Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Zakon Mojżeszowy nie został ustanowiony dla sprawiedliwych – część 2

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
W zeszłym tygodniu podzieliłem się fragmentem Pisma mówiącym, że „zakon nie jest ustanowiony dla sprawiedliwego”. Dalsza część tego wersetu brzmi: „lecz dla bezbożnych i grzeszników, nieprawych i nieposłusznych”…

Wyjaśniłem, że celem prawa (zakonu) – według Rz 3:19 – było pokazanie ludzkości, że jesteśmy grzesznikami. Paweł tłumaczył, że nie wiedziałby, czym jest pożądliwość, gdyby prawo nie mówiło: „Nie pożądaj”. Sens wypowiedzi Pawła w Rz 7 jest taki, że prawo jest dobre, ponieważ definiuje dla nas grzech – co oznacza, że nie zostało dane dla sprawiedliwych, lecz dla grzeszników, aby pokazać im, czym jest grzech. Napisał też do Galacjan, że gdyby Bóg mógł dać prawo, które dawałoby życie wieczne, wtedy sprawiedliwość byłaby z prawa.

I tutaj dzisiaj zaczynamy
W Jk 2:10 napisał: „Kto bowiem zachowa cały zakon, a uchybi w jednym, stanie się winnym wszystkiego”. Dla Żyda, jeśli złamałeś jedno z 613 przykazań, nadal musiałeś złożyć ofiarę – bez względu na to, jak małe było przewinienie. Wina jest winą – czy chodzi o zbieranie drewna w sabat, czy o morderstwo. Złamiesz jedno – złamałeś wszystko.

Każdy, kto żył pod jakąś formą „prawa” albo legalizmu, potrafi się z tym utożsamić. Niezależnie od tego, czy miałeś bardzo surowego rodzica oczekującego perfekcji, czy kościół, w którym oczekiwano od ciebie „wyników”, a w zamian dostawałeś poczucie winy i potępienie, to poznałeś legalizm. Charakterystyczne dla niego jest to, że nigdy nie widzi dobra, które czynisz; widzi tylko to, co zrobiłeś źle. W zeszłym tygodniu opowiadałem, jak mój ojciec wyrwał mnie ze snu o 23:00, żebym wyniósł śmieci, ale nie zauważył, że odrobiłem lekcje, posprzątałem pokój, nakarmiłem psa i pomogłem bratu naprawić zabawkę. Widział tylko to, że naruszyłem jedno „prawo”, więc byłem winny wszystkiego. Nie byłem idealnym synem.

Pastor może ignorować twoją hojność, wolontariat, fakt, że jesteś dobrym człowiekiem próbującym żyć świętym życiem najlepiej jak potrafisz – i widzieć jedynie to, że nie było cię na środowym nabożeństwie wieczornym, po czym potępić cię za brak obecności. To właśnie jest życie pod prawem. Jeśli złamiesz jedną zasadę, jesteś winny wszystkiego. Żadne dobro nie zostaje uznane; cała uwaga skupia się na tym, co zrobiłeś źle według danego prawa – rodziców czy kościoła.

Prawo jest dobre tylko po to, by pokazać nam, że zgrzeszyliśmy. W Ga 3:11-12 Paweł mówi, że prawo jedynie potępia człowieka, dlatego „prawo nie jest z wiary”. Właśnie dlatego nie możesz być silny w wierze, mieć pokoju Bożego i czuć Jego bliskości, żyjąc jednocześnie legalistycznym chrześcijaństwem. Życie według legalistycznej, zewnętrznej struktury nie jest wiarą. Wiara wypływa z ducha wewnątrz człowieka.

Continue reading

Zakon Mojżeszowy nie został ustanowiony dla sprawiedliwych – część 1

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Kiedy byłem duszpasterzem akademickim na Uniwersytecie Kolorado w Boulder, miałem kontakt z lokalnym zborem Kościoła Chrystusowego, który nauczał, że jeśli ktoś nie został ochrzczony przez zanurzenie właśnie w ich kościele, to nie dostanie się do nieba. Jedynym ustępstwem było to, że być może uznawaliby chrzest dokonany w innym zborze Kościoła Chrystusowego należącym do ich denominacji, ale i tak powiedziano mi, że gdy ktoś przeprowadza się do Boulder, powinien zostać ochrzczony ponownie – tak na wszelki wypadek.

