Category Archives: Tyra Stan

Stan_14-17.09.2018 Obecność

Stan Tyra

14 września

Chciałbym przez kilka dni pomówić o „obecności”. Będę otwierał sprawę świadomości obecności bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Może lepiej byłoby powiedzieć, że to obecność otwiera mnie.

Obecność łatwo jest podrobić, lecz zazwyczaj wychodzi to ubogo. Zazwyczaj udajemy troskliwość, choć niewiele jej jest. Zazwyczaj spodziewamy się jej w czasie uwielbienia, na szczycie góry czy w czasie spotkania modlitewnego i BUM oto jest obecność. Jest to kiepska podróbka tej prawdziwej. Teraz wiem, że dla niektórych może to być przynęta do obecności,dla innych przeszkoda bądź substytut, lecz nigdy obecność. Jeśli obecność jest, jakimś aktem czy zdarzeniem, to osiadłeś na czymś znacznie mniejszym, niż prawdziwa duchowość. Nie wierzysz mi? To zwróć uwagę na następne wydarzenie, które osądzisz, jako takie, któremu brak „namaszczenia”. To, co rzeczywiście mówisz, to, że potrzebujesz oskarżyć, kogoś innego o twój brak świadomości, zdolności postrzegania.

Dopóki obecność nie stanie się czymś w czym żyjesz, a nie czymś, co okazjonalnie usiłujesz wytworzyć, to życie będzie dla ciebie bardziej udawaniem niż obecnością. Ponieważ autentyczna obecność wydostaje się z naszej istoty, a nie działania, zawsze jest ugruntowana na autentyczności. Być obecnym, to być prawdziwym w obecnym życiu, a obecność może być praktykowana i utrzymywana, lecz nigdy nie można jej zredukować do czegoś, co robimy.

Przepaść między naszym byciem, a wykonywaniem może wydawać się mała i nieznacząca, szczególnie dla tych dobrze okopanych uczestników kościelnych, którzy zrównują aktywność z obecnością.

Niemniej, to właśnie te małe przerwy dają miejsce na coraz większe niezadowolenie, co po jakimś czasie urasta do przepaści między prawdą naszego bycia, a kłamstwami naszego życia.
Dopóki nie będziesz obecny dla samego siebie, nigdy, tak naprawdę nie będzie obecny wobec czegokolwiek.

Continue reading

Stan_27.09.2018_poklask


Stan Tyra

Być osobą widzianą, chwaloną, lubianą, akceptowaną i popieraną stało się w naszej kulturze zarówno narkotykiem jak i religia wyboru. Pytanie o to, kim jestem, gdy nie nie zawraca na mnie uwagi, gdy nikt nie zgadza się ze mną, nie dziękuje, nie uznaje mojej pracy czy tego jak fantastyczne są moje duchowe osiągnięcia i biblijna wiedza, są istotą naszej egoistycznej retoryki, więc ciągle domagamy się uwagi i słuchania.
Niestety, nie zauważamy, że ten głód nigdy nie jest zaspakajany. Im więcej chwały i uprawomocnienia otrzymujemy, tym bardziej domagamy się tego. Im bardziej ludzie zgadzają się z nami, tym więcej ich do poparcia potrzebujemy. To, czego nie widzimy to fakt, że takie stałe domaganie się więcej ujawnia pozbawione zaufania i wiary serce. Skoro nie czujemy się bezpieczni w Chrystusie, próbujemy zapewnić sobie bezpieczeństwo w pozytywnych opiniach innych.

Wyzwaniem dla nas jest powrót do naszej wiecznej tożsamości, powrót do domu, do Ojca, który mówi do nas z gracją, potwierdza nas w taki sposób, w jaki nie może tego nigdy zrobić ludzki głos. Tylko to może nas prawdziwie uwolnić od naszego egoistycznego wewnętrznego przymusu, aby być widzianym, słyszanym, chwalonym i wielbionym. Uwalnia nas to od naszego ubogiego ego i tworzy przestrzeń, w której możemy zwracać bezinteresownie uwagę na innych.

Stan_21.09.2018 Papugi

Stan Tyra

Czytałem kiedyś o ptakach, które żyjąc przez długi czas w dużym mieście zapominają swojego naturalnego śpiewu i zaczynają naśladować miejskie dźwięki. Obawiam się, że zdarzyło się również i nam, że zapomnieliśmy tej pieśni z naszego domu i teraz po prostu naśladujemy dźwięki religijnego otoczenia.

