Category Archives: Fenn John

Widzący, prorocy, proroctwo osobiste. – część 2

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
W zeszłym tygodniu podzieliłem się tym, jak pewne osoby nałożyły na mnie ręce i prorokowały i ich słowa były bardzo trafne. Jednak potem chciały pójść dalej, i za drugim razem jedynie rozpoznały w swoim duchu moje dary, po czym dodały do tego słowa „tak mówi Pan”, nadały temu wymiar przyszłości i powiedziały, że to Bóg.

Wielu manipulatorów, nie znając dróg Ojca, myśli, że kiedy rozpoznają cechy czyjegoś ducha, działają w proroczym darze, albo co gorsza, zaczynają uważać się za proroków. Tymczasem po prostu nauczyli się dostrzegać w swoim duchu cechy ducha drugiego człowieka. Tego również można się nauczyć poza relacją z Panem – czasem nawet z pomocą demonów, tzw. duchów wieszczych (familiar spirits), które przekazują informacje o innych ludziach w celu manipulacji, a nawet nadużyć.

Rozpoznajesz cechy czyjegoś ducha
Są ludzie, których lubisz, choć nie wiesz dlaczego – tak samo jak są tacy, do których nie czujesz sympatii. Nie dlatego, że coś zrobili – po prostu „coś nie kliknęło”. Wyczuwasz, że to nie tylko kwestia osobowości, tylko to coś głębszego. Twój duch nie zgadza się z czymś, co w nich jest. Bardzo często dzieje się tak dlatego, że twój duch rozpoznaje w ich duchu (lub duszy) coś, co stoi w sprzeczności z Duchem Boga i to powoduje tę niechęć.

Kupujesz coś w sklepie i odchodząc zastanawiasz się, czy sprzedawca jest chrześcijaninem albo sprawiedliwym człowiekiem, bo czujesz w nim coś dobrego, spokojnego, coś, co twój duch rozpoznaje, a umysł jedynie to zauważa. W Mk 12,34 Jezus powiedział do uczonego w Piśmie, który udzielił dobrej odpowiedzi: „Niedaleko jesteś od Królestwa Bożego”. Jezus rozpoznał jego stan duchowy. To nie było proroctwo – to była obserwacja wynikająca z tego, co dostrzegł duchowo w tym człowieku. My robimy podobnie.

Continue reading

Widzący, prorocy, proroctwo osobiste: część 1 – Czym jest proroctwo

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Jest dziś wiele zamieszania wokół pojęć takich jak widzący, prorocy, proroctwo czy osobiste proroctwo. W pierwszej części chciałbym wyjaśnić, w jaki sposób możemy rozpoznawać ludzi poprzez ich ducha – oraz jakie problemy może to czasami powodować.

Przyciąganie na poziomie ducha
Tak więc odtąd nikogo już nie znamy według ciała; a jeśli znaliśmy Chrystusa według ciała, to teraz już nie znamy. Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe” (2 Kor 5,16–17).

W świecie zwykle rozpoznajemy ludzi i okazujemy im szacunek według ziemskich kryteriów: wykształcenia, statusu materialnego, wykonywanego zawodu, majątku i tym podobnych rzeczy. W Chrystusie istnieje jednak tylko jeden prawdziwy standard: nowe narodzenie. Ziemskie kryteria poznawania drugiego człowieka stają się drugorzędne. Dlatego apostoł Paweł napisał, że od tej chwili nie będzie już znał ludzi według standardów świata, lecz według ducha.

Wiele szkód powstało z powodu niezrozumienia tej nowotestamentowej rzeczywistości, że można poznawać drugiego człowieka poprzez jego ducha. Niejedna kobieta rzucała się w ramiona kaznodziei, ponieważ jej duch rozpoznawał dary obecne w jego duchu, a ona interpretowała to jako Bożą wskazówkę, że to jej przyszły mąż. I nie musi chodzić tylko o kaznodzieję – takie sytuacje zdarzają się w szkołach, w kościołach, w firmach, a nawet podczas przypadkowych spotkań w miejscach publicznych. Przyciąganie na poziomie ducha bywa często mylone z Bożym prowadzeniem do relacji. Tymczasem to błędny odbiór – to nie głos Boga, lecz jedynie fakt, że czyjś duch odczuwa pociąg do ducha drugiej osoby.

