Category Archives: Pozostałe

Doskonała Boża wola 1#Cullen Brad – Artykuły

Czyż nie było znacznie łatwiej#
DOSKONAŁA BOŻA WOLA

Maj 2, 2003



Boża wola..



Czyż nie było znacznie łatwiej
każdemu z nas gdyby znał … bez cienia wąptliwości.. jak jest Boża
wola dla każdego indywidualnego wierzącego? To pytanie, gdy sięgniemy
po szczegóły, jest bogate i kwitnące wszelkimi możliwymi możliwościami.
Większość wyrażanych opinii jest oparta na religijnych tradycjach… i
ma niewiele wspólnego z rzeczywistością duchowego (niewidzialnego)
wymiaru.


Tradycyjnie dwa słowa są tłumaczone
na j. angielski jako „wola” (i ta tradycja jest zdecydowanie pod
wpływem tłumaczy Biblii Króla Jakuba – King James Version), literalnie
znacząc „pragnienie i cel”. Jakie są Boże pragnienia i cele w
odniesieniu do mnie i ciebie indywidualnie?




Oto historia, która w bardzo ostry
sposób pokaże pewne drastyczne różnice w podejściu do tematu.


Ostatnio (w ciągu minionego 1.5
roku) poznany biznesmen, który stał się również bliskim przyjacielem i
powiernikiem, Larry, opowiedział mi o pewnej sytuacji, która miała
miejsce około roku temu. Chodziło o nastoletnia dziewczynkę, która była
w tym czasie członkiem kościoła, do którego on sam uczęszczał i która
umierała na raka.




Larry powiedział mi, że pewni ludzie
w kościele, modlili się o to, aby on szybko umarła, aby „uniknęła bólu
i poszła do domu, aby być z Panem”. Zapytałem Larry’ego czy
rzeczywiście sądzi, że Bożą wolą dla „Barbary” (imię zmienione) było
umrzeć z powodu tej choroby.. a zatem czy modlitwa o jej szybką śmierć
była „dobrą” modlitwą?


Musze powiedzieć, że to pytanie
zaczęło proces, który zmienił całkowicie życie modlitewne Larry’ego i
drastycznie zmieniło jego sposób myślenia o pewnych rzeczach,..
szczególnie.. o Bożej „woli”.




Oczywiście, możemy uzyskać nieco
światła z przykładu jaki daje nam Jezus w Ogrodzie Getsemane, gdzie
znalazł się w otchłani człowieczeństwa i wiedział, że już jest czas dla
niego na śmierć… jeden z pisarzy opisując to stwierdził, że jego
cierpienie było tak ogromne, że spowodowało iż „jego pot był jak krople
krwi”. Wołał:


– Weź ten kielich ode mnie, jednak
nie moja lecz twoja wola niech się stanie.




Jezus wiedział, że umiera dla nas w
pewnym celu – wyraźnie powiedział to uczniom, przy kilku różnych
okazjach. Niemniej, gdy przyszło do spotkania twarzą w twarz… nie
było to przyjemne.




Wracając do „Barbary”. Czy jej
śmierć była zrządzeniem Bożym? Czy raczej było to raczej wolą tego, o
którym Jezus mówił, że jego jedynym celem jest „kraść, zabijać i
wytracać”? Wtedy wyraźnie czułem, że chodziło tego drugiego. „Barbara”
odeszła w „blasku chwały”. Bóg obrócił coś, co wydawało się porażką w
coś pięknego. Lecz „Bóg nie jest Bogiem martwych, lecz żywych”. Byliśmy
z Larry’m przekonani, że Bożą wolą było, aby ta dziewczynka żyła, lecz
miała ona do wyboru i, w tych okolicznościach, łatwo było przeciwnikowi
zwyciężyć.. pomimo tego, że Bóg uczynił z tego coś, co było użyteczne
dla Jego celów i pragnień. Czy jest możliwe, że najwyższym Jego celem
było to, aby „Barbara” żyła owocnym życiem zgodnym z Jego celami?




Ogólnie rzecz ujmując, czy Bóg daje
ludziom choroby jako sposób na zabranie ich do domu, aby byli razem z
Nim? Większość chrześcijan wzdryga się na taki wniosek. Czy Bóg
dopuścił do jej śmierci? O.. wszyscy przyłączają się do tego… taaaak.
Barbarze „pozwolono” na bolesną śmierć, aby mogła pójść o domu! Czy też
to przeciwnik wrzucił jeden ze swoich ulubionych trików i oskarżył
Boga? Jeśli był to trik przeciwnika i ludzie gorąco modlili się o jej
szybkie zejście, aby uwolnić ją od cierpienia… to kto zwyciężył? Kto
pomagał i wspierała przeciwnika modlitwami? Co więcej, dlaczego ci sami
są tak przeciwni aborcji? Pomyśl o tym.




Wróćmy nieco wstecz i spójrzmy nie
niektóre uzdrowienia jakie miały miejsce w służbie Jezusa. Jezus nie
modlił się tak:


– O, Boże, jeśli taka twoja wola,
uzdrów tego a tego…




Nigdzie nic podobnego nie
znajdziemy. Jak to się działo? On wypędzał demony powodujące choroby;
chwycił rękę córki Jaira i powiedział „wstań” (po tym, jak wyprosił
wszystkich, którzy rozpaczali nad jej śmiercią). Często ludzie
przeciskali się do Niego i byli uzdrawiani… i Pan mówił i po prostu:


– Twoja wiara uzdrowiła cię.



Wiele tego przykładów powyższego
zostało zapisanych w Biblii. Wiele też z tego jest powtarzane DZIŚ,
lecz nie przez tych, którzy modlą się „O, Boże, jeśli taka twoja wola,
uzdrów Barbarę”.


Szczególnie jeśli jest spora
reprezentacja tych, którzy mówią:


– O, Boże, weź ją szybko do domu i
uwolnij od cierpienia.


Wzywam każdego, aby znalazł mi choć
jeden przypadek, aby Jezus modlił się w ten sposób. Jeśli Jezus ma być
naszym przykładem.. a tak stanowi Pismo, jeśli mamy brać poważnie Jego
słowa:




– Każdy, kto wierzy we mnie będzie
czynił te same cuda i znaki, a nawet większe niż te.




To jak to możliwe, że doszliśmy do
tego, że modlimy się o czyjąś śmierć?


Znów zapytam, dlaczego ci sami są
przeciwnik aborcji?




Oto krótka odpowiedź. Ignorancja
zrodzona przez religijne tradycje… religijne tradycje bez
jakiejkolwiek podstawy w prawdzie Słowa.




Czy chcesz żyć? Wybór należy do
ciebie. Pomyśl o tym przez moment. Czy chcesz umrzeć? To jest twój
wybór. Dlaczego nie przyłożyć sobie pistoletu do skroni, nie wyskoczyć
z wysokiego budynku czy nie połknąć całej paczki leków? Na co czekasz?
Czy też wybierzesz życie? Możesz wybrać obfite życie w obecności i mocy
Bożego Ducha… żyjąc zgodnie z Jego pragnieniami i celami. Jeśli Bóg
objawi ci, że Jego zamiarem wobec ciebie jest śmierć…to jest to
sprawa między tobą a Bogiem i to wybór należy do ciebie. Większość
ludzi, niestety, gdy spotyka się z długim cierpieniem widzi śmierć jako
uwolnienie. Myślę o kobiecie, która powiedziała mi, gdy ją zapytałem po
raz pierwszy, czy chce żyć:


– Zbyt dużo bólu jest we mnie.

Jej siostra krzyknęła do niej:

– Lecz widzieliśmy innych ludzi,
którzy byli uzdrowieni i Bóg zabrał ból.


Zapytałem jej:

– A gdyby nie było bólu, chciałabyś
żyć?


Odpowiedź?

– Oczywiście, że bym chciała,
głupku!




Śmieszne? Myślałem, że to jest
komiczne. Została uzdrowiona…miała raka żołądka, który był tak duży,
że wyglądała jakby była w ciąży. Dawano jej kilka dni życia… ginęła z
powodu raka. Żyje. Chwała Bogu! Prekursorem jej uzdrowienia było
stwierdzenie, że chce Bożej woli, bez względu na koszty. Została
podniesiona w mocy i obecności Bożej woli. Trudno ludziom jest
przejrzeć przez labirynt zamieszania wyborów jakie narzuca im
przeciwnik… i śmieć wydaje się tak przyjemnym i pięknym sposobem
wyjścia z sytuacji.


JEST TO KŁAMSTWO Z SAMEGO DNA
PIEKŁA!






Czy Bóg dopuszcza śmierć? Z
pewnością.. lecz On również dopuszcza życie. Wybierz. Naucz się modlić
w taki sposób jak nauczył tego Jezus. Nie śpiewając: „Nasz Ojcze, który
jesteś w niebie, święć się imię Twoje..” przy pięknej muzyce. Nie tak
zamierzał Jezus… i to łatwo wykazać.




Przyłącz się do Boga życia… i
pokonaj boga tej planety, którego celem jest niszczyć i zabijać.




PS. Jezus wprowadził koncepcję Boga,
który faktycznie jest naszym jedynym i doskonałym Ojcem, który daje
wyłącznie dobre dary, a w szczególności dar obfitego życia. Ojciec, z
którym możemy być w tak intymnej więzi, że możemy mówić do niego
Tatusiu, Tatku, Papciu.




Czy jakikolwiek ojciec wśród was,
którzy jesteście źli, pozwoliłby na to, aby przeciwnik zabił jego
nastoletnią córkę tak straszliwą chorobą jak rak, gdyby mógł to
powstrzymać. Nie widzicie tego? Dokładnie to wybieramy, gdy modlimy się
błędnie: „O, Boże, jeśli taka twoja wola, uzdrów ją, proszę”.


Przykro mi poinformować cię, że nie
jest „modlitwa wiary”, która uzdrawia.


Prawdziwa „modlitwa” wiary bierze za
rękę „Barbarę” i mówi:


– Mówię ci, wstań!



Lecz tylko wtedy, gdy rozumiesz twój
autorytet i znasz zasady gry.





сайты для продвижения сайта

Duch Faryzeusza 5

„Ponieważ u Boga nie ma względu na osobę”.


Ta choroba jest śmiertelna. Nie ma prostej działającej za każdym razem tabletki Nie ma cudownego leku.
Ponieważ choroba jest śmiertelna, a przywracanie do zdrowia trudne, czasami potrzebna jest drastyczna dawka. Czasami nie da się uratować piersi, lecz kobietę można, itp. Więc czasami jesteśmy zmuszeni przyglądać się temu, na co normalnie nie patrzylibyśmy, gdyby nas nie zmusiła powaga sytuacji. Następujace objawienie może podpaść pod tą kategorię, kategorię „twardej mowy” i trudnych wyborów.


Jednym z najbardziej zdumiewających aspektów relacji miedzy Jezusem i faryzeuszami było nadzwyczajna ilość niechęci między nimi. Oczywiście, Żydzi byli ludźmi niestabilnymi, szczególnie gdy chodziło o sprawy religijne, lecz krzyczenie, przepychanie i wysyłanie się nawzajem dołu, tylko dlatego, że nie wydzieli tego na własne oczy w Pismach? Nie wspominając o ekskomunikowaniu i rzucaniu kamieniami dla położenia nacisku?

O tak, faryzeusze powiedzieli, że owszem wiedzą o tym, że jest dobrym mówcą, że ma reputację z powodu wypędzenia paru demonów, lecz czy wy widzicie, aby ktokolwiek z nas „znających się na rzeczy” poszedł za nim? To dlatego, że my wiemy wystarczająco dużo na temat zakonu i przykazań naszego Boga, aby nie dać się zwalić z nóg przez pierwszego lepszego religijnego „podpalacza motłochu”, który chadza ulicami Jerozolimy. Tak, gdybyście wiedzieli nieco więcej o historii naszego kochanego miasta, to nie dalibyście się tak łatwo podejść. Czy nazwisko Teudas mówi wam coś? A co wiecie na temat Judy Galilejczyka? Powstali, pysznili się wielkimi rzeczami, podobnie jak ten oryginał, Jezus, robi. Lecz nie przetrwali długo i on raczej również nie. Jeśli zaś chodzi o ten cały jego magiczny pokaz to faktycznie potrafi robić takie rzeczy; widać jak diabły z nim współpracują.

Dlaczego?

To proste. On jest jednym z nich.

Z drugiej strony, Jezus, wiedział, że oni (faryzeusze) nie rozpoznali Go i nie przyjęli jako przychodzącego od Boga. Powiedział im, że nawet nie znają Ojca i nie znali…

Faktycznie, nie jesteście dziećmi Boga, lecz „dziećmi diabła”.

Wow!

Nawet Baptyści nie mówią w ten sposób o katolikach i vice versa.


Nie. Musiało być coś więcej niż tylko niezgoda co do interpretacji pewnych szczególnych fragmentów Pisma. I było więcej, znacznie więcej.


To „znacznie więcej” miało do czynienia z „osobą” jak w przypadku „Boga, który nie ma względu na osobę”.


Lecz zajmowanie się osobą to już nie jest taka prosta sprawa i idzie znacznie dalej poza tradycyjne rozumienie i znaczenie. Chodzi o to, że Bóg nie pracuje z człowiekiem biorąc pod uwagę to, czy jest bogaty czy biedny, ma wysoką pozycję życiową czy śpi w ziemiance.


Znacznie poza…


Muszę wyznać, że niewielu w pełni zbadało temat wraz z nami czy wyjaśniło go nam rzetelnie, aż do czasów Syna Człowieczego. Słownik robi to, co może a filozof jest zawsze gdzieś wysoko, lecz ta sprawa nie wydaje się tak prosta. W rzeczywistości, nawet własne doświadczenie naszej „osobowości” jest dla większości z nas zagmatwane.


Nie, żeby nie było długiej historii tych, którzy chcieli wyjaśnić. Było ich wielu. Dr Freud mówi, że jesteśmy całkiem skomplikowani, my homo sapiens, lecz zrobił to, co mógł dla odkrycie naszych części składowych.

Val, de vay widzę to, das ist de id, de ego, und de super ego.

Co pewnie coś znaczy, dla niektórych. Nasz dobry przyjaciel, Ralph Waldo Emerson, ciężko pracował i wymyślił koncepcję, która może być dla niektórych z nas bardziej miła. Wyobraził sobie nas jako indywidualne wyrazy tego, co nazywał duszą powszechną (filozoficzny termin na określenie tego, co my religijni nazywamy Bogiem). Dalej powiada, że jesteśmy przyłączeni do tej Jednostki bez względun na to, czy jesteśmy tego świadomi, czy nie.


Biblia nie czyni wiele więcej.
Wędruje po różnych aspektach naszej osobowości, oddzielając to, co „dobre” od tego co „złe” zawsze zapominając czy przypominając…zależnie do tego, co wydaje się właściwe tj., że wszyscy zostaliśmy stworzeni na „podobieństwo Boga”.



Czy rzeczywiście?
Wszyscy
En toto?


Jeśli nie całkowicie, to która część? Jeśli ciało, w większości przypadków, przeznaczone jest na powrót do ziemi, a duch (cokolwiek to może być) idzie z powrotem do „Boga, który go dał” to co z, duszą, o której tak często słyszymy? Czy ginie gdzieś w czasie tasowania? Jesteśmy czy nie istotami potrójnej natury, jak utrzymują, że Bóg jest.

Masz rację. Ogólnie rzecz ujmując, więcej gorąca niż światła w tych dyskusjach, lecz jest coś, co możesz nazwać podstawą. Podstawą, która ma bardzo wiele wspólnego z naszym głównym tematem.


Kiedy mówimy, że pycha ma to czynienia z „osobą” to jest to mgliste stwierdzenie. Jest to po prostu rozpoznanie faktu, że nikt z nas nigdy nie byłby niepokojony przez pychę czy zarozumiałość, gdyby nie to, że wszyscy uzyskaliśmy świadomość siebie samych, tego, że jesteśmy osobami. Podobnie jak nie byłoby raka, którym się martwimy, gdyby nie było biologicznego ciała.

Lecz teraz mówimy:
– Jestem indywidualną jednostką.
Jestem osobą.


