Codzienne rozważania_23.01.2026

Dlaczego Jezus przyszedł?

Greg Laurie
Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mk 10:45).

Za nami już miesiąc świąt Bożego Narodzenia, choć nie sposób tego poznać po liczbie osób, które wciąż mają ozdoby. Boże Narodzenie to czas, kiedy świętujemy przyjście Jezusa. Jednak pośród tradycyjnych czytań, kolęd i orszaków tego okresu, jedno pytanie, które często jest pomijane, jest najbardziej podstawowe ze wszystkich: Dlaczego Jezus przyszedł?

Przyjrzyjmy się pokrótce pięciu różnym powodom. Po pierwsze, Jezus przyszedł, aby głosić Dobrą Nowinę tym, którzy cierpią duchowo. Jezus powiedział: „Duch Pański spoczywa na Mnie, bo Mnie namaścił, abym głosił Dobrą Nowinę ubogim” (Łk 4,18). Nie tylko głosił Dobrą Nowinę, ale sam był Dobrą Nowiną. Był Mesjaszem, Zbawicielem, na którego czekał świat.

Po drugie, Jezus przyszedł, aby uzdrowić złamane serce. Technologia medyczna poczyniła ogromne postępy w leczeniu bólu, ale wciąż nie ma lekarstwa na złamane serce. Ludzie zmagają się z najróżniejszymi bolesnymi wyzwaniami – fizycznymi, relacyjnymi, emocