Category Archives: Giles Keith

Strach przed koronawirusem jest gorszy od samego wirusa

16 marca 2020
Keith Giles

eith Giles

W obecnej chwili  sposób w jaki media przedstawiają informacje o koronawirusie jest bardziej niebezpieczne od wirusa.
Innymi słowy: ton strachu, który przenika każdą wiadomość tworzy więcej szkody niż sam wirus.
Na przykład: Czytamy o tym, że NBA odwołuje wszystkie mecze, że NCCA gra przy pustych trybunach, Disney zamyka parki; w niektórych stanach zostały zamknięte restauracje i bary, zamykane są kina, linie lotnicze odwołują loty, kościoły nabożeństwa itd.
To wszystko powinna wszystkich prowadzić do jednego: poczucia bezpieczeństwa [nie strachu]

Dlaczego?
Ponieważ te wszystkie aktywne działania mają razem na celu pokonanie wirusa i uniemożliwienie mu rozprzestrzeniania się na większą liczbę podatnych ludzi.
Tak więc, to zamykanie powinno stworzyć poczucie ochrony – jak wielki ciepły koc otaczający nasze ramiona, będący jeszcze jedną barierą między nami, a wirusem.
Media, natomiast, przedstawiają te wieści w tonie strachu. Nadają oślepiającymi tytułami, które kierują nas ku „Końcowi tego Świata”, zamiast zapewniać nas, że te kroki są potrzebne dla naszego bezpieczeństwa. A jacy ludzie są najbardziej poddani przez to szaleństwo strachu? Ci, którzy na co dzień zmagają się z emocjonalnymi i psychologicznymi sprawami. Szczególnie sparaliżowani czują się ludzie, którzy walczą o to, aby przeżyć wtorkowe popołudnie bez ataku paniki, oraz ci, którzy na co dzień niepokoją się. Nie tyle z powodu wirusa, co z powodu sposobu w jaki media uzbrajają swoje relacje, aby podkreślać niebezpieczeństwa, a bagatelizować właściwe kroki, które podejmujemy, aby zapewnić wszystkim bezpieczeństwo.

Po prostu: Strach dobrze się sprzedaje, i nie łudzmy się, nasze media sprzedają strach 24/7, 365 dni w roku.
Jeśli jesteś bojaźliwy, łatwiej tobą manipulować. Jeśli obawiasz się, będziesz siedział przyklejony do monitora w oczekiwaniu na kolejne nowości o zbliżającej się zagładzie i polegał na ich ratujących życie informacjach, które pomogą ci przetrwać ten surrealistyczny, apokaliptyczny sądny dzień, w którym właśnie się znaleźliśmy.
Niemniej, nie jest to sądny dzień. Jeszcze nie. [I nie chcę tutaj lekceważyć niebezpieczeństwa). Wiem, że ten wirus jest potencjalnie śmiertelny, rozumiem to, że musimy podejmować takie działania, poważnie. Na sto procent.

Niemniej, media działają tak, jakbyśmy już znaleźli się na 5 stopniu Gotowości Obronnej, a tak naprawdę nie jesteśmy.
Zrób krok wstecz i zapytaj sam siebie: „Jak wielu ludzi znasz, którzy zostali rzeczywiście zdiagnozowani na koronawirusa?”
Zapytałem o to na moim Facebooku wczoraj i otrzymałem 136 komentarzy. Większość odpowiedzi była negatywna, a tylko około 15 osób odpowiedziało: „tak”. Teraz, powtórzę, nie chodzi mi o to, żeby powiedzieć: „Widzicie? Nie ma się czym rzeczywiście przejmować?”, lecz aby spróbować całą sytuację umieścić we właściwej perspektywie.

Czy jest to coś, czym należy się przejmować? Tak.
Czy jest to co powinno martwić? Tak.
Czy jest to coś, czym należy się przerazić? Nie, nie jest.

Czy powinniśmy poważnie traktować te ostrzeżenia: myć ręce, unikać tłumów ludzi, zakrywać usta, gdy kichamy czy kaszlemy, zostawać w domu w chorobie? Tak, bezwzględnie tak!

Powiedziawszy to wszystko, chcę również podkreślić: Musimy zatrzymać się i zdać sobie sprawę z tego, że to pandemiczne pandemonium stworzyło o wiele więcej toksycznego stresu dla tych, którzy zmagają się wewnętrznym niepokojem, niż kiedykolwiek będziemy wiedzieć.

