Rzeczywistość Nowego Testamentu – przestań wierzyć w kłamstwa 2

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Mówiłem ostatnio o tym, jak czułem się, gdy mój ojciec nas opuścił. Jako najstarszy z czwórki dzieci i będąc nad wyraz duży jak na swój wiek, mama przeprosiła mnie po latach, że tak wiele na mnie wtedy włożyła. Powiedziała, że byłem na tyle duży, że traktowała mnie jak dorosłego, gdy ja wciąż byłem zaledwie nastolatkiem.

Dla mnie – 11-letniego chłopca, przeżycie rozwodu rodziców (co w tamtych czasach nie było tak powszechne i na pewno nigdy nie słyszano o tym w naszych kręgach) było bardzo druzgocące. Moje oceny w szkole poleciały w dół, rzuciłem wszystko od harcerstwa, przez zajęcia plastyczne aż po sport – wszystko przestało mieć dla mnie znaczenie.

Bardzo zaciekawiło mnie, gdy moja przyjaciółka Janny w dziesiątej klasie powiedziała mi na lekcji niemieckiego, że jest katoliczką i że zna Boga kryjącego się za niedzielną poranną liturgią. Brakowało mi ojca. Porzuciłem harcerstwo, ponieważ wszyscy inni chłopcy mieli ojców, którzy jeździli z nimi na biwaki oraz spływy kajakowe. Ja tak nie miałem, więc zrezygnowałem. Bardzo brakowało mi ojca w wieku 11 do 16 lat. Janny powiedziała mi wtedy, że mogę poznać Ojca, który jest w niebie.

Moja modlitwa „o zbawienie” brzmiała mniej więcej tak: „Jezu, jeśli naprawdę ostatnie słowo odnośnie mojego życia należy do Ciebie, to jedyne co dla mnie się liczy, to Twoje zdanie. Widzę zatem sens w tym, aby Ci służyć, więc wejdź do mojego serca – daję Ci je.”

A potem natychmiast zwróciłem się prosto do Ojca. Nie znałem Słowa, jednak intuicyjnie wiedziałam, że Jezus był niebiańską agencją adopcyjną, którą Ojciec posłużył się, aby przyjąć mnie do swojej rodziny. Co ciekawe, to również spowodowało, że nie tylko zostałem adoptowany, ale też w tym samym czasie urodziłem się w tej rodzinie. Adopcja oznaczała, że zostałem wybrany, bo kiedy normalnie rodzi ci się dziecko, to dostajesz to, co ci się urodziło. Jednak dziecko adoptowane jest wyjątkowe, ponieważ zostaje wybrane. Od tej chwili poszedłem za Ojcem i nie oglądałem się za siebie.

Jednak za mną poszły także wszystkie moje śmieci. Duchowo narodziłem się na nowo, ale emocjonalnie i w mej głowie w dalszym ciągu walczyłem z mą przeszłością. To był proces, jednak zmieniłem się bardzo szybko. A zrobiłem to w ten sposób:

Co zmieniło moje życie
Przeszedłem przez proces. To zmieniło moje życie i może zmienić twoje lub kogoś, kogo znasz. Pierwszy był fragment z Kol. 1:12-13:
Dziękując Ojcu, który was zdolnymi uczynił do uczestniczenia w dziedzictwie świętych w światłości, który nas wyrwał z mocy ciemności i przeniósł do Królestwa Syna swego umiłowanego”.

Z jednej strony była moja argumentacja, dlaczego nie mogę chodzić z Bogiem Ojcem: ponieważ nic nie umiem, nie rozumiem algebry ani nie interesuję się szkołą; własny ojciec porzucił mnie aby zająć się wychowywaniem dzieci innej kobiety; zostałem odrzucony a wszystko to, czego chciałem, przynosiło mi tylko większy ból i gniew.

Z drugiej zaś strony były słowa „dziękując Ojcu, który was zdolnymi uczynił …” W mojej głowie toczyła się walka. Musiałem odłożyć emocje na bok. Na siłę wmawiałem sobie, że mój Ojciec uzdolnił mnie, abym uczestniczył w tym, co dla mnie uczynił. To nie stało się w jednej chwili – myślałem w ten sposób przez szereg dni… patrzyłem na swe własne słabości i przeciwstawiałem im Jego wiarę we mnie i to, co uczynił umożliwiając mi uczestniczenie we wszystkim, co dla mnie przygotował.

