Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Dzień, w którym zaczyna umierać kościół

http://joemckeever.com/wp/wp-content/uploads/2012/07/header1.jpg

Joe McKeever

12.10.2011

Mój przyjaciel, kaznodzieja, mieszka w nowiuteńkim domu, który zapewniła mu służba, którą prowadzi. „Trzeba było wyburzyć ten stary – powiedział mi. – Wszędzie była pleśń i po latach prób ratowania go, musieliśmy przestać”. 

Znajomy z tego miasta powiedział mi, że poprzedni lokatorzy nieustannie chorowali i nie można było znaleźć powodu. Co roku robiono remont wnętrz. 

„Kiedy rozebrano dom, znaleziono winowajcę. Po domem znajdowała się rura, która nie była zaznaczona na żadnych planach. Ta rura przeciekała nieustannie i fundamenty były stale mokre”. 

Ten kaznodzieja powiedział: „W końcu, próbując rozwiązać ten problem, musieliśmy zainstalować dodatkowe zewnętrzne okna w całym domu. Uszczelniono dom, lecz skutek był odwrotny niż zamierzano. Architekt powiedział mi, że „Tego dnia dom zaczął umierać. Z uszczelnionymi oknami nie mógł już dłużej oddychać”. 

Dzień, w którym dom zaczął umierać. 

Intrygujące zdanie.

Kościoły również zaczynają umierać z chwilą, gdy nie mogą już dłużej oddychać. 

Widziałem martwe kościoły i widziałem, jak następował proces umierania. Winowajca, morderca, sprawca – duszenie się. Niezdolność do oddychania. 

1. Kościoły duszą się, gdy nie chcą poddawać się zmianom.

Zmiana jest życiem, nasze ciała są w nieustannym procesie pozbywania się martwych komórek, które zastępują nowymi. 

Ostatnio, w pewien młody pastor, który służył w lokalnym kościele, gdy był jeszcze w seminarium, powiedział do mnie o zgromadzeniu, w którym usługuje ostatnio: „To najstarszy kościół naszej denominacji w naszym stanie, lecz jest znacznie młodszy, niż kościół w Nowym Orleanie, który usiłowałem prowadzić, jako pastor”. 

Przypomniał mi się tekst: „…nikt napiwszy się starego wina, nie chce od razu młodego; mówi bowiem: Stare jest lepsze” (Łu 5:39). To jest ten problem i dlatego Pan powiedział bezpośrednio wcześniej: „Nowe wino należy lać do nowych bukłaków”. 

Pobożni starzy ludzie, i chciałbym wierzyć, że dotyczy to starych wiernych kościołów – mają ciągle wiele do zrobienia dla Pana. „Jeszcze w starości przynoszą owoc, Są w pełni sił i świeżości” (Ps 92:14).

2. Kościoły zaczynają dusić się i umierać, gdy nie chcą nowych członków, którzy mają odmienne idee.

Nie tylko pastorzy słyszą śmiertelną szantę, pt.: „Nigdy wcześniej nie robiliśmy tego w taki sposób”. Nowi członkowie kościołów też to słyszą. Znałem oddanych i pobożnych ludzi, którzy przeprowadzili się do jakiegoś miasta, przyłączyli do zmagającego się kościoła, który rozpaczliwie potrzebował transfuzji życia i zdrowia, którym, gdy sugerowali coś, powiedziano bez ogródek: „Nasz kościół, taki nie jest”. Wkrótce przenosili się dalej. Continue reading →

Jak działa przysięga

The Mechanism of a Vow

Michael King

Kilka tygodni temu skakałem z trampoliny z wnuczkami, gdy jedna z nich, odgrywając w zabawie, jakąś rolę, ogłosiła, że coś tam przysięga. Nie byłem w stanie powiedzieć, o co chodziło czy też co udawała w tej zabawie, lecz natychmiast powstrzymałem ją i wyjaśniłem wszystkim, żeby nigdy niczego nie przysięgali pod żadnym pozorem. Nie jest to powszechne ani popularne, lecz odkryłem, że jest bardzo ważne i biblijne. Większość ludzi składa przysięgi w czasie ceremonii zawierania związku małżeńskiego – ja i moja żona nie. Gdyby ludzie rozumieli czym są przysięgi, nigdy by tego nie robili, wierzę, że większość robi to, ponieważ nie rozumie mechanizmu przysięgi.

