Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Legalizm jest zdradą Chrystusa, narusza Ewangelię i niszczy ludzi


Joe McKeever

„Wtedy przystąpili do Jezusa faryzeusze oraz uczeni w Piśmie z Jerozolimy, mówiąc: Dlaczego uczniowie twoi przestępują naukę starszych? Nie myją bowiem rąk, gdy chleb jedzą. On zaś, odpowiadając, rzekł im: A dlaczego to wy przestępujecie przykazanie Boże dla nauki waszej?” (Mt 15:1-3).

„Litera zabija, lecz Duch daje życie” (2Kor 3:6).

Historycy mówią nam, że faryzeusze dobrze zaczęli, wzywając, jak podróżni przebudzeniowcy, naród do powrotu do wierności. Ostatecznie jednak, ich nacisk na sprawiedliwość został sprowadzony do zestawu praw i przepisów. Zaczęli jako ludzie dający wsparcie, a skończyli na dręczycielach, jako miłujący Boga, a skończyli jako tyrani i legaliści.

Legalista to, ktoś, kto mówi: „Wiem, że Pan tego nie powiedział, ale powiedziałby, gdyby o tym pomyślał!”

Legalista jest mądrzejszy od Boga. Pomaga Panu uzupełniać Jego Słowo, wypełniając dziury w tych miejscach, o których najwyraźniej Pan zapomniał coś powiedzieć, wyjaśnić czy wymagać czegoś. Legalista doprowadza pozostałą cześć ludzi Bożych do szaleństwa. Zawsze znajduje jakieś przepisy, które przeoczamy, wymagania, których celu wyraźnie nie rozumiemy, prawa, których reszta z nas powinna przestrzegać. Upiera się przy tym, że tylko on ma rację, a jeśli się z nim nie zgadzamy to może grać kartą „bardziej sprawiedliwego niż ci”.

Legalista twierdzi, że bardziej kocha Słowo niż ciebie. Typowe jest to, że wyciąga pojedyncze powiedzenia z Pisma i buduje wokół nich cały system, po czym od wszystkich wymaga, aby tego przestrzegali. Jeśli odmówisz to znaczy, że nie kochasz Pana, jesteś buntownikiem przeciwko Bogu, liderem i nauczycielem niegodnym tego kościoła.

Kiedy się mu powie: „litera zabija, lecz Duch daje życie”, oskarży cię o wyrywanie prawdy z kontekstu. Dumny jest z tego, że wyciska literę z prawa. Lubi mówić, że: „Pismo mówi to, co znaczy i znaczy to, co mówi”.
Brzmi to tak dobrze nawet dla wiernych, że niektórzy nie zastanawiają się nad tym, że Pismo często używa różnych sposobów powiedzenia tego samego. Często też pojawiają się problemy z przetłumaczeniem nauczania z jednego języka na inny. Więc, nie zawsze jest to takie proste.

A legalista lubi, żeby było prosto.

Biada ci, jeśli legalista w twoim kościele zdarzy się być pastorem. Jego kazanie będą twarde (będzie to nazywał „głoszeniem przeciwko grzechowi!” i może nawet wywołać aplauz wielu), w jego przesłaniach brakować będzie łaski (będzie to nazywał: „tanią łaską”), a ludzie, których będzie do siebie przyciągał będą jego klonami. Stąd już idzie tylko z górki. Wkrótce będzie wyciągał kościół z denominacji (oni nie głoszą już Słowa!), odłączał siebie od każdego pastora i kościoła, niechętnych to trzymania się tak ścisłego zasad.

