Poznawanie Ducha Świętego_1

 

John Fenn

Tłum.: B.M.

Witam wszystkich,

To był jeden z tych gorących letnich, wilgotnych dni w północno-centralnej Indianie, kiedy we trójkę zdecydowaliśmy się na wolny weekend. David, Mike i ja pomyśleliśmy o poszerzeniu rodziny o Mike’a, czy Davida, wzięliśmy przyczepę kempingową nad jezioro, żeby móc uwielbiać, modlić się i ochrzcić siebie nawzajem. Każdy z nas został ochrzczony jako dziecko w poszczególnych denominacjach, w których został wychowany, ale żaden nie był ochrzczony od momentu uwierzenia w Jezusa, więc to był główny cel rekolekcji.

Nie tylko pamiętam sam fakt chrzczenia się nawzajem w brązowej wodzie jeziora Shafer/Freeman, ale również to, jak wchodziłem do wody z myślą, że przypomina mi ona tę na naszym podwórku po wylaniu ekologicznego szamba.

Niewiele pamiętam z głębokich dyskusji nad życiem i dokąd wtedy zmierzaliśmy będąc studentami koledżu, jednak to był pierwszy raz, gdy usłyszałem głos Pana Jezusa. Ojciec przemawiał do mnie wcześniej i znałem głos Ducha Świętego, ale głos Jezusa słyszałem po raz pierwszy.

Szczerze mówiąc, mam 2 inne tematy, które chciałbym poruszyć tutaj, ale nie mogłem uciec przed prowadzeniem Ojca w tym, co jest dla mnie bardzo prywatne i osobiste, a mianowicie, jak poznałem Ducha Świętego i zacząłem rozróżniać subtelności pomiędzy Ojcem, Jezusem a Duchem Świętym. Najkrócej rzecz ujmując, to jest moja podróż. Nie znam żadnego innego sposobu, aby nauczać, niż dzielić się doświadczeniami i Słowem, ale czuję się trochę obnażony i niewygodnie. Dziękuję, że to przeczytacie.

Powrót do wyjazdu – czystość serca

Ktoś puścił (Nancy) album Honeytree „Evergreen”, który mam na iPodzie i wciąż słucham, o czystości, pasji i miłości do Jezusa, który to charakteryzuje muzykę chrześcijańską lat 70-tych. Ostatnią piosenkę na jednej stronie pt. „Jestem twoim sługą” napisał nieżyjący już Larry Norman.

Zwykle uwielbiam na rękach i kolanach, twarzą do podłogi, z wyciągniętymi rękami do góry, wsłuchując się w swoją pasję i miłość do Ojca i Jezusa wylewając swojego ducha modląc się „w duchu”, jak nazwał to Jan w objawieniu 1:10 i 4:2, zupełnie nie zważając na to, co się dzieje wokół mnie.

Kim jestem?

Zrozum, że w tym momencie w moim życiu bardzo, bardzo chciałem być w służbie, ale miałem tak marny obraz siebie i brak pewności, że nie widziałem żadnego sposobu, żeby Pan kiedykolwiek chciał mnie użyć, nie mówiąc już o tym, w jaki sposób mógłby mnie użyć. Na zewnątrz wszystko wyglądało dobrze – byłem gwiazdą koszykarstwa w naszej małej wiejskiej szkole, zakochany w pięknej dziewczynie z dużego miasta, a tata był zobowiązany płacić za moje studia po rozwodzie. Życie było dobre. Miałem nawet pontiaka GTO z 1965 roku z tłumikami Thrush i skrzynią biegów Hurst – no i co, że spalał olej jak ropę West Texas – był głośny, szybki i mój własny.

Jednak w środku miałem słabe poczucie własnej wartości, byłem pełen wątpliwości, przekonany, że nie byłem wystarczająco dobry dla Boga – w rzeczywistości, co do jedynej rzeczy miałem pewność – swojego chodzenia z Ojcem, ale w czym byłem dobry dla Niego? I to był niedojrzały związek – kochałem Ojca po części dlatego, że był przy mnie, gdy mój ziemski tata odszedł, ale wciąż czułem się, jak niewystarczająco dobry syn swojego Ojca – przeniosłem negatywy z relacji mojej z ziemskim ojcem na relację z Ojcem w niebie.

