Czy Bóg jest ograniczony w jakikolwiek sposób…


Richard Murray

Czy Bóg jest ograniczony w jakikolwiek sposób, aby nie mógł interweniować i uwolnić nas od różnego rodzaju złych wydarzeń i okoliczności? Większość szybko odpowie, nawet bez zastanowienia: „Nie, oczywiście, że nie, Bóg jest wszechmocny. On może zainterweniować w każdej sytuacji i w każdej chwili, gdy tylko chce”.

A jednak widzimy w 6 rozdziale Ewangelii Makra, że w Nazarecie, Jezus „nie mógł uczynić cudów”, z powodu „ich [zbiorowej czy indywidualnej] niewiary”. Jezus był wszechpotężny, a jednak zablokowany, choć był w stanie uczynić kilka uzdrowień.

To trudne pytanie zasługuje na dokładną odpowiedź. Oto najlepsza jaką mogę dać.

Bóg JEST wszech-potężny, lecz wyłącznie w ramach Swego charakteru. Są pewne szczególne cechy, które NIE należą do boskiej natury, której Bóg NIGDY nie narusza. Człowiek z pewnością profanuje te cechy, lecz nie Bóg, nie Jezus, nie Duch.

Pismo, na przykład, mówi, że niemożliwe jest, aby Bóg kłamał – List do Tytusa 1:2. Niemniej, niektórzy mogą powiedzieć: „Z pewnością Bóg może skłamać, w końcu jest wszechpotężny”. Nie, nie jest możliwe, aby On działał w poza Swoim doskonałym charakterem miłości, światła, Ducha, prawdy i łaski. On nie skłamie, ponieważ jest to WBREW Jego naturze.
Łatwo to zobaczyć w kontekście kłamstwa, lecz co się dzieje jeśli chodzi o inne cechy, których NIE da się znaleźć w boskiej naturze Boga? Co z przemocą, przymusem, brutalnością, manipulacją, małostkowością, które Nie należą do Jego charakteru?

Można z tego wyciągnąć tylko jeden wniosek: Boża wszechmoc zawsze musi być określana w ramach Jego charakteru. On jest wszech-potężnie dobry, wszech-potężnie przebaczający, wszech-potężnie uzdrawiający, wszech-potężnie prawdziwy, wszech-potężnie prawy, wszech-potężnie cierpliwy, wszech-potężnie odnawiający itp.
NIE jest wszech-potężnie okrutny, wszech-potężnie potępiający, wszech-potężnie mściwy, wszech-potężnie agresywny, wszech-potężnie przymuszający itp.

Tak więc, Bóg nas nie okłamie, nie zabije, nie przymusi, nie zmanipuluje, nie potraktuje brutalnie, nie wykorzysta, nie zagrozi, nie zastraszy. Bóg będzie nas ochraniał, błogosławił, uczył, przekonywał, wzmacniał, zachęcał i uwalniał. Zastanówmy się nad następującym fragmentem zapisanym przez Świętego Anzelma:

„Ale w jaki też sposób jesteś wszechmocny, jeżeli nie możesz wszystkiego? Albo: jeżeli nie możesz ulec zniszczeniu ani kłamać, ani sprawiać, żeby prawda była fałszem, aby na przykład to, co zostało uczynione, nie było uczynione i podobnie wielu innych rzeczy, to w jaki sposób możesz wszystko?

A może móc te rzeczy nie jest mocą, ale właśnie niemocą? Albowiem ten, kto może je [czynić], może czynić to, co nie jest dla niego pożyteczne i czego czynić nie powinien? I im bardziej może je czynić, tym bardziej nieszczęście i przewrotność mogą oddziaływać na niego, a on coraz mniej może się im przeciwstawiać. Kto zatem w ten sposób może [czynić], może nie dzięki mocy, ale właśnie dzięki niemocy…

Tak więc, gdy mówi się, że ktoś posiada moc czynienia lub doświadczania czegoś, co mu nie wypada lub czego nie powinien, wówczas przez moc rozumie się niemoc, albowiem im bardziej posiada tę moc, tym mocniejsze są w stosunku do niego nieszczęście i przewrotność, a on wobec nich tym bardziej bezsilny.
A więc, Panie Boże, dlatego tym prawdziwiej jesteś wszechmocny, ponieważ nie możesz [czynić] niczego dzięki niemocy i nic nie ma mocy przeciw tobie” (Proslogion, Rozdz. 7, tłum.: Tadeusz Włodarczyk).

