie, których Jezus nazwał „synami diabła”!

W duchowym wymiarze, przeciwieństwo gramatycznego wyrażenia „Moje… cokolwiek” jest zwykłym oksymoronem (metaforyczne zestawienie wyrazów o przeciwstawnym, wykluczającym się wzajemnie znaczeniu, np. gorzkie szczęście). Wszyscy jesteśmy ze sobą powiązani. Ktoś nauczył cię czytać, dzięki czemu czytasz ten tekst, prawdopodobnie ktoś nauczył cię, jak interpretować różne rzeczy, w co wierzyć, co ma wpływ na to, jakie uczucia budzą się w tobie, czytając ten tekst. Ja napisałem to, co czytasz, ktoś inny stworzył telefon, tablet czy komputer, na którym to czytasz. Wszyscy są ze sobą połączeni i powiedzieć komuś: „Nie potrzebuję ciebie” to przeciwne Chrystusowi widzenie tego świata. „Mój Bóg” jest oksymoronem. Myślę, że ma to wielkie znaczenie i jest prorocze, że Jezus, ucząc swoich uczniów modlić się, zaczął od: „Ojcze nasz…”, a nie „Mój Ojcze…”

Ok, jak zwykle robi się to zbyt długie. Trudno wylądować dużym samolotem na małym poletku i ciężko jest zaakceptować wielkiego Boga w małym umyśle. A oto, co mi dziś rano powiedział Duch, od czego zaczęły się poranne rozmyślania: „Stan, nie możesz sikać w rogu basenu, bez względu na to jak jest głęboki”. Poważnie! Jest to jedna z najgłębszych rzeczy jakie od pewnego czasu Duch powiedział do mnie i prawdopodobnie po czasie może się okazać, że było to najważniejsze objawienie mojej drogi. Przemyśl to, a nieco później porozmawiamy o tym.

Co dokładnie składa się na przesłanie Ewangelii?


Richard Murray

Czy kiedykolwiek miałeś zamieszanie jeśli chodzi o to, co konkretnie składa się na przesłanie Ewangelii? Jak ją określamy, dzielimy się a, przede wszystkim, żyjemy nią?

Paweł powiedział, że Ewangelia jest tak prosta, a jednak dla wielu pozostaje „zasłonięta”.
Co konkretnie jest zasłonięte w przesłaniu Ewangelii?
To może zszokować wielu.

A ZWIASTOWANIE (PRZESŁANIE) to, które słyszeliśmy od niego i które wam ogłaszamy, jest takie, że Bóg jest światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności”(1J 1:5).

Ewangelia jest dobrą nowiną o dobrym Bogu. Wyłącznie dobre i doskonałe dary pochodzą od Ojca Światłości (Jk 1:17). Bóg nigdy nie daje nam ostrych kamieni potępienia, ukąszeń niedoli węża czy ukłuć choroby skorpiona. Zamiast tego, Ojciec zawsze i wyłącznie daje nam błogosławieństwa codziennego chleba objawienia, cudownego pomnożenia ryb i odżywczych duchowo jajek (Łu 11:11-15).

Jezus jest uosobieniem Ojca światłości, jest Jego jasną naturą, Jego jaśniejącym charakterem i świetlistą miłością. Przyjąć Ewangelię to przyjąć zamieszkujące wewnątrz światło i miłość Boga.

A teraz, w jaki sposób ta cudowna Ewangelia jest zasłonięta przed oczyma tak wielu?

Ponownie, szokująca odpowiedź.

Ewangelia jest zasłonięta przez nasz wewnętrzny gniew, który sprawia, że przenosimy naszą własną nienawiść i wrogość na obraz Boga. Postrzegamy wtedy Boga jako zmiennego szafarza zarówno dobra jak i zła, miłości i nienawiści, niewyczerpanego przebaczenia i niekończącego się gniewu. Taki dualistyczny obraz Boga robi z Niego nicość, jakieś oksymoroniczne bóstwo, które nie ma żadnego sensu. I nigdy nie będzie miało.

