Nie sikaj do basenu…

Stan Tyra
Oto nad czym zastanawiałem się dziś o 5 rano: Jezus powiedział: „Cokolwiek uczynicie jednemu, mnie to czynicie” (Mt 25:40). Częściowo należy to do moich rozważań, lecz nie od tego się zaczęło. Tym podzielę się na końcu, bo to zbyt głębokie na teraz :). Dlaczego tak wiele czasu zajęło mi rozważania tego bardzo ważnego stwierdzenia? Powinno być dla nas oczywiste, że nie wierzymy w to wszystko. Powiedz teraz: „Jezu! To kompletna bzdura a ty jesteś kłamcą!!” No, proszę! Dlaczego tego nie chcesz powiedzieć? Mówisz to swoim życiem. Z nielicznymi wyjątkami, bo są takie, wszyscy żyjemy nie wierząc, że te właśnie słowa Jezusa są prawdą.

Jesteśmy tak skupieni na sobie, tak sprawiedliwi we własnych oczach, że wszystko kręci się wokół „mnie”: moje życie, moja rodzina, moja kariera, moje zdanie, moja grupa, moje przekonania, moja partia polityczna i – ach Boże, nie dopuść, abyśmy coś opuścili – „Mój Kościół”. Czy nie czytałeś o tym, że niektórzy mówią „Mój Boże, Mój Boże…”? Ach, czytałeś, ale to nie było skierowane do ciebie? To „do tych innych ludzi”, czyż nie?

Wiem, że używamy zaimka „my” do opisania różnych rzeczy, lecz chodzi mi o to, że jest to tak głęboko zakorzenione w naszych umysłach i ma wpływ na wszystko, co robimy.

Powodem, dla którego większość kościołów odrzuca to, co nazywa się „uniwersalizmem”, co jest oskarżycielskim, religijnym substytutem „Bóg tak umiłował cały świat…” jest to, że nie chcemy, aby Boża miłość była uniwersalna i z pewnością nie jesteśmy w stanie znieść myśli o tym, że wszyscy, uniwersalnie są zaakceptowani przez Boga. Kościół stworzył na swój własny obraz Boga, który jednych akceptuje, a innych nienawidzi, a jeszcze innych lubi, podobnie jak on (tak, nienawidzisz niektórych, choć nie chcesz tego przyznać) i chce, aby Bóg myślał tak, jak kościół, zamiast myśleć tak, jak Bóg. Nic w życiu Jezusa nie wskazuje na wyłączanie niektórych, a jednak nazywamy sami siebie „uczniami Jezusa”. Wydaje mi się, że GDYBYM chciał znaleźć jakieś wykluczenie w życiu Jezusa to jedynym miejscem, w którym to groteskowe religijne działania ma miejsce, to religijny, uczęszczający do świątyni tłum. To są jedyni ludzie, których Jezus nazwał „synami diabła”!

W duchowym wymiarze, przeciwieństwo gramatycznego wyrażenia „Moje… cokolwiek” jest zwykłym oksymoronem (metaforyczne zestawienie wyrazów o przeciwstawnym, wykluczającym się wzajemnie znaczeniu, np. gorzkie szczęście). Wszyscy jesteśmy ze sobą powiązani. Ktoś nauczył cię czytać, dzięki czemu czytasz ten tekst, prawdopodobnie ktoś nauczył cię, jak interpretować różne rzeczy, w co wierzyć, co ma wpływ na to, jakie uczucia budzą się w tobie, czytając ten tekst. Ja napisałem to, co czytasz, ktoś inny stworzył telefon, tablet czy komputer, na którym to czytasz. Wszyscy są ze sobą połączeni i powiedzieć komuś: „Nie potrzebuję ciebie” to przeciwne Chrystusowi widzenie tego świata. „Mój Bóg” jest oksymoronem. Myślę, że ma to wielkie znaczenie i jest prorocze, że Jezus, ucząc swoich uczniów modlić się, zaczął od: „Ojcze nasz…”, a nie „Mój Ojcze…”

