Category Archives: Tyra Stan

Stan_10.12.2018


Stan Tyra
Niektórzy ludzie są zdeterminowani, aby dojść do jakiegoś wniosku, nawet takiego najbardziej przebudzonego rodzaju. Chodzi mi o to, że wszędzie mamy do czynienia z pewną siebie arogancją. Od nabożeństwa najbardziej legalistycznego kościoła do takiej przypadkowej rozmowy szukających. Niektórzy, przebudzenie bądź nie, myślą, że ich niezbite komentarze w jakiś sposób nagle sprawią, że kurz osiądzie na całej dyskutowanej tajemnicy. Czasami brzmi to dla mnie jakby było do tego dodane: „Ach! Czyż nie wszyscy o tym wiedzą?”
Staram się zawsze utrzymywać rozmowę tak prostą, otwartą i tajemniczą jak to tylko możliwe, lecz często pojawia się komentarz „wniosek”, którego celem jest zakończyć rozmowę tak, jak to jest przedstawione w ostatecznym słowie, ostatecznej odpowiedzi i wspaniałym podsumowaniu. Przedstawia się to jako: „Jeśli zrozumiałeś, co powiedziałem, nigdy więcej nie będziesz miał co do tego pytań”.

Moi czytelnicy! Nie zwracajcie uwagi na tego typu reakcje. Wiem, że dla niektórych stało się to powodem do większego wstydu tak, jakby wszyscy z wyjątkiem was, inni „łapali, o co chodzi”, no i czemuż to ja nie mogę dojść do „mądrego” wniosku w żadnej sprawie. Zapewniam was, jesteście w znacznie większej podróży do mądrości, niż ten, kto dotarł do miejsca zadowolonej z siebie odpowiedzi. Gdyby ci ludzie byli tak „oświeceni”, nie próbowaliby dawać ostatecznej odpowiedzi, lecz dali ważniejsze pytanie i zachętę do szukania, bądź, podobnie jak Jezus, przyłączyliby się do was w drodze do Emaus i zadali więcej pytań prowadzących do miejsca komunii i odkrycia.

Jezusowi w czterech Ewangeliach zadano bezpośrednio bądź pośrednio 183 pytania, z czego odpowiedział wprost na trzy. TRZY!!! Inni zignorował, odpowiedział innym pytaniem, zmienił temat, opowiedział jakąś historię bądź dał jakieś wizualne wsparcie, aby wyrazić swoją opinię. Niektórym powiedział, że było to złe pytanie, ujawniając ich hipokryzję, pokazał dokładnie przeciwny wniosek, bądź skierował pytanie w inną stronę. On sam zadał 307 pytań! Tak więc, zadano mu 183 pytania, osobiście zadał ich 307, a odpowiedział bezpośrednio na 3. To powinno powiedzieć nam sporo o wadze pytań.

Zdumiewa, patrząc na to, że kościół stał się oficjalną automatyczną sekretarką udzielającą odpowiedzi i bardzo pewnych siebie programów „zarządzania grzechem”. Większość nauczania Jezusa nie przeszła by współczesnego ortodoksyjnego sprawdzianu w Watykanie, na konwencji Południowych Baptystów ani w żadnym religijnym biurze. Większość Jego nauczania była tak elastyczna i otwarta na błędną interpretację (co powinno być dla nas wszystkich oczywiste), że zostałby nazwany a najlepszym przypadku „relatywistą”, a w najgorszym – „diabłem”, jak to było za Jego czasów.

Ewangelia nie jest łamigłówką, którą rozwiązujesz, lecz podróżną doświadczenia, gdzie wiara jest twoim jedynym absolutem, co samo w sobie jest sprzecznością.

A oto klip z SNL (rozrywkowy program Saturday Night Live) pokazujący jak to wielu chce zyskiwać przewagę nad kimś, bez względu na to, co ktoś inny mówi, a często przychodzi mi to do głowy, gdy czytam niektóre komentarze.
Nawet bez znajomości języka po kilku chwilach łatwo domyślić się, o co chodzi (przy. tłum.).

https://tinyurl.com/yd95pfo6

Stan_7,8.12.2018

Stan Tyra

7 grudnia

Już zbyt długo jesteśmy zadowoleni z denominacyjnej prawdy, naukowej prawdy, racjonalnej prawdy, osobistej prawdy itp. Niemniej jednak, prawdziwa duchowość, aby znaleźć Wielką Prawdę znajdującą się ponad i poza wszelkimi mniejszymi plemiennymi prawdami, potrafi odciąć się od tego wszystkiego, równocześnie z tego korzystając. To właśnie sprawia, że autentyczna duchowość staje się wywrotowa i groźna dla wszelkich systemów władzy i kontroli, ponieważ zawsze mówi: „tak, a jest coś jeszcze więcej!”

Musimy odsuwać się od plemiennego myślenia i patrzeć nie na życie własnymi oczyma, lecz większymi niż własne. Żadna grupa nie ma patentu naprawdę i mądrość, lecz mogą posiadać ich fragmenty. Grupa, która ma najwięcej to ta, która szanuje wszystkie inne części, a szczególnie te, które wydają się najbardziej niegodnej szacunku (1Kor 12:23). Autentyczna duchowość rozumie i szanuje Boga wszędzie, a nie tylko w sobie czy własnej grupie.

Utożsamienie się z „naszą” grupą ma potężną moc, ponieważ pozwala nam ukryć się przed Bogiem i innymi wewnątrz dużej „duchowej” grupy. Podobnie jak było z Adamem i Ewą w ogrodzie, czujemy się mali, nieznaczący i źle nam bez okrycia, a grupy są prze szczęśliwe z tego, że mogą nam tego „okrycia” udzielić. Musisz tylko stracić swą tożsamość, a za swoją przyjąć grupową. Po jakimś czasie będziesz myślał, że ty jesteś grupą, a grupa tobą. Być „jedno” z grupą wydaje być bardziej wartościowe niż być „jedno” z Ojcem.

Największym problemem z plemiennością i grupowym myśleniem jest taki, że stanowi ono tarczę ochronną przed większą prawdą. Uczy się nas tego, że jeśli jakaś idea pochodzi z „poza” grupy, powinniśmy jej natychmiast oprzeć się, bronić naszej własnej i nawet nie zastanawiać się na inną myślą, jako czymś godnym uwagi.

Plemienne myślenie daje nam uczucie kochania i przynależności, ponieważ w ten sposób jest się w pewnym stopniu „wewnątrz” „mojej” grupy. Teraz mogę być skrajnie egocentryczny, osądzający a nawet gwałtowny wobec innych grup, równocześnie nazywając to cnotą czy świętym aktem dla Boga. Moje ego trzyma się dobrze strzeżone, równocześnie uważam się za kochającego, wielkodusznego a nawet poświęcającego się.

8 grudnia

Takie plemienne ego pozwala nam ujść bez szwanku, i to w imię lojalności, biblijnej precyzji i wierności. Właśnie z taką mentalnością Jezus konfrontował się, gdy powiedział: „słyszeliście, że powiedziano wam, miłuj bliźniego, a miej w nienawiści przeciwnika” (Kapł. 19:18). Mówił o głoszonej za sprawą biblijnej wierności sprawiedliwości własnej. Dodał: „LECZ, ja wam powiadam miłujcie nieprzyjaciół” (Mt 5:43-44). Jezus rozpoznaje powszechną taktykę ego ukrywania się pod biblijną poprawnością, co pozwala usprawiedliwiać postawę osądzania, nienawiści i przemocy. Większość religii nie posiada takiej mądrości.
Wyłącznie ego postrzega bitwy ninja jako święty akt dla Boga. „Ja jestem Pawłowy”, Ja Kefasowy”, a „ja Apollosowy”. Zmień nazwy na baptystyczny, katolicki, zielonoświątkowy czy cokolwiek innego a niedojrzałe ego pozostanie niezmienione.

