Stan 1/4.03.2020

1 marca
„Marto, Marto, troszczysz się i kłopoczesz o wiele rzeczy; niewiele zaś potrzeba, bo tylko jednego…” (Luke 10:42).

To dobrze znane słowa Jezusa skierowane do jego drogiej przyjaciółki, Marty. Jezus często spędzał czas w domu Marty, Marii i Łazarza. Byli bardzo dobrymi przyjaciółmi i cieszyli się ze wspólnie spędzanego czasu. Metaforycznie rzecz ujmując, każdy z tej trójki jest obrazem innego rodzaju relacji z Jezusem, a wszyscy troje są dobrze znani w ramach religijnych kręgów zarówno wówczas, jak i dziś. Spójrzmy dziś na Martę.

Marta zajmuje się rozsądnymi rzeczami, jest gościnna, czego od niej kultura oczekuje, „usługuje”. Zachodni fundamentalizm stawia bardzo wysoko „służenie Panu” i, podobnie jak u Marty, stanowi to zakłócenie dla o wiele większych rzeczy, co, niestety, może być zamierzonym celem.

Zajmuje się wielu rzeczami, zatem jest nieobecna dla wielu rzeczy, ponieważ to, w jaki sposób robisz jedną rzecz, tak robisz wszystko. Obecność jest obecnością, Jezus rzuca jej wyzwanie na ludzkim, zwykłym oraz codziennym poziomie, ponieważ tak samo będzie postępowała na duchowym poziomie.

Marta nie jest świadoma siebie, swoich uczuć wobec innych, w tym Marii i Jezusa. Jest rozżalona na Marię za to, że nie „służy Panu” i rozżalona na Jezusa za to, że nie wymaga od niej, aby „służyła Panu”. Nie jest świadoma swej potrzeby bycia potrzebną, zauważoną i docenioną. Tego rodzaju koncentracja na sobie, egoistycznej służbie jest „dobrocią”, która niczego dobrego nie robi. Jeśli nie była świadoma siebie, nie mogła być otwarta i świadoma wobec nikogo innego w jakikolwiek sposób. Dokładnie w taki sam sposób ewangelicy nie są świadomi swej własnej postawy osądzania, nieprzebaczenia. Wydaje im się, że, gdy stoją na ulicy z Biblią i wykrzykują „nawróć się lub spłoń” (dosł.: turn or burn), czy jakąkolwiek mniej ekstremalną wersję tego, to czynią coś dobrego dla Boga.

Tak wiele religii angażuje się w nauczanie ludzi, jak być zajętym dla Pana, gromadząc mnóstwo faktów o Bogu co jakoś ma się dodać do zbawienia.
Jezus nie zamierzał przepuścić takiej pouczającej chwili nawet jeśli miało to być kosztem jeszcze większego poirytowania Jego przyjaciółki Marty.

Jezus potwierdza to, że pełna obecność Marii nie jest rozpraszana przez „służenie Panu”. Rozumie to, że ta jedna rzecz jest TĄ najważniejszą i wszystko inne temu podporządkowuje. Dla ludzi, którzy nigdy tego nie doświadczyli, brzmi to jak tania aprobata czy nonsens new age. Zachęcam Martę w każdym z nas, aby siadła wewnątrz, ponieważ jeśli siedzisz wewnętrznie, to będziesz również siedział zewnętrznie. Metaforycznie rzecz ujmując, Pismo uczy nas tego, że Jezus „zasiada” i że jest „po prawicy”. Jest to pozycja obecności i władzy.

Nie jest to lenistwo, jest coś bosko potężnego w byciu świadomym tej obecności i otwieraniu drzwi do uzdrowienia i przemiany.

2 marca

Z jakiegoś powodu nie chcemy, aby Bóg był wszędzie i we wszystkim lecz tylko we mnie i mojej grupie. Zawsze byliśmy ekspertami w „związywaniu” Boga a okropni w „uwalnianiu” boskiej dostępności. Religia, zamiast tworzyć otwarte drogi dla Boga znalazła sposób na tworzenie Mu utrudnień.

