Przez kolejne dwa tygodnie przyjrzymy się życiu kilku postaci ze Starego Testamentu. Odkryjemy, że ich doświadczenia są nadal aktualne i odnoszą się do nas dzisiaj. Zaczniemy od początku, od Adama i Ewy.
Adam i Ewa cieszyli się wyjątkową relacją z Bogiem. Tylko oni mogli powiedzieć, że znali Go wcześniej. To znaczy, zanim zgrzeszyli i zmienili bieg historii ludzkości. Zanim ich przewinienie stworzyło przepaść między Bogiem a ludzkością, którą mogła pokonać jedynie ofiarna śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.
Greg Laurie „Eliasz uczynił więc, jak mu rozkazał Pan, i rozłożył się obozem przy potoku Kerit, na wschód od Jordanu. Kruki przynosiły mu chleb i mięso każdego ranka i wieczora, a on pił wodę z potoku. Lecz po pewnym czasie potok wysechł, gdyż w całym kraju nie padał deszcz (1Krl 17:5–7).
Eliasz ogłosił królowi Achabowi, że kraj nawiedzi susza, która będzie trwała latami, aż on, Eliasz, położy jej kres – oczywiście na polecenie Pana. Po tym, jak Eliasz ogłosił to, Pan dał mu następujące polecenie: „Idź na wschód i ukryj się przy potoku Kerit, przy jego ujściu do Jordanu. Pij z potoku i jedz to, co kruki ci przyniosą, bo rozkazałem im, aby ci przynosiły żywność” (1 Krl 17,3–4 NLT).
To była prawdziwa zmiana. Pewnego dnia Eliasz śmiało ogłaszał proklamację królowi; następnego dnia ukrywał się nad strumieniem. Eliasz „uczynił, jak mu Pan rozkazał” (werset 5, NLT), ale musiał być nieco zdezorientowany. Eliasz radził sobie przez jakiś czas. „Kruki przynosiły mu chleb i mięso każdego ranka i wieczora, a on pił wodę z potoku. Lecz po pewnym czasie potok wysechł, bo w całej krainie nie padał deszcz” (wersety 6–7 NLT).
Strumień wyschnął. To złowieszcze słowa dla kogoś, czyje przetrwanie zdawało się zależeć od strumienia. Eliasz z pewnością nie jest jedyną postacią biblijną, która stanęła w obliczu tak decydującego – i potencjalnie druzgocącego – momentu. „Strumień wyschnął” Abrahama i Sary, gdy stali się bezdzietni na starość. „Strumień wyschnął” Józefa, gdy został sprzedany w niewolę przez swoich braci. „Strumień wyschnął” Mojżesza, gdy zabił egipskiego urzędnika i stał się zbiegiem. „Strumień wyschnął” apostoła Piotra, gdy trzykrotnie zaparł się znajomości z Jezusem. „Strumień wyschnął” uczniów, gdy Jezus zawołał: „Wykonało się!” i oddał swoje życie na krzyżu.
Greg Laurie „Salomon zawarł sojusz z faraonem, królem Egiptu, i poślubił jedną z jego córek. Sprowadził ją do Miasta Dawida, gdzie zamieszkała, dopóki nie dokończy budowy pałacu, Świątyni Pańskiej i murów otaczających miasto” (1Krl 3:1).
Upadek i rozczarowanie Salomona rozpoczęły się od serii kompromisów, z których jednym było poślubienie córki faraona. Salomon uczynił to, ponieważ chciał zawrzeć sojusz polityczny z Egiptem. Był to ruch strategiczny. W praktyce Salomon „zaprzęgał się” nierówno do niewierzącego – czego Bóg zakazał.
Bóg nakazał Żydom, aby nie zawierali małżeństw mieszanych z innymi narodami. Nie była to kwestia rasowa, lecz duchowa. Bóg nie chciał, aby Izraelici sprzymierzali się z ludźmi czczącymi fałszywych bogów. Wiedział, jak silna jest pokusa bałwochwalstwa. Wiedział, że serca Izraelitów odwrócą się od Niego, jeśli nawiążą relacje z niewierzącymi.
Ostrzeżenie Boga powinno rezonować również z Jego ludem dzisiaj. Mamy wroga, który wykorzysta wszystko – w tym innych ludzi – by zakłócić naszą relację z Bogiem. A kiedy ci inni niewierzący ludzie wzbudzają w nas romantyczne uczucie, ich negatywny wpływ ulega spotęgowaniu.
W XIX wieku w Londynie mały chłopiec pragnął posłuchać kazania wielkiego amerykańskiego ewangelisty D.L. Moody’ego, który przybył do miasta. Ten mały ulicznik przemierzył cały Londyn, ryzykując życie, bez jedzenia i porządnych butów. Po długiej podróży w końcu dotarł do wielkiego kościoła, w którym Moody miał wygłosić kazanie.
Gdy zmierzał w stronę drzwi, stary bileter spojrzał na niego z pogardą i zapytał: „Co robisz, młodzieńcze?”
Chłopiec powiedział: „Idę posłuchać wielkiego ewangelisty D.L. Moody’ego”.
