Category Archives: Islam

Taniec papieża z islamem

franek
Raymond Ibrahim

            Ostatnio papież Franciszek poczynił pewne rzekomo stawiające na nogi uwagi. W czasie porannej mszy ku pamięci o. Jacquesa Hamel, 85 letniego kapłana, który został ścięty przez muzułmanów w czasie prowadzenia mszy w swoim kościele we Francji, powiedział:

„Takie okrucieństwo, które żąda wyrzeczenia się wiary jest, powiedzmy to: szatańskie… Dziś w kościele mamy więcej chrześcijańskich męczenników niż na początku jego historii. Chrześcijanie są porywani, torturowani, więzieni, podrzyna się im gardła, dlatego że nie chcą wyrzec się Jezusa Chrystusa… Pierwszym chrześcijanom proponowano odstąpienie od wiary, czyli: powiedzcie, że nasz Bóg jest prawdziwy, a wasz nie. Złóżcie ofiarę naszemu bogu, bądź naszym bogom. Gdy tego nie robili, gdy odmawiali odstępstwa od wiary, byli zabijani. Dziś mamy do czynienia z tym samym. Jak bardzo chcielibyśmy, aby wszystkie religie stwierdziły, że zabijanie w imieniu Boga jest dziełem szatana”.
Zakończył mówiąc, że powinniśmy się modlić, abyśmy mieli „odwagę powiedzieć tą prawdę: zabijać w imię Boga jest dziełem Szatana”.

Te słowa papieża zyskały aplauz, ponieważ z pewnością są prawdziwe. Rzeczywiście, „jest dziś więcej chrześcijańskich męczenników niż na początku kościoła” i „zabijanie w imieniu Boga jest dziełem Szatana”.

Niemniej takie twierdzenia są pozbawione swej mocy, ponieważ są niepełne, a więc ogólnikowe. Słuchając go, można dojść do wniosku, że różni ludzie zmuszają chrześcijan do wyboru między „naszym bogiem czy bogami” a mieczem, i że różni ludzie „zabijają w imieniu boga”.

Faktycznie współcześnie jest tylko jedna grupa ludzi, muzułmanie, którzy zmuszają chrześcijan do wyboru swoim bogiem, a śmiercią.

Jednak Franciszek nie tylko zwyczajnie nie wspomina o religijnej tożsamości tych, którzy „zabijają w imieniu boga”, lecz nawet zapytany wprost, waha się. Tak było, gdy pewien dziennikarz zapytał go czy ojciec Jacques został „zabity w imię islamu”. Franciszek stanowczo nie zgodził się z tym. Dowodził, że on słyszy również o chrześcijanach, którzy każdego dnia dokonują aktów przemocy we Włoszech: „Tu jeden zamordował swoją dziewczyną, tam ktoś zamordował teściową… a wszyscy byli ochrzczeni jako katolicy! Istnieją niepohamowani katolicy! Jeśli więc mam mówić o islamskiej przemocy, muszę mówić o katolickiej”.

Najwyraźniej dla papieża Franciszka przemoc dokonywana zgodnie z poleceniami Allacha nie jest bardziej problematyczna niż przemoc, która jest zaprzeczeniem przykazań judeochrześcijańskiego Boga. Zgodnie z ta pokrętną logiką jeśli pociągniemy do odpowiedzialności islam to musimy pociągnąć i chrześcijaństwo – bez względu na fakt, że islam usprawiedliwia swoją przemoc, podczas gdy chrześcijaństwo potępia ją.

Continue reading

Logika islamskiej nietolerancji

Raymond Ibrahim

Kazanie wygłoszone przez popularnego saudyjskiego szeika, Muhammada Salih al-Munadżida, pokazuje wyraźnie, dlaczego zachodni relatywiści i zwolennicy multikulturalizmu, którzy obecnie dominują w mediach, polityce i na uczelniach, nie są w stanie zrozumieć islamskiego braku tolerancji, a co dopiero na niego zareagować.