Ok, jak zwykle robi się to zbyt długie. Trudno wylądować dużym samolotem na małym poletku i ciężko jest zaakceptować wielkiego Boga w małym umyśle. A oto, co mi dziś rano powiedział Duch, od czego zaczęły się poranne rozmyślania: „Stan, nie możesz sikać w rogu basenu, bez względu na to jak jest głęboki”. Poważnie! Jest to jedna z najgłębszych rzeczy jakie od pewnego czasu Duch powiedział do mnie i prawdopodobnie po czasie może się okazać, że było to najważniejsze objawienie mojej drogi. Przemyśl to, a nieco później porozmawiamy o tym.

Co dokładnie składa się na przesłanie Ewangelii?


Richard Murray

Czy kiedykolwiek miałeś zamieszanie jeśli chodzi o to, co konkretnie składa się na przesłanie Ewangelii? Jak ją określamy, dzielimy się a, przede wszystkim, żyjemy nią?

Paweł powiedział, że Ewangelia jest tak prosta, a jednak dla wielu pozostaje „zasłonięta”.
Co konkretnie jest zasłonięte w przesłaniu Ewangelii?
To może zszokować wielu.

A ZWIASTOWANIE (PRZESŁANIE) to, które słyszeliśmy od niego i które wam ogłaszamy, jest takie, że Bóg jest światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności”(1J 1:5).

Ewangelia jest dobrą nowiną o dobrym Bogu. Wyłącznie dobre i doskonałe dary pochodzą od Ojca Światłości (Jk 1:17). Bóg nigdy nie daje nam ostrych kamieni potępienia, ukąszeń niedoli węża czy ukłuć choroby skorpiona. Zamiast tego, Ojciec zawsze i wyłącznie daje nam błogosławieństwa codziennego chleba objawienia, cudownego pomnożenia ryb i odżywczych duchowo jajek (Łu 11:11-15).

Jezus jest uosobieniem Ojca światłości, jest Jego jasną naturą, Jego jaśniejącym charakterem i świetlistą miłością. Przyjąć Ewangelię to przyjąć zamieszkujące wewnątrz światło i miłość Boga.

A teraz, w jaki sposób ta cudowna Ewangelia jest zasłonięta przed oczyma tak wielu?

Ponownie, szokująca odpowiedź.

Ewangelia jest zasłonięta przez nasz wewnętrzny gniew, który sprawia, że przenosimy naszą własną nienawiść i wrogość na obraz Boga. Postrzegamy wtedy Boga jako zmiennego szafarza zarówno dobra jak i zła, miłości i nienawiści, niewyczerpanego przebaczenia i niekończącego się gniewu. Taki dualistyczny obraz Boga robi z Niego nicość, jakieś oksymoroniczne bóstwo, które nie ma żadnego sensu. I nigdy nie będzie miało.

Jezus powiedział, że aby zobaczyć Jego Ojca wystarczy spojrzeć na Jego Syna.

Jezus wyjaśnił i pokazał niedualistycznego Boga. Jezus JEST wykładnią Swego niebiańskiego Ojca.

TERAZ Bóg ma doskonały sens, jest doskonałą światłością i doskonałą miłością.

Jezus JEST Ewangelią.

Wszelką światłością.

Bez ciemności.

Całkowicie.

Co by się stało, gdyby zbyt dużo ludzi przestało się szczepić?

Image result for strzykawka zdjęcia
Oryg.: TUTAJ

Jest to popularne pytanie zadawane przez tych, którzy naciskają na obowiązkowe szczepienia. Martwią się też o to rodziny dzieci o osłabionej odporności. Obecnie w Stanach Zjednoczonych zachorowalność na większość chorób chronionych szczepionkami jest na najniższym zarejestrowanym dotąd poziomie. Niemniej, czy jest to tylko dzięki temu, że większość ludzi jest zaszczepiona? Czy zachorowalność na te choroby wróci jeśli znaczna ilość ludzi, powiedzmy 25% czy 50%, przestanie się szczepić? A jeśli ilość zachorowań w istotny sposób zwiększy się to jaki mogło by to mieć wpływ na śmiertelność i powikłania?