Słownikowa definicja „osoby” wiele ujawnia. Zgodnie ze standardowym i tradycyjnym znaczeniem tego słowa, „osoba” to: „ludzka istota, indywidualna jednostka, ludzka istota wybrana z pośród rzeczy czy zwierząt”. Jest też taka definicja, która jest znacznie przybliża to, co się działo miedzy człowiekiem Jezusem, a faryzeuszami. Jest taka: „osoba” jest maską z ukrytą pod spodem jednostką.

(Person) Osoba… maska (używana przez aktorów)
(Persona) Persona .. osoba, postać z noweli czy sztuki.

Kiedy pojmiemy to, że Jezus nie zgadzał się na zajmowanie się maską osoby, lecz zamiast tego przechodził bezpośrednio do jednostki ukrytej za maską osoby, wtedy (i tylko wtedy) będziemy mogli zrozumieć cały ten konflikt.

Nie tylko z faryzeuszami, lecz również z innymi.

Pod powierzchnią „osoby”, pod maską, jest jednostka, która zawsze i wszędzie była przeciwna Bożej woli i Jego planom. Jezus widział „jednostkę” i zgodnie z tym odnosił się do faryzeuszy. Oni nie widzieli ani nie byli w stanie widzieć tej różnicy więc odnosili się do Niego na podstawie tego, co było widoczne na zewnątrz, co pojawiało się jako osoba czy osobowość. Nie mając możliwość zobaczenia drugiej strony uważali za ważną tą osobę, „która była na zewnątrz”.

Oczywiście, w sztuce, jesteśmy zapoznani z jej przesłaniem.

Na przykład wiem, że aktorzy muszą podporządkować się (ich własną osobowość) do cech charakteru odgrywanej postaci. Kobieta o bardzo wysokiej moralności może starać się przekonać nas, że jest najciemniejszą postacią z pośród kobiet; flądra (w prawdziwym życiu) może odkrywać najdoskonalszą Joannę D’Ark na scenie.

Sztuką jest stworzenie iluzji.

Lecz partia to nie oni! Jest to odgrywanie ról, jest to granie jak gdyby.

George C.Scott, grał-jak-gdyby był znanym generałem 2 Wojny Światowej. Jakież przedstawienie! Jakże twórcze, jak wiarygodne Lecz George C. Scott nie był wojskowym. Nawet nie sympatyzował z wieloma punktami widzenia wyrażanym przez niego w tym filmie, lecz schował się, jak każdy aktor musi zrobić, za maską (czy osobą) Generała Patton’a.


Jezus po prostu mówił, że choć faryzeusza „wyglądają” jakby to wszystko posiadali i grają jak-gdyby byli bardzo oddaną i szczerą grupą ludzi, których jedynym celem jest uwielbienie ich Boga i promowanie Jego spraw na ziemi, to faktycznie tacy nie byli! To czym jesteście to grupa dobrych aktorów, zaangażowanych w odgrywanie roli!


Lecz za maską osoby, jesteście zupełni inni niż „na zewnątrz” wydaje się, że jesteście, i Ja zamierzam się zająć ludźmi takimi jakim oni „są” a nie takimi jak wydają się być.
To dlatego ani Ja ani mój Ojciec nie mamy żadnego względu na „osobę”, wraz z wami. Ja (i On) widzę ich (i wasze) makijaże, kostiumy i podpory. Patrząc z tej perspektywy jest dla mnie widoczne, że wy wszyscy jesteście hipokrytami! To dlatego dary, które przynosicie są zbrukane a wasze uczynki nie stają przed Bogiem.



Gdy Jezus sugestywnie grzmiał przeciwko faryzeuszom tak, jak tego chciał, jest widoczne, że robił to z unikalnego, dogodnego punktu widzenia.


To znaczy, że On widział to, co nie było widoczne dla innych. W tym sensie, nie był to indywidualny faryzeusz, nie bardziej niż był to Jego przyjaciel Piotr („Idź precz ode mnie szatanie”), na którego okazywał złość. Nie, to nie jednostka, lecz „duch”, który pojmał ich i teraz działał z wnętrza ich ciał.


Wyglądało to tak, jakby żołnierz przeciwnika zdobywszy właściwy mundur i fałszywe papiery, infiltrował linie aliantów. Niemniej, nadal pozostaje wrogim żołnierzem i jego zamiary i cele będą z pewnością niszczące dla aliantów. Oczywiście, jest on również skuteczny tak długo, jak długo nie uda się go złapać.


Istotą było to, co Jezus odkrył w faryzeuszu tj., przeciwnika woli i celów Swego Ojca, lecz przeciwnika dobrze ukrytego za rozwiniętą fasadą właściwego odgrywania-jak-gdyby.
Fasada czy maska, za którą wrogi żołnierz ukrył się był „osobą” faryzeusza.



Biada wam faryzeusze i uczeni w piśmie, obłudnicy (hipokryci)! Ponieważ jest rozbieżność między tym,

jak staracie się siebie przedstawić, a tym jacy jesteście faktycznie. Jesteście ludźmi nastawionym na to co zewnętrzne. To było główne i stale powtarzane oskarżenie. Po raz pierwszy w tym kontekście a następnie w innym. Błogosławicie i przeklinacie, wydajecie wasze oskarżenia, przekazujecie waszą cześć i oceniacie winę zgodnie z „widzeniem oczu i słyszeniem uszu”.

To, co chcę wam wyjaśnić, to fakt, że sposób w jaki zajmujecie się sprawami Bożymi jest nie do przyjęcia dłużej!


Od teraz (ponieważ Ja przyszedłem) ten, kto wydaje sąd musi postępować tak poprawnie tj. zgodnie z nowymi i lepszymi sposobami, które się właśnie otwierają. Mówiąc prosto, nowa i lepsza droga to droga Boża. Ten, który sądzi musi być zdolny do wydania prawdziwego werdyktu i sprawiedliwego (z Bożego punktu widzenia) wyroku, a jedyny sposób w jaki może to zrobić to posiąść zdolność widzenia rzeczy tak jak widzi je Bóg, tj. pod powierzchnią, poza tym, jak wygląda na zewnątrz.


Nakładając tą nową, straszliwą metodę oceniania zarówno ludzi jak i okoliczności, Jezus odsłonił faryzeuszy. Podnosząc maskę „osoby”, wyniósł na światło to, co było ukryte przed powstaniem czasu, przed zaistnieniem świata myśli, idei, celów i motywacji. Po raz pierwszy człowiek został skonfrontowany z Bogiem, który wymagał więcej, znacznie więcej, niż on mógł dać.


Nie przynoście tylko waszej dziesięciny, przyjdźcie z właściwą postawą!

Nie wypowiadajcie tylko słów, lecz przekazujcie to, co macie w sercu!

Nie powstrzymujcie się tylko przed cudzołóstwem, lecz oczyśćcie się z duchowej pożądliwości!


Nic dziwnego, że niewielu nastawiało ucha na jego mowy i błagali go o to, aby do nich mówił. To ciągle zbyt wiele dla wielu z nas. My, którzy ciągle upieramy się przy tym, że „Pismo znaczy to, co mówi i mówi to, co znaczy”, ciągle zamykamy uszy na to, co On mówi „z niebios”.

Lecz musimy wreszcie zrozumieć!

Rzeczywiście istnieje świat duchowy.
Rzeczywiście jest miejsce, gdzie wydawane są sądy Boże, a nie ludzkie.
To jest zupełnie gdzie indziej, niż większość z nas żyje.

Wiec my, którzy upieramy się przy normalnej, tradycyjnej prezentacji Boga Jakuba chybiamy celu. Normalny, logiczny osąd dotyczący faryzeuszy czasów Jezusa nie byłby nawet w pobliżu tak ostry jak był Jego.

Nie ma żadnego sposóbu dojścia do oceny: „dzieci diabła”. To, że Jezus tak zrobił było wynikiem tego, że był w stanie widzieć więcej niż mogli inni. On po prostu nie dał się nabrać na „osoby” faryzeuszy, tj. na religijne maski, które nosili.

Gdy powiedział o bogatym człowieku, że nie ofiarował tak dużo jak kobieta, która wrzuciła dwa grosze, to nie był zwykły osąd jaki mógłby poczynić ktoś na tej planecie, z wyjątkiem kogoś, kto nie zaliczył trzeciej klasy z matematyki. Nie.
Jezus patrzył „wyżej” niż inni ludzie potrafią patrzyć.