Oto w czym problem. Wrzucamy na Boga nasze myślenie typu „albo-albo” i sprawiamy, że Ewangelia Łaski staje się nie do przyjęcia. Następnie stawiamy na tym myślenie „wszystko, albo nic” sprawiając, że niemożliwa staje się szczerość. Skutek jest taki, że czujemy się zmuszeni do udawania, wyrzekania i hipokryzji, ponieważ nigdy nie jesteśmy na tyle czyści, dobrzy czy święci, dla Boga czy kościoła.

Nie wierzę w to, że to hipokryci przyłączają się do kościoła, uważam, że kościoły kształtują hipokrytów, ponieważ ta struktura używając ogromnej presji zachęca ludzi do działania i udawania po to, aby pasować do niej i być przez nią zaakceptowanym. Słyszymy termin „bezwarunkowa miłość”, lecz zostaliśmy nauczeni tego, że Bóg, który to nakazuje, jest bardzo warunkowy i ekskluzywny w swej miłości. Mówi nam się, żeby kochać przeciwników, lecz później, że Bóg nie kocha i w rzeczywistości to skazuje ich na całą wieczność. To głupkowate przesłanie nie zbawiło nikogo ani nie stworzyło jakikolwiek kochających, współczujących ludzi.

Najbardziej miłujący ludzie jakich spotkałem w życiu, miało w swoim życiu co najmniej jedną osobę, która kochała ich bezwarunkowo i Bóg mógł się do tego przyłożyć.

Przesłanie, którego uczono większość z nas wmawia nam, że mamy być bardziej miłujący i miłosierni niż Bóg. Jest to parodia tego, za co została zapłacona wielka cena a stworzona współcześnie na Zachodzie na bazie agnostycyzmu i ateizmu.

4 marca

Widzisz tekst tak, jak jesteś na niego przygotowany. Słyszysz tekst na swoim własnym poziomie rozwoju i świadomości. To dlatego, wszyscy możemy czytać ten sam wers o Jezusie a jednak definiować Go w całkowitej sprzeczności z tym, co właśnie przeczytaliśmy. Nie widzimy Go takiego, jaki jest, lecz widzimy Go takim, jakimi sami jesteśmy, takiego jak chcemy Go widzieć, a to po to, aby wesprzeć to, co już uznaliśmy za prawdę. Jeśli wydaje się, że On jest przeciwny temu, to jest oszustem, którego trzeba ukrzyżować. Może nie wieszasz go na krzyżu, lecz wieszasz na swoim systemie wierzeń, który jest w rzeczywistości odwróconym krzyżem.

Represyjni ludzie kochają represyjną teologię i specjalizują się w takich fragmentach Pisma. Ludzie kochający słuchają tego samego tekstu i słyszą bezwarunkową miłość, miłosierdzie, współczucie i przebaczenie. „I poza tym wszystkim między nami a wami rozciąga się wielka przepaść, aby ci, którzy chcą stąd do was przejść, nie mogli, ani też stamtąd do nas nie mogli się przeprawić” (Łu 16:26).
Wszystko, co można zrobić to zachęcać ludzi, aby patrzyli i rozmyślali, okazując sobie nawzajem w tym procesie cierpliwość i miłosierdzie. Pisma i kazania same z siebie i w sobie nikogo nie nawracają. Dopuszczanie do siebie tego, co wywołuje pytania w tobie, co prowadzi do wewnętrznego poszukiwania ma pełny przemieniający potencjał. Nie istnieje nic bardziej przemieniającego niż odkrycie Boga tam, gdzie się Go nie szukało, gdzie nie chciało się Go i w kimś, o kim nigdy nie pomyślałbyś, że może mieszkać. „Bóg był tutaj cały czas, a ja nie wiedziałem o tym”.

Dualistyczne myślenie na wczesnym poziomie zabije większość tekstów o miłosiernym zabarwieniu, ponieważ w takim miejscu się znajduje. Nie postrzegamy rzeczy takimi jakimi są, lecz widzimy je takie, jacy sami jesteśmy. Nie tyle czytamy tekst, co tekst czyta nas.

<|>

[Głosów: 3   Average: 5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.