Category Archives: Crosby Stephen

Syndrom uzależnienia od służby, czyli kiedy służba staje się bogiem

Crosby_ik

„Służba” (Ministry) to słowo wzbudzające silne emocje. Prawdopodobnie w zależności od własnej historii i przeżyć kształtujemy własną definicję i sposób wyrażania jej. Nie definiuję służby przy pomocy podziału na kler i laikat – całe życie jest służbą. Służbą jest każdy wysiłek jaki podejmuje ktokolwiek w każdym czasie i miejscu, który służy Królestwu Jezusa i podejmuję Jego troskę o ludzi. Służba może być zróżnicowana lub specyficzna w sensie powołań z 4 rozdziału Listu do Efezjan, lecz wszyscy „służą” (lub powinni) i każdy musi być w tym wolny od syndromu uzależnienia od służby!

Kiedy służba wprowadza w błąd

Wszyscy ci, którzy zostali powołani do zaangażowania się w służbę (szczególnie, lecz nie wyłącznie, ci z Ef 4) muszą nauczyć się trudnej lekcji Krzyża. Służba może być cienką przykrywką światowej i kościelnej akceptacji dla cielesnego dążenia, ambicji i ogólnie rzeczy biorąc psychologicznego niedomagania.

Nasza tożsamość, zdrowie i poczucie spełnienia w życiu muszą być zakorzenione w tym, że jesteśmy umiłowanymi synami i córkami Bożymi, a nie być czerpane z tego, co budujemy czy osiągnięć w służbie.

Jezus cieszył się życiem jako syn przez 30 lat. Bardzo intensywny czas służby trwał nieco nieco dłużej niż 3 lata, a Jego służba kosztowała go życie. Mamy do czynienia z ogromną ilością „bycia/istnienia” (oraz odczuwalnej „nicości”) w stosunku do „czynienia i powodzenia” a do tego jest jeszcze ostatni rozdział, którego nikt z nas w naturalnym sensie by nie wybrał. Istnienie i działania nie wykluczają się wzajemnie. Niemniej, problem zaczyna się wtedy, gdy przyjmujemy za wartościowe wyłącznie sygnały pochodzące z tej części życia, która charakteryzuje się działaniem. Czasami, tym co najbardziej najbardziej duchowe i najbardziej w stylu królestwa, co można zrobić to nie robić nic, szczególnie wtedy, gdy frustracja i nicość są używane przez Ojca do ukrzyżowania cielesnych ambicji.

Musimy nauczyć się trwać w pokoju duszy wtedy, gdy wydaje się, że nie robimy niczego, nie budujemy niczego i nie usługujemy nikomu. Okresy obfitego owocowania są w porządku, przedłużające się okresy zimnej nicości również. On jest Panem pór, Panem żniw i On Sam zbierze z naszego życia. Jeśli nie nauczymy się tego to będziemy uruchamiać do działania nasz dar pobudzani przez naszą bardzo chętną do tego i nazbyt gorliwą ludzką duszę, nawet wtedy, gdy Bóg nie bierze udziału w tym:

  1. Nauczyciele – zawsze będą nauczać, nawet wtedy, gdy nie potrzeba więcej informacji, nikt nie zadaje pytań i nikt nie jest zainteresowany ich opinią.
  2. Ewangeliści – zawsze będą pozyskiwać jakąś reakcję, nawet wtedy, gdy Bóg nie porusza się w sercach, używając „technik”, aby pozyskać widzialne „reakcje”.
  3. Pastorzy – zawsze będą chronić i osłaniać, nawet wtedy, gdy Bóg stara się dotrzeć do ludzi przy pomocy nieprzyjemnego karcenia. Nieuświęcone miłosierdzie wchodzi na drogę karności Krzyża.
  4. Prorocy – zawsze będą mówić, nawet wtedy, gdy Bóg nic nie mówi.
  5. Apostołowie – zawsze będą „coś” budować, nawet wtedy, gdy Bóg nie jest szczególnie oddany temu, co jest budowane w Jego imieniu.

Takie wysiłki zawsze przynoszą jakieś efekty, kwestią jest to czy zniosą one dzień próby? (Zobacz poniżej: „Byłem na szczycie góry”.)

