Category Archives: Tyra Stan

Stan_30.07.2019

Stan Tyr

W Ewangelii Mateusza 2Liscie Piotra, 1 Liście do Tesaloniczan i w Objawieniu Jana czytamy, że Pan przychodzi jak „złodziej w nocy”. Napisałem już wcześniej o tym, ale chcę ponowić dziś, ponieważ myślę, że ważne jest zrozumieć w jaki sposób funkcjonuje królestwo i nasze postępy w podróży przez łaskę.

Większość z nas słuchała o tym, że fragment mówiący o „złodzieju w nocy” jest nauczaniem o „czasach ostatecznych”, eschatologicznym.

Gdy byliśmy dziećmi przerażało nas to, gdy przekonywano nas, że każda noc może być nasza ostatnią, a młodym chłopakom napędzała strachu wizja, że Bóg wróci zanim rozpoczniemy współżycie seksualne! Słyszeliśmy również wiele wezwań ewangelicznych typu: „czy jesteś gotowy?? On wkrótce przyjdzie jak złodziej w nocy. Czy wiesz, gdzie spędzisz wieczność?”

Fakt jest taki, że te wersy NIE MAJĄ NIC wspólnego z porwaniem, lecz jest to opis pełnego miłości miłosierdzia Bożego i łaski. On mówi: „Przyjdę do ciebie gdy będziesz nieświadomy (we śnie) w ciemnych chwilach, jak to robi złodziej i usunę to, co nie należy do mnie” .
Bóg ma mnóstwo pracy do wykonania w tajemnicy w naszej duszy, w czasie, gdy jesteśmy tego najmniej świadomi i najmniej oczekujemy, ponieważ gdybyśmy wiedzieli, co się dzieje, próbowalibyśmy przyjąć kontrolę, lub zatrzymać cały proces. Nikt nie jest w stanie przeprowadzić całego procesu dekonstrukcji sam. Wszyscy mamy liczne „wartościowe” posiadłości, których nie chcemy dzielić z nikim, muszą więc został ukradzione, gdy nie patrzymy, jesteśmy nieświadomi i nie możemy zobaczyć. Problem polega na tym, że my nie wiemy, co jest wartościowe, a co jest bałwanem, podobnie jak nie wiem, co jest pszenicą, a co chwastem.

Dzięki łasce, Pan w ciemności unieważnia nasze wyobrażenia a my jesteśmy budzeni i żyjemy na podstawie spotkania, o którym nawet nie wiemy, że miało miejsce i które powstrzymalibyśmy, gdybyśmy wiedzieli. Dzięki łasce miłującego i cierpliwego Ojca, który jest całkowicie oddany ukończeniu w nas tego, co rozpoczął, przez łaskawe działanie czasu i łaski, poruszamy się do przodu niezrozumiały dla nas sposób.
Gdy już się tam „dostaniemy” nie jesteśmy pewnie tego, jak to się stało, czym to „tam” rzeczywiście jest.
„Wkradanie się” Jahwe, jak to żartobliwie stwierdziliśmy, jest tajemnicze a skutek jest taki, że żyjesz zwycięstwem, które przeżyłeś, choć nie wiesz o tym. Nie tylko możesz przejąć kontroli i powstrzymać go, lecz nie możesz również przypisać sobie uznania, co jest niezwykle ważne do pokory, a która jest rozsadnikiem wszelkiej przemiany. Na szczęście, Ojciec nie dba o to, kto weźmie chwałę, On właśnie poprosił cię, abyś cierpliwie szedł do przodu i ufał swojej podróży wiary.

Stan_28/29.07.2019

Stan Tyra

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie image.png

28 lipca
Kogo widzisz na tym obrazku? Starą czy młodą kobietę? Prawdopodobnie z łatwością zobaczysz jedną lub drugą, lecz trudność sprawi zobaczenie obu, o ile nie przeszedłeś przez ćwiczenia Stevena Covej, lub ktoś ci nie pomógł.

Bez względu na to, którą kobietę dostrzegasz z łatwością, mogę wskazać na kilka cech tej „drugiej” i jeśli przyjrzysz się cierpliwie, prawdopodobnie zobaczysz ją, a przecież wszystko na tym obrazku jest w porządku. Niektórzy nigdy nie zobaczą. Mimo wszystko, wielu nie jest w stanie wyjść poza to co widzą. Niemniej, tylko dlatego, że czegoś nie widzisz, nie znaczy, że tego tam nie ma.
Wydaje się, że religia i polityka to dziedziny, w których mnóstwo ludzi patrzy na coś z jedne perspektywy i żarliwie zaprzecza innej, nawet pomimo tego, że jest w pełni oczywista. Co bardziej tragiczne, większość nie chce zobaczyć cokolwiek więcej czy inaczej. Nawet nie przyjrzą się tym cechom, które mogą ich doprowadzić do czegokolwiek innego, co jest sprzeczne z tym, co obecnie widzi, zdecydował się widzieć i nazywa „prawdą”.

Jezus powiedział: „Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim” (Łk 14:26). Jest tu użyty bardzo mocny język po to, aby wskazać, że nadmierne przywiązanie do czegokolwiek będzie ogromną przeszkodą naśladowania Chrystusa, co jako główne zadanie ma spowodować zmianę umysłu czy perspektywy (metanoia).

Podróż Chrystusa zawsze wiąże się z dalszą drogą ku nieznanym ludziom, którzy dobrze usadowili się w bezpiecznej strefie życia i tego co znajome. Jezus nie mówi o przyłączeniu się do nowej denominacji czy nowego systemu bezpieczeństwa. Grupowe myślenie dalej pozostaje grupowym myśleniem, bez względu na to jakiej grupie przysięgniesz lojalność.

Opuszczenie „domu” jest wyzwaniem dla większości. Jeśli spędziłeś mnóstwo czasu budując swój własny, osobisty projekt zbawienia, swoją wieżę powodzenia, swoją wieżę własnej ważności i uważnie otaczałeś to logiką, w tym odpowiednim rozdziałem i wersem (z Biblii) to jest prawdopodobne, że nie chcesz opuścić tego i iść „do ziemi, której nie znasz”.