Musimy nauczyć się rozpoznawać autorytet ponad naszą własną grupą i akceptować to, że ludzie mogą słyszeć Boga poza naszym własnym językiem i religijnymi definicjami (Dz 2:6). Punktem początkowym musi być dla nas globalność, tak jak to było z Bogiem: „Bóg tak umiłował świat…”, a to obejmuje wszystkich i wszystko.

Mania prześladowcza religijnych grup nie różni się niczym od politycznej czy terrorystycznej, nawet jeśli zbiera się pod strzelistą wieżą. Jej przesłaniem jest wykluczenie i jest postrzegana jako koniec sama w sobie.

W jakiś sposób całkowicie zignorowaliśmy miłość jako pierwszy i jedyny motyw czegokolwiek, co jest święte. Jest to jedyne źródło życia, prawdy i pokoju. Pamiętaj, każdy kto nie miłuje, nie zna Boga (1J 4:16).

Stan_4,5,6.12.2018


Stan Tyra

4 grudnia

Dr. Gerald May powiada; „kontemplacja zdarza się wyłącznie w takich chwilach, gdy jesteśmy otwarci, nie zajmujemy obronnej postawy i natychmiastowo obecni”. Wiem, że to prawda, lecz wiem też, jak rzadko zdarza mi się stąd zaczynać.

W większości sytuacji natychmiast reaguję defensywnie, osądzając, próbując kontrolować i analizując porównawczo. Lepiej idzie mi kalkulowanie, niż kontemplowanie. Mówiąc inaczej: wyszkoliłem umysł do tego, aby prowadził i mówił mojemu sercu, że ma podążać za nim, zamiast w odwrotnym kierunku. Przyznajmy, że wszyscy zmagamy się z tą pierwotną reakcją.

Wygląda na to, że moje „fałszywe ja” chce mieć pierwsze i ostatnie zdanie na każdy temat. Zaczynam zdawać sobie sprawę z tego, że gdy jestem otwarty, nie bronię siebie, nieprzywiązany i natychmiast dostępny, częściej jestem w stanie zaczynać od serca, co oznacza miłość, współczucie i miłosierdzie.

Pierwszy rzut oka na coś, rzadko wyraża miłość przez współczucie, ponieważ jestem zbyt zajęty ważeniem swoich uczuć. „Jak to na mnie wpłynie?” „Jak utrzymam pod kontrolą?” „Jak to pasuje do ciasnych granic mojego obrazu siebie?” To prowadzi do implozji i nadmiernego zajmowania się sobą, co z kolei nie pozwala wejść w społeczność z Bogiem, innymi czy tą chwilą.

Jest to całkowitym przeciwieństwem życia Jezusa, który przede wszystkim i zawsze wiedziony był współczuciem, stając za innymi; odrzuconymi, pogardzanymi, osądzanym i potępianymi. On zawsze stawał w obronie oskarżanych i przeciwko oskarżycielom.

Kontemplacja robi miejsce na patrzenie na siebie, innych a nawet Boga Bożymi oczyma. Ta stała przemiana ze stanu „wszystko wokół mnie” do „wszystko o Bogu”, daje się zrealizować wyłącznie przez „wszystko wokół innych”. Jest to jedyny sposób na przejście od egoistycznej re-akcji do pełnego miłości działania i wydawania „owocu, który trwa” (J 15:16).

__________

Continue reading

Stan_2,3.12.2018


Stan Tyra

2 grudnia 2018

Naszym głównym problemem w duchowym życiu jest przywiązanie do stworzonego przez siebie naszego własnego obrazu ego. Frustracja zarówno sobą jak i innymi wynika z tego, że mieszamy idealistyczny obraz siebie i innych z tym, kim my/oni rzeczywiście jesteśmy w Chrystusie. Wszyscy zaczynamy od budowania obrazu siebie, lecz przywiązanie do niego powoduje, że staramy się go promować, chronić i dążyć do tego, aby inni go potwierdzali. Cóż za pułapka!