Pomimo tego, że powiedziano, że łaska „przyszła przez Jezusa Chrystusa”, widoczne jest, że to nie było coś, co On przyniósł ze sobą, lecz raczej coś, co przyszło do ludzi na ziemi jaki wynik Jego obecności tutaj. Faktycznie na wiele sposobów był On największym prawo-dawcą z nich wszystkich. On przyniósł prawo tak wysokie i święte, że wyparło i unieważniło wszelkie inne prawa, które były przed Nim. Choć prorocy, którzy byli przed Nim, byli prekursorami nowego systemu, jak również wypowiadali swoje mowy i ogłaszali deklaracje na podstawie tego, co zostało im udzielone przez Ducha, Jezus był pierwszym, który bezceremonialnie stwierdził:
– Królestwo moje nie jest z tego świata.

Jego Królestwo nie było z tego świat, Jego sądy również nie były „z tego świata”. One nie były kształtowane przez mądrość tego świata i nie należały do tych, które można znaleźć zapisane w księgach tego świata. Żadna żydowska księga „ wspólnego prawa’ nie był wstanie ustanowić dla niego precedensu.


Patrząc na to, co niewidzialne, Pan wypowiadał Swoje oświadczenia w korelacji z tym, co niewidzialne czy zgodne z duchowym prawem. Nie dziwne, że nikt Go nie rozumiał, włącznie z Jego uczniami, dopóki oni sami nie mogli „widzieć” tych samych rzeczy, które On ‘widział’. Gdy oskarżył Piotra o to, że pozwala na to, aby przeciwnik, Szatan, używał jego ciała, po prostu czynił sąd na podstawie tego, co byłe Mu dane widzieć.


Widzę ciebie, mówił, za słodkimi słowami mojego ucznia, widzę cię!


To, co widoczne na powierzchni, jako zrozumiałe i godne pochwały skupienie się na moim osobistym bezpieczeństwie w rzeczywistości jest (w rzeczywistości, w której Ja żyję) z twojej strony próbą pokrzyżowania planów mojego Ojca we mnie i w moim życiu. LECZ JA CIĘ WIDZĘ!

Nikt nie może chodzić z Bogiem, który jest duchem, dopóki sam nie chodzi „w Duchu”.

I nie jest to świat wyglądu.

Nie jest to świat zewnętrzny.

Nie jest to świat logiki i powszechnych zmysłów, jakkolwiek wartościowy może on być na tej planecie. My wszyscy z zacięciem do logiki, musimy się wiele oduczyć.
Mądrość nie jest wynikiem studiów czy zdolności do właściwego organizowania myśli. Jest to raczej atrybut Boga i pomimo naszych nieustanny wysiłków do przepchania się do rady „wewnętrznej”, faktycznie nikt nie może „znać” Boga, dopóki nie zostanie mu to dane.

Umiejętność patrzenia poza zewnętrzną powierzchnię i sądzenia z tej perspektywy nie należy do człowieka, lecz do Boga. Lekarz może być bardzo zręcznym człowiekiem, lecz bez promieni rentgenowskich, tomografu itd.. (bardziej zdolność do zgadywania niż wiedzy) nigdy nie byłby w stanie faktycznie ocenić zniszczeń wewnętrznych części. Podobnie ten, kto nie widzi rzeczy ukrytych pod powierzchnią życia, nie będzie w stanie sprawiedliwie sądzić (jak-to-widzi-Bóg).

Musimy na to oczekiwać!

Ponieważ czasami jest tak, że „owca nie jest owcą,” ani „kozioł kozłem”. Nie są „Żydami” Żydzi z wyglądu (zewnętrznego) lecz ci są prawdziwymi Żydami, którzy są Żydami (wewnętrznie). Jakże głupie jest z naszej strony przypuszczanie stanu jakiejkolwiek sytuacji bez posiadania właściwych danych w ręce. Są tacy, których przeklinamy, a którzy nie są warci takiego przekleństwa i są tacy, których błogosławimy….?


W sprawach osądu, zatem, osoba czy osobowość (ta część widzialna i słyszalna) jest, w pewnym sensie, oderwana od tematu. Nie dla nas, oczywiście, lecz dla Boga. Postawa jego istoty, jak to jeden z Jego mówców ujął jest taka, że „krew i ciało nie odziedziczą królestwa Bożego. To nie powstrzyma „ciała i krwi” od podejmowania prób wejścia, lecz mówi o ostatecznym rezultacie, bez względu na ilość energii włożonej w te wysiłki. Osoba-osobowość jest niczym, tj., nie jest brana pod uwagę przed Bogiem. U Niego „nie ma względu na osobę”, względu, który my, tutaj na ziemi okazujemy sobie nawzajem. Bez względu na to, czy zostaliśmy zaangażowani w sianie, podlewanie, czy cokolwiek… moc do przyniesienia owoców przez to, co zasiano i podlano jest w samym centrum nasiona. Zatem ani siewca, ani podlewający czy to Apollos, Paweł, ja czy ty nie ma znaczenia, lecz Bóg który daje wzrost jest czymś. Taką koncepcję przedstawiał Jezus, a po nim Paweł.


W swej brutalności wobec faryzeuszy w Mat 23. Jezus pokazał ich postawy jako coś diametralnie przeciwnego do tej świętej zasady. Oni uważali, że są ważni. Oni postrzegali swoje ”osoby” jako coś istotnie wartościowego i wartego szacunku. Oni starali się o „lepsze miejsca na przyjęciach i pierwsze miejsca w synagogach”, ponieważ faktycznie uważali, że tak ma być.

Kochali pozdrowienia na rynkach i nazywanie ich Rabbi (lub Mistrzu), ponieważ oni rzeczywiści myśleli o sobie w ten sposób. A powodem tego, że szorowali „zewnętrzną stronę misy i dzbana” było to, że uważali zewnętrzną „osobę” za bardzo ważną, zarówno przed Bogiem jak i przed ludźmi.


Oczywiście, ty i ja wiemy, że starożytni faryzeusze byli, jak ich nazwał Juda, „ślepymi faryzeuszami”. Wiemy również, że powinni byli zacząć od „wnętrza” aczynia jeśli chodzi o ich motywy, aby podobać się Bogu, postrzegając tą właśnie część jako ważniejszą dla Niego. Lecz oni, będąc ślepymi, nie mogli zobaczyć tego co, dzięki łasce Bożej, nam zostało dane ujrzeć, a jest to fakt, że „wygląd zewnętrzny” jest niczym, osoba zaś czy maska, którą nosimy nie jest warta żadnej czci przed Bogiem.

Nie jest to Jego perspektywa lecz stan człowieka!

Podczas, gdy człowiek zawsze patrzy i bierze po uwagę zewnętrzny wygląd to On, Bóg, zawsze patrzy „w serce”.


Zdaję sobie sprawę z tego, że nie rozważyliśmy wystarczające tematu „osoby”. Jest to po prostu zbyt obszerne do zajęcia się w małej książeczce. Lecz pewne potraktowanie jest konieczne. Jest takie uczucie, że zrozumienie „osoby” z Bożej perspektywy jest kluczem do naszego ewentualnego wyzdrowienia. Ponieważ, jeśli będziemy nadal myśleć tak jak faryzeusze czasów Jezusa to ciągle będziemy świątynią i narzędziem pomocniczym dla przeciwnika całego Bożego planu na ziemi.


Jeśli będziemy upierać się przy „Me und Gott” Wilhelma Kaisera, nadal będziemy postrzegać „siebie” jako wartych szacunku. Będziemy upierać się przy naszych „prawach” i domagać się „czci”, którą ludzie oddają sobie nawzajem. Będziemy ranieni, jeśli nie zostaniemy rozpoznani a nie będziemy się posiadać z radości, gdy zostaniemy. Nadal będziemy tak wdzięczni za to, że nie jesteśmy „tacy jak inni ludzie”. Będziemy trwać przy statusie ważnej osobistości, gdy nasza książka zostanie opublikowana i/lub nasz obraz zawieszony.

Będzie tak dopóki nie dojdziemy do prawdziwego zrozumienia faktu, że faktycznie jedyne co robiliśmy to było napisanie manuskryptu lub potrzymanie pędzla. Twórcza iskra była Boża, podobnie jak oczy, które widzą i uszy, które słyszą, serce, które rozumie itd… wszystko Boże. Jak napisano:

To On uczynił (książkę, obraz, przemowę) a nie my sami. Takiemu należy się cześć i chwałą i moc na wieki wieków i świat bez końca”.
O, tak.

Zrozumienie uratuje nas i będzie nam towarzyszyć w depersonalizacji kwestii.




раскрутка

Czy mogę wkładać ręce na siebie samego, dla mojego uzdrowienia?

Young Steve

Z pewnością. Jezus powiedział, że będziecie wkładać ręce na chorych w Jego imieniu, a ci wyzdrowieją. Jeśli jesteś chory, to możesz włożyć ręce na siebie samego i oczekiwać uzdrowienia. Nie jest to standardowa praktyka (nie znamy ani jednego takiego przypadku w Biblii, aby ktoś to robił), lecz nie ma w tym nic złego. Możesz korzystać z tego, jako sposobu wiary na uzyskanie uzdrowienia zgodnie Mk 11:24 w szczególnym przypadku i czasie.

Masz autorytet nad chorobami innych ludzi, gdy oni pozwolą ci na włożenie rąk na siebie w imieniu Jezusa. Głupotą byłoby sądzić, że możesz uzdrowić każdego innego oprócz siebie. Nie tylko masz władzę nad chorobą w twoim ciele, lecz masz całkowitą kontrolę nad swoją wiarą. Nie musisz obawiać się tego, że nie jesteś w zgodzie ze sobą czy tego, że opierasz się namaszczeniu!

Aby nie brzmiało to jak ustanawianie jakiegoś sprzężenia zwrotnego w swoim ciele, ważne jest zrozumieć, że rzeki wody wypływają z twojego ducha, a nie ciała. Jeśli wkładasz ręce na siebie, moc Boża przechodzi przez twojego ducha, a nie ciało.

Ponieważ w Nowym Przymierzu uzdrowienie należy do ciebie, nie ma nic złego w otrzymaniu go w ten sposób. Oczywiście, możesz otrzymać je równie dobrze przez włożenie rąk na siebie zgodnie z Mk 11:24.

aracer

Bądź jak dziecko 9

Wiliams James
Dzieci odpoczywają na ojca ramieniu.

Bardzo podoba mi się to, że moje dzieciaki są już dość duże, aby się do mnie przytulać, gdy stoję. Znasz taką scenę: dziecko trzymane przez matkę. Jego głowa spoczywa na ramieniu w z jego punktu widzenie wszystko na świecie jest w najlepszym porządku. Najczęściej możesz dziecko w tej samej pozycji trzymane przez matkę lub ojca. Jeśli masz dzieci to nie jest możliwe, abyś nigdy nie trzymał dziecka w ten sposób.

Wygląda to tak: głowa oparta na jednym ramieniu i ramiona otaczają rodzica. Jedno ramię nad ramieniem rodzica. Maluch zarówno obejmuje swoją mamę jak i spoczywa na niej.

Jestem za stary, aby pamiętać siebie w tej pozycji, lecz jestem pewien, że spędzałem tak wiele czasu. Wydaje się oczywiste, że dziecko lubi to uczucie, bezpieczeństwa i miłości równocześnie. Jako rodzic mogę poświadczyć, że jest to wspaniałe uczucie z tej samej przyczyny.

Na pewnym duchowym poziomie Bóg chce, abyśmy spoczywali na jego ramieniu tak samo, jak ty chcesz, aby robiły to twoje dzieci. Równie ważne jak prawda o tym, że ty i ja mamy potrzebę takiego objęcia Go; ważne jest robić to dlatego, że Ona chce, abyśmy tak robili.
Mat 23:37 „… jakże często chciałem zgromadzić wasz dzieci jak kokosz gromadzi pisklęta  pod swoimi skrzydłami….”

Test:
Gdy zostaniesz przygnieciony życiem, czy próbujesz wszystko załatwićsam, czy pozwalasz Mu zdjąć jarzmo z twoich ramion?

Sprawdzian pychy:
Nasze społeczeństwo ceni niezależność. Ci Amerykanie, którzy odnieśli największy sukces wydają się być ludźmi, który pracują bardzo długo, podejmują wielkie ryzyko i w ten sposób narażają siebie na wszelkiego rodzaju ataki i kłamstwa przeciwnika. Lecz otwarte wyznanie, że musimy być uzależnieni od Boga, a nie niezależni, możemy uniżyć się w oczach świata, dzięki temu pozwalamy Bogu doprowadzić nas do tego, do czego  nas powołał.

раскрутка сайта

Bądź jak dziecko 8

Wiliams James

Dzieci znają wagę zabawy.

Gdy już raz przeczytamy fragmenty Pisma dotyczące umierania dla siebie to często mamy takie mylne wrażenie, że już nie powinniśmy się cieszyć życiem. Dalej myślenie wygląd tak, że powinniśmy ciężko pracować na utrzymanie naszych rodzin, pracować ciężko w domu troszcząc się z całą naszą odpowiedzialnością i cały wolny czas wykorzystywać na różnego rodzaju usługi. Dzieci zdaje się rozumieją, że zabawy są bezużyteczne i nawet mogą lubić pracę to wiedzą, że zabawa jest konieczną częścią życia. Definicja zabawy to nie gra, udawanie astronauty czy wyścigi; zabawa to po prostu akt cieszenia się tym czym jesteś i uwolnienia od wszelkich trosk. Dla dzieci jest tak wtedy, gdy zmagasz się o  zwycięstwo w sporcie, lub po prostu śmiejesz się bez powodu.
Jedną z pieśni, która czasami śpiewamy w naszym kościele zawiera następujący tekst:

„La, la, la, la, la, la.  La, la, la, la, la, la, la, la, la”

Przez pierwszych kilka lat po wprowadzeniu tej pieśni, gdy śpiewaliśmy  ją, mówiłem do siebie:

– To nie jest czczenie Boga!
Lecz, któregoś dnia, nasz lider poprosił, abyśmy zamknęli oczy i  wyobrazili sobie, że jesteśmy dziećmi bawiącymi się w obecności Ojca.  Wtedy dopiero złapałem! Teraz śpiewam tą pieśń, gdy tylko pojawi się  sposobność, lecz zajęło mi to chwilę: musiałem pokonać swoją pychę.  Musiałem pokonać myśl, że w jakoś wyglądam śmiesznie śpiewając tą pieśń, która jest jakoś tak… dziecinna.

Prawda, która jest sama w sobie oczywista to fakt, że dorośli  generalnie zapomnieli jak się bawić. Nidzie Bóg nie nakazał nam, aby  przestać się bawić. W rzeczywistości powiedział, że mamy jeden dzień w  tygodniu poświęcić na odpoczynek. W Starym Testamencie nazywało się to  Sabatem i nie ma to nic do rzeczy, że to było pod zakonem czy nie. Bóg  stworzył nas w taki sposób, żebyśmy nie byli zawsze tak poważni, nie  myśleli stale o pracy i nie byli zestresowani; abyśmy odpoczywali i  bawili się. Przez „odpocznienie” nie mam na myśli siedzenia i nie  robienia niczego. Myślę o uwolnieniu się od tych życiowych rzeczy,  które przynoszą tylko stres i nie przynoszą radości. (innym sposobem  „odpoczywania” jest wyciszenie się i  poddanie się trosce Pańskiej. Będzie to tematem następnego rozdziału).

Gdybyśmy mieli użyć chęci dzieci do zabawy jako modelowego zachowania  dla nas to trzeba by spojrzeć na warunki w jakich chcą się bawić. Ku  licznym protestom mojej mamy byłem jednym z tych 99% dzieci, którym deszcze nie przeszkadzał w zabawach.

Deszcz często był używany jako metafora problemów w naszym życiu. Z  pewnością biblijne zdarzenia z udziałem deszczu były używane do  zilustrowania duchowych zasad.
Spójrzmy na Łuk 8:24: „… przyszli do Niego i obudzili go, mówiąc…”

Gdy Jezus spał w łodzi, nadszedł sztorm i apostołowie obudzili Go  przestraszeni. Wiedzieli, że gdy się czegoś boją to powinni iść do  Niego. To brzmi jak dobra odpowiedź, nieprawdaż? Nie ma nic złego w  spoglądaniu na Boga, gdy nadchodzą ciężkie czasy i, faktycznie, On  przeprowadził ich przez to. Gdy obudzili Go, uciszył morze na co  przecież liczyli.
Niemniej jednak później zaskoczył ich: upomniał ich za brak wiary, za  ich brak chęci przetrzymania burzy. Problemem nie było to, że Go  obudzili, lecz to, że się bali. Strach nie pochodzi od Boga. Strach  oznacza, że jesteśmy bardziej skupieni na okolicznościach niż na Bogu;  oznacza, że tam głęboko, wewnątrz, mamy takie przekonanie, że burza jest większa niż Jego możliwości.

Lepszą reakcją byłoby spojrzeć na tą burzę jako sposobność dla Boga,  aby się w niej wywyższył. Gdyby mieli takie nastawienie i wtedy  obudzili Jezusa to Pan nie upomniał by ich. On nie narzekał na to, że Go obudzili, lecz na to, że nie mieli wiary.

Test:
Gdy uderza katastrofa, czy natychmiast przypatrujemy się okolicznościom  i pozwalamy strachowi przejąć kontrolę? Czy też z przekonaniem stajesz przed Nim i modlisz się, aby On odebrał chwałę uciszając burzę?

Sprawdzian pychy:
Czy jesteś zbyt zakłopotany, aby podnieść ręce do Boga (jako dziecko,  które chce zostać porwany przez dorosłego)? Czy, gdy widzisz pewnych  chrześcijan tańczących przed Panem, czujesz się w ich otoczeniu niezręcznie?

==================================================

Wielkie Błotniste
Kałuże i Słoneczne Żółte Mlecze.

Autor nieznany.


Gdy przyglądam się ścieżce usłanej mleczami, widzę pęki chwastów, które chcą zasłać mój
ogród
moje dzieci widzą kwiatki dla mamy i biały puszek do dmuchania. style=”font-weight: bold; font-style: italic;”>


Gdy patrzę na starego pijaka, który się do mnie uśmiecha, widzę śmierdzącą, brudną osobę, która prawdopodobnie chce moich pieniędzy i odwracam się – moje
dzieci widzą kogoś uśmiechającego się do nich i śmieją się do niego.

Gdy słyszę muzykę,  która kocham, wiem, że nie potrafię jej zaśpiewać, nie czuję za dobrze  rytmu,  siedzę skrępowany i słucham – moje dzieci czują rytm i idą za nim, śpiewają, a jak nie wiedzą co, dorabiają własne słowa.

Gdy czuję na  twarzy wiatr, owijam się szczelniej przed nim. Czuję jak mi mierzwi  włosy i usiłuje mnie cofnąć wstecz – moje dzieci zamykają oczy,  rozrzucają ramiona i lecą z nim, aż do chwili, gdy ze śmiechem upadną na ziemię.

Gdy się modlę mówię: – Panie, wielki, wspaniały; daj mi to i tamto.


Moje dzieci mówią: – Cześć Boże!.  Dzięki za moją Toyotę i przyjaciół. Proszę, niech mi się nie śni nic  złego dziś. Przepraszam, nie chcę jeszcze iść do nieba, tęskniłbym za mamusią i tatusiem.

Gdy staję przed błotnistą kałużą, obchodzę ją, bo widzę ubłocone buty i brudne dywany – moje dzieci siadają w niej; widzą tamy, które można zbudować; rzeki, które będą przepływać i robaki, którymi można się pobawić.

Zastanawiam się, czy dzieci są nam dane, aby je uczyć czy aby się uczyć od nich? Nic dziwnego, że Bóg kocha małe dzieci!

Ciesz się drobiazgami swego życia, ponieważ któregoś dnia możesz się obejrzeć i zdać sobie sprawę z tego, że to były wielkie rzeczy.

Życzę wam Wielkich Błotnistych Kałuż i Słonecznych Żółtych Mleczy.aracer.mobi

Bądź jak dziecko 7

Wiliams James

Dzieci są (brutalnie) uczciwe.

Ta umiejętność dzieci stała się podstawą wielu śmiesznych historii. Dzieci po prostu mówią to, co czują i dokładnie tak, jak widzą. Może tobyć czasami krępujące, lecz taki rodzaj szczerości jest odświeżający.

Jednym z moich ulubionych epizodów typu „kocham Lucy” mówi o zakładzie jaki Lucy zrobiła z Fredem, Ethyl i Ricky’m. Powiedziała im, że wytrzyma 24 godziny nie wypowiadając ani jednego kłamstwa. Okazało się to o wiele trudniejszym zadaniem niż sobie mogła wyobrazić. Musiała walczyć z sama istotą swojego naturalnego instynktu. Najtrudniejsze kłamstwa jakich musiała uniknąć to powiedzenie przyjaciółce, że serdecznie nie znosi jej mebli oraz drugiej, że nie podoba się jej kapelusz. Nigdy nie zobaczyłbyś dziecka mówiącego z taką pompą, lecz my, dorośli, robimy to regularnie w imię kurtuazji. O ile nie jest dobrym pomysłem opowiadanie naszym przyjaciołom, że nie odpowiada nam ich gust to można przecież znaleźć różne sposoby na ominięcie ranienia ich.

Jakie jest duchowe zastosowanie tego?
Jako chrześcijanie jesteśmy powołani do tego, abyśmy byli odpowiedzialni wobec siebie; nie za gust w dziedzinie umeblowania, lecz naszej wierności Jego przykazaniom. Zachowanie wzajemnej odpowiedzialności może też zawierać w sobie mówienie sobie o tym, czego nie chcemy słyszeć i odwrotnie, otwarcie na to, co inni mówią o nas w imieniu odpowiedzialności.

Ef. 4:25 „przeto odrzuciwszy wszelkie kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich.

Test:
Wyobraź sobie trzy następujące scenariusz: 1) przypuśćmy, że idziesz do sklepu, wchodzisz między półki i wpadasz na przyjaciela, który jest chrześcijaninem. Łapiesz go na opowiadaniu komuś innemu niewłaściwego kawału.
2) Przypuśćmy, że inny chrześcijanin, który jest właścicielem zakładu kanalizacyjnego przychodzi do ciebie, żeby ci naprawić zlew i prosi cię, żebyś mu zapłacił gotówką, ale tak, aby nie musiał tego zgłaszać  do opodatkowania.
3) Wierzący krewny prosi cię, abyś mu pożyczył pewien program, żeby nie  musiał go kupować. Zainstaluje sobie na swoim komputerze i odda ci płytę.

W tych sytuacjach, co robisz? To, co mówi nam społeczeństwo, a co Słowo Boże jest zupełnie przeciwstawne do siebie. Społeczeństwo mówi, że powinniśmy pozostawić tych ludzi ich sumieniu, że to nie nasza sprawa i, że nie powinniśmy ich osądzać – „żyj i pozwól żyć innym”.

Lecz oto co mówi na to Biblia:

Przyp. 24:24-25  Kto mówi winowajcy: Jesteś niewinny, tego przeklinają ludy, temu złorzeczą narody. Lecz tym, którzy wydają sprawiedliwe wyroki, dobrze się powodzi, spływa na nich błogosławieństwo i szczęści

Sprawdzian pychy:
Odpowiedzialność funkcjonuje na dwa sposoby. Czy chcesz zidentyfikować chrześcijanina, przyjaciela, przed którym będziesz odpowiedzialny?  Powinieneś wyrazić mu zgodę na zadawanie trudnych pytań. Wraz z tym powinna iść taka sama zgoda na to, że nie będziesz unikał odpowiedzi na te pytania i że dasz zawsze szczerą odpowiedź.

продвижение

Życie w miłości

Czy chodzenie śladami Jezusa jest niemożliwym marzeniem?

Kenneth Hagin sr.