Continue reading

Przemyślenia nad 18 rozdziałem Ewangelii Mateusza

crosby2

Stephen Crosby

Część 1 – kontekst i kultura!!

Lubię żartować, mówiąc, że uważałbym swoje życie za wartościowe, gdyby na moim kamieniu nagrobnym zostało napisane:

Zmuszał, aby zwracano uwagę na kontekst i kulturę!

Doprowadzanie tłumów do zbiorowego „amen-owego” szaleństwa przy pomocy ‚tekstów dowodowych”, które nie mają żadnego biblijnego zastosowania jest powszechną praktyką i umiejętnością, której można się nauczyć. Przekonanie kutego na cztery nogi sprzedawcy, mówiącego z charyzmą Tony Robbins’a i lekko chropowatą pasją ewangelisty, może wpoić w Ciało Chrystusa sporą dawkę doktrynalnego i metodologicznego nonsensu. Często dokładność cierpi wprost proporcjonalnie do tempa pulsu i gęsiej skórki; napływ adrenaliny staje się ekwiwalentem „namaszczenia” czy „poruszenia się Ducha!” Mmmmm może tak,… może nie.

Jeśli bębnienie serca nie ma istotnego duchowego znaczenia to nie ma go również intelektualizm. Niebezpieczeństwo jakie pojawia się przy każdym badaniu Pism jest takie, że idea czy teoria Boża łatwo staje się substytutem Boga; kiedy Bóg nie jest obecny jako coś żywego, robi ona wielkie wrażenie na umyśle [1]. A.W. Tozer potępiał ten substytut jako głos papugi, zastępujący w kościele głos gołębicy [2], to jest bezkrytyczne powtarzanie tego, czego byliśmy nauczani bądź co przeżyliśmy, zakładając, że to, co jest, musi być; bądź, że zgadzanie się z doktryną Pawła jest tym samy, co posiadanie życia Pawła.
Nikt z nas nie jest całkiem wolny od niedostrzegalnego wpływu jaki na zrozumienie Pisma mają nasze własne doświadczenia, przypuszczenia i kultura. Jeśli Pismo jest żywe, a jest, to wyzwaniem zawsze aktualnym jest usłyszeć jego Głos, a nie projektować swojego na tamten i w ten sposób słuchać tego, co zostaliśmy nauczeni słyszeć [3]. Słowo Boże nie prezentuje nam samo siebie, to my prezentujemy siebie Pismu. Poufałość uniemożliwia słyszenie i zagłusza sumienie. Kurs współczesnego chrześcijańskiego przywództwa jest przykładem tego, jak rozgląda się wokół i przyjmuje duchowe zachowania na podstawie tego, co widzimy (lub pragniemy!) [4], zamiast korzystać z tego, co Pan powiedział [5].
Z powodu lekceważenia kultury i kontekstu, wskutek nieuważnych interpretacji i wątpliwych zastosowań 18 rozdział Ewangelii Mateusza bardzo ucierpiał. Powszechnie używa się go jako proceduralny wzór kontroli nad plotką i do rozwiązywania interpersonalnych uraz i spraw lokalnego zboru. Często stosuje się go do pokazania autorytetu wierzącego w duchowej walce: związywanie i rozwiązywania zwierzchności, wiązania szatana, wiązania mocarza, „związania ludzi do woli Bożej” i „zwalniania” aniołów itp.
Myślę, że widzimy tam to, co chcemy widzieć i usłyszeliśmy to, co chcieliśmy usłyszeć.

Continue reading

Intymność z Bogiem – co może pójść nie tak?

Stephanos Ministries

Crosby_ik

Stephen Crosby

Intymność musi mieć inny kontekst niż my sami.

Intymność bez powielania jest zwodniczą drogą bez wyjścia.

Aby zbiornik wodny nie stał się cuchnącym stawem, musi być dopływ i odpływ. Nadmierne podkreślanie jakiejś prawdy w taki czy inny sposób hamuje przepływ naszego życia – albo na wejściu, albo na wyjściu. Jeśli przesłanie o intymności z Panem zostanie pozbawione kierunku i sposobu wyrażania się na zewnątrz, zamieni się w śmierdzącą duchową sadzawkę.