Choroby, które NIE rozprzestrzenią się

Najpierw spójrzmy na te choroby, których znaczny spadek powszechności szczepień nie dotknie.
Z 16 chorób chronionych szczepieniami (w USA), cztery w ogóle nie są zaraźliwe przez przypadkowe kontakty interpersonalne, zatem zmniejszenie powszechności szczepienia nie może w żaden sposób stanowić zagrożenia szczepionych czy immunologicznie słabych ludzi:

  1. Tężec nie jest zakaźny w ogóle. Zapalenie wątroby B roznosi się wyłącznie przez stosunki seksualne, zarażone igły oraz zmieszanie z zakażoną krwią – nigdy przez przypadkowe kontaktu.
  2. HPV również roznosi się wyłącznie przez stosunki seksualne, a zatem nie jest przekazywana w przypadkowy sposób.
  3. Meningokok (meningitis) jest bezobjawowo noszona w przewodzie nosowym u jednej na 10 osób; często to własna bakteria człowieka wywołuje infekcję. Po zachorowaniu nie rozpowszechnia się przez przypadkowe kontakty.

Z 16 chorób chronionych szczepieniami (w USA) pięć chroni wyłącznie tego, kto został zaszczepiony, ale nie chroni przed przenoszeniem się na innych ludzi:

  1. Polio: szczepionka na polio zapobiega tylko wewnętrznym neurologicznym symptomom zaszczepionego i nie chroni przed przenoszeniem się choroby na populację.
  2. Koklusz (krztusiec): ta szczepionka może pomóc w indywidualnych przypadkach w dziecięcym wieku, lecz bardzo szybko zużywa się i nie chroni przed przenoszeniem się choroby. Na przykład: w 2014 roku 90% dzieci, które zachorowały na koklusz było wcześniej zaszczepionych.
  3. Grypa: szczepionki przeciw grypie nie chronią przed corocznym powszechnym krążeniem grypy, daje tylko ograniczoną osobistą ochronę.
  4. Dyfteryt (błonica): szczepionka na dyfteryt chroni przed chorobowymi toksynami, które wywołują jednostkowe przypadki chorób – nie chroni przed przenoszeniem się zarazków.
  5. Tężec: szczepionka chroni wyłącznie osoby zaszczepione.

Continue reading

Przeprowadzka

indoors,shelf,contemporary,room,interior design,furniture,empty,home,architecture,window,business,glass items,wood,trading floor,family,seat,ceiling,chair,abandoned

 

Przedłużające się „milczenie strony” wynika ze znacznych zmian życiowych, tzn. przeprowadzki naszej rodziny do innego miasta, i może jeszcze trochę potrwać.

Zapraszam do przeglądania archiwum, gdzie jest ponad 6000 plików, choć podejrzewam, że do niektórych, najstarszych, dziś już bym się nie przyznał.

Było by to takie proste

Richard Murray

Było by to takie proste.
Tak bardzo łatwe.

Gdyby Jezus chciał doprowadzić wszystkie pokolenia chrześcijan, aby doszły do tego, że Jego Ojciec w Swym świętym gniewie bezpośrednio niweczy mężczyzn, kobiety i dzieci to wszystko, co musiałby zrobić … to dowieść tego demonstrując to w czasie Swego wcielenia.

Przede wszystkim Jk 1:18, Kol 1:15 oraz Hbr 1:3 wspólnie mówią, że Jezus przyszedł, aby wyjaśnić Ojca, stając się personifikacją pełnego i doskonałego przedstawiciela istoty Ojca oraz, że ten Jezus jest dokładnym obrazem niewidzialnego Boga.