Wyłącznie przez porzucenie tego stworzonego przez siebie samego obrazu, odkrywamy w nas wszystkich Chrystusa, który jest znacznie bardziej miłosierny, przebaczający i zadowolony ze mnie, niż ja sam. Jego obraz we mnie nie może być zyskany czy stracony, zatem tylko przez odkrycie siebie w Chrystusie, mogę również znaleźć Chrystusa w sobie. Porównywanie i osądzenie po którym następują wstyd i obronna postawa (nadwrażliwość na krytykę) są pewnymi znakami tego, że nadmiernie zainwestowałem i przywiązałem się do własnego obrazu siebie.

Znajduję to, czego szukam. Moje starania o „znalezienie siebie” zawsze prowadzą mnie z powrotem do fałszywego ego, podczas gdy szukanie Jego – do mojego boskiego i prawdziwego ja w Nim.

Mamy zwyczaj koncentrowania się na celu, zamiast cenić samą podróż. Zazwyczaj wymaga to szybkich sposobów, zadowolonych z siebie odpowiedzi, których celem jest „zdobyć Boga”, jakby Bóg był jakim trofeum, które trzeba zdobywać. Gdy uczniowie i faryzeusze pytali Jezusa: „kiedy i gdzie ma być przyszłe Królestwo” (ŁU17:20-22), Jezus odpowiedział, aby nie wierzyli tym, którzy mówią, że jest tutaj czy tam.

Innymi słowy: nie będzie to oczywista odpowiedź czy ostateczny wniosek. Zawsze źle szukamy, gdy domagamy się całości tu i teraz. Królestwo nigdy do nikogo nie należy. Jak powiedział Jezus Janowi Chrzcicielowi, muszę być świadomy tego, że jestem największym i najmniejszym wszelkiego objawienia, które mam. Objawienie zawsze jest zaproszeniem do podróży głębiej, nigdy odznaką zasługi osiągniętego sukcesu. Jest to świadomość, która wystarcza, abyś zapragnął więcej. Musimy nauczyć się żyć w strefie pośredniej; równocześnie „teraz, lecz jeszcze nie”.

W jaki sposób twój kierunek do twojego celu i idealistyczne standardy uniemożliwiają ci szanowanie swojej podróży oraz podróży innych?

Continue reading

Stan_1.12.2018

tan Tyra

W 21 rozdziale Ewangelii Mateusza (od wersu 23) Faryzeusze domagają się od Jezusa, aby powiedział im, jak mocą czyni te rzeczy.Odpowiadając Jezus zadaje im inne pytanie, na które boją się odpowiedzieć. W konsekwencji mówi im: „To i ja wam nie powiem” (w. 27).

Jezus nie zgadza się na udzielenie odpowiedzi ludziom o dualistycznym myśleniu. Często, nie odpowiada, zmienia temat, opowiada przypowieść, lub po prostu zmienia je na inne pytanie.

Zdumiewające jest to, że zrobiliśmy z Jezusa konsula odpowiedzialnego za udzielanie odpowiedzi, ponieważ zwykle tak nie robi. Najczęściej wprowadza nas głębiej w nasz własny dualistyczny dylemat. Robiąc w ten sposób, generuje nam więcej problemów, niż ich rozwiązuje. Jest tak dlatego, że duchowych rzeczy nie da się rozwiązać przy pomocy myślenia typu „albo/albo” (zero-jedynkowego – przyp. tłum.), ponieważ wymagają one znacznie większego obrazu pełnego wiary, nadziei i miłości.

Często jestem oskarżany o to, że jestem nieczuły, ponieważ to dualistyczne myślenie nie jest w stanie zrozumieć czułego troszczenia się i nietroszczenia równocześnie. Prawdziwa duchowa wolność dopuszcza jedno i drugie wtedy, gdy oddzielimy siebie od jakiejkolwiek potrzeby osobistego sukcesu, walidacji czy reakcji w formie odpowiedzi.

