Author Archives: pzaremba

Konflikt duchowy

Kriston Couchey

Czy konflikt jest czymś złym?

Wydaje się, że wszędzie, dokądkolwiek udawał się Paweł wybuchały konflikty z niewierzącymi Żydami i tymi Żydami, którzy byli „wierzącymi” judaistami, a jednak kochał ich na tyle, że był gotowy modlić się o wieczne oddzielenie siebie od Boga dla ich zbawienia. Zaangażowanie się w prawdziwy konflikt prowadzony przez Ducha jest tak naprawdę sprawą miłości. Jezus jest zazdrosny o Swoją oblubienicę; nie podoba mu się nic ani nikt, kto zanieczyszcza ją i odciąga od Niego. Miłość konfrontuje zło, aby strzec innych. Kiedy naprawdę kochasz ludzi dajesz im to czego potrzebują, a nie zawsze to, czego chcą. Miłość pragnie pokoju i miłość czasami staje naprzeciw na rzecz uwolnienia i odnowienia po to, aby ustanowić i utrzymać pokój.

Paweł zostałby wykopany z większości współczesnych kościołów, ponieważ nie cedził słów i nie tolerował błędu ani grzechu. Paweł dobrze rozumiał, że to na co pozwoli się ciału wyda swego rodzaju owoc. Stawał wprost naprzeciw z herezji i grzechowi, które groziły zniszczeniem fundamentu Chrystusa, który on kładł. Dziś, tolerancja dla doktryn wymyślanych dla własnej potrzeby i pobłażanie ciału spowodowała, że wielu ludzi żyje w pobożności pozbawionej mocy.

Jeśli w dojrzały sposób rozeznajesz w zgromadzeniu wierzących jakieś zwodzenie przez kogoś, kto naucza błędu lub wabi ku niemoralnym praktykom to OCZEKUJE SIĘ dojrzałego wierzącego, że osądzi ten grzech i błąd, i stanie naprzeciw promujących to. Nie potrzebujesz znaku z niebios, aby ratować dziecko przed znęcaniem się, po prostu robisz to. Nauczyłem się trudnej lekcji konsekwencji jakie niesie za sobą nie sprzeciwienie się komuś w miejscu, w którym miałem duchową odpowiedzialność i wpływ. Dzięki Bożej łasce nigdy już więcej nie będę milczał i szedł razem z tłumem, gdy przeciwnik używa ludzi, aby zaszczepiać w ciele zanieczyszczenia. Musimy nauczyć się tego, co naprawdę znaczy: 'mówić prawdę w miłości’, gdy działa Duch, nawet jeśli jest to trudne do wykonania i możesz stracić przez to służbę, przyjaciela czy członka rodziny.

OSĄDZANIE WSZYSTKIEGO, A WSKAZYWANIE PALCEM

Osądzenia to decydowanie o czyimś przeznaczeniu. Decydowanie o czyimś przeznaczeniu jest wyłączną domeną naszego Ojca, lecz jako Jego dzieci mamy sądzić i rozeznawać nieustannie zależnie od tego, jak się to ma do ludzi i sytuacji. Zdolność do podejmowania osądów (wykorzystanie rozeznania) jest pewnym aspektem tego, że zostaliśmy stworzeni na podobieństwo Boże.

Istnieją dwa rodzaje osądów: sądy fałszywe czynione z duszy człowieka i sądy sprawiedliwe dokonywane przez Ducha. PRAWDZIWE skarcenie z Ducha to sprawa BARDZO spóźniona w ekklesia, lecz nie będziemy w stanie udzielać karcenia, jeśli najpierw nie będziemy pokutować z fałszywych osądów. Jest pewna różnica między „wskazywaniem palcem” a mówieniem przez Ducha, który konfrontuje i przekonuje. Kościół przez tak długi czas dokonywał sądów według ciała, że zostało pomieszane prawdziwe skarcenie z ludzkim wskazywaniem palcem. Wskazywanie palcem rodzi podziały. To w naturze diabła leży ujawnianie cudzych błędów i słabości przez wskazywanie palcem. Nie można mówić w Duchu prawdy, która konfrontuje i przekonuje, jeśli ciągle wskazujesz palcem. Ojciec chce nauczyć nas chodzić w sprawiedliwym sądzie (rozeznaniu).

Między tymi, których serce jest czyste lecz zostali po prostu nauczeni fałszywych doktryn i praktyk, a tymi, którzy promują fałszywe doktryny i praktyki, czego podstawą jest służenie sobie samemu, jest różnica. Nie powinniśmy krytykować ludzi o czystych sercach, którzy szukają Bożej woli i ciągle są na drodze wychodzenia z religii. Nie idąc na kompromis z prawdą musimy nauczyć się rozeznawać, szanować i w miłości udzielać łaski braciom i siostrom, którzy mają czyste serca, lecz musimy również wiedzieć przez Ducha, czego NIE WOLNO tolerować w ekklesia i nie wolno nam się bać konfrontacji z tym, co się promuje na poziomie publicznym czy prywatnym. Jeśli złe ziarno rozpowszechni się należy się tym zająć obszernie. Paweł skonfrontował Piotra przed całym zgromadzeniem, ponieważ właśnie w publiczny sposób Piotr promował fałszerstwo (Gal. 2:12-14). Kiedy jednak brat zgrzeszy przeciwko nam osobiście, mamy załatwić z nim sprawę osobiście (Mat. 18:15)

ŻADNEJ TOLERANCJI

„Lecz mam ci za złe, że pozwalasz niewieście Izebel, która się podaje za prorokinię, i naucza, i zwodzi moje sługi, uprawiać wszeteczeństwo i spożywać rzeczy ofiarowane bałwanom” – Jezus.

Izebel, którą osądził Jezus nie była duchem, duch nie otrzymuje czasu na pokutę, jak to uczynił Jezus w Księdze Objawienia. Jezus stawał naprzeciw osoby z ciała i krwi, która sprowadzała Bożych ludzi na manowce. Ta Izebel z „Objawienia” jest przykładem tego, czego nie wolno tolerować w ciele Chrystusa, czyli tych, którzy nauczają innych, aby ich zwieść. Zostałem nauczony z własnego doświadczenia i przez wielki upadek tego, że Bóg NIE toleruje, ani nie pozwoli kościołowi tolerować ich w przyszłości. Niemalże w każdym przypadku błędu czy grzechu, którym należy się sprzeciwić widziałem kilka stałych punktów, choć nie musi to być do nich ograniczone. Te stałe (punkty) odnoszą się albo do legalizmu, albo do zgody na bezprawie. Są to manifestacje owocu poznania dobra (legalizm) i zła (zgoda).

Legalizm: wszelkie wymaganie czy żądanie złożone na człowieku, które nie jest zarządzeniem Ducha Świętego, jest prawem, które zabija. Takie wymaganie, aby podążać za pewnymi szczególnymi regułami, aby być członkiem, dawać dziesięcinę, domagać się poddania itd., to wszystko są prawa nakładane na ludzi, które okradają ich z duchowego życia w Chrystusie. Nie są to Boże wymagania lecz doktryny ludzkie i demonów.

Zgoda na bezbożność to niepowstrzymane sprawianie sobie przyjemności, które manifestuje się tak, jak pisze ap Paweł:

„Jasne zaś są uczynki ciała, mianowicie: wszeteczeństwo, nieczystość, rozpusta, bałwochwalstwo, czary , wrogość, spór, zazdrość, gniew, knowania, waśnie, odszczepieństwo, zabójstwa, pijaństwo, obżarstwo i tym podobne; o tych zapowiadam wam, jak już przedtem zapowiedział, że ci, którzy te rzeczy czynią, Królestwa Bożego nie odziedziczą„.

Zbliżamy się do zrozumienia tego, dlaczego Bóg jest Miłością i że jest Święty, Święty, Święty. Jego miłość wymaga świętości dla naszego dobra. Duch Życia nie da nam pokoju wobec błędnego nauczania, grzechu i tych, którzy chcą pozyskać innych do tych błędnych zwyczajów i grzechu.

Too zanieczyszcza i niszczy Życie Chrystusa w Jego ludziach. Jeśli pozwoli się na tolerowanie to wszelkie aspekty życia Chrystusa są redukowane do minimum wewnątrz takiej grupy wierzących. Od ciała Chrystusa oczekuje się tego, że nie będzie tolerować ludzi promujących te rzeczy. Kiedy dopuszcza się do tego, że błąd i grzech rozpowszechniają się wtedy poziom duchowej mocy i rozeznania spada do takiego poziomu, że ludzie nie są w stanie rozpoznać, co jest z ciała, a co z Boga. Taka duchowa utrata mocy i duchowej wizji jest ceną, jaką się płaci za tolerowanie fałszywych doktryn bądź niemoralnych praktyk.

POTRZEBUJEMY LUDZI UTRZYMUJĄCYCH STANDARD

W ciele Chrystusa jest potrzeba ludzi utrzymujących standard, którzy nie pójdą na kompromis z prawdą Słowa Bożego, objawionego przez Ducha Świętego. Ciemności i zwiedzenie są ogromne i doprowadziły do kompromisu wielu, którzy wzywają imienia Chrystusa częściej niż o tym wiemy. W tej rozpaczliwej godzinie odzywa się wołanie o mężczyzn i kobiety wiary i odwagi. Nie możemy liczyć na to, że weźmiemy Ziemię Obiecaną, jeśli nie będziemy gotowi na konfrontację z błędem i grzechem pośród nas. Nie możemy mieć nadziei na wejście do niej, jeśli boimy się tego, co ludzie mogą pomyśleć czy powiedzieć i będziemy powstrzymywać swój język, gdy zło szaleje wśród naszych rodzin i społeczności świętych. Gdzie są wojownicy? Gdzie są strażnicy? Modlę się o to, abyś był jednym z nich.

W Jego Miłości

Kriston Couchey

topod.in

Codzienne rozważania_14.07.10 NIe nawiedź mnie ubóstwem ani nie obdarz bogactwem

James Ryle

„Oddal ode mnie fałsz i słowo kłamliwe; nie nawiedź mnie ubóstwem ani nie obdarz bogactwem, daj mi spożywać chleb według mojej potrzeby„(Przyp. 30:8).

Jest taki rodzaj obfitości, która nam wystarcza. Taka obfitość, gdy nie mamy ani za dużo, ani za mało, lecz niewielu chce tak żyć, a raczej chcemy nazbierać tyle, aby już więcej nie martwić się o nic.

Jesteśmy ludem Bożym, owcami Jego pastwiska. Czy nie można Mu ufać, że zatroszczy się o nas? Czy stale musimy polować na więcej i więcej, i więcej? Czy to polowanie nie okupuje naszych myśli tak bardzo, że nie widzimy i nie słyszymy wokół nas tych, którzy potrzebują właśnie tego, co zgromadziliśmy dla siebie?

Czy jest w tym coś złego?

A co będzie, jeśli w końcu spoczniesz tylko po to, aby odkryć, że to ciągle za mało, a jeszcze do tego okaże się, że straciłeś w życiu nadzwyczajne błogosławieństwo i spełnienie?

Spójrzmy na dalszą część tego wersu:

„Oddal ode mnie fałsz i słowo kłamliwe; nie nawiedź mnie ubóstwem ani nie obdarz bogactwem, daj mi spożywać chleb według mojej potrzeby, abym, będąc syty, nie zaparł się ciebie i nie rzekł: Któż jest Pan? Albo, abym z nędzy nie zaczął kraść i nie znieważył imienia mojego Boga” (Przyp. 30:8-9).

Czy nie wolałbyś raczej chodzić w zdrowej przyjaźni z Jezusem, zrzucając swoje troski na Niego i obserwujące jak codziennie Sam zaspokaja cię? Czy nie wolałbyś raczej być bogaty w wiarę i być rozpromieniony szczodrością? Czy nie wolałbyś, aby twoje życie przynosiło chwałę Jego imieniu, będąc błogosławieństwem dla innych wokół ciebie?

Pozwól więc Panu prowadzić cię ku zrównoważonemu życiu, gdzie codzienny chleb pokrzepia cię. On jest Panem i zrobi to dla ciebie.