Aby zgłębić ten temat musimy spojrzeć na to, czym jest przysięga, co powoduje i dlaczego nie powinniśmy składać.

Czym jest przysięga?

Przysięga jest pewną obietnicą, która ma duchowe znaczenie. Najlepiej to zrozumieć, jako prawną umowę, która wymaga wykonania. Przysięgi, to zgody na wykonanie pewnego rodzaju działania, które przysięgający obiecuje wykonać.

W Księdze Liczb 30:2-3 czytamy: „Oto, co Pan rozkazał! Jeżeli mężczyzna złoży Panu ślub albo przysięgę, zobowiązując się do wstrzemięźliwości, to niech nie łamie swego słowa, lecz wykona wszystko, co wychodzi z jego ust”.

Przysięga to wiążące zobowiązanie, które obliguje przysięgającego(ą) do wykonania wszystkiego, co stwierdza w przysiędze, jak czytamy powyżej. Jest jeszcze kilka wersów odnoszących się do spełniania przysiąg:

Psalm 50:14: „Ofiaruj Bogu dziękczynienie i spełnij Najwyższemu śluby swoje!”

Psalm 66:13: „Dlatego wejdę do domu twego z całopaleniem, dopełnię ci ślubów moich, …”

Przyp 7:14: „…miałam złożyć ofiarę dziękczynną, dzisiaj spełniłam swoje śluby”.

Co powoduje przysięga?

Ponieważ jest to prawna umowa, niesie za sobą pewną moc. Jeśli umowa zostanie wypełniona, składający ją zostaje uwolniony; jeśli nie, to zbiera konsekwencje niedopełnienia warunków takiego kontraktu.

Z tego powodu czytamy w Księdze Powtórzonego prawa 23:21-23: „Jeżeli złożysz Panu, Bogu twemu, ślub, to nie ociągaj się z jego spełnieniem, gdyż Pan, Bóg twój, upomni się oń u ciebie i miałbyś grzech na sobie. Jeżeli zaś nie złożysz ślubu, to nie będziesz miał grzechu na sobie. Co wyszło z twoich ust, tego dotrzymaj i postąp tak, jak ślubowałeś Panu, Bogu twemu, dobrowolnie, jak powiedziałeś swoimi ustami”.

Ważne jest zakończyć działanie i dochować przysiąg, które składamy, ponieważ w duchowej rzeczywistości wiążą one prawnie składającego, a prawa wszechświata są tak zaprojektowane, aby wymusić na człowieku podjętą przysięgę. Zasadniczo przysięga tworzy przymierze między człowiekiem, a kosmosem, a duchowe prawa wszechświata oczekują tego, że przysięga zostanie spełniona. To podobnie jak z próżnią: natura nie znosi próżni, przysięga zaś jest takim tworzeniem próżni i natura oczekuje, że ją wypełnisz.

Dlaczego nie powinniśmy składać przysiąg

Continue reading →

Wina, a słabe, napiętnowane i zdrowe sumienie

“Śniadanie z Bradem”

Czym jest poczcie winy? Czy poczucie winy zawsze jest niezdrowe? Z pewnością wiemy, że te huśtawki obwiniania się są ulubionym narzędziem Oskarżyciela i religii pozbawionej Chrystusa. Niemniej, czy poczucie winy ma w ogóle jakieś miejsce i cel w naszym życiu? Jednym ze sposobów patrzenia na nie jest to, że jest to pewien sygnał wysyłany przez sumienie. Sumienie to jest coś, jakby dany przez Boga wewnętrzny prorok, który daje nam znać, że naruszyliśmy miłość Bożą lub bliźniego. W takim znaczeniu widzimy proroka Natana, który konfrontuje romans Dawida z Batszebą. Wypowiedział słowa prawdy i działał jako sługa Boży. Nasze sumienie powinno być takie również.