Zdaje sobie sprawę, że dla logicznego umysłu brzmi to jak pustosłowie, niemniej, wszystkie duchowe prawdy niosą w sobie wielki paradoks. Wierzymy, na przykład, że Jezus jest zarówno w pełni Bogiem, jak i w pełni człowiekiem równocześnie. Maria była równocześnie dziewicą i w ciąży równocześnie. Są to logiczna sprzeczności, więc umysł musi tworzyć sobie własne odpowiedzi, które likwidują takie tajemnice. Ego zawsze bardziej woli odpowiedzi i wnioski niż wiarę i tajemnice.

Mądrość to zdolność do słyszenia i widzenia na wskroś i ponad to, co literalne, oczywiste i paradoksalne, to zrozumienie sercem tego, że duchowe rzeczy można interpretować wyłącznie duchowo. Zapożyczonym truizmem umysł może doprowadzić cię do wody, lecz wyłącznie serce potrafi pić.

W 21 rozdziale Ewangelii Mateusza Jezus sieje u słuchaczy więcej zamieszania, mówiąc im, że celnicy i prostytutki wejdą do Królestwa przed nimi. Pamiętajmy o tym, że mówi to do gwiazd ówczesnego systemu religijnego.

Jeśli nie zgodzimy się na sprzeczności wokół nas, to dlatego, że odrzucamy sprzeczność wewnątrz nas. Wyłącznie wtedy, gdy przyznamy się do własnego cienia, sprzeczności, grzechu i głupoty, nie wyrzekając się równocześnie boskości naszego obrazu Boga, możemy stać się żywym paradoksem, który ujawnia miłość Bożą. Zwróć uwagę na to, że to „dobrzy chrześcijanie” należą do najbardziej niechętnych zmianie myślenia (pokuty) co do siebie samych, innych czy Boga.

Gdy już raz odkryjemy, że Boga można w pełni znaleźć wśród naszych własnych sprzeczności a Boża miłość i obecność nie zależy od naszej doskonałości i religijnych sukcesów, wtedy ludzkie upadki i sprzeczności nie wydają się już nam więcej tak skandaliczne. Wyłącznie wtedy możemy być miłosierni, współczujący i cierpliwi wobec innych, ponieważ pozwoliliśmy Bogu na to samo w stosunku do nas.

Przebaczenie to nie coś, co Bóg robi, to coś, czym Bóg jest. Nie ma innego sposobu na zrozumienie Bożej natury, jak codziennie stawać pod wodospadem boskiego miłosierdzia i następnie stać się przewodnikiem tego samego dla innych.

Stan_28/29.11.2018

Stan Tyra

28.11

Tak naprawdę to Jezus głosił jedno kazania, w którym nauczał w różnorodny sposób. Ogłosił obecność „Królestwa Bożego” czy „królestwa niebios”. Nieustannie powtarzał, że „jest ono podobne do” czy „można je porównać do” (Mt 13), korzystał z opowieści, przypowieści i metafor, aby je opisać. Metafora jest językiem królestwa, ponieważ wskazuje na transcendentalne i tajemnicze rzeczy.
Królestwo to obiektywny, prawdziwy i ostateczny stan wszystkiego.

Jezus zaprasza cię do pełnego życia, pełnego obrazu, żebyś nie zatracał się w chwilowych dramatach, zranieniach czy planach. Jednym ze sposobów na takie życie jest zadanie sobie pytania: „Czy faktycznie ma to jakieś znaczenie w świetle wieczności?”

Nie każdy, kto mówi do mnie: „Panie, Panie” wejdzie do Królestwa Niebios, lecz tylko ci, którzy pełnią wolę Ojca mego” (Mt 7:21).