To, co naprawdę uczyniło różnicę, to słowa: „który nas wyrwał z mocy (autorytetu) ciemności i przeniósł do Królestwa Syna swego umiłowanego”.
To stwierdzenie całkowicie zniszczyło moje własne argumenty przeciwko. Zrozumiałem, że jeśli już zostałem wyzwolony z królestwa ciemności i przeniesiony do nieba, to bitwa właśnie się skończyła. Mogę po prostu zacząć myśleć właściwymi myślami, ale one wytworzą właściwe emocje i w końcu ruszę naprzód.

Ten pojedynczy werset coś we mnie popsuł. Kiedy narodziłem się na nowo, w tym momencie Ojciec zabrał mnie spod autorytetu ciemności i umieścił w królestwie Swojego Syna. Kiedy policjant podnosi rękę, aby zatrzymać ruch, jest to autorytet. Jeśli jednak wyciąga broń, aby zatrzymać samochód, jest to moc.

W oryginale greckim jest to „autorytet” (exousia), a nie „moc” (dunamis), jak to napisane jest w Biblii Króla Jakuba. Szatan nie ma nade mną autorytetu a wręcz przeciwnie – ja mam nad nim autorytet i nie mamy już dalej nic ze sobą wspólnego. Musiałem zacząć myśleć o sobie tak, jak widział mnie Bóg Ojciec, widzieć siebie jako chłopaka, który został zabrany spod autorytetu ciemności i przeniesiony do królestwa światłości.

Zacząłem postrzegać szatana takim, jakim jest naprawdę – bezsilnym, posługującym się strachem aby wpływać na ignorantów i przerażone ludzkie masy, które nie odkryły, co Bój Ojciec dla nich uczynił. Strach mnie opuścił, a jego miejsce zajęła pewność siebie.

Pierwszą rzeczą, którą Ojciec powiedział do mnie w tym czasie było: „Człowiek ma autorytet nad swym ciałem, gdy żyje na ziemi. Kiedy jednak jego ciało umiera, duch i dusza automatycznie przenoszą się do królestwa, którego są obywatelem.”

Spytałem wtedy: „Jak możesz wysyłać ludzi do piekła?”, na co odpowiedział pytaniem: „Co robi sędzia?” Pomyślałem przez chwilę, po czym powiedziałem: „Sędzia ogłasza wyrok”. Odpowiedział: „Bardzo dobrze, a co robi ława przysięgłych?” Pomyślałem ponownie i powiedziałem: „Przysięgli decydują o winie lub niewinności”. Odpowiedział: „Dokładnie. Słowo decyduje o winie lub niewinności, sędzia po prostu ogłasza, aby wykonać wydany wyrok. Ja po prostu ogłaszam, aby wykonać wydany wcześniej wyrok”.

Dla mnie, jako 16 czy 17 latka, była to bardzo głęboka myśl, lecz odpowiadała na moje pytanie. Po raz pierwszy też odbyłem prawdziwą rozmowę z moim Ojcem. Zrozumiałem słowa Jezusa z Jan. 12:48: „Kto mną gardzi i nie przyjmuje słów moich, ma swego sędziego: Słowo, które głosiłem, sądzić go będzie w dniu ostatecznym”. Słowo jest ławą przysięgłych – Ojciec jedynie wykonuje wyrok.

Te wersety, otrzymane objawienia i rozmowy stopniowo zaczęły zmieniać moje myślenie. Już jako niedojrzały nastolatek, dzięki powyższej instrukcji zrozumiałem, że jestem w 100% odpowiedzialny za swoje życie. Wyglądało to tak, jak ojciec dzielący się z synem fundamentalnymi zasadami życia w nadziei, że syn to zrozumie i stanie się to częścią jego życia.

Moją radą dla ciebie, którą udzieliłem niezliczonej liczbie osób było, aby zacząć od przeczytania Efez. 1 i wszędzie tam, gdzie jest słowo ‘Bóg’, wstawić ‘Ojciec’, ponieważ o tym właśnie pisał Paweł. Następnie zatrzymaj się i zacznij rozmyślać nad tymi wersetami przez dni, a nawet jeśli trzeba tygodnie, aż każdy argument, jaki masz przeciwko tej prawdzie, zostanie sprowadzony do posłuszeństwa Chrystusowi. Zastosuj się do niej.

Gdy się zatrzymasz, będziesz rozmyślał i rozważał, dasz w ten sposób możliwość Ojcu pokazać ci rzeczy, ‘spersonalizować’ je indywidualnie dla ciebie i twego życia… ale o tym powiem już kolejnym razem.

< Część 1 | Część 3 >

John Fenn

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.