To, że straciliśmy pieśń z domu, powoduje, że nasz obecny śpiew wprowadza zamieszanie u innych i dlatego źle jesteśmy postrzegani. Ta pieśń wydaje się nam naturalna, jednak stała się tylko echem otaczającego nas życia. Podobnie do papug, powtarzamy to, co słyszymy i mówimy: „Biblia tak mówi”.

Tak dużo zainwestowaliśmy w techniki robienia wrażeniami, które buduje się na podstawie dochodzących do nas dźwięków, że powstało w nas tak głębokie zwiedzenie, że już więcej nie widzimy i nie słyszymy. Pozostaje pytanie: Czy pamiętasz?

W Księdze Objawienia 2:5 jest napisane, że powinniśmy pamiętać miejsce, z którego upadliśmy, dom, który opuściliśmy, miejsce naszych początków. Nie zacząłeś od ogrodu z wężem, lecz w Chrystusie przed założeniem ziemi. To jest ten początek, który powinieneś pamiętać, jest to brzmienie głębiny przyzywającej głębinę.

W Ewangelii Marka 8:18 Jezus zapytał uczniów czy nie pamiętają. Powiedział do nich: „Macie oczy, a nie widzicie; macie uszy, a nie słyszycie? Nie pamiętacie,…

Ten dom, za którym tak tęsknisz, wzywa cię jak głębina wołająca głębinę. Nie jest to dźwięk, ani jakieś miejsce przechowywania wewnętrznej pamięci. Jest to wdrukowane wewnątrz twojego DNA. Podobni do syna marnotrawnego często nie pamiętamy o nim czy też nie „zastanowimy się”, dopóki nie siedzimy samotnie w ciszy i nie wygląda na to, że nie mamy już żadnego innego wyjścia.

Stan_19/20.08. 2018

Stan Tyra

Choć wierzenia mogą być prywatne, z chwilą gdy uczynimy je centrum naszej tożsamości, staramy się szukać innych, z którymi możemy się nimi podzielić . To, z kolei, wzmacnia i oczyszcza je i otwiera drzwi do plemiennego ego. Jak to już wiele razy mówiłem, jedyną rzeczą bardziej niebezpieczną od ego indywidualnego jest ego grupowe. Przechodząc przez ten portal nie jestem już po prostu tym w co wierzę, lecz tym w co MY wierzymy. Niemal każdy kościół jest budowany wokół wspólnych przekonań i wierzenia spoza systemu nie są mile widziane.

O ile wierzę, że jest to konieczny dla naszego rozwoju etap, to naszym zadaniem nie może być tworzenie Boga z poczucia przynależności plemiennej. Teraz, aby wyjrzeć poza własne granice nie musisz już pytać o zgodę własnego ja, lecz o zgodę grupy, a w szczególności lidera(ów) tej grupy.

Pozwólcie zwrócić uwagę na to, że wszelkie grupy czy to religijne, polityczne czy cywilne, są budowane wokół wspólnych przekonań. Komunalne ego nie jest celem ostatecznym, lecz jest koniecznym krokiem do wyjścia poza siebie. Problemem jest to, że nie stajemy sie odrębni ale jakby częścią innych.

W ramach grupowego myślenia prawda musi być znaleziona na zewnątrz, ceniona i żarliwie strzeżona. Wszelkie uwaga o odkryciui znaczenia  jest uważana za nieugruntowaną w Słowie. Jakże często słyszałem słowa: „musisz wrócić do kościoła”, bądź „musisz poczytać swoją Biblię”. W obu przypadkach chodzi o to, że trzeba wrócić  do miejsca, w którym ty jesteś określany przez to, w co wierzysz, a o tym, w co wierzysz jest, decyduje lokalny kościół, którego przekonania są zdefiniowane przez denominację.

Powtórzmy: o ile to komunalne ego jest konieczną i ważną częścią naszej drogi, wprowadza ze sobą więcej egoistycznego systemu, który w większości przypadków powoduje zatrzymanie naszego rozwoju . Ponieważ większość społeczności opiera się na wierzeniach/przekonaniach zawsze wywierają presję na dostosowanie się.