Bój się Boga, nie człowieka. Ufaj Bogu, nie bogactwom. Służ Bogu, nie sobie.

раскрутка

Moc i ból prawdziwego proroczego głoszenia

J. Lee Grady

Nigdy prawdziwe Boże przesłanie nie popłynie przez kogoś, kto jest zadowolony i pewny siebie. Jeśli chcesz mówić dla Niego, przygotuj się na śmierć! Właśnie znowu umarłem. Ostatniej niedzieli stanąłem za kazalnicą, spojrzałem na zgromadzenie przeważnie obcych mi ludzi, przełknąłem ślinę i głosiłem przesłanie z Biblii, które Pan położył mi na sercu. Tysiące mężczyzn i kobiet mówi publicznie w ten sposób co tydzień. To jest robota kaznodziejów. Nic wielkiego.

Nie mierzymy wpływu kazania tym ile serc zostało zgładzonych przez przekonanie Ducha Świętego, lecz tym, jak głośno kaznodzieja krzyczał, bądź jak wysoko ludzie skakali, gdy ten powiedział im to, co chcieli usłyszeć.

Lecz pomimo tego, że często przemawiam, odkrywam, że głoszenie ewangelii jest jednym z najtrudniejszych, najbardziej przerażających i bolesnych zadań do jakich w ogóle można przystąpić. Nie jest to zabawne. Czuję się tak jakbym umierał tysiącem śmierci zanim to zrobię i umieram jeszcze kilka razy, gdy już znajduję się w domu i wracam od tego, co się wydarzyło.

Kiedyś, po pewnym bardzo zniechęcającym przeżyciu, gdy słuchacze spoglądali na mnie zimno z założonymi rękoma, zdecydowałem, że głoszenie z pewnością nie jest moim powołaniem. Podzieliłem się tym zmaganiem z pewnym starszym pastorem.  „Czasami czuję się tak zniechęcony po kazaniu. – powiedziałem mojemu przyjacielowi. – Czy zdarza ci się coś takiego?” Byłem pewien, że poradzi mi, abym przestał głosić, ponieważ oczywiste było, że to nie jest mój duchowy dar.  Odpowiedź zszokowała mnie: „Synu, czuję się tak w każdy poniedziałek odkąd jestem na służbie”.

Gdy mówię moim przyjaciołom, że nigdy nie czułem się obdarowany, aby mówić, i że uporczywie sprzeciwiam się powołaniu Bożemu nad moim życiem z powodu braku przekonania, są zaskoczeni. Większość przypuszcza, że ludzie, którzy stają za kazalnicami, chce tam być.

Przemyśl to jeszcze raz!

Moc proroczego głoszenia w rzeczywistości działa przeciwnie do tego, jak wydaje nam się, że powinno. Jeśli mamy cielesne postrzeganie, wierzymy, że Bóg wybiera obdarowanych mówców, którzy ostrzą i kształtują swoje umiejętności, tak jak lekarz, który uczy się operować czy aktor, który uczy się sztuki scenicznej. Lecz prawdziwe kaznodziejstwo nie jest naturalnym ćwiczeniem, jest ono tak naprawdę jednym z najbardziej nadnaturalnych zadań do jakiego ktokolwiek kiedykolwiek może zostać powołany. Wymaga ono niedoskonałego ludzkiego naczynia, aby poddało się wypowiadaniu słów Bożych. Jeśli robimy to według ciała, skutki są żałosne, lecz jeśli całkowicie zaufamy mocy Ducha, prorocze głoszenie uwolni Boga o poruszania się tak, jak On chce.  Jeśli zawiedziemy w tym procesie, zostajemy upokorzeni. Dlaczego ktokolwiek miałby chcieć głosić?

Nic dziwnego, że w większość przywódców, których spotkamy w Biblii, byli niechętna przemawianiu. Mojżesz wymawiał się jąkaniem, Gedeon usiłował sam się zdyskwalifikować a Jeremiasz narzekał Panu na odpowiedzialność noszenie proroczego ciężaru. Jonasz kupił sobie bilet w jedną stronę w przeciwnym kierunku Morza Śródziemnego, aby nie przekazywać niepopularnego kazania.