Niemniej jednak, wydaje się, że, gdy zdecydujesz się opuścić swoją bezpieczną strefę czy system grupowego myślenia oraz jego totemiczne rytuały, boska grawitacja przejmuje cię a podróż zaczyna mieć swoje własne życie i śmierć. Jest to jedyny sposób na to, aby każdy z nas został rzeczywiści poprowadzony do „całej prawdy”. Nigdy nie zobaczysz szczytu „całej prawdy” jeśli nie zechcesz choćby spojrzeć poza to, zdecydowałeś już wcześniej, że tam jest. Nie znaczy, że tego tam nie ma, po prostu nie chcesz tego zobaczyć. Ta staromodna religia jest wystarczająco dobra, stare bukłaki dadzą radę, więc po co miałbym zaszywać nowy worek czymkolwiek, lepiej zostawić dziurę tak, jak jest.

Nic więc dziwnego, że jest tak wielu gniewnych, skupionych na sobie, sprawiedliwych we własnych oczach ludzi i nic dziwnego, że nie ma różnicy czy to w polityce czy w religii. Powinno być oczywiste dla wszystkich, że jedni i drudzy są wyćwiczeni w powierzchowności. W wierze nie chodzi o powtarzanie tego co znane – jest to podróż ku nieznanemu.

29 lipca
Ogromne szkody zostały wyrządzone przez nadużycie wierzeń, władzy, rytuałów i tradycji zarówno przez ludzi religijnych jak i polityków. Większość z nas wie w pewnym stopniu jakie zniszczenia i niedojrzałość zostały spowodowany zwykłym poleganiem na strukturze czy autorytecie/władzy. Gniewne, samo-sprawiedliwe opinie ślepota są tak niszczące ponieważ usuwają potrzebę zadawania pytań czy patrzenia poza i rodzą przekonanie o tym, że belka zawsze jest w cudzym oku. Zachodni kościół, podejmując próbę powstrzymania ludzi przed szukanie, czy „wyjściem z domu” doprowadził do mistrzostwa sztukę szybkich odpowiedzi, co niezaprzeczalnie spowodowało powstania osądzającego i gniewnego „Pierwszego Kościoła Starszego Brata”.

Większość wojen, ludobójstw i kultów zostało stworzony przez nie kwestionujących uczniów egoistycznych przywódców. Robimy tak dlatego, że jest jakaś dziwna wygoda i poczucie bezpieczeństwa pozostawaniu w ramach jego/jej teologii, nawet jeśli są złe czy całkowicie sprzeczne z nauczaniem Jezusa. Uwalnia nas to od ciężaru myślenia, odrzucenia wywołanego kwestionowaniem oraz od osobistej odpowiedzialności.

Wszyscy jesteśmy stworzeniami, które kochają identyczność, familiarność i to co powszednie oraz naszą własną grupę. Większość nie porzuci bezpieczeństwa jakie daje nasza własna grupa, dopóki nie zostanie do tego zmuszona. Niemniej, bez tego oddzielenia będzie utrzymywało się zaufanie do systemu wierzeń (grupowego myślenia) jako zbawienia. Jest to najbardziej powszechnym fałszywym substytutem autentycznej przemiany oferowanym przez fundamentalistyczną religię. znaczy to, że nie ma tam prawdy w ogóle, lecz najskuteczniejsze kłamstwa to takie, które zawierają w sobie 90% i mogą pojawiać się nam jako „aniołowie światłości”. Dlatego tak łatwe jest zwidzenie. Na przykład: jeśli wierzysz, że Bóg będzie torturował i palił na wieki choćby jedną osobę za jaj zachowanie to minąłeś się z całym przesłaniem i celem przyjścia Jezusa. Wiem, że wielu nie jest w stanie zobaczyć tego jakby nie byli ślepi, a jednak nie mogli zobaczyć (J 9:41).

Dajemy innym zgodę na to, aby nas prowadzili jak jagnięta na rzeź, w stronę religijnego systemu wierzeń, który mówi, że jeśli zachowasz zasady, to zasady zachowają ciebie. Jeśli staniesz mocno na „naszych” przekonaniach i praktykach, zostaniesz uratowany z piekła, które czeka na tych, którzy tego nie robią. Jesteśmy przekonani, że nasze Biblie dowodzą tego, że Jezus jest Bogiem i że on wierzy w to co ja (my) wierzymy. Jesteśmy przekonani, że jeśli dowiedziemy, że ci spoza naszego kultu błądzą to wygramy trofeum prawdy i życie wieczne. Jest to zarówno smutne jak i bardzo przerażające, lecz jedyne co potrafi dualistyczne myślenie.

Nikt z nas nie może kochać bliźniego tak, jak Chrystus kocha kościół, dopóki nie będziemy w stanie bez mrugnięcia okiem utrzymywać własnej tożsamości równocześnie cierpliwie rozumieć tożsamości innych. Ci, którzy budują mury wokół swojej wyjątkowej grupy nigdy nie będą mieć pożytku z ludzi z „zewnątrz”, z tych, którzy są poza ich sferą kontroli, a prawdopodobnie będą ich bardzo nienawidzić.

<|>


Stan_26/27.07.2019

Stan Tyra

26 lipca o 07:15 ·

Zawsze mam nadzieję , że cokolwiek piszę zachęca do patrzenia i daje zgodę na zobaczenie, równocześnie nie mówiąc o tym co masz zobaczyć. Nie musisz sobie niczego wyobrażać, próbować i rozumieć, czy złapać „to” właściwie, cokolwiek „to” jest. Wszystko co możesz i musisz zrobić to być połączonym i obecnym, równocześnie kontynuując podróż.

„Jeśli we mnie trwać będziecie a Ja w was, jesteście moimi uczniami, ja wam pokaże prawdę i prawda was wyzwoli” (J 8:31-38).

Jesteśmy zaproszeni do tego, aby iść za tym, który zawsze „zmierza przed wami do Galilei” Chrystus zawsze prowadzi nas ku temu, na co nigdy nie jesteśmy przygotowani, a jedynie możemy w tym uczestniczyć w bieżącej chwili. Musimy pamiętać o tym, że bieżąca chwila nie dzieje się w umyśle. Umysł może tylko być „przed” lub „po”. Umysł nie wie, w jaki sposób być obecnym teraz. To dlatego duch zaprasza nas aby „wyjść poza umysł” (meta-noia).