Jeśli masz przyjaciela, który walczy ze strachem czy niepokojem, poświęć chwilę czasu, dzwoń do niego często. Niech wie, że wszystko będzie w porządku. Rozmawiaj z nim, pomóż mu utrzymać równowagę wobec niekończących się wiadomości, które tylko pobudzają jego strach i zwiększają poziom niepewności.
Pamiętaj też o tym, aby za każdym razem, gdy przeczytasz coś na społecznych mediach czy usłyszysz w wiadomościach, zrobić krok wstecz.  Zapytaj sam siebie, czy to, co słyszysz jest prawdą – to krok pierwszy. Następnie zapytaj siebie czy jest to coś, czym rzeczywiście warto się podzielić z innym (nie wszystkim warto). Czy nie dodajesz swojego udziału do burzy strachu? Czy faktycznie pomagasz dzieląc się dobrą informacją?
Przede wszystkim staraj się zachowywać zdrowy rozsądek za każdym razem, gdy słyszysz o kolejnych zamknięciach – to są pozytywne informacje, a nie negatywne. Bez względu na to, jak media chcą to przedstawić, dzięki takim działaniom przetrwamy to.

Oczywiście, powinniśmy również robić, co tylko możemy, aby obserwować bliźniego [wiesz, tych ludzi, którzy mieszkają tuż obok, bądź po drugiej stronie ulicy]. Na tym początkowym etapie, im bardziej będziemy w stanie pokazać swoją twarz i uśmiech oraz dzielić się z bliźnim tym, co mamy, tym łatwiej będzie utrzymać uśmiech i postawę „ jak możemy sobie nawzajem pomóc”, jeśli później to wszystko przeskoczy na następny poziom.
Innymi słowy: lepiej będzie nam jutro, jeśli zaczniemy się dzielić tym, co mamy dziś.

Ta globalna pandemia może obrócić się dla nas w wyjątkową okazję, aby  „być kościołem” w naszej społeczności (szczególnie w sytuacji, gdy „chodzenie do kościoła” nie jest już możliwe).  To będzie liczyło się najbardziej: Czy jesteśmy prawdziwymi Ambasadorami Pokoju i Pojednania.
Teraz jest czas na to, by tego dowieść. Tak możemy się przekonać czy kochamy Boga czy nie – kochając siebie nawzajem tak, jak zostaliśmy ukochani.

Pamiętaj: doskonała miłość usuwa wszelki strach.

Nie wiem, jak to jest u ciebie, ale ja myślę, że potrzebujemy teraz znacznie więcej miłości i znacznie mniej strachu.

Nieunikniona śmierć ewangelicznego chrześcijaństwa

12.12. 2019 Keith Giles

Za każdym razem, gdy czytam badania ankietowe prowadzone przez Christianity Today, czy Baptist News, bądź Christian Post o tym, jak młodzi ludzie tłumnie opuszczają amerykański kościół, gdy słyszę jak polityka zza kazalnicy odwodzi następne pokolenie od wiary, jak ewangelicy powoli starzeją się i stają coraz bardziej niepowiązani ze swoimi społecznościami, muszę wyznać, że trochę cieszę się.

Dlaczego? Ponieważ to wszystko wskazuje na jeden nieunikniony wniosek: Chrześcijański Kościół Ewangeliczny jest dinozaurem, którego czas upływa.

Szczerze mówiąc patrzę w przyszłość oczekując, że będę mógł spoglądać wstecz na czasy, kiedy chrześcijaństwo było pełne nienawiści, ksenofobiczne, mizoginistyczne, homofobiczne i plemienne.
Czy nie będzie wspaniale zebrać wtedy wnuki na swoich kolanach i opowiadać im historie o tym, jak kiedyś, dawno temu, za starych czasów, rzeczywiście istnieli ludzie, którzy działali w tak niechrystusowy sposób jak to tylko możliwe, równocześnie upierając się przy tym, żeby nazywać siebie „chrześcijanami”?
– To głupie, dziadku!