Faktem jest, że często denominacja prowadzi kobiety i mężczyzn do większego niezrozumienia Pisma niż ten legalista ze swoimi wymaganiami i surowymi interpretacjami.
W latach poprzednich tacy pastorzy uwielbiali ględzić o długości damskich sukienek i włosów, domagać się, aby kobiety się nie stosowały makijażu i nie nosiły biżuterii, ludzie nie tańczyli, nie palili, nie chodzili do kina i nie czytali powieści. Jeszcze wcześniej uskarżali się na radio, później telewizję a w końcu na komputery.
Jeśli legalista nie może znaleźć czegoś, przeciwko czemu może stanąć to sam to stworzy.
Jest w legalizmie coś atrakcyjnego co przyciąga mnóstwo ludzi. Redukuje chrześcijańską wiarę do zestawu reguł. Już nie ma tych: „Zbadaj mnie, Boże, i poznaj me serce; doświadcz i poznaj moje troski, i zobacz, czy jestem na drodze nieprawej, a skieruj mnie na drogę odwieczną!” (Ps 139:23-24), żadnych: „Moją ofiarą, Boże, duch skruszony, nie gardzisz, Boże, sercem pokornym i skruszonym” (Ps 51:19).

Reguły. Prawa. Ustanowienia. Wymagania. Żądania.

Legalizm potępia tych, którzy się nie zgadzają, którzy korzystają z wolności zabronionej przez legalistów oraz tych, którzy upierają się przy tym, że należy rozważać całe Pismo, a nie tylko jeden wers tu, jeden tam.
W czasach Jezusa faryzeusze byli doskonałym przykładem legalistów, niestety ich potomków jest wielu i są głośni. I zawsze obecni. A legalista lubi, żeby było prosto.
Jakiś czas temu byłem pastorem w Mississippi’s First Baptist Church w Columbus pod koniec lat 70-tych. Zebrało się sporo ludzi tego wieczoru, w tym wielu gości z innych kościołów, o których już dawno zapomniałem z jakiegoś powodu. Byłem podekscytowany i czułem się wspaniale.
Na drugi dzień wieczorem mieliśmy spotkanie diakonów, i Atwell Andres powiedział mi: 'Pastorze, facet siedzący obok mnie wczoraj na nabożeństwie był zielonoświątkowcem. Jak podaliśmy sobie na zakończenie ręce, powiedział do mnie: „Wasz pastor idzie do piekła”.

Powiedziałem: „Ach. Mój pastor idzie do piekła? Mogę zapytać czemu?”
A ten odpowiedział: „Ma za długie włosy”.
Atwell, zawsze chodzący w nieco szelmowskiej aurze, miał dla niego właściwe pytanie:
“A jak długie powinny być jego włosy?”
„Mniej więcej takie, jak moje”.

Uśmialiśmy się z tego serdecznie. Był to tak jasny przykład legalizmu jaki tylko można sobie wyobrazić.

Co robi legalizm…

– Sprawę sprawiedliwości przenosi na zewnątrz, nie do serca.
– Sprawiedliwość kręci się wokół przepisów, których nie znajduje się w Piśmie (bądź zostają niewłaściwie zinterpretowane).
– Legalizm neguje pełne nauczanie Pisma w danej sprawie i przechodzi do zasiewania jednego drobnego tekst, który ustanawia jako standard.
– Legalizm sam siebie ustanawia sędzią: „My zdecydujemy”.
– Legalizm sam siebie ustanawia standardem: „Mniej więcej takie, jak moje”.

We wszystkich swych przejawach legalizm gwałci liczne zasady sprawiedliwego uczniostwa: suwerenność Wszechmogącego Boga, właściwą interpretację Pisma, posłuszeństwo Duchowi Świętemu, miłość do ludzi, dominację przesłania ewangelii i wiele innych. Continue reading →

Okup

Murray Richard

„Podobnie jak Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służył i oddał życie swoje na okup za wielu” (Mt 20:28).
„Okup” płaci się wrogim porywaczom, a nie miłującemu ojcu. Ten Okup został zapłacony PRZEZ Ojca, a nie Ojcu.
Dla Niego jesteśmy warci wszystkiego. To On chciał zapłacić każdą cenę, aby nas pozyskać z powrotem z współzależnego uścisku Szatana (cokolwiek uznajemy za diabła; czy to anioła ciemności, czy ciemną siłę, odłączoną od Bożej wiecznej dobrej woli dla wszystkich). Jedynym celem Bożego serca było „zmienić” nasz sztokholmski syndrom „niewolnictwa” wobec Szatana, dzięki zaszczepieniu dającą życie krwią Jego doskonałego Syna (J 3:16).
https://pl.wikipedia.org/wiki/Syndrom_sztokholmski
Szatan musiał legalnie zostawić nas po to, aby prawnie uchwycić nagle i dobrowolnie wystawionego na ciosy Jezusa. Lecz Szatan nadal nie był w stanie pokonać Chrystusa. Bitne cechy Jezusa ciągle były zbyt mocne, aby mogły być ograniczone czy wyssane przez demoniczne moce i zwierzchności. Szatan nie był takim aniołem, który mógłby zniszczyć i zamordować niebezpiecznie wyczerpanego Jezusa.

