Poured Into a Mold
James Ryle
„lecz Bogu niech będą dzięki, że,…, przyjęliście ze szczerego serca zarys/formę tej nauki, której zostaliście przekazani” (Rzm. 6:17, NIV)
Wyobraź sobie zręcznie zrobioną formę odlewniczą, wykonaną z jakiegoś rzeźbiarskiego arcydzieła; wytwór sztuki, mistrzowski produkt tak unikalny i tak wspaniały, że godny kopiowania. Z wielką ostrożnością zostaje ono pokryte odpowiednimi materiałami i powstaje model, z którego tworzy się formę odlewniczą. Będzie do niej wlewany roztopiony materiał, aby powstała zachwycająca kopia oryginału.
Po zalaniu forma jest odstawiana, aż do ostygnięcia, po czym kopię wyciąga się i wykonuje się prace wykończeniowe; wszystkie niedoskonałości są oczyszczane, nadmiar usuwany, a na końcu poleruje się ją, aby stała się błyszczącym dziełem sztuki, którym każdy widz będzie się zachwycał i naprawdę trudno jest znaleźć różnice między oryginałem i kopią.
Czy wiesz o tym, że Bóg chce dokładnie to samo zrobić z tobą? Pan chce, abyś stał się dokładnie taki jak Jezus, aby inni mieli trudności ze znalezieniem różnic między wami dwoma! Jak tego dokonuje? Przez ogień Jego Ducha i formę Jego Słowa.
Paweł opisuje to jako „forma nauczania, której zostaliście powierzeni”. Grecki zwrot oznacza tutaj dosłownie „być wlanym do formy”.
Mówiąc praktycznie: Bóg chce, abyśmy stali się w Jego rękach plastyczni i podatni na naukę tak, aby mógł wlać nas w formę Pisma. Następnie, gdy zostaniemy już ukształtowani pod wpływem tej formy, Pan wyjmuje nas jako mężczyzn i kobiety Słowa, ludzi, którzy naznaczeni są charakterem i zachowaniem podobnym do Jezusa.
Być może najlepiej oddaje to stary standard muzyki Gospel:
Duchu żyjącego Boga, spłyń od nowa na mnie.
Duchu żującego Boga, spłyń od nowa na mnie.
Stop mnie, ukształtuj mnie, napełnij mnie, użyj mnie,
Duchu żyjącego Boga, spłyń od nowa na mnie.
– – – – – – – – – – – – – – – – – – –
Spirit of the living God, fall afresh on me.
Spirit of the living God, fall afresh on me.
Melt me, mold me, fill me, use me,
Spirit of the living God, fall afresh on me.

czujesz się tak, że nie da się tego opisać, można to wyłącznie przeżyć. Wiesz, o co mi chodzi? Ktokolwiek? Nie wszyscy to znają, większość ludzi żyje poza tą strefą, zmagając się, aby tylko dać sobie radę, bądź co najmniej udają.
Aż do tego czasu będziemy otoczeni huraganami opinii, idei, sugestii, postulatów, pontyfikatów, wyolbrzymień, twierdzeń, teorii, koncepcji, uwag, urojeń, marności i rozmaitości, oraz chmary wszelkich innych słownych szkwałów, które rujnują nasze życie i rozsypują gruzy po całym widnokręgu. Wir stworzonej przez człowieka chmury wciąga wszystko i wszystkich w swoją spiralę. Wkrótce osiągnie taką prędkość, że trudno będzie wyłożyć jakąś myśl na stół dyskusji.
Ten widok tak mnie poruszył, że obudziłem się i leżałem w ciszy na łóżku. Najpierw zastanawiałem się czy to nie ja jestem tym mężczyzną ze snu i szybko zacząłem błogosławić każdego, kto tylko przyszedł mi do głowy! Następnie, ponieważ widok był tak złowieszczy, kwestionowałem to czy to może być prawda. Było w nim otrzeźwiające poczucie Boskiej sprawiedliwości. Wszystko to było ogromnie niepokojące. Wstałem i zacząłem szukać w Piśmie odpowiedzi, a poszukiwania nie były próżne.
Zostaliśmy powołani do tego, aby wieść wzorowe życie, takie, które inspiruje innych do naśladowania. W świecie, w którym powszechne jest „zniechęcanie”, my zostaliśmy powołani, aby „budować”. O ile inni są zuchwali, my służymy; gdy oni przeklinają, my błogosławimy; gdy oni podnoszą ręce i ranią, my podnosimy nasze, aby pomagać i uzdrawiać. To jest zadanie zlecone nam przez Jezusa. Wyzwaniem jest to, że zostaliśmy umieszczeni w świecie, w którym brak jest wzorów godnych naśladowania. Od Main Street do Back Streets; od Broadway do Belt-Way; od Wall Street do Waysides – wyzwiska, wskazywanie palcem, obwinianie, oszczerstwa i sarkazm są standardem. Żyjemy w dojrzałym świecie przepełnionym dziećmi ze szkolnego podwórka.
Najczęściej, gdy czegoś chcesz tak bardzo, że nie możesz bez tego wytrzymać, gdy to już dostaniesz, okazuje się, że tak naprawdę to w ogóle nie o to ci chodziło. Wtedy, zamiast być błogosławieństwem, staje się przekleństwem.