Parada

Gary Bixler.

W ogóle nie jesteśmy uczeni ewangelii. Siedzimy w ławkach naszych wygodnych kościołów i żyjemy pełnią życia owoców pobłażania sobie oraz egoistycznych celów i marzeń. Wzywamy imienia Jezusa jakbyśmy byli Jego ludem, a jednak nie wydajemy żadnego z owoców Jego Ducha, nie demonstrujemy Jego mocy i okazujemy niewiele Jego miłości i świętości. Głosimy Chrystusa, ale nie żyjemy Chrystusem. Szukamy Go, a jednak nie znajdujemy. Jest nam obcy, jest wielką tajemnicą, którą czcimy z dala, ponieważ zostaliśmy nauczeni takiej ewangelii i podążamy za ewangelią, która wcale ewangelią nie jest.

Taka 'ewangelia' (która nie jest ewangelią) niczego nie wymaga. Jest to ewangelia łatwa, pełna pragnień dobrego życia, pełna pragnień szczęścia, bezpieczeństwa i powodzenia. Jest to ewangelia, która mówi, że jesteśmy fajni, daje nam przyzwolenie na korzystanie z naszego bogactwa… Ta 'ewangelia' prowadzi nas w dół szeroką drogą ku zniszczeniu, ogromne tłumy spokojnie poruszają się wzdłuż wygodnego, szerokiego, wysadzanego drzewami po obu stronach bulwaru. Jest jasno oświetlony słońcem, po drodze grają zespoły, dzieci idą z balonikami, klowni brykają, żonglują i dobosze grają. Ta gigantyczna parada napędza się sama, jest świetnie zorganizowana i prowadzona przez czarującą grupę mężczyzn i kobiet ozdobionych najlepszymi uniformami. Za sceną znajdują się wyszkoleni technicy, zapewniający, aby tylko najlepsze obrazy dostały się do kamer a każdy artysta tego spektakularnego wydarzenia wykonywał swoją robotę tak, aby widzowie i wszyscy obserwatorzy dobrze się bawili. Są też siły porządkowe w prostych strojach, gotowi do zajęcia się cichaczem każdym dziwacznym zachowaniem czy zakłóceniem porządku, ponieważ parada musi trwać niezakłócona przez jakiekolwiek niewłaściwe czy nieprzyzwoite zachowania.

Ta 'ewangelia' nie jest ewangelią, jest sportowym widowiskiem. Jest to parada, która co tydzień jest uważnie przygotowywana przez najlepiej płatne umysły w kościołach; przez tych najbardziej utalentowanych, aby to wszystko poskładać razem i stworzyć najlepszy możliwy show. Zostali wynajęci przez uczestników, właśnie przez te tłumy, po to, aby im się podobało, aby zapracowali na swoje wypłaty, zapewniając, że wszystko pójdzie dobrze, aby wszystko płynęło, tłum był poruszony, aby wszystko było zbudowane wokół jakiegoś tematu, z którego wypływa wspaniały wniosek. Aby muzyka z tym współdziałała i słowo doprowadziło do szczytu, co postawi widownię na nogi z nową energią życiową i zachętą na nadchodzący tydzień, aby mogli trzymać się swej 'ewangelii' aż do następnej parady.

Są też mniejsze parady w telewizji, aby ci wierni mogli mogli otrzymać swoją porcję energii życiowej i wzmocnienia na dalszą drogę nawet w środku tygodnia. Celem tych pokazów jest wypełnienie dziury między terminami parad w ich rodzinnych miasteczkach. To świetne sety pokazujące uśmiechniętych ludzi o scenariuszach pełnych 'ewangelii', która nie jest ewangelią. Widzowie oglądają uwielbiających ludzi, słyszą paradną muzykę wykonywaną przez tych samych ludzi, którzy śpiewają i tańczą na prawdziwych paradach. Czasami ktoś próbuje nadawać show, na który składa się inna ewangelia z jakimiś brzydkimi i przykrymi rzeczami, głosi jakąś mniejszą wiarę, już nie tak bardzo pozytywną, lecz te widowiska szybko padają, ponieważ nie przyciągają tak bardzo widzów. Dla producentów problem rozwiązują wskaźniki oglądalności.