Apostoł Paweł, który zanim spotkał Chrystusa, był złotoustym faryzeuszem, został obdarty z całej światowej elokwencji, po czym głosił w całym Rzymskim Imperium. Powiedział do Koryntian: „A mowa moja i zwiastowanie nie były głoszone w przekonywających słowach mądrości, lecz objawiały się w nich Duch i moc, aby wiara wasze nie opierała się na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej” (1Kor. 2:3-5).

Charyzmatyczny przebudzeniowiec, Arthur Katz, który zmarł trzy lata temu, napisał w 1999 roku książkę o mocy prawdziwego głoszenia pt.: Apostolskie Fundamenty, a tam czytamy: „Jedynie ten, który chce uciec w przeciwną stroną, jak Jonasz, ma kwalifikacje do głoszenia. Natomiast człowiek, który kocha gadać, kocha być widoczny publicznie, cieszy się tym, że jest widziany i słyszany, nie może liczyć na to, że takie słowo zostanie kiedykolwiek wydane z jego ust. Ten, kto wzdycha i jęczy, gdy zostanie wezwany do mówienia, ten, kto nie chce tam być, kto czuje straszliwą niewygodę, kto wie, że nie będzie zrozumiany, ten będzie najprawdopodobniej człowiekiem, z którego ust popłynie prawdziwe głoszenie”.

Z pewnością większość z nas nie postrzega w ten sposób służby kaznodziejskiej we współczesnej Ameryce. Celebrujemy to, co gładkie i wypolerowane. Nie mierzymy wpływu kazania tym ile serc zostało zgładzonych przez przekonanie Ducha Świętego, lecz tym, jak głośno kaznodzieja krzyczał, bądź jak wysoko ludzie skakali, gdy usłyszeli od niego to, co chcieli.

Tego rodzaju cielesne głoszenie może zdobyć uznanie ludzi, pomnożyć współczynniki oglądalności TV, a nawet zbudować mega kościoły, lecz królestwo nie jest budowane na zadowolonej pewności siebie. Potrzebujemy Bożego słowa. Kościół będzie żył o duchowym głodzie, dopóki złamani, oporni, słabi i drżący kaznodzieje nie pozwolą, aby Jego święty ogień wyszedł z ich ust.

Jeśli takie jest twoje zadanie, umrzyj dla swoich strachów, wątpliwości i wymówek, napij się z kielicha cierpienia, które towarzyszy każdemu prawdziwemu powołaniu Bożemu.

– – – – – –

J. Lee Grady jest zastępcą redaktora naczelnego i autorem książki The Holy Spirit Is Not for Sale.

You can find him on Twitter at leegrady.

сайта

Codzienne rozważania_13.07.10 Nigdy nie kończący się pościg za nigdy za wiele

James Ryle

„Zbuduję większe stodoły” (Łk. 12:18).

Wczoraj przyglądaliśmy się bezimiennemu mężczyźnie, bogatemu, młodemu zarządcy, który miał wszystko, a jednak brakowało mu satysfakcji. Dziś spojrzymy na innego bogatego człowieka, któremu nadano imię „Głupiec”. Kiedy okazało się, że już posiadane bogactwo nie wystarcza, aby zaspokoić najgłębsze pragnienia serca, zdecydował się na budowę jeszcze większych pomieszczeń i powiększenie swych magazynów i zapasów. Sądził błędnie, że większe zapasy zaspokoją ból jego serca.

Mylił się.

Jezus wyraźnie pokazał, że można gromadzić coraz więcej bogactw tego świata i nadal być w stanie rozpaczliwego nieszczęśnika. Rozwiązaniem jest, zdaniem Jezusa, „być w Bogu bogatym”.

Wiele stuleci wcześniej Salomon powiedział: „Widziałem bolesny wypadek pod słońcem: bogactwo zachowane dla jego właściciela na jego nieszczęście” (Kzn. 5:12). Gromadząc coraz więcej i więcej, i więcej człowiek może zrujnować to, co liczy się najbardziej, a ostatecznie sam będzie w posiadaniu tego, co posiada.

