Synowie za burtą

Dzieci biorą rozwód ze swoimi rodzicami 

 – opuszczają domy przed właściwym na to czasem i odwracają się plecami do kultury swoich rodziców. Nazywamy to „jumping ship” (nie znam polskiego odpowiednika – przyp.tłum.), ale termin „rozwód” jest bardziej odpowiedni. Rozwód powoduje z jednej strony zwątpienie w siebie a z drugiej oskarżanie. Zazwyczaj przeważa oskarżenie, jest wygodniejsze. Nie miałeś pojęcie, że kiedyś dojdzie do czegoś takiego. Gdy twój syn miał jakieś dziesięć lat, zauważyłeś to, że nie cieszy się już twoją obecnością, stałeś się źródłem jego irytacji. Wyglądało to tak, jakby chciał ci coś powiedzieć, lecz nigdy nie zdołał. Odwrócił się sfrustrowany i szukał towarzystwa poza domem. Czasami wybuchał gniewem na wszystko, oskarżając ciebie. Pamiętasz to jak wyrzucił z siebie: „Ty nic nie rozumiesz!”. Niosło to w sobie oskarżenie, mogło nawet dojść do tego, że oskarżył cię o to, że nie troszczysz się. Miałeś nadzieję, że ty tylko chwilowy stan, z którego wyrośnie, lecz on grzązł w coraz głębszą samotność. I wtedy, któregoś dnia, gdy już był wystarczająco duży i miał swoje dochody, po prostu odszedł. Był gniew; rzucane jak kule słowa; bomby oskarżenia; wszystko zmieniło się w wojnę zemsty, cały czas z niewiarą, że to faktycznie mogło się zdarzyć. Lecz stało się. I nigdy wcześniej nie znałeś takiego nieudacznika jak ty. Znałeś rodziców, którzy po odejściu dziecka, rezygnowali z całej rodziny i rozbijali się na kawałki, jak samolot, z którego odpadły skrzydła. 

Chcemy tutaj porozmawiać o twoich dzieciakach, które zwiały z domu. Jak powinieneś zareagować? Czy jest za późno? Jeśli wszystko stracone, czy jest jeszcze jakaś nadzieja, jakaś droga? W przypadku każdego ludzkiego konfliktu dwie trzecie właściwej reakcji to nie zrobić tego, czego robić nie powinieneś. Gdybyśmy, ludzkie istoty, mogli wyłączyć się i zamknąć – nic nie robiąc – bylibyśmy już w 2/3 drogi do odnowienia. Twoje usta są głównym narzędziem kopania przepaści i to twoje usta rzucają płonące żagwie w twarz twego już oddzielonego od ciebie dziecka. Jeśli nie powstrzymujesz swego języka, twoja wiara jest pusta (Lista Jakuba 1:26), ponieważ język jest ogniem, który zapala samo piekło (Jak 3:5-6). Te same usta nie mogą wielbić Boga w kościele i przeklinać twojego syna w domu (Jak. 3:10). Nie ma niczego, co bardziej pobudzało by nas do gniewu niż wypominanie nam naszych niepowodzeń. Przyjrzyjmy się temu. To ty sam jesteś przyczyną swego gniewu – straciłeś pokój, panowanie, prestiż i respekt, straciłeś swoje „doskonałe” życie. „Jak mogłeś MNIE to zrobić, po tym wszystkim, co ja dla ciebie zrobiłem?” Oskarżenie. Jako grzesznicy, mamy tendencję do odpowiadania gniewem na krytykę i odrzucenie. Traktujemy to jako niezasłużony atak na nas. Odwzajemnienie! Stań za swoimi prawami. UDERZ. Ty mnie zraniłeś to ja cię zranię jeszcze bardziej! Będzie ci przykro. Przyjdziesz z powrotem żebrząc o przebaczenie. „Ja, jego wysokość, czekam na twoje pokorne przeprosiny, a potem być może mój gniew zostanie zaspokojony”. Piekło się rozmnożyło. Sama świadomość tego, że jesteśmy ludźmi – synami Adama – powinna nas prowadzić do pokory. Pycha napędza ognie piekielne, i każdy z nas jest nieograniczonym źródłem materiału zapalnego. 