I na tu jest istota – Chrystus Zwycięzca!

Wniosek: Najwyższy czas wymienić naszą teorię zadośćuczynienia, która hańbi Boży charakter robiąc z niego mordercę własnego Syna (kara zastępcza)na taką, która bohatersko wywyższa Go, jako naszego zwycięzcę usuwającego niewolę. Jezus dokonał transfuzji Swojej pulsującej życiem krwi do naszych anemicznych duchowych żył. On jest boskim dawcą dynastycznego rodowodu – pierworodnym spośród wielu braci – wszystko we wszystkim – wszystko w Nim, my wszyscy tchnięci mocą Jego niezniszczalnego życia!

Drogi sprawiedliwości_6


John Fenn

Jezus nigdy się nie zmienia. W sam taki sposób, w jaki zajmował się ludźmi w Ewangeliach, zajmuje się tobą i mną dzisiaj. Przyjrzymy się więc TEMU, a dowiemy się jak to robi.

Pan niczego nie zmienia Swej pracy nad ludźmi w zależności od tego czy mieli trudne, czy łatwe dzieciństwo, czy są bogaci czy biedni, nie ma względu na płeć: Prawda jest prawdą i nie ma znaczenia, gdzie byliśmy ani kim jesteśmy – On zawsze będzie mówił do nas od wewnątrz, abyśmy dostosowali nasze emocje i myśli do tej Prawdy. Daje nam okazje do podejmowania właściwych decyzji, odczuwali właściwe uczucia, abyśmy rozumieli Jego prawdę w każdej sytuacji.
Gdy więc mowa o emocjonalnych zranieniach najpierw musimy zadać sobie pytanie, czy te rany są sprawiedliwymi czy niesprawiedliwymi emocjonalnymi zranieniami. Nie wszystkie rany są takie same. Część z nich jest spowodowanych przez nas samych. Takie nie są usprawiedliwione i należy je pozostawić Panu, a serce będzie wystawione na konsekwencje, co Pan uczyni, jeśli się nie dojdzie do Prawdy w tej sprawie. Niemniej, niektóre rany są usprawiedliwione a dzieje się tak wtedy, gdy człowiek staje się ofiarą czyichś twardych słów i działań, i te muszą zostać uzdrowione przez Pana, co często wymaga czasu. Najpierw zajmiemy się ranami nieusprawiedliwionymi.

 

Zranienia i rozczarowanie powstające u ludzi

W 6 rozdziale Ewangelii Jana Jezus mówi do tych, którzy go szukali (w. 26): „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, szukacie mnie nie dlatego, że widzieliście cuda, ale dlatego, że jedliście chleb (który Jezus rozmnożył) i nasyciliście się”. Oj, to musiało zaboleć. Kiedy więc przeszedł do trudnych do zrozumienia przypowieści o jedzeniu Jego ciała i piciu Jego krwi, wielu z nich odeszło – zmieszani, zranieni i rozczarowanych (J 6:66-67).

Czy ich zranienie było usprawiedliwione? Odczucie zdrady było rzeczywiste. Uczucia głębokiego rozczarowania Jezusem prawdziwe. Nagle ich życiowe plany zostały zmienione i wrócili do domów, aby się pozbierać i to po czasie spędzonym z człowiekiem, który miał być ich nowym królem – ON tak bardzo ich zranił. Czy to zranienie było usprawiedliwione? Nie. Czy ich poczucie zranienia, rozczarowania, zdrady było realne? Tak. Uczucia realne, lecz nieusprawiedliwione, więc Pan oczekiwał od nich dostosowania uczuć do Prawdy – tak samo działa dzisiaj w nas.