Nie mogę się doczekać tego dnia, gdy zobaczę jak ostatni ewangeliczny kościół zamknie swoje drzwi na dobre. Patrzę w przyszłość na czas, gdy będę mógł przerzucać kanały nie trafiając na teleewangelistę żebrzącego o to, abym wysłał mu pieniądze, aby Bóg mógł mnie błogosławić. Gorliwie czekam czasu, gdy nie usłyszę już kolejnego kazania online głoszonego przez spoconego gościa w garniturze i krawacie walącego w kazalnicę, aby podkreślić, jak bardzo Bóg nienawidzi tych grzeszników.

Wyobraź sobie radość ze spotkania ludzi, którzy kochają Jezusa i nie mają żadnego powodu, aby spierać się o teologię czy dowodzić, że jedni mają rację, a drudzy nie. Wyobraź sobie ludzi traktujących siebie nawzajem jak ludzkie jednostki, nie martwiące się o to, kto jest „zbawiony”, a kto „stracony”. Wyobraź sobie miłujące Jezusa rodziny, które nie wykopują swoich dzieci z domu, nie wstydzą się ich za to, że są trans, gej, muzułmaninem czy ateistą.

Wyglądam tego dnia gdy to, co rzeczywiście będzie miało największe znaczenie w chrześcijaństwie, to będzie bycie podobnym do Chrystusa i miłującym innych, jak Jezus umiłował nas. Gorliwie oczekuję na chrześcijaństwo, w którym strach i poczucie wstydu nie będą już więcej używane do manipulowania czy kontrolowania ludzi, aby byli jak pacynki. Nie mogę się doczekać czasów, gdy trudniej będzie spotkać ewangelicznego chrześcijanina, niż kogoś kto myśli, że Ziemia jest płaska.

Jeśli jest Bóg – a ja wierzę, że jest – to to wszystko powinno stać się bardzo szybko, być może za naszego życia, i szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać na ten dzień.

Gniew NIE jest jednym z atrybutów Boga

17 październik 2019

Keith Giles
Oryg.: TUTAJ

Umiłowani, miłujmy się nawzajem, gdyż miłość jest z Boga, i każdy, kto miłuje, z Boga się narodził i zna Boga. (8) Kto nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością” (1J 4:7-8).

Za każdym razem, gdy wskazuję na to, że Bóg jest Miłością, i cytuję potwierdzający tą prawdę wers z Nowego Testamentu, ktoś niezmiennie próbuje kontrować mówiąc: „Tak, lecz jest również gniewny”.

Lecz, czy Bóg jest gniewny? Czy taki jest Bóg?

Zobaczmy

Przede wszystkim, o ile mamy w Piśmie kilka wersów, które potwierdzają to, że Bóg JEST miłością, i że miłość jest jedną z najbardziej trwałych cech Bożego charakteru, nie mamy ani jednego wersu, który by mówił, że Bóg JEST gniewem.

Miłość jest naturą Boga. Nie tylko to, miłość jest tak bardzo uważana za coś analogicznego z Bożą naturą, że autor 1 Listu Jana rzeczywiście mówi, że Bóg JEST miłością. Nie tylko to, że Bóg jest kochający (i rzeczywiście tak jest), i nie tylko to, że Bóg czasami decyduje się reagować z miłością (i rzeczywiście tak jest), lecz że Bóg rzeczywiście JEST miłością.

Pomyśl o tym. [Zaczekam]

Mamy do dyspozycji również inne wersety, gdzie ta sama miłość Boga (który jest miłością) jest eksponowana aż do znudzenia:

Któż nas odłączy od miłości Chrystusowej? Czy utrapienie, czy ucisk, czy prześladowanie, czy głód, czy nagość, czy niebezpieczeństwo, czy miecz? (36) Jak napisano: Z powodu ciebie co dzień nas zabijają, uważają nas za owce ofiarne. (37) Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował. (38) Albowiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, (39) ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rzm 8:35-39).

ale Bóg, który jest bogaty w miłosierdzie, dla wielkiej miłości swojej, którą nas umiłował, (5) i nas, którzy umarliśmy przez upadki, ożywił wraz z Chrystusem – łaską zbawieni jesteście – (6) i wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie, (7) aby okazać w przyszłych wiekach nadzwyczajne bogactwo łaski swojej w dobroci wobec nas w Chrystusie Jezusie” (Ef 2:4-7).

Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem, (15) od którego wszelkie ojcostwo na niebie i na ziemi bierze swoje imię, (16) by sprawił według bogactwa chwały swojej, żebyście byli przez Ducha jego mocą utwierdzeni w wewnętrznym człowieku, (17) żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w sercach waszych, a wy, wkorzenieni i ugruntowani w miłości, (18) zdołali pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość, i wysokość, i głębokość” (Ef 3:14-19).

