Łaska jest rozrzutna

Phil Drysdale

Dużo myślałem ostatnio o łasce i o tym, jak ciągle najlepiej jak tylko potrafimy próbujemy przywrócić do chrześcijaństwa z powrotem prawo.

Gdy rozmawiam z ludźmi o łasce to często wydaje im się, że muszą mi przypomnieć o tym, jak ważne są nasze zachowania!

Tu nie chodzi o to, że oni nie uważają, że „tylko łaska” … lecz, że łaska MUSI jakoś wyglądać.

Problem w tym, że się mylą.

W łasce nie ma żadnego „musi”, ona nie musi być do czegokolwiek podobna w twoim życiu… ponieważ w łasce nie chodzi o ciebie.

Tu chodzi Boga.

To nie twoje wcześniejsze uczynki sprawiły, że dał ci ją.

Nie zaczęło też chodzić o twoje uczynki później!

Nie zrozumcie mnie źle, łaska przemienia ludzi i ich zachowania, a gdyby tak nie było to mogli by tego nie zrozumieć, lecz przemiana jest produktem ubocznym łaski, a nie jej celem.

Łaska, w pewnym sensie, jest całkowicie bezcelowa!

Jest rozrzutna! (bezwarunkowe dawanie często takie jest!)

Jest to Bóg, który zwraca się do ciebie, czy do mnie, bez względu na nasze zachowania (dobre czy złe – zachowanie nie ma tu nic do rzeczy) i mówi: „Kocham ciebie, akceptuję ciebie i chcę, chodzić razem z tobą”.

Nie ma w tym równaniu składnika „tak więc, pozbieraj swoje życie do kupy”.

Chcielibyśmy, aby tak było, ale powtórzę: nie da się chodzić z Bogiem w łasce, nie oczekując pozytywnych zmian. Lecz nie mogą one być celem.

Gdybyśmy rozdzielali łaskę po to, aby było widać zmiany w ludzkim zachowaniu to nie udzielalibyśmy łaski. W takim przypadku, po prostu rozdzielamy prawo w znacznie przyjemniejszym opakowaniu.

Mnóstwo miłości przyjaciele ,

Phil

_____________________________________

P.S. Don’t forget if you are in the north of England you can come along to a free event at my local church (book here) – I’ll be running a couple of workshops and there will be other workshops on healing, prophecy, hearing God’s voice and a whole host of other things. Plus Godfrey Birtill will be doing worship 🙂

 

Codzienne rozważania_28.09.2017

Kazn 2:24-26.
NIE MA NIC LEPSZEGO DLA CZŁOWIEKA JAK TO, ŻEBY JEŚĆ I PIĆ, I W TYM UPATRYWAĆ PRZYJEMNOŚĆ W SWOIM TRUDZIE. LECZ STWIERDZIŁEM, ŻE RÓWNIEŻ TO POCHODZI Z RĘKI BOŻEJ.
BO KTO MOŻE JEŚĆ I KTO MOŻE UŻYWAĆ BEZ NIEGO?
GDYŻ BÓG DAJE CZŁOWIEKOWI, KTÓRY MU JEST MIŁY, MĄDROŚĆ, WIEDZĘ I RADOŚĆ; LECZ GRZESZNIKOWI KAŻE W TRUDZIE ZBIERAĆ I GROMADZIĆ, ABY TO POTEM ODDAŁ TEMU, KTÓRY MU JEST MIŁY. TO RÓWNIEŻ JEST MARNOŚCIĄ I GONITWĄ ZA WIATREM.

Życie naprawdę ma swój cel, jeśli Bóg jest w polu widzenia. Salomon patrząc na życie z perspektywy człowieka, którego umysł został oświecony przez Boże objawienie, dochodzi do wniosku, że prawdziwa satysfakcja jest rzeczą możliwą, ale sami sobie nie jesteśmy w stanie jej zapewnić. Jest to coś, co jest nam dane właśnie przez Boga. To nie jakaś dobra rzecz wrodzona sprawia, że człowiek może jeść, pić i czerpać zadowolenie ze swego trudu. Także i w tym przypadku zobaczyłem, że i taka rzecz pochodzi całkowicie z rąk Bożych. Kto może jeść i kto może cieszyć się, nie będąc w Bogu? Bóg temu, kto mu się podoba daje mądrość, wiedzę i radość. To właśnie grzesznik – człowiek, który opuszcza Boga myląc się w swoich obliczeniach i zwraca się przeciwko niemu – żyje życiem próżnym i spędza dni na pogoni za wiatrem. Wszystko co czyni grzesznik w ostatecznym rozrachunku obróci się na korzyść dla tych, którzy są w łasce u Boga. Salomon wyraźnie mówi, że życie natychmiast nabiera celu i znaczenia, gdy tylko Bóg pojawia się w polu widzenia. Nie ma zadowolenia bez Boga.
Życzę błogosławionego dnia.