Niemniej sumienie może próbować uniezależnić się od Boga, zastępuje wtedy Chrystusa jako miłosiernego sędziego i zajmuje miejsce oskarżyciela. Ironiczne jest to, że Paweł nazywa takie oskarżające, legalistyczne sumienie „słabym”, a nie silnym. Takie „słabe sumienie” staje się dręczycielem i narzuca się innym, pod klauzulą „jestem urażony”. Paweł gani tego rodzaju sumienie skrępowane prawem, które wykorzystuje przeciwko innym.

Równocześnie ostrzega przed „sumieniem naznaczonym/przypalonym”… Przypalamy nasze sumienie, gdy nie zważamy na jego pełnoprawny głos i przestajemy być wrażliwi na nasz egoizm, samowolę i pogwałcanie miłości. Są tacy, którzy tak dalece uciszyli swoje sumienie na złe zachowania, że czynią złe rzeczy bez ukłucia sumienia. Diagnozujemy takich ludzi jako socjopatów. POTRZEBUJEMY sumienia a nawet sygnałów poczucia winy, które nam przekazuje, gdy naruszamy miłość.

Sztuką jest utrzymać sumienie w pobliżu, LECZ Z DALA od sędziowskiego krzesła. Służy ono Chrystusowi dopóty, dopóki nie zastępuje Go. Jego rolą jest przypominać marnotrawnemu synowi – młodemu hedoniście oraz starszemu legaliście – że nie musimy tarzać się w chlewie, ani zgorzkniale zmagać się wśród pól. Zdrowe sumienie ciągnie nas do powrotu do domu, w objęcia ojca.

Nawet Jakub mówiąc o tym, abyśmy wyznawali grzechy jedni drugim, ma taki cel: aby zaniepokojone, dręczone bądź dręczące sumienie mogło powiedzieć: „pokój” i przyjąć przypomnienie Ewangelii. Jest Zbawiciel, który przebaczył nam grzechy i usunie nasze poczucie winy. Nie trzeba cierpieć potępienia i ukrywać się przed Jego obecnością. Ewangelia wzywa sumienie do tego, aby przyjęło łaskę Bożą.

Podąża za tym pytanie: jak to się dzieje, że pozbawiona Chrystusa religia tak konsekwentnie trzyma się praktyki gimnastykowania swego sumienie nad zachowaniem innych ludzi? Jezus widział ten nieustanny nawyk, zazwyczaj wcielany w życie w imieniu prawdy czy sprawiedliwości… i bezpośrednie zabronił tego. Można by to nazwać „sumienie trzeciej-strony/osoby”. Do tych, którzy narzucają swoje religijne przekonania innym, Jezus wypowiada te otrzeźwiające słowa: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni…ponieważ jakim sądem sądzicie, takim będziecie osądzeni”.

Nie możemy innych stawiać na ziemi prawa, kiedy sami żyjemy w ziemi miłosierdzia, nie możemy domagać się tego, aby młot spadł na innych, kiedy sami dla siebie pragniemy, aby były to pióra.

Nie wiem nic o tobie, lecz gdy ja zasługiwałem na sąd, otrzymałem miłosierdzie i teraz obfituję w miłosierdzie. Oby Bóg uwolnił nas od groźby, jaką jest stanie się nieprzebaczającym sługą (Mt 18:21-35). Módlmy się o to, aby nasze sumienie żyło w cieniu tronu łaski, nigdy nie mając potrzeby ukrywania się przed nim czy, co gorsza, próbując zastąpić Jezusa na tym miejscu, przeznaczonym wyłącznie dla Niego.

Teodycea

Richard Murray

Termin „teodycea” odnosi się do gałęzi teologii stającej w obronie atrybutów (dobroci) Boga wobec zarzutów wynikających z istnienia zła fizycznego i moralnego.