„Nie wyglądasz na takiego! Jesteś brudny. Odejdź!”
Chłopiec był zdruzgotany. Siedział na schodach i płakał, gdy przed kościołem zajechał czarny powóz. Wysiadł z niego rosły mężczyzna. Zobaczył smutnego chłopca na schodach i zapytał: „Młody człowieku, co się stało?” Chłopiec odpowiedział: „Przyszedłem tutaj, żeby posłuchać wielkiego kaznodziei D.L. Moody’ego, ale nie wpuszczą mnie do kościoła”. „Naprawdę?” – zapytał wielki mężczyzna. „Po prostu połóż dłoń na mojej dłoni, a zobaczę, jak mogę ci pomóc”.
Greg Laurie „Taka miłość nie zna lęku, ponieważ doskonała miłość wypędza wszelki lęk. Jeśli się boimy, to ze strachu przed karą, a to świadczy o tym, że nie doświadczyliśmy w pełni Jego doskonałej miłości. Kochamy się nawzajem, ponieważ On pierwszy nas umiłował” (1J 4:18–19).
Słyszałem historię o złodzieju, który włamał się do domu. Rozglądał się w ciemności z latarką, gdy usłyszał głos: „Jezus cię obserwuje!”. Złodziej o mało nie wyskoczył ze skóry. Zastanawiał się: „Skąd ten głos?”. Znów to usłyszał. „Jezus cię obserwuje!” Złodziej był przerażony. Podążył za głosem z latarką i odetchnął z ulgą, gdy zobaczył papugę na grzędzie, która po raz kolejny powiedziała: „Jezus cię obserwuje!”. Złodziej roześmiał się. Potem spojrzał w dół i zobaczył, że u stóp grzędy papugi siedział ogromny doberman, szczerząc zęby.
Papuga spojrzała na dobermana i rzekła: „Wyrzuć ich, Jezu”.
Greg Laurie „Czy człowiek może nabrać ogień na kolana i nie zapalić sobie ubrania? Czy może chodzić po rozżarzonych węglach i nie zrobić sobie pęcherzy na stopach?” (Przy 6:27–28).
Kiedy byłem dzieckiem, fascynował mnie ogień. Ta fascynacja popchnęła mnie do robienia głupich rzeczy, na przykład do podpalania małych zielonych ludzików i ich plastikowych karabinów, żebym mógł patrzeć, jak rozpływają się w małe zielone kałuże. Kiedyś jednak robiłem to na kawałku gazety, który również się zapalił. Złapałem więc gazetę z płonącymi zielonymi ludzikami i wrzuciłem wszystko do kosza na śmieci. Kosz, niestety, był bambusowy i również stanął w płomieniach. Na szczęście udało mi się ugasić pożar.
Tak właśnie działa grzech. Zaczyna się od małych rzeczy, a potem wymyka się spod kontroli. Właśnie o tym mówił autor Księgi Przysłów 6, pisząc: „Czy kto nabierze ogień do swego łona, a jego ubranie się nie zapali? Czy może chodzić po rozżarzonych węglach, a nie nabawić się pęcherzy na nogach?” (wersety 27–28 NLT).
Samson nauczył się tej lekcji na własnej skórze. Myślał, że poradzi sobie z grzechem. Myślał, że może dalej grać w tę grę. Ale diabeł wie, jak pakować swoje towary. Wie, jak je sprzedać. Diabeł ocenił Samsona i doszedł do wniosku, że to prawdziwy he-man ze słabością do kobiet. Nie mógł pokonać Samsona na polu bitwy, więc pokonał go w sypialni. I znalazł w Samsonie chętnego wspólnika, który uważał, że da sobie z tym radę.
Poeta Henry Wadsworth Longfellow powiedział: „Wielka jest sztuka zaczynania, ale większa jest sztuka kończenia”. A Salomon, najmądrzejszy człowiek, jaki kiedykolwiek żył, napisał: „Koniec sprawy jest lepszy niż jej początek” (Koh 7:8).
Mocny początek jest przereklamowany. Weźmy na przykład sport. Niewielu statystyków baseballowych śledzi, która drużyna prowadziła po pierwszej zmianie. Liczy się wynik końcowy. Podobnie, mocny początek jest przereklamowany w naszej duchowej podróży. Biblia podaje nam przykłady ludzi, którzy mocno rozpoczęli swoją służbę dla Pana, by później się potknęli. Pismo Święte nie gloryfikuje tych wczesnych sukcesów; zamiast tego wykorzystuje doświadczenia tych ludzi jako przestrogę dla innych wierzących. Jedną z najbardziej pamiętnych historii jest historia Samsona.
Samson miał świetny początek. Obdarzono go nadludzkimi cechami. Pod względem fizycznym nie było nikogo silniejszego. O jego sile możemy się przekonać w Księdze Sędziów 14:5–6: „Gdy Samson i jego rodzice schodzili do Timny, młody lew nagle zaatakował Samsona w pobliżu winnic Timny. W tej chwili Duch Pański owładnął nim z wielką mocą i rozerwał paszczę lwa gołymi rękami. Uczynił to z taką łatwością, jakby to był młody kozioł” (NLT).