Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Zgadnij, kto napisał ten niezwykły list?


Frank Viola
29 czerwca 2026 r.

„Nasz syn dobrze sobie radził. Uczęszczał do dobrych szkół i ukończył je z wyróżnieniem. Przez jakiś czas służył też w wojsku. Miał przed sobą obiecującą karierę.

Niestety, dołączył do wschodniej sekty religijnej. Członkowie tej sekty nieustannie go odwiedzają. Dali mu nowych, dziwnych przyjaciół, nowe, dziwne słownictwo i, cóż, on po prostu jest inny.
Większość czasu spędza z członkami tej sekty i uważa ich za swoją nową rodzinę. Jest z nimi bliżej niż z własną krwią.

Nieustannie dzielą się swoimi dziwacznymi przekonaniami z każdym, kto zechce ich słuchać. Spędza czas z najgorszymi ludźmi: przestępcami, narkomanami i bezdomnymi.

Sprzedał wiele ze swoich dóbr i żyje bardzo skromnie. Mówi nam, że on i inni wyznawcy jego religii dzielą się swoim majątkiem i dużo rozdają ubogim.

Zerwał związek ze swoją narzeczoną i zakończył wiele przyjaźni, a wszystko z powodu swoich nowych przekonań.

Stracił również ambicję osiągnięcia sukcesu.

Już nie dołącza do nas, by świętować święta. Zmieniły się również jego preferencje rozrywkowe i wyrzekł się religii, w której go wychowaliśmy. Co więcej, nie kocha już swojego kraju tak, jak kiedyś.

Jego nowy sposób życia jest sprzeczny ze wszystkim, czego go nauczyliśmy. Jesteśmy zrozpaczeni. Straciliśmy naszego syna.

Teraz jest nieudacznikiem, wpadł w ręce dziwnego kultu i nie wiemy, co z tym zrobić.

Kto napisał ten list?

Odpowiedź: Listu nie napisał rodzic członka Moona, Hare Kryszna ani członka kultu Bramy Niebios.

Continue reading

Zakon nie został ustanowiony dla sprawiedliwych – część 3

 

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Na zakończenie tej serii rozważmy te wersety:

A żądłem śmierci jest grzech, a mocą grzechu zakon” (1Kor 15:56b).

Zakon bowiem pociąga za sobą gniew” – (Rz 4:15a).

Jeśli żyjesz w religijnym legalizmie, znasz te prawdy.

Ponieważ prawo nieustannie wskazuje grzech, daje grzechowi siłę, a człowieka prowadzi do gniewu. Albo przynajmniej do jego początków – frustracji, zależnie od tego, jak bardzo ktoś przyjął legalizm. Człowiek jest zły, ponieważ nigdy nie potrafi być wystarczająco dobry dla tego, kto ustanawia zasady. Zły na samego siebie, bo myśli, że coś jest z nim nie tak, skoro nie potrafi sprostać oczekiwanym standardom.

Między legalizmem wzmacniającym grzech a wywoływaniem gniewu człowiek zaczyna popełniać błędy w życiu, a potem złości się nawet na Boga. W rzeczywistości żyjemy w czasach Nowego Testamentu i jeśli Ojciec oraz Jezus są przedstawiani przez starotestamentowe, przestarzałe „opakowanie” legalizmu, człowiek może odrzucić to opakowanie, jednocześnie głęboko pragnąc poznać swojego Ojca i Pana.

Pewien nauczyciel biblijny starego pokolenia zauważył, że kościoły, które najwięcej głosiły przeciw współżyciu przedmałżeńskiemu, miały najwięcej ciężarnych nastolatek. Te, które najgłośniej mówiły o złu alkoholu, miały najwięcej ludzi zmagających się z alkoholizmem. Życie pod religijnym systemem prawa daje grzechowi siłę. Rodzi gniew. Im większa surowość, tym więcej gniewu. Jeśli dziecko dorasta pod bardzo surowym ojcem, który widzi wyłącznie błędy, zacznie robić złe rzeczy, a między ojcem a synem pojawi się gniew. Po latach mogą powiedzieć, że dziecko próbowało zwrócić uwagę rodzica albo zdobyć jego aprobatę. Ale to legalistyczne podejście do wychowania faktycznie wzmacniało jego grzech.

Omówiliśmy już fakt, że prawo nie zostało dane dla sprawiedliwego człowieka oraz że było wychowawcą prowadzącym nas do Chrystusa. W kontekście Pawła wychowawca był mistrzem w swoim fachu – dziś powiedzielibyśmy: mistrzowski stolarz, mechanik, elektryk czy hydraulik. Uczeń pozostawał pod opieką mistrza i uczył się zawodu. Takiej analogii używa tutaj Paweł. Jego myśl w Ga 3 jest taka, że kiedy kończymy naukę jako uczniowie czy praktykanci, nie potrzebujemy już naszego wychowawcy – prawa Mojżeszowego.

Continue reading

Zakon Mojżeszowy nie został ustanowiony dla sprawiedliwych – część 2

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
W zeszłym tygodniu podzieliłem się fragmentem Pisma mówiącym, że „zakon nie jest ustanowiony dla sprawiedliwego”. Dalsza część tego wersetu brzmi: „lecz dla bezbożnych i grzeszników, nieprawych i nieposłusznych”…

Wyjaśniłem, że celem prawa (zakonu) – według Rz 3:19 – było pokazanie ludzkości, że jesteśmy grzesznikami. Paweł tłumaczył, że nie wiedziałby, czym jest pożądliwość, gdyby prawo nie mówiło: „Nie pożądaj”. Sens wypowiedzi Pawła w Rz 7 jest taki, że prawo jest dobre, ponieważ definiuje dla nas grzech – co oznacza, że nie zostało dane dla sprawiedliwych, lecz dla grzeszników, aby pokazać im, czym jest grzech. Napisał też do Galacjan, że gdyby Bóg mógł dać prawo, które dawałoby życie wieczne, wtedy sprawiedliwość byłaby z prawa.

I tutaj dzisiaj zaczynamy
W Jk 2:10 napisał: „Kto bowiem zachowa cały zakon, a uchybi w jednym, stanie się winnym wszystkiego”. Dla Żyda, jeśli złamałeś jedno z 613 przykazań, nadal musiałeś złożyć ofiarę – bez względu na to, jak małe było przewinienie. Wina jest winą – czy chodzi o zbieranie drewna w sabat, czy o morderstwo. Złamiesz jedno – złamałeś wszystko.

Każdy, kto żył pod jakąś formą „prawa” albo legalizmu, potrafi się z tym utożsamić. Niezależnie od tego, czy miałeś bardzo surowego rodzica oczekującego perfekcji, czy kościół, w którym oczekiwano od ciebie „wyników”, a w zamian dostawałeś poczucie winy i potępienie, to poznałeś legalizm. Charakterystyczne dla niego jest to, że nigdy nie widzi dobra, które czynisz; widzi tylko to, co zrobiłeś źle. W zeszłym tygodniu opowiadałem, jak mój ojciec wyrwał mnie ze snu o 23:00, żebym wyniósł śmieci, ale nie zauważył, że odrobiłem lekcje, posprzątałem pokój, nakarmiłem psa i pomogłem bratu naprawić zabawkę. Widział tylko to, że naruszyłem jedno „prawo”, więc byłem winny wszystkiego. Nie byłem idealnym synem.

Pastor może ignorować twoją hojność, wolontariat, fakt, że jesteś dobrym człowiekiem próbującym żyć świętym życiem najlepiej jak potrafisz – i widzieć jedynie to, że nie było cię na środowym nabożeństwie wieczornym, po czym potępić cię za brak obecności. To właśnie jest życie pod prawem. Jeśli złamiesz jedną zasadę, jesteś winny wszystkiego. Żadne dobro nie zostaje uznane; cała uwaga skupia się na tym, co zrobiłeś źle według danego prawa – rodziców czy kościoła.