Aby ten wers miał jakiekolwiek przemieniające znaczenie dla ciebie, musisz go przenieść z wiary w jakąś przyszłość w jakimś geograficznym miejscu, na obecną chwilę swego życia. Jeśli chcemy zrobić z Królestwa jakieś geograficzne i przyszłościowe miejsce, budujmy bałwana. Nie oczekujemy na doskonały świat niebiańskiej rozkoszy – to się nazywa eskapizm – co nie wymaga ode mnie niczego więcej jak tylko tego, co nazwaliśmy „wyznaniem wiary”, a co jest bardzo odległe od życia wiary.

Jeśli próbujemy i czynimy królestwo z kościoła, budujemy bałwana. Królestwo to coś zacznie więcej. Zawsze jest tutaj, a równocześnie nie ma go tutaj. Jest to królestwo, które przybyło, a równocześnie ma przybyć. Równocześnie zawsze jest teraz, i nie jest.

Aby to Królestwo przyszło, moje królestwo musi odejść. Mówiąc inaczej: przeżywanie Jego Królestwa wzrasta tylko wtedy, gdy poziom mojego zmniejsza się. Nikt nie może służyć dwóm panom, ponieważ jednego będzie miłował, a drugim pogardzi” (Mt 6:24). Być może o tym jest właśnie wers: „Panie, Panie”. Nie możemy wykrzykiwać „przyjdź Królestwo twoje”, skoro ufamy, że to doktryna kościoła, polityka i ekonomia uratują nas.

Automatycznie modlimy się: „przyjdź Królestwo twoje jak w niebie tak i na ziemi”całkowicie nieświadomi jego obecności, bądź jest to deklaracja, aby przyszło królestwo z „mojej religii” i dokonało inwazji tego złego świata tak, aby życie poświęcone służeniu samemu sobie mogło przebiegać wspaniale i spokojnie. Co za nonsens! Jezus był doskonałym wyrazem tego Królestwa i jego życie na ziemi nie miało niczego wspólnego z pokojem i ciągłą szczęśliwością!! Chcesz wiedzieć jak dokładnie wygląda królestwo? Spójrz na Jezusa. Jeśli widziałeś Go, widziałeś Królestwo.
_______________

29.11

Jezus wyraźnie mówi, że Królestwo Niebios jest pośród nas (Łu 17:21) bądź „u drzwi” (Mt 3:2, 4:17). Można się zastanawiać dlaczego zrobiliśmy z niego system nagrodowy na później, czy, jak to ktoś nazwał: „boskim planem ewakuacji nielicznych z tego świata”. Myślę, że znacznie łatwiej jest posiadać system wierzeń opartych na wnioskach i nieodwołalności, niż autentyczną wiarę zanurzoną jak zakwas w tej rzeczywistości, która faktycznie ma miejsca (wśród życiowych sprzeczności) a nie w takiej jaką chcielibyśmy mieć. Być może łatwiej jest formułować wnioski, przestrzegać prawa, praktykować rytuały na rzecz przyszłej odpłaty niż być przemienionym i przemieniającym teraz.

Cena prawdziwej przemiany jest wysoka. To jest ta wąska droga, którą niewielu chce iść w dół. Tak, jest to droga w dół, nie w górę. Wolimy „wspinaczkę” po drabinie Jakuba, w przeciwieństwie do przebudzenia i uświadomienia sobie, że Bóg jest w pełni obecny w najbardziej nieoczekiwanych miejscach i w najbardziej wątpliwych ludziach.

Autentyczne przebudzenie i przemiana oznaczają konieczność zmiany naszej lojalność z systemu przekonań, lojalności instytucji, władzy, kontroli i powodzenia (czytaj: „naszych królestw”) na rzecz podróży pod sztandarem: „Chrystus i Królestwo Boże w nas i między nami”. Wszystkie te nasze poprzednie sieci bezpieczeństwa, których trzymaliśmy się tak mocno, muszą stracić na wartości i zostać odstawione na bok To wszystko, co daje ci wartość i bezpieczeństwo jest twoim prawdziwym Bogiem.

