Codzienne rozważania_31.03.2016

Hurynowicz_rozwazania

Mk 10:51-52.
A JEZUS, ODEZWAWSZY SIĘ, RZEKŁ MU: CO CHCESZ, ABYM CI UCZYNIŁ? A ŚLEPY ODRZEKŁ MU: MISTRZU! ABYM PRZEJRZAŁ. TEDY MU RZEKŁ JEZUS: IDŹ, WIARA TWOJA UZDROWIŁA CIĘ. I WNET ODZYSKAŁ WZROK, I SZEDŁ ZA NIM DROGĄ.

Bartymeusz był ślepy cieleśnie, ale nie duchowo. Oczy jego poznania były szeroko otwarte. Widział rzeczy, których całe zastępy uczonych w Piśmie i faryzeuszy nigdy nie zobaczyły. Bartymeusz nie był świadkiem żadnego z potężnych cudów Pana Jezusa. Nie miał możliwości zobaczenia, jak wzbudza zmarłych słowem, jak uzdrawia trędowatych dotknięciem swej ręki. Ślepota całkowicie pozbawiła go tych wszystkich przywilejów. Ale słyszał świadectwa mówiące o potężnych czynach Pana Jezusa, i uwierzył, że będzie w stanie i jego uzdrowić. Kiedy Pan Jezus zbliżył się do niego, Bartymeusz krzyknął: „Jezusie, Synu Dawida! Zmiłuj się nade mną!” Módlmy się i dążmy do tego, by mieć podobnie cenną wiarę. My również nie widzieliśmy Jezusa naszymi cielesnymi oczami, ale w Ewangeliach odnajdujemy świadectwa mówiące o Jego mocy, łasce i gotowości by zbawić. Bartymeusz, gdy zaczął wołać wiele osób gromiło go, aby milczał, lecz on tym więcej wołał: „Synu Dawida! Zmiłuj się nade mną”. Nie zważał na to, że jego natarczywość mogłaby skłonić innych do wyśmiewania go. I wreszcie spełniło się pragnienie jego serca i odzyskał wzrok. Mamy tutaj żywą ilustrację skutków, jakie powinna wywołać łaska Chrystusa w życiu tych, którzy jej zakosztowali. Powinna uczynić z nich naśladowców Chrystusa w tym życiu i przyciągnąć ich z potężną siłą na drogę świętości. Czy możemy powiedzieć: Jedno wiem, byłem ślepy a teraz widzę?
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_30.03.2016

Hurynowicz_rozwazania

Mk 10:45.
ALBOWIEM SYN CZŁOWIECZY NIE PRZYSZEDŁ ABY MU SŁUŻONO, LECZ ABY SŁUŻYĆ I ODDAĆ SWE ŻYCIE NA OKUP ZA WIELU.

Słowa te powinny być przechowywane w umysłach wszystkich prawdziwych chrześcijan. Jest to jeden ze sprawdzianów, dowodzących w sposób nie do odparcia zastępczego, przebłagalnego charakteru śmierci Chrystusa. Jego śmierć nie była zwykłą śmiercią, jak śmierć jakiegoś męczennika. Była ona publicznym spłaceniem przez Chrystusa długu, który miała grzeszna ludzkość wobec Boga. Była ona okupem, który miała grzeszna ludzkość wobec Boga. Była ona złożonym okupem, by uwolnić grzeszników związanych łańcuchami grzechów. Poprzez swoją śmierć Jezus dokonał całkowitego zadośćuczynienia za niezliczone ludzkie występki. On na własnym ciele, zaniósł nasze grzechy na krzyż. Bóg obciążył go winą za nasze nieprawości. Kiedy cierpiał, cierpiał za nas. Gdy zawisł na krzyżu, wisiał tam jako zastępcza ofiara złożona za nas. Gdy zmarł, zmarł za nas. Jego przelana krew była ceną, jaką zapłacił za nas. Niechaj wszyscy, którzy ufają Chrystusowi nabiorą pociechy z tej myśli, że budują swe życie na pewnym fundamencie. Jesteśmy grzesznikami ale Jezus wziął na siebie nasze grzechy. Jesteśmy ubogimi i bezsilnymi dłużnikami, ale Chrystus zapłacił nasze długi. Wszyscy zasługujemy na wrzucenie na zawsze do piekła, ale Jezus zapłacił za nas całkowity okup. Drzwi są szeroko otwarte. Więźniowie mogą wyjść na wolność. Obyśmy wszyscy znali ten przywilej z doświadczenia i kroczyli w wolności dzieci Boga.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_28.03.2016

Hurynowicz_rozwazania

Mk 10:33-34.
OTO IDZIEMY DO JEROZOLIMY, A SYN CZŁOWIECZY BĘDZIE WYDANY ARCYKAPŁANOM I UCZONYM W PIŚMIE I OSĄDZĄ GO NA ŚMIERĆ, I WYDADZĄ GO POGANOM, I BĘDĄ GO WYŚMIEWAĆ I PLUĆ NA NIEGO, UBICZUJĄ GO I ZABIJĄ, LECZ PO TRZECH DNIACH ZMARTWYCHWSTANIE.