Charyzmatycy mają swoje własne religijne zasady. Szczególnie dobrze posługują się strachem i różnego rodzaju formułami. Strach wykorzystuje się wtedy, gdy mówi się rzeczy w rodzaju: „Jeśli opuścisz jutrzejsze nabożeństwo, otworzysz drzwi diabłu”. Właściwie można tam wstawić cokolwiek: jeśli opuścisz jutrzejsze nabożeństwo, „twoje modlitwy nie zostaną wysłuchane”, „nie zostaniesz uzdrowiony”, „nie będziesz miał z czego opłacić rachunków”, „nie doświadczysz Bożego błogosławieństwa” i tak dalej.

Formuły obejmują między innymi „ogłaszanie i proklamowanie”, albo wkładanie pod poduszkę „namaszczonej chusteczki modlitewnej” telewizyjnego kaznodziei na siedem dni, a następnie odesłanie jej ósmego dnia wraz z dużą ofiarą, aby twe modlitwy zostały wysłuchane… Dochodzą do tego także „sądy nieba” albo „przykrywanie krwią”, zamiast po prostu z odwagą przystąpić do tronu łaski i być posłusznym temu, co powiedział Jezus, czyli wypędzanie demonów. Istnieje mnóstwo ludzkich formuł, które sprawiają, że ludzie zaczynają pokładać wiarę w tym, co sami robią, zamiast pokładać ją w Panu.

Continue reading

Siła transcendentego życia

Francisa Frangipane
Obecnie napisano wiele książek o rozwijaniu naszych duchowych darów i odkrywaniu naszego celu, większość z nich jest absolutnie warta naszej uwagi. Rozpoznanie naszych darów i przygotowanie do służby Bogu w naszym indywidualnym powołaniu jest częścią pełnienia Jego woli. Istnieje jednak głębszy, ważniejszy cel – cel, który ostatecznie jest o wiele cenniejszy zarówno dla Boga, jak i dla nas samych. Mówię o autentycznym dążeniu do posiadania podobieństwa do Chrystusa.

Podziwiamy życie Pawła. Był człowiekiem, który pisał Pisma Święte, który przyprowadził tysiące ludzi do Chrystusa; zakładał kościoły i był biegły we wszystkich darach duchowych. Jednak tym, co go napędzało w życiu, nie było powołanie, lecz pasja, by być jak Chrystus. Wyraża to dogłębnie w Liście do Filipian 3:10. Napisał:

Abym poznał Go: zarówno moc Jego zmartwychwstania, jak i udział w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, doświadczę jej na własnej skórze”.

Obawiam się, że przez lata widziałem zbyt wielu ludzi, którzy poświęcili się doskonaleniu swoich darów lub posługi, zaniedbując głębsze dążenie do upodobnienia się do Chrystusa. Szukanie duchowego spełnienia w „naszej posłudze” lub „obdarzeniu” to podążanie ścieżką, która w rzeczywistości odwodzi od spełnienia.

Pozwólcie, że podkreślę tę kwestię dotyczącą natury naszego powołania: moje powołanie nie jest sednem mojego przeznaczenia. Powołanie człowieka to połączenie boskiego przygotowania i obecnego zadania. Powołanie często rozwija się, a nawet zmienia w różnych okresach życia. Choć nasze powołanie jest ważne, sedno naszego przeznaczenia nie tkwi w tym, co robię dla Boga, ale w upodobnieniu mojego serca do Chrystusa. Podobieństwo do Chrystusa jest moim przeznaczeniem. Bóg może wykorzystać moje powołanie do doskonalenia podobieństwa do Chrystusa, ale celem mojego istnienia jest upodobnienie się do Jezusa. Dary duchowe i zadania w służbie są jedynie pasażerami w samochodzie, w którym podążam ku pełni Chrystusa.

Przeznaczeni do upodobnienia się
Mówiąc o przeznaczeniu, Paweł napisał: „Albowiem tych, których od wieków znał, przeznaczył też na to, aby się stali podobni do obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi” (Rz 8,29). Czy to widzimy? Jesteśmy „przeznaczeni, aby się stali podobni” do Syna Bożego. Kiedy Nowy Testament mówi o przeznaczeniu, prawie zawsze ma to na myśli w kontekście stawania się podobnym do Chrystusa. „Powołanie” lub zadanie może polegać na służbie jako pastor, nauczyciel, gospodyni domowa lub na rynku pracy, ale niezależnie od moich zewnętrznych obowiązków, moim podstawowym przeznaczeniem — rzeczywistością, która wciąż się we mnie rozwija, niezależnie od zewnętrznych okoliczności — jest podjęcie życia „podobnego do obrazu Syna [Bożego]”.