Zobaczmy, co się działo w 1 rozdziale Ewangelii Marka (w. 30-38), kiedy Jezus pozostawał w domu teściowej Piotra i aż do zachodu Słońca uzdrawiał wszystkich, którzy podeszli do drzwi domu. Następnego ranka wyszedł na zewnątrz, aby się samotnie pomodlić i kiedy Go znaleziono, Piotr powiedział: „Wszyscy cię szukają!” spodziewając się, że Jezus ponownie zacznie uzdrawiać, jak to czynił poprzednio. Jezus jednak powiedział, że musi iść do innych miast. JAKŻE rozczarowani musieli być wszyscy ludzie – jak zranieni – skoro potrzebowali uzdrowienia, a Jezus jednym kaprysem odwołuje spotkanie z nimi i idzie dalej. Co by było, gdybyś to ty nie zdążył przed zachodem Słońca poprzedniego dnia dotrzeć w kolejce i pozostał chory i zraniony? Ich zranienie i rozczarowanie było realne, czy jednak było usprawiedliwione? Nie. Czy uczucie rozczarowania, zranienia, gniewu było rzeczywiste? Tak.

Continue reading →

Drogi sprawiedliwości_5

John Fenn

Przed wyjazdem Chrisa na Warsztaty Terapii Zajęciowej (trwające cały tydzień) po pobycie w domu zawsze jemy w restauracji. Czasem zamawiamy i zabieramy do samochodu tylko hamburgera zabieranego, którego zjadamy stojąc w oczekiwaniu na przejazd pociągu, czasem wchodzimy do środka i siadamy na dłużej. Zdarzyło się, że chciałem zajść do Brauma (lokalna sieć z hamburgerami i lodami), ponieważ Chris miał ochotę na kurczaka i szeika z czekoladowego mleka.

Lubi zajmować miejsce przy narożnym stoliku, ponieważ łatwo mu tam wjechać wózkiem inwalidzkim i jest dobry widok na ludzi składających z samochodów w okienku na zewnątrz zamówienia. Chris ma 37 lat lecz z powodu uszkodzenia mózgu przy porodzie, owinięcia się pępowiny wokół szyi, jest na poziomie 4 letniego dziecka. Jest więc najbardziej przyjaznym 4 latkiem w 37 letnim ciele, jakiego kiedykolwiek mógłbyś spotkać, dla którego nie istnieją obcy. Nieustannie wylewają się z niego komentarze na temat samochodów, pociągów, ludzi, psów, wszystkiego i wszystkich, cokolwiek znajdzie się na naszej drodze.

Siedliśmy w tym rogu i spekulowali, co też ludzie podjeżdżający w samochodach do okienka zamawiają, gdzie jadą itd. W pewnym momencie usłyszałem na tle całego wewnętrznego zamieszania dochodzący jakby z oddali sygnał alarmu samochodowego wyjący na parkingu. Wydawało mi się, że jak zwykle to bywa się wyłączy po 30 sekundach, lecz ten nie wyłączał się. Musiał to być jeden z tych, które trąbi co 1.5 sekundy. Ponieważ odzywał się z zewnątrz wydawało mi się, że słychać go jakby w tle.

W miarę jak alarm nieustannie funkcjonował pomyślałem sobie: „Prawdopodobnie jakieś starsze małżeństwo mające problemy ze słuchem, czy coś takiego, nie wie, że to ich samochód alarmuje. Powinienem się rozejrzeć, do kogo może należeć”. Przeleciałem wzrokiem salę i okazało się, że byłem najmłodszym, poza Chrisem, konsumentem na sali. Wtedy Chris zapytał o coś, o kolejny samochód przy okienku, zastanawialiśmy się co zamawiają, dokąd jadą, jakim to samochodem jadą – w tle cały czas słychać było wycie alarmu. Pomyślałem sobie, że muszę znaleźć tą starsza osobę i powiedzieć o tym.

