Uzdrowienie z krzywd moralnych – 2

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Część 1

Rzadko zdarza mi się poruszyć ten sam temat zarówno w Weekly Thoughts jak i w comiesięcznych nauczaniach, jednak kwestia krzywd moralnych jest tak powszechna w kościele, a mało się o niej mówi, że pomyślałem, że okaże się to pomocne. Nauczanie audio oczywiście o wiele bardziej szczegółowo omawia ten temat , jednak przestrzeń, którą mamy w Weekly Thoughts też pozwala poruszyć kilka ważnych kwestii.

Krzywda moralna to szkoda wyrządzona naszej wewnętrznej strukturze dobra i zła. Struktura ta definiuje nasze myślenie o samych sobie, interakcje z innymi ludźmi oraz kształtuje nasze patrzenie na świat. Kiedy ta moralna powłoka naszej istoty zostanie naruszona przez kogoś lub coś, w co wierzymy, cały nasz świat rozpada się i nie wiemy już kim jesteśmy i gdzie przynależymy.

Kiedy stajemy się chrześcijanami, łączymy system Bożych wartości moralnych z naszym własnym. Kiedy więc doznajemy krzywdy moralnej często mamy wrażenie, że w jakiś sposób Bóg nas zawiódł lub też odegrał rolę w tej sytuacji. Oznacza to, że miliony ludzi kocha Jezusa, jednak nie znają Ojca, a co więcej, nie ufają Mu.

Popularny pastor mega kościoła umarł za młodu. Na jego nabożeństwie pogrzebowym przemawiał znany kaznodzieja telewizyjny. Ku zgorszeniu tysięcy zgromadzonych ludzi, wliczając w to wdowę i dzieci pastora, kaznodzieja zbeształ ich za to, że odczuwają smutek z powodu utraty pastora, męża i ojca. Powiedział, że wszyscy powinni się radować z jego powrotu do domu i że to nie biblijne, aby smucić się z powodu śmierci chrześcijanina.

Poza rozgniewaniem tysięcy ludzi to, co powiedział, bardzo odzwierciedla sposób, w jaki w wielu kościołach podchodzi się do prawdziwej udręki duszy – „wszyscy patrzmy na niebo. Jeśli nie możemy kłaść rąk, aby uzdrowić, jeśli nie możemy go wyrzucić, jeśli nie możemy zapłacić, aby było to naprawione, musimy czekać aż pójdziemy do nieba, gdzie wszystko zostanie naprawione. Nie zajmujmy się prawdziwymi problemami.”

Co robi człowiek, aby odbudować swoją strukturę, swój system wartości moralnych, gdy ktoś, komu ufał dopuścił się aktu zdrady wobec wszystkiego, co uważał za słuszne?

Krok 1 do uzdrowienia: Żałoba, smutek, liczenie wyrządzonych szkód, zmierzenie się z morzem emocji:

Biblia odnosi się do kwestii straty, ran zadanych duszy, naruszenia moralnej konstrukcji naszej istoty. Uczy nas, że możemy przeżywać stratę, mówi abyśmy poświęcili czas na płacz, żałobę i przepracowali krzywdę wyrządzoną naszej duszy.

Rzym. 12:15 mówi nam, abyśmy się radowali z tymi, którzy się radują, i płakali z tymi, którzy płaczą.

Rodz. 23: 2 mówi nam, że Abraham opłakiwał śmierć Sary.

W Rodz. 50: 2-4 czytamy, że gdy Jakub (Izrael) umarł, jego rodzina opłakiwała go 40 dni, a Egipcjanie opłakiwali go dni 70.

Ale to w Ez. 2:10 czytamy o tym, jak należy opłakiwać: „I rozwinął go (zwój) przede mną. A był zapisany z jednej i z drugiej strony. Były zaś na nim wypisane skargi, jęki i biadania… ”

Krzywda moralna spisana na zwoju dotyczyła zniszczenia Jerozolimy przez Babilończyków, zabraniu tysięcy Żydów i przesiedleniu ich do Babilonu. Armia Nabuchodonozora przepuściła w ciągu kilku miesięcy 3 ataki. Każdy z nich kończył się uprowadzeniem ludzi i sprzętów wliczając w to nawet wyposażenie świątyni i jej skarbca.