Podsumujmy:

* Bóg JEST miłością

* Nigdy nic nie oddzieli nas od miłości Bożej.

* Boża miłość jest wyższa, dłuższa, szersza i głębsza niż ktokolwiek kiedykolwiek zdaje sobie sprawę.

Będziemy zmagać się z pojęciem tej miłości, która przewyższa wszelkie poznanie (co znaczy, że powinniśmy zastosować to do siebie).

A nie wspomnieliśmy jeszcze nawet Pawła dzieła na temat cech miłości rozwiniętych w 13 rozdziale 1 List do Koryntian, skąd dowiadujemy się, że miłość:

* nie prowadzi zapisów złych uczynków („nie pamięta złego”),

* jest cierpliwa, dobra i pokorna,

* jest większa niż wiara czy nadzieja,

* nigdy nie zawodzi czy nie kończy się.

Co więcej, gdyby gniew był jedną z cech charakteru Boga i Jego atrybutem, to dlaczego nie został wyliczony wraz z Owocami Ducha, które są bezpośrednio związane z naturą Boga wszczepianą w nas, gdy trwamy w relacji z Bogiem?

Oto Owoce Ducha Świętego:

*Miłość.

*radość,

*pokój,

*cierpliwość,

*dobroć,

*łagodność,

*opanowanie.

Gdzie ten gniew? Chodzi mi o to, że jeśli są to atrybuty Ducha Świętego, który jest Bogiem, to dlaczego gniew do nich nie należy?

[Wskazówka: ponieważ nie jest to atrybut Boga]

Czy zastanawiałeś się kiedyś również nad tym, dlaczego w Nowym Testamencie nie ma „Rozdziału Gniewu”, aby zrównoważyć całą tą mowę „Miłości”?

Hmm….

Bądźmy w porządku. SĄ w Biblii wersy, które mówią o gniewie Bożym, przyznaję to.

Niemniej, myślę, że bardziej prawdopodobne jest to, że są one projekcją i przypuszczaniem autorów o Bogu, które później zostały skorygowane przez Jezusa i apostołów.

Mój przyjaciel, Steve Kline, napisał kilka lat temu niewielki wspaniały tekst  i myślę, że wart jest zacytowania tutaj:

„Koncepcja funkcjonująca między większością chrześcijan jest taka, że Bóg jest na nas zły i jeśli nie będziemy pokutować to On wyleje na nas Swój gniew… Tak, obrzydliwie zgrzeszyliśmy przeciwko Bogu. Wyparliśmy się Go… Z tego powodu musimy pokutować jeśli chcemy wejść do Królestwa Bożego, królestwa niebios, życia wiecznego.

“…lecz, jeśli chodzi o tych, którzy nie pokutują, to czy gniew Boży będzie na nich wylany? Czy to kłamstwa i przemoc samych nie pokutujących wróci do nich na ich własne głowy? W całej Biblii widzimy to, że dół, który zły kopie, kopie sam dla siebie. Bądź w sidła, które zły zastawił, on sam się złapie. Mamy też obrazy tego, że Szatan (na przykład Goliat i Haman) niemal zawsze zabija się swoją własną bronią”.

„Ten pokutujący stał się miłosierny, bez skazy i oczyszczony i dla niego Bóg wygląda właśnie tak. Lecz dla tych co nie pokutują, pokrętnych (Ps 18), Bóg ukazuje się jako pokrętny. Wydaje się, że jest Bogiem mściwym, złośliwym, roszczeniowym, wylewającym Swój gniew na nich. Niemniej, w rzeczywistości, to ich własne kłamstwa i gwałt wracają na ich własne głowy”.

Jest to kluczowe spojrzenie, pochodzące z Pisma, które powinniśmy poważnie potraktować.

Gniew Boży jest często czymś, co jest doświadczane jako owoc własnych działań, a nie bezpośredni akt działania Boga przeciwko niesprawiedliwym.

Tak więc, to nie tyle „Boży Gniew” jest wylewany, co jest to całkiem naturalna zasada zbierania tego, co się zasiało.

Zwróć uwagę na to, że Bóg zawsze  ostrzega nas na zapas przed konsekwencjami i nawołuje w miłości, abyśmy wrócili i uniknęli zniszczenia czekającego dalej na tej drodze.