Teodycee Starego i Nowego Testamentu są odległe od siebie o lata świetlne i z takiego punktu widzenie powinniśmy studiować Testamenty – z perspektywy, który pokazuje dlaczego Stary Testament potrzebuje DALSZEGO i PEŁNIEJSZEGO zróżnicowania obrazu Boga. W Starym Testamencie atrybuty Boga i Szatana (czy to jako ciemną dynamikę czy ciemnego anioła) były wymieszane i pomylone.
Jezus jest objawieniem natury Boga, który jest wyłącznie światłem i miłością. Przyszedł, aby całkowicie oddzielić nasz obraz Boga od obrazu Szatana. Jezus ujawnił, że Szatan NIE jest lewicą Boga, NIE jest Jego głosem gniewu, NIE jest oficjalnym szafarzem gniewu. Jezus jest JEDYNĄ ręką Boga i ta ręka jest wyłącznie światłością, a NIE ciemnością. Za wszelkie szatańskie cechy odpowiedzialny jest ten anielski byt oraz to, że człowiek nadużywa swej wolnej woli.

Stary Testament tak bardzo zaprzecza takiemu obrazowi, ponieważ informacje w nim zawarte są gorszej jakości, jako że kształtowały się na wcześniejszym poziomie poznania, kiedy rozeznanie i rozróżnienie boskiej natury nie było jeszcze mistycznie objawione i teologicznie udoskonalone.

Jezus objawia nam charakter i naturę Boga. Nowy Testament został napisany po pojawieniu się mężczyzn, którzy byli z Nim, dotykali Go, uczyli się od Niego i którzy twierdzili, że dla tych, którzy uwierzą W Niego, normalne będzie to, że ON będzie w nich przebywał.

Lecz, kto chciałby być zamieszkiwany przez Boga, który poznawany według literalnego czytania Starego Testamentu, był odmalowany jako ten, który topi dzieci, pali niemowlęta, podrzyna gardła, zsyła plagi i jest mordercą ludzi?

Nowy Testament wypełnia przepaść w poznaniu Bożej natury, z którą zostawia nas ST. Gdy już te braki zostają wypełnione, semantyczne znaczenie ST zmienia się w Chrystologiczną mannę.

Jezus uczył nas, że gdy diabelskie „chwasty” zostają zasiane pośród dobrej „pszenicy” to nie robi tego Bóg, lecz raczej „przeciwnik to zrobił” (M 13:24-28). Komentarz apostoła Jana bardzo wyraźnie mówi, że Bożym celem nie jest zło, lecz że On jest temu przeciwny: „Kto popełnia grzech, z diabła jest, gdyż diabeł od początku grzeszy. A Syn Boży na to się objawił, aby zniweczyć dzieła diabelskie” (1J 3:8). Jezus przyszedł zniszczyć dzieła Szatana, zwyciężając go przy pomocy dobroci Ojca. „…o Jezusie z Nazaretu, jak Bóg namaścił go Duchem Świętym i mocą, jak chodził, czyniąc dobrze i uzdrawiając wszystkich opętanych przez diabła, bo Bóg był z nim” (Dz 10:38). Szatan przychodzi, aby „kraść, zarzynać i wytracać”, lecz Jezus przyszedł „abyśmy mieli życie i mieli je w obfitości” (J 10:10).

Głównym celem Jezusa było pokazanie nam, że Jego Niebiański Ojciec czyni zawsze i wyłącznie dobro. Żaden ze starotestamentowych święty nie znał Ojca, jako „Abba”, co jest aramejskim terminem, którym Jezus tytułował Swego Ojca Niebieskiego, co zasadniczo oznacza „umiłowany tato”. Jezus przyszedł odzwierciedlić miłość Ojca, który nigdy nie daje Swoim synom „węży”, „kamieni” czy skorpionów”, lecz darmo daje im „chleb”, „ryby” i „jajka”, a co najważniejsze „Ducha Świętego” (Łu 11;11-13).

Ten fragment mówi nam, że skoro nasi ziemscy ojcowie: „będąc źli, umieją dobre dary dawać dzieciom swoim, o ileż bardziej Ojciec niebieski da Ducha Świętego tym, którzy go proszą” (w. 13). Do tego samego odnosi się Jakub w następującym fragmencie: „Nie błądźcie, umiłowani bracia moi. Wszelki datek dobry i wszelki dar doskonały zstępuje z góry od Ojca światłości; u niego nie ma żadnej odmiany ani nawet chwilowego zaćmienia” (Jk 1:16-17).
Jakub zdecydowanie ostrzega nas: „NIECH NIKT NIE MÓWI…” że Bóg jest w jakikolwiek sposób związany ze złem i „NIE BŁĄDŹCIE UMIŁOWANI BRACIA…”, mówiąc, że od Ojca światłości KIEDYKOLWIEK pochodzi COKOLWIEK innego niż to, co dobre i doskonałe …” (Jk 1:13,16). To było przesłanie Ewangelii: Bóg nie dopuszczał, nie dopuszcza i nie będzie dopuszczał zła: „A zwiastowanie to, które słyszeliśmy od niego i które wam ogłaszamy, jest takie, że Bóg jest światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności” (1J 1:5).