Jezus powiedział, że aby zobaczyć Jego Ojca wystarczy spojrzeć na Jego Syna.

Jezus wyjaśnił i pokazał niedualistycznego Boga. Jezus JEST wykładnią Swego niebiańskiego Ojca.

TERAZ Bóg ma doskonały sens, jest doskonałą światłością i doskonałą miłością.

Jezus JEST Ewangelią.

Wszelką światłością.

Bez ciemności.

Całkowicie.

Co by się stało, gdyby zbyt dużo ludzi przestało się szczepić?

Image result for strzykawka zdjęcia
Oryg.: TUTAJ

Jest to popularne pytanie zadawane przez tych, którzy naciskają na obowiązkowe szczepienia. Martwią się też o to rodziny dzieci o osłabionej odporności. Obecnie w Stanach Zjednoczonych zachorowalność na większość chorób chronionych szczepionkami jest na najniższym zarejestrowanym dotąd poziomie. Niemniej, czy jest to tylko dzięki temu, że większość ludzi jest zaszczepiona? Czy zachorowalność na te choroby wróci jeśli znaczna ilość ludzi, powiedzmy 25% czy 50%, przestanie się szczepić? A jeśli ilość zachorowań w istotny sposób zwiększy się to jaki mogło by to mieć wpływ na śmiertelność i powikłania?

Choroby, które NIE rozprzestrzenią się

Najpierw spójrzmy na te choroby, których znaczny spadek powszechności szczepień nie dotknie.
Z 16 chorób chronionych szczepieniami (w USA), cztery w ogóle nie są zaraźliwe przez przypadkowe kontakty interpersonalne, zatem zmniejszenie powszechności szczepienia nie może w żaden sposób stanowić zagrożenia szczepionych czy immunologicznie słabych ludzi:

  1. Tężec nie jest zakaźny w ogóle. Zapalenie wątroby B roznosi się wyłącznie przez stosunki seksualne, zarażone igły oraz zmieszanie z zakażoną krwią – nigdy przez przypadkowe kontaktu.
  2. HPV również roznosi się wyłącznie przez stosunki seksualne, a zatem nie jest przekazywana w przypadkowy sposób.
  3. Meningokok (meningitis) jest bezobjawowo noszona w przewodzie nosowym u jednej na 10 osób; często to własna bakteria człowieka wywołuje infekcję. Po zachorowaniu nie rozpowszechnia się przez przypadkowe kontakty.

Z 16 chorób chronionych szczepieniami (w USA) pięć chroni wyłącznie tego, kto został zaszczepiony, ale nie chroni przed przenoszeniem się na innych ludzi:

  1. Polio: szczepionka na polio zapobiega tylko wewnętrznym neurologicznym symptomom zaszczepionego i nie chroni przed przenoszeniem się choroby na populację.
  2. Koklusz (krztusiec): ta szczepionka może pomóc w indywidualnych przypadkach w dziecięcym wieku, lecz bardzo szybko zużywa się i nie chroni przed przenoszeniem się choroby. Na przykład: w 2014 roku 90% dzieci, które zachorowały na koklusz było wcześniej zaszczepionych.
  3. Grypa: szczepionki przeciw grypie nie chronią przed corocznym powszechnym krążeniem grypy, daje tylko ograniczoną osobistą ochronę.
  4. Dyfteryt (błonica): szczepionka na dyfteryt chroni przed chorobowymi toksynami, które wywołują jednostkowe przypadki chorób – nie chroni przed przenoszeniem się zarazków.
  5. Tężec: szczepionka chroni wyłącznie osoby zaszczepione.

Continue reading

Przeprowadzka

indoors,shelf,contemporary,room,interior design,furniture,empty,home,architecture,window,business,glass items,wood,trading floor,family,seat,ceiling,chair,abandoned

 

Przedłużające się „milczenie strony” wynika ze znacznych zmian życiowych, tzn. przeprowadzki naszej rodziny do innego miasta, i może jeszcze trochę potrwać.