Niestety, ku ich wielkiemu zmieszaniu, Jezus Chrystus, Pan Swego Kościoła, nie ma czasu na parady, On nie ogląda telewizji, jest na to zbyt zajęty. Jest na Wąskiej, a nie na Broadway (Broad Way to Szeroka droga – przyp.tłum.), Drodze. Pan jest na pomniejszych drogach i małych uliczkach, zajęty uzdrawianiem złamanych serc, ludzi chorych, ślepych i kulawych. Jego czas jest zajęty udziałem w małych grupach uczniów, którzy szczerze Go potrzebują, jest z tymi, którzy cierpią, są w więzieniu, w bólu, na kolanach w udręce i potrzebie. Jest z tymi, którzy idą za Nim w każdej chwili i polegają na Jego miłości i sile, na mocy Jego Ducha, że przeprowadzi ich przez cały dzień. Jest blisko tych, którzy mają złamanego ducha, i którzy nie mają własnego wdzięku i show-maństwa, nadających się do paradowania.

Chrystus jest z tymi, którzy Go potrzebują, a nie z pozostałymi. Przeważnie wierni są ubodzy i nieznaczący w oczach świata. Ta parada przechodzi daleko od ich miast, nawet da się słyszeć odległe bębny. Czasami ktoś się udaje na tą paradę, lecz ochrona zatrzymuje ich, zanim choćby na moment zajrzą, a to dlatego, że nie są właściwie ubrani i w oczywisty sposób widać, że nie mieszczą się w ramach 'docelowego rynku'. Mogą sobie włączyć telewizję i zobaczyć jedną z mniejszych parad, lecz czują się przez to tylko jeszcze gorzej, a skoro nie biorą udziału we wspaniałym życiu, więc wyłączają TV.

W erze tej parady tylko Jezus jest z ubogimi w duchu. Pragną sprawiedliwości, a nie zabawiania, tęsknią za Chrystusem i chcą znać społeczność Jego cierpienia, aby mogli mieć udział w mocy zmartwychwstania Jego. Niosą krzyż każdego dnia, co jest znakiem życia Jezusa w nich, lecz to powoduje, że są raczej nie do zaakceptowania i nieatrakcyjni dla uczestników parady i obserwujących tłumów. To dlatego już dawno temu krzyż został zakazany na paradach, choć wolno go jeszcze dyskretnie umieszczać na budynkach po drodze.

Jezus mówi do wielu z tego tłumu i do niektórych artystów z parady, lecz jest im tak trudno usłyszeć coś poza hałasem zespołów i odgłosów nieustannego trwającego przedstawienia. Stale rozpraszani, wracają do tego co dla nich łatwe, do pocieszających wersów i spokoju, do wygodnej 'ewangelii'. Jezus rezygnuje i wraca do Swych skromnych ludzi na Wąskiej Drodze.

Parada trwa nadal. Być może dopiero wtedy, gdy uderzą ubóstwo, choroba, przerażenie wojną czy życiowe tragedie, zatrzymają paradę, a być może okaże się, że gdy te rzeczy dotkną wystarczającą ilość ludzi z tłumu to zaczną spędzać zbyt wiele czasu na kolanach wołając o to, aby Bóg dał jeszcze jeden tydzień parady. Być może nie będzie wtedy parady w następnym tygodniu. Wtedy Jezus może przyjdzie, zbliży się do tych cierpiących i samotnych, oni będą słuchać i usłyszą Jego głos miłości i miłosierdzia a On zabierze ich na Wąską Drogę, aby przyłączyli się do tych, którzy są na Drodze Miłości. Wtedy będą radośni w ucisku, znajdą moc do życia w cierpieniu, doświadczą Mocy Zmartwychwstania w swoim życiu i razem z wiernymi porzucą swoją życiową paradę.

Być może trzeba podjąć decyzję, aby opuścić paradę i pójść z Jezusem. Niewielu ją znajduję, powiedział Pan. Czy ty znajdziesz??

aracer.mobi

[Głosów: 1   Average: 5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.