Stan 3/4 .04.2020

Stan Tyra

2 kwietnia
Zamiast opuścić dom po to, aby go odkryć na nowo, wolimy schować się w statycznym świecie idei, opinii i przekonań. Skutek jest taki, że błędnie odgrywamy role, które gramy w prawdziwym życiu. Niemniej, w końcu zaczynamy odczuwać, że coś jest nie tak. Nie chodzi o brak poczucia osiągnięć przez dyscyplinę, lecz poczucie, że brakuje jakiegoś doświadczenia/przeżycia. W przypadku większości z nas dzieje się to wtedy, gdy już sprawdzimy wszystkie charyzmatyczne, najnowsze duchowe fanaberie i większość popularnych kaznodziejskich loży. Co teraz?

Wielu spośród was, jest w tym; jakże fantastycznym i nieco dezorientującym miejscu. Po raz pierwszy szukać tego, o czym nie wiecie i znajdujecie to, czego nigdy nie szukaliście. Prawdziwego siebie. Zanim zwrócicie się do wewnątrz, aby odkryć Chrystusa w sobie  to wasze poszukiwania muszą wyczerpać zewnętrzne możliwości.
Nie możesz znać Boga, nie znając siebie samego i nie możesz poznać siebie, nie poznając Boga. Jest to właśnie „twarzą w twarz jak w zwierciadle”, spotkanie, na które wskazują nam Pisma. Jest to udanie się do swego „ukrytego miejsca” i odkrycie, że nie było to tak tajemnicze, że On już tam, w twoim najbardziej sekretnym miejscu, oczekiwał na ciebie.

Musisz doświadczyć tego wezwania do świadomości, jako nęcący szept, wspaniały sen bądź nagłą i ostrą życiową zmianę. „Byłem ślepy, a teraz widzę”, a jak to się stało, nie mam pojęcia. Bez względu na to, jak się nam to ukazało, wymaga zwrócenia uwagi. Ostatecznie, tak jak Jakub, każdy nas budzi się i mówi: „Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem o tym!” (Rdz 28:16).

3 kwietnia
Mamy tendencję do tego, aby ubóstwiać pełnię, a demonizować pustkę. „Błogosławieni ubodzy w duchu” jest przesłaniem, któremu mówimy „amen”,a równocześnie w życiu odrzucamy. Ego kocha pełnię ponieważ przeraża je tajemnica. Tak więc, dla niektórych duchowa podróż staje się niczym więcej jak zdobywaniem rozeznania, zrozumienia i doświadczeń. Niestety, staje się to szybko „duchową” własnością, która wkrótce bierze nas w posiadanie i buduje poczucie ociężałości. Teraz znajdujesz się w religijnej podróży. Aby wyruszyć w podróż duchowej przemiany należy „nie zabierać ze sobą niczego” (Łu 9:3). Aby iść w duchowej podróży, potrzebna ci jest lekkość „niczego”. Ta lekkość jest duchowym nieprzyleganiem, które opiera się pokuszeniu trzymania się naszego zrozumienia, doświadczeń, wyjaśnień i wierzeń. Jest to coś całkowicie innego od ego, które kocha wnioski i nieodwołalność. Prawdziwa wiara jest zakorzenione w tym, co nieznane, co niewidzialne, a nie w zrozumieniu. Jezus wyraźnie dał znać Marii, że trzymanie się Go nie jest mądre. Powiedział do uczniów: „Lepiej, żebym Ja odszedł”. Autentyczna duchowość wyrasta z nicości, a nie z pełni. Często jesteśmy zbyt napełnieni sobą czy rozstrzygnięciami, żeby w ogóle zauważyć w sobie pragnienie, a co dopiero u kogokolwiek innego. Moim największym straszakiem autentycznego duchowego wzrostu było zaabsorbowanie duchowymi sprawami! Moje opinie przekonania, moje potrzeby, chęci, projekty i priorytety. Nawet moja duchowa podróż! Duchowość, która wspiera człowieczą podróż zawsze będzie zakorzeniona w nieznanym, w tajemnicy życia i wiary. Nigdy nie traci z widoku tego, że nie „zdobywamy” duchowej prawdy, lecz to ona zdobywa nas. Thomas Moore nazwał to byciem „prawie bezbłędnym”. Ta część, która pozostaje nieznana i niewypowiedziana daje naszym słowom i ideom… naszemu życiu, tą pustkę, która jest konieczna do tego, aby wstąpić do miejsca przemiany. Chcesz dziś przeżyć niesamowitą duchową podróż? To „zajaśniej”.

<|>

[Głosów: 8   Average: 4.6/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.