W Bożych oczach zło nigdy nie było czymś „dopuszczalnym”, lecz raczej szkodliwym, co należało pokonywać. „Nie daj się zwyciężyć złu, lecz zło dobrem zwyciężaj” (Rzm 12:21). To, co jest tak radykalne w Bogu to fakt, że On zawsze zwycięża zło mocą doskonałej dobroci. Bóg Ojciec taki jest (Mt 5:44-45,48), Bóg Syn taki jest (Dz 10:38) i takie musimy być my, jako ciało Chrystusa (Rzm 12:21). „Bądźcie doskonali, jak wasz Ojciec w Niebie jest doskonały” (Mt 5:48).

Drogi sprawiedliwości_2

John Fenn

Pewna pracownica spóźniła się ok. 15 minut na spotkanie w pracy, na którym miała odegrać ważną rolę, a które było przewidziane na 9 rano. Po spotkaniu, szef, aby nie zawstydzić jej przy wszystkich, wziął ją na bok i powiedział: „Spóźniłaś się dziś. Naprawdę ciężko nam było przez ciebie zacząć”. Odpowiedziała: „Nic się nie dało zrobić. Są roboty budowlane na drodze i zrobił się korek na kilka kilometrów”. Czy jej odpowiedź wynikała ze sprawiedliwości?

Prawda jest taka, że dobrze wiedziała o tych robotach, ponieważ trwały już od kilku tygodni i wprowadzono jednokierunkowy ruch, co wiązało się z utrudnionym dojazdem do pracy wszystkim. Wiedziała o tym i tego dnia nie wybrała się odpowiednio wcześnie na to ważne spotkanie. W swoich własnych oczach, oraz szefa, to spotkanie nie było dla niej odpowiednio ważne. Świadomie wywołała wśród wszystkich uczestników zakłopotanie, wymuszając, jakieś usprawiedliwianie jej. Winę zrzuciła na roboty drogowe. Szef powiedział: „Przykro mi z powodu długiego dojazdu, lecz nie dopuszczaj do tego więcej”. Jak to się mówi, powiedziała „białe kłamstwo” i uszło jej to na sucho, ale wciąż było to kłamstwo, a nie sprawiedliwość (uczciwość).

Obeszła prawdę, choć wiedziała, że jej szef również wiedział o robotach na drodze i nie był zadowolony z powodu jej braku odpowiedzialności. Ostatecznie doszło do tego, że została pominięta przy awansie, za co początkowo winiła Boga, ponieważ w swej ocenie pracowała ciężej, niż reszta i nie wiedziała, co Bóg miał przeciwko niej, skoro ci mniej pracowici i uczciwi w pracy awansowali.

Gdy w końcu zapytała szefa, dlaczego została pominięta i co powinna zrobić, aby awansować przy następnej okazji, powiedział jej o tym spotkaniu. Powiedział jej, że to był pewien schemat jej postępowania, brak wierności i narzekanie, zamiast podjęcia odpowiedzialności za swoje życie. Na tym stanowisku potrzebował kogoś, kto będzie mówił mu prawdę bez względu na to, jaką – ona tego nie robiła. Przede wszystkim, nie była to wina Boga, sama sobie na to zasłużyła nie rozprawiając się z niesprawiedliwością w sercu.

To jest właśnie istota sprawy wzrostu w Chrystusie. Przyznać się do tego, czemu powstało spóźnienie, a nie zwalać na roboty. Nie oskarżanie przyjaciółki, która zareagowała na rozsyłanie fałszywej informacji. Nie udawanie przed żoną, że to ze względu na nią wyczyściło się żaluzje. Lecz, będąc cichym i łagodnego serca, podatnym na naukę i chętnym do poprawiania własnych motywacji, głęboko wewnątrz, tam, gdzie je widzi Jezus.