Gdy jesteś przyłączony i obecny nie będzie już żadnych przypadków. Jedność dostraja cię do wszystkiego. Nie potrafię tego wyjaśnić, lecz wiem, że to prawda. Prawdziwe Ja nieskończenie odradza się, ponieważ jest stale połączone z krzewem winnym i przynosi wiele owocu. Jak pokazał Jezus, bycie obecnym,trwanie.. może sprawić, że możesz stracić ucho i je ponownie odzyskać.

Taka jest odradzająca się natura łączności. Nie ma niczego ostatecznego, a wszystko jest przywracane ku dobremu.

Fałszywe ego jest oderwane od krzewu winnego i bezużyteczne, jego życie jest uważane za ostateczne i bezsensowne. Zawsze jest skupione na rozumie, logiczne, delikatne i niepewne. Zbyt dużo czasu spędziliśmy na próbach wyobrażania sobie, zrozumienia, zamiast uczyć się być po prostu obecnym i iść za tym. Na szczęście, wszyscy zostaliśmy zbawieni/uratowani pomimo nas samych, ponieważ tam gdzie grzech obfituje, łaska jest jeszcze bardziej obfita.

27 lipca

Wyłącznie to, co dojrzałe może zrozumieć niedojrzałość, dlatego tak ważna jest rola autentycznych Starszych w religii i społeczeństwie. Problem jest w tym, że pomyliliśmy bycie starszym z byciem członkiem rady starszych, więc nadal ślepy prowadzi ślepego.

Nieprawdziwi starsi po prostu utwierdzają ludzi na ich poziomie niedojrzałości, odrzucając i osądzając wszystkich innych. Następnie niedojrzałość kocha ich i wybiera ich za to, że są równie niedojrzali i wyjątkowi. Bóg zawsze posuwa ludzkość do przodu przez zdrowych i zatem świętych ludzi, lecz to zazwyczaj staje się przyczyną zabijania ich.

Jednym z moich ulubionych powiedzeń Einsteina jest: „Żadnego problemu nie rozwiąże umysł, który go stworzył”. Jedyni ci, którzy wzrośli w „mądrości, wieku i łasce” (Łk 2:52) są w stanie być cierpliwi i rozumieć wszystkie poprzednie stany życia i niedojrzałości. Dlatego właśnie musimy opadać i wznosić się, bo w przeciwnym razie nie będziemy w ogóle rozumieć tych, którzy są w stanie poniżenia i mieć do nich cierpliwość. Będziemy zwyczajnie stać z wyniosłym samozadowoleniem i osądzać ich za to, że tam się znajdują.

Fundamentalizm jest tak nieskuteczny dlatego, że przeważnie to niedojrzali ludzie prowadzą niedojrzałych. Plemienność i zbiorowe myślenie nie są w stanie istnieć bez silnej egotycznej postawy, co występuje w większości zachodnich religii. Wschodnie religie są gorąco krytykowane i potępiane przez zachodni kościół za to, że próbują patrzeć na życie z innej perspektywy i kierować do innego celu.

Wczesne stany religii zawsze są skoncentrowane na stajence z zamiarem przygotowanie miejsca, w których Chrystus może się narodzić. Problem z tym jest taki, że większość ludzi jest tak zajęta swoja stajenką i upewnianiem się, że ich stajenka jest lepsza od innych, że tak naprawdę nigdy nie robią miejsca na urodzenie się Chrystusa, a zatem nigdy nie ma tam „miejsca dla niego”. Ich „Inn” jest pełen ludzi takich jak oni sami.

Jezus nigdy nie potrzebował ani nie domagał się doskonałej stajni, lecz po prostu miejsca, które byłoby dla niego i które byłoby dla wszystkich, którzy przyjdą z Nim. Wydaje się, że zwierzęta i natura mają większą świadomość i umiejętność dostosowania się do boskich spraw niż ludzie. Prawdopodobnie dlatego to ludzie, którzy nie znaleźli miejsca w tradycyjnym kościele znajdują faktycznie Boga i są przemieniani w niekościelnych miejscach. Prawdopodobnie natura przygotowała dla nich miejsce i zaprosiła ich do narodzenia się manifestacji Chrystusa, którego noszą. Myślę, że dlatego wielu wygląda na dzikusów tak, jak Jan Chrzciciel. Pojawiają się z szarańczą w zębach i miodem na twarzy, lecz na szczęście to oni są w stanie wskazać na baranka. To jest bardziej pobożna droga niż wielu z tych, którzy stoją obok Niego i „nie znają go”.

<|>

Stan_24/25.07.2019

Stan Tyra
24 lipca
Kontynuujemy temat uczty i posiłku z wczoraj. Spójrzmy na to, co tradycyjnie nazywamy Wieczerzą Pańską, co również zamieniliśmy na posiłek wartościujący dla „zbawionych” i czystych. Pamiętam, jak byłem przerażony w kościele jako nastolatek słysząc, że „jedzenie w niegodny sposób” mogło spowodować śmiertelne uderzenie pioruna za udział w tym rytuale. Zaczynałbym godzinami wcześniej wyznawanie, zanim próbowałem przeżyć to zdarzenie 😜
Niemniej, ten posiłek z Jezusem nie miał nic wspólnego z godnością, a we wszystkim dotyczył społeczności i włączenia tych „niegodnych”. Nie mieli pojęcia o czym mówił, gdy powiedział: „to jest ciało moje…”, nie wiedzieli, że przy wspólnym stole zasiadło dwóch zdrajców (Judasz i Piotr) oraz mała grupa zmieszanych mężczyzn, którzy nigdy nie wypiliby „krwi” (Kpł 17:12), ponieważ czyniąc to sami stali by się z pewnością nieczystymi grzesznikami.

Wieczerza Pańska była w rzeczywistości zebraniem ludzkości, niegodnych a jednak zaproszonych i zdecydowanie mile widzianych. Jedno, co wiedzieli, to to, że przesłanie Jezusa było całkowicie niekonwencjonalne a Jego życie wyglądało na stałe gromadzenie się przy stole z najgorszą częścią ludzkości czy też „jedzenie z grzesznikami”, .