W naturze celem intymności jest reprodukcja i zazwyczaj prowadzi do powstania kolejnego życia, o ile nie jest to zatrzymywane w nienaturalny sposób przez antykoncepcje. Nauczanie o intymności z Panem – stale i wciąż, stale i wciąż, i stale – które nie jest równoważone „produkcją” , jest jak duchowa antykoncepcja.

Nawet w naturalnych warunkach w małżeństwie nie chodzi w 100% o aktywność łóżkową, jakkolwiek jest to przyjemne. Toczy się normalne życie i gdybyśmy koncentrowali się w małżeństwie tylko na łóżku, były by to dysfunkcyjne relacje, mógłby nawet ktoś powiedzieć, że niezdrowe czy niedojrzałe. Tak samo jest z relacją z naszym Oblubieńcem.

Jeśli cała nasza uwaga w chodzeniu z Panem jest skupiona intymności, intymności, intymności, intymności, intymności… to jest to również dysfunkcyjna relacja Męża-Oblubienicy, która w końcu zdegraduje się do czegoś bardzo niezdrowego.

Budowanie „służby” z „intymnością z Panem” jako centrum jest bałwochwalstwem i jest skazane na stworzenie introspektywnych, podobnych do kultu wyników. Intymność z Panem może stać się do tego stopnia fałszywym centrum, pseudo-Bogiem, że zamiast Osoby Jezusa, w ogóle nie czci się Go, lecz czci „intymność”, „doświadczanie Jezusa” i staje się to formą uzależnienia. To jest bałwochwalstwo: nie czcimy żadnej rzeczy czy przeżycia, czcimy Jego … doświadczanego czy nie. Można się uzależnić od „uczuć”, które pojawiają jako skutek przyjęcia idei tego, czym jest „intymność”. Po jakimś czasie okazuje się, że jest się bardzo silnie pochłonięty sobą, że jest to oszustwem. Intymność musi mieć „ujście”. Biblia nazywa to owocem.

Continue reading

Błogosławieństwo i przekleństwo bycia. . . charyzmatykiem!

crosby2
Jezus jest wzorem człowieka po wsze czasy

Stephen Crosby

Nie trzeba być długo członkiem rodziny Bożej, aby trafić na jeden z najważniejszych podziałów, który ma odbicie w doktrynie i praktyce wierzących: podział spowodowany darami Ducha Świętego, przejawianiem się wszystkich darów z Ef 4:11-13 aż do przyjścia Pana. Dziś zaczniemy cykl, w którym omówimy, jakie dla charyzmatów są konsekwencje pełnego człowieczeństwa Pana oraz wielu innych fundamentalnych cech ewangelii. Jest to sprawa wielkiej wagi.

Termin „charyzmatyczny” jest kojarzony z punktem widzenia, który mówi o kontynuacji, trwaniu tych darów. Niestety, towarzyszom temu terminowi również liczne, dobrze zasłużone negatywne opinie. Osobiście chciałbym się zdystansować do tego. Jestem zarówno zasmucony jak i rozgniewany przez wrzawę wokół telewizyjnych ewangelistów, przez oszustwa, kłamstwa, miłość do pieniędzy, miłość do kontroli, wykorzystanie pogaństwa new age, przez gnostycyzm i w ogóle przez pozbawione biblijnych podstaw nonsensy i szaleństwo, które towarzyszą temu terminowi. Niemniej, jest najbardziej powszechnie rozpoznawany i rozumiany termin związany z tym tematem. Niechętnie będę korzystał z niego wraz z całym bagażem instynktownych reakcji i często usprawiedliwionym negatywnym podejściem do niego. Czasami wydaje się, że na wstępie trzeba być nieco szalonym i pozbawionym rozumu, aby uwierzyć, że wszystkie dary i służby Ducha mają funkcjonować na zawsze. To całkiem przykre i zupełnie niepotrzebne.

Charyzmatycy przez to 100lecie często dobrze zapracowali na stereotypowe uprzedzenia co do charyzmatów i jest to pewne nieszczęście. Przypuśćmy, że ktoś wierzy, że obecne manifestacje darów są nieco mniej inteligentne, nienaukowe czy mniej poświęcone właściwemu obchodzeniu się z Pismem niż inne. Rzeczywistość Ducha i charyzmatów często jest lekceważona machnięciem różczką „emocjonalizmu” czy argumentem o tym, że „uczucia górują nad Pismem”.