Gdy więc następnym razem ktoś wyciągnie ten zużyty argument, że jeśli Bóg jest wszechmogący to On natychmiast ma obowiązek potraktować wszystkich zło czyniących podobnie tak, jak miotający piorunami Zeus, że COKOLWIEK się dzieje, musi być zgodne z Jego wolą, bądź też traktuje niepamięcią, już wiesz, co powiedzieć. Bóg jest wszechpotężną MIŁOŚCIĄ. Wszystko, co znajduje się poza MIŁOŚCIĄ nie należy do Bożej natury. Bóg ratuje nas aż do skrajności, lecz WYŁĄCZNIE w ramach swej bezgranicznej cnoty. ON zawsze zwycięża zło tylko w jeden jedyny sposób: cierpliwością, miłością i dobrocią.

John Wesley powiedział: „Wydaje się, że Bóg jest ograniczony przez nasze życie modlitewne. On nie może zrobić niczego na ziemi dopóki człowiek nie modli się”. Jesteśmy jak kran wypuszczający wszechobecność Boga jako realną obecność. Nasza wiara nie stwarza tego zwycięstwa, tylko uznaje je i wypuszcza Z Nieba NA ziemię”.

Bez względu na przyczynę pojawiania się złych wydarzeń, nie dzieje się tak dlatego, że Bóg nie ma możliwości czy chęci ratowania nas. Jest tak raczej dlatego, że Ciało Chrystusa – czy to jako zbiorowość czy indywidualnie jakiś członek – „zaniedbał” sprzeciwu wobec zła, jako zjednoczona armia wstawiających się wojowników wiary.

Faktem jest, że List do Hebrajczyków ostrzega nas przed bym, że nie „unikniemy zniszczenia złem, „jeśli zlekceważymy [zbiorowo czy indywidualnie] tak wielkie wybawienie”.

Jestem przekonany, że w ogromnej części cierpienie istnieje dlatego, że kościół nie modli się w jedności serca i celu. Kościół, Oblubienica, jest tutaj po to, aby przynieść ulgę i lekarstwo na cierpienia tego świata, lecz jesteśmy zbyt zajęci wykazywaniem sobie niezgodności i oskarżaniem siebie nawzajem, zamiast zgodą i błogosławieniem.

Chrystus jest ze Swojej strony zawsze gotowy, chętny i ma możliwość zamanifestować Swoją moc ratowania w każdej potrzebie. Niemniej tutaj, na ziemi, to kościół jest kranem przez który to wypływa, kranem, którego nie nauczyliśmy się ciągle wspólnie otwierać na całość.

Wierzę, że przepust (kurek) tego kranu jest po naszej stronie równania. Wierzę, że kran to jest to, co Jakub nazywa „skuteczną gorliwą modlitwą”, zarówno indywidualną jak i zbiorową.

Oczywiście, zgadzam się z tym, że nie wolno nam nigdy banalizować cierpienia, lecz z drugiej strony nie wolno nam również trywializować modlitwy. Zgadzam się również z tym, że sama waga cierpienia jest niewyobrażalna, lecz, z drugiej strony, moc modlitwy jest jeszcze bardziej niewyobrażalna, co najmniej taka jeśli mamy wierzyć słowom Jezusa z Ewangelii Marka 11:22-25 i wielu innych miejsc. Żarliwa modlitwa powinna być naszą pierwszą i natychmiastową reakcją na nagłe pojawienie się cierpienia jakiegokolwiek rodzaju, podobnie jak woda jest naszą pierwszą i natychmiastową reakcją na pojawienie się ognia.

John Wesley nauczał, że nasz brak modlitwy uniemożliwia i utrudnia Bogu pełną manifestację Jego najlepszych uwolnień. On potrzebuje naszej jednolitej wiary – zgody na pewnym poziomie. Właśnie to ma miejsce w 6 rozdziale Ewangelii Marka, gdy On, będąc całkowicie gotowy do czynienia cudów, nie mógł uczynić ich z powodu zbiorowej niewiary mieszkańców Nazaretu.

Przeprowadźmy taki myślowy eksperyment, który pomoże nam wyjaśnić sprawę. Bożym pragnieniem (wolą) jest, aby zawsze interweniować na naszą korzyść, lecz są pewne ograniczenia, które uniemożliwiają Mu to w pełnym wymiarze. Wynikają one z Jego nierepresyjnej (nie przymuszającej) natury, o czym dyskutowaliśmy wyżej. Widzimy działanie tej dynamiki blokowania woli Jezusa, aby czynić „wielkie dzieła” w 6 rozdziale Ewangelii Marka, gdzie był gotowy, chciał, czynić je właśnie w tym miejscu, pośród nich, lecz zamiast tego, „nie mógł uczynić tam wielu cudów” i „dziwił się ich niedowiarstwu”.