Niedziela: relacyjna wiara

Lew Curtiss

Oryg.: TUTAJ

To niedziela… cały dzień… myślę o tym, jak inaczej myślałem o niedzieli, powiedzmy, 15 lat temu. Niedziela była dniem, który dawał oparcie tygodniowi. Szło się do kościoła, spotykało grupę ludzi, którzy uśmiechali się uprzejmie i potrząsali mi rękę. Był to dzień zwykłej religii i społecznej etykiety. Robiło się w tym dniu to, co 'należało’ robić. Jeśli chodzi o moje serce to był to dzień, w którym szukałem Go nigdy nie znajdując. Postępowałem zgodnie z tymi wszystkimi religijnymi procesami i procedurami, których mnie nauczono po to, aby zapędzić Ojca w róg i spotkać się na jakieś bliskie, osobiste spotkanie.

Dziś niedziela jest dla mnie po prostu kolejnym dniem tygodnia. Zastanawiałem się nad tym, dlaczego nie wydaje się już być czymś oddzielonym ani jakoś szczególnym. Bóg Ojciec właśnie skomentował to, że niedziela nie jest już niczym odmiennym dla ciebie od innych dni tygodnia, ponieważ ty i Ja jesteśmy razem przez cały czas, 24/7. Już nie wykorzystujesz niedzieli, aby Mnie tak sobie odwiedzić. Kochamy się nawzajem i jesteśmy nieskończenie blisko, tak naprawdę na kwantowym poziomie, a nawet poza.

Dla mnie zmieniło się się to w poprzednim dziesięcioleciu, nastąpiła wtedy największa zmiana w mojej relacji z Bogiem Ojcem. Teraz trwam w tym, co nazywam wiarą relacyjną. Jest to wiara, która opiera się na mistycznej jedności naszego ducha z Duchem. W taki właśnie sposób „rozmawiamy” ze sobą, duch z Duchem. W taki sposób podróżujemy razem przez Kosmos, odkrywamy ważne i zadziwiające rzeczy. Jesteśmy związani. Jesteśmy razem bez względu na to czy śpię czy wstaję, bez względu na dzień tygodnia czy porę roku. Mój umiłowany Ojciec i ja zawsze jesteśmy razem.

Jezus, mój najdroższy Brat, Zbawiciel i Doradca, sprawił, że ta jedność jest możliwa. Jego krew wylana dla mojego odkupienia uświęciła mnie – uczyniła przed Bogiem Świętym – a Jego śmierć zerwała zasłonę między mną, a Ojcem. Ponieważ On umiłował mnie pierwszy, gdy jeszcze byłem grzesznikiem, teraz ja mam pełny nieskrępowany dostęp do Jego Boskiej Obecności. Mogę wejść przed Boży Tron bez obawy i cieszyć się Jego adoracją i miłością, adorując Go i kochając. Dzięki Ci, Bracie Jezu. Dzięki Ci, Książę Pokoju, Immanuelu.

Niedziele… te niedziele nie są nawet cieniem przyszłych dni. Ta przemieniająca życie relacja, której każdego dnia doświadczam z Bogiem Ojcem, ma intymny charakter, jest nieco kłopotliwa, niezwykła i zawsze przepełniona wzajemną miłością. Teraz uwielbiam Go znacznie głębiej, częściej i silniej niż kiedykolwiek wcześniej. Ta nowa, cudowna relacja, w której żyję z Tym, który mnie stworzył, zbawił i kocha mnie, napędza nasze wspólne życie. Jest to już teraz życie wieczne, choć jeszcze chodzę po tej cudownej Ziemi, którą On dał.