W tym momencie wyciągnąłem szyję na tyle, żeby przyjrzeć się parkingowi, aby znaleźć miejsce, gdzie stoi samochód robiący tą wrzawę i okazało się, że był to mój! To ja byłem tym starym prykiem, nie mającym pojęcia, że wyjący alarm odzywa się z jego samochodu. Szybko wsunąłem rękę do kieszeni, gdzie nawet z zewnątrz dało się wyczuć breloczek z kluczem do samochodu i kilka monet, które dostałem reszty. Gdy usiadłem, kieszeń zacisnęła się i monety przyciskały alarmowy przycisk – cały czas to ja sam robiłem!

Irytujący 'samochodowy alarm” Ducha Świętego.

Dzięki Chrystusowi w nas, nadziei chwały, Pan stara się, abyśmy wzrastali od wewnątrz. Jego głos jest jak uruchomiony alarm samochodowy, jakiś hałas odzywający się z dala, wypływając z naszego duchowego człowieka ku naszemu umysłowi, brzmiący jak sugestia – delikatny, łagodny jak myśl z jasnego nieba, niemniej zawsze obecny aż do chwili, gdy odsuniemy ten głos tak daleko do tyłu, zdeterminowani, aby słyszeć inne, albo zajmiemy się sprawą, którą On przynosi.

Czy nie zwróciłeś już uwagi na to, że, powiedzmy, gdy masz bardzo pilny rachunek do zapłacenia, Pan zwraca ci w sercu uwagę na jakąś siostrę czy brata? Jeśli jesteś do mnie podobny myślisz: „W porządku, Panie, wiem, że mam ich kochać, lecz czy nie moglibyśmy zamiast tego porozmawiać o tym rachunku?”

Przeżyliśmy to już przed pojęciem decyzji o uwierzeniu Jezusowi – pamiętacie? Gdy usłyszałeś o Jezusie, nie byłeś w stanie pozbyć się tej myśli, a pytanie o to, co „z Nim zrobić” zawsze gdzieś w tle brzmiało. Bez względu na to, jak bardzo byłeś zajęty, zawsze gdy umysł przełączał się na funkcję „wyciszenia” to pytanie pojawiało się w świadomości. Pan tak działa. To jest Jego wewnętrzny „alarm samochodowy” w każdym nas aż do chwili, gdy wyłączymy go, bądź zdecydujemy się słuchać Go wejść w to, co On ma dla nas.

Jest taka pieśń Margaret Becker z albumy wydanego „Falling Forward” w 1998 roku pt „Clay and Water” („Glina i woda”). Jest tam taki tekst: „Jestem gliną, jestem wodą, padającą na przód w tym porządku, kiedy świat wiruje wokół szybko, ja pomału staję się tym, kim jestem. Wszystko ciągle się zmienia, koła zawsze się kręcą. Czuję ten ogień zmiany, lecz jakoś nie parzy. Jak pobłogosławiony żebrak, potykam się w łasce, sięgając dłonią po to, co czeka…” („I am clay and I am water, falling forward in this order, while the world spins round so fast, slowly I’m becoming who I am. Nothing ever stays the same, the wheel will always turn. I feel the fire in the change, but somehow it doesn’t burn. Like a beggar blessed, I stumble in the grace, reaching out my hand for what awaits…”).

Możesz potykać się, lecz jeśli serce jest zdecydowane, to w wyniku procesu trwającego całe życie stajesz się tym, kim jesteś. Jego sąd, Jego sprawiedliwość nie parzy, jeśli szybko radzimy sobie ze sprawami serca.

Continue reading →

Drogi sprawiedliwości_4

John Fenn

Wydawało się, że pewien mężczyzna, który należał do zespołu liderskiego w jednym z mega-kościołów, złożył zdumiewające świadectwo na środowym nabożeństwie wieczornym. Opowiedział o tym, że jego syn chciał samochód i to nie jakiś samochód, lecz Jeepa. Nowego Jeepa. Przyznał też, że chciał, aby syn dostał ten samochód, ponieważ wkrótce kończył średnią szkołę i potrzebował środka transportu. Niestety nie mieli pieniędzy, aby mu kupić, więc modlili się.