Prawo jest dobre tylko po to, by pokazać nam, że zgrzeszyliśmy. W Ga 3:11-12 Paweł mówi, że prawo jedynie potępia człowieka, dlatego „prawo nie jest z wiary”. Właśnie dlatego nie możesz być silny w wierze, mieć pokoju Bożego i czuć Jego bliskości, żyjąc jednocześnie legalistycznym chrześcijaństwem. Życie według legalistycznej, zewnętrznej struktury nie jest wiarą. Wiara wypływa z ducha wewnątrz człowieka.

Continue reading

Zakon Mojżeszowy nie został ustanowiony dla sprawiedliwych – część 1

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Kiedy byłem duszpasterzem akademickim na Uniwersytecie Kolorado w Boulder, miałem kontakt z lokalnym zborem Kościoła Chrystusowego, który nauczał, że jeśli ktoś nie został ochrzczony przez zanurzenie właśnie w ich kościele, to nie dostanie się do nieba. Jedynym ustępstwem było to, że być może uznawaliby chrzest dokonany w innym zborze Kościoła Chrystusowego należącym do ich denominacji, ale i tak powiedziano mi, że gdy ktoś przeprowadza się do Boulder, powinien zostać ochrzczony ponownie – tak na wszelki wypadek.

Charyzmatycy mają swoje własne religijne zasady. Szczególnie dobrze posługują się strachem i różnego rodzaju formułami. Strach wykorzystuje się wtedy, gdy mówi się rzeczy w rodzaju: „Jeśli opuścisz jutrzejsze nabożeństwo, otworzysz drzwi diabłu”. Właściwie można tam wstawić cokolwiek: jeśli opuścisz jutrzejsze nabożeństwo, „twoje modlitwy nie zostaną wysłuchane”, „nie zostaniesz uzdrowiony”, „nie będziesz miał z czego opłacić rachunków”, „nie doświadczysz Bożego błogosławieństwa” i tak dalej.

Formuły obejmują między innymi „ogłaszanie i proklamowanie”, albo wkładanie pod poduszkę „namaszczonej chusteczki modlitewnej” telewizyjnego kaznodziei na siedem dni, a następnie odesłanie jej ósmego dnia wraz z dużą ofiarą, aby twe modlitwy zostały wysłuchane… Dochodzą do tego także „sądy nieba” albo „przykrywanie krwią”, zamiast po prostu z odwagą przystąpić do tronu łaski i być posłusznym temu, co powiedział Jezus, czyli wypędzanie demonów. Istnieje mnóstwo ludzkich formuł, które sprawiają, że ludzie zaczynają pokładać wiarę w tym, co sami robią, zamiast pokładać ją w Panu.

Continue reading

Siła transcendentego życia

Francisa Frangipane
Obecnie napisano wiele książek o rozwijaniu naszych duchowych darów i odkrywaniu naszego celu, większość z nich jest absolutnie warta naszej uwagi. Rozpoznanie naszych darów i przygotowanie do służby Bogu w naszym indywidualnym powołaniu jest częścią pełnienia Jego woli. Istnieje jednak głębszy, ważniejszy cel – cel, który ostatecznie jest o wiele cenniejszy zarówno dla Boga, jak i dla nas samych. Mówię o autentycznym dążeniu do posiadania podobieństwa do Chrystusa.

Podziwiamy życie Pawła. Był człowiekiem, który pisał Pisma Święte, który przyprowadził tysiące ludzi do Chrystusa; zakładał kościoły i był biegły we wszystkich darach duchowych. Jednak tym, co go napędzało w życiu, nie było powołanie, lecz pasja, by być jak Chrystus. Wyraża to dogłębnie w Liście do Filipian 3:10. Napisał:

Abym poznał Go: zarówno moc Jego zmartwychwstania, jak i udział w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, doświadczę jej na własnej skórze”.