Wydaje się, że Bóg zawsze stara się dać Boga, a jednak jakby nikt nie chce Boga, lecz to, czego chcemy to system wartości. Lubimy wyścig wyższości i rytuały „zwycięzców”… Ostatnia Wieczerza – posiłek religijnych czempionów!!! Uwielbiamy nagradzanie nas za to, na co, wydaje nam się, zapracowaliśmy i zasłużyli.

Naszym problemem jest to, że dar nic nie mówi o mnie, a wszystko o dawcy. To jest główny problem z powodu ego, które zawsze wrzeszczy „patrz na mnie!”, „zauważ mnie”, „słuchaj mnie”, „oklaskuj mnie”. Dlatego właśnie Maria jest doskonałym miejscem narodzenia Boga, jest, podobnie jak my, niczego nie spodziewającą się służącą (Łuk 1:38), która może tylko powiedzieć: „Jak to się stanie?”

25 lipca
Jan Chrzciciel, największy starotestamentowy prorok czyni wspaniałe odkrywcze ogłoszenie, którego zdaje się ciągle nie rozumiemy: „Oto Baranek, który gładzi grzech świata” (Jn 1:29). Jak to się stało? W jaki sposób Baranek Boży „gładzi” nasz grzech?

Jezu gładzi grzech świata w ten sposób, że ujawnia czym grzech rzeczywiście jest i, prawdopodobnie nawet bardziej, czym nie jest. Grzech to nie lista złych zachowań, „gorących grzechów” czy łamania jakiegoś chrześcijańskiego kodu prowadzenia się. Grzechem jest wiara w to, że my w jakikolwiek sposób z naszej strony przez robienie czegoś, lub nie robienie, „uczyniliśmy” siebie dobrymi, sprawiedliwymi czy niewinnymi. Jest to (chybienie) rzeczywistego i autentycznego siebie (cel) przez założenie, że stworzone przez siebie „sprawiedliwe” ja jest dobre czy niewinne w oparciu o nasze własne uczynki, w tym obficie zlaną łzami deklarację „modlitwy grzesznika”.

Nie.
Baranek Boży jest to historia o ukrzyżowanej niewinności, a nie zła ocenionego na podstawie zachowania.

W Księdze Wyjścia każda rodzina miała wybrać „doskonałego” małego baranka i sprowadzić go do domu a po czterech dniach zabić.
Co zrobić!!!??? Pomyśl o tym, co mówi nam ta opowieść. Po czterech dnia ten mały baranek stawał się częścią rodziny. Niewinną i zaakceptowaną częścią rodziny. Pascha mówi nam o śmierci czegoś zaakceptowanego, dobrego, niewinnego, cenionego i kochanego.

Jest to obraz mojego ego, mojego fałszywego ego, które zawsze czuje się niewinnie, zgnębione, a gdy zachowuje wszystkie zasady nawet „dobre”. To dlatego Jezus nie wahał się ogłosić, że nie jest dobry. On wiedział, że był tak określany, ze względu na swoje zachowanie i nie zgadzał się na taką etykietkę, ponieważ wiedział, że nie była prawdziwa.

Jezus na krzyżu to nie ukrzyżowanie złego ego, lecz tego dobrego i niewinnego ego. Ten doskonały baranek „bez jakiejkolwiek skazy”. O ile miał wszelkie powody, aby odgrywać ofiarę, nie robił tego, ponieważ nie był przywiązany do siebie, nawet to swego „Bożego ego”. To nasze przywiązanie do tego ego odpada czy „ginie”, to, które prowadzi do największych iluzji czy grzechu. To właśnie ten stworzony na własny obraz i skonstruowany przez siebie „niewinny” Baranek ma być zgładzony”. To nie moje złe ja musi zginąć, lecz dobre ja, aby to większe ja, Chrystus, mogło się pojawić. Jezus umiera, Chrystus zmartwychwstaje. I tak jest z każdym, kto Go naśladuje.

<|>

Stan_20/23.07.2019

Stan Tyra

20 lipca
Nienawrócone ego chce jednej i tylko jednej rzeczy: kontroli, i chce jej teraz i zawsze, a przeraża go zmiana. Wydaje się, że Jezus o tym właśnie mówił, gdy w centrum swego przesłania umieszczał „metanoia” – zmianę umysłu: wyjście poza umysł czy cielesne myślenie, jak centrum swego przesłania. Religia nadała temu słowu takie znaczenie, aby chodziło o ściśle zewnętrzne moralne stanowisko, które wymaga „pokuty” z tak zwanych „gorących grzechów”, zamiast jakiejkolwiek rzeczywistej wewnętrznej przemiany świadomości. W swej istocie nie-odkupiona religia chce, abyś skupił się na swoim zachowaniu, pokazywał się, słuchał uważnie i oddawał pieniądze, a oni powiedzą ci, co masz myśleć. Jest to tragiczna utrata znaczenia.

Geniuszem boskiej podróży czy, jak to nazywał Jezus „idź za mną”, jest umiejętność i cierpliwość do autokorekty. Przeczytaj ponownie opowieść o Synu Marnotrawnym z 15 rozdziału Ewangelii Łukasza. Ojciec uprawomocnił (sfinansował) podróż syna, ponieważ zaufał procesowi odbywającemu się w czasie podróży i jej zdolności do prowadzenia do poprawiania siebie. Jest to wiara, którą kościół odrzuca. To ta podróż ujawnia nam, i każdemu innemu, naszą boską zdolność do docierania do sedna i naszej zdolności do mijania się z celem, co pismo nazywa „grzechem” (harmatia, mijanie się z celem), a co w kościele opierającym się na zachowaniu wprowadza zażenowanie. Toksyczna religia zasad i rytuałów jest skutkiem tego, że kościół nie daje ludziom zgody na podróż. W ten sposób masz jednostki oraz, w konsekwencji, całe grupy ludzi, w tym fundamentalny kościół, nie tolerujących żadnego zakłopotania czy samokrytycznej oceny i wszelki krytycyzm uważa za pochodzący od „przeciwnika”.