Tak więc, następnym razem, gdy usłyszysz, że ktoś, w odpowiedzi na stwierdzenie, że Bóg JEST miłością”, przypomina ci o tym, że Bóg jest Bogiem gniewu, możesz z całym przekonaniem zapewnić go, że Jezus objawił nam Boga, który jest czystą miłością wewnątrz i na zewnątrz.

Pamiętaj o tym, że „Boże miłość trwa na wieki”, jak czytamy w: 1Krn 16:34; 16:41; 2Krn 5:13; 7:3; 7:6; 20:21; Ezd 3:11; Ps 100:1; 100:5; Ps 106:1; Ps 107:1 ; Ps 118:1; 118:2-4; Ps 118:29; Ps 136:1-26; Jer 33:11; etc.].

Chrześcijaństwo, a biblizm

2.07.2018
Brian Zahnd

Christ_Pantocrator_Deesis_mosaic_Hagia_Sophia

Brian Zahnd

12 lipca 2018
Brian Zahnd
Jest to mój wstęp do nowej wspaniałej książki Keitha Giles’a „Jesus Unbound.

Jako współcześni chrześcijanie jesteśmy jak dzieci z rozbitego domu. Pięć wieków temu, zachodni kościół przeszedł przez gorzki rozwód, który podzielił europejskich chrześcijan i ich spadkobierców  na odseparowane katolickie i protestanckie rodziny. Fakt, że renesansowy kościół rozpaczliwie potrzebował reformacji nie zmienia tego, że wraz z reformacją przyszło wstrętne pęknięcie, które rozdzieliło dzieci kościoła między katolicką matkę a protestanckiego ojca. W tej ugodzie rozwodowej (aby pchnąć tą metaforę nieco dalej) Katolicka Mama miała długą historię, bogatą tradycję czy magisterium, a Biblia musiała stać się dla protestantów wszystkim – i protestanci zrobili z nią t, co najlepsze.
Przez pięć stuleci protestanccy naukowcy i teolodzy prowadzili w biblijnych tłumaczeniach, nauce i interpretacji, dając chrześcijańskiemu światu takie znakomitości jak:  Martin Luther, John Calvin, Jacob Arminius, John Wesley, Karl Barth, C.S. Lewis, Dietrich Bonhoeffer, T.F. Torrance, Walter Brueggemann, Stanley Hauerwas, Fleming Rutledge, Richard Hays, N.T. Wright, żeby wymienić tylko kilku. Niemniej, wraz z Sola Scriptura jako buntowniczym wojennym zawołaniem ,przyszła pokusa do umieszczenia na Biblii większej wagi, niż ona może unieść, bądź, co gorsza, pokuszenie do ubóstwienia Biblii i uczynienia z niej bałwana. Stawało się to coraz bardziej prawdą między fundamentalistycznym klerem i zgromadzeniami, które podejrzliwie patrzą na wyższe wykształcenie i nie chcą czytać Biblii z pomocą biblijnych naukowców takiej skali jak:  Brueggemann, Hays, and Wright. Tak więc, pozorując, że „biorą Biblię taką, jaka jest” ci fundamentaliści czytają ją przez grube okulary kulturalnych, językowych, politycznych i teologicznych założeń – przez interpretacyjne okulary, których istnienia nie są świadomi.
Doprowadziło to do całkowicie współczesnego osobliwego protestanckiego problemu biblizmu. Biblizm jest metodą interpretacji, która prowadzi do „płaskiego czytania tekstu”, gdzie każdy wers jest sam w sobie „słowem Bożym” i niesie ze sobą taki sam autorytet, jak każdy inny. W efekcie biblizm próbuje z Biblii zrobić głowę kościoła. Tam gdzie, katolicy błądzą udzielając ostatecznego autorytetu papieżowi, protestanccy zwolennicy biblizmu błądzą przekazując skrajny autorytet Biblii. Chrześcijanie powinni wyznawać, że jedynie Chrystus jest głową kościoła.
Zmartwychwstały Chrystus powiedział do uczniów: „Wszelka władza na niebie i ziemi został mnie dana”. N.T. Wright przy swoim poczuciu humoru przypomina nam, że Jezus nie powiedział: „Wszelka władza/autorytet na niebie i ziemi została dana księdze, który wy, chłopaki, napiszecie”. Ironią biblizmu jest to, że przy swych wszystkich twierdzeniach o udzieleniu ostatecznego autorytetu Biblii, w rzeczywistości umożliwia on czytelnikowi bycie swoim własnym prywatnym autorytetem. Jeśli więc nie lubisz wyraźnego wezwania Jezusa do etyki nieużywania siły, zawsze możesz odwołać się do wojen Jozuego i Dawida, aby odwołać rozkaz Kazania na Górze. W taki sposób wykorzystuje się Jozuego do przebicia Jezusa. Być może bardziej inteligentnym sposobem ignorowania przykazań Chrystusa jest cytowanie odmiennego rozdziału i wersu. W ten sposób, czytając Biblię jako płaski tekst i wybierając potwierdzające teksty dowodowe, możesz uzyskać poparcie Biblii niemal w każdej sprawie – w tym podbojów i ludobójstwa, utrzymywania kobiet jako własności oraz instytucji niewolnictwa. Takie nadużywanie Biblii ma swoją długą i dobrze udokumentowaną historię.