Sheikh Muhammad Salih al-Munajjid

W czasie swego kazania al-Munajjid powiedział, że „niektórzy [muzułmańscy] hipokryci” dziwią się dlaczego „my [muzułmanie] nie pozwalamy im [ludziom z zachodu] budować kościołów, pomimo że oni zgadzają się na budowanie meczetów”. Saudyjski szeik zareagował na to, mówiąc, że każdy muzułmanin, który tak myśli jest ‚ignorantem’ i

chce postawić znak równości między tym co dobre, a co złe, między islamem, a kufr [nie islamem], monoteizmem, a szirk [politeizmem], i daje każdej stronie jednakową wagę, chce porównać to z tamtym, i pyta: „Dlaczego nie budujemy im kościołów, skoro oni nam budują meczety? Pozwólmy im więc na to w zamian?” Czy chcecie, aby ktokolwiek inny niż Allach był czczony? Czy zrównujecie to, co dobre z tym, co złe? Czy świątynie ognia zoroastryzmu, żydowskie świątyni, chrześcijańskie kościoły, klasztory, buddyjskie czy hinduskie świątynie są dla was tym samym co domy Allaha i meczety? Więc porównujecie je ze sobą? Czy zrównujecie je ze sobą? Oh! Nie do wiary, ponieważ o tym, kto zrównuje islam z kufr [nie islamem] Allach powiedział: „Ktokolwiek pragnie jakiejkolwiek religii innej niż islam, nigdy nie będzie przez niego zaakceptowany i w konsekwencji znajdzie się między straconymi” (Koran 3:85). Prorok Mahomet powiedział: „Przez Tego, w którego ręku jest życie Mahometa (przez Allaha), ten kto wśród Żydów i chrześcijan usłyszy o mnie, lecz nie uwierzy w to, co przekazałem, i umrze w tym stanie (niewiary), będzie mieszkańcem piekła.

Interesujące w tym żarliwym, bardzo krytycznym przemówieniu jest to, że choć z zachodniej perspektywy jest to „nietolerancja”, w rzeczywistości jest całkowicie logicznie spójne i pokazuje ogromną przepaść między islamskim myśleniem, a zachodnią fantazją (pomimo tego, jakkolwiek ta dychotomia może przypominać oksymoron).

Jeśli, jak wskazuje Munajjid, jeśli muzułmanin naprawdę wierzy, że islam jest jedyną prawdziwą religią a Mahomet jest jej prorokiem, dlaczego miałby zgadzać się na współistnienie z tym, co fałszywe (a zatem zepsute, rakowe, zwodzące itd.)? Takie gesty „tolerancji” byłyby równoznaczne z muzułmaninem, który „chce zrównać to co dobre, z tym co złe”, jak słusznie potępia szeik.

Continue reading

Codzienne rozważania_30.07.2013

Cecil_EV

Pastor Cecil A. Thompson

KILLDEER!

Tam sowa będzie się gnieździć i znosić jaja, wylęgać je i zbierać młode przy sobie, tam tylko sępy skupiać się będą, jeden z drugim” (Iz 34:15).

Jest taki unikalny ptak o nazwie Killdeer (odmiana amerykańskiej siewki). Rzadko kiedy lata, większość czasu spędza na ziemi. Mieliśmy kiedyś dom, z którego widać było spory kawał płaskiego gruntu, gdzie mało co rosło (tak naprawdę to był nasz ogród, którego nie zasialiśmy trawą).

Zauważyliśmy samicę tego ptaka, która uwiła sobie gniazdo w znacznym obniżeniu terenu, co wydawało się głupie, ponieważ jajka mogłyby znaleźć się w niebezpieczeństwie. Właśnie wtedy zaobserwowaliśmy bardzo szczególne zachowanie.

Za każdym razem, gdy w pobliżu gniazda pojawiało się jakieś zagrożenie, samica nagle zaczynała się zachowywać w wyjątkowy sposób, trzepocząc skrzydłami i kuśtykając jakby była ranna. Kiedy intruz ruszał za najwidoczniej rannym ptakiem, odchodziła coraz dalej od gniazda, krzycząc charakterystyczne: killdeer, killdeer, killdeer, od czego wzięła się jej nazwa.Kiedy już napastnik został odciągnięty dostatecznie daleko od gniazda, samica nagle rozwijała skrzydła i odlatywała na bezpieczne miejsce. Gdy wszystko już było w porządku, wracała do opieki nad jajkami.