Cała struktura moralna dobra i sprawiedliwości Żydów została zniszczona. Wszystko, co myśleli o Bogu – że On ich ochroni i zapewni im przetrwanie, nie spełniło się. Tak, były przepowiednie, że do tego dojdzie, jeśli cały naród nie będzie pokutował, ale dla tych, którzy byli sprawiedliwi, którzy wciąż mieli nadzieję – cały ich świat rozpadł się na kawałki.

Bóg podarował Ezechielowi zwój zapisany z obu stron tym, co miało być opłakiwane. Jest pewna wartość w tym, gdy przyznajemy, że naszej duszy zadano krzywdę. Nie po to, by się nad tym faktem rozwodzić, ale raczej aby przyznać, że doświadczyliśmy zranienia, że ponieśliśmy stratę. Jest jakaś wartość w tym, gdy przyznajemy, że „to” się nam przydarzyło.

Krzywda moralna, której doznali, sprawiła, że coś w nich umarło – coś niewinnego, coś dobrego – coś co wierzyło w Bożą ochronę. Teraz czujemy się tak, jakby On nas zawiódł. Przyznajmy to. Powiedzmy, że tak właśnie czujemy. Wiara pozwala na rzucanie Bogu wyzwania, na dyskutowanie z Nim, kwestionowanie tego, co się stało. Wiara i przejrzystość idą w parze. Bądźmy prawdziwi. Tu nie chodzi tylko o utratę niewinności lub poczucie, że zostało się zbrukanym, ani nawet o brutalne naruszenie wszystkiego, co dobre i złe. Tak naprawdę, to część naszej duszy umarła. Bóg napisał to Ezechielowi, aby mógł to zobaczyć i poczuć. Powiedział Ezechielowi, żeby zjadł zwój, który okazał się gorzki. Bóg Ojciec zna gorycz duszy, którą wyrządziła krzywda moralna, ale nie chce, abyśmy zamietli ją pod dywan, ukryli tak, jakby nigdy się nie wydarzyła.

Zapisz to

Mamy w Biblii księgę zatytułowaną „Lamentacje”, którą Jeremiasz napisał o tym samym, co Ezechiel, ponieważ jego cała konstrukcja moralna została skrzywdzona. Księga ta jest rezultatem opłakiwania, liczenia strat, rozprawiania się z zamieszaniem, krzywdą i stratą odczuwalną w ich sercach.

Spisanie tego wszystkiego jest zdrowe, jeśli tylko jest wykonane we właściwy sposób. Bóg zaleca nam, aby się z tym zmierzyć, aby przyznać, że ponieśliśmy szkodę, że doświadczyliśmy krzywdy. Jednak nie powinniśmy zatrzymać się w tym miejscu. Izrael przez 40 dni opłakiwał Mojżesza, po czym poszli dalej, wrócili do życia. Jest czas na płacz, jak i czas na powstrzymanie się od płaczu.

To, co Bóg uczynił Ezechielowi, nazywa się dzisiaj pisaniem dzienników. W przeszłości popularne były dzienniki osobiste, w których w zaufaniu można było opisać każde zranienie, udrękę, zwycięstwo czy porażkę. Słowo „lamentacja” używane jest do opisania zawodzącej piosenki, często z uderzaniem się w pierś, śpiewaną w głębokim bólu i stracie.

Lam. 1:1 rozpoczynają proces żałoby, stwierdzają stratę Jeremiasza: „Ach! Jak samotne leży miasto, niegdyś tak ludne!” To nadaje ton całej księdze, ale dziennik lamentacji zaczyna później wplatać tam Bożą wierność i nadzieję w niej pokładaną. Zaczyna zmieniać kierunek.

Kluczem do sukcesu jest nie pozostawanie w żałobie, nie skupianie się na wszystkich krzywdach, na bólu, który spisaliśmy. W Ps. 56:9 Dawid rozpamiętywał zranienie zadane jego moralnej strukturze, zranienie, które sam spowodował jak i to, którego doświadczył od innych i stwierdza: „Zebrałeś łzy moje w bukłak swój. Czyż nie są zapisane w księdze twojej?”

Pan ma spisane wszystko, co wycierpieliśmy, wszystkie łzy, które wyleliśmy. Spiszmy to, ale wiedzmy też, że On również ma to spisane. Wiedza o tym pomaga nam ruszyć naprzód z niebezpiecznego miejsca ciągłego rozpatrywania poniesionych krzywd. Na samym końcu JEST sprawiedliwość. Zaczniemy tu kolejnym razem.

Część 3

John Fenn

[Głosów: 1   Average: 4/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.