Na przykład, większość ludzi, którzy znajdują się wewnątrz systemu, który nazywamy ”kościołem” uważa mnie za przeciwnika kościoła, ponieważ krytykuję go! Tak właśnie myśli dualistyczny umysł i zawsze tak będzie. Postrzega on każdego, kto nie zgadza się z nim za odstępcę, wroga lub heretyka. Niemniej, skoro kościół nie dopuszcza do krytyki wewnętrznej, musi ona przyjść z zewnątrz. Właśnie to robił Jezus w stosunku do żydowskiej religij.

Kościół musi zrobić miejsce na swych proroków (nie konferencje wróżbitów) i słuchać, gdy oni mówią „ty jesteś jeden” (p. 2Sam 12). Gdy kościół zrobi miejsce dla swych proroków ponownie stanie się zdrowy. Dlatego Paweł nazywa proroctwo drugim w kolejności najważniejszym darem (1Kor 12:28). Kiedy jednak „zabija proroków i kamienuje tych, którzy zostali posłani” (Mt 23:37), zawsze będzie pełen obaw, a nie wiary i w stanie upadku. Odrzucenie darów danych kościołowi jest pewną drogą do uniknięcia jakiejkolwiek boskiej przemiany, ponieważ jest to dążenie do uciszenia każdego głosu, który zmieni jego serce czy motywacje.

21 lipca
Łaska zawsze jest dostępna i obfita (Rzm 5:20). Niemniej, nie jesteś w stanie jej rozpoznać, przyjąć czy radować się nią, dopóki nie zaakceptujesz tego, że zawsze byłeś, jesteś i na zawsze będziesz Jego wybranym. To nie ty Go wybrałeś, lecz On wybrał ciebie (J 15:16), Boski wybór jest absolutnie wolny i niezależny od jakichkolwiek kryteriów godności, wypowiedzianej modlitwy grzesznika, przejścia wzdłuż nawy czy jakiejkolwiek formy wypracowania, co jest dla nas skrajnie trudne do uwierzenia i przyjęcia.

Historia łaski zaczyna się tym, że Bóg zupełnie nieprzewidywalnie wybiera zniewolony lud Izraela i ten sam schemat funkcjonuje aż do wyboru ciebie i mnie. Nikt nie jest godzien czy gotowy, a jednak w jakiś sposób zostajemy uprawomocnieni po prostu przez wybranie nas.

Prawdopodobnie najbardziej skandalicznym przykładem Bożego wyboru jest Dawid; gwałtowny wojownik, cudzołożnik, który zapłodnił zamężną kobietę i, ratując swój tyłek, zabił jej męża. Niektórzy nawet kwestionują jego relację z Jonatanem, jako niewłaściwą. A jednak, jest Jego wybranym!

Bóg kocha go i nieustannie i dociera do niego: „Ja będę mu ojcem, a on będzie mi synem; gdy zgrzeszy,… lecz łaska moja od niego nie odstąpi…” (2 Sam 7:14). Dawid polegał na tej obietnicy zawsze (23:5) i zrealizowała się jako „Dom Dawida” (Łk 1:28, 33), w którym narodził się Jezus.

To, czy nadajemy się do kochania nie zależy od osiągnięć z naszej strony. Miłość, którą, jak sądzisz, kochasz Boga, jest miłością, którą On umiłował ciebie najpierw. Nigdy nie jesteś w stanie „tam dotrzeć”, możesz sobie tylko uświadomić, że „nigdy tam nie byłeś” – to jest właśnie dobra nowina Ewangelii. Tylko Bóg w tobie może rozpoznać, czy poznać Boga. Tylko miłość może rozpoznać miłość i tylko jedność może cieszyć się jednością.

Jezus nigdy nie miał problemu z grzesznikami, lecz zawsze z tymi, którzy uważali, że mają świętą podstawę zasługi po swojej stronie – ich decyzje, ich osiągnięcia. Ludzie sprawiedliwi we własnych oczach są znacznie większym problemem dla Jezusa niż jakikolwiek grzesznik.

Wszyscy zaczynamy myśląc, że zrobimy dla Boga coś wielkiego, a pod koniec życia rozumiemy to, że wszystko to zostało zrobione dla nas, nam i przez nas, często nawet zupełnie nieświadomie z naszej strony. Ogromnej pokory wymaga zaakceptowanie swego zaakceptowania. Skąd wiesz, że jesteś wybrany? Stąd, że jesteś właścicielem tej ziemi. Dowodem tego wybrania jest twoje życie na ziemi; nie twoje początkowe wybranie, ponieważ to miało miejsce w Chrystusie przed założeniem świata, lecz to, że jesteś stale wybierany. Obecnie jesteś, jak to ujmuje Kay Fairchild: „duchem (wiecznie wybranym) zmniejszonym do rzeczywistości widzialnej”
Sam Bóg (miłość) jest stały i niezmienny. Z naszej strony potrzeba tylko zgody na przemianę a nawet to wydaje się zdeterminowane, ponieważ „co Bóg zaczął, dokończy” (Flp 1:6).

22 lipca
Religijny fundamentalizm jak też wiele innych religii na świecie, wziął metaforyczne określenia stanów świadomości, jak niebo i piekło, i zamienił je na geograficzne lokalizacje. Robiąc w ten sposób, odsunął wszystko na przyszłość i usunął z teraźniejszości. Z tego powodu straciliśmy przemieniające przesłanie i moc tych metaforycznych terminów. Groźba i strach nie powodują przemiany, lecz są manipulacją. Niestety, kler zainwestował mnóstwo w dyndającą przed ludźmi marchewkę „nieba i piekła”, ponieważ uzależnia to lud od nich i ich religijnych systemów kontroli.

Całe nauczanie Jezusa i „zbawienie” wyraźnie dotyczyły „teraz”. NIGDY nie powiedział: „bądźcie dobrzy teraz, a ja odpłacę wam później”. Pokażcie mi choć jeden konieczny warunek, jaki Jezus postawił choćby w jednym przypadku uzdrowień, których dokonywał. Straszenie daje możliwość kontrolowania, lecz nigdy przemiany – to jest praca miłości. Nikogo nie przygotujesz na miłość, głosząc (i praktykując) strach. Strach tworzy piekło, miłość – niebo. Możesz mieć cokolwiek zechcesz właśnie teraz. Kościół zdecydował o wyższości przesłania strachu i jego kontrolującej mocy, nad przesłaniem łaski i jej przemieniającej mocy. W ten sposób, zignorowaliśmy fakt, że główna troska duchowości jest mistyczna, a nie moralna – nie chodzi tu o „gorące grzechy”, które uniemożliwiają ludziom udział w bankiecie, lecz obsesją drobnymi i nieistotnymi rzeczami. Bardzo ważne sprawy, a szczególnie te religijne (Mt 22:1-14) wyglądają na solidny powód, aby nie przyjść do stołu. Podobnie jak Marta, zbyt zajęta przygotowywaniem kanapek, których Jezus nie zamówił, a zignorowała „to jedno”, które rzeczywiści ma znaczenie: obecność.