Continue reading

Pustynia – 2

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Szukanie życzliwości na pustyni
Często człowiek czuje się jak na pustyni z powodu niespełnionej obietnicy. Ma swoje oczekiwania w tym, w jaki sposób jego zdaniem ta obietnica powinna się spełnić, a kiedy nie dzieje się to w czasie lub w sposób, którego się spodziewał, jego wiara ulega zachwianiu. Nierzadko wynika to z tego, że tworzymy pewną konstrukcję, według której, jak wierzymy, działa Bóg. Gdy Ojciec „zawodzi” nasze oczekiwania, nie czyniąc tego, co mieści się w naszym rozumieniu, jak On i Jego Słowo działa, może to wtrącić nas w pustynię nieufności.

Czasy rozczarowania – gdy Bóg robi coś inaczej, niż myśleliśmy, albo nie robi tego, czego się spodziewaliśmy – skłaniają nas do zbadania tego, w co i dlaczego tak wierzymy. Po rozczarowaniu, po gniewie, przychodzi introspekcja, proces, który może trwać latami. Ojciec jest jednak mistrzem w wykorzystywaniu sytuacji, które sprawiają, że Go kwestionujemy, aby nas zawrócić na właściwą drogę i nauczyć, objawiając to, co naprawdę jest w naszym sercu. Pustynia wydobywa na powierzchnię największą głębię naszego serca, abyśmy mogli albo utwierdzić się w tym, w co wierzymy, albo pokutować i się zmienić.

Jak Bóg wykorzystał pustynię Izraela: Pwt 8,1–7
Księga Powtórzonego Prawa zawiera ostatnie słowa Mojżesza, skierowane do dzieci tych, którzy wyszli z Egiptu, lecz pomarli na pustyni. To właśnie to pokolenie miało wejść do Ziemi Obiecanej. W Pwt 8,1 Pan mówi tym dzieciom, że Jego zamiarem jest przygotować je do wejścia do Ziemi Obiecanej – ziemi błogosławieństwa, którą obiecał ich przodkom i rodzicom.

W tym celu dodaje w w. 2: „Pamiętaj na całą drogę, którą prowadził cię Pan, Bóg twój, przez te czterdzieści lat na pustyni, aby cię utrapić, wypróbować i poznać, co jest w twym sercu: czy strzeżesz Jego nakazów, czy też nie”.

Słowo tłumaczone jako „wypróbować” lub „doświadczyć” to hebrajskie nasah. Użyto go również w Rdz 22,1, gdzie czytamy, że „Bóg wystawił Abrahama na próbę”, gdy miał ofiarować Izaaka. Żydowscy i chrześcijańscy uczeni podkreślają, że „wypróbować” nie oznacza pokusy do zła ani testu, dzięki któremu Bóg miałby się dowiedzieć, co jest w sercu Abrahama czy Izraela. Oznacza raczej: „aby poznanie tego, co jest w ich sercu, zrodziło się w nich samych”. Ojciec wie wszystko, więc czas pustyni – będący czasem próby – nie jest potrzebny Jemu, aby poznać nasze serce; jest potrzebny nam, abyśmy my poznali własne serce.

Continue reading

Pustynia – część 1

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Często używamy wyrażenia: „Przechodzę przez pustynię”. Niekiedy ludzie mówią: „Bóg do mnie nie przemawia” albo „Czuję się tak, jakby Pan mnie opuścił”. Czasami ktoś odczuwa, że znalazł się na pustyni, gdy przez pewien czas nie doświadcza działania darów Ducha ani nie ma duchowych snów. Wszystko to – i wiele innych przeżyć – może towarzyszyć poczuciu przebywania na duchowej, suchej pustyni.

Porównujemy naszą pustynię do wędrówki Izraela przez pustynię
Czujemy się tak, jakbyśmy znaleźli się w miejscu jałowym i próbowali dotrzeć do duchowej Ziemi Obiecanej – do spełnienia, celu i kierunku w życiu, które przyniosą nam pokój oraz bliskość z Bogiem. W 1Kor 10, 1–13 Paweł, mówiąc o Izraelu, podkreśla, że wszyscy byli pod tym samym Bożym obłokiem, wszyscy razem przeszli przez to samo morze, wszyscy spożywali ten sam pokarm duchowy i pili z tej samej duchowej skały, „a skałą tą był Chrystus”. A jednak w większości z nich nie miał Bóg upodobania, ponieważ popadli w grzechy nieczystości, bałwochwalstwo i tęsknotę za względnym dostatkiem, jaki mieli wcześniej w Egipcie. Rodzi się więc pytanie: po co ta pustynia i czego powinniśmy się po niej spodziewać? A także: jaka powinna być nasza postawa, gdy przechodzimy przez duchową pustynię?

Po wspomnieniu o Izraelu na pustyni Paweł mówi w wersecie 6 i ponownie w wersecie 11: „A wszystko to przydarzyło się im jako zapowiedź rzeczy przyszłych, spisane zaś zostało ku pouczeniu nas…” Greckie słowo przetłumaczone jako „pouczenie” oznacza zwrócenie uwagi, łagodne napomnienie, ostrzeżenie, aby coś zauważyć i potraktować poważnie. Innymi słowy: zwracaj uwagę, badaj, ucz się i nie powielaj ich błędów, gdy przechodzisz przez własną pustynię.

Continue reading

Gdzie jest bojaźń Boża?

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Kiedy byłem dzieckiem, mieszkaliśmy wtedy na wsi. Z tyłu naszej posesji znajdowała się końska farma. Mieliśmy około 2,5 akra (1 hektar) ziemi z małym strumieniem oraz kilkoma drzewami owocowymi na wzgórzu po drugiej stronie strumienia. Z tyłu domu stała huśtawka i piaskownica, które tata zbudował dla naszej czwórki dzieci. Na sąsiedniej farmie był też kot, który regularnie przychodził na naszą posesję i używał naszej piaskownicy jak wielkiej kuwety. Mój tata nienawidził go, ponieważ zawsze, zanim mogliśmy się w niej bawić, musieliśmy najpierw oczyścić piaskownicę.

Pewnego wieczoru bawiłem się w piaskownicy, gdy nagle przez tylne drzwi z karabinem w ręku wypadł tata. Nawet nie wiedziałem, że w domu jest broń. Bez chwili wahania sklął kota, wycelował, i gdy zwierzę szło wzdłuż naszego tylnego ogrodzenia, około 100m dalej, i jednym strzałem go zabił. W tamtej chwili przestraszyłem się taty. Miałem wtedy może 6 albo 7 lat i uczucie strachu wobec ojca było dla mnie czymś zupełnie nowym. Znałem go jako tego, z którym ja i pies siłowaliśmy się dla zabawy, jako tego, który strzygł mi włosy w piwnicy, który uczył mnie, jak podawać rękę i jak czyścić buty – nie znałem go jako człowieka z bronią, który był w stanie zabić kota! To było dla mnie nowe objawienie.

Gdy mieliśmy konie
Powiedziałem moim synom, żeby nie myśleli o swoich koniach jak o wielkich psiakach. Mówiłem im, że mogą kochać swojego konia i mogą myśleć, że koń kocha ich, ale nigdy nie powinni zapominać, że to zwierzę waży około tysiąca funtów (450 kg). Kochajcie je, ale nigdy nie zapominajcie o ich sile.

W Lb 16:9 Mojżesz powiedział do Koracha i jego towarzyszy – lewickich kapłanów, którzy zbuntowali się przeciw przywództwu Mojżesza i Aarona: „Czy mało wam tego, że Bóg Izraela wyłączył was ze zgromadzenia izraelskiego, aby was dopuścić do siebie, abyście wykonywali służbę przy przybytku Pana i stawali przed zgromadzeniem, aby mu służyć?” W Jr 23:32 Pan mówi o fałszywych prorokach: „Jestem przeciwko tym, którzy prorokują sny kłamliwe – mówi Pan – opowiadają je i zwodzą mój lud swoimi kłamstwami i swoją lekkomyślnością”. Słowo „lekkomyślność” pochodzi od hebrajskiego pachazuth i oznacza: frywolność, przesadę, lekkość, niedbałość, zbyt swobodne podejście.

