Stan 5/7.12.2019

5 grudnia
Jezus powiedział: „Idę przygotować wam miejsce, abyście tam, gdzie ja jestem i wy byli” (J 14:3).

Gdzie jest to miejsce, które dla nas przygotował? W tobie. Chrystus w was…” jest miejscem, które przygotował i miejscem, w którym przebywasz. Nie jest to posiadłość na szczycie góry jakiegoś geograficznego miejsca zwanego niebem. Ty jesteś świątynią Boga a Królestwo jest w tobie.
Świątynia Mojżesza ukazuje podróż odkrywania zarówno Boga, jak i prawdziwego siebie w Miejscu Najświętszym. Zewnętrzny dziedziniec to miejsce, w którym zaczynamy szukać Boga poza sobą. Wewnętrzny dziedziniec to miejsce, w którym szukamy Boga w naszych myślach, przekonaniach, zmysłach, wewnątrz, lecz nie w tym najgłębszym czy najbardziej świętym miejscu. Mógłbym wejść znacznie bardziej szczegółowo w te „poziomy” czy strategie duchowego rozwoju, lecz dziś skupmy się na tym.

Wszyscy chcemy szukać Boga poza sobą, ponieważ wydaje się, że jest to krytycznie ważna część naszej podróży do domu. Robimy tak dlatego, że wydaje się to być najłatwiejsze miejsce poszukiwań przy przy pomocy zewnętrznego światła jako naszego głównego źródła.
Jezus powiedział: „Gdy się modlisz wejdź do swego prywatnego pomieszczenia, zamknij drzwi i módl się do Ojca, który jest w tym ukryciu” (Mt 6:6). Modlitwa to spotkanie z Bogiem w najciemniejszym, najbardziej tajnym miejscu – w tobie. Będziesz zaskoczony tym, że On już tam czeka. Jest to miejsce, które dla ciebie przygotował. Gdy spotkasz się z Bogiem w swym najbardziej ukrytym miejscu i zdasz sobie sprawę z tego, że On całkowicie czuje się jak w domu w twoim najciemniejszym miejscu, odkryjesz zarówno Boga jak i siebie. Oto dwoje stało się jednym. Idę przygotować wam miejsce, abyście tam, gdzie ja jestem i wy byli

6 grudnia
Najbardziej przemieniającym spotkaniem jakie tylko jest możliwe to patrzenie na Boga, patrzącego na nas. Tylko wtedy możemy zdać sobie sprawę z tego, jak głęboko poznani i kochani jesteśmy zarówno w naszych zawiłościach jak i słabościach. W tym miejscu spotkania pozwalamy Bogu na dostęp do tych najciemniejszych miejsc w nas, które wymagają przemiany. Z tego miejsca światło świeci w ciemności (J 1:5). Bóg wyprzedza nas w tej podróży, chcąc spotkać się w naszych głębiach.

Wiedza o tym, że Bóg kocha każdego z nas jest fundamentem wszelkiego szczerego poznania siebie. „Ja”, które jest kochane i akceptowane przez Boga nie jest moim ulubionym, słodziutkim wyimaginowanym ja, lecz tym prawdziwym. Będąc jednak mistrzem ułudy, mam problemy z przejrzeniem sieci zwodzenia siebie i poznania prawdziwego ja. Nieustannie mieszam je z pewnym idealnym ja, którym chciałbym być, lub tym, które inni chcieliby widzieć we mnie.

Korzeń naszego pozorowanego ja zaczyna się od odkrycia, że dzięki prezentowaniu siebie takim, jak inni chcieliby mnie widzieć, mogę pozyskać coś, co wydaje się być miłością i akceptacją. Na przykład, ukrywamy naszą nienawiść do większości ludzi, ponieważ inni ludzie nakazują nam kochać i troszczyć się o innych. W skrócie: wszyscy we własny sposób uczymy się udawać, pokazywać siebie tak, jak nam się wydaje, że inni by chcieli, bądź chronimy reputację, na budowanie której poświęciliśmy lata, ignorując wszelkie dowody czy wierność temu, że tak nie jest.

Jezus powiedział: „Gdy się modlisz wejdź do swego prywatnego pomieszczenia, zamknij drzwi i módl się do Ojca, który jest w tym ukryciu” (Mt 6:6). Modlitwa to spotkanie z Bogiem w najciemniejszym, najbardziej tajnym miejscu – w tobie. Będziesz zaskoczony tym, że On już tam czeka. Jest to miejsce, które dla ciebie przygotował. Gdy spotkasz się z Bogiem w swym najbardziej ukrytym miejscu i zdasz sobie sprawę z tego, że On całkowicie czuje się jak w domu w twoim najciemniejszym miejscu, odkryjesz zarówno Boga jak i siebie. Oto dwoje stało się jednym.Większości z nas znakomicie idzie akceptowanie takiej rzeczywistości, jakiej byśmy sobie życzyli. Niemniej, nasza podróż konfrontuje nas z różnymi rzeczami, które nas dotyczą, a które odrzucamy, więc powołujemy do życia cały magazyn kłamstw, które mają nam pomóc w utrzymaniu równowagi i kontroli. Ich zadanie polega na tym, aby chronić nas przed prawdą a zatem strzec przed spotkaniem i przemianom.