Pan Jezus spokojnie i świadomie mówi swoim uczniom o czekającej Go w Jerozolimie męce niczego nie ukrywając. W śmierci Pana Jezusa nie ma niczego, co nie zostało przewidziane, albo na co On nie wyraził zgody. Była ona rezultatem Jego wolnego, zdecydowanego i świadomego wyboru. Od samego początku służby widział przed sobą krzyż i był gotów by cierpieć. Wiedział, że śmierć Jego jest konieczna ponieważ pojedna człowieka z Bogiem. Dlatego też w wyznaczonym czasie przyszedł jako wierny zastępca, dotrzymał swego słowa i zmarł za nasze grzechy na Golgocie.
Zawsze błogosławmy Boga za to, że Ewangelia przedstawia nam takiego Zbawiciela: wiernego względem warunków przymierza, gotowego cierpieć, gotowego zostać poczytanym za grzech i przekleństwo w naszym zastępstwie. Nigdy nie wątpmy, że ten, kto wypełnił swe zobowiązania dotyczące cierpienia, wypełni także swoje zobowiązanie i zbawi tych, którzy do niego przychodzą. Przyjmijmy go chętnie jako Odkupiciela i Orędownika. Również chętnie oddajmy samych siebie i wszystko co mamy dla jego służby. Jeśli Chrystus z radością umarł za nas, zrozumiałe jest oczekiwanie, że chrześcijanie będą żyć dla Niego.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Cuda są koniecznością

Logo Strom
Andrew Strom
W ciągu ostatnich lat moja strona i ta lista subskrypcyjna stały się znane z tego, że głównie głoszona jest pokuta oraz sprzeciw zwiedzeniu. W takich czasach jakie teraz mamy jest to oczywiście konieczne, lecz są również pewne negatywne strony tego. Zauważyłem, że gdy ludzie za bardzo koncentrują się na niebezpieczeństwie zwiedzenia
to mają tendencję do tego, aby iść w skrajność w przeciwnym kierunku i boją się konfrontacji z przeciwnikiem i wszystkiego co cudowne – stają się podejrzliwi, gdy cokolwiek „w mocy” się stanie. Zapominają o tym, że Bóg jest skrajnie „nadnaturalnym” Bogiem. Zapominają o tym, że ewangelii muszą towarzyszyć uzdrowienia i cuda – potężne demonstracje mocy Ducha.

Faktem jest, że nawet jeśli głosimy z potężnym przekonaniem, bez cudów, muszą wątpić w to, czy rzeczywiście prezentujemy prawdziwe nowotestamentowe chrześcijaństwo. Jestem bezwzględnie przekonany o tym, że musi być zarówno „słowo” jak i widzialne demonstracje Bożej mocy. Tak, jak to było w czasach Dziejów Apostolskich.

W roku 1947 Smith Wigglesworth przekazał prorocze, mówiące o tym, że „zejdą się razem ci, którzy kładą nacisk an słowo i ci, którzy naciskają na Ducha”. Powiedział: „Gdy Słowo i Duch zejdą się razem, wtedy nastąpi największe poruszenie Ducha Świętego a tym narodzie, a w rzeczywistości największe jakie świat widział. Będzie to znakiem przebudzenia, które przyćmi wszystko, czego byliśmy świadkami między tymi wybrzeżami (chodzi o Amerykę Płn – przyp. dłum.), nawet przebudzenia walijskie i wesleyańskie.

Oto jest – SŁOWO i DUCH połączone.
Pozwólcie, że zadam proste pytanie: „Co ludzie 'widzieli”, zbliżając się do służby Jezusa? Widzieli proste, przenikające głoszenie ewangelii oraz demonstrację „królestwa” przy pomocy uzdrowień i cudów. Zasadniczo właśnie to widzieli. Co „widzieli” ludzie w służbie apostołów i ewangelistów z czasów Dziejów Apostolskich? To samo. Namaszczoną, przenikającą ewangelię i potężne demonstracje mocy Bożej – razem. Tak naprawdę, to powinniśmy zadać sobie pytanie: Czy jest możliwe głoszenie ewangelii (w pełnym, nowotestamentowym sensie) bez uzdrowień i cudów?  Jeśli mamy być rzeczywiście biblijni, z pewnością odpowiedź musi brzmieć: „NIE, NIE MOŻNA”. Jest to tak pomyślane, że muszą iść ze sobą w parze.