Widzicie, naszym przeznaczeniem nie jest to, co czynimy dla Boga, ale to, kim się dla Niego stajemy. Kiedy dążymy do podobieństwa do Chrystusa, nasza miłość do Boga staje się bogatsza, nasze świadectwo wobec grzeszników silniejsze, a nasze ukryte życie świętsze. Dążąc do upodobnienia się do Jezusa, odkrywamy, że wszystkie nasze duchowe pragnienia są zakorzenione i karmione upodobnieniem się do Niego.

Poza Nim możemy uważać, że czynimy wielkie i ważne rzeczy, ale Chrystus mówi nam: „Jeśli kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak latorośl i uschnie” (J 15, 1-8). Z Chrystusem jednak, nawet pośród konfliktów, prób i pokus, manifestujemy „życie Jezusa […] w naszym śmiertelnym ciele” (2 Kor 4, 8). To właśnie jest transcendentne życie Boga.

Continue reading

Dlaczego Turcja świętuje historyczne rzezie i gwałty na chrześcijanach


„Płacz był w każdym domu, a smutek we wszystkich kościołach; jękom dorosłych mężczyzn i krzykom kobiet towarzyszyły grabieże, niewolnictwo, rozłąka i gwałty”.
Raymond Ibrahim
1 czerwca 2026 r.
Oryg.: TUTAJ


Podczas gdy Zachód nadal biczuje się nad swoją przeszłością, Turcja właśnie świętowała dzień, w którym jej przodkowie wymordowali, zgwałcili i zniewolili dziesiątki tysięcy ludzi wyłącznie za „zbrodnię” bycia chrześcijaninem.

W piątek, 29 maja 2026 roku – w 573. rocznicę zdobycia Konstantynopola (obecnie Stambułu) – Turcja zorganizowała ogólnokrajowe obchody (zdjęcia tutaj ). Jak zwykle wziął w nich udział prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan, oddając hołd i „czerpiąc inspirację” z Mahometa (lub Mehmeda), zdobywcy Konstantynopola:

Wiara, determinacja i odwaga Fatiha [Zdobywcy] Sultana Mehmeda i jego bohaterskich żołnierzy podczas podboju Stambułu inspirują nas dzisiaj do osiągnięcia celu stulecia Turcji… Z współczuciem, szacunkiem i wdzięcznością wspominam Fatiha Sultana Mehmeda i naszych ukochanych męczenników, którzy pozostawili nam dziedzictwo tego światowego miasta o niepowtarzalnym pięknie, i pozdrawiam wszystkich naszych obywateli z najszczerszymi uczuciami.

Aby zrozumieć znaczenie pozornie niewinnych uwag, konieczne jest wprowadzenie pewnych informacji ogólnych.

Pod koniec pierwszego tysiąclecia p.n.e. Turcy, których korzenie sięgają wschodnich stepów Azji, przyjęli islam i zaczęli napadać oraz podbijać części Azji Mniejszej, która wówczas, jak i przez tysiąc lat, była chrześcijańska.
Pod koniec XIV wieku całkowicie podbili Azję Mniejszą (dzisiejszą „Turcję”) i zaczęli interesować się Konstantynopolem, położonym tuż za Bosforem. Chociaż pokolenia Turków wielokrotnie go oblegały, ostatecznie przypadł on osmańskiemu sułtanowi Muhammadowi II, bohaterowi Erdoğana.

Continue reading

Zapominając o tym, co za mną…. – część 2

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Badając tekst w zeszłym tygodniu widzieliśmy, że Paweł czuł, że jego życie było jak „ektroma” – poronienie, abortowane dziecko, ktoś pozostający poza właściwym rytmem reszty Ciała Chrystusa. To nie jest rzadkie odczucie – może wynikać np. z miejsca zajmowanego wśród rodzeństwa, może byłeś „niespodziewaną” ciążą swojej mamy, kiedy była już po czterdziestce, i czujesz, że tak naprawdę cię nie chciała. A może znałeś Pana, odszedłeś od Niego, a potem wróciłeś i czujesz, że przez większą część swojego życia minąłeś się z Bożą wolą.

Znałem pewnego człowieka, który w każdej rozmowie wracał do swojej przeszłości, zmagając się z przebaczeniem samemu sobie. Znał Pana, ale odszedł od Niego na kilka lat, podczas których robił typowe rzeczy, jakie robią ludzie żyjący w świecie. Potem jednak wrócił do Boga.