To w końcu dzieciaka wina, prawda? Strzeż się oskarżeń, jest to pierwsze schronienie poczucia winy. Oskarżenie oznacza koniec kreatywności, jest końcem ślepej drogi, po której podróżuje się wyłącznie ku ciemności i samotnej przyjemności, którą daje. Kiedy oskarżasz, rezygnujesz z wszelkiej nadziei na zmianę czegokolwiek, ponieważ składasz całą odpowiedzialność na pewnym moralnym czynniku, na którego nie masz żadnego wpływu. Oskarżenie wymusza pewną możliwość pogrywania Bogiem na krótką chwilę – jednostronnym bożkiem, który siedzi na tronie sądu bez miłosierdzia. Szatan uwielbia ducha oskarżania. Przychodzi on w ciemnej chmurze, które nie dopuszcza  miłosierdzia i odmawia wglądu w sytuację. Oskarżenie jest tunelem, który nie pozwala na jakąkolwiek pozytywną perspektywę i rozdyma błędy do kryminalnego poziomu. Oskarżenie jest sposobem na przygotowanie niezadowolenia, które przeradza się w gęstą nienawiść. Oskarżenie jest diabelską pociechą i ostatecznym jego dotknięciem wszelkiego grzechu i ludzkich słabości charakteru. Pójście w tamtą stronę oznacza powrót z niczym innym jak zgorzknieniem i satysfakcją, że to „nie twoja wina”. Lecz koniec jest taki sam, bez względu na to, czyja to była wina. 

A dzieje się to na twoich oczach.

Twój dzieciak nie przyszedł na  świat emocjonalnie złamany i gniewny. Jak dotąd, powiedziałem ci tylko, że wszystkie twoje reakcje tylko rozogniały problem, ale nie po to, aby wydać na ciebie wyrok, lecz po to, abyś się zatrzymał. Pierwszym krokiem do odnowy musi być właściwe postawienie twego serca przed Bogiem. Chcę żebyś przestał kopać coraz głębsze przepaście, działałem jako prorok nawołujący ciebie do pokuty, ponieważ to jest jedyne miejsce na start. Jeśli chcesz doprowadzić swojego dzieciaka do pokuty to ty musisz stanąć w tym miejscu jako pierwszy. Ty musisz być pełen radości, pokoju i miłości. 

face=”Tahoma, sans-serif”>Musisz znać Boga i kochać Go. Musisz być zdyscyplinowany i święty w swoim osobistym życiu, musisz dążyć w swym małżeństwie do tego, aby stało się przedmiotem zazdrości wszystkich, którzy was dobrze znają. 

Zasad pierwsza: Zaakceptuj rozwód syna z wami.

Stało się . Nie ma  już odwrotu. Przestań traktować go jako dziecko, które trzeba zastraszyć. Nigdy więcej nie oskarżaj go ani nie osądzaj, nigdy nie wspominaj o tym, że jesteś zraniony, działaj tak, jakby jego życie było naturalnym wydarzeniem, które ma twoją aprobatę. Nie będzie to dla ciebie możliwe jeśli będziesz nosił w sobie urazę, chęć zranienia i ukarania. Jeśli masz serce rzeczywiście skierowane na przyszłość, na wyciągnięcie tego co najlepsze z zaistniałej sytuacji to zostawisz za sobą całą przeszłość i będziesz traktował swego dzieciaka jakby był samotnym dzieckiem, które jest w potrzebie i 

które właśnie spotkałeś i zostałeś poruszony do tego, aby przynieść mu nadzieję i radość. Jeśli sprawa rozbija się o twoje uczucia, twoje usprawiedliwianie to ostatecznie rzucisz zgorzkniałei oskarżające słowa, a on strzepnie cię jak błoto z palców.

Zasada druga: Odrzuć wszelkie uznane rodzicielskie prawa i władzę. 

