Najbardziej przeklęte przekonanie wszechczasów

AdamSmith

Seth Adam Smith

Zamrożone piekło Dantego

Zamrożone piekło Dantego

Jest pośród nas takie przekonanie, wiara, które, jak myślę, jest czystym złem i nie używam tego wyrazu lekkomyślnie. Jest to niegodziwa, niszcząca filozofia, która miażdży nadzieję i zamraża swoich uczniów w jeziorze stagnacji. Zamiast uszlachetniania i wzmacniania tych, którzy się jej uchwycą, ściąga mężczyzn i kobiety w dół. Zachęca do izolacji, napędza strach, utwierdza urazę. Okrada ludzi z ich sił i woli walki, wywołuje rezygnację i upadek, zamiast utrzymywać ich w prawdzie i w pozycji stojącej.

W skrócie: ta filozofia nie ma nic wspólnego z uwalnianiem – obciąża/potępia. Jeśli się jej uchwycić to, podobnie do szkodliwej plagi, hamuje wzrost i ogranicza nasze życie.

Ta wiara?

Nie mogę się zmienić, jestem ofiarą moich okoliczności.

Mimo wszystko i pomimo jej wszystkich skutków ubocznych, chwytamy się tego w takim czy innym. Po to, aby sobie ułatwić życie, cukrujemy je przyjemnymi usprawiedliwieniami i zapewniamy siebie samych, że taka wiara rzeczywiście załagodzi nasze boleści. Do pewnego czasu tak się dzieje. Aby poczuć się lepiej uciekamy w odgrywanie ofiary, podobnie jak człowiek uzależniony, który sam się leczy prochami czy alkoholik, który ucieka przed życiem, pijąc. To przekonanie, że nie jesteśmy za nic odpowiedzialni, zanim rzuci nas jeszcze niżej niż poprzednio, odurza nas bądź daje chwilową ulgę. Jest jak pokryta czekoladą brzytwa: smakuje słodko, lecz po przełknięciu, czekolada schodzi a pojawia się brzytwa. Rozumiecie, granie ofiary jest niebezpieczne: bierze i torturuje swoich więźniów. Nieświadomi tego, że właśnie to przekonanie rani nas i zatrzymuje, dalej oskarżamy wszystko i wszystkich wokół nas – nawet nasze własne ciało – choć z pewnością nie siebie samych.

Zajęci winą, niezmiennie będziemy pomijać tą ważną prawdę:

Możemy nie być w stanie kontrolować to, co spada na nas, lecz zawsze możemy kontrolować to, jak reagujemy.

Nie jesteśmy ofiarami naszych okoliczności, zawsze mamy wolność wyboru – działać, lub być przedmiotem działania. Im wcześniej złapiemy się tego i zaczniemy działać na tej podstawie, tym szybciej będziemy zwyciężać nad naszymi okolicznościami i staniemy się zwycięzcami, zamiast dalej być ofiarami.

Proszę wskażcie mi na kogokolwiek z historii, kogoś, kto zmienił świat na lesze – kto trzymał się wiary, że jesteśmy ofiarami. Kobiety i mężczyźni, których szanujemy i czcimy to jednostki, które nie zgodziły się na to, aby poddać się okolicznościom, być ofiarami warunków. Oni podjęli odpowiedzialność za swoje reakcje na to, co zostało im dane. Tacy ludzie, biorąc odpowiedzialność za życie, są w stanie przejść ponad swymi warunkami w najpiękniejszy (i często ironiczny) sposób.

Winston ChurchillWinston Churchill, sędziwy Premier, który poprowadził Wielką Brytanię do zwycięstwa w II Wojnie Światowej, stał się ikoną pięknej mowy. Jego słowa inspirowały miliony do walki przeciwko nazistowskim Niemcom. W swej pierwszej mowie w Izbie Gmin powiedział: „Pytacie, jaki jest nasz cel? Mogę odpowiedzieć jednym słowem: Zwycięstwo – zwycięstwo za każdą cenę, zwycięstwo bez względu na terror, wszystko jedno jak długa i ciężka miałaby być do niego droga, ponieważ bez zwycięstwa, nie ma przetrwania”.

A jednak całe jego powodzenie jako mówcy było poprzedzone wadą wymowy, na jaką cierpią w dzieciństwie. Gdyby uwierzył, że jest ofiarą swoich ograniczeń, moglibyśmy nigdy nie być świadkami „zwycięstwa, bez względu na terror”.

Helen Keller była głucha i niewidoma, a jednak skończyła studia, zdobyła tytuł naukowy, została polityczną działaczką, wykładowcą i płodną pisarką. Po osiągnięciu tego, co dla wielu mogłoby wydawać się 'niemożliwe', napisała później: „Optymizm jest wiarą, która prowadzi do osiągnięć, niczego nie można zrobić bez nadziei”.