Obawiam się, że przez lata widziałem zbyt wielu ludzi, którzy poświęcili się doskonaleniu swoich darów lub posługi, zaniedbując głębsze dążenie do upodobnienia się do Chrystusa. Szukanie duchowego spełnienia w „naszej posłudze” lub „obdarzeniu” to podążanie ścieżką, która w rzeczywistości odwodzi od spełnienia.

Pozwólcie, że podkreślę tę kwestię dotyczącą natury naszego powołania: moje powołanie nie jest sednem mojego przeznaczenia. Powołanie człowieka to połączenie boskiego przygotowania i obecnego zadania. Powołanie często rozwija się, a nawet zmienia w różnych okresach życia. Choć nasze powołanie jest ważne, sedno naszego przeznaczenia nie tkwi w tym, co robię dla Boga, ale w upodobnieniu mojego serca do Chrystusa. Podobieństwo do Chrystusa jest moim przeznaczeniem. Bóg może wykorzystać moje powołanie do doskonalenia podobieństwa do Chrystusa, ale celem mojego istnienia jest upodobnienie się do Jezusa. Dary duchowe i zadania w służbie są jedynie pasażerami w samochodzie, w którym podążam ku pełni Chrystusa.

Przeznaczeni do upodobnienia się
Mówiąc o przeznaczeniu, Paweł napisał: „Albowiem tych, których od wieków znał, przeznaczył też na to, aby się stali podobni do obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi” (Rz 8,29). Czy to widzimy? Jesteśmy „przeznaczeni, aby się stali podobni” do Syna Bożego. Kiedy Nowy Testament mówi o przeznaczeniu, prawie zawsze ma to na myśli w kontekście stawania się podobnym do Chrystusa. „Powołanie” lub zadanie może polegać na służbie jako pastor, nauczyciel, gospodyni domowa lub na rynku pracy, ale niezależnie od moich zewnętrznych obowiązków, moim podstawowym przeznaczeniem — rzeczywistością, która wciąż się we mnie rozwija, niezależnie od zewnętrznych okoliczności — jest podjęcie życia „podobnego do obrazu Syna [Bożego]”.

Widzicie, naszym przeznaczeniem nie jest to, co czynimy dla Boga, ale to, kim się dla Niego stajemy. Kiedy dążymy do podobieństwa do Chrystusa, nasza miłość do Boga staje się bogatsza, nasze świadectwo wobec grzeszników silniejsze, a nasze ukryte życie świętsze. Dążąc do upodobnienia się do Jezusa, odkrywamy, że wszystkie nasze duchowe pragnienia są zakorzenione i karmione upodobnieniem się do Niego.

Poza Nim możemy uważać, że czynimy wielkie i ważne rzeczy, ale Chrystus mówi nam: „Jeśli kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak latorośl i uschnie” (J 15, 1-8). Z Chrystusem jednak, nawet pośród konfliktów, prób i pokus, manifestujemy „życie Jezusa […] w naszym śmiertelnym ciele” (2 Kor 4, 8). To właśnie jest transcendentne życie Boga.

Continue reading

Dlaczego Turcja świętuje historyczne rzezie i gwałty na chrześcijanach


„Płacz był w każdym domu, a smutek we wszystkich kościołach; jękom dorosłych mężczyzn i krzykom kobiet towarzyszyły grabieże, niewolnictwo, rozłąka i gwałty”.
Raymond Ibrahim
1 czerwca 2026 r.
Oryg.: TUTAJ


Podczas gdy Zachód nadal biczuje się nad swoją przeszłością, Turcja właśnie świętowała dzień, w którym jej przodkowie wymordowali, zgwałcili i zniewolili dziesiątki tysięcy ludzi wyłącznie za „zbrodnię” bycia chrześcijaninem.