Najlepsze, czego może nas nauczyć świat to:

„Get all you can! Can all you get! And then sit on the can!”     Dosł.: Łap wszystko, co możesz! Pakuj wszystko co złapiesz! A potem siedź na tej pace!”*)

Sposobem Pana na życie nie jest gromadzenie, lecz dawanie.

Stań się dawcą, a nie zbieraczem, bądź tym, którego skarby są w niebie. Jest to ostateczna forma inwestycji i wraca się w postaci wiecznej nagrody.

Możesz robić to według modły tego świata: ZBIERAĆ i zostać złapany w nigdy nie kończący się pościg za 'nigdy za wiele’. Możesz to zrobić w Boży sposób: DAWAĆ i odkryć dla siebie niezmierzony pokój i ogromne błogosławieństwa!

– – – – –

*)   Ang. gra słów nie do przełożenia: 'can’ ma mnóstwo znaczeń. Jako czasownik może być tutaj 'brać/łapać’, potem 'puszkować’, a jako rzeczownik – 'puszka/paka’.

продвижение сайта основы

Zaangażowany mężczyzna

Materiał redakcyjny

Rozmowa przeprowadzona z Williamem Craig na potrzeby naszego Q&A (pytania i odpowiedzi), jednym z wiodących na świecie chrześcijańskich naukowców, była fantastyczna. Powiedział wiele rzeczy, które zmusiły mnie do myślenia, lecz jedna sprawa naprawdę mnie ujęła. Powiedział, że aby być „w pełni zaangażowanym mężczyzną”, jak to nazwał, konieczne jest upewnienie się, że w każdym aspekcie jesteśmy związani chrześcijańskim uczniostwem.

Mówił to w związku z tym, że męskim ruchu skupiamy się na mnóstwie takich rzeczy jak: rodzina, seks i przywództwo (co powinno mieć miejsce), lecz często lekceważymy intelektualną stronę bycia dojrzałym chrześcijaninem. Zgadzam się z tym i z pewnością bardzo chciałbym bardziej drążyć tą dziedzinę mego życie, lecz wydaje mi się, że jego ogólny wniosek jest bardziej interesujący: jest wiele aspektów bycia całkowicie zaangażowanym wierzącym mężczyzną i nie powinniśmy pomijać żadnego z nich.

Co więc jest potrzebne, aby być kompletnym, w pełni zaangażowanym chrześcijaninem? Oto kilka myśli:

Poznanie/wiedza: Ponieważ o tym rozmawiamy, więc od tego zacznijmy. Dojrzały chrześcijanin rozumie ten świat i swoją wiarę na tyle, że może mieć mocne przekonania. Powinien umieć inteligentnie mówić o tym, w co wierzy. Jest to istotne nie tylko do dzielenia się ewangelią z innymi, lecz również potrzebne, aby wiedzieć, dlaczego wierzymy w to, co wierzymy.

Mądrość: Prawdopodobnie ważniejsza od poznania/wiedzy jest mądrość: właściwe zastosowanie naszej wiedzy. Jest ona tak ważna, że Bóg zamieścił całe księgi na jej temat w Biblii. Mądrość jest konieczna do nawigowania po twardych drogach, po których mężczyzna prowadzi. Niewiele jest rzeczy, które ludzie w tym świecie szanują bardziej od mądrego mężczyzny.

Pokora: to druga strona wiedzy i mądrości, i jest unikalnym i definiującym aspektem chrześcijańskiej wiary. Pycha jest jedynym z największych przeciwników jakie mamy w życiu, a pokora jest jedynym środkiem obronnym. Pokorny mężczyzna postrzega życie takim jakie jest i rozumie to, jak bardzo jest uzależniony od Boga.

Łaska: kolejnym znakiem charakterystycznym chrześcijaństwa jest łaska czy niezasłużona przychylność. Mało co życiu jest tak szokujące i dobrze pamiętane jak akty łaski. Nawet chrześcijanie są zdumieniu, gdy otrzymują coś wielkiego, pomimo tego, że nie zasługują na to. Łaska jest krytycznie ważna w każdej relacji, od rodziny do przyjaźni.