Może być mnóstwo rzeczy, na które wskazujemy jako na święte: „twój” kościół, reputacja, powodzenie (religijne czy inne) a nawet twoja tożsamość. Jak powiedzieliśmy to wielokrotnie, nie zdajesz sobie sprawy z tego, jakim ciężarem jest własna reputacja, dopóki jej całkowicie nie stracisz. Jest tak potężna, że musi być od ciebie zabrana, ponieważ najprawdopodobniej nigdy nie zrezygnowałbyś z niej, nie zastępując natychmiast czymś (bogiem) innym.

W 2 rozdziale Listu do Filipian mamy opis tego, jak Jezus na swej drodze w dół ku wznoszącemu się życiu dobrowolnie zrezygnował, „pozbawił się reputacji”

Co daje ci fałszywe poczucie bezpieczeństwa, spełnienia i szczęścia? Czego się trzymasz, co uniemożliwia ci totalne oddanie się duchowi? Co nie pozwala ci na wyrażenie zgody na to, aby prawda włamała się do twojego życia i malowała poza liniami z góry określonych granic sztywnych wniosków?
Przyłącz się do mnie, zastanawiając się nad tymi rzeczami :).

Stan_27.11.2018

Stan Tyra

Szczęście, którego wymaga się od życia nigdy się nie zdarza, ponieważ jest zbyt narcystyczne i za bardzo się do niego dąży. Ta „radość, której świat dać nie może” (J 14:27) zawsze przychodzi jako dar dla tych, którzy robią na nią miejsce i czekają. Ta pierwsza, w przeciwieństwie do samo-poddania się, ma więcej do czynienia z otrzymywaniem niż dawaniem, braniem, a nie otrzymywaniem, pewnością siebie. To dwie zupełnie różne sposoby działania. Wschodni mistycy mówią tak: „Nie łapie się motyla goniąc za nim, raczej siedzisz cicho, aż wyląduje na tobie. On wybiera ciebie”.

Gdy szukamy szczęścia, najczęściej budujmy sobie bałwana, który wymaga ciągłej obsługi i ochrony. Odkryłem, że te bałwany to reakcja ego na strach. Tworzę bałwana, który jest przeciwieństwem tego, czego się boję. Innymi słowy: jeśli boję się odrzucenia, stworzę bałwana akceptacji. Jeśli boję się niepowodzenia, stworzę bałwana powodzenia, itp.   Zazwyczaj ci, którzy starają się grać kartą mocy, próbują zamaskować wielką wewnętrzną słabość. Tak więc, wybierają na swoje bałwany zewnętrzną moc i kontrolę. Jest to oczywiste na wszystkich życiowych drogach od rzezimieszków do duchowieństwa.

Jak to wielokrotnie powiedziałem bałwan to takie coś, co musisz zapytać o zgodę, zanim odpowiesz „tak” duchowi. Pomaga nam zamykać samych siebie na sprzeczność i paradoks. Takie ego zawsze chce zgadzać się z jakąś stroną i bronić jej. Poważnym tego problemem jest to, że usiłuje również ukryć „drugą stronę” wszystkiego w tym również mnie samego.

Obie strony, światło i ciemność, są niezbędnymi nauczycielami i więcej uczymy się z upadku niż powodzenia. Co więcej, niepowodzenie tworzy w nas znacznie więcej miejsca na boską świadomość i w konsekwencji na mądrość. Tak więc, cierpienie i upadek są naszymi głównymi nauczycielami.

Na dziś dwa pytania:

– jakie bałwany stworzyłeś sobie, aby zamaskować to, czego się boisz?

– jakie powiązania mógłbyś dziś rozluźnić?

Wskazówka: twój największy dar jest zazwyczaj rzecznikiem twojego największego bałwana (Zastanów się chwilę.)

Pamiętasz Hebrajczyków? Wyszli z Egiptu z wielką ilością złota i srebra (darami). To właśnie te dary zostały wrzucone do ognia i z nich stworzono bałwana, któremu potem oddano cześć.