Jak wspaniale Bóg stworzył taką, wydawałoby się bezbronną samicę Killdeera, i wyposażył ją tak unikalny sposob obrony jajek. Pan również nas broni w specyficzny sposób. Gdy ufamy Jemu, On troszczy się o nas. W Ewangelii Mateusza 6:13, w Modlitwie Pańskiej, której Jezus uczył Swoich uczniów, znajdują się te wspaniałe słowa obietnicy: „Nie wódź nas na pokuszenie, ale nas wybaw od złego”. On zawsze odpowie na naszą modlitwę!

Wiele błogosławieństw, drogie serca. Zbliżcie się dziś do Boga, zaufajcie Mu całkowicie i bądźcie błogosławieństwem!

– – Pastor Cecil

продвижение

Czy Mahomet istniał?

 

Robert Spencer

24 kwietnia , 2012

Robert Spencer, dyrektor Jihad Watch, właśnie wydał nową książkę pt.: Did Muhammad Exist? An Inquiry into Islam’s Obscure Origins. (Czy Mahomet istniał? Dochodzenie w sprawie mało znanych początków islamu). Na temat swojej książki mówił na wspólnym spotkaniu Middle East Forum oraz Gatestone Institute Nowym Yorku.

Czy prorok Mahomet rzeczywiście istniał czy też był świętym mitem ukształtowanym przez dziesięciolecia Koranu po jego rzekomej śmierci? Robert Spencer zajął się tym drażliwym tematem z podwójnym celem:

  • Aby służyć wolności wyrażania się, jako bunt przeciwko tyranii cenzury dokonywanej przez organizacje takie jak Islamic Cooperation oraz lewicowe bałwochwalstwo politycznej poprawności, które podejmują próby uciszania dyskusji o islamskich sprawach.
  • Aby odegrać w islamskim świecie taką samą pozytywną rolę, jaką niereligijny naukowiec odgrywał w judaizmie i chrześcijaństwie, i wzbudzić racjonalną debatę, która może prowadzić do odrzucenia ścisłego dosłownego rozumienia Biblii.

Ktoś zaślepiony dogmatycznym myśleniem, może odrzucić to pytanie jako czystą prowokację, ignorując obfitość historycznych dowodów dowodzących tezy. W szczególności intrygujący jest absolutny brak jakichkolwiek wzmianek o Mahomecie, islamie czy koranie zarówno wśród arabskich zdobywców czy pokonanych, jak i w zapisach na piśmie, inskrypcjach, monetach itp., w latach 630-690 to jest w okresie muzułmańskich podbojów, które nastąpiły po (przypuszczalnej) śmierci Mahometa.

Co więcej, życie Mahometa otoczone jest tajemnicą, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, że pierwsze biografie zostały napisane dopiero 125 lat po jego śmierci, i że muzułmańscy naukowcy przyznają, że spora część, między innymi, tak zwanych hadits, przekazywanych przez pokolenia powiedzeń i zachowań Proroka jest fałszywych i zręcznie stworzona z politycznych pobudek.

Koran nie jest bardziej wiarygodnym źródłem: nie powinien być zebrany i przekazywany w swej standardowej wersji później niż 653 roku, a jednak nie można znaleźć żadnej wzmianki o nim aż do 690 roku, a ślady zawartych w tekście tradycji aramejskiej i chrześcijańskiej wskazują na dobre kontakty na podbitych terenach.

Wniosek jest taki, że historyczne dowody opowiadają zupełnie inną historię od tradycji, a mianowicie, że to z politycznych i wojskowych wydarzeń, które działy się w czasie, gdy niektóre arabskie plemiona rozszerzały swoje terytoria kosztem „chorego człowieka” – perskie i bizantyjskie imperia – pojawiła się konieczność powiązania ich razem i stworzenia jakiegoś centrum tożsamości. A co może zaoferować rodzącemu się wówczas arabskiemu imperium lepszy zaczyn niż religia?

Zdaniem Spencera, takie badania mają ogromną wagę, ponieważ pokazanie politycznych okoliczności narodzin islamu umożliwia umieszczenie we właściwym kontekście niektórych jego elementów w ramach politycznych i militarnych interesów, dając szansę na rozróżnienie między religią a jej świeckimi, politycznymi i niespodziewanymi wynikami. Nie narusza to religijnych wolności muzułmanów; dlaczego nie nazwać autorów kwestionujący istnienie Jezusa „rasistami”? Poszukiwanie prawdy nigdy nie jest prowokacją.