Continue reading

Przemyślenia różne – 4

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Słowo tzitzit (czyt. cicit) oznacza frędzle i odnosi się do nakazu Boga, aby znajdowały się one na szatach starożytnych Izraelitów jako przypomnienie Słowa Bożego. Nakaz ten zapisany jest w Lb 15, 37–41:

Pan powiedział do Mojżesza: Przemów do Izraelitów i powiedz im: Niech sobie robią frędzle u brzegów swych szat, na pokolenia swoje, a na frędzlach u brzegów umieszczą sznur z purpury fioletowej. Będziecie mieli frędzle, abyście na nie patrząc, przypominali sobie wszystkie przykazania Pana i wypełniali je, a nie szli za zachciankami waszych serc i oczu, które prowadzą was do nierządu. W ten sposób przypomnicie sobie i wypełnicie wszystkie moje przykazania oraz będziecie święci dla waszego Boga”.

Sznurki (frędzle) muszą być bezpośrednio przywiązane do ubrania, co oznacza, że frędzle doczepiane lub przypinane są niedozwolone. Są cztery – po jednym na każdym rogu szaty – a każdy z nich składa się z czterech nitek (z których jedna jest niebieska), złożonych na pół, co daje osiem nitek. Następnie na górze frędzla wiąże się pięć węzłów, dzięki czemu osiem nitek zostaje połączonych w jeden sznur.

Ponieważ w alfabecie hebrajskim każdej literze odpowiada wartość liczbowa, słowo tzitzit ma wartość 600. Gdy doda się do tego pięć węzłów oraz osiem nitek (łącznie 13), otrzymujemy 613 – liczbę przykazań zawartych w Prawie Mojżeszowym. W ten sposób tzitzit przypominało noszącemu je człowiekowi o przykazaniach Pana.

Dlaczego niebieska nić?
W starożytnym Izraelu każdy Izraelita nosił tzitzit na rogach swojej szaty. Z biegiem czasu style ubioru uległy zmianie i dziś używa się taalitów – szali modlitewnych z tzitzit, zazwyczaj w białe i niebieskie pasy. W dawnych czasach Bóg nakazał, aby wśród białych nici znalazła się jedna nić niebieska. Barwnik ten pozyskiwano ze ślimaka chilazon, będącego odmianą mureksa, żyjącego w Morzu Śródziemnym. Kolor niebieski symbolizuje niebo i Boga, przypominając każdemu Izraelicie, że należy do Bożej szlachty, powołanej jako naród, by być królestwem kapłanów (por. Wj 19,6).

Co uczynił Dawid
Cały rozdział 24 Pierwszej Księgi Samuela opisuje wydarzenie, w którym Dawid odcina skraj płaszcza Saula, który załatwiał swoje potrzeby w jaskini, w której Dawid się ukrywał. Werset 5 mówi, że „serce Dawida zadrżało”, co jest dobrym oddaniem hebrajskiego słowa nakah, oznaczającego: uderzyć, zranić, dotknąć karą. Dawid poczuł głębokie wyrzuty sumienia, ponieważ odciął skraj szaty Saula. W starożytności, i w niektórych pogrzebowych zwyczajach aż do dziś, odcinano tzitzit zmarłemu, co symbolizowało, że nie nie podlega on już dłużej Prawu Mojżeszowemu. Czasem zmarłego grzebano z tałitem, ale z jednym tzitzit uszkodzonym lub usuniętym, aby wyrazić to samo znaczenie.

Sumienie Dawida dręczyło go dlatego, że symbolicznie odprawił wobec Saula obrzęd pogrzebowy, ogłaszając go martwym – uwolnionym od obowiązku posłuszeństwa Słowu Bożemu. Było to bezpośrednie nawiązanie do 1 Sm 15, gdzie Saul świadomie sprzeciwił się Panu. Można powiedzieć, że Dawid dosypał soli do rany. Pokuta Dawida była tak poruszająca, że sam Saul okazał skruchę za to, iż próbował go zabić, po czym powrócił do domu.

Co uczyniła kobieta z Ewangelii Marka 5
W Ewangeliach: Mt 9,20; Mk 5,24–34 oraz Łk 8,43–44 czytamy o kobiecie cierpiącej od dwunastu lat na chroniczny krwotok. Pismo mówi: „Gdy usłyszała o Jezusie, podeszła z tyłu i dotknęła Jego płaszcza, bo mówiła sobie: ‘Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa’”. A Jezus powiedział do niej: „Twoja wiara cię ocaliła”. (por. Mt 9,20–22)

Kilka rozdziałów dalej, w Mt 14,35–36, czytamy: „A gdy ludzie z owej miejscowości poznali Go, rozesłali wieść po całej okolicy. Przynoszono do Niego wszystkich chorych i proszono, żeby im pozwolił dotknąć choćby frędzli Jego płaszcza. A wszyscy, którzy Go dotknęli, odzyskali zdrowie”.