Są to zużyte fałszywki, często odzwierciedlające brak czyjegoś doświadczenia w tym względzie, złe doświadczania nabrane z tymi, którzy roszczą sobie prawo do tego tematu jak do własności, bądź zwykła intelektualna nieuczciwość czy lenistwo. Są to obszerne polemiki – przyjmowanie najbardziej skrajnych czy nienormalnych przejawów i tworzenie z nich norm. John MacArthur zrobił na tym karierę. Jest to bardzo smutne i niepotrzebne.

Przypomina mi się historia pewnego ucznia, który zdecydował się zrezygnować z uczenia się matematyki w trzeciej klasie, ponieważ 20% uczniów z klasy oblało ten kurs. Oskarżał nauczyciela i materiał, i postanowił nie tracić czasu, nie uczyć czegoś tak głupiego jak matematyka i to od głupiego nauczyciela a skutek był taki, że do końca życia nie był w stanie utrzymać równowagi finansowej na swym koncie.

Continue reading

Miłość Boża, a twoje zachowanie

crosby2

Stephen Crosby

J 15:10 – Czy dostęp do miłości Boga jest uzależniony od twojego posłuszeństwa?


John 15:10 - the love of God and your behaviorWielu wierzących jest uczona, że miłość Boża jest uwarunkowana ich zachowaniem. Mieszanina psychologicznych czynników jak wstyd, poczucie winy i niegodność jest jak wycieńczający paraliż, który może doprowadzić do rozpaczy, depresji a nawet samobójstwa. Jako dowód na to często są cytowane przez kaznodziejów, popierających taki punkt widzenia słowa, które Jezus wypowiada w Ewangelii Jana 15;10. Przyjrzyjmy się bliżej J 15:10 zwracając uwagę na trzy ważne aspekty: kontekst, gramatykę i kulturę. Będę rozważał pewne podstawy gramatyki greckiej, lecz postaram się, aby to nie było zbyt techniczne.

Continue reading

Kenoza – opróżniony się z czego?

crosby2
Jaki wpływ ma Kenoza na charyzmatyczne podejście

Stephen Crosby

Fragment z Listu do Filipian 2:6-11 należy do najważniejszych i najbardziej kontrowersyjnych fragmentów w nowotestamentowej teologii. Jego znacznie jest krytycznie ważne dla manifestacji nadnaturalnej mocy przez Boga-Człowieka, Jezusa Chrystusa jak również przez nas, wierzących. Czy Chrystus przejawiał moc dzięki tkwiącemu w Nim i niezależnemu bóstwu, aby „udowodnić coś” o Sobie? Jeśli tak to Jego wzór nie ma żadnego znaczenia dla wierzących, ponieważ Chrześcijanin nie jest bóstwem. Gdyby tak było, Jezus byłby niedościgłym wzorem wyłącznie dla naszej świętości, lecz nie dla działania w mocy. Wydaje mi się to nieuzasadnionym wnioskiem, a co najmniej problematycznym.

Jeśli, jednak, Jezus demonstrował nadnaturalną moc, jako zależny Bóg-Człowiek, wtedy Jego wzór przejawiania mocy ma bezpośrednie odniesienie do wierzącego i doktryny mówiącej o charyzmatycznej kontynuacji. Chrystus, jego podobieństwa i różnice w stosunku do wierzącego są wtedy najwyższej wagi. Konieczne jest właściwe zrozumienie Flp 2:7 i jego konsekwencji wobec Chrystusa i wierzącego. Biblia w Wersji Króla Jakuba (KJV) oddaje to w następujący sposób (na podstawie BG – przyp. tłum.):

Niech ta myśl będzie w was, podobnie jak była w Chrystusie Jezusie: który, będąc w kształcie Bożym, nie poczytał sobie tego za drapiestwo równym być Bogu, Ale pozbawił siebie reputacji, przyjąwszy kształt niewolnika, stawszy się podobny ludziom; I postawą znaleziony jako człowiek, sam się poniżył, stał się posłusznym aż do śmierci, a to śmierci krzyżowej.