————————-

Summary account by Tommaso Virgili, intern for The Legal Project, an activity of the Middle East Forum

раскрутка

Jak okoliczności decydują o islamskim zachowaniu

Głoś pokój, gdyś słaby, prowadź wojnę, gdyś silny.

Raymond Ibrahim

Jihad Watch
18 stycznia 2012

Czy kiedykolwiek był taki czas, aby jedna grupa ludzi otwarcie wyrażała swoją wrogość wobec innej grupy ludzi, choć ta druga grupa nie tylko ignoruje ową wrogość, lecz mówi dobrze, łagodzi i legitymizuje tą pierwszą?

Burhami na temat „Wojny i Pokoju”
Witamy w XXI wieku, gdzie politycy Zachodu wyposażają tych muzułmanów, którzy stale i otwarcie ogłaszają, że wszyscy nie muzułmanie są wrogami, których należy zwalczać i ujarzmiać.
Weźmy pod uwagę to wideo, na którym wypowiada się szejk Yassi al-Burhami, najwyżej notowana postać w ruchu egipskich salafitów, który zdobył około 25% głosów w ostatnich wyborach. Całkowicie wyraźnie stwierdza coś, co powinno gruntownie otworzyć oczy: wszystkie wzmianki o pokoju wobec nie muzułmanów zależą od okoliczności. Gdy muzułmanie są słabi, powinni być pokojowo nastawieni, gdy są silni, powinni przejść do ofensywy.
W czasie dyskusji na temat “analogii między egipskimi chrześcijanami a Żydami z Medyny”, Burhami wskazał, że muzułmanie mogą utrzymywać chwilowy pokój z niewiernymi, gdy okoliczności tego wymagają:

Żydzi Medyny stanowią pewien paradygmat postawiony przez proroka [Mahometa], który pokazuje w jaki sposób muzułmanie powinni zadawać się z niewiernym. Metody proroka są dostępne dla muzułmanów i mogą je oni powielać w zależności od sytuacji i swoich możliwości. Prorok z Mekki rozprawiał się z niewiernymi w pewien szczególny sposób, więc gdziekolwiek muzułmanie nie są zabezpieczeni, powinni postępować z niewiernymi w taki sam sposób.

Burhmi mówi tutaj o słynnej niezgodności postępowania proroka Mekka – Medyna: gdy w początkowym okresie pobytu w Mekce, Mahomet był słaby i liczebnie przewyższany, głosił pokój i zawierał pakty z niewiernymi, gdy wzmocnił się w okresie pobytu Medynie, głosił wojnę i ruszył do ofensywy. Taka dychotomia, głoś pokój – gdyś słaby, prowadź wojnę, gdyś mocny – miała przez stulecia dla muzułmanów znaczenie instruktażowe.
Zgodnie z zapisem w Koranie 4:77: „Powstrzymuj się od działania, podtrzymuj modlitwę, płać swoje zakat”.
Dalej Burhami mówi:

W wielu niewiernych krajach, takich jak Palestyna, musimy pouczać muzułmanów, aby robili właśnie to [postępuj zgodnie z Koran 4:77]. Dziś w Gazie nie mówimy im, aby codziennie odpalali rakiety i niszczyli ten kraj, lecz mówimy im „Powstrzymuj się od działania, respektuj rozejm”. Gdy prorok przybył do Medyny, pojednał się z Żydami. Było to pojednanie bez płacenia jizya [tj. pojednanie na równych warunkach, bez zmuszania Żydów do płacenia haraczu i życia jako obywateli drugiej kategori – dimmis ]. Według tego wzorca należy postępować zawsze, gdy okoliczności tego wymagają. Niemniej, gdy już naruszyli to przymierze, walczył z nimi i ostatecznie wymusił jizya na Ludziach Księgi [Żydach i chrześcijanach]. Nie stanowi to zniesienia Sura [Koran 9:29]; jest to uznane i uzgodnione.