Większość z nas jest ekspertami czy prorokami z własnego powołania w rozpoznawaniu tego, jak inni sami siebie zwodzą. Rozpoznanie tego samego u siebie jest znacznie bardziej trudne, ponieważ jesteśmy uzależnieni od akceptacji, a boimy się odrzucenia. To akceptacja staje się naszym Bogiem i stale poświęcamy prawdę na rzecz tego boga. Zobaczyć Boga jako Boga, nie takiego jakiego my byśmy chcieli, wymaga zobaczyć siebie takiego, jakim rzeczywiście się jest, ponieważ ta sama chmura iluzji przesłania widok zarówno Boga, jak i siebie.

7 grudnia
Wszyscy dobrze wiemy, jak się chować i jak udawać. W którymś miejscu, w dzieciństwie, wszyscy dokonaliśmy wielkiego odkrycia , że możemy manipulować prawdą o sobie. Początkowo przybiera to postać prostego kłamstwa takiego jak wyparcie się, że coś się zrobiło czy powiedziało. Wkrótce jednak uczymy się wielu trików, które nie ograniczają się tylko do tego, co zrobiłem czy powiedziałem, lecz uczymy się sztuki opakowywania i prezentowania siebie. Uczymy się tego, że gdy boimy się, możemy wyglądać na odważnych. Uczymy się okrywać nienawiść czymś, co wygląda na miłość a obojętność czymś, co może wyglądać na współczucie. W skrócie: uczymy się tego w jaki sposób przedstawiać siebie w jak najlepszym świetle czyli takim, które robi najlepsze wrażenie, dzięki czemu utrzymujemy naszą samoocenę.

O ile, ostatecznie, może to nie wydawać się takim totalnym złem to, jest mnóstwo ludzi, którzy rzeczywiście robią straszliwe rzeczy, a to zachowanie jest fundamentem wszystkiego, co w jakimś czasie nazywamy złem. To, co zaczyna się jako drugoplanowa rola, staje się tożsamością. Początkowo chodzi o wrażenie jakie chcemy wywrzeć na innych, ale nie potrzeba wiele czasu, abyśmy sami siebie widzieli w taki sposób. W tym momencie jesteśmy w stanie całkowitego pomieszania maski z prawdziwym ja i stajemy się tym, czym są nasze kłamstwa. Tracimy wszelką autentyczność i adoptujemy tożsamość opartą na iluzji. Nieliczni tylko kiedykolwiek przyznają się do tej iluzji, bez jakichś katastroficznych zdarzeń, które przypominają nam, że nie jesteśmy sumą naszych iluzji i niczego nie kontrolujemy. Tylko takie coś jest w stanie ujawnić i zawalić ten domek z kłamstw, który nazwaliśmy prawdą o mnie.

Mało jest takich rzeczy, które trudniej rozeznać i rozbroić niż nasze własne najbardziej cenione iluzje. Szczególnie te, które określamy jako „ja” i „święty”. Ten „grzech pierwotny”, który w istocie jest pierwotną iluzją, a przed którym była oryginalna tożsamość (jak Bóg), to idea mówiąca, że możemy być podobni do Boga w oparciu o nasze własne starania. Niemniej, najlepsze, co możemy zrobić to zrobić z siebie ‘JAKIEGOŚ’ bożka, po czym spędzić życie na uwielbianiu stworzonego przez siebie (rzeźbionego) obrazu. Odrzucamy obraz stworzony przez Boga i przyjmujemy stworzonego przez siebie bożka, zbudowanego na nasz obraz. Jest to ta osoba, którą stworzylibyśmy, gdybyśmy byli Bogiem. Czasami ten „bóg” naszej własnej produkcji po jakimś czasie bardziej przypomina diabła. Teraz jesteś już bardzo niebezpieczny, ponieważ znalazłeś sposób na to, aby nienawidzić i możesz to nazwać inspiracją Boga. Myślisz, że taka ma być wola „twojego boga”, który jest twoim bogiem, twojej produkcji.

Ponieważ jest to w swej istocie płytkie, fałszywe ja jest życiem pełnym dodatków. Fałszywe ja, starając się być widocznym oraz uniknąć implozji chwyta się wszystkiego, cokolwiek wydaje się być wartościowe i trwałe, przylegając do tego z ogromnym uporem. Czasami jest to fizyczne zło przeciwko ludzkości, a czasami próżny system przekonań, który określamy „w imieniu Jezusa”. Owijamy się tym własnym obrazem, doświadczeniami i systemami wiary jak bandażami tak, abyśmy mogli być widziani wyłącznie okryci. To są te „grobowe ciuchy”, których ściągnięcie wymaga pomocy. Musimy być „uwolnieni” z tych dodatkowych okryć.

<|>

[Głosów:2    Średnia:4/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.