Kolejne pytanie: Czemu wypędzanie demonów jest tak ważne dla demonstrowania „królestwa”? Tak – czy istnieje lepszy sposób pokazania AUTORYTETU, jaki jest w tym imieniu i królowania Jezusa Chrystusa. Nawet demony muszą Mu być posłuszne! Nagle, gdy demony są wypędzany na ich oczach, wszyscy widzą to ponad wszelką wątpliwość. Miałem okazję oglądać to jako nastolatek, zanim zostałem prawdziwym chrześcijaninem. Kiedy demony wychodził, ten człowiek wrzeszczał i wił się – tak jak w Biblii. Jaki to miało na mnie wpływ? PRZEKONANIE! Nagle wszystko stało się „rzeczywiście prawdziew” Miałem wrażenie, że pędzę do Boga i poddaję się Mu od ręki.

Dlatego muszę kwestionować wypędzanie demonów „gdzieś tam”, w jakimś „tylnym pomieszczeniu”. Zwróć uwagę na to, że Jezus tego nigdy nie robił. On wypędzał demony PUBLICZNIE, aby dowodzić prawdziwości 'królestwa’ i aby Bóg było uwielbiony. Zwróć tez uwagę na to, że uwalnianie było krótkie i raczej zdecydowane.

Przyjaciele, musimy zobaczyć właśnie takie „połączenie Słowa i Ducha” w naszych czasach. Dlatego też jestem tak zachęcony ostatnim rozwojem, nawet w moim własnym życiu. Właśnie kilka dni temu byłem w szpitalu, aby modlić się o kobietę czekającą na operację żołądka ze wszelkimi możliwymi komplikacjami; w bardzo złym stanie. Została jednak natychmiast uzdrowiona w potężnym imieniu JEZUSA!

Wierzę w to, że zbliżamy się do „nowego okresu”, gdy tego rodzaju rzeczy staną się 'normalne’ każdego dnia. Tak ja to widzę i wspaniałe jest to, że okazuje się, że możemy to przekazać również innym. Jestem przekonany, że tak będzie wyglądała służba „całego ciała”, gdzie każdy chrześcijanin będzie wychodził na zewnątrz, uzdrawiając chorych, wypędzając demony i głosząc wspaniałą ewangelię. Kończą się czasy, które cechowały się tym, że jeden człowiek prowadził cała „bandę”.
Chwała Jezusowi!

Dużo błogosławieństw dla wszystkich
Andrew Strom.

Dwa dobre drzewa w Ogrodzie

Zadał mi ktoś ostatnio dobre pytanie: Po co, u licha, było Drzewo Poznania Dobra i Zła w Ogrodzie, skoro było złe? Czy ogród nie był doskonały?

Zmusił mnie do myślenia! (Uwielbiam, gdy tak się dzieje!)

Poznanie dobra i zła jest świetne, lecz jest nędznym sposobem na prowadzenie życia. Słabo się nadaje na Pierwsze Miejsce w moim życiu.

Podejrzewam, że gdyby Adam i Ewa NAJPIERW zjedli owoc z drzewa życia (co mieli zrobić), zrozumieliby jak właściwie korzystać drzewa poznania dobra i zła. Takie poznanie, zakorzenione w Życiu, byłoby użyteczne.

Patrzę na tą scenę tak, jakby przedstawiała wybór tego Jak Zamierzam Żyć. Czy zamierzam karmić się tym, co przynosi życie? Czy też zamierzam karmić się regułami: słuszne & niesłuszne, dobre i złe, posłuszeństwo & nieposłuszeństwo. Jaka zasada jest fundamentem mojego życia.

Za każdym razem, gdy budują swoje życie na wiedzy, jestem w kłopotach. Paweł napisał, że „poznanie/wiedza nadyma”. Nie napisał: „poznanie grzechu nadyma” czy „wiedza o popularnych filmach nadyma”. Sama wiedza/poznanie – jeśli jest fundamentem mojego świata – wpędza mnie w problemy.

Co gorsza, jeśli buduję swoje życie na osądzaniu tego, co jest dobre, a co złe, mam jeszcze większy problem. Przyjdzie na to właściwy dzień, a my odgrywamy w tym pewną (mniejszą) rolę, lecz jest to szkaradny fundament dla mojego życia.

Z drugiej strony: jeśli buduję swoje życie na tym, co daje życia – moje i tych wokół mnie – to poznanie tego, co dobre i złe ma swoje miejsce. W takiej sytuacji poznanie dobra i zła może być wykorzystanie do niesienia życia.