Jeśli o mnie chodzi, niedziela jest podobna do wszystkich pozostałych dni tygodnia. Jest kolejnym wspaniałym wypełnionym miłością i odkryciami dniem z moim Bogiem Ojcem.

Amen ~

Codzienne rozważania_27.09.2017

Kazn 2:18-23.

I ZNIENAWIDZIŁEM WSZELKI TRUD, JAKI ZNOSIŁEM OD SŁOŃCEM, PONIEWAŻ TO, CO ZDOBYŁEM Z TRUDEM MUSZĘ POWIERZYĆ CZŁOWIEKOWI, KTÓRY PO MNIE PRZYJDZIE.
A KTO WIE CZY ON BĘDZIE MĄDRY CZY GŁUPI? A JEDNAK RZĄDZIĆ BĘDZIE WSZYSTKIM, CO JA ZDOBYŁEM W TRUDZIE I W MĄDROŚCI POD SŁOŃCEM. ALE I TO JEST MARNOŚCIĄ.
I ZACZĘŁY SIĘ BUDZIĆ W MOIM SERCU WĄTPLIWOŚCI CO DO WSZELKIEGO TRUDU, JAKI ZNOSIŁEM POD SŁOŃCEM.
GDYŻ NIEJEDEN CZŁOWIEK TRUDZI SIĘ MĄDRZE, ROZUMNIE I Z POWODZENIEM, A POTEM MUSI SWOJĄ WŁASNOŚĆ ODDAĆ INNEMU, KTÓRY W OGÓLE SIĘ NIE TRUDZIŁ. TO RÓWNIEŻ JEST MARNOŚCIĄ I WSZELKIM ZŁEM.
BO CÓŻ POZOSTAJE CZŁOWIEKOWI Z JEGO TRUDU I PORYWÓW JEGO SERCA, KTÓRYMI TRUDZI SIĘ POD SŁOŃCEM, SKORO CAŁE JEGO ŻYCIE JEST CIEPIENIEM, A JEGO ZAJĘCIA ZMARTWIENIEM I NAWET W NOCY JEGO SERCE NIE ZAZNAJE SPOKOJU? TO RÓWNIEŻ JEST MARNOŚCIĄ.

Salomon nie spędza całego czasu na poszukiwaniu mądrości, dogadzaniu sobie czy zdobywaniu wysokiej pozycji. Zajmował się także budowaniem, inwestowaniem i produkcją. Lecz nawet myśl o tym była nieprzyjemna. Jaki był sens tego wszystkiego? Wszystko co zdobędziemy pozostawiamy komu innemu, i kto wie jakiego rodzaju będzie ta osoba? Na ścieżce trudu, Salomon zatrzymał się, odwrócił i długo przyglądał się drodze, którą przeszedł. To co zobaczył doprowadziło go do rozpaczy. Czy wszystkie jego starania i poniesione niewygody były tego warte? Gdy życie zbliża się ku końcowi, co mamy z naszej ciężkiej pracy? Myślimy, działamy, planujemy, wytężamy umysł – to wszystko jedynie po to, by zostawić nasze zdobycze komuś innemu, kto może wcale na to nie zasługiwać. Z pewnością na to nie zapracował, dlatego prawdopodobnie nie będzie tego cenił, lecz roztrwoni to, co otrzymał. Człowiek może pracować i zabiegać przez całe swoje życie, lecz pod koniec dni, co dobrego z tego będzie miał? Martwi się, trudzi, sen go opuszcza – i po co to wszystko? Jakiż jest sens tego wszystkiego? Gdzie można znaleźć trwałe zadowolenie? Nie ma w wysokim poziomie wykształcenia, wiążącym się z szeregiem liter przed moim nazwiskiem i reputacją człowieka wykształconego. Nie polega ono na zaspokojeniu wszelkich moich potrzeb materialnych. Nie znajdę go dzięki temu, że będę w stanie wspiąć się na najwyższy szczebel mojej szczególnej drabiny. Nie da mi go poczucie spełnienia jakie daje ciężka, solidna praca całego życia. Żadna z tych rzeczy, na dłuższą metę nie będzie mieć jakiejkolwiek wartości. Jakie jest więc życie, które jest warte przeżycia. Czy w ogóle istnieje takie pojęcie jak życie, które ma sens i cel? Ciężka praca nie jest kluczem do życia. Życie naprawdę ma swój cel, jeśli Bóg jest w polu widzenia.
Błogosławionego dnia życzę.