Król Saul stracił królestwo najpierw w swym sercu, a dopiero później w naturalnej rzeczywistości.

Continue reading →

Tego tekstu legaliści nie są w stanie znieść


Joe McKeever

„Nie postępuje z nami według grzechów naszych, ani nie odpłaca nam według win naszych” (Ps 103:10).

Zróbcie wszystko, co w waszej mocy, aby w waszym kościele żaden legalista nie był odpowiedzialny za cokolwiek, ponieważ oznacza to wyrok śmierci na wszystko czegokolwiek się dotknie.

“Litera zabija, Ducha daje życie” (2Kor 3:6).

Legalistą jest samozwańczy chrześcijanin, który sprowadza nasze obowiązki wobec Boga do listy reguł. Legaliści uwielbiają Dziesięć Przykazań, oczywiście, lecz skoro Nowy Testament nie kodyfikuje listy zadań, które musimy wykonywać, aby podobać się Bogu, oni robią to za Niego. Jakże miło z ich strony, że pomagają Bogu. Przypomina mi się stara definicja legalisty: Ten, kto wie, że w Biblii Bóg nie wymaga tej zasady, lecz wymagałby, gdyby o tym pomyślał. Legalista zrozumiał Boga.

Dla legalisty wszystko, cokolwiek Bóg robi, jest związane z naszymi ocenami i naszymi osiągnięciami. To, że my upieramy się przy tym, że „On nie postępuje według grzechów naszych ani nie dopłaca nam według win naszych” po prostu nie liczy się. Takie nauczanie nie funkcjonuje w jego systemie.

To twierdzenie – a łaska jest doktryną – jest dla legalisty nie do zniesienia.

Legalista „wie”, że łaska jest w Niebie rzadkością, ponieważ Bóg jest zbyt zajęty osądzaniem uczynków i przyłapywaniem grzeszników na gorącym uczynku.

Legalista nie ma cierpliwości dla tych, którzy uwielbiają Boże przebaczenie i przyklaskują Jego łaskawości. Jest zniesmaczony tym, że tacy słabeusze nazywają siebie chrześcijanami i jest pewien, że dzień sądu dowiedzie jego małostkowości.

Legalista wszystko redukuje do rygorystycznego zachowania. Jeśli czynimy dobrze jest w porządku, jeśli źle (czy nawet mniej niż dobrze), to mamy poważny problem.

Oczywiście, znajduje mnóstwo wersów na poparcie swego surowego punktu widzenia. Do jego ulubionych wersów należą wszystkie wzywające nas do „wykonywania Słowa”. Uwielbia 2Kor 2:9: „Po to zresztą i pisałem, aby was wypróbować, czy we wszystkim jesteście posłuszni”. (Ignoruje całą resztę Słowa i nie ma powodu, żeby nas zachęcić do sprawdzenia kontekstu.)

Miałem kiedyś diakonów którzy próbowali coraz bardziej zawężać kwalifikacje na ten urząd. Jak tylko znaleźli jakiś wers nazywający coś grzechem, natychmiast chcieli włączyć go, jako dyskwalifikujący. Wydaje się, że sądzili, iż teraz już są na dobre w grze, a tych kilka osób podążających za nimi będzie mogło ich zmierzyć poprzez wysokie standardy. Równocześnie, zabijali kościół uściskiem, w którym go trzymali.

Legaliście zależy na prostocie i nie ma cierpliwości do niczego, co komplikuje jego filozofię: „zachowuj zasady”. Czy może być coś prostszego? Continue reading →

Drogi sprawiedliwości_1


John Fenn

Ostatnio, w sobotę rano, Barbara jeszcze spała, Chris już obudzony, wykąpany oglądał ulubiony chrześcijański program telewizyjny, grając na tablecie, a ja sprzątałem kuchnię po zrobieniu Chrisowi śniadania. W kuchennym oknie mamy drewniane żaluzje szerokości około 5cm, o nieco już wyblakłym kolorze. Jako, że są w kuchni, stale zbiera się na nich tłuszcz i kurz, a ja jako pierwszy rozsuwam je rano, przez co brud znajdujący się na każdej listewce i szybko zwijam do góry, żeby ukryć ten brud – nie widać, nie zawraca głowy.