Przemówił do mnie

Piosenka „Jestem twoim sługą” śledzi proces w sercu człowieka, o którym możesz przeczytać poniżej, a w tamtym czasie moje serce odzwierciedlało słowa piosenki (i jeszcze do dzisiaj brzmi prawdziwie).

„Jestem sługą. Słucham ze względu na swoje imię. Siedzę tu i czekam, patrzyłem na grę, w której gram, pozostałem taki sam. Gdy jesteś samotny, tylko siebie możesz winić. Jestem sługą, nasłuchuję wezwania, nie byłem wierny, więc siedzę tu w korytarzu. Jak On może mnie użyć, gdy nigdy nie oddałem wszystkiego? Jak On może wybrać mnie, kiedy wie, że szybko upadam?”

„Więc on karmi duszę moją, On sprawia, że wzrastam, chce, żebym wiedział, że mnie kocha. Jestem bezwartościowy, ale złożyłem przysięgę, że będę pokorny wobec Niego – Och, proszę, użyj mnie! Jestem samotny! Jestem sługą, przygotuj mnie, żeby nastąpiła przemiana w moim sercu. Nareszcie uczę się, ze nie ma odwrotu, gdy już raz się wystartuje. Życie jest przywilejem, miłość jest taką sztuką! Ale potrzebuję twojej pomocy, aby zacząć – Och, proszę oczyścić moje serce, jestem twoim sługą”.

Natychmiast po tym, jak zaśpiewałem ostatnie 4 słowa: „Jestem TWOIM sługą”, usłyszałem głos Jezusa wdzierający się do mojego uwielbienia, zbijający mnie zupełnie z tropu: „John! Kocham cię!” Byłem tak zaskoczony, słyszałem, jak Ojciec mówił do mnie wcześniej, ale nigdy Jezus. Wyjąkałem w odpowiedzi: „Ja, ja, ja też cię kocham Panie”. Jego odpowiedź była delikatna i nie taka głośna: „Idź do Jana 14:27”. Zapytałem równie delikatnie, „Teraz, Panie?”, a On powiedział: „Tak, teraz”.

Mike i David nadal uwielbiali, chociaż igła podniosła się znad płyty i gramofon został wyłączony. Usiadłem, chwyciłem Biblię i zajrzałem do Jana 14:27, który mówi: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam: Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze, ani się nie lęka”.

Po tych słowach wiedziałem, że Ojciec i Pan przyjęli mnie do służby. Siedziałem jak teraz, gdy piszę te słowa, miałem łzy w oczach, pokorny, spokojny po raz pierwszy w swoim życiu, co do swojej przyszłości, moje zwątpienie i niska samoocena zostały usunięte i zastąpione zaufaniem i poczuciem pewności siebie w Chrystusie. Nie znałem przyszłości, ale wiedziałem, że to był mój Ojciec i Pan, i wiedziałem, że wiedziałem, że byłem kochany ze względu na mnie samego, a nie na podstawie tego, co robiłem.

Spełnienie

Przez całą szkołę średnią próbowałem różnych rzeczy, aby znaleźć spełnienie: lekcje nurkowania z akwalungiem w wieku 15 lat, bo kocham ocean i wodę i myślałem, ze zostanę zawodowym nurkiem lub oceanografem lub biologiem morskim – lecz to nie dotykało mojego ducha, więc nie było uczucia spełnienia. Rzuciłem to tuż przed sprawdzianem z nurkowania na otwartej wodzie. Wziąłem lekcje latania, gdy miałem 15 lat – lecz przed egzaminem rzuciłem to.