Możemy przypuszczać, że skoro w Mt 9 kobieta została uzdrowiona, dotykając frędzli (tzitzit) Jego szaty, to wieść o tym rozeszła się i ludzie z Mt 14 naśladowali jej wiarę i czyn. Nie wiemy tego na pewno, lecz wiemy jedno: tzitzit symbolizuje Słowo Boże, a oto pośród tłumu stało Słowo Boże wcielone – Ten, który w ciele wypełnił doskonale wszystkie 613 przykazań. Samo dotknięcie Żywego Słowa, poprzez dotknięcie tzitzit, przyniosło uzdrowienie wielu.

Wieczerza Pańska – część większego wspólnego posiłku
W większości współczesnych kościołów Wieczerza Pańska stanowi oddzielną część nabożeństwa. W I wieku była ona integralną częścią wspólnego posiłku. W Mt 26,26 czytamy: „A gdy oni jedli, Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: ‘Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje’”. Mk 14,22:  „A gdy jedli, wziął chleb…”.

W kościołach domowych jedzenie było czymś naturalnym i w wielu kulturach do dziś przypomina sposób, w jaki Jezus obchodził pierwszą ‘Wieczerzę Pańską’. To właśnie wspólne posiłki przyczyniły się do szybkiego rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa w całym Imperium Rzymskim, ponieważ kultury żydowska, grecka i rzymska opierały swoje życie społeczne na takich zgromadzeniach w I wieku. Gdy Żydzi, Grecy i Rzymianie stawali się chrześcijanami, w sposób naturalny włączali Chrystusa w swoje wspólne posiłki, które praktykowali przez całe życie.

W judaizmie Żydzi nie jadali wspólnie z poganami, lecz mieli własne posiłki wspólnotowe. Rzymianie z kolei patrzyli z góry na Greków, jednak każda z tych kultur posiadała swoje własne tradycje wspólnego spożywania posiłków. Dobrym przykładem momentu, w którym te światy zaczęły się przenikać, jest opisany w Dziejach Apostolskich, rozdział 18 – moment powstania Kościoła w Koryncie. Paweł przyprowadził do Jezusa wielu Żydów z tamtejszej synagogi, a ponieważ nie mógł już tam nauczać, spotkania zaczęły odbywać się w domu Rzymianina imieniem Justus. Pismo mówi nam również: „i wielu Koryntian, Greków, uwierzyło i przyjęło chrzest”. Później, w 1 Kor (11,17–34), czytamy, że niektórzy członkowie tej wspólnoty, złożonej z ludzi różnych ras i warstw społecznych, odmawiali wspólnego spożywania posiłków z pozostałymi.

Dla Rzymian posiłek wspólnotowy był otwarty dla rodziny, przyjaciół i sąsiadów, lecz jednocześnie ściśle podzielony według statusu społecznego i majątkowego. U Greków zazwyczaj zapraszano jedynie elitę, podczas gdy ludzie ubożsi byli odsuwani na margines. U Żydów natomiast do stołu zapraszano wyłącznie Żydów. Wspólny posiłek służył wspominaniu historii, jednoczeniu się wokół spraw Bożych, umacnianiu własnej tożsamości oraz wzmacnianiu więzi rodzinnych i społecznych. A teraz wyobraźmy sobie te trzy kultury zasiadające razem przy jednym stole. Wszyscy byli nowymi wierzącymi w Jezusa, a każdy z nich niósł ze sobą własne oczekiwania co do tego, jak taki posiłek powinien wyglądać. Co więcej, Korynt był miastem portowym, a powszechnie wiadomo było, że pracownicy umysłowi nigdy nie mieszali się tam z robotnikami portowymi, marynarzami czy właścicielami sklepów. Nic więc dziwnego, że pierwszy list Pawła do Koryntian porusza co najmniej dziesięć poważnych problemów! Przynajmniej trzy z nich dotyczyły właśnie podziałów na zamknięte, odizolowane grupy, które nie chciały mieć nic wspólnego z innymi, oraz wynikających z tego konfliktów i napięć.