W ciągu pierwszego miesiąca, stojąc przy kuchennym zlewie myślałem sobie: „ktoś musi w końcu wyczyścić to. Ciekaw jestem, kiedy Barbara zakręci się koło tego” (Tak, będąc szczerym.) Niemniej, dziś, tym „kimś” byłem ja. Nie dało się już tego dłużej wytrzymać. Chris zadowolony, Barbara śpi, jest po śniadaniu. Wyjąłem żaluzje z zaczepu, opuściłem na kontuar, spryskałem solidnie płynem i po kilku chwilach wytarłem papierowym ręcznikiem.
Gdy znalazły się z powrotem na miejscu, lekko wyczyściłem pozostałe plamy, które wcześniej przeoczyłem i pomyślałem sobie: „Ciekaw jestem, kiedy Barbara zauważy, że wyczyściłem żaluzje”. Jak tylko ta myśl powstała, usłyszałem, jak Pan pytam mnie: „Co chcesz jej powiedzieć o tym, dlaczego je wyczyściłeś?” Natychmiast odpowiedziałem: „Bo wymagały czyszczenia…” Te ostatnie słowa wygasły z myśli, jak samochód, któremu wyczerpało się paliwo i powoli zjeżdża na bok. Odpowiedziałem, zanim zdałem sobie sprawę z tego, że Pan pytał o przyczynę, a ja wiedziałem, co to było – Pan sprawdzał motywacje, co napędzało moje serce, sprawiedliwość czy pycha?

Wobec Niego można mówić wyłącznie prawdę, jest jak najdoskonalszy na świecie wykrywacz kłamstwa, uniwersalna surowica prawdy, ponieważ On Sam jest Prawdą. Kiedy zadaje ci pytanie o prawdę, cokolwiek jest w sercu wychodzi na wierzch. Jest to łagodne, lecz gruntowne, a bolesne jedynie wtedy, gdy nie jesteś podatny na naukę, jesteś pyszny, uparty, starasz się coś ukryć w sercu i nienawidzisz być w błędzie. W skrócie: jeśli nie kochasz sprawiedliwości będziesz unikał Prawdy, lecz jeśli kochasz sprawiedliwość, będziesz zmierzał do światła, aby zostać sprostowany.

Wobec Niego dzieje się prawda i człowiek nie jest w stanie powstrzymać jej przed wyjściem z serca na światło Jego szczegółowego przyglądania się. Motywy po prostu wypływają na powierzchnię, jak babcine pierogi po ugotowaniu się. Jesteś „ugotowany” i nic nie możesz na to poradzić.

Natychmiast zmieniłem odpowiedź na prawdziwą: „W porządku, prawda jest taka, że nie mogłem już wytrzymać ich w takim stanie”, na co odpowiedział: „Ale Barbarze powiedziałbyś, że zrobiłeś to jak przysługę, bo była taka potrzeba, a wiesz, że trudno jej zdjąć je z góry”. „Tak, przepraszam” – przyznałem. „W porządku, dziś wzrosłeś trochę”. I tyle. Pan milczał, a ja zostałem z ciepłym uczuciem Jego obecności, które kocham, i które wzmocniło się, ponieważ wzrosłem nieco.

Postanowiłem w sercu, że, gdy Barbara zapyta, kiedy je wyczyściłem i dlaczego, powiem jej niepolerowaną prawdę, bez powiastek czy robienia z siebie jej bohatera. Zrobiłem to, bo nie dręczyły mnie tym brudem, nie mogłem tego znieść dłużej. Czysto egoistyczna motywacja. Taka była prawda. Nie zrobiłem tego dla niej. Nie, ze względu na wygląd tego miejsca, nie dlatego, że była taka potrzeba. Przeszkadzało mi to, że są takie brudne i nie mogłem tego już więcej znieść. Tak jej powiem. (Jeszcze nie zauważyła, że są czyste.)


Gdy sądzi Bóg

Continue reading →