W piątek, 29 maja 2026 roku – w 573. rocznicę zdobycia Konstantynopola (obecnie Stambułu) – Turcja zorganizowała ogólnokrajowe obchody (zdjęcia tutaj ). Jak zwykle wziął w nich udział prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan, oddając hołd i „czerpiąc inspirację” z Mahometa (lub Mehmeda), zdobywcy Konstantynopola:

Wiara, determinacja i odwaga Fatiha [Zdobywcy] Sultana Mehmeda i jego bohaterskich żołnierzy podczas podboju Stambułu inspirują nas dzisiaj do osiągnięcia celu stulecia Turcji… Z współczuciem, szacunkiem i wdzięcznością wspominam Fatiha Sultana Mehmeda i naszych ukochanych męczenników, którzy pozostawili nam dziedzictwo tego światowego miasta o niepowtarzalnym pięknie, i pozdrawiam wszystkich naszych obywateli z najszczerszymi uczuciami.

Aby zrozumieć znaczenie pozornie niewinnych uwag, konieczne jest wprowadzenie pewnych informacji ogólnych.

Pod koniec pierwszego tysiąclecia p.n.e. Turcy, których korzenie sięgają wschodnich stepów Azji, przyjęli islam i zaczęli napadać oraz podbijać części Azji Mniejszej, która wówczas, jak i przez tysiąc lat, była chrześcijańska.
Pod koniec XIV wieku całkowicie podbili Azję Mniejszą (dzisiejszą „Turcję”) i zaczęli interesować się Konstantynopolem, położonym tuż za Bosforem. Chociaż pokolenia Turków wielokrotnie go oblegały, ostatecznie przypadł on osmańskiemu sułtanowi Muhammadowi II, bohaterowi Erdoğana.

Continue reading

Zapominając o tym, co za mną…. – część 2

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Badając tekst w zeszłym tygodniu widzieliśmy, że Paweł czuł, że jego życie było jak „ektroma” – poronienie, abortowane dziecko, ktoś pozostający poza właściwym rytmem reszty Ciała Chrystusa. To nie jest rzadkie odczucie – może wynikać np. z miejsca zajmowanego wśród rodzeństwa, może byłeś „niespodziewaną” ciążą swojej mamy, kiedy była już po czterdziestce, i czujesz, że tak naprawdę cię nie chciała. A może znałeś Pana, odszedłeś od Niego, a potem wróciłeś i czujesz, że przez większą część swojego życia minąłeś się z Bożą wolą.

Znałem pewnego człowieka, który w każdej rozmowie wracał do swojej przeszłości, zmagając się z przebaczeniem samemu sobie. Znał Pana, ale odszedł od Niego na kilka lat, podczas których robił typowe rzeczy, jakie robią ludzie żyjący w świecie. Potem jednak wrócił do Boga.

Nie zmagał się z tym, jakim był człowiekiem zanim poznał Pana. Dręczyło go to, co zrobił już potem. Nie potrafił sobie wybaczyć, że na pewien czas odszedł od Niego. W końcu zrozumiałem: pokładał większą wiarę w swój grzech niż w Boże przebaczenie. Dlatego szukał fragmentów Pisma, które utwierdzały go w jego lęku. Zamiast szukać wersetów o łasce i przebaczeniu, szukał wszystkiego, co mówiło o sądzie i odrzuceniu przez Boga. Szukał powodów, dla których miałby zostać odrzucony. Pewnego dnia uświadomiłem sobie, że bardziej wierzył w moc swojego grzechu niż w zbawiającą łaskę i przebaczenie Pana.

Kiedy to w końcu dostrzegł, wszystko się zmieniło. Dokonał prostego zwrotu w swoim sercu – przestał sprzeciwiać się Bożej miłości i przebaczeniu i w końcu odnalazł pokój. Gdy uwierzył, że Boża łaska jest aż tak niezwykła, tak wszechogarniająca, tak dalece przewyższająca każdy grzech, który popełnił, popełnia lub mógłby popełnić, poruszyło to nim głęboko, aż do łez.

Continue reading