Tak więc, mógł dowieść tego, że Jego Niebiański Ojciec jest zdolny do tego, aby:

— zabijać,

— uciskać,

— gnębić,

— razić,

— zsyłać plagi,

— zsyłać kataklizmy

… a wszystko, co Jezus musiał zrobić to:

— ukamienować jedną osobą złapaną na cudzołóstwie,

— nawiedzić jednego złego grzesznika zarazą,

— śmiertelnie uderzyć jednego obłudnego faryzeusza,

— zgnębić złym duchem jedną osobę osobę o rozdwojonym umyśle, aby ją ukarać,

— uderzyć jakimś wyniszczającym wypadkiem jedną osobę i sparaliżować ją tak, aby potem mogła uczyć się pokory i tego, jak oddawać Bogu pełnię chwały za swoje nieszczęście,

— zesłać jedną burzę z piorunami, tornado, obsunięcie ziemi czy tsunami, które zmiotło by jedną szczególnie zatwardziałą wioskę czy miasto.

Gdyby Jezus zrobił KTÓRĄKOLWIEK z tych rzeczy, tylko jeden raz to komuś, kto śmie głosić coś przeciwnego, na zawsze dowiedziono by, że jest w błędzie.

Lecz tego nie zrobił.

Życie Jezusa zostało tak opisane:

— przez apostoła Piotra: „Wy wiecie … o Jezusie z Nazaretu, jak Bóg namaścił go Duchem Świętym i mocą, jak chodził, czyniąc dobrze i uzdrawiając wszystkich opętanych przez diabła, bo Bóg był z nim” (Dz 10:38).
— przez apostoła Jana: „A zwiastowanie to, które słyszeliśmy od niego i które wam ogłaszamy, jest takie, że Bóg jest światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności” (1J 1:5).

— przez apostoła Jakuba: „Niechaj nikt, gdy wystawiony jest na pokusę, nie mówi: Przez Boga jestem kuszony; Bóg bowiem nie jest podatny na pokusy ani sam nikogo nie kusi. (14) Lecz każdy bywa kuszony przez własne pożądliwości, które go pociągają i nęcą; potem, gdy pożądliwość pocznie, rodzi grzech, a gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć. Nie błądźcie, umiłowani bracia moi. Wszelki datek dobry i wszelki dar doskonały zstępuje z góry od Ojca światłości; u niego nie ma żadnej odmiany ani nawet chwilowego zaćmienia” (Jk 1L13-17).

Ponieważ Jezus NIGDY nie uczynił (czy poparł) żadnej z tych destruktywnych rzeczy wymienionych wyżej, możemy tylko dojść do wniosku, że On odrzucił ten przeinaczony obraz boskiej natury jako nie mający nic wspólnego z uzdrowieniem, ochroną, rehabilitacją, wzmacnianiem.

Podobnie i my powinniśmy zdecydowanie odrzucać pełen złej woli obraz Bożej natury. Jest to kluczem do wszystkiego – „odnowienia naszych umysłów ku dobrej i doskonałej woli Bożej” (Rz 12:2).

Czy Jezus głosił dużo o piekle?

Richard Murray‎

Jak często słyszeliśmy w ostrych słowach od rozpalonych ewangelistów i siarczystych teologów, że Jezus mówił o piekl ZNACZENIE WIĘCEJ niż o Niebie? Widziałem jak małe dzieci robiły ze strachu wielkie oczy, słysząc takie twierdzenie. Niestety, mało kto je kwestionuje…

Aż do dziś. Dziś jest nowy dzień.

Jezus NIE mówił o piekle więcej niż o Niebie, nawet nie zbliża się to do siebie. W Ewangeliach wyraz „Niebo” jest wymieniony przez Jezusa 120 razy, a piekło – około 15.

