Przyp. tłum.: Autor używa w artykule różnych formy wyrazu „abuse”, który ma mnóstwo znaczeń, więc zamieszczam słownikową definicję (wg: ling.pl): „nadużyć/nadużywać, (z)robić niewłaściwy użytek z; (s)krzywdzić, źle (po)traktować, znęcać się nad, maltretować; wykorzystać/wykorzystywać seksualnie; obrazić/obrażać słownie, (ze)lżyć, (na)ubliżać, przeklinać; zniesławić/zniesławiać;”.
Od wydawcy: Niektórzy czytelnicy mogą czuć awersję do tego tematu. Zachęcam jednak do przeczytania tego artykułu jako wkładu do swojego własnego uzdrowienia.
Swego czasu śmiałem się z tego, że zatwardziałość serc Izraelitów doprowadziła ich do takiego stanu, że zamiast wejść do Ziemi Obiecanej, musieli spędzić 40 lat, wędrując po pustyni. W miarę jak docieram do 35 rocznicy pracy w służbie medycznej, dochodzę do wniosku, że jestem równie zatwardziały jak oni. Wiedzieli, że Ziemię Obiecaną zamieszkują olbrzymy i myśleli, że nie będą w stanie ich pokonać, więc nie posłuchali Boga. Jeśli o mnie chodzi to nie wykonywałem jednej rzeczy, którą Pan nakazał – kochać ludzi bezwarunkowo.
Łatwo jest kochać tych, którzy dobrze nas traktują, lecz niemal niemożliwe wydaje się kochać tych, którzy są dla nas okrutni. Przykazanie, aby miłować moich wrogów zostało wbite mi w głowę, lecz wydaje się, że przesłanie, które było doskonale zrozumiałe przez umysł, nie spenetrowało złomowiska mej duszy. To właśnie tam, pośród ran i żywych emocji z przeszłości, owo napomnienie do kochania innych okazywało się być bezsilne.
W czasie, gdy pracowałem w Tacoma, w stanie Washington, regularnie transportowałem pewnego pijaka, który wyspecjalizował się w gnębieniu ratowników medycznych w czasie najcięższych godzin służby – środku nocy, gdy wyjeżdżaliśmy po niego. Gdy już znaleźliśmy go, wrzucaliśmy go na nosze na kółkach i pozbywali w najbliższym szpitalu. Zrzędził i biadolił całą drogę na to, jak to źle mu jest jechać, a gdy miał gorszy dzień to opluwał nas i zalewał stekiem wyzwisk. Pamiętam, jak raz poprosił moją partnerkę, aby podała mu rękę. Naiwnie złapała go za rękę, a on chwycił ją tak silnie jak tylko potrafił, aż wydała z siebie krzyk i wrzeszczała a niego, żeby puścił. Robił takie rzeczy codziennie. Odczuwał w tym jakąś przyjemność (a może spełnienie), gdy wywoływał ból u innych.
Doradzałem ludziom, którzy przeżywali krzywdy i tortury z rąk swoich krewnych. Słyszałem, o takich rzeczach, które im uczyniono, tak wynaturzonych i chorych, że zastanawiałem się, jak to możliwe, że jeszcze żyją. Jak to możliwe, aby takich podłych, zboczonych i pozbawionych serca ludzi pokochać tak, jak nakazał Jezus?
Continue reading