Burhami wyjawia tutaj, zaczynając od wersów, które cytuje z Koranu: gdy muzułmanie są słabi maj „powstrzymywać się od działania”, lecz „płacić zakat”, który między innymi jest przeznaczony na opłacanie dżihadu. Tak więc, podobnie jak w przypadku Mahometa, który zawarł pokój z Żydami z Medyny, nie poddając ich płaceniu jizya (haracz płacony w „całkowitym poddaniu”), tak też Palestyńczykom pozwala się zawierać chwilowy pokój z Izraelem. W obu przypadkach to okoliczności – mianowicie: słabość muzułmanów – usprawiedliwiają takie postępowanie. Jednak, gdy tylko wzrosną ich możliwości, wtedy tekst z Koranu 9:29, który wzywa do płacenia jizya i do poddania, Burhami cytuje jako ten, który znosi wszystkie inne pokojowe wersy; bierze górę.
Burhami dochodzi do takich wniosków:

Tak, możemy zadawać się z tymi chrześcijanami (egipskimi Koptami) tak samo jak zajmowano się Żydami w Medynie; jest to pewna opcja. Prorok zawarł z niewiernymi Pojednanie Hudaybiya i utrzymywał rozejm przez 10 lat; to również jest opcja. Tak więc, jest to uprawnione, aby korzystać ze wzoru proroka w zależności od tego, w jakiej sytuacji są obecnie muzułmanie.

W skrócie: muzułmanie mogą być tolerancyjni wobec egipskich Koptów teraz i nie zbierać od nich jizya ani niepoddawać ich sobie (dimmitude), dopóki nie będą mieli odpowiednich możliwości. Podobnie jak Palestyńczycy mogą zawrzeć pokój z Izraelem teraz, dopóki nie będą mogli prowadzić wojny ofensywnej. Rzeczywiście, dr Mohamed Saad Katatni, sekretarz generalny Partii Sprawiedliwości Bractwa Muzułmańskiego, która zdobyła 40% głosów, powiedział podobno, że Koptowie nie będą płacić haraczu teraz, dając do zrozumienia, że idea zbierania daniny od poddanych „dhimmi” Koptów jest bardzo żywa wśród bractwa, a uśpiona wyłącznie do czasu bardziej odpowiedniej chwili.
Może ktoś przekonywać, że szejk Yassir al-Burhami -„jeden człowiek”, „radykał” – nie reprezentuje „prawdziwego islamu”. Niemniej, problem polega na tym, że na wszystkie jego argumenty powoływali się przez stulecia niezliczoną ilość razy muzułmanie, w tym najbardziej autorytatywni. Nawet nieżyjący Jasser Arafat powołał się na Hudaybiya, jako typowy przykład „pokoju” z Izraelem.
A jednak, pomimo tego wszystkiego – pomimo tego, że to wideo jest kroplą w morzu dowodów – oto mamy Zachód, który ułatwia takim ludziom jak Burhami drogę do władzy w imieniu „demokracji”, zupełnie nie zważając na to, że pakty, uśmiechy, potrząsanie rąk nad filiżankami kawy istnieją wyłącznie wtedy, gdy okoliczności, w tym przypadku muzułmańska słabość, tego wymagają.

topod

Bractwo Muzułmańskie ogłasza, że ostatecznym celem jest ‚opanowanie świata’

Raymond Ibrahim

Jihad Watch

12 luty 2012

Pomimo że wielu muzułmańskich przywódców wyraża swoje dążenia jako coś, co należy do większego obrazu – którego szczytem jest wskrzeszenie kalifatu z samej natury przeciwnego wszystkiemu co niemuzułmańskie – spora część zachodnich liderów dostrzega tylko krótką chwilę albo wyrwaną z kontekstu, albo, co gorsza, w błędnym kontekście zbudowanym na życzeniowym myśleniu.

Hassan al-Banna, założyciel Bractwa Muzułmańskiego, którego długoterminowy cel odzwierciedla się w słowie pojawiającym się ich dewizie: „toruj/szukuj”

Pośród tego wszystkiego owa krótkowzroczność sprawia, że niemal wszyscy zachodni politycy pomijają długoterminowe zagrożenie i skupiają się wyłącznie na przemocy i terrorze, na tym co namacalne i chwilowe, co może zbiegać się z ich kadencją.