Co więcej, zastanówmy się nad następującym wersem, który opisuje początek służby Jezusa po Jego powrocie z pustyni: „Odtąd począł Jezus kazać i mówić: Upamiętajcie się, przybliżyło się bowiem Królestwo Niebios” (Mt 4:17). Jezus nieustannie parł na Niebo.

Oto istota: WSZĘDZIE, ZAWSZE i KAŻDEMU Jezus głosił „to Królestwo Niebios”, a nie „królestwo piekła”. Dodajmy do tego fakt, że niemal większość Jego przypowieści mówiła O Królestwie Niebios oraz to, że STALE nauczał tłumy przy pomocy tych przypowieści, a staje się jasne jedno: Niebo było stałym tematem, a nie piekło.

Ewangelia Jana nie wymienia „piekła” ani razu, podobnie jak Paweł w ŻADNYM ze swoich listów, a jednak uważany jest za największego teologa Nowego Testamentu. Oczywiście, Jezus okazjonalnie odnosił się do piekła i dał nam kilka wartościowych informacji na jego temat, lecz nie była to ISTOTA Jego przesłania – było nią NIEBO – i ono JEST sercem Ewangelii.

Przemyślenia nad „cichym czasem”

Frank Viola Unfiltered

Nie wiem, kto wymyślił termin „cichy czas’, lecz prawdopodobnie ktoś z was jest w stanie prześledzić to gdzieś tam wstecz historii. Jeśli to zrobisz to dodam tą informację do niniejszego artykułu. Z koncepcją „cichego czasu” wiążą się trzy główne problemy, którymi chciałbym się zająć w tym artykule. Przyjrzymy się im kolejno i proszę nie ślizgać się po tekście, aby nie stracić niuansów.

1) W ewangelicznych kręgach tzw.: „cichy czas” był źródłem źródłem poczucia winy przez całe dziesięciolecia.
Tak to funkcjonuje: pastor mówi ci, że Bóg chce, abyś codziennie spędzał „cichy czas” – co w zasadzie oznacza modlitwę i czytanie Biblii.
Zainspirowany jego słowami zaczynasz z gorliwością. Po tygodniu czy dwóch wypada ci jeden dziań, po czym następny i zaczyna się wpadanie w pułapkę poczucia winy.

W głowie powtarza ci się następujące myślenie:

„Bóg jest niezadowolony ze mnie. Gdybym Go rzeczywiście kochał nie straciłbym cichego czasu. Jezus umarł za moje grzechy, a ja nie mogę spędzić z Nim codziennie 10 minut? Kiepska wymówka dla chrześcijanina. Tak naprawdę to Bóg właśnie skończył wycinać sobie kij bejzbolowy, którym mnie zleje do upadłego. Zasługuję na to”.

Poczucie winy, które czujesz z powodu opuszczonego cichego czasu jest teraz przeszkodą stojącą na drodze między tobą a twoim Panem, a jest to przeszkoda, która prowadzi do tego, że pomijasz kolejne.
Mijają miesiące, pastor głosi kolejne kazania na temat wagi modlitwy i czytania Biblii. Więcej poczucia winy, lecz tym razem jesteś zmotywowany.
Próbujesz kolejny raz – idzie świetnie… przez tydzień. Znowu się nie udało i znowu pułapka poczucia winy.
Po kilku miesiącach spędzonych pod ciężarem ton potępienia z powodu „straconego-cichego-czasu”, potrzebujesz kogoś, któremu mógłbyś wręczyć wszystkie godziny spędzone w potępieniu.
Mijają lata i, jeśli chodzi o twój cichy czas, nic się nie zmienia. Ciągle polega to na tym, że „trafiasz i pudłujesz”. Po prostu przyzwyczaiłeś się żyć pod stosem poczucia winy, co kończy się szkodą dla twojej relacji z Jezusem Chrystusem – bez względu na to czy zdajesz sobie z tego sprawę, czy nie.