Myślę, że możemy zgodzić się na to, że w czasie Swego wcielenia, był FIZYCZNIE obecny w czasie, gdy jakaś kobieta i jej dziecko zostały fizycznie napadnięte przez bandytów. Intuicyjnie wiemy o tym, że Jezus szybko interweniowałby i powstrzymał to (jak to się stało w przypadku kobiety złapanej na cudzołóstwie).

Jezus mógł był zastosować jakieś naturalne sposoby, lecz bardziej prawdopodobne jest, że trzymałby się Swego normalnego modus operandi – zastosowałby jakieś nadnaturalne środki, aby uratować ofiarę. Użył nadnaturalnej wiedzy, aby rozbroić sposób myślenia tłumu, który chciał zabić cudzołożnicę. Kilka razy Sam w nadnaturalny sposób prześlizgnął się przez nieprzyjazny tłum, który próbował Go zabić.

Niemniej, w każdym przypadku Jezus pokazany nam ZARÓWNO Ewangelię JAK I ożywione przez Ducha sumienie, NIE stałby bezczynnie, niczego nie robiąc. Biorąc pod uwagę parametry naszego myślowego doświadczenia jest to nie do pomyślenia.

Jezus:

– nie przeszedłby obok tego zdarzenia, aby zachować Swój plan służby,
– nie stałby podczas trwającego maltretowania, obserwując i potrząsając współczująco głową,
– nie odwrócił by się z niesmakiem w innym kierunku, zakładając że przeżyją
i zamierzając później pomóc ofiarom radzić sobie z ranami.

Jak pewny jest wschód Słońca, wiemy, że Jezus przedstawiony w Ewangeliach powstrzymałby tego rodzaju okrucieństwo – natychmiast, zdecydowanie i umiejętnie. W Księdze Dziejów Apostolskich 10:38 czytamy, że: „Jezus był namaszczony Duchem i mocą, chodził, czyniąc dobrze i uzdrawiając wszystkich uciśnionych przez diabła”. Nie ma w Ewangeliach (poza tym, co dotyczyło Jego ukrzyżowania, na co się Sam dobrowolnie zgodził) niczego, co wskazywałoby na to, że Jezus KIEDYKOLWIEK zgodził się na jakąkolwiek formę fizycznego znęcania się, demonicznej działalności czy fizycznej niemocy dotykających kogokolwiek, którym, będąc na miejscu osobiście, natychmiast nie sprzeciwiłby się.

Idźmy teraz dalej w naszym myślowym eksperymencie. Zamień poniższe
zagrożenia na jakikolwiek z tysiąca groźnych scenariuszy.

– kobieta i jej dziecko w śmiertelny zagrożeniu jakiejś plagi,
– kobieta i jej dziecko niszczeni przez trąd,
– kobieta i jej dziecko uciskani przez męża czy ojca,
– kobieta cierpiąca z powodu ciężkiego upośledzenia umysłowego próbująca udusić swoje dziecko,
– dziecko, które ma atak epilepsji i zadławiło się językiem,
– matka cierpiąca na silny udar spowodowany rakiem mózgu leżąca nieprzytomnie na ziemi, gdy jej dziecko płacząc usiłuje ją obudzić,
– kobieta i jej dziecko zagrożeni śmiercią przez obsuwającą się lawinę kamieni.

Co zrobiłby Jezus, BEZ WZGLĘDU na rodzaj zagrożenia, gdyby znalazłby się osobiście wobec takiej sytuacji? To oczywiste. Jezus powstrzymałby każdą z tych tragedii.

Oto, o co chodzi. WIEMY, że Bożą wolą jest zawsze uzdrawiać i chronić, gdy Jezus jest obecny FIZYCZNIE. Jest to jasne i nie do obalenia. Jak to się stało, że utraciliśmy tą wiedzę o Jego woli co do uzdrowienia, gdy Bóg jest tylko DUCHOWO obecny – tutaj w naszych współczesnych, codziennych, życiowych sytuacjach.

Jak możemy mówić teraz, że Boża wola ku uzdrawianiu przeszła ze stanu kinetycznego (poruszającego się) w czasach Jezusa do statycznego współcześnie? Czy Jezus zmienił Swoją wolę i naturę dążącą do uzdrowienia? Czy też problem jest po NASZEJ stronie ZBIOROWEGO równania?