Takie ciasne patrzenie prowadzi czasami do absurdów takich jak w przypadku ostatnich przesłuchań w Departamencie Bezpieczeństwa Wewnętrznego, gdy Paul Stockton pytany przez Dan Lungrena, nie zgodził się z tym, że al-Kaida „działa zgodnie z niepohamowanym islamskim ekstremizmem” upierając się w zamian, że jest tam tylko grupa składająca się z „morderców”. Robiąc tak, dokonał oddzielenia rzeczywistości od jakiegokolwiek znaczącego kontekstu, zgadzając się w ten sposób z doktryną Obamy nie poznawania swojego przeciwnika.

Oczywiście, wszyscy islamiści mają jeden i ten sam cel: ustanowić kalifat, który wymusi szariat. Jedyną różnicą jest to, że większość jest na tyle rozsądna, aby rozumieć, że wzrastająca infiltracja i subtelne obalanie – krok po kroku, faza po fazie, dekada po dekadzie – znacznie skuteczniej zagwarantują dojście do ich celów niż otwarta przemoc. A wtedy, gdy już znajdą się u władzy, „staną się znacznie bardziej okrutni„.

Stosownie do tego, dzięki tak zwanej „arabskiej wiośnie” i jej zachodnim poplecznikom, coraz więcej duchownych czuje, że zbliża się osiągnięcie ostatecznego celu czyli wskrzeszenia kalifatu, którego stolicą jest Jerozolima. Na przykład, ten szejk pysznił się ostatnio tym, że kalifat będzie wkrótce odnowiony a Zachód będzie płacił jiza – haracz i uległość zgodnie z Koranem 9:29: „a jeśli nie, to zostanie sprowadzony na ich karki miecz!”. Podobnie jak powiedział ten szejk, cytując jako przykład niewierne Niemcy. I, oczywiście, wezwanie do płacenia jiza z poddaniem przez egipskich Koptów wzmaga się z dnia na dzień.

Zastanówmy się teraz nad wyraźnymi, niedwuznacznymi słowami dr Muhammada Badi, przywódcy Bractwa Muzułmańskiego. Według Al Masry Al Youm (w tłum.: Coptic Solidarity):

Dr Muhammad Badi, główny lider Bractwa Muzułmańskiego, powiedział: „Bractwo jest coraz bliżej osiągnięcia swego największego celu, jaki przyświecał jego założycielowi, Immamowi Hassan al-Banna. Stanie się to przez ustanowienie sprawiedliwego i słusznego systemu rządzenia [opierającego się na islamskim szariacie], ze wszystkimi jego instytucjami i związkami, w tym rządu rozwijającego się w kierunku właściwie prowadzonego kalifatu i panowania nad światem”. Badi dodał w swym cotygodniowym przesłaniu wczoraj [29.12.11]: „Gdy Bractwo zaczynało swoje poparcie [da’wa], starało się obudzić naród ze snu i stagnacji, aby poprowadzić go z powrotem na jego pozycje i do jego powołania. W swym przesłaniu na szóstym komitecie wyborczym Immam [Banna] zdefiniował dwa cele dla Bractwa: cel krótkoterminowy, którego owoce widać jak tylko człowiek staje się członkiem Bractwa, oraz długoterminowy cel, który wymaga wywoływania zdarzeń, oczekiwania, dokonywania odpowiednich przygotowań i wcześniejszych planów, oraz pełnej i totalnej reformy wszystkich aspektów życia”. Ten przywódca Braterstwa mówił dalej: „Immam [Banna] nakreślił cele przejściowe i szczegółowe metody osiągnięcia tych największych celów, zaczynając od reformowania jednostek, po czym przystępując do budowanie rodziny, społeczeństwa, rządu i wtedy właściwie prowadzonego kalifatu i ostatecznie zdobycia świata” [podkreślenia dodano].

Pomimo tego wszystkiego, nie liczy się to, jak często, głośno i otwarcie islamscy przywódcy tacy jak Badi wyrażają swoje największe plany dla świata. Zachodni przywódcy mają założone intelektualne zaślepki tak ściśle i utknęli na słowie „demokracja„, nawet wtedy gdy ludzie władzy „arabskiej wiosny” prowadzą do faszyzmu (co, przede wszystkim, będzie problemem kogoś innego po opuszczeniu urzędu).