2) Po spędzonym cichym czasie zostawiasz Jezusa Chrystusa za sobą.

Ci, którzy są na tyle zdyscyplinowanie, że udaje im się spędzać cichy czas regularnie, nie zdają sobie sprawy z tego, że dzieje się coś innego. Zaczynasz dzień z Panem, lecz zostawiasz Go za sobą, gdy cichy czas się kończy.
Innymi słowy: ruszasz do swych codziennych zajęć nie biorąc Go w ogóle pod uwagę ponownie, dopóki ktoś nie wspomni o Nim czy nie włączysz chrześcijańskiej muzyki.
Tak więc, świetnie zdajesz egzamin z konsekwentnego spędzania cichego czasu, lecz słabo ci idzie życie w obecności Pana w ciągu całego dnia.
Dlaczego? Ponieważ nikt cię nigdy nie nauczył, jak to robić.

3) Koniec końców twój cichy czas, wcześniej czy później, wietrzeje.

Jak powtarzam wielokrotnie i powtórzę ponownie: ostatecznie wyczerpuje się wszystko z wyjątkiem Jezusa Chrystusa. Dotyczy to również każdej duchowej dyscypliny, którą ludzie kiedykolwiek wyobrażali sobie czy praktykowali (to jest: czytanie Biblii, modlitwa, śpiewanie, poszczenie, wstawiennictwo, mówienie językami itp.).
Wszyscy, ty i ja, potrzebujemy nabywać do naszej duchowej skrzynki narzędziowej coraz więcej narzędzi tak, abyśmy za każdym razem, gdy jakaś duchowa praktyka uschnie, mogli sięgnąć po następne narzędzie, aby zastąpić tamtą. W ten sposób zawsze utrzymujemy świeżość.

Jakie jest rozwiązanie?

Lekarstwo na poczucie winy jest proste. Zająłem się tym dokładnie w książce Jesus Now, (http://frankviola.org/jesusnow/)
Główną przyczyną poczucia winy przypadku pomijania kolejnych okresów cichego czasu jest to, że nieświadomie opieramy swą wartość przed Panem na naszych uczynkach, zamiast na Jego w ten sposób przyjmując narrację skoncentrowaną na człowieku, zamiast na Bogu.
Jeśli zrozumiesz wartość krwi Chrystusa i to, co sprawia, że jesteś wartościowy w Bożych oczach, na zawsze zostaniesz uwolniony ze świadomości poczucia winy jeśli chodzi o jakąkolwiek duchową czy religijną działalność.
Faktem jest, że Bóg kocha ciebie tak samo bez względu na to, jak często się modlisz czy czytasz Biblię. Jego miłość nie opiera się na żadnej z tych czynności.
Kolejną ważną rzeczą, nad którą się trzeba zastanowić, jest to, że nigdy nie wolno traktować nieregularnego odbywania „cichego czasu” tak jak się traktuje grzechy wyraźnie opisane w Biblii (jak kłamstwo, plotka, kradzież, oszczerstwo itp.). Nie ma przykazania mówiącego: „Będziesz codziennie spędzał cichy czas na czytanie Biblii i modlitwę”.
Prawda jest taka, że 90% chrześcijan żyjących w Iw. nie potrafiło czytać i tak było przeważnie do około XIX. Nawet dziś około miliarda ludzi jest analfabetami (tj około 26% całej populacji). Czy mamy ich potępiać?
Jak wyjaśniłem w SPIRITUAL GRAFFITI: Galatians in 3D Master Class, wielu ewangelicznych wierzących po prostu dokonało aktualizacji faryzeizmu przy pomocy zawsze zmiennej Miszny behawioralnych oczekiwań, które nazywam: „Chrześcijańskimi oczekiwaniami” – czego niesławny ‘cichy czas’ jest częścią. Na szczęście, Jezus Chrystus zniszczył ten cały kod i dał nam coś lepszego. Continue reading