Czy może być tak, że coś przeszkadza czy blokuje pełną wolę Jezusa do czynienia wielkich dzieł uwalniania tutaj i dzisiaj? Jeśli tak, czy być może jakaś ciemna działalność powstrzymywała Jezusa przed wspaniałymi dziełami w Nazarecie, jak to mamy opisane w 6 rozdziale Ewangelii Marka (z wyjątkiem nielicznych uzdrowień), gdzie ludzie pogardzili Jego całkowitą wolą, jakaś ich ZBIOROWA niewiara nie dopuściła do zamanifestowania się tych dzieł pośród nich – zbiorowa niewiara, której Jezus „dziwił się” (nie w pozytywny sposób), a która spowodowała, że stracili czas na nawiedzenie uzdrowienia.

Sytuacja w Nazarecie jest tak pouczająca, ponieważ w relacji z niej znajduje się wszystko, czego potrzebujemy: zawsze chętny do uzdrawiania Pan, mimo wszystko powstrzymany przez zbiorowe (nie indywidualne) postawy i serca nastawione na niewiarę.

Większość teologów gorliwie przyzna, że Bóg w jakimś sensie jest wszechmogący, jest wszechobecny w jakimś stopniu również dziś, tutaj i teraz. Niemniej, samo to w sobie nie wystarcza, aby uwolnić Jego osobistą obecność (którą określiłbym jako kinetycznego uzdrawiającego Jezusa przedstawionego w Ewangeliach) do pełnej manifestacji.

Tak więc, powtórzmy: muszę dojść do wniosku, że pewne działania ZBIOROWE po naszej stronie równania, „gaszą” żywą uwalniającą obecność Jezusa i „sadzają na ławce” ponownie do statycznego uśpienia.

Szeroko rozpowszechniony brak uzdrowienia nie może być po prostu spowodowany BRAKIEM woli Jezusa. Ponownie więc, wracam do Nazaretu jako przykładowego wyjaśnienia tego, że Jego wspaniałe dzieła nie manifestują się.

W Nazarecie było rozpalone niebo ZBIOROWEJ niewiary, co nie pozwoliło na to, aby Pańskie światło uzdrowienia w pełni zaświeciło, aby dokonały się te czyny, które były w Jego sercu do wykonania.

Powtórzmy: Pan był w stanie uzdrowić tylko kilku ludzi, podobnie jak i dziś tylko kilku chorych otrzymuje dzięki modlitwie wiary uzdrowienia od czasu do czasu, lecz nie widzimy tego na większą skalę, co uważalibyśmy za ideał funkcjonowania Ciała Chrystusa.

Przyczyna? Żyjemy współcześnie w postmodernistycznym Nazarecie, pracując pod rozpalonym niebem zbiorowej niewiary.

Wolność aniołów i ludzi często składa się na łączy się tak, aby ukształtować pewne wzory zakłóceń wywołanych przez oporną siłę, którą musimy się cierpliwie zająć.

Pan zawsze chce się manifestować, lecz do pełnego przeniknięcia sytuacji często potrzebuje współdziałania. Pan nie chce (i nie może) swoimi interwencjami gwałcić rzeczywistości. Funkcjonuje zgodnie z aktywną wiarą ludzi, dającej Mu na zgodę, której potrzebuje, kosmiczną przestrzeń, w której może rozwiązać sytuację dzięki jakiemuś przyspieszeniu jej przez przekazanie energii Chrystusa.

Pytaniem NIE jest „czy” bądź „dlaczego” Bóg interweniuje bądź nie w ludzkie sprawy, lecz raczej „dlaczego” bądź „czy” MY (zbiorowość, jako ciało Chrystusa) interweniujemy czy nie.

Boże interwencje na rzecz rozwiązania potrzeby wymagają NASZEJ zbiorowej współdziałającej wiary, przyspieszającej modlitwy i działania umożliwiających Jemu pełną manifestację tutaj na ziemi tak, jak już jest zamanifestowana w Niebie. Jego Duch wypełnia wszystko (Ef 1:23, 4:7-10). To, co zaplanował (Ef 2:10 „Bóg przygotował je wcześniej, aby były treścią naszego życia” EIB) wirują wokół nas jak motyle skręcone w potencjalnym, żarliwym oczekiwaniu na to, aby odskoczyć ku rzeczywistości dzięki naszym modlitwom i wierze. Niemniej jednak, nasza zbiorowa niewiara może „gasić” i „uziemić” te możliwości i skierować je do rzeczywistości rzeczy niezrealizowanych.