Tak więc, oto mamy byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Jimmy Cartera, który nie tylko jest „bardzo zadowolony” z egipskich wyborów – pomimo powszechnych zarzutów wobec Bractwa Muzułmańskiego, że wybory fałszowano – lecz, zapytany o to czy Stany Zjednoczone powinny być zaniepokojone zwycięstwem islamistów, powiedział: „Nie mam żadnego problemu z tym i rząd Stanów Zjednoczonych nie ma również z tym żadnego problemu. Chcemy, aby realizowała się wola egipskiego ludu”.

W związku z tym Bractwo Muzułmańskie oraz wszelkie jego odgałęzienia mogą spokojnie odpoczywać upewnione, że dopóki nie angażują się w bezpośredni terroryzm, mogą nadal uwolnieni kontynuować swój rozłożony na dziesięciolecia marsz ku wskrzeszeniu kalifatu, który – jeśli historia i doktryna stanowią jakikolwiek wskaźnik – stanie się globalną zmorą.

aracer.mobi

Muzułmańskie prześladowania chrześcijan na rozstajach

Czas na działanie jest teraz lub nigdy.

Raymond Ibrahim

Raymond Ibrahim

21 grudnia 2011

Oryg.:  Christian Solidarity International

 http://www.raymondibrahim.com/10899/muslim-persecution-of-christians-at-a-crossroads

Poniżej znajduje się artykuł napisany dla  Christian Solidarity International, „międzynarodowej chrześcijańskiej organizacji praw człowieka, propagującej religijną wolność i godność człowieka oraz pomagającą ofiarom religijnych prześladowań, katastrof oraz represjonowanym dzieciom”.

Podpiszcie petycję CSI , ponaglającą prezydenta Obamę, aby w czasie zbliżającej się mowy na temat Stanu Państwa przedstawił „politykę swojej administracji mającej na celu nie dopuszczenie do wykorzenienia narażonych na niebezpieczeństwo chrześcijańskich społeczności i innych religijnych mniejszości na muzułmańskim Bliskim Wschodzie”.

Wielu mieszkańców Zachodu było zszokowanych, gdy główne media przedstawiały kilka miesięcy temu sytuację pastora Yousef Nadarkhaniego, który miał zostać zgładzony za opuszczenie islamu, nie mogąc uwierzyć, że w XXI wieku ludzie ciągle są prześladowani, i to przez swoje rządy, po prostu za to, że są chrześcijanami.

Fakty są takie, że muzułmańskie prześladowania chrześcijan czasach nam współczesnych stale narastają stają się gorsze. Ponieważ jednak tylko jeden przypadek na setki zyskuję uwagę, niewielu na Zachodzie ma jakiekolwiek pojęcie o tym, że w ogóle istnieją.

Na rozdrożu

Na przykład: mniej więcej w tym samym czasie, gdy historia pastora Ndarkhaniego znalazła się na czołówkach gazet, 129 chrześcijan w Sudanie zostało uwięzionych i jeden w Somalii został ścięty, podobnie jak pastor tylko za to, że nawrócił się na chrześcijaństwo.

Dziesiątki innych udokumentowanych przypadków prześladowań przypadków prześladowań pojawiło się w tym samym czasie, lecz żadne z nich nie zyskało uwagi mediów. Są to przypadki chrześcijan więzionych, torturowanych i zabijanych za rzekome „bluźnienie” islamowi; chrześcijanki były porwane i gwałcone ponieważ są „niewierne”; kościoły palono, Biblie konfiskowano, a krzyże niszczono, w jednym przypadku młody chrześcijanin został zabity za odmowę usunięcia swego krzyżyka.

Dla nikogo, kto jest trochę zaznajomiony z historią i tradycyjnym nauczaniem, nic z tych rzeczy nie jest zaskoczeniem. To wszystko demonstruje ciągłość trwającą 14 wieków. Wraz z przypływem oraz towarzyszącym temu wzrostem antychrześcijańskiej przemocy, samo istnienie chrześcijan oraz innych nie-muzułmańskich społeczności jest zagrożone. Proces religijnego oczyszczania może doprowadzić do ich wykorzenienia w ciągu jednego pokolenia [p. Genocide Warning]

Dlaczego więc mamy do czynienia z tak wielką nieświadomością tych spraw na „humanitarnym” w innych przypadkach Zachodzie?

Jedną z przyczyn jest współczesna historia. W czasie kolonialnej ery i w połowie XX wieku, gdy zachodnie wpływy w muzułmańskim świecie były silne, prześladowania chrześcijan były w znacznym stopniu ujarzmione.  W związku z tą ciszą pokolenia mieszkańców Zachodu uznały, że wydarzenia dziejące się tamtym czasie są reprezentatywne. Zazwyczaj  pomijają historyczne i doktrynalne korzenie prześladowań chrześcijan żyjących pod panowaniem islamu i dlatego całkowicie nie zrozumieli tego, co przy tej wiedzy jest oczywiste.

Ta anachroniczna perspektywa jest wymuszana przez „strażników wiedzy”, mainstreamowe media, akademie i politycznych aktywistów oraz apologetów, którzy doprowadzili do nie istnienia tych niewygodnych prawd o prześladowaniach, a to wszystko w imieniu „multikulturalizmu” i „politycznej poprawności”.

Przykładem niech będzie to, że, oprócz tego jak rzadko pojawiają się w głównych mediach informacje o prześladowaniach chrześcijan, to niemal zawsze są one umieszczane w kontekście „sekciarskich walk” czy innych neutralnych zwrotów, które wiążą ofiary z prześladowcami. Podobnie jest z zachodnimi ośrodkami akademickimi, którym nie wystarcza poleganie na faktach dotyczących muzułmańskiego świata, a często nakręcają sprawy, dostosowując fakty do panującej multikulturowej ideologii, a nie odwrotnie.

Zasadniczo sytuacja jest jeszcze rozjątrzana ponieważ większość zachodnich chrześcijańskich przywódców albo boi się „obrażenia” muzułmanów, albo chce wyglądać na „tolerancyjnych” i  niechętnie mówi otwarcie o prześladowaniach. Jeśli można tego spodziewać się po świeckich dziennikarzach to milczenie tylu kościelnych przywódców jest o wiele bardziej zdumiewające.

Dziś, w świetle tak zwanej „Wiosny Arabskiej”, Zachód musi przyjąć do wiadomości zagrożenie przetrwania chrześcijan na Środkowym Wschodzie. Już dostrzegamy owoce demokracji w muzułmańskich krajach, takich jak Irak, gdzie od chwili obalenia Saddama Husseina chrześcijanie są brutalnie prześladowani w takim stopniu, że połowa z nich uciekła z rodzinnej ziemi, gdzie grozi im całkowity zanik; jak Afganistan, gdzie w dziesięć lat po obaleniu przez Zachód Talibów, co kosztowało miliardy dolarów i tysiące istnień ludzkich, ostatni publiczny kościół został zniszczony, a chrześcijanie cierpią z powodu praw zakazujących bluźnierstwa i apostazji wprowadzonych na siłę przez rząd zainstalowany przez Zachód.

Teraz, kiedy muzułmanie w arabskich krajach zaczynają wybierać islamskie partie, które nie tają swojej zajadłości przeciw chrześcijanom, ich przyszłość wygląda szczególnie ponuro.

Pierwszym krokiem do poprawienia tej sytuacji jest po prostu świadomość: uzmysłowić to ludziom Zachodu. Aby to zrobić establishment najpierw musi zostać wytrącony ze swego zadowolenia i ponownie ocenić swoje politycznie poprawne komentarze.

W przyszłym miesiącu prezydent Obama będzie przemawiał w senacie na temat Stanu Państwa, gdzie ma możliwość użyć kilku wyważonych słów i dodać na przykład, że kontyngent pomocy dla muzułmańskich państw zależy od ochrony religijnych mniejszości. Wraz z domaganiem się odpowiedzialności od tych państw, takie słowa mogłyby dalej prowadzić na Zachodzie do ponownej oceny ugruntowanych sposobów przekazu i uruchomienia efektu domina wiedzy.

Przez podpisanie petycji do prezydenta (CSI’s Petition to the President), masz szansę, aby zachęcić go do tego.

раскрутка сайта