Nie domagaj się, aby  wrócił z powrotem i spotkał się z tobą na gruncie relacji rodzic-syn. Zaakceptuj fakt, że teraz to ty musisz zapracować na prawo nawet do najmniejszej części jego życia i to wyłącznie na jego zaproszenie. Podobnie jak ostrożnie podchodziłbyś w biurze do współpracownika, o którym sądziłbyś, że został bardzo zraniony przez życie, stosują wszelki szacunek i cierpliwość, tak też musisz podchodzić do syna. Nie myśl o nim, jako o kimś przychodzącym z powrotem w postaci małego, złamanego chłopca, wyznającego swoją winę i nieadekwatność, błagającego o poradę i składającego swoje poplątane życie w twoje ręce – to nigdy się nie stanie. 

Zasada trzecia: módl się o swego syna.

Twoje modlitwy  style=”text-decoration: none;”>pójdą na marne, jeśli jeśli myślisz w kategoriach naprawy swojej osobistej straty, naprawy swego życia. Módl się o niego tak długo, aż twoje serce spojrzy na sprawę z Bożej perspektywy. Jeśli zobaczysz go jako kogoś, kto ma potencjał przyniesienia Bogu chwały, tak że twoje modlitwy nie będą już dotyczyły ciebie samego, wtedy Bóg może przemienić go w jednego z duchowych pracowników i rozpocząć jego służbę. 

Zasada czwarta: utrzymuj kontakt na takim poziomie, który nie tłamsi twojego syna.

Bądź wrażliwy na jego sygnały.Może być potrzebny okres stygnięcia, zanim on dopuści cię do swego kręgu. Jeśli został bardzo silnie zraniony może będzie starał się odciąć wszelkie kontakty. Jeśli tak, musisz w jakiś sposób przekazać mu, że go nie oskarżasz i nie zamierzasz przejechać się po nim; chcesz uszanować jego decyzję wzięcia rozwodu z rodziną. Gdy już spędzi z tobą godzinę i stwierdzi, że coś się zmieniło, że jesteś zrelaksowany, że porzuciłeś swoje wysokie wymagania, on sam straci niektóre swoje lęki. Gdy będzie po temu właściwy czas, zaproś go na wspólne wyjście rodzinne czy na obiad. Nie zadręczaj go „chodzeniem do kościoła”. Jeśli nie zrobiło to żadnego efektu przez siedemnaście lat, to czemu miałoby liczyć się teraz? 

Zasad piąta: w miarę jak to jest właściwe oferuj swoją asystę. 

Musisz modlić się o  boską mądrość. Nie zamierzasz popierać dekadenckiego życia i rozwijać braku odpowiedzialności, lecz będziesz chciał pomóc we wszystkim, co prowadzi do jego dojrzałej odpowiedzialności. Początkowo, gdy będzie całkowicie brak kontaktu, gdy brak zaufania będzie unosił się w powietrzu, możesz mu zaoferować zajęcie się jego praniem, czy pomocą przy zakupach, czy też pożyczyć mu kilka kubków, skarpet, bądź pomóc przy ustawieniu mebli zakupionych z drugiej ręki. Cała rodzina może pójść i pomalować mu jego mieszkanie. Każdy gest, który pokazuje waszą dobrą wolę zakryje mnóstwo grzechów i złej woli. Nie chcesz chronić go przed rzeczywistością niezależności, ale też nie chcesz, aby był przeciążony odpowiedzialnością do tego stopnia, że się załamie i upadnie. Może wydawać ci się, że trudności zmuszą go do błagalnego powrotu do domu. Uważaj! On przejrzy twoje nastawienie. Jeśli zostanie zmuszony do powrotu do domu jako nieudacznik to niczego w ten sposób również się nie osiągnie jeśli chodzi o budowanie waszych wzajemnych relacji. Jeśli możesz pomóc w tym, aby się mu powiodło, to wspólnota jakiegoś osiągnięcia może tak uzdrowić wasze wzajemne relacje, że będzie chciał wrócić do domu w ciągu kilku tygodni czy miesięcy. Lecz pamiętaj o tym, że twoim celem nie jest sprowadzenie go do domu i udowodnienie mu, że to ty miałeś rację, a on się mylił. Twoim celem jest zobaczyć jak młody człowiek staje się szczęśliwym mężem Bożym. Prawdopodobnieodkryjesz, że lepiej sobie dajecie rade ze sobą poza domem. 