Zapraszam do przeglądania archiwum, gdzie jest ponad 6000 plików, choć podejrzewam, że do niektórych, najstarszych, dziś już bym się nie przyznał.

Było by to takie proste

Richard Murray

Było by to takie proste.
Tak bardzo łatwe.

Gdyby Jezus chciał doprowadzić wszystkie pokolenia chrześcijan, aby doszły do tego, że Jego Ojciec w Swym świętym gniewie bezpośrednio niweczy mężczyzn, kobiety i dzieci to wszystko, co musiałby zrobić … to dowieść tego demonstrując to w czasie Swego wcielenia.

Przede wszystkim Jk 1:18, Kol 1:15 oraz Hbr 1:3 wspólnie mówią, że Jezus przyszedł, aby wyjaśnić Ojca, stając się personifikacją pełnego i doskonałego przedstawiciela istoty Ojca oraz, że ten Jezus jest dokładnym obrazem niewidzialnego Boga.

Tak więc, mógł dowieść tego, że Jego Niebiański Ojciec jest zdolny do tego, aby:

— zabijać,

— uciskać,

— gnębić,

— razić,

— zsyłać plagi,

— zsyłać kataklizmy

… a wszystko, co Jezus musiał zrobić to:

— ukamienować jedną osobą złapaną na cudzołóstwie,

— nawiedzić jednego złego grzesznika zarazą,

— śmiertelnie uderzyć jednego obłudnego faryzeusza,

— zgnębić złym duchem jedną osobę osobę o rozdwojonym umyśle, aby ją ukarać,

— uderzyć jakimś wyniszczającym wypadkiem jedną osobę i sparaliżować ją tak, aby potem mogła uczyć się pokory i tego, jak oddawać Bogu pełnię chwały za swoje nieszczęście,

— zesłać jedną burzę z piorunami, tornado, obsunięcie ziemi czy tsunami, które zmiotło by jedną szczególnie zatwardziałą wioskę czy miasto.

Gdyby Jezus zrobił KTÓRĄKOLWIEK z tych rzeczy, tylko jeden raz to komuś, kto śmie głosić coś przeciwnego, na zawsze dowiedziono by, że jest w błędzie.

Lecz tego nie zrobił.

Życie Jezusa zostało tak opisane:

— przez apostoła Piotra: „Wy wiecie … o Jezusie z Nazaretu, jak Bóg namaścił go Duchem Świętym i mocą, jak chodził, czyniąc dobrze i uzdrawiając wszystkich opętanych przez diabła, bo Bóg był z nim” (Dz 10:38).
— przez apostoła Jana: „A zwiastowanie to, które słyszeliśmy od niego i które wam ogłaszamy, jest takie, że Bóg jest światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności” (1J 1:5).

— przez apostoła Jakuba: „Niechaj nikt, gdy wystawiony jest na pokusę, nie mówi: Przez Boga jestem kuszony; Bóg bowiem nie jest podatny na pokusy ani sam nikogo nie kusi. (14) Lecz każdy bywa kuszony przez własne pożądliwości, które go pociągają i nęcą; potem, gdy pożądliwość pocznie, rodzi grzech, a gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć. Nie błądźcie, umiłowani bracia moi. Wszelki datek dobry i wszelki dar doskonały zstępuje z góry od Ojca światłości; u niego nie ma żadnej odmiany ani nawet chwilowego zaćmienia” (Jk 1L13-17).

Ponieważ Jezus NIGDY nie uczynił (czy poparł) żadnej z tych destruktywnych rzeczy wymienionych wyżej, możemy tylko dojść do wniosku, że On odrzucił ten przeinaczony obraz boskiej natury jako nie mający nic wspólnego z uzdrowieniem, ochroną, rehabilitacją, wzmacnianiem.

Podobnie i my powinniśmy zdecydowanie odrzucać pełen złej woli obraz Bożej natury. Jest to kluczem do wszystkiego – „odnowienia naszych umysłów ku dobrej i doskonałej woli Bożej” (Rz 12:2).