Prawo Ducha, który daje Życie w Chrystusie Jezusie

Prawo Ducha, który daje Życie w Chrystusie
Jezusie uwolniło mnie od prawa grzechu i śmierci

W czasach nowotestamentowych największym zagrożeniem dla Nowego Przymierza była „Partia Obrzezania”, znana też jako judaiści. Usiłowali ściągnąć wierzących Nowego Przymierza z powrotem do więzów starotestamentowego prawa.

Dzieje się to ciągle i dziś

W społecznościowych mediach i w każdym zborze są ludzie pracujący nad tym, aby przeciągnąć wierzących, żyjących w wolności, z powrotem pod jarzmo Zakonu. Czasami są świadomi tego, że sprowadzają ludzi pod jarzmo Zakonu. Przeważnie jednak nie wiedzą o tym, że są narzędziem do wiązania: są po prostu zafascynowani tym, co mogą ROBIĆ, co w Biblii zostało określone jako bycie w przymierzu z Bogiem. Ekscytują się swoimi uczynkami.

Obecnie nie chodzi już o obrzezanie. Współcześni judaizujący wydają się najczęściej być bardziej skupieni na starotestamentowych przepisach dietetycznych oraz świętach. Mówią: „Zachowujcie przykazania Ojca!” oraz „Jezus przestrzegał tych praw”.

W wygodny dla siebie sposób pomijają fakt, że w czasie, gdy Jezus chodził po ziemi Stary Testament nadal obowiązywał. Tak więc, przeważnie przestrzegał tych praw. Nowe Przymierze nie miało miejsca aż do chwili Zmartwychwstania, a Stare Przymierze został całkowicie unicestwione wraz ze zburzeniem Jerozolimy w 70 roku (jak zostało to zapowiedziane).

Continue reading →

Codzienne rozważania_27.03.2016

Hurynowicz_rozwazania

Mk 10:17 i 21-23.
A GDY SIĘ WYBIERAŁ W DROGĘ, PRZYBIEGŁ KTOŚ, UPADŁ PRZED NIM NA KOLANA I ZAPYTAŁ GO: NAUCZYCIELU DOBRY! CO MAM CZYNIĆ, ABY ODZIEDZICZYĆ ŻYWOT WIECZNY?  …
WTEDY JEZUS SPOJRZAŁ NAŃ Z MIŁOŚCIĄ I RZEKŁ MU: JEDNEGO CI BRAK; IDŹ SPRZEDAJ WSZYSTKO, CO MASZ, I ROZDAJ UBOGIM, A BĘDZIESZ MIAŁ SKARB W NIEBIE, PO CZYM PRZYJDŹ I NAŚLADUJ MNIE.
A TEN NA TO SŁOWO SPOSĘPNIAŁ I ODSZEDŁ ZASMUCONY, ALBOWIEM MIAŁ WIELE NAMIĘTNOŚCI.

Ujawniona tu duchowa ślepota jest bardzo powszechna. Rzesze nominalnych chrześcijan nie mają pojęcia o własnej grzeszności i o tym, że są winni w Bożych oczach. Pochlebiają sobie mówiąc, że nigdy nie zrobili nic niegodziwego. Zapominają o świętej naturze Boga, z którym mają do czynienia. Zapominają jak często w gniewie czy w wyobraźni łamali Jego prawo, nawet jeśli ich zewnętrzne postępowanie było właściwe. Są przekonani o własnej sprawiedliwości. Podobnie jak Kościół w Laodycei mówią sobie: „Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję” (Obj. 3:17). Prowadzą życie zadowoleni z siebie i zadowoleni z siebie umrą. Strzeżmy się takiego stanu umysłu. Dopóki myślimy, że potrafimy przestrzegać Bożego prawa, Chrystus nie może nic dla nas zrobić. Módlmy się o samych siebie prosząc Ducha Świętego, by przekonał nas o grzechu, by pokazał nam nasze własne serce, by pokazał nam świętość Boga i by objawił nam, że potrzebujemy Chrystusa. Szczęśliwy ten, kto zna z własnego doświadczenia słowa ap. Pawła: „I ja żyłem niegdyś bez zakonu, lecz gdy przyszło przykazanie, grzech ożył, a ja umarłem” (Rzym. 7:9-10). Nieznajomość prawa i Ewangelii idą w parze. Człowiek, którego oczy zostały otwarte nad duchowe znaczenie przykazań, nie spocznie, póki nie znajdzie Chrystusa. Ten młody człowiek, mimo wyrażanego pragnienia osiągnięcia życia wiecznego, umiłował bardziej majętność niż swoją duszę. Nie zapominajmy o tym, że Jezus okazuje miłość i współczucie dla dusz bezbożnych ludzi.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.