Zasad szósta: utrzymuj więź ze swoim marnotrawnym synem. 

Przeczytaj Przypowieść o Synu Marnotrawnym z 17 rozdziału Ewangelii Łukasza. Jest to piękny obraz serca, jakie musisz mieć wobec swego syna. Jeśli odkryjesz, że twoja postawa bardziej przypomina starszego brata, nie spodziewaj się powrotu marnotrawnego do domu. Utrzymujemy więzi z ludźmi, którym możemy zaufać poznanie nas samych. Taka więź musi być podatna na zranienia. Gdy troszczysz się i ta troska prowadzi do dawania, do brania ciężarów to jest wtedy społeczność. To właśnie brak społeczności przede wszystkim spowodował, że twój syn odszedł z domu. Jeśli nie zgadzasz się z tym twierdzeniem to znaczy, że jeszcze nie pokutowałeś; ciągle oskarżasz. Twój syn nie będzie lubił cię ani odrobinę więcej niż wtedy, gdy uciekł spod zła twojej relacji. Jeśli jesteś taki, jak to opisałem, to ja również cię nie lubię, prawdopodobnie twoja żona także. A co z pozostałymi dziećmi? Tak,  zmieniałeś kościoły, aby uniknąć złych wpływów, pozbyłeś się telewizora i gier wideo. Dokręciłeś śruby i zapewniłeś to, żeby inne dzieci rozumiały, co to znaczy odpowiedzialność. Mam nadzieję, że nie przedstawiasz tego, który odszedł młodszym dzieciom w taki sposób, żeby się bały pójść jego drogą. Mam nadzieję, że nie biegasz pod domu jak burza, zamykając drzwi, jak człowiek, który właśnie odkrył, że go okradziono, wymyślając coraz to nowe zasady rozsiewając swój gniew. Jeśli tak, powiedz do widzenie pozostałym dzieciom. Ten, który odszedł będzie chciał „uratować” je przed tobą tak szybko, jak to tylko będzie możliwe. 

Może ci się to wydawać tajemnica, wielkim, poplątanym, bezmiernym zamieszaniem, ale dla mnie jest to do przewidzenia. Nie jestem aż tak mądry, przejrzałem cię. Musisz kochać Boga do tego stopnia, że przełamiesz się i będziesz śpiewał Jemu pieśni chwały. Musisz iść za prowadzeniem Ducha Świętego, abyś nie spełniał pożądliwości swego ciała. Musisz stać się atrakcyjną jednostką ludzką. Wszyscy są przyciągani do radości i kreatywności. Musisz być współczujący, serdeczny i przebaczający innym. Musisz być miłosierny i cierpliwy. Musisz być znany jako ktoś zdyscyplinowany i wyciszony. Nie możesz osiągnąć słodkich owoców życia jeśli nie zasiejesz właściwego ziarna. Chrześcijańskie owoce pochodzą z chrześcijańskiego drzewa. Tylko Duch Święty może przynieść owoce Ducha. Nie jestem religijny, nie podaję tych wszystkich rzeczy po to, aby zabarwić moją zachętę pobożnością i duchowością. Życie napełnione Duchem jest jedyną ochroną przeciwko rozwodom. Możesz za darmo ściągnąć sobie nauczanie z naszych stron na ten temat. Musisz przesłuchać całą serię na temat Listu do Rzymian, nie sprzedaję tego, wszystko jest za darmo. Otrzymaliśmy tysiące listów wyrażających radość i zwycięstwo dzięki Słowu Bożemu. 

Samo myślenie o tym, że radujesz  się w Chrystusie Jezusie powoduje, że zaczynam cię już lubić. Tak samo będzie z tobą wobec twego marnotrawnego syna! 

 topod.in

[Głosów: 0   Average: 0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.