Nelson Mandela był rewolucyjnym działaczem walczącym z apartheidem, który spędził w więzieniu 27 lat. Będąc tam nauczył się na pamięć wiersza pt. „Invictus” (Niepokonany), w którym czytamy, między innymi:

Nieważne, jak jest wąska brama
I spis kar jak się ciągnie zwojem,
Bo swego losu jestem panem
I kapitanem duszy swojej”.

Zamiast skarżyć się na okoliczności, Nelson Mandela przyjął odpowiedzialność za swój los i w więzieniu powstał inny typ rewolucjonisty, taki, którego postawa przebaczenia zmieniała świat.

Tak naprawdę, świat jest przygotowywany do wybuchu przez jednostki, które wyrzekły się przyjęcia mentalności ofiary okoliczności, a zamiast tego zdecydowały się być zwycięzcami swojej własnej historii. Znam kobiety, które jako dzieci były wykorzystywane, lecz nie zgodziły się być ofiarami swoich prześladowców, lecz dają nadzieję, pomoc i prowadzą innych ludzi, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji, aktywnie działają na rzecz zapobiegania wykorzystywania dzieci. Znam mężczyznę, który był jako dziecko bity przez ojca i ostatecznie umieszczony w sierocińcu. Nie chciał być ofiarę niedbalstwa i wykorzystania przez swego ojca i stał się pełnym miłości mężem i troskliwym ojcem. Znam dziewczynę, która urodziła się z porażeniem mózgowym, lecz podążyła za swoimi marzeniami i skończyła studia.

Osobiście, cierpię na chroniczną depresję, co może być bardzo wycieńczające i wyniszczające. Depresja ściga moją rodzinę i łatwo byłoby przyjąć (i zaakceptować) to jako wymówkę. Przez wiele lat faktycznie używałem tego, jako wymówki, a były to najtrudniejsze i najcięższe lata mojego życia. Oczywiście, że takie były, ponieważ pozwalałem sobie na to, żeby być ofiarą mojej depresji. Dobrowolnie oddawałem całą swoją siłę temu, że jestem ofiarą. Wierzyłem, że byłem w pułapce, dlaczego nie miałbym być nieszczęśliwy?

Niemniej, teraz mogę zaświadczyć o cudownej, niewytłumaczalnej mocy, jaką otrzymuję, kiedy tylko przyjmę pełną odpowiedzialność za moją depresję. Jak tylko rzeczywiście uwierzę, że „jestem panem mojego losu, kapitanem mojej duszy”, wtedy otrzymuję siłę, aby wyjść naprzeciwko memu demonowi. Pisarz Robert Louis Stevenson powiedział kiedyś tak: “Nie możesz uciec przed słabością, musisz walczyć z nią jakiś czas, lub zginąć; a skoro tak, to czemu nie teraz i nie tutaj gdzie stoisz?”.

Nie było to łatwe i nie było to jednorazowe zdarzenie, ale przejęcie na własność swojego życia warte było tej walki.

Nazwałem tą filozofię odgrywania ofiary najbardziej przeklętą filozofią wszech czasów – nazwałem ją złem i tego się trzymam.

W „Piekle” Dantego, diabeł znalazł się na najniższym poziomie Piekła, gdzie nie ma ognia, lecz lodowe jezioro. To jezioro jest utrzymywane w stanie zamrożenia, ponieważ Szatan bije skrzydłami.

Satan in IceDla Dantego, potępienie Szatana symbolizuje kilka rzeczy: 1) izolację w piekle, 2) brak jakiegokolwiek postępu w piekle, oraz to, 3) że tą izolację i stagnację piekła tworzymy sami. Oskarżając wszystkich dookoła (a w szczególności oskarżając Boga) Szatan pogrążył się na najniższym poziomie oddzielenia. Tam, bijąc swymi skrzydłami, upadły anioł trawa, złamany pod ciężarem własnej roli ofiary i wciągnięty w błogo zamrożonego jeziora swej beznadziei.

Może nie jesteśmy podobni do upadłego anioła z „Piekła” Dantego, lecz, pozwólcie, że odwołam się do „lepszych aniołów” waszej natury. Jeśli czujesz się tak, jakby życie było piekłem, przestań bić swymi skrzydłami (bądź pięściami) w świat. Nie możemy kontrolować tego, co się nam przydarza, lecz zawsze możemy kontrolować to, jak na to reagujemy. Odrzuć przekonanie, że na zawsze będziesz już ofiarą tego, co ci się przydarzyło. Postanów być zwycięzcą.

