Wirtualni chrześcijanie_2

 Fenn John

Poprzednim razem…

… zacząłem badać to jak wyglądał chrześcijanin w I wieku i porównywać go z tym, co dziś nazywamy „chrześcijaństwem”.

Wróćmy do tego czasu, gdy nie było budynków zwanych „kościołami”, do czasu, gdy wierzącym w Jezusa słusznie powiedziano, że Bóg nie mieszka już więcej w świątyni w Jerozolimie, lecz że teraz mieszka w każdym wierzącym i to tam można znaleźć Jego obecność.

Uczono ich, że nie muszą krzyczeć i wrzeszczeć, aby pozyskać uwagę Boga; On mieszkał w nich i mieli pokój z Bogiem, a On z nimi. Uczono ich, że nie muszą wybierać się w górę, czy sprowadzać Go na dół; On żył w nich i był tak blisko jak własny oddech. (Rzm. 5: 1-5, 10: 6-10, Ef. 2:4-7, Hbr. 12:22-24.)

Te żywe świątynie Boga spotykały się w domach wraz innymi świątyniami, spragnieni, poszukujący i znajdujący obecność Pana pośród nich. Jak widzimy w Piśmie, chrześcijanin był uczniem, aktynie uczącym się, aktywnym studentem Jezusa Chrystusa, który natychmiast brał się za stosowanie w praktyce wszystko, czegokolwiek się o Nim dowiedział.

 

Kulturowy chrześcijanin?

Nie istniało coś takiego jak „kulturowy chrześcijanin” – albo wierzyłeś i żyłeś tym, albo nie. Te żywe świątynie troszczyły się o siebie jak żadna inna część greckiej, rzymskiej czy żydowskiej kultury. Zaspokajali swoje potrzeby nawzajem, razem zajmowali się problemami, które pojawiały się między nimi, ciężko pracowali i byli uczciwi. Żaden chrześcijanin nie był żebrakiem. Jeśli zobaczyłeś żebraka na ulicy, wiedziałeś, że nie był to chrześcijanin, ponieważ chrześcijanie troszczyli się o siebie nawzajem. Byli znani ze swej miłości.

Zwykli ludzie

Ich przywódcy nie mieszkali rezydencjach, lecz i tak samo jak wszyscy inni, spotykali się w domach takich samych jak mieli inni i w większości normalnie pracowali, choć pełnoetatowi przywódcy polegali na monetarnych i innych darach na rzecz ich utrzymania. W tym wszystkim ludzie wiedzieli, że oni mieli sieć wsparcia ich materialnych, socjalnych i duchowych potrzeb.

Gdy spotykali się, Bóg był pośród nich, lecz nie tylko wtedy. Oni wiedzieli, że zabierają Bożą obecność w sobie do pracy, do zabawy, do domu i na spotkania z resztą żywych świątyń.

Obecność

Ostatnio dzieliłem się tym, jak serce Dawida w Psalmie 51 wołało: „Nie odrzucaj mnie od obecności Swojej! Nie zabieraj mi Ducha Swego Świętego!” Wierzący z Iw. mieli silną świadomość tego, że nosili w sobie Bożą obecność.

Dziś, to co określamy mianem chrześcijanina, często nie jest spójne z tym, co Pismo tak nazywa. Pierwszą rzeczą o jaką Paweł zapytał 12 mężczyzn spotkanych w Efezie było: „Czy otrzymaliście Ducha Świętego, gdy uwierzyliście?” Duch Święty JEST tą wewnętrzną obecnością Boga. Ta obecność była dla nich bardzo ważna (Dz. 19).

Wirtualni chrześcijanie

Dziś mamy kulturowych chrześcijan: Ktoś może powiedzieć: „No tak, mama chodziła do tego kościoła, babka, więc jestem chrześcijaninem niejako domyślnie”. Bądź: „Jestem chrześcijaninem, bo wiesz, moja mama i tato chodzili i ja chodziłem do chrześcijańskiej szkoły no i to wszystko; sądzę, że nadal wierzę, lecz tak naprawdę to nie chodzę do kościoła”. Czy jeszcze inaczej: „W każdym kościele, w którym byłem, zostałem zraniony, mam więc kościół w komputerze, TV i mam się dobrze”.

Być może uczęszczali nawet do szkoły biblijnej czy skończyli niedzielną szkółkę, może żyją jak świat, zbierając chrześcijańskie nauczania, które są im potrzebne, aby przekazać swoje poczucie winy, bądź byli kiedyś nawet „gorący” dla Pana, lecz teraz mają taką samą temperaturę, jak owoce na kuchennej ladzie.

Jak to widać na stronach Nowego Testamentu, nikt z tych powyższych nie pasowałby do tego, co Paweł nazywał chrześcijaninem. Są oni tym, co ja nazywam Wirtualnymi Chrześcijanami. Pastorzy tradycyjnych kościołów mogą włączać ich do grupy, którą nazywają 'wędrowcami’, populacji wierzących, którzy nie uczestniczą nigdzie, a równocześnie wszędzie. Lecz Wirtualny Chrześcijanin może również być tym, który nigdy nie stawia swojej stopy w kościele, ponieważ nie obchodzą go nowinki, które go nawiedzają, bez względu na to, kto czy co to może być.

Wirtualny chrześcijanin jest wierzącym w Jezusa, który sprzeciwia się temu, co Pismo przedstawia jako chrześcijanina. Uczniowie pierwszego wieku byli połączeni w rodzinę i społeczną sieć wierzących, zarówno na lokalnym jak i międzynarodowym poziomie, szukających Bożej obecności w sobie nawzajem i mających na celu wzrost i zmianę w Chrystusa dzień po dniu.

Dzisiejszy Wirtualny Chrześcijanina nie ma połączeń poza korzystaniem z bezosobowych środków, często myśląc, że wiedza to jest to samo co dojrzałość i nic nie wskazuje na to, że pragnie wzrastać jako osoba czy jako osoba w Chrystusie. Może być nawet szczęśliwy w samotności swej wiary – lecz nie jest to wiara zdefiniowana w Nowym Testamencie i o to mi chodzi.

Myślę, że tacy Wirtualni Chrześcijanie szukają obecności Bożej na różne sposoby, wyjątkowi mówcy w kościele, specjalna muzyka, okresowy tematy, ich komputer, ulubione doktrynki, a nawet pragnienie Jego obecności, równocześnie tarzając się w swoich obawach i zranieniach, szukają Jego obecności wszędzie tylko nie tam, gdzie nowotestamentowi chrześcijanie szukali – w sobie nawzajem w spotkaniach małych grup w domach.

Jest pomoc dla duszy i serca Wirtualnego Chrześcijanin i ludzi, którzy kochają ich… ale to następnym razem.

Wirtualni chrześcijanie_3

Wiele błogosławieństw

John Fenn.

CWOWI @ aol.com

продвижение сайта

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.