 

|Tak więc, myślę, że jeśli chodzi o Bożą reakcję na interwencyjną modlitwę, mamy tutaj do czynienia z trzema pojęciowymi wyborami:

1) Bóg mówi „tak” na niektóre interwencyje uzdrowienia, a „nie” na inne.
2) Bóg mówi „tak” na wszelkie interwencyjne uzdrowienia, lecz czasami coś po naszej, zbiorowej [NIE indywidualnej] stronie równania przeszkadza czy blokuje pełnię uzdrowienia Mk 6:1-6.

3) Bóg nie mówi ani „tak”, ani „nie” na poszczególne potrzeby uzdrowienia, lecz trzyma się z daleka, niezaangażowany.

 

 

1 i 3 są nie do przyjęcia ze względu na następujące powody:

— Jezus nigdy nikomu nie odpowiedział „nie” na potrzebę uzdrowienia (2Kor 1:9-20).

— Wielokrotnie Pismo mówi, że Jezus uzdrowił „wszystkich”, którzy do Niego przyszli (Dz. 10:38; Mt 4:23-24; 8:16; 9:35; 12:15; 15:30; Lu 4:40; 6:17).

— Jedyny przypadek wskazujący, że Jezus został zablokowany przed uzdrowieniem „wszystkich” to zbiorowa przeszkoda, a nie brak chęci czy zgody z Jego strony (Mk 6:1-6).

— Wydaje się, że uzdrowienie jest obiecane w kilku wersach NT (Jk 5:15; 1Ptr 2:24) a jego wypełnieniem jest Mt 8:16; Mk 3:15; 16:18; Lu 9:2, 10:9; J 14:12-14.

— Jeśli Bóg odmawia uzdrowienia niektórych matek i dzieci z raka, a uzdrawia innych to znaczy, że jest kapryśny i okrutny.

— Jeśli Bóg trzyma się z daleka od uzdrowienia to jest kapryśny, okrutny, a nawet gorzej, umieścił nas wszystkich w śmiertelnej pułapce stworzenia, w którym bezwzględnie rządzą katastrofa, choroba, zniszczenie i destrukcja, w śmiertelnie zarażonym stworzeniu za które On jedynie jest odpowiedzialny.

Niepowodzenia w modlitwie o uzdrowienie istnieją przede wszystkim dlatego, że kościół ogólnie nie naucza, nie modli się czy nie wierzy w jedności serca i celu. W skrócie: kościół nie prezentuje skutecznie spójnej wiary w uzdrowienie Boże. Oblubienica, kościół, jest tutaj po to, aby uwalniać bądź leczyć światowe cierpienia, lecz jesteśmy zbyt zajęci niezgodą i oskarżaniem siebie nawzajem, zamiast zgody i błogosławieństwa.

Nie to będzie jasne: nie przypisuję komukolwiek braku uzdrowienia, jakiejkolwiek osobie i jej osobistemu brakowi wiary. Jest to zbytnie uproszczenie i zwyczajnie złe. Mówię o tym w sensie zbiorowym. Jesteśmy ze sobą nawzajem połączeni w sposób widoczny i niewidoczny, świadomy i nieświadomy, duchowy i niezgodny z biblią.
Wierzę, że z chwilą, gdy objawienie Oblubienicy jako uzdrowiciela osiągnie krytyczną masę świadomości w ramach zbiorowej masy wierzących, nastąpi eksplozja „potężnych dzieł” na ziemi, nawet większych niż te, które widziano w dniach Jezusa i pierwszego kościoła (J 14:12-14). Podnosząca się fala podnosi wszystkie łodzi.
Ze swojej strony, Chrystus, zawsze jest gotowy, chętny i ma możliwość zamanifestowania Swojej mocy udzielenia ratunku w każdej możliwej potrzebie, lecz to kościół jest kranem przez który realizuje się to na ziemi, kranem, którego kurka nie nauczyliśmy się jeszcze zbiorowo otwierać.

Niemniej, zawsze staram się pamiętać o wspaniałej prawdę ku postępującemu poznawaniu której, wszyscy zostaliśmy razem powołani: nasz niebieski Abba „wszystko umieścił pod Jego (Jezusa) stopami, i ustanowił Jego (Jezusa) PONAD WSZYSTKIM Głową KOŚCIOŁA”

Wcześniej czy później stanie się to. Oczywiście, „wcześniej” jest nieskończenie lepiej, oby więc zaczęła już funkcjonować nasza zjednoczona wizja i oby każdy z nas odgrywał żywą część.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.