Strata: mniej znaczy więcej

Lew Curtiss

Za dużo ostatnio myślę. Myślę o stratach i o tym, że w Bogu Ojcu nie mam strat. Nie mam niczego co ktokolwiek czy cokolwiek może mi zabrać. Wypuściłem to wszystko. Wszystko, znaczy wszystko. Nie będę was zanudzał listą.

Pewnego dnia powiedziałem Bogu Ojca, że gdyby z jakiegoś powodu zabrał mi wszystko i wszystkich, gdyby bez względu na przyczynę, poprowadził mnie do totalnej izolacji to On Sam będzie wystarczał mi. Nawet, jeśli tak nie było wtedy, to ostatecznie On stanie się wszystkim i to nie dlatego, że On byłby wszystkim, co pozostanie, ale dlatego, że naprawdę jest wszystkim czego chcę i potrzebuję.

Staję się coraz mniejszy i mniejszy. Moje ślady w tym życiu stale coraz bardziej maleją. Bóg Ojciec staje się z każdym dniem coraz większy, obszerniejszy. Gdybym po prostu znikł nagle z tego świata, okrzyki radości w Niebie odbijałyby się echem w Jego Stworzeniu.

Troszczę się o postawy serc dzieci Ojca i to jest prawdziwy cel tego, co razem robimy; wspólnie tworzymy po to, aby karmić serca i życie innych ludzi.

Już nie należę do tego świata, tymczasowego miejsca okaleczonego z rozkazu Adama przez Kłamcę. Sam Ojciec wyprowadza mnie do Ogrodu Życia i pomaga mi jeszcze więcej przekazać z tego życia. Są to rzeczy, o których nigdy wcześniej ani nie pomyślałem sam z siebie ani nie mogłem wiedzieć, że zostaną mi dane. Kocham Go za tą oczyszczającą wolność.

Choć jestem na tym świecie i Ojciec pomaga mi w tym, żyję tak jak Szadrach, Meszach i Abednego. Nie boję się niczego i wierzę w uwolnienie Ojca. Mimo, że z jakiegoś powodu nie jestem jeszcze uwolniony, ciągle wierzę Temu, który kocha mnie mimo wszystko. Na końcu, będę całkowicie przebywał w Jego Obecności.

Interesujące jest dla mnie to, że wydaje się istnieć pewna równowaga między trzymaniem się tego świata a trzymaniem w uścisku Niebios, dlatego też świadomie i dobrowolnie coraz bardziej zgadzam się na to, aby opuszczać ten świat. To, czego chcę to Bóg Ojciec w pełni, całkowicie, intymnie i zupełnie.

Jest tak ogromna ilość poziomów kłamstw, którymi byliśmy karmieni przez Kłamcę – tak wiele. Odkryłem, że walka z nimi to idiotyzm, lecz wielką mądrością jest podążać za Bogiem Ojcem, który wyprowadza z nich. Nie ma takiej przemiany, którą zawdzięczałbym swoim zdolnościom, lecz zawsze każda z nich jest darem miłości Boga Ojca.