Powiedział, że „trwali w modlitwie i wierze” i pewnego dnia chodzili po parkingu oglądając Jeepa i rozmawiając ze sprzedawcą, zdecydowali się na jednego, lecz nie mając pieniędzy skierowali się do domu. Wtedy, cud cudów, sprzedawca powiedział o tej potrzebie właścicielowi salonu, na co ten zdecydował się dać młodemu człowiekowi całkowicie nowego Jeepa. Cóż za świadectwo Bożej wierności, gdy trwasz w modlitwie – powiedział zgromadzeniu. Odezwały się ogłuszające okrzyki i brawa.

 

Prawda

Prawda zaś była taka, że ten mężczyzna był szefem jednego z oddziałów tego kościoła, a właściciel salonu był członkiem tego zboru, był też częstym mówcą na różnych konferencjach, które zbór prowadził, często również był zaangażowany w działalność prowadzoną przez oddział, który prowadził tato młodzieńca – znali się więc dobrze. Faktem jest, że nie czuł się winny dzwonić przez dwa tygodnie wcześniej do tego dilera kilka razy dziennie, naciskając aby dał nowego Jeepa jego synowi … w końcu, po 2 tygodniach nagabywania i telefonowania, dał mu go. To wszystko działo się za sceną i tylko nieliczni z nas wiedzieli o tym, co się działo… zostaliśmy więc bardzo zasmuceni z powodu kłamstw, które powiedział tego dnia.

Walka o sprawiedliwość w jego sercu była bitwą pysznego ojca, który chciał dla swego syna tego, co najlepsze, naprzeciw sprawiedliwości Pana, którą Pan chciał w nim rozwijać. Drogi sprawiedliwości funkcjonują w sercu w subtelny sposób, Pan jest gentlemanem. Tak więc możliwości do tego, aby podejmować sprawiedliwe decyzje pojawiają się w subtelny sposób, niemal, jak sugestie wypływające z wewnątrz, myśli Ducha Świętego, które unoszą się do naszego umysłu, tak subtelne, że większość ludzi jest głucha na Jego głos.

W Liście do Galacjan Paweł napisał (4:19): „Dzieci moje, znowu w boleści was rodzę, dopóki Chrystus nie będzie ukształtowany w was”.

Wstawiamy się w modlitwach o naszych bliskich, aby przyszli do Chrystusa, lecz gdy już przyjdą pojawia się nieustanna modlitwa, podobna do ciąży i procesu rodzenia, potrzebna do tego, aby wzrastali w Chrystusie. Bóg nie naruszy ich wolnej woli, lecz nasze modlitwy wspierają* starania Ducha, aby ci ludzie wzrastali od środka, od wewnętrznego ducha, od wewnątrz na zewnątrz, w życiu, aby zmieniani byli od środka tak, aby podejmowali sprawiedliwie decyzje. Dzieje się tak dzięki temu, że Pan pozwala nam znajdować się w sytuacjach wymagających decyzji – bądź sprawiedliwych, bądź pasujących do naszych starych sposobów działania (*Ef 1:17-18, 3:14-20, Kol 1:9).

W 1 Liście Piotra 2:2 czytamy: „ jako nowo narodzone niemowlęta zapragnijcie niesfałszowanego duchowego mleka Słowa, abyście przez nie wzrastali ku zbawieniu”.

Continue reading →

Drogi sprawiedliwości_3

John Fenn

Brałem kiedyś udział w spotkaniu kościoła domowego należącego do naszej sieci kościołów i poprosiłem o modlitwę, ponieważ byłem bardzo zmęczony oraz potrzebowałem mądrości w kilku sprawach. Gdy stałem, wszyscy zebrali się wokół mnie, położyli na mnie ręce i poczułem w swym duchu i duszy odświeżający powiew. Było kilka zachęcających proroctw. Zostałem pobłogosławiony i poczułem się znacznie lepiej. Gdy już wszyscy zdjęli ze mnie ręce i wrócili na swoje miejsce, poczułem szarpnięcie za lewą nogawkę.