Wielu ludzi twierdzi, że zna Boga; potrafią cytować długie fragmenty z Pisma; wielu spędziło nawet długie lata w seminariach studiując Biblię, lecz stale są okradani z tej więzi, którą Jezus chce z nimi dzielić. Ulegają zwiedzeniu myśląc: modlę się, czytam Słowo codziennie. Myślę, że to właśnie znaczy trwać w Jezusie. Istota jest to właśnie: co to znaczy trwać w Nim. Jakkolwiek ważne jest czytanie, rozważanie i słuchanie Słowa Bożego to nie kwalifikuje cię jako tego, który trwa w Nim. Aby prawdziwie trwać musisz iść jeden krok dalej. Musisz nie tylko znać Słowo, musisz również działać na jego podstawie.Trwanie jest posłuszeństwem. Jak powiedział Jezus w Ew. Jana 14.21: „Kto ma przykazania moje i przestrzega ich, ten mnie miłuje; a kto mnie miłuje, tego też będzie miłował Ojciec i Ja miłować go będę, i objawię mu samego siebie. Ew. Jana 14,23 : „Odpowiedział Jezus i rzekł mu: Jeśli kto mnie miłuje, słowa mojego przestrzegać będzie, i Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i u niego zamieszkamy.” Ew. Jana 15,10:  „Jeśli przykazań moich przestrzegać będziecie, trwać będziecie w miłości mojej, jak i Ja przestrzegałem przykazań Ojca mego i trwam w miłości jego.” Ew. Jana 15,12:   „Takie jest przykazanie moje, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem .”

Słowo, które prawdziwie jest w nas żywe to nie Słowo, które znamy, lecz Słowo, które wykonujemy. Jak. 1:22 mówi, że ludzie do których pisał byli zwiedzeni , ponieważ nie byli wykonawcami Słowa, a tylko słuchaczami.

W 1 Jan. 2:2-6 ujmuje to w taki sposób: „On ci jest ubłaganiem za grzechy nasze, a nie tylko za nasze, lecz i za grzechy całego świata.   A z tego wiemy, że go znamy, jeśli przykazania jego zachowujemy. Kto mówi: Znam go, a przykazań jego nie zachowuje, kłamcą jest i prawdy w nim nie ma. Lecz kto zachowuje Słowo jego, w tym prawdziwie dopełniła się miłość Boża. Po tym poznajemy, że w nim jesteśmy. Kto mówi, że w nim mieszka, powinien sam tak postępować, jak On postępował.”

Jeśli trwamy w Jezusie to będziemy żyć w taki sposób jak On żył – w posłuszeństwie!

Jezus chodził w miłości, był posłuszny Bogu we wszystkim, nawet nic nie mówił, czego by Ojciec nie powiedział mu, że ma powiedzieć. Jan.6,38 :  „Zstąpiłem bowiem z nieba, nie aby wypełniać wolę swoją, lecz wolę tego, który mnie posłał.” Nie było to Jego życie, przeżyte dla Niego. Celem Jego życia było wypełnienie Słowa i planu Ojca. Miał być posłuszny. Czy wiesz jak Bóg reaguje na tego typu posłuszeństwo? Dał Jezusowi Ducha bez miary (Jan. 3:34), dzięki czemu Jezus żył na ziemi w całkowitym zwycięstwie, pokonał Szatana i niszczył jego działa w każdym miejscu. Wszędzie dokądkolwiek się udał, otwierał oczy ślepym, sprawiał, że chodzili kalecy a głusi słyszeli. Wypędzał demony i wzbudzał zmarłych.

Bez względu na to jak bardzo świat usiłuje nas przekonać, że bardziej ekscytujący jest grzech niż posłuszeństwo Bogu, Jezus udowodnił, że tak nie jest. Posłuszeństwo Bogu nie skaże cię na nudę i nie oszuka cię odbierając te dobre rzeczy z życia. Nie! Posłuszeństwo doprowadzi cię do najbardziej ekscytującego życia w takim zwycięstwie i błogosławieństwie jakiego nigdy byś sobie nie mógł wyobrazić.

Bóg pragnie wylać moc przez ciebie dokładnie tak samo jak wylał ją przez Jezusa. On pragnie dać ci wszystko, o co prosisz w modlitwie.  On chce zrealizować w twoim życiu obietnicę daną przez Jezusa w ew. Jana 14:12-15: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto wierzy we mnie, ten także dokonywać będzie  uczynków, które Ja czynię, i większe nad te czynić będzie; bo Ja idę do Ojca. I o cokolwiek prosić będziecie w imieniu moim, to uczynię, aby Ojciec był uwielbiony w Synu.  Jeśli o co prosić będziecie w imieniu moim, spełnię to.  Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie.”

Zbyt często chrześcijanie cytują te pierwsze trzy wersy pozostawiając ostatni, lecz w ten sposób nie będzie to działać. Jeśli chcemy czynić dzieła Jezusa to musimy żyć takim życiem, jakie On prowadził – musimy trwać w Nim,  a trwanie w nim oznacza posłuszeństwo jego przykazaniom.

Idź w miłości.

Może już zauważyłeś z tych kilku fragmentów, które cytowaliśmy, że Jezus łączył trwanie i posłuszeństwo z Bożą miłością. (Jan. 14:23) „Jeśli kto mnie miłuje, słowa mojego przestrzegać będzie, i Ojciec mój umiłuje go,…”

Boża miłość jest ci udzielana przez działania na podstawie poznania Słowa Bożego. Bez objawionego poznania funkcjonującego w działaniu miłość leży ukryta i egoizm ma w tobie nadrzędne władanie, pomimo tego, że możesz być nowym stworzeniem. Lecz kto zachowuje Słowo Jego, w tym prawdziwie dopełniła się miłość Boża (1 j 2:5). Wtedy, gdy działasz w posłuszeństwie na podstawie Słowa Bożego w tobie jest doskonalona miłość Boża. Wtedy właśnie Boża miłość przepływa przez ciebie ku innym.

Jak widzieliśmy wcześniej w J 15:12 Jezus podsumował przykazania jednym stwierdzeniem: Takie jest przykazanie moje, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem.

Apostoł Jan zajmując się sprawą modlitw, na które uzyskiwane są odpowiedzi, tak ujmuje ten temat: 1J 3:21-23: „Umiłowani, jeżeli nas serce nie oskarża, możemy śmiało stanąć przed Bogiem i otrzymamy od niego, o cokolwiek prosić będziemy, gdyż przykazań jego przestrzegamy i czynimy to, co miłe jest przed obliczem jego.  A to jest przykazanie jego, abyśmy wierzyli w imię Syna jego, Jezusa Chrystusa, i miłowali się wzajemnie, jak nam przykazał.”

Miłość Boża jest przykazaniem. Posłuszeństwo temu przykazaniu – życie w miłości – jest niezwykle ważne jeśli chcesz zachowywać żywy kontakt z Bogiem. 1 J 4:16 mówi: „Bóg jest miłością a kto mieszka w miłości , mieszka w Bogu, a Bóg w nim.”

Każdy krok wykonany bez miłości jest ruchem bez tego żywego kontaktu z Bogiem, ponieważ wtedy stajesz się nieposłuszny. Wiele lat temu, Rufus Moseley napisał, że żyli w posłuszeństwie dla tego przykazania miłości to Boża obecność zawsze byłaby obecna z nami. Napisał wiedziałem, że to jest sekret. Jeśli mieszkamy w Jego miłości i zawsze chodzimy w miłości czując, życząc i dając wyłącznie miłość i to całą możliwą miłość wszystkim ludziom i rzeczom, zawsze będziemy w Nimi pod Jego namaszczeniem. Stało się dla mnie jasne, że mogę pisać artykuły i robić wszystko inne, co da się zrobić w pełnymi miłości Duchu Chrystusa. Mógłbym być w miejscach niebieskich orząc ziemię mułem, przycinając drzewa, na sali sądowej, w celach śmierci, w każdym miejscu gdzie jest jakaś potrzeba, pod warunkiem że wszystko robię (lub robiłbym) w duchu miłości.

A właściwie, co to jest „duch miłości”. Jak on się przejawia?

1 Kor 13,4-8 daje nam wyraźną odpowiedź na to pytanie. Czytamy: „Miłość jest cierpliwa, miłość jest dobrotliwa, nie zazdrości, miłość nie jest chełpliwa, nie nadyma się, nie postępuje nieprzystojnie, nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli nic złego, nie raduje się z niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy; wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi. Miłość nigdy nie ustaje; bo jeśli są proroctwa, przeminą; jeśli języki, ustaną, jeśli wiedza, wniwecz się obróci.” Musimy medytować i działać zgodnie z objawieniem, który z tych słów pochodzi, dopóki miłość Bożego rodzaju nie zdominuje naszych myśli i nie będzie naszą w naturalny sposób wypływać jako reakcja na podłość, egoizm, wszelkiego rodzaju prześladowania i zranienia. Boża miłość rozlana w naszych sercach przez Ducha Świętego nigdy nie zawodzi, gdy na nią zareagujemy. Dzięki Bogu za owoc naszego odnowionego ducha, który jest stworzony na podobieństwo Chrystusa.

