Nieunikniona śmierć ewangelicznego chrześcijaństwa

12.12. 2019 Keith Giles

Za każdym razem, gdy czytam badania ankietowe prowadzone przez Christianity Today, czy Baptist News, bądź Christian Post o tym, jak młodzi ludzie tłumnie opuszczają amerykański kościół, gdy słyszę jak polityka zza kazalnicy odwodzi następne pokolenie od wiary, jak ewangelicy powoli starzeją się i stają coraz bardziej niepowiązani ze swoimi społecznościami, muszę wyznać, że trochę cieszę się.

Dlaczego? Ponieważ to wszystko wskazuje na jeden nieunikniony wniosek: Chrześcijański Kościół Ewangeliczny jest dinozaurem, którego czas upływa.

Szczerze mówiąc patrzę w przyszłość oczekując, że będę mógł spoglądać wstecz na czasy, kiedy chrześcijaństwo było pełne nienawiści, ksenofobiczne, mizoginistyczne, homofobiczne i plemienne.
Czy nie będzie wspaniale zebrać wtedy wnuki na swoich kolanach i opowiadać im historie o tym, jak kiedyś, dawno temu, za starych czasów, rzeczywiście istnieli ludzie, którzy działali w tak niechrystusowy sposób jak to tylko możliwe, równocześnie upierając się przy tym, żeby nazywać siebie „chrześcijanami”?
– To głupie, dziadku!

Nie mogę się doczekać tego dnia, gdy zobaczę jak ostatni ewangeliczny kościół zamknie swoje drzwi na dobre. Patrzę w przyszłość na czas, gdy będę mógł przerzucać kanały nie trafiając na teleewangelistę żebrzącego o to, abym wysłał mu pieniądze, aby Bóg mógł mnie błogosławić. Gorliwie czekam czasu, gdy nie usłyszę już kolejnego kazania online głoszonego przez spoconego gościa w garniturze i krawacie walącego w kazalnicę, aby podkreślić, jak bardzo Bóg nienawidzi tych grzeszników.

Wyobraź sobie radość ze spotkania ludzi, którzy kochają Jezusa i nie mają żadnego powodu, aby spierać się o teologię czy dowodzić, że jedni mają rację, a drudzy nie. Wyobraź sobie ludzi traktujących siebie nawzajem jak ludzkie jednostki, nie martwiące się o to, kto jest „zbawiony”, a kto „stracony”. Wyobraź sobie miłujące Jezusa rodziny, które nie wykopują swoich dzieci z domu, nie wstydzą się ich za to, że są trans, gej, muzułmaninem czy ateistą.

Wyglądam tego dnia gdy to, co rzeczywiście będzie miało największe znaczenie w chrześcijaństwie, to będzie bycie podobnym do Chrystusa i miłującym innych, jak Jezus umiłował nas. Gorliwie oczekuję na chrześcijaństwo, w którym strach i poczucie wstydu nie będą już więcej używane do manipulowania czy kontrolowania ludzi, aby byli jak pacynki. Nie mogę się doczekać czasów, gdy trudniej będzie spotkać ewangelicznego chrześcijanina, niż kogoś kto myśli, że Ziemia jest płaska.

Jeśli jest Bóg – a ja wierzę, że jest – to to wszystko powinno stać się bardzo szybko, być może za naszego życia, i szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać na ten dzień.

[Głosów: 6   Average: 4.2/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.