Nie przywołuj grzechu

08 Jul 2021
Nie trzymam się powszechnej religijnej opinii chrześcijan, która mówi, że jeśli widzę gdzieś grzech to jestem jakoś zobligowany do wskazania na niego bądź głoszenia przeciwko niemu, lub w jakiś inny sposób wziąć udział w naprawianiu osoby. Nie jestem.

Nie znaczy to, że nic nie robię (to inna kwestia), lecz jeśli wiedzę wierzącego, który online robi bądź mówi coś, co ujawnia grzech, nie zamierzam czuć się zobligowany do gromienia go ani publicznie, ani prywatnie. Jeśli widzę w moim mieście czy sąsiedztwie kogoś robiącego coś, co uważam za grzech, nie zamierzam czuć się zobligowany do skonfrontowania go.

Mam po temu kilka powodów.

Kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem

Generalnie kościół jest dobrze znany i rzeczywiście zasłużył na tą reputację jako wścibski i osądzający. Ten świat postrzega Boga jako gniewnego, czepiającego się głupstw sędziego, a to my jesteśmy tego przyczyną; w końcu to my jesteśmy jedyną Biblią, jaką wielu ludzi czyta. Nie bądź z tych, którzy utrzymują taki pogląd.
Jeśli zamierzam skupiać się na czyimś grzechu, to będzie to mój własny. Ja jestem odpowiedzialny – nie wy – za swój grzech. Wy jesteście odpowiedzialni – nie ja – za wasz grzech. Czasami zapominamy o tym.

Widzę, że jedynymi ludźmi, których grzech Jezus publicznie nazywał to byli religijnie sprawiedliwi we własnych oczach. Jeśli więc mam iść za tym przykładem, powinienem ogłaszać grzech religijnych ludzi, którzy skupiają się na grzechu innych. Tak, nie skończyłoby się to dobrze, prawda?

Nie będę skupiać swojej uwagi na grzechu ludzi. Jest to sprzeczne z poleceniem Pisma, (Flp 4, Kol 3), tak więc, koncentracja na cudzym grzechu jest sama w sobie grzechem, co oczywiście jest hipokryzją. Nie zmierzam tam.

Nakazuje nam się – mnie nakazuje się – aby „zwrócić swoje serca ku górze, gdzie siedzi Chrystus po prawicy Bożej”. Odkrywam, że jestem zdrowszy i szczęśliwszy oraz bardziej skuteczny (nie wspominając o posłuszeństwie), gdy tak robię. Tak więc, zamierzam skupić się na tym co dobre. Mogę nawet (ciężkie tchnienie!) wypowiadać Boże błogosławieństwo dla ludzi, których życie nie jest całkiem doskonałe.
Szczerze mówiąc, nie mam czasu zajmować się grzechem wszystkich. Przepraszam, rzeczywiście mam do przeżycia życie. Mam nadzieję je przeżyć.

Co ważniejsze niż to wszystko, grzesznik – nawet taki przyjemny jak ty czy ja – jest odpowiedzialny przed kimś o WIELE bardziej miłującym i potężnym niż ja. To coś znacznie więcej niż moja obserwacja grzechu innych.

Teraz ktoś wskaże na 18 rozdział Ewangelii Mateusza i użyje go jako główną wymówkę do publicznego piętnowania grzechu: „Jezus nie tylko robił to, lecz powiedział, że ty też masz to robić” – mówią.
Tak, powiedział jak. Pierwszym stwierdzeniem jakie tutaj poczynił (przed: „nie rób tego publicznie”), było „Jeśli zgrzeszy przeciwko tobie brat twój…”

Mamy tutaj do czynienia z dwoma określeniami:

  1. Ma zastosowanie wyłącznie wtedy, gdy osobą grzeszącą jest twój brat, jeśli jest z bliższej rodziny. Jeśli nie nazywają ciebie bratem lub siostrą (i to NIE w religijnym sensie!), to nie kwalifikujesz się.
  2. Ma to zastosowanie wyłącznie jeśli został uczyniony grzech przeciwko tobie. Jeśli nie jest przeciwko tobie, wtrącasz się. Przestań.

Z kolei ktoś inny powie: „Prorocy w Starym Testamencie ogłaszali grzech! Ja też mogę!”
To prawda, biedni ludzie pracujący pod gorszym przymierzem, którego Bóg nigdy nie chciał, ogłaszali sąd, który jest częścią tego przymierza. To jest część formy i funkcji tego przymierza, które ludzie wiedzeni strachem zaproponowali zamiast Bożego przymierza. Dlatego to przymierze jest martwe i odeszło. Żyjemy w dniach Nowego Przymierza.

Osobiście, myślę, że świat byłby lepszym miejscem, gdyśmy się skupili na kochaniu Boga i kochaniu ludzi, których On kocha. Najlepsze, mogę powiedzieć, że dotyczy to wszystkich ludzi. Mamy skupić się na kochaniu ludzi, a nie poprawianiu ich.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.