Spojrzałem na dół i zobaczyłem małego chłopca, Adama. 4 letni, czarujący chłopczyk, który z powodu wady wzroku nosił już okulary i ubrany był w sam raz na spotkanie domowego kościoła. Nauczono go szacunku do starszych, gdy więc zapytałem, co chce, odpowiedział: „Pastorze John, Pan mi powiedział coś dla ciebie” (Choć nie używamy tytułów, ceniłem sobie tą myśl). Wszyscy w pokoju uśmiechnęli się; był taki słodki, szczery. Odpowiedziałem łagodnie: „Dzięki, Adam, bardzo chcę usłyszeć, co ci Pan powiedział dla mnie”

Spojrzał na mnie w górę przez te grube okulary i w najbardziej szczerym głosem powiedział: „Pan mówi ci, że kocha ciebie i że robisz dobrą robotę”. Serce stopniało mi pod tym autentycznym uznaniem. Natychmiast odpowiedziałem: „Dzięki, Adamie, to jest wprost od Pana, dziękuję ci bardzo, że się tym ze mną podzieliłeś, bardzo dużo to dla mnie znaczy”. Na to on odpowiedział, wyciągając otwartą dłoń: „Miło mi. Możesz mi dać 20 dolarów?”

Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a niektórzy skomentowali to tak, że musiał oglądać jakąś telewizję chrześcijańską. Niemniej, to słowo jest dla mnie cenne do dziś.

Jak dziecko

Ten Adam był na tyle przejrzysty, żeby mnie poprosić o 20$ wobec wszystkich ludzi w pokoju, pokazując szczerość we wszystkich obszarach. Nie miał żadnych ukrytych pragnień, nie kłamał, że potrzebuje pieniądze dla chorego kolegi z klasy, po prostu chciał wiedzieć czy dam mu 20$ i był na tyle odważny i przezroczysty, aby zapytać o to. Modlił się szczerze, prorokował szczerze i prosił o pieniądze szczerze. Całkowita przejrzystość.  

Porównaj teraz prostotę dziecka z tym

Gdy prowadziliśmy kościół w Colordo, była tam kobieta w średnim wieku, która znana był z tego, że wykorzystywała nieco ludzi. W ramach codziennej rutyny odwiedzała lokalną kawiarnię i jeśli zobaczyła kogoś znajomego, siadała naprzeciwko i zaczynała mówiła tak długo, aż ten ktoś zaproponował jej postawienie kawy i jakiejś przekąski. „Kursowała” po tanich restauracjach, a jak słyszałem kilka historii o tym, jak widząc kogoś znajomego w sklepie, czepiała się go, opowiadając, jak bardzo chciałaby to czy tamto, lecz nie ma pieniędzy, w nadziei, że ta osoba kupi jej to, co chciała.

Pewnego dnia zauważyliśmy, że zaczęła nosić na szyi kołnierz ortopedyczny. Powiedziała, że zraniła się w szyję i prawdopodobnie będzie musiała iść na chorobowe. Była w wieku przedemerytalnym, lecz otrzymałaby niewielką rentę. Obnosiła się z tym kołnierzem po całym mieście i powtarzała wszystkim tę samą historię. Pewnego dnia przyszła na spotkanie modlitewne kobiet, które prowadziła Barb. Powiedziała mi, że obecność Ducha Świętego była tak gęsta, że wielu zostało „położonych w duchu” tam, gdzie siedzieli, a ona miała prorocze słowo do każdego z obecnych.

TA kobieta siedziała na krześle i gdy Barb położyła na jej ramionach ręce, ta padła na bok, jak to się mówi: „znokautowana” przez Ducha na kilkanaście minut.

Kiedy wstała, zapytała szeptem Barbary, co ma teraz zrobić. Barb odczuła, że przez Ducha, że miało to coś wspólnego z jej szyją i powiedziała jej coś w rodzaju: „Zrób to, co Pan chce, abyś zrobiła”. Ta kobieta usunęła kołnierz i nigdy więcej go nie założyła. Oszustwo zostało ujawnione, a sprawa załatwiona w jej sercu nie ludzką ręką, lecz ręką Boga.

Przykryła swoją żądzę łatwych pieniędzy kłamstwem po to, aby usprawiedliwiać siebie samą, lecz Pan łagodnie ujawnił jej kłamstwo i zażyczył sobie, aby się z tym rozprawiła, co zrobiła.

Continue reading →