Gdy już okopiemy się i jesteśmy w pełni zindoktrynowani przechodzimy ze społecznościowego ego do konformistycznego. Gdy już znajdujemy się w takim stanie, większość uważa za oczywiste, że są pewnie szczególne oczekiwania i wymagania co do zachowań. To dlatego domaga się przysiąg członkostwa i kontrakty (listy członkowskie, jak to niektórzy nazywają). Po czym, jeśli zmienisz miejsce, nawet w ramach tej samej denominacji, musisz zostać przegłosowany. Nigdy nigdzie nie naucza się tego, ani Pan Jezus nie prezentował czegoś takiego, a jednak jest to podstawowa rzecz w kościele fundamentalistów.

Smutne jest to, że fundamentalistyczna mentalność nazwie społeczność miłości, dzielenia się życiem, różnorodności i szanowania innych kultem lub new age. Przyganiał kocioł garnkowi.

Continue reading

Stan_17/18.08.2018

Stan Tyra

„Graliśmy wam na flecie, a wy nie tańczyliście…” Mt 11:17

Powiedziałbym, że najsilniejszym czynnikiem powstrzymującym przed dojściem do większej świadomości, objawienia i jedności jest iluzja mówiąca, że ja jestem taki jak mój obraz. Jest tak wtedy, gdy patrzę na siebie z perspektywy innych ludzi i taka perspektywa jest bardziej ceniona niż Boża. „Gdzie skarb twój, tam serce twoje”. Tak więc, temu co cenisz najbardziej, oddajesz największą cześć.

W ramach publicznego nieładu nie jestem w stanie zobaczyć siebie nie patrząc oczyma innych. Może to nawet nie być to, jak mnie inni widzą, lecz moje własne wyobrażenie tego, bądź też pragnienie, jak chcę być widziany. Takie podejście jest potężnym czynnikiem spowalniającym odkrycie prawdziwego ja. Ten uzależniający środek usypia moje prawdziwe je i przekonuje mnie do tego, że to szalbiercze, fałszywe ja, ego, jest moim prawdziwym ja. Taka publiczna wersja siebie staje się centrum mojej świadomości.

W takim stanie nieświadomości prowadzimy życie na użytek zewnętrznej audiencji, która nieustannie obserwuje nas, a szczególnie wobec tych, którzy nam przyklaskują. Wywołuje to niepokój, ponieważ nigdy nie ma pewności, jak dobrze idzie nam ukazywanie siebie, obrazu, którego się od nas oczekuje.

Jest to poważnym zagrożeniem dla autentyczności. Faktem jest, że spotkałem bardzo niewielu autentycznych ludzi. Ludziom wydaje się, że są autentyczni, lecz czy tak jest, łatwo przekonać się po tym, jak bardzo cenią tych, którzy ich kochają i tych, którzy ich nienawidzą. Tak czy inaczej, jacyś „oni” wpływają na moje życie, ponieważ bardziej reaguję na nich, nie na Boga.

Wszyscy w jakimś stopniu przeżyliśmy to. Jest to życie zdominowane przez staranie się o to, aby zdobywać dla siebie miłość, szacunek i inne zachęty, które, jak nam się wydaje, spoczywają w rękach innych ludzi.

Kiedy rozglądamy się wokół, aby zobaczyć jak dobrze nam idzie zdobywanie zadowolenia tych, których najbardziej cenimy, nasze życie staje się coraz mniej spontaniczne i coraz bardziej sztuczne. Takie postrzeganie siebie powoduje utratę władzy/kontroli, ponieważ w ten sposób przekazuje się ją innym.

__________________________________________

18 sierpnia

Zazwyczaj niezauważonym przez długi czas i bardzo zwodniczym miejscem oporu jest przekonanie, że: „Jestem tym, w co wierzę”. Są też i inne oporniki przemiany takie jak „jestem tym, czym jest moje ciało”, „jestem właścicielem siebie”, „jestem tym, czym są moje dary”, „jestem tym, czym jest moja grupa”, „jestem tym, jak myślę”. Wydaje mi się, że z tych wszystkich najsilniejsze warownie budują: „jestem tym, w co wierzę” i „jestem tym, czym jest moja grupa”, ponieważ wyglądają tak Pobożnie. Czy istnieje jakiś lepszy sposób odrzucenia bez poczucia winy większości nauczania Jezusa niż zrobić to jako świętą ofiarę dla Boga, potwierdzoną przez jakąś grupę i nazwanie tego „w imieniu Jezusa”?

O ile te warownie przekonań mogą być zakorzenione w czymkolwiek, Jezus obie rzeczy nazywa „kwasem”, którego mamy się szczególnie strzec: strzeżcie się kwasu Heroda (polityki) oraz kwasu faryzeuszy (religii). Te dwie rzeczy są bardzo głęboko osadzone w nas i tworzą dobrze ukryte i dobrze strzeżone więzienie, które staje się substytutem wyższej świadomości.