Codzienne rozważania_26.09.2017

Kazn 2:12-17
I ZNOWU ZACZĄŁEM ROZMYŚLAĆ NAD MĄDROŚCIĄ, SZALEŃSTWEM I GŁUPOTĄ, BO CÓŻ INNEGO CZYNI CZŁOWIEK, KTÓRY JEST NASTĘPCĄ KRÓLA, JEŚLI NIE TO, CO JUŻ DAWNIEJ CZYNIONO.
I STWIERDZIŁEM, ŻE MĄDROŚĆ GÓRUJE NAD GŁUPOTĄ TAK, JAK ŚWIATŁOŚĆ GÓRUJE NAD CIEMNOŚCIĄ.
MĘDRZEC MA OCZY W GŁOWIE, A GŁUPIEC CHODZI W CIEMNOŚCI; LECZ POZNAŁEM I TO, ŻE CO SPOTYKA JEDNEGO, SPOTYKA WSZYSTKICH.
WTEDY POMYŚLAŁEM W SWOIM SERCU: CO SPOTYKA GŁUPCA TO I MNIE SPOTYKA. DLACZEGO WIĘC JESTEM MĄDRY, SKORO NIE DAJE TO KORZYŚCI? I POWIEDZIAŁEM DO SIEBIE, ŻE RÓWNIEŻ TO JEST MARNOŚCIĄ.
BO PAMIĘĆ PO MĘDRCU JAK I PO GŁUPCU NIE POZOSTANIE NA WIEKI, PONIEWAŻ W PRZYSZŁOŚCI ZAPOMNI SIĘ O WSZYSTKIM.
I TAK ZNIENAWIDZIŁEM ŻYCIE, GDYŻ NIE PODOBAŁ MI SIĘ BIEG RZECZY POD SŁOŃCEM; WSZYSTKO BOWIEM JEST MARNOŚCIĄ I GONITWĄ ZA WIATREM.

Salomon wiedział, że zdecydowanie przewyższa większość ludzi w każdej dziedzinie życia. Jego następca może będzie mu równy, lecz nigdy go nie przewyższy. Kiedy patrzył na świat widział w nim mądrość taką jaką on sam miał, jak również szaleństwo i głupotę. Widział ostateczną wyższość pierwszej. W końcu mądry człowiek jest w stanie przewidzieć pewne sprawy i zgodnie z tym dokonać wyboru. Tym sposobem unika zbytecznych cierpień i zyskuje pewną dozę szczęścia. Natomiast głupiec, wręcz przeciwnie – zaledwie jest w stanie na oślep wymacać drogę przez życie i szczęście spotyka go jedynie przypadkiem. Nietrudno zauważyć, która z tych ścieżek jest godniejsza wyboru. Jednak korzyść jaką odnosi człowiek mądry nie trwa długo. Przeznaczeniem jednych i drugich, tak mądrych, jak głupców jest taki sam koniec. Jaki więc sens dążyć do tego, by być na szczycie? Pogoń za najlepszą posadą, typowa dla świeżo upieczonych absolwentów wyższych uczelni jest czymś nieskończenie głupim. Nawet w ludzkiej pamięci mądry nie żyje dłużej niż głupi.
Niezależnie od tego jak bardzo różniło się ich życie obaj szybko umierają i odchodzą w zapomnienie. To odkrycie napełniło serce Salomona goryczą. Wszystko nad czym się trudził było pozbawione sensu. Jego wszelkie wysiłki okazały się w końcu stratą czasu. Ci, którzy mają w tym życiu z takiego czy innego powodu wysoką pozycję, nie mają z niej korzyści. Wszystko, co czynimy jest marnością, to gonitwa za wiatrem. Wyższość nie jest kluczem do życia.

Życzę błogosławionego czasu.

Codzienne rozważania_23.09.2017

 