23 lipca
W Nowym Testamencie najczęściej pojawiającym się obrazem tego, co Bóg ma do zaoferowania jest uczta. Nie trofeum, nie nagroda, ani odpłata, lecz radość płynąca z uczestniczenia w uczcie teraz. W 15 rozdziale Ewangelii Łukasza Jezus również opowiada historię o ucztach, obchodach, a w przypadku Syna Marnotrawnego zarządza ucztę, o której ten jeden wie, że to nie jest zapłata. Starszy brak, który uważa, że zasługuje na nagrodę za posłuszeństwo, odmawia udziału. Jest zaproszony, lecz uczta nie została wydana „dla” niego, jako nagroda.

W Ewangelii Mateusz 22:9 król mówi: „idźcie i zaproście wszystkich, dobrych i złych zarówno”. Jest to szokujące stwierdzenie dla ludzi, który myślą, że uczta, Niebo, czy cokolwiek w duchu, jest zapłatą ZA coś tam. Fundamentalizm tak długo już uczy duchowego systemu, który jest przepełniony wygranymi i przegranymi, że trudno jest dostrzec poza tym i w tym bezwarunkową obejmującą wszystkich miłość i akceptację Boga

W 14 rozdziale Ewangelii Łukasza mamy trzy opowieści o ucztach. Ludzie unikają ich, usiłując stworzyć w nich hierarchie, bądź po prostu odmawiając udziału. Wtedy Jezus mówi to: „Gdy kogoś chcesz zaprosić, nie zapraszaj tych, którzy mogą ci się odwdzięczyć”. Jest to ostrzeżenie przeciwko systemom wzajemności i zaproszenie do autentycznej nagrody.

Jezus zawsze podcina to, co nam się wydaje zdroworozsądkowym sensem i literalną logiką. Zaproszenie Jezusa zawsze dotyczy wszystkich, nie tych dobrych, dobrze zachowujących się czy tych, którzy przeszli wzdłuż nawy. Zaproszony jest każdy, taki jaki jesteś, natychmiast, gdy tu jesteś, i nie chce, abyś przychodził tak, jak wszyscy inni. Jest to zaproszenie do Jedności, a nie jednakowości. Podobnie jak w przypadku Arki, Bóg zawsze zaprasza do siebie przeciwności i utrzymuje je razem aż do czasu, gdy wspólne życie stanie się życiowym doświadczeniem i życiową reprodukcją .
Życie rodzi się wyłącznie ze zjednoczenia przeciwności, nigdy identyczności.

<|>

Stan_14/19

Stan Tyra

14 lipca
Do Pisma musimy podchodzić z pokorą i cierpliwością, odstawiając na bok nasze własne motywy. Dzięki temu Duch może wprowadzać nas do głębszego znaczenia, ucząc nas duchowo. Jak powiedział Paweł: „duchowe rzeczy należy duchowo rozsądzać” (1Kor 2:13). W przeciwnym wypadku będziemy czytać w Piśmie tylko to, co chcemy tam zobaczyć i mówić: „amen” na to, co widzimy. Powinno być oczywiste, że jesteśmy ekspertami w wyszukiwaniu tego, czego szukamy i na co już się zgodziliśmy.

Nauczanie z Ducha do ducha ma niewiele wspólnego z informacją a całkowicie dotyczy spotkania i transformacji. To całkowicie zmienia nasz cel i miejsce koncentracji. Niezbędne światło jest dostępne wyłącznie poprzez ciemność. Nie możesz się nauczyć tego z książek, FB, w kościele, szkole czy na konferencji. Duża ilość prawdy dostępna jest tylko wtedy, gdy jesteś wystarczająco przygotowany, dostatecznie opróżniony, odpowiednio zmieszany, zmęczony i obciążony. Na tym polega geniusz Pism, że nie pozwoli ci ono na udzielenie odpowiedzi na pytania pochodzące z akademickiej klasy.

Jezus nauczał w jaki sposób odnosić się do siebie nawzajem, jak patrzeć na życie i przeżywać je, a nie jak wyrzekać się , potępiać czy kontrolować. Wymaga to przebaczenia, uczciwości, szczerości i pokory, a nie wykształcenia. Jezus korzystał z przypowieści, przykładów realnego życia i realnych ludzi w przeciwieństwie do tworzenia systematycznej teologii. W taki sposób Chrystus ukrywa się w twoim życiu. Poświęcamy mnóstwo czasu szukając tego, co duchowe, podczas gdy ignorujemy czy wyrzekamy się teraźniejszości, co właśnie sprawia, że dalej jesteśmy ślepi

15 lipca
„Dziś” i „teraz” to drzwi do wszystkiego (i wszędzie) co boskie, a nie rytuały, koncepcje czy przekonania. To jest „ten” chleb i „to” wino, które są zarówno czynnością prawną i jak przemianą, a nie rytuałem zwanym „komunią” (wieczerzą). Tą transakcją jest „pamiętanie” o twojej jedności z Ojcem w tej chwili, a nie wieczności.

Ponieważ, żeby nastąpiło wcielenie czy zbawienie, musi być taka chwila, w której słowo staje się ciałem, w tobie, jako ty i w konsekwencji przez ciebie. Jest to jedyna ekspresja i rzeczywistość „na ziemi jak w niebie”. Największym sprzymierzeńcem Boga jest sama rzeczywistość. Największym objawieniem jest to „co jest” (Rzm 1:20), a nie to, co chcemy, aby było, lub co wydaje nam się, że powinno być. Boga nie ma w abstrakcyjnych teoriach, lecz w specyficznych spotkaniach w czasie podróży, którą nazywamy życiem. „Co jest” jest dokładnie tym, co nas okrywa, a wszystko inne to po prostu ideologia.