Nie musisz polegać na sobie.

Jeśli siedzisz teraz i zastanawiasz się nad tym, że nigdy nie będziesz w stanie żyć konsekwentnie życiem pełnym miłości, że to jest po prostu za trudne dla ciebie, nie martw się. Nikt z nas, o własnych siłach tego nie może, lecz, dzięki Bogu, nie musimy polegać na sobie samych! To Jego moc w nas daje nam zwycięstwo. Widzisz, zamieszkiwanie w Jezusie uzdalnia nas do przynoszenia wszystkich owoców ducha, włącznie z miłością. Wszystkie możesz je znaleźć wypisane w Gal. 5:22-23.

Te wszystkie owoce zostały włożone do twojego wnętrza w chwili narodzenia na nowo i na zawsze już będą częścią odrodzonego ducha, ponieważ on został stworzony na podobieństwo Boga. On Sam włożył do naszego wnętrza swoją boską naturę a owoce ducha są cechami charakterystycznymi Jego natury. Pomimo tego, że są w twoim wnętrzu to bez względu na to jak bardzo będziesz się starał pracować nad nimi, nigdy nie będzie w stanie konsekwentnie przejawiać tych darów w swoim życiu dopóki nie będziesz mieszkał w Jezusie, spędzając z Nim czas w modlitwie i na czytaniu Słowa.  Pomyśl o ilustracji jaką nam Pan przekazał opowiadając o krzewie winnym, można to dostrzec z łatwością. (J. 15:1 i 4-5): „Ja jestem krzewem winnym…Trwajcie w mnie, a Ja w was. Jak latorośl sama z siebie nie może wydawać owocu, jeśli nie trwa w krzewie winnym tak i wy, jeśli we mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, a wy latoroślami. Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze mnie nic uczynić nie możecie”.   Gałąź jabłoni nie unosi jabłek, ponieważ walczy i zmaga się. Ona je unosi, ponieważ jest połączona z pniem drzewa i życie tego drzewa przepływa przez gałąź w naturalny sposób rodząc jabłka. W taki sam sposób, jeśli trwasz w jedności i komunii z Jezusem – krzewem winnym – Jego boskie życie przepływa przez ciebie i rodzi duchowe owoce. Jezus jest twoją Życiową Siłą! Żywa społeczność z Nim determinuje duchowe wyniki. W przeciwieństwie do tego, co wielu ludzi wydaje się sądzić, nie możesz żyć od niedzieli do niedzieli, czcząc Pana raz w tygodniu ignorując Go przez cały tydzień i żyć w chrześcijańskim zwycięstwie. Przeczytajmy, co jest napisane w Ew. Jana 15,6: „Kto nie trwa we mnie, ten zostaje wyrzucony precz jak zeschnięta latorośl…” Zeschnięta oznacza: „wysuszona, pozbawiona energii, siły czy świeżości”. W chwili, w której latorośl zostaje odłamana od krzewu zaczyna umierać. Nie ma żadnego znaczenia jak blisko siebie są. Możesz umieścić gałązkę nawet na samym krzewie, lecz jeśli zerwana została jedność to nie będzie przepływu życia, soki nie popłyną już z krzewu do latorośli. Jest to bardzo żywy obraz tego, co się dzieje z nami, gdy nie mamy żywego kontaktu i żywej łączności z Panem. Gdy stajemy się zbyt leniwi, aby spędzać czas z Bogiem w modlitwie i Jego Słowie; gdy stajemy się zbyt zajęci naturalnym, ziemskimi sprawami i odłączymy się od komunii z Nim, natychmiast zaczynamy usychać. Ciągle do Niego należymy, nadal mamy Jego życie w sobie, lecz Jego energia nie przepływa przez nasze życie, więc nie możemy rodzić żadnych owoców.

Owoce przebywania w Nim i posłuszeństwa.

Oczywiście, nawet gdy mieszkasz w Nim, to Pan nie spowoduje wzrostu owocu dla ciebie. Podobnie jak pień drzewa nie bierze odpowiedzialności za gałąź i owoc nie wyrasta bezpośrednio z pnia. Pan po prostu wyposaża cię mocą i życiem a wtedy ty musisz przejąć swoją część odpowiedzialności   i poddać się w posłuszeństwie temu życiu. Przez akt posłuszeństwa naszej woli wobec tego, co Jezus włożył do naszego wnętrza, będzie On się manifestował na zewnątrz.

Gdy ktoś, na przykład, mówi coś złego do ciebie, musisz podjąć decyzję czy poddasz się cielesnej irytacji i odpowiesz coś złego? Czy też poddasz się swojemu duchowi i odpowiesz miłością? Odpowiedź na te pytania będzie zdeterminowana przez dwa czynniki. Po pierwsze, oczywiście, wybór, którego dokonujesz. Po drugie, stan twojego serca. Jeśli lekceważyłeś swój czas z Bogiem, spędzając większość czasu przed telewizorem niż ze Słowem Bożym to może okazać się, że jesteś zbyt słaby, aby być posłusznym głosowi Ducha. Pomimo tego, że twoje serce pragnie zareagować w miłości , ciało wygra walkę z niedożywionym duchem i odgryzie się gniewem na tym, który cię źle potraktował.

Zwyciężanie w miłości.

Ponieważ Duch Boży mieszka w nas, stale uzdalniając nas do wykonywania Jego woli, posłuszeństwo nie jest ciężarem – jest radością! Jan pisze tak (1J 5:3-4) „Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są. Bo wszystko, co się narodziło z Boga, zwycięża świat, a zwycięstwo, które zwyciężyło świat, to wiara nasza.”

Jeśli jesteś narodzonym na nowo dzieckiem Bożym to jesteś zwycięzcą. Możesz jeszcze teraz nie zwyciężać, lecz masz w sobie to, co do zwycięstwa jest potrzebne. Możesz wejść w zwycięskie życie poświęcając czas na Słowo rozwijając swoją wiarę i na społeczność z Ojcem w modlitwie. Pozwól na to, aby Słowo zmieniało twoje spojrzenie na siebie samego. Może byłeś wykorzystany, krytykowany tak bardzo, że myślisz o sobie jako o kimś niekochanym i nieudaczniku. Jeśli tak to przestań koncentrować się na sobie i zwróć zamiast tego wzrok na Słowo Boże. Gdy złączysz się ze Słowem to nie będziesz siebie już nigdy widział w upadkach, będziesz widział siebie w Bogu! Zaczniesz czytać słowa takie jak: „Patrzcie jaką miłość okazał nam Bóg, że zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi… „ (1 J 3:1). Przez objawienie Ducha Świętego zaczniesz dostrzegać to, że Bóg jest twoim Ojcem i że On troszczy się o ciebie. Zacznij widzieć siebie tak, jak widzi cię Ojciec. Zawsze, gdy mówi o tobie, jako o swoim dziecku, to tak faktycznie jest. Wszystko, co musisz zrobić to zgodzić się z Nim i poddać się Jemu. Gdy tak zrobisz to poddajesz się Jego sprawiedliwości, a Boża sprawiedliwość jest Jego sposobem na bycie w porządku i robienie wszystkiego właściwie. Gdy zgadzasz się ze Słowem Bożym to będziesz mu posłuszny. Możesz sam z siebie nie czuć się zdolny do tego, lecz Stworzyciel mieszka w tobie i On daje ci tą zdolność. Jego miłość mieszka w tobie a zatem jesteś zdolny do kochania. Gdy zaczniesz trwać w Słowie  – stając się nie tylko słuchaczem, lecz wykonawcą – Boże życie i Boża miłość staną się dla ciebie rzeczywistością. Chodzenie śladami Jezusa nie będzie już niewykonalnym marzeniem, zanim się zorientujesz będziesz już żył w miłości!

все о раскрутке сайта