Ale słysząc głos Jezusa – to było spełnienie! Chciałem żyć w tym głosie. Chciałem być wokół tego Głosu. Chciałem przeżyć swoje życie w tym Głosie nie dbając o nic innego.

Wyryte w umyśle

Są takie momenty w życiu, które na zawsze zostają wyryte w naszej pamięci tylko z powodu intensywności tej chwili, i są takie, że jeśli chcemy zachować chwilę, musimy się zatrzymać, zarejestrować to, co się wydarzyło w naszej duszy, i świadomie zatrzymać każdy niuans w naszym umyśle. Musimy utworzyć wspomnienie. Jeśli tego nie zrobimy, dane zostaną utracone na zawsze.

Dlatego, na przykład, możesz, jadąc samochodem, doświadczyć niesamowitego objawienia i myśleć, że jest takie wspaniałe, że nigdy go nie zapomnisz, a potem nie możesz sobie przypomnieć, co to było! Powodem jest to, ze objawienie było z ducha, a ty nie poświęciłeś odrobiny czasu i wysiłku, aby pozwolić na wyrycie się go w twoim umyśle. Objawienie nie zaangażuje twojego umysłu, dopóki ty tego nie zrobisz.

Co mogę zrobić, to zachować, coś napisać w samochodzie, co spowoduje, że będę pamiętać, jednak kiedy nie zrobię tego, poświęcam czas, aby przypomnieć sobie, gdzie jechałem, co myślałem, modląc się językami wracam mentalnie do miejsca, w którym byłem, a wtedy objawienie jeszcze raz płynie z mojego ducha. Następnie zapisuję je lub w jakiś inny sposób angażuję w to swój umysł. Mów do siebie o tym, zapisz to, angażuj umysł a objawienie z twojego ducha będzie rejestrowane.

(Jest jedna sytuacja z powodu, której często późno zapisuję i analizuję – gdy jestem w łóżku, modlę się w duchu i myślę o Panu, i rzeczy przychodzą do mnie, więc nauczyłem się po prostu poddawać się, wstaję z łóżka i idę to zapisać – w przeciwnym razie wszystko zostanie utracone do rana – lub aż znajdę ten sam nastrój, czyli „falę”, jak będziesz czytał poniżej).

Ten moment, kiedy Pan przemówił do mnie był tym, którego mogłem zostawić takim, jaki był, zapisać w kalendarzu, jako pierwszy raz usłyszany głos Jezusa, zmieniający moje życie i iść dalej. Albo mogłem pochwycić tę chwilę, a następnie utrzymać ten uścisk w mojej duszy, nie pozwalając Mu odejść, trzymając dźwięk Jego głosu, przewijając go w kółko w mojej głowie tak, jak mielę czekoladę w ustach, gdy się topi, żeby wyławiać każdy subtelny smak – oto, co postanowiłem zrobić z tym wspomnieniem.

Przemyśl to

W dawnych czasach mieliśmy radia samochodowe z tarczami, na których ustawialiśmy stacje radiowe. Kiedy zbliżyliśmy się do danej stacji, to zaraz nakładały się fale najbliższej i słyszałeś wtedy skrzeczący dźwięk pomiędzy stacjami do momentu, aż natrafiłeś dokładnie na częstotliwość tej szukanej– nagle słyszałeś czysto i wyraźnie tylko tą stację!

W moim umyśle, od najwcześniejszych wspomnień o tym, jak szukałem Ojca – co zostało celowo wyryte w mojej pamięci – przechowuję dźwięk i uczucie Jego obecności w moim duchu, z którego płynął Jego głos, a ja chciałem odnaleźć tę częstotliwość jako sposób życia – chciałem żyć na tej częstotliwości – wydawało się w pierwszej chwili, że jestem blisko, ale rzadko trafiałem bezpośrednio na tą częstotliwość. Więc następnym razem podzielę się przykładami pierwszych słów Ojca do mnie i tym, jak On dla mnie brzmiał…

Poznawanie Ducha Świętego_2

Z błogosławieństwem,

John Fenn

продвижение

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.