Dyscyplina: wraz z mądrością podążą dyscyplina czy inaczej samokontrola. To bardzo istotna część stawania się mężem Bożym, ponieważ przeciwnik jest naprawdę dobry w wytrącaniu nas z tej życiowej drogi. Dyscyplina pozwala nam uniknąć rożnych dziedzin pokuszenia oraz osiąga zdumiewające rzeczy, które Bóg ma dla nas.

Oczywiście, najwspanialszym przykładem dla każdego z nas tych cech jest Sam Jezus. Ten jedyny w historii w pełni zaangażowany mężczyzna, okazywał doskonałe poznanie, mądrość, pokorę, łaskę i dyscyplinę. Wspaniałe jest to, że jedynym sposobem, aby naprawdę zrozumieć te myśli i żyć zgodnie z nimi to podążać za Nim i pozwolić Duchowi Świętemu wprowadzać je w naszym życiu.

Jest to tylko kilka przykładów cech w pełni zaangażowanego wierzącego mężczyzny. Bardzo chciałbym, abyście dzieli się tym więcej, jakie ważne idee pominąłem?

сайт

Codzienne rozważania_12.07.10 Coś bardziej wartościowego od złota

James Ryle

„Cenniejsze jest dobre imię niż wszelkie bogactwo” (Przyp. 22:1).

Jest Biblii człowiek, który wiedział o tym bardzo dużo, lecz nie znamy jego imienia, jest po prostu nazwany 'bogatym młodzieńcem” (w ang. tłumaczeniem 'bogatym zwierzchnikiem/rządcą” -przyp.tłum). A oto co wiemy o nim.

Był bogaty, miał poczucie bezpieczeństwa w finansowej stabilizacji, nie cierpiał z powodu trosk niedostatków. Był młody, całe życie leżało jeszcze przed nim, jeśli dodać do tego zdrowie to tylko niebiosa były granicą tego, co mógł osiągnąć lub czym mógł zostać.

Był też u władzy, zarządcą (’zwierzchnikiem’ – Łk. 18:18 BT; przyp.tłum.), co oznacza, że miał pewną pozycję władzy i wpływu. Był za coś odpowiedzialny, na szczycie; zawsze miał gotowy plan, odpowiedź, rozwiązanie czy jakąś nową ideę. Wiemy również, że był pobożnym, był dobrym i przyzwoitym człowiekiem, mężczyzną zasad i wysokiego morale. Mężem, którego poczucie obowiązku wobec Boga i kraju prowadziło do świadomego używania słów i uczynków. Wiem więc, że był bogaty, młody, u władzy i był oddany, lecz nie znamy jego imienia. Wiemy o nim jednak, jeszcze dwie rzeczy.

Po pierwsze: pomimo faktu, że było młody, odpowiedzialny i oddany, nie był zadowolony ze swego życia.

„Dobry Mistrzu, – powiedział do Jezusa. – czego mi brakuje?”

Jest to pytanie, które ujawnia wnętrze pytającego. Jakże jest to prawdziwe dziś dla wielu, którzy posiadają bogactwa i pozycję, a w głębi swego serca zdają sobie sprawę z tego, że ciągle czegoś im brakuje. Gdy Jezus powiedział temu młodzieńcowi, żeby zrezygnował ze wszystkiego, co miał, i poszedł za Nim, bezimienny chłopak nie mógł tego zrobić. To prowadzi nas do ostatniej rzeczy, którą o nim wiemy: odszedł od Pana zasmucony.

To była decydująca, życiowa chwila, możliwość, aby wejść do historii z Jezusem Chrystusem, lecz on odrzucił tą ofertę. Robiąc to zrezygnował z dobrego i wspaniałego imienia, które z pewnością byłoby znane po dziś dzień, gdyby pozytywnie odpowiedział Jezusowi. Byłby wymieniany wśród ulubionych uczniów Pańskich, a czyny jego życia żyłyby dalej w opowieściach ewangelii przez wszystkie pokolenia. Lecz on powiedział: 'nie’.