Nie zmagał się z tym, jakim był człowiekiem zanim poznał Pana. Dręczyło go to, co zrobił już potem. Nie potrafił sobie wybaczyć, że na pewien czas odszedł od Niego. W końcu zrozumiałem: pokładał większą wiarę w swój grzech niż w Boże przebaczenie. Dlatego szukał fragmentów Pisma, które utwierdzały go w jego lęku. Zamiast szukać wersetów o łasce i przebaczeniu, szukał wszystkiego, co mówiło o sądzie i odrzuceniu przez Boga. Szukał powodów, dla których miałby zostać odrzucony. Pewnego dnia uświadomiłem sobie, że bardziej wierzył w moc swojego grzechu niż w zbawiającą łaskę i przebaczenie Pana.

Kiedy to w końcu dostrzegł, wszystko się zmieniło. Dokonał prostego zwrotu w swoim sercu – przestał sprzeciwiać się Bożej miłości i przebaczeniu i w końcu odnalazł pokój. Gdy uwierzył, że Boża łaska jest aż tak niezwykła, tak wszechogarniająca, tak dalece przewyższająca każdy grzech, który popełnił, popełnia lub mógłby popełnić, poruszyło to nim głęboko, aż do łez.

Continue reading

Zapominając o tym, co za mną, i zdążając do tego, co przede mną – część 1

A co jeśli werset, w który wierzyłeś przez lata, w rzeczywistości nie mówi jednak tego, co zawsze sądziłeś, że mówi?

Oznaczałoby to, że opierasz swoje oczekiwania wobec Boga na czymś, czego Bóg nigdy nie zamierzał wyrazić, a więc i nie współdziała z tym, bo tego nie powiedział. Tłumaczyłoby to również, dlaczego mimo wysiłków czujesz się bezsilny: Bóg nie wspiera czegoś, czego sam nie powiedział.
Werset brzmi: „…jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, i zdążając do tego, co przede mną…” (Flp 3:13)

Jednak w języku greckim ten fragment nie mówi o „zapominaniu” przeszłości. Mówi raczej o „zaniedbaniu”, „pomijaniu”, „nieprzywiązywaniu już wagi” do tego, co było.

„…jedno czynię: zaniedbując, pomijając i nie troszcząc się już o to, co za mną, zdążam do tego, co przede mną…

To zmienia perspektywę, prawda? Paweł nie zapomniał swojej przeszłości – on przestał się nią zajmować i przykładać do niej znaczenie.

Wielu ludzi czyta angielskie tłumaczenia i dochodzi do wniosku, że Paweł całkowicie wymazał przeszłość z pamięci i oni sami powinni uczynić to samo. Problem polega jednak na tym, że człowiek nie potrafi po prostu zapomnieć przeszłości. Bóg pozostawił wspomnienia w naszej pamięci. I właśnie tutaj rodzi się wewnętrzny konflikt: skoro Bóg „zapomina” nasze grzechy, to dlaczego my nadal pamiętamy? Dlaczego nadal zmagamy się z poczuciem winy i potępienia? Odpowiedź jest prosta: ten werset nie mówi o tym, aby zapomnieć o przeszłości, lecz aby nie żyć przeszłością, nie rozpamiętywać jej, nie pozwalać jej dominować nad naszym życiem.

Przyjrzyjmy się słowu tłumaczonemu jako „zapominać”. Greckie słowo to „epilanthanomai”. Składa się ono z „epi” – „na”, „ku”, „zwrócić się ku” – oraz „lanthano”, czyli „umykać uwadze”, „pozostać niezauważonym”.
Paweł używa tutaj gry słów opartej na przeciwieństwach związanych z „epi”. Mówi, że kieruje siebie ku temu, by przestać skupiać się na przeszłości, a jednocześnie całkowicie zwraca się ku temu, co przed nim w Chrystusie.
To jedno czynię: zaniedbuję, pomijam i nie troszczę się już o moją przeszłość (epi-lanthan), a zdążam (epi-kteino) ku temu, co przede mną…”

Innymi słowy: z taką samą intensywnością, z jaką przestaje skupiać się na przeszłości, zwraca się ku temu, co przygotował dla niego Chrystus.

Paweł nie zapomniał swojej przeszłości. W 1 Kor 15:6–10 czytamy:

Potem ukazał się więcej niż pięciuset braciom naraz; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś zasnęli. (…) A w końcu po wszystkich ukazał się i mnie jako poronionemu płodowi. Albowiem ja jestem najmniejszy z apostołów i nie jestem godzien nazywać się apostołem, dlatego że prześladowałem Kościół Boży (ekklesia / Boże zgromadzenie). Ale z łaski Boga jestem tym, czym jestem”.