Jednym z głównych problemów biblizmu jest to, że zawodzi w pokazaniu żywotnego rozdziału między Biblią, a chrześcijaństwem. Chrześcijańska wiara jest żywym drzewem zakorzenionym na gruncie Pisma. Nie można usunąć drzewa z gruntu, w którym jest zakorzeniony i oczekiwać, że przetrwa; lecz nie możemy uważać, że drzewo i ziemia są tym samym! Nie są.
Mówiąc prosto Biblia i chrześcijaństwo nie są synonimami. Tak, są połączone, lecz są czymś odrębnym. Pismo jest glebą; chrześcijańska wiara jest żywym drzewem. Są ze sobą połączone, lecz nie są tym samym. Tak więc, jeśli Biblii zakłada, że niewolnictwo jest zarówno znośną jak i nieuniknioną instytucją (p. Ef 6:5) i nawet jawnie stwierdza, że niewolnik jest własnością właściciela (p. Wyj 21:21), to nie znaczy to, że takie jest stanowisko chrześcijaństwa w tej sprawie.
Chrześcijaństwo nie jest sługą Biblii – chrześcijaństwo jest sługą Chrystusa! Z gleby Pisma wyrasta dojrzała chrześcijańska wiara, która nie tylko może,lecz wymaga sprzeciwiania się wszelkim formom niewolnictwa w imieniu Jezusa. Zakorzenione w glebie Słowa chrześcijaństwo jest w stanie tworzyć etyczne gałęzie sprawiedliwości zwanej abolicją. Od chwili zamknięcia kanonu Pisma, grunt chrześcijańskiej wiary jest niezmienny, lecz to nie przeszkadza żywej chrześcijańskiej wierze wzrastać, zmieniać się, rozwijać się i dojrzewać w czasie. Oczywiście, to jak wzrasta i zmienia się często będzie sprawą żarliwej debaty w ramach kościoła; a głęboko podzielona natura kościoła pogarsza stan komplikacji tego problemu. Mimo wszystko, aby zrozumienie chrześcijaństwa jako żywego drzewa zakorzenionego w glebie Słowa, pozwala kościołowi wzrastać w nowy i odkupieńczy sposób w ramach Bożego moralnego Wszechświata. Powiedzieć, że chrześcijaństwo jest na zawsze zakorzenione w Piśmie, a jednak oddzielne od Pisma, jest zarówno konserwatywne jak i postępowe.
Konserwatywne w tym, że uznaje nienaruszalność Pisma, a równocześnie w tym, że czyni żywotne rozróżnienie między żywą wiarą, a historycznym tekstem. Twierdzenie zaś, że chrześcijańska wiara jest jednym i tym samym z Biblią jest fundamentalistycznym błędem i całkowicie nie do utrzymania. Na przykład: widziałem jak „biblicyści” byli zapędzani w róg usiłując bronić Biblii, mówiąc: „czasami niewolnictwo jest dobre”. Jest to biblizm w najgorszej formie. Alternatywą dla współczesnego nieprawowiernego biblizmu jest starożytna ortodoksja, która mówi to, co kościół zawsze mówił: Jezus Chrystus jest tym prawdziwym Słowem Bożym. Biblia jest słowem Bożym tylko w przedostatnim (drugorzędnym?) sensie. Biblia jest inspirowanym i kanonizowanym świadectwem Słowa Bożego, którym, jest Jezus Chrystus – Słowo uczynione ciałem. Wyłącznie Jezus Chrystus jest tym nieomylnym i niezawodnym, doskonałym Słowem Bożym. Nie odnosząc się najpierw do Chrystusa a następnie do kościoła nie możemy nawet wyjaśnić w jaki sposób Biblia powstała. Wskrzeszony z martwych Chrystus polecił kościołowi nieść świadectwo Ewangelii na cały świat. W trakcie wykonywania tego nakazu Chrystusa kościół zebrał, uporządkował i kanonizował pisma, które stały się Nowym Testamentem. Nie zaczynamy jednak od Biblii – zaczynamy od Jezusa i kościoła? Dlaczego? Ponieważ Jezus jest Panem, a nie Biblia. Chrześcijanie czczą Jezusa, a nie Biblię. Jezus jest głową kościoła, a nie Biblia.
Czytając „Jesus Unbound” [Jezus uwolniony]: Jak to się dzieje, że Biblia uniemożliwia nam słyszenie Słowa Bożego” niektórzy czytelnicy mogą uważać Keitha Gilesa za kontrowersyjnego. Twierdzę, że tak nie jest. Podejście Gilesa do Biblii nie jest czymś nowym czy nowoczesnym – jest to sposób w który czytali Biblię ortodoksyjni ojcowie kościoła w stuleciach, gdy kształtowało się chrześcijaństwo. To współczesny fundamentalistyczny biblizm powinien być uważany za kontrowersyjny i ostatecznie odrzucony jako heretycki. Rozumiem również, że takie podejście do Biblii jest domniemaną pozycją odziedziczoną przez większość amerykańskich ewangelików i właśnie dlatego książka Gilesa jest tak pomocna i ważna. Gdy więc zaczniesz czytać „Jesus Unbound” bądź pewien, że jesteś na twardym gruncie – trzymaj Biblię blisko, ponieważ jako miłośnik Pisma, Giles będzie odnosił się do niej stale i wciąż. Zarówno autor, Keith Giles, jak i „Jesus Unbound” są solidnie umocowani w Biblii.
BZ