Z tym was zostawię; oferta ciągle jest dostępna. Choć był bogaty, młody, u władzy, oddany i nieusatysfakcjonowany, powiedział 'nie’ i odszedł smutny. TY możesz powiedzieć: 'tak’. A my wszyscy stajemy na czubkach palców w nadziei, że tak zrobisz.

продвижение

Codzienne rozważania_11.07.10 Tydzień w Bożej Obecności (dzień siódmy)

James Ryle

„Ochotnego dawce Bóg miłuje” (2Kor. 9:7).

Dzisiejszy post kończy kończy serię na temat „przeżywania Bożej Obecności”, lecz łączy dalej ku takiemu stylowi życia, które pomaga innym wokół również przeżywać Jego obecność. Odkryliśmy, że są trzy sposoby, każdy bardzo praktyczny i łatwy do wykonania na poziomie osobistym, które otwierają nasze życie na niewątpliwe, niezaprzeczalne i niezapomniane spotkanie z Bogiem. (Tj. Czas ze Słowem, Czas z innymi, którzy kochają Pana i służą Mu i Czas w modlitwie.)

Teraz musimy powiedzieć, że jest jeszcze jedna rzecz, która może pomóc innym wokół nas doświadczyć Bożej Obecności w niezaprzeczalny sposób. A ta jedna rzecz, gdy już wszystko zostało powiedziane i zrobione, być może jest tak wielkiej wagi, że bez niej możesz nigdy ni poznać bliskości Pana!

Jednym prostym słowem jest to: Hojność. Trzy poprzednie rzeczy dostarczają Bożej Obecności tobie, hojność dostarcza innym Bożej Obecności przez ciebie.

Gdy Smiths Wigglesworth zobaczył wodospady Niagara po raz pierwszy, wykrzyknął: „O, Boże, chcę tak przeze mnie!” Jego pragnienie Bożej obecności i pełni w jego życiu i przez nie trafnie została tego dnia wyrażona. A co z tobą?

Jezus powiedział: „Dawajcie, a będzie wam dane, miarę dobrą, natłoczoną, potrzęsioną i przepełnioną dadzą w zanadrze wasze” (Łk. 6:38).

Ktoś powiedział kiedyś: „Nie możesz rozdawać tego, czego nie masz”. Jeśli nie doświadczasz Bożej obecności w swym życiu, jest mało prawdopodobne, abyś mógł pomóc w tym innym. Niemniej, jeśli przeżywasz Bożą obecność to wszystko w tobie zostało już tak zaprogramowane przez Boga, żeby zapewnić i innym nieuchronne spotkanie z Panem, gdy już są z tobą.

Niemniej musisz poddać się postawie, a w tak naprawdę stylowi życia, który charakteryzuje hojność. Słownik Webstera podaje, że : „charakteryzowana jest przez szlachetnego i wytrwałego ducha, posiadanie otwartego serca i otwartej dłoni w wolności”.

Nie mówimy tutaj tylko o pieniądzach, życie w szczodrobliwości obejmuje wszystko. Słowami Ernesta Crosy: „Nikt nie mógł mi pokazać, gdzie może być moja dusza; szukałem Boga i On umykał mi, służyłem mojemu bliźniemu i znalazłem wszystkie trzy”. („No one could show me where my soul might be; I searched for God, and He eluded me; I served my neighbor, and I found all three”.)

Inni poznają cię raczej jako dawcę niż biorcę. Mężczyzna czy kobieta, ludzie którzy zawsze są gotowi do pomocy w taki jakiś sposób, że wywołuje to coś więcej niż zmiany.  Wydaje się, że to tylko może być nasza wielką inspiracją. W końcu, gdy pomyślimy o tym wszystkim co Jezus podarował nam za darmo, jak możemy żyć dalej inaczej jak tylko życiem otwartym i hojnym?

Spróbuj tego dzisiaj a zobaczysz, że mam rację. Zrób coś dla kogoś innego, co jest w zamierzony sposób hojne i obserwuj jak oczy napełniają się poczuciem Bożej obecności, a wtedy przygotuj się na zdumiewający zwrot błogosławieństwa. Ponieważ jak dajesz, tak będzie ci dane ponownie dobrą i obfitą miarą!

aracer