Zwrot „pozbawił siebie reputacji” to greckie „kenosis”, pochodzące od „kenoo”:

  • usunąć, opróżnić, pozbawić się swoich prerogatyw/przywilejów, odjąć czemuś właściwe funkcjonowanie [1],

  • zniszczyć, doprowadzić do próżni, unieważnić, spowodować nieskuteczność, pozbawić zasadności, w Flp 2:7 oznacza, że On pozbawił Samego Siebie przywilejów [2],

  • pozbawić siły, doprowadzić do pustki, bezużyteczności, nieskuteczności [3],

  • pusty, próżny, doprowadzony do zera [4].

O tym jak interpretować i stosować ten termin dyskutowano przez stulecia. Kenosis skupia się na osobie Chrystusa w kategoriach jakiegoś rodzaju samo-ograniczenia się istniejącego wcześniej Syna, który stał się człowiekiem. Głównym problemem jest odkryć sposób na zrozumienie osoby Chrystusa, który dopuszcza do tego, aby wyrażało się Jego pełne człowieczeństwo. Wszyscy przyznają, że chrześcijaństwo zaczyna się wraz z najwcześniejszymi spotkaniami z człowiekiem Jezusem.

Krytyczne podejście próbuje uchwycić Go w świetle jego środowiska: Chrystus był rzeczywiście człowiekiem. Jego człowieczeństwo nie było jakimś abstrakcyjnym dodatkiem przyjętym przez Syna Bożego. Następstwem i równie ważnym punktem jest to, że Chrystus był prawdziwym Bogiem. Znane kreda są słuszne: sam Bóg i sam człowiek. Problem jest w tym w jaki sposób można to wypowiedzieć nie doprowadzając Chrystusa do anormalności [5]. Dodatkowo ta sprawa wywodzi się z psychologicznych studiów nad świadomością. Jeśli w naszym centrum jest nasza świadomość, jeśli Jezus jest zarówno wszechwiedzącym Bogiem i ograniczonym człowiekiem, to ma dwa centra świadomości i zasadniczo nie jest ani Bogiem, ani człowiekiem[6]. Historycznie rzecz biorąc, wszystkie klasyczne formy ortodoksji odrzucają teologie kenozy albo wyraźnie, albo w zasadzie. Jest tak dlatego, że z tej perspektywy Bóg musi być niezmienny. Każda koncepcja wcielenia, która sugeruje zmianę oznacza, że Bóg przestaje być Bogiem [7].

Do tej grupy należą cesasjoniści (uważający, że dary Ducha przeminęły). Mac Arthur nazywa wszelką teologię kenozy heretyckim nauczaniem dziewiętnastowiecznych liberalnych teologów [8]. Odwołuje się on jako do dowodu (jak większość krytyków kenozy) do doktryny niezmienności (Hbr 13:8) [8]. MacArthur przyznaje, że w kenozie Chrystus odłożył na bok niezależne wykorzystanie Swych boskich atrybutów, co jest właściwe.

Niemniej, sugeruje, że Chrystus przebywając na ziemi, prowadząc życie, jakie prowadził, miał tą przewagę, że był Bogiem, co jest doktryną o nieodłącznej Jego przewadze, która jest równie heretycka[10].

W ramach konserwatywnej teologii kenoza jest zazwyczaj postrzegana wraz z wcieleniem jako wyłączny akt boskiego samo-ograniczenia dla naszego zbawienia [11]. Jest to bezdyskusyjnie prawdziwe, niemniej jednak taki soteriologiczny pogląd – jak Bób mógł zdobyć zbawienie – nie jest jedyną implikacją kenozy Chrystusa. Ta kenoza miała rzeczywisty, czasowy i praktyczny skutek dokonany w życiu i przez życie Jezusa z Nazaretu. To jak oddziałuje to na wierzącego jest równie ważne jak związek z soteriologią.

Krytycyzm teologii kenozy jako niebiblijnej nauki, nie szanującej bóstwa Pana, nie jest całkowicie słuszny. Zwolennicy kenozy jednogłośnie utrzymują, jako interpretacyjny wzór, że ich zrozumienie pozwala na to, aby Jezus Chrystus był prawdziwym, rozwijającym się, ograniczonym człowiekiem, nie doprowadzając równocześnie do poczucia, że Bóg nie jest w jakiś sposób uwikłany w tego samego człowieka.