Bujda o krwawych księżycach ujawniona


Keith Giles
Oryg.: TUTAJ

Niewątpliwie słyszeliście już proroctwa o Czerwonych Księżycach, które, jak wielu mówi, wskazują na szybki powrót Chrystusa, lub że „coś wielkiego ma się stać” na Środkowym Wschodzie.
Jeśli nie, to powiem w skrócie: Czerwony Księżyc to po prostu księżycowe zaćmienie, w czasie którego jest on widoczny w czerwieni a dzieje się tak dlatego, że światło słoneczne przechodzi przez ziemską atmosferę i rzuca czerwony cień na powierzchnię Księżyca. Wielu chrześcijan jest ostatnio pobudzonych tym, że żydowskie święta Paschy i Namiotów w latach 2014 i 2015 zbiegają się z czterema pełnym krwawymi Księżycami. Niektórzy chcą, abyśmy postrzegali te księżycowe zjawiska jako znak jakoby Bóg robił coś nowego, bądź, że wstrząśnie sprawami na Środkowym Wschodzie.

Oczywiście, ci sami chcą, abyśmy kupili ich książkę na ten temat, na przykład: John Hagee oraz Mark Blitz. Zbadajmy jednak ich argumenty i zobaczmy czy cokolwiek jest w tej przesadnej wrzawie.

Przede wszystkim argument stojący za zasadnością twierdzenia o tym, że krwawe księżyce są znakiem polega na domniemaniu, że poprzednie przypadki ich wystąpienia dowiodły tego, że są to znaki o historycznym znaczeniu.

Na przykład, autorzy twierdzą zjawisko czterech czerwonych księżyców wystąpił w czasie Świąt Paschy i Namiotów w 1492 roku, co zbiegło się z wypędzeniem Żydów z Hiszpanii i odkryciu Ameryki przez Kolumba. Następnie taki przypadek miał miejsce w 1948 roku i było to znakiem dotyczących wojny Żydów o niepodległość, a później w 1967 – jako znak przejęcie Starego Miasta Jerozolimy przez izraelską armię.

Brzmi przekonująca? No,… nie całkiem.
Continue reading