Widzimy więc wyraźnie, że Paweł nie zapomniał swoje przeszłości, lecz nie zwracał na nią uwagi, a zamiast tego skupiał się na tym, że z łaski Boga był tym, kim jest. Wyrażenie „poroniony płód” to w grece jedno słowo: „ektroma”. Początkowo używano go w rzymskim senacie wobec projektu ustawy, który został odrzucony – „umarł”, zanim wszedł w życie. Później zaczęto stosować je również wobec poronienia lub przedwczesnego porodu.

Continue reading

Jednorodzony



1) Bóg i Słowo w Ewangelii Jana 1
2) Słowo Było u Boga

3) Słowo było Bogiem
4) W Nim Było Życie
5) Życie było światłem
6) Wszystkim, którzy Go przyjęli
7) Słowo ciałem się stało
8) Radzenie sobie z implikacjami
9) Jednorodzony

Kevin Bauder
22 maja 2026 r.

Apostoł Jan kończy swoją analizę Słowa w Ewangelii Jana 1:15–18 . Stwierdza, że ​​Jan Chrzciciel świadczył o Słowie, które istniało wcześniej. Uznaje Słowo za źródło łaski i prawdy. Nazywa Słowo konkretnie Jezusem Chrystusem.

Końcowe uwagi Jana w 1:18 są równie ważne, jak wszystko, co do tej pory napisał. Werset ten rodzi kilka pytań interpretacyjnych i teologicznych. Odpowiedź na nie wymaga nieco więcej dyskusji i szczegółów.

Jan zaczyna od stwierdzenia, że ​​nikt nigdy nie widział Boga. Każdy, kto zna Stary Testament, rozpoznałby prawdziwość tego stwierdzenia. Bóg czasami przybierał pewne widzialne postacie, tak że można było powiedzieć, iż ludzie „widzieli” Boga ( Wj 24,9–11 ). Jednak to, co widzieli, nie było samym Bogiem. Był to jedynie chwalebny wygląd, który Bóg przybrał na tę okazję. Jak później napisał Mojżesz, nie widzieli „żadnej postaci”, żadnej postaci, żadnego podobieństwa ( Pwt 4,15 ). Dlatego wszelkie wizerunki Boga były surowo zakazane ( Pwt 4,15–18 ).

Jan jednak upiera się, że Jezus Chrystus „objawił” Boga. Różne wersje tłumaczą to słowo na różne sposoby: oznajmił (KJV), wyjaśnił (NASB, LSV), uczynił znanym (NIV, ESV), objawił (HCSB). Termin ten oznacza opisanie lub szczegółowe przedstawienie czegoś. Jan twierdzi, że Jezus Chrystus albo daje, albo jest szczegółowym objawieniem Boga.
W Ewangelii Jana 1:18 określenie „Bóg” prawdopodobnie odnosi się konkretnie do Boga Ojca. Stwierdzenie, że nikt nie widział Boga, oznacza stwierdzenie, że nikt nie widział Ojca. Skąd takie rozróżnienie?

Czasami Jezus (Słowo) jest identyfikowany jako Bóg. Innym razem jest od Boga odróżniany. Jan czyni obie te rzeczy w Jana 1:1 . Mówi, że Słowo było u Boga, a jednak Słowo było Bogiem. Jezus, Syn, jest Bogiem. Ludzie widzieli Jezusa — widzieli Syna. Więc kiedy Jan mówi, że nikt nigdy nie widział Boga, nie może mówić o Synu. Musi mówić o Ojcu, który jest niewidzialny i niewidoczny ( Jana 5:37 ; 1 Tym 1:17 ). Kiedy termin Bóg jest używany bez żadnego innego określenia lub kwalifikacji, może mówić konkretnie o Bogu Ojcu. Tak właśnie czyni Jan 1:18 .

Jezus ma inne znaczenie w tym wersecie. Tłumaczenia różnią się w sposobie jego oddawania. Mówią, że jest jednorodzonym (KJV, NKJV, NASB, LSB), jedynym (ESV) lub jedynym (HCSB, NIV). Tradycyjne rozumienie tego słowa to jednorodzony . Około sto lat temu niektórzy greccy uczeni zaczęli sugerować, że to wyrażenie można lepiej przetłumaczyć jako jedyny . Prześledzili oni inną etymologię tego słowa. Znaleźli również pewne wystąpienia w świeckiej grece, które wydawały się pasować do pojęcia jedyny w swoim rodzaju lepiej niż zrodzony . Jeszcze trzydzieści lat temu słowo jedyny w swoim rodzaju było nauczane jako najlepsze tłumaczenie.

Continue reading