Powrót do klasycznegochrześcijaństwa

Logo_Grady

21 lipca 2009
J. Lee Grady

Potrzebujemy głosów z przeszłości, takich jak: Andrew Murray, Corrie Ten Boom i Charles Spurgeon – aby pomogli nam znaleźć drogę ku przyszłości.

W czasie odwiedziny moich rodziców w Georgia, córki zapytały mnie czy mogą przesłuchać taśmy z nagraniami, które mój ojciec zrobił w 1962 roku, gdy miałem 4 lata. Więc, mój tato przetrząsnął kilka szuflad i znalazł starą szpulę taśmy magnetofonowej, która, zdumiewające, była nietknięta. Poszedł następnie do garażu i znalazł stary magnetofon szpulowy, którego nikt z rodziny nie używał, chyba od czasów administracji Niksona.

Ku naszemu zdumieniu skrzypiąca taśma odtwarzała bez przerw i moje córki śmiały się, gdy usłyszały jak ja – z dziecinnym południowym akcentem – opowiadałem o wakacjach na Florydzie i wyprawach wędkarskich z dziadkiem. Po moim „wywiadzie”, usłyszeliśmy jeszcze starsze nagrania z 1956 roku, gdzie była rozmowa z mamą mojego dziadka, która zmarła przed moim urodzeniem.

Nie jesteśmy zainteresowani życiem, które może wymagać ofiary, cierpliwości, oczyszczania czy dyscypliny Pańskiej. Chcemy naszego błogosławieństwa… i chcemy go teraz!”

Niesamowite było usłyszeć jej głos. Nigdy wcześniej go nie słyszałem, a jednak brzmiał bardzo rodzinnie. Po tym krótkim fragmencie taśma kończyła się komentarzami moich pozostałych dziadków. Wszyscy zmarli w latach 1960-70. Ich głosy odgrzebały dawno zakopane wspomnienia.Te taśmy z przeszłości przypomniały mi kilka innych odległych głosów, których słuchałem ostatnio. Były to głosy zmarłych chrześcijan autorów klasycznych książek i pieśni, które pomału dziś zapominamy. Ich nazwiska pewnie jakoś tam są wam znane; Jonathan Edwards, John Wesley, Charles Finney, Catherine Booth, Andrew Murray, Evans Roberts, Charles Spurgeon, Fanny Crosby, E.M. Bounds, Watchman Nee, A.W. Tozer, William Seymour, A.B. Simpson, Corrie Ten Boom, Leonard Ravenhill, Fuchsia Pickett.

Oni wszyscy zostali okrzyknięci przebudzeniowcami (dosł.: „revivalists” – przyp.tłum.). Wszyscy rzucili wyzwanie chrześcijanom swego pokolenia, aby uchwycili się pokuty i pokory. Dobrze rozumieli rzeczywistość duchowej dojrzałości i głębię charakteru, do czego tylko nieliczni z nas dziś dążą. Gdy czytam ich słowa czuję się bardzo podobnie, jak po przesłuchaniu nagrań głosów moich dziadków ze starej taśmy. Czuję się jakbym wkraczał w rzeczywistość duchowości, która znajduje się na skraju zaniku.

Co było tajemnicą tych wielkich Chrześcijan, którzy zostawili swój spadek w swych książkach? Uważali oni pokorę, bezinteresowność i poświęcenie za szczytowe cnoty swej chrześcijańskiej przygody. Wzywali kościół do śmierci dla siebie, chciwości i ambicji, wiedzieli, co to znaczy nieść „ciężar” za zgubione dusze. Widzieli chwałę królestwa i domagali się całkowitego poddania, rzucali wyzwanie ludowi Bożemu, aby dążyli do posłuszeństwa, nawet jeśli to jest bolesne.

Nawet ich pieśni odzwierciedlaj poziom poświęcenia, który obcy jest dzisiejszemu uwielbieniu, często śpiewali o krzyżu i jego cudzie, ich uwielbienie skupiało się na krwi i jej mocy. Śpiewali słowa, które przenikały serce przekonaniem: Największy mój zysk uważam za stratę / gardzę wszelką moją pychą / Panie, uchowaj, abym się pysznił / bezpieczny jestem w śmierci Chrystusa, Mój Boże”.
W tak wielu kościołach dziś, krzyż nawet nie jest wspominany, unika się mowy o krwi, ponieważ nie chcemy urazić gości, a uwielbienie jest często tylko umiejętnym przedstawieniem, które wymaga mnóstwa rytmów i orkiestracji, lecz niewiele lub w ogóle istoty. Potrafimy produkować hałas, lecz często nie ma w tym serca,… i z pewnością nie ma łez.

W książkach, które chrześcijanie dziś kupują, nie znajdziesz wiele na temat złamania. Nie jesteśmy zainteresowani życiem, które może wymagać ofiary, cierpliwości, oczyszczania czy dyscypliny Pańskiej. Chcemy naszego błogosławieństwa… i chcemy go teraz! Szukamy więc chrześcijaństwa w rodzaju uduchowionego 'pomóż se sam', to jest szybkiego i bezbolesnego.

Biegniemy ku pustce, wydaje nam się, że jesteśmy wyszukani, lecz, podobnie jak wierzący z Laodycei, jesteśmy biedni, ślepi i nadzy. Musimy wrócić do naszej pierwszej miłości, lecz nie wiemy, skąd zacząć tą podróż

Te głosy z przeszłości wskażą nam drogę. Wróciłem ostatnio do czytania książek napisanych autorów takich jak: Ravenhill, Ten Boom, Murray oraz Spurgeon. Otworzyłem stare śpiewniki i ponownie odkryłem bogactwo pieśni, które wyrzuciłem wiele lat temu – ponieważ wydawało mi się, że to wszystko co stare, nie może utrzymać świeżego namaszczenia.

Teraz zdaję sobie sprawę z tego, że muszę kopać w poszukiwaniu tych zakopanych skarbów. Nigdy nie będziemy skuteczni w zdobywaniu naszego pokolenia, jeśli nie wrócimy do pokory, złamania, poświęcenia i bólów, które były dla naszych duchowych ojców elementami normalnego chrześcijaństwem.

J. Lee Grady jest wydawcą magazynu Charisma.

topodin.com

[Głosów: 2   Average: 5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.