Ks. Kaznodziei Salomona 2:1-11.
POWIEDZIAŁEM SOBIE: NUŻE! POPRÓBUJ RADOŚCI I UŻYJ SOBIE! LECZ RÓWNIEŻ TO BYŁO MARNOŚCIĄ.
O ŚMIECHU POWIEDZIAŁEM: TO SZALEŃSTWO! A O RADOŚCI: CÓŻ ONA DAJE?
UMYŚLIŁEM SOBIE, ŻE POKRZEPIĘ SWOJE CIAŁO WINEM, LECZ TAK ABY MOJE SERCE MĄDRZE MNIE PROWADZIŁO, I ŻE BĘDĘ SIĘ TRZYMAŁ GŁUPOTY, AŻ ZOBACZĘ, CO DOBREGO MAJĄ SYNOWIE LUDZCY CZYNIĆ POD NIEBEM W CIĄGU KRÓTKIEGO CZASU SWOJEGO ŻYCIA.
PODJĄŁEM WIELKIE DZIEŁA: WYBUDOWAŁEM SOBIE DOMY, ZASADZIŁEM SOBIE WINNICE, ZAŁOŻYŁEM SOBIE OGRODY I PARKI I ZASADZIŁEM W NICH RÓŻNEGO RODZAJU DRZEWA OWOCOWE. URZĄDZIŁEM SOBIE STAWY Z WODĄ, ABY Z NICH NAWADNIAĆ LAS ROSNĄCYCH DRZEW. NABYŁEM SOBIE SŁUGI I SŁUŻEBNICE, MIAŁEM TEŻ NIEWOLNIKÓW URODZONYCH W DOMU. NADTO MIAŁEM STADA WOŁÓW I OWIEC, WIĘCEJ NIŻ WSZYSCY, KTÓRZY BYLI PRZEDE MNĄ W JERUZALEMIE.
NAGROMADZIŁEM SOBIE TEŻ SREBRA I ZŁOTA, NADTO SKARBÓW KRÓLÓW I KRAJÓW; WYSTARAŁEM SIĘ O ŚPIEWAKÓW I ŚPIEWACZKI, I O TO, CZYM SYNOWIE LUDZCY SIĘ ROZKOSZUJĄ, MNÓSTWO KOBIET.
I TAK STAŁEM SIĘ WIELKI, I PRZEWYŻSZAŁEM WSZYSTKICH, KTÓRZY BYLI BYLI PRZEDE MNĄ W JERUZALEMIE; NADTO POZOSTAŁA MI MĄDROŚĆ.
I NICZEGO, CZEGO ZAPRAGNĘŁY MOJE OCZY, NIE ODMAWIAŁEM IM; NIE WZBRANIAŁEM MOJEMU SERCU ŻADNEGO WESELA, OWSZEM MOJE SERCE RADOWAŁO SIĘ Z WSZELKIEGO MOJEGO TRUDU. I TAKA BYŁA MOJA NAGRODA ZA WSZELKI MÓJ TRUD.
POTEM ZWRÓCIŁEM UWAGĄ NA WSZYSTKIE MOJE DZIEŁA, KTÓRYCH DOKONAŁY MOJE RĘCE, I NA MÓJ TRUD, KTÓRY WŁOŻYŁEM W PRACĘ. I OTO: WSZYSTKO JEST MARNOŚCIĄ I GONITWĄ ZA WIATREM I NIE DAJE ŻADNEGO POŻYTKU POD SŁOŃCEM.

Salomon pisze tu o dogadzaniu samemu sobie, szukając źródła całkowitej satysfakcji. Nie rzuca się na oślep w wir życiowych przyjemności, lecz prowadzi swe dociekania dokładnie i starannie. Rzeczywiście, jego odkrycia tylko na chwilę przyniosły mu trochę szczęścia. Dały mu krótkotrwałe poczucie spełnienia. Gdy zatrzymał się by dokonać przeglądu prawdziwych rezultatów, był zmuszony przyznać, że ścieżka przyjemności nie dała mu żadnego trwałego zysku. Nie była to ścieżka wiodąca do trwałego zadowolenia. Jakich przyjemności próbował? Cały swój czas spędzał na poszukiwaniu czegoś nowego. Przeszedł długą drogę nowych przeżyć – zaznał uciechy, zadowolenia, śmiechu, pijaństwa, mądrości i głupoty. Stał się posiadaczem mnóstwa nowych rzeczy – domów, winnic, ogrodów, sadów, królewskich skarbów, chórów oraz każdego innego rodzaju dobra, jakie tylko można sobie wyobrazić, włączając w to wielkie instrumenty muzyczne. Wielu ludzi spośród tych, którzy wybrali drogę pobłażania swoim zachciankom, morze jedynie marzyć o tym, co chcieliby mieć. Salomon nie cierpiał z powodu ograniczeń. Jego wielkość pozwała mu na spełnienie każdego kaprysu i posiadanie wszystkiego, na co tylko zwrócił swe oko. Pogoń za przyjemnością nie oznaczała, że zaprzestał używania intelektu. Połączenie tych dwóch kluczy nie otworzyło nie otworzyło przed nim tajemnicy znaczenia życia, ani też nic z tego, co posiadał nie uwolniło go od przekonania, że wszelkie jego zabiegi są stratą czasu i w rezultacie nie osiągnął niczego. Ścieżka intelektu i ścieżka przyjemności nie sprowadziły go ze ścieżki marności.
Życzę błogosławionego czasu.