Paweł zebrał to wszystko w jedną całość w 1 Kor 11,17–34, pisząc do nich, aby skierować ich uwagę na prawdziwy powód, dla którego się gromadzili: na świętowanie życia, ofiary oraz obietnic Jezusa Chrystusa. W istocie wzywał ich, by odłożyli na bok to, co ich dzieliło – swoje uprzedzenia, utarte wyobrażenia o tym, jak powinien wyglądać tradycyjny posiłek wspólnotowy – i skupili się na Jezusie. Przypomina im to, co, jak sam mówi, otrzymał bezpośrednio od Pana: aby brać chleb, który symbolizuje złamane ciało, oraz wino, które symbolizuje przelaną krew, i spożywać je wspólnie, razem.

Paweł ostrzegł tych, którzy decydowali się oddzielać od pozostałych, mówiąc: „Dlatego wielu wśród was jest słabych i chorowitych, a niemało także umarło przedwcześnie, ponieważ nie rozpoznaliście właściwie Ciała Pańskiego”. W tym kontekście „rozpoznanie Ciała Pańskiego” nie dotyczy uzdrowienia fizycznego, lecz Ciała Chrystusa, Kościoła. Chodzi o to, że Chrystus umarł i zmartwychwstał zarówno dla Żyda, Greka, jak i Rzymianina. Gdy odłoży się na bok różnice rasowe, społeczne i życiowe doświadczenia osób obecnych w jednym pomieszczeniu, można wtedy skupić się na tym, co Jezus uczynił dla każdego z nich. To właśnie tworzy prawdziwy posiłek wspólnotowy.

Jeśli więc należysz do kościoła domowego, albo uczestniczysz w studium biblijnym czy grupie modlitewnej, rozważ coś takiego: zjedzcie wspólnie posiłek, a gdy wszyscy już trochę pojedzą, wciąż rozmawiając, dzieląc się i będąc razem, w pewnym momencie w prosty, naturalny sposób podajcie sobie chleb oraz sok lub wino. Zwróć uwagę wszystkich na bogactwo rozmów, które się toczą, na to, jak Jezus zbawił każdego z obecnych, bez względu na to, kim byli i skąd pochodzili, kierując się wyłącznie miłością do każdego z nich. Następnie, po chwili refleksji i uporządkowania serca, spożyjcie chleb i wypijcie wino… po czym wróćcie do rozmów, refleksji oraz wzajemnej wdzięczności za każdą obecną osobę.

Wiele błogosławieństw.

John Fenn

Przemyślenia różne – 3

Uczta weselna i zewnętrzna ciemność

John Fenn
Tłum. Tomasz S.
W przypowieści o uczcie weselnej z Mt 22,1–14 goście zostają zgromadzeni, lecz jeden z nich nie ma na sobie szaty weselnej. Zapytany o powód, milczy. Zapada decyzja, aby wyrzucić go na zewnątrz, w ciemności, gdzie jest płacz i zgrzytanie zębów. Jezus kończy przypowieść słowami: „Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych”.

Przypowieść rozpoczyna się słowami: „Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi”. Jezus wyraźnie mówi tu o Ojcu i o sobie samym. W wersecie 3 czytamy, że król posłał swoje sługi, aby zaprosili zaproszonych na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. W I wieku istniał zwyczaj, że gospodarz wysyłał przypomnienia o zbliżającym się wielkim dniu. W wersetach 4–5 dowiadujemy się, że król posłał kolejne sługi, oznajmiając zaproszonym, że wszystko jest już gotowe, że przygotowano ucztę. „Lecz oni zlekceważyli to” – dosłownie: nie zwrócili uwagi na zaproszenie – i wrócili do swoich pól oraz do swojej pracy.

W wersetach 6–7 czytamy, że niektórzy z zaproszonych znieważyli posłańców, a nawet niektórych z nich zabili. Król rozgniewał się i posłał swoje wojska, aby zgładziły zabójców i zniszczyły ich miasto. Jest to oczywiste nawiązanie do sposobu, w jaki prorocy Starego Testamentu byli traktowani przez niewierzących Żydów Izraela. Dlatego w wersetach 8–10 król poleca swoim sługom zaprosić tych, którzy pierwotnie nie byli zaproszeni – w przypowieści są to poganie – i mówi, aby zaprosili zarówno dobrych, jak i złych.