Postęp następuje w dziedzinie myśli, sądów i opinii, które stają się wierzeniami, a wierzenia podstawą mojej świadomości, przez którą interpretuję całą rzeczywistość. Kim jestem? Jestem tym, w co wierzę.

Gdy zredukujemy wiarę do wierzeń/przekonań, nie ma miejsca już na prawdziwą wiarę, a moje ego mocno okopane, stale prezentując siebie jako, ten który „ma słuszność”. Niemniej, nie twierdzę, że przekonania są złe, mogą one odgrywać ważną rolę w naszym rozwoju. Kiedy jednak te przekonania stają się moim Bogiem, to znaczy, że stworzyłem bałwana na swój własny obraz i to takiego, którego muszę pytać o zgodę zanim coś zobaczę, zrobię czy usłyszę.

Jeśli jakaś dyskusja wychodząca poza moje dobrze przemyślane przekonania, wywołuje strach lub gniew, to powinienem zadać sobie pytanie: „co we mnie gniewa się?” „Dlaczego mnie to gniewa?” Uważaj! Ponieważ jeśli odpowiesz sobie na to pytanie szczerze, otworzy się okno, abyś wyjrzał poza miejsce, w którym jesteś. Jest to ruch w kierunku czegoś większego niż twoje własne małe ego i spowoduje rozluźnienie przywiązania do swoich przekonań. Wkrótce zostaniesz określony przez otaczających cię ludzi jako człowiek zmierzający ku liberalizmowi, new age, czy modnej teologii. Po jakimś czasie osądzą cię jako heretyka i zwodziciela wielu.

Początkowym punktem dla tych, którzy chcą wyjść poza własne przekonania, nie jest ich brak, lecz luźne ich traktowanie i zmniejszenie stopnia w jakim zapewnia się samego siebie, że są one prawdziwe i słuszne. W ten sposób usuniesz ze swej świadomości kajdany i zaczniesz podróż w kierunku czegoś większego.

 

Stan 15/16.08.2018|Stan 19/20.08.2018

Stan_15/16.08.2018 Dary mistyków

Stan Tyra

15.08.2018

Zaufanie w mroku:
Jeśli jesteś czujny, ostatecznie zdasz sobie sprawę z tego, że ta podróż doprowadziła cię do całkowicie innego okresu. To, co zaczęło się w pełni światła, obróciło się w ciemność, podobnie jak droga Saula w podróż Pawła. W jakiś sposób zmagania, zniechęcenie, cierpienie, beznadzieja, zastąpiły pokój, radość i optymizm. Co gorsza, wydaje się, że Bóg spakował się i wyprowadził, i nigdzie nie można Go znaleźć. (Znasz to z doświadczenia.) Wiedz, że to kolejny etap twojej podróży. Szesnastowieczny mistyk, Jan od Krzyża, nazwał to „ciemną nocą duszy”. Jezus, będąc na Krzyżu, nazwał to „porzuceniem”.

Przeważnie jesteśmy uczeni, aby uciekać przed ciemnością, sprzeciwiać się jej, gromić i zwyciężać, niemniej, jedyną drogą wyjścia jest przejście przez nią. Mistycy są mistykami, dlatego że nauczyli się podróży przez miejsca, gdzie ich zmysły stają się zaciemnione a ich dusze zachmurzone. Oni powiedzą nam, że jeśli zamiast spodziewać się usunięcia ciemności, zgadzamy się na napływ łaski, nauczymy się widzieć w ciemności i rozpoznawać Bożą obecność, nawet wtedy, gdy znajdujemy się w chmurze niewiedzy.

To właśnie tutaj możemy nauczyć się ufać Bożej obecności i jego obietnicy: „Nie opuszczę cię nigdy, ani nie porzucę”. Tylko w takim miejscu wiara jest doskonalona. Czegokolwiek szukasz czy cokolwiek dostrzegasz, zawsze jest to boska podróż. Wyłącznie w „dolinie cienia śmierci” możesz nauczyć się „nie bać zła, ponieważ ty jesteś ze mną...” (Ps 23). Dawid powiedział również: „ilekroć mnie trwoga ogarnie, w Tobie pokładam nadzieję” (Ps 56:2-4).