Jedynie tym, którzy najpierw żyli, kochali i śmiali się, a następnie upadli,  cierpieli, żyli i kochali ponownie, można powierzyć Pisma. 

W przeciwnym wypadku znajdą się one w rękach osoby, która nie została zainicjowana przez życie i za każdym razem, gdy to się zdarzy, nie otrzymasz niczego poza mentalnie ekscytującym i inspirującym zdarzeniem, mającym na celu samozadowolenie, które głosi przesłanie o wygranych i przegranych. Jest to domniemanie poznania i mówienie znane inaczej jako „wzywanie imienia Pańskiego na darmo”. Podejmę ten temat jutro.

16 lipca
Wszyscy znamy przykazanie, które mówi, że nie powinniśmy brać imienia Pańskiego na darmo. Większość z nas była uczona, że chodzi o nie używanie imienia Pańskiego jako przekleństwa w jakiejkolwiek postaci. Jest to całkowite minięcie się z istotą tego przykazania.

Wypowiadać imię Pańskie „na daremnie” to mówić Boże imię przypadkowo bądź z wyższością przy fałszywym założeniu pełnego zrozumienia. To używanie Jego imienia tak, jakbyśmy byli ekspertami Boga.

Boża wieczna tajemnice nie może być uchwycona czy kontrolowana. Jego drogi są całkowicie inne od naszych, a my nie jesteśmy „ekspertami” Boga. Nasze wnioski dotyczące Boga takie, jakbyśmy w pełni rozumieli Go, są daremne i zuchwałe. Wydaje nam się, że jesteśmy świętymi ludźmi, gdy cytujemy rozdział i wers i mówimy: „taki jest Bóg”, „Bóg tak myśli” czy, jak wielu do mnie mówi: „musisz więcej czytać Biblię”. Zawsze myślę: „wydaje się, że teraz to ono czyta ciebie”.

18 lipca
Każdy, kto was zabije, będzie sądził, że wykonuje święty obowiązek dla Boga” (J16:2).

Biblia stanowi niebezpieczny dokument, gdy czyta się ją niedojrzałym, egoistycznym czy zdeprawowanym umysłem. Można z niej udowodnić wszystko, cokolwiek chcesz na podstawie jednego wersu czy fragmentu. Historia dobrze pokazuje ludzi i grupy, którzy wykorzystywali Biblię do usprawiedliwienia systemów pełnych nienawiści, przemocy, uprzedzeń, separacji, potępienia i wykluczenia, nawet, i szczególnie, wewnątrz kościoła. Dokładnie to, czemu Jezus konsekwentnie i stanowczo się sprzeciwiał, zostały właściwie usprawiedliwione. Już tylko to powinno nam powiedzieć, jak poważnie minęliśmy się z całą istotą i celem Jezusa.

Zwiedzione myślenie zawsze wierzy, że to ktoś inny jest problemem, a nie ja. Tak więc, eksportuje się własną nienawiść gdzieś indziej. Mamy zwyczaj odgrywać rolę ofiary bądź w ramach naszego zepsucia tworzy ofiary; jedno i drugie wyłącznie w celu sprawowania kontroli. Z chwilą, gdy zacznie ci być przykro ze względu na siebie, szybko znajdziesz kogoś innego, kogo można oskarżyć, obwinić czy zaatakować. Wydaje nam się, że dzięki temu kurz osiądzie szybko, lecz tak nie jest. Nie rozwiązuje to żadnego z problemów, których początek jest w nas i każde działanie na zewnątrz karmi wewnętrzną nienawiść. Nieprzemienieni ludzie nie znajdują żadnego powodu, aby przestać tworzyć ofiary czy grać ofiarę.

Wydaje się, że logika tego idzie takim tropem: porównujemy, osądzamy, potępiamy, konspirujemy i krzyżujemy. Musimy pamiętać o tym, że Jezus został ukrzyżowany przez religijny kościół swoich czasów, a holokaust miał miejsce w kulturze, która sama siebie uważała za „chrześcijańską’. Musimy również pamiętać o tym, że „szatan” oznacza: „oskarżyciel”. Rzucanie kamieniami w innych często jest znakomitą diabelską maską.

19 lipca
Spotkałem w życiu wielu oświeconych i bardzo świadomych ludzi jak też spotkałem niewielu złych. Zauważyłem, że ludzi złych charakteryzuje dufne poczucie pewności, niezbitych faktów i mocnych opinii. Nie pozostawiają miejsca na wątpliwości czy krytykę siebie, uśmiechając się ironicznie wobec każdego, kto śmie kwestionować ich zdanie. Jest to znak tego, że ich zło jest projektowane gdzieś indziej. Często są oni przesadnie religijni i/bądź nadmiernie upolitycznieni – dwa kwasy przed którymi ostrzegał Jezus (faryzeusze Mt 16:6 i Herod Mk 8:5). Podobnie jak w przypadku każdego uzależniającego myślenia, szukanie kozła ofiarnego (oskarżanie i projektowanie zła na innch) jest myśleniem typu: wszystko, albo nic. Nie pozostawia żadnego miejsca na samokrytykę, kompromis, tolerancję czy paradoks. Ciekawe jest to, że Jezus nazwał swoich morderców „ignorantami”, a nie złymi; powiedział: „nie wiedzą, co czynią”.

Najsilniejsi duchowo ludzi, jakich kiedykolwiek spotkałem, są dokładnym przeciwieństwem tych złych tzn nigdy nie mają totalnej pewności siebie. Dlatego są nazywani ludźmi wiary. Żyją życiem wiary, a nie pewności i wniosków. Zawsze znajdują mnóstwo miejsca na samokrytykę i niepewność. Nie projektują nienawiści na innych i nie oskarżają, ponieważ nigdy nie twierdzą, że sami są doskonali czy święci. Buduje to wspaniałą atmosferę pokory, która jest doskonałym miejsce przebywania dla Boga. Dlatego też są świetnymi nosicielami pokoju, cierpliwości, przebaczenia i uzdrowienia. Czas, którego się obawiają powierzają Panu (Ps 56:3). Idą przez dolinę śmierci/cienia i nie boją się złego, ponieważ zaufali Panu (Ps 23:4). Robią to, co najlepszego mogą robić i ufają Bogu, że on wykorzysta to ku dobremu (Rzm 8:28).