W wersetach 11–12 król zauważa człowieka, który nie ma na sobie szaty weselnej, i pyta go, jak wszedł na ucztę a ten wtedy zaniemówił.

Szaty weselne na Wschodzie|
W tamtych czasach istniał zwyczaj, że król wyprawiając wesele, podobnie jak gospodarz w „zwykłym” weselu, zapewniał wszystkim gościom lekkie, lniane okrycie wierzchnie. Zwyczaj ten w pewnej formie przetrwał do dziś, na przykład w Chinach, gdzie nowożeńcy często wręczają gościom specjalne weselne okrycia lub inne dary jako wyraz wdzięczności za przybycie. W czasach Jezusa zarówno królowie, jak i gospodarze zwykłych wesel dawali gościom takie lniane szaty, aby wszyscy byli odpowiednio ubrani i aby panowała równość – wszyscy wyglądali tak samo, niezależnie od statusu społecznego. Noszenie ofiarowanej szaty weselnej oznaczało, że na uczcie nie było hierarchii ani różnic społecznych: król lub gospodarz czynił wszystkich równymi w tym dniu radości, aby mogli swobodnie przebywać razem.

Człowiek bez szaty weselnej wyróżniał się natychmiast, co jasno wskazywało, że próbował dostać się na ucztę na własnych warunkach. Jest to obraz osoby, która próbuje „zapracować” sobie drogę do nieba, na Ucztę Weselną Baranka. Człowiek ten otrzymał możliwość wyznania, lecz zaniemówił. Ps 107,2 mówi: „Niech tak mówią odkupieni przez Pana”. On jednak milczał. Nie był odkupiony, a mimo to próbował wejść na ucztę weselną – obraz nieba – o własnych siłach. Rz 10,9–10, napisany wiele lat po przypowieści Jezusa, mówi, że wierzymy sercem, lecz wyznanie ustami prowadzi do zbawienia. Milczenie tego człowieka oznaczało, że nie był zbawiony.

Ciemności zewnętrzne
Król kazał więc pochwycić człowieka i wyrzucić go w „ciemności zewnętrzne”, gdzie jest płacz i zgrzytanie zębów. W tamtych czasach, podobnie jak dziś w wielu częściach świata, nie było oświetlenia ulicznego. Sala uczty była jasno oświetlona licznymi lampami oliwnymi, lecz ulice pozostawały pogrążone w ciemności. Określenie „ciemności zewnętrzne” było w I wieku wyrażeniem używanym w sytuacji, gdy ktoś został wyrzucony z domu lub z miejsca, gdzie coś się działo i oznaczało dosłownie: „wyrzucony na ulicę”, „wyrzucony za drzwi”. Taka osoba znajdowała się wcześniej w oświetlonym miejscu, a nagle była wyrzucona w ciemność. Zwrot „płacz i zgrzytanie zębów” opisywał silną złość i frustrację. We współczesnych realiach można to porównać do człowieka wyrzuconego z pubu, baru czy restauracji, który stoi na ulicy, przeklina i pluje w gniewie na swój los. Były to jednak konsekwencje jego własnych działań – to one sprawiły, że go wyrzucili.

W przypowieści to obraz ludzi niezbawionych, pozostających na zewnątrz i patrzących na tych, którzy chętnie przyjęli zarówno zaproszenie, jak i szatę weselną ofiarowaną przez gospodarza.

Możesz przypomnieć sobie Rdz 3,21, gdzie czytamy, że Pan Bóg sporządził dla Adama i Ewy odzienie ze skór i przyodział ich, zakrywając ich grzeszną nagość. Ef 5,27 mówi, że Chrystus umiłował Kościół, aby „stawić go przed sobą jako chwalebny Kościół, niemający skazy czy zmarszczki”. W Ap 19,7–14 czytamy o wierzących w niebie, na Uczcie Weselnej Baranka: „I dano jej bisior lśniący i czysty, bisior bowiem oznacza sprawiedliwe czyny świętych”. Ci sami święci w wersecie 14, nadal odziani w swoje weselne szaty, towarzyszą Panu na koniach podczas Jego powrotu (Armagedon).

Continue reading