To jest miejsce, w którym uczysz się „chodzić przez wiarę, a nie oglądanie”. Gdy wiara jest realizowana w ciemności, wtedy „światło świeci W ciemności” (J 1:5) – świeci nie eliminując ciemności, lecz świecąc w niej.

Nauka ufania Bogu w ciemności to poznawanie Boga ponad odpowiedziami, wnioskami, obrazami czy koncepcjami. Jest to poznanie od wewnątrz, a nie z zewnątrz. Jest to jeden z tych potężnych darów, które przynoszą mistycy, ponieważ oni sami przeszli tą drogę i wrócili, aby zachęcić nas na naszej drodze.

 

15.08.2018

„Mistycy i dary, które przynoszą”

Drugim darem, który mistycy przynoszą jest współpraca głowy i serca. TA droga ku Bogu i ku prawdziwemu ja musi zmienić zarówno serce jak i umysł. Ponieważ do tego, aby ujawniło się prawdziwe ja, serce i umysł muszą być kształtowane przez serce i umysł Chrystusa.

Sam z siebie umysł nie jest zdolny do poznania tajemnicy Chrystusa w tobie. Aby żyć prawdą, umysł musi poddać się mądrości serca, którą ma przez wiarę. To serce przeżywa Boga, a nie wyciągający wnioski umysł.

Głęboką ignorancją jest sądzić, że możemy kiedykolwiek posiąść prawdę, mistyczną nadzieją jest to, że my sami możemy zostać opanowani przez Prawdę. Jest to przeciwny kierunek do posiadania opinii czy „wierzeń” na temat prawdy, bez względu na to jak wieloma wersami możesz ogłosić swoje wnioski. Spotkałem wielu ludzi, którzy nigdy nie otworzyli Biblii, a jednak nieśli w sobie i odzwierciedlali wielkie prawdy. Najczęściej prawda ich życia jest znacznie bardziej podobna do Chrystusa i Chrystusowa niż tych ludzi, którzy znają Biblię od pierwszej do ostatniej strony.

Nie możemy przyodziać „umysłu Chrystusa” dopóki nie będziemy chcieli założyć „serca Chrystusa” i żadne z nich nie da się osiągnąć dzięki wysiłkom i dyscyplinie, oba uzyskuje się dzięki uzdrowieniu przez bezwarunkową miłość. Prosta zmiana myślenia czy zgoda na pewne biblijne opinie jest żałośnie ubogim substytutem „nowego stworzenia” w miłości i przez miłość.

Często mówię, że umysł tworzy wspaniałych uczniów i osoby pomagające innym rozwijać swoje umiejętności, tylko wtedy, jeśli jest poddany sercu. Umysł, jako przywódca tworzy i dokonuje projekcji strachu, oddzielenia, osądzania i bólu na całej ziemi, także w kościele. Umysł niepoddany sercu wiary jest anty-chrystusowy w swym pojmowaniu rzeczywistości. Powinno być dla nas oczywiste, że umysł jest w stanie uwierzyć we wszystko, co sam stworzy.

 

Stan 14.08.2018| Stan 17/18.08.2018

Stan_14.08.2018 Mistycy


Stan Tyra

Przeczytaj Ef 3:17-19

Gdy mistycy mówią od Boga, mówią z miłości. Czynią tak, ponieważ spotkanie, które przeżyli, nie pozostawia im nic więcej do powiedzenia, a nawet wtedy nie mają wiele słów, których mogliby użyć i nie ma to nic wspólnego z ich teologicznymi przypuszczeniami. Przypomina to próby opisania zapachu powietrza. Jest wszędzie, widzisz skutki istnienia, żyjesz dzięki niemu, a jednak nie jesteś w stanie dokładnie opisać go.

Mistycy powiedzą nam, że miłość jest istotą naszej egzystencji a zatem poznanie Boga jako miłości jest wszystkim, co może doprowadzić nas do pełnej miłości jedności z miłością. Pamiętaj, miłość nie jest atrybutem Boga, jest Jego totalną istotą. Tak więc, mistycyzm daje udział w przemieniającej podróży ku uświadomionej jedności z Bogiem jako miłością.

Mistycy mają nam wiele darów do zaoferowania, lecz wydaje się, że dla nas są cztery najważniejsze obszary: zaufanie w mroku, współpraca głowy i serca, uzdrowienie zranionej osobowości i zjednoczenie podzielonej świadomości.
Podejmę z tego miejsca następnym razem i przyjrzymy się każdemu z nich głębiej.

 

Stan 13.08.2018| Stan 15.08.2018