Jest to główna różnica między ludźmi o przemieniającym wpływie, a ludźmi złymi, ignorantami. Na ziemi Ojciec nie szuka doskonałości, absolutów czy religijnej biblijnej pewności, lecz wiary (Lu 18:8). Wydaje mi się, że pytaniem, które muszę zadać sobie samem jest: co jest najbardziej widoczne u mnie?

<|>

Stan_12/13.07.2019

Stan Tyra
obchodzicie morze i ląd, aby pozyskać jednego współwyznawcę, a gdy nim zostanie, czynicie go synem piekła dwakroć gorszym niż wy sami” (Mt 23:15).

Na te ostre słowa Jezusa, a nikt nie powie: „mówi o mnie”. Ponieważ ci, do których Jezus mówił uważali siebie za najbardziej świętą, sprawiedliwą, żyjącą zgodnie z prawem, uczestniczącą w kościele, ewangelizującą, modlącą się, poszczącą, płacącą dziesięciny grupy ludzi jaka kiedykolwiek istniała. Czy Jezus mógł nie mówić do nich? Tak, lecz mówił?

Gdy uważamy, że wiemy wszystko, że jesteśmy najlepszą formą ekspresji Boga, stajemy się aroganccy i sprawiedliwi we własnych oczach, wierzący, że każdy powinien przyłączyć się do naszej grupy i robić to samo, co my. Więcej nawet, kto tego nie zrobi to jest poza Bogiem, na złej drodze a może nawet totalnym grzesznikiem. Jedno jest pewne: nie jesteś taki jak ja, więc jesteś w błędzie. Zamiast pokazać miłującą pokorę, akceptować i słuchać ludzi w miejscu, w którym się znajdują, potrzebni są nam po to, aby przyłączyli się do naszej grupy, zgodzili z nami, przysięgli wierność naszemu systemowi wierzeń i zachowywali zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Czy nie widzimy tego, że to dokładnie, właśnie z tego powodu większość ludzi odrzuca i gardzi zorganizowaną religią. Najwidoczniej nie. Wszyscy inni są w błędzie, ale nie ja, nie my.

Nie potrafimy rozmawiać o miłości Ojca jako relacji, uciekamy się do mówienia o Bogu teologicznie i idealistycznie. Tak więc, nasze rozmowy dotyczą tylko uczestnictwa w kościele, religijnej aktywności i faktach o Bogu, w tym cytowanie rozdziału i wersu. Nasze rozmowy przepełnione są również potępieniem i oskarżaniem innych, choć sami nie widzimy tego. Oczywiście, nie potrafimy poczuć również naszego własnego śmierdzącego oddechu.
Sprawiedliwość własna mówi najczęściej o grzechu i grzesznikach, o niebie jako o geograficznej lokalizacji, nagrodach, mieszkaniach, Szatanie, piekle i frekwencji w kościele. Jest tak dlatego, że jeśli jesteś sam z „piekła”, jak opisał Jezus słuchaczom w powyższym wersie, to świadomość jest ograniczona do tego, co złe, a co dobre, do zwycięzców i przegranych, świętych i grzeszników. Taki język daje poczucie jasności i przeświadczenia, że jesteś po właściwej stronie Boga we wszystkim. Wydaje się, że, sądząc po Jego skierowanych do Faryzeuszy słowach, Jezus nie zgadał się z tym.

Jezus nigdy nie wymagał od kogokolwiek, aby „miał rację”, lecz dużo mówił o pokorze. Mógłbyś sądzić, że system wierzeń, który twierdzi, że biblijna dosłowność jest jego fundamentem, nie zignorowałby tak wiele z nauczania Jezusa o włączeniu (wszystkich), pokorze, bezwarunkowej miłości, przebaczeniu, miłosierdziu, cierpliwości oraz diabelskim pochodzeniu religijnego samozadowolenia. Wydaje się, że satysfakcjonująca „nieprawda” jest łatwiejsza do przyjęcia niż „niezadowalająca” Prawda – no, co najmniej dla małego egoistycznego ego. Fundamentalistyczny umysł lubi odpowiedzi i wyjaśnienia tak bardzo, że świadomie ignoruje Jezusa czy ewangelię.

13 lipca13 li
Zwróciłeś kiedykolwiek uwagę na to, że Jezus NIGDY nie zaprosił nikogo do kościoła. On zapraszał ludzi do Siebie. Jest to kolejna z tych rzeczy, które Jezus robił (czy nie robił), które my „chodzący do kościoła” celowo ignorujemy. Domyślam się, że jeśli nie zostałeś „zbawiony” czy przemieniony, zapraszanie ludzi do kościoła wydaje się być lepszą opcją. Wygląda na to, że przekonywanie ludzi do tego, aby przyłączyli się do „mojej” grupy może mieć o wiele wyższy priorytet niż prowadzenie ludzi do przebudzeni świadomości Chrystusa w nich. Być może uczyliśmy je równie ważne i zrobiliśmy z naszego „kościoła” Boga. Wiem o tym stąd, że przez nasze potępienie, mówimy, że niechodzenie do kościoła jest tym samym, co odrzucenie Boga. Z doświadczenia wiem, że liderzy od góry do dołu są bardzo zainteresowani tym, abyś wierzył, że uczestnictwo w kościele i uwielbianie Boga są jednym i tym samym.

Po wielu latach spędzonych wewnątrz systemu, jestem przekonany, że nie ma większego, bardziej pozornego „duchowego” miejsca do ukrycia się przed Bogiem, niż to, które znajduje się w ramach zbiorowego myślenia. Gdy Jezus powiedział: „idź za mną”, nie prowadził nikogo do świątyni. Wygląda na to, że nawet czekał, aż ludzie zostaną wywaleni, odrzuceni, osądzeni i potępieni przez kościół,a wtedy, nagle, zjawiał się. Być może wiedział, że nie jesteś gotowy do autentycznego spotkania, dopóki nie znajdziesz się poza systemem.

<|>