Teoretycy kenozy obstają przy biblijnym znaczeniu tekstu, który mówi: „On ograniczył samego siebie do Swego człowieczeństwa i prawdziwego rozwoju, to znaczy, że był autentycznie zależy od Swego Ojca” [12]. Problem tego, kim Jezus jest biblijnie, może więc być interpretowany na co najmniej kilka sposobów i jest odzwierciedleniem trudności tkwiącej dla nas w Bogu-Człowieku. Teoretycy kenozy mogą równie dobrze twierdzić, że ortodoksi nie honorują człowieczeństwa Pana.

Kenoza jest próbą udzielenia konceptualnej istoty myśli mówiącej, że Syn opróżnił Siebie ze wszystkiego oprócz miłości i umarł za upadłą ludzkość. Z innego punkt widzenia teologia kenozy reprezentuje próbę dania centralnego miejsca Jezusowi ograniczonego, a jednak bezgrzesznego człowieczeństwa, przy równoczesnej afirmacji ostatecznej ofiary jaką było i jest to człowieczeństwo – tutaj na ziemię, Bóg wieczny Syn przyszedł, rzeczywiście przyszedł aby odkupić [13].

Z czego Chrystus opróżnił samego Siebie i jakie są tego konsekwencje?

Oto kilka błędnych koncepcji:

  1. Opróżnił siebie z boskości, rezygnując w ten sposób ze Swego zasadniczego atrybutu. Jezus zawsze posiadał boskie atrybuty (J 3:13, Mt. 28:19-20, J 2:24-25; 18:4).

  2. Jezus opróżnił Siebie z posiadania boskich atrybutów takich jak wszechwiedza i wszechobecność, lecz nie opróżnił Siebie z boskich moralnych atrybutów. Jeśli jakaś część Boga zostaje odrzucona, to nie jest on już dalej w pełni Bogiem.

  3. Opróżnił Siebie z widocznych boskich atrybutów: po prostu działał tak, jakby ich nie posiadał. To jest dobrowolne zwodzenie siebie.

  4. Jezus opróżnił Siebie z korzystania z boskich atrybutów. Nie zrezygnował z posiadania ich, tylko z korzystania z nich. Ewangelia wyraźnie pokazuje, że Jezus demonstrował boskie atrybuty, a to w jaki sposób to robił jest kluczem do tej dyskusji [14] .

Continue reading

Wyzwanie rzucone przez Mateusza – bożonarodzeniowy szok

Crosby_ik
Stephen Crosby

Ta ewangelia zaczyna się od wyzwania

Współczesny czytelnik często traci znaczenie jakie mają w Pismach genealogie. Nie inaczej jest z historią narodzin Chrystusa. Włączenie przez Mateusza kobiet do genealogii Jezusa było języczkiem u wagi dla ówczesnej publiczności. Przykuwało słuchaczy i sprawiało, że trzymali się opowieści w napięciu, w oczekiwaniu co będzie dalej. Mateusz wiedział, co robi, pisząc we wstępie taką genealogię!

W czasach Chrystusa (a na Bliskim Wschodzie do dziś) genealogie zazwyczaj składają się wyłącznie z męskich przodków i to tylko tych najbardziej znamienitych: postaci powagi czci, których wielkie wyczyny czy wspaniały charakter przyczyniły się do tego, że szanowana była cała społeczność, której byli uczestnikami. Dodatkowo, do Marii , Mateusz dodaje cztery kobiety i to wcale nie z tych „największych”!

  • Tamar – oszustka, która, zwodząc go, popełniła kazirodztwo ze swym teściem, za co zgodnie z przepisami prawa Kapł. 20:12, powinna być ukamienowana. (Zwróćcie na to uwagę wszyscy traktujący Słowo literalnie i fundamentaliści oraz „zachowujący Torę”!)
  • Rahab – poganka i prostytutka. (Niechęć Żydów wobec pogan jest dobrze udokumentowana i dla nas trudna do uchwycenia wewnętrzna pogarda.)
  • Ruth – poganka, Moabitka (jak wyżej).
  • Batszeba – niewierna żona i cudzołożnica.

Continue reading