Uchwyć się tej wiary a ja obiecuję ci, że poczujesz jak ciężar piekła spada z twoich ramion, ponieważ zawsze mam wolność wyboru.

A to jest najbardziej przeklęte przekonanie wszech czasów.

сайта

5 comments

  1. Szanowny Grzegorzu
    Komentarz brata MH utwierdza mnie w tym, że patrzymy na problem z dwóch różnych pozycji : owcy i pasterza.
    I nie dziwi mnie to, że zgadza się z autorem ,ponieważ z tej samej pozycji patrzy na sprawę autor.
    Ja nie jestem pasterzem, lecz owcą, która jest z innymi owcami na jednym pastwisku i widzę ofiary dzisiejszego pasterzowania. Podany przeze mnie przykład to wypisz wymaluj owoc pasterskiej rady: „weż swój los w swoje ręce ,a nie biadaj”
    Brakuje mi jednak tu jednej najważniejszej osoby, do której zobowiązany jest mnie dopowadzić pasterz, a mianowicie ARCYPASTERZA.
    Czy dla Niego jest też jakaś rola względem beczących owiec?
    Czy tak jak podanym przeze mnie przykładzie owca ma znależć inne pastwisko nie koniecznie w Bożej owczarni?

  2. Podane przez autora przykłady ze świata nie skłaniają do tego by uznać, że intencją autora jest zaufanie Bogu.
    Słusznie zauważyłeś,że dzisiejsze chrześcijaństwo jest bliższe nadgorliwej matce niż uczącemu walki z przeciwnościami ojcu.
    Wszystko jednak musi mieć równowagę.
    I to Wy pastorzy powinniście wskazywać na fakt,że sami nie jesteśmy w stanie sobie pomóc, ale będąc dziećmi Bożymi mamy pokładać ufność w Panu.
    Do nas jednak należy decyzja o tym jak będziemy żyć.
    Nie ja jednak wymyśliłem pieśń „Biednym jestem tu pielgrzymem „, która to kształtuje postawy wielu chrześcijaan.
    Nie mogąc jednak znależć tej równowagi między tym co muszę ja, a co może Bóg, wpadamy w drugą skrajność opisaną pzeze mnie.
    Równie zła co potępienie siebie.
    Cóż życzę sukcesów w pomaganiu owcom w tym, by utrzymały ową „równowagę”.

  3. Witam 🙂

    ja również zgadzam się z tym, że należy brać odpowiedzialność za swoje działania i decyzje, bo tak jak zostało wspomniane ani pastor ani Bóg wszystkiego za nas nie zrobią jednak jest faktem, że teksty takie jak powyżej należy czytać bardzo uważnie ponieważ można je błędnie zrozumieć . Obaj kochani bracia mówicie o dwóch „stronach” medalu. Chociaż dziwię się drogi bracie HM , że dziwisz się iż do kościoła przychodzą ludzie z problemami….a jacy mają przychodzić???? Mówisz , że jesteś pastorem i zaskakuje Cię ten fakt…hmmm a w taki razie co ze słowami Jezusa o tym , że właśnie „chorzy” potrzebują Go najbardziej??? Nie jestem pastorem jednak z dość długiej „praktyki” kroczenia za Jezusem widzę na dzień dzisiejszy jedno: ludzi potrzebujących Boga, którzy niejednokrotnie nie potrafią odnaleźć się w natłoku codziennych spraw i wszelkiego rodzaju i maści nauczycieli , liderów itp którzy zamiast być autorytetami w działaniu są godni pożałowania praktykantami i gwiazdami na poletku jakim jest kościół serwując nauczania la odgrzany kotlet….wiem, że brzmi to ostro ale takie są fakty jestem ewangelicznie wierzącym wystarczająco długo i jak do tej pory na swojej drodze spotkałem tylko kilka osób, o których mogę powiedzieć, że Bóg był widoczny w ich życiu codziennie a nauczanie Jezusa i prawdy zawarte w ewangelii były i są widoczne „GOŁYM” OKIEM serdecznie pozdrawiam

  4. @SEWEN

    Mam wrażenie, że nie zrozumiałeś treści, lub opacznie ją zinterpretowałeś.

    Piszesz o pewnej skrajności. W artykule nie ma o tym mowy. Pan Smith pisze zaś o skrajnym biadaniu nad swoim losem, czyli postawy ofiary.

    Jestem pastorem i widzę, że niestety, ale kościoły w jakiś sposób stają się magnesami przyciągającymi ludzi z problemami. Następnie duszpasterze poklepują ich po plecach, mówiąc: „ufaj Panu Bogu, bracie, wszystko będzie dobrze”. Podczas gdy faktem jest, że to każdy z nas bierze wyłączną odpowiedzialność za swoje życie. W pewnym momencie musi nastąpić ten moment, kiedy każdy powie sobie: „to ja biorę odpowiedzialność za swoje życie, albo coś ze sobą zrobię, albo nic się nie zmieni”. Nie zrobi tego za ciebie ani pastor, ani psycholog, ani żaden brat. Trzeba to akcentować i o tym przypominać: nie użalaj się nad swoim losem, nie zasłaniaj się modlitwami i pięknymi intencjami, nie uciekaj od odpowiedzialności, ale w końcu weź się w garść i idź dalej!

    Niestety, ale tego w kościołach ewangelicznych bardzo brakuje.

    I nie ma to wiele wspólnego z filozofią prosperity. To są dwie zupełnie skrajne postawy.

    Pozdrawiam serdecznie,
    MH

  5. Gdyby nie fakt, że artykuł ten jest na stronie PP, to pomyślałbym, że pochodzi on z meetingu grupy Network Marketing.
    W moim odczuciu, duch jaki wyzwala się z jego treści nie koniecznie pochodzi od Boga.

    Niedawno przyjechała do nas osoba, którą znaliśmy kilka ładnych lat. Jej życie zataczało różne kręgi, a wiara nie zawsze szła w parze z tym co chciałaby oglądać, lub co gorsza z tym czego nauczają „nauczyciele bezwzględnej prosperity . Kiedy zobaczyliśmy ją po kilku latach, była inną osobą. Czy lepszą ? Nie wiem . Inną.
    Zmieniło się jej nastawienie do życia.
    Nastawiona na zwycięstwo. Nie widząca przeszkód. Zdziwiona tym, że człowiek może myśleć o problemach.
    Niby wszystko ok. Ale jej postawa stanowiła jakąś barierę w kontaktach między nami.
    Barierę duchową.
    Choć nie należymy do ludzi biadających nad naszym losem, mając za sobą wiele przeżyć z Bogiem, w których On wobec naszej niemożliwości okazał swoją moc, ta jej postawa tworzyła jakąś barierę.
    Skąd to wszystko?
    Okazała się pracownikiem grupy Network Marketing. Jej częste przebywanie wśród ludzi krzyczących i uczących innych : „Zapamiętaj, ty wszystko możesz ,jesteś skazany na sukces, uwierz w siebie, jesteś kowalem swego losu, i temu podobne dyrdymały” spowodowały stan w jakim aktualnie się znajduje.
    Porównując nasze poprzednie spotkania, gdy treścią ich był Jezus Chrystus, i to obecne, doszliśmy do wniosku, że wielu ludzi będąc nawet przez lata „wierzącymi „, zwiedzionych hasłami New Age staje się „bogami „samymi w sobie. kiedy czytałem ten artykuł, odniosłem wrażenie, że jest to zachęta do samowyzwolenia od drugiej strony zła, czyli samooskarżenia. Czy sami jesteśmy w stanie wykrzesać z siebie ogień wiary? Jeśli tak, to musimy uważać czy ów ogień pochodzi z Bożego źródła. Wszelkie bowiem „samouwolnienie” może mieć źródło demoniczne.
    Jesteśmy dziećmi Boga . Odziedziczyliśmy Jego naturę, otrzymaliśmy Jego Ducha, nie po to by być samozbawiajacymi się.
    Niezależność od Boga sprowadziła na ludzkość przekleństwo. Czy zatem znowu mamy popełniać Adamowy grzech?
    Czy nie odczuwamy różnicy między tym, gdy byliśmy sami w tym świecie, a nowym życiem w Chrystusie ?
    Jeśli nie, to zastanówmy się, nad tym czy rzeczywiście dokonała się w nas przemiana i powstał trwały związek miedzy nami a Bogiem.
    Hasła samowystarczalności, głaszczą nasze „ja” i wystarczają do pierwszej porażki, która prędzej czy później przyjdzie.
    Potem przychodzi pustka i niemoc.
    Nie ma pustki w sercach tych, którzy pokładają swą ufność w Bogu.
    Zaufajmy zatem więzi z Bogiem, a wszystko co jawi się niemożliwym dla nas, dla naszego Ojca nie stanowi przeszkody.
    Albowiem moc do pokonywania trudów życia pochodzi od Wszechmogącego.
    Nie dajmy się porwać hasłom ,zaufajmy Bożemu miłosierdziu.
    1 List Ap. Piotra
    (7) Wszelką troskę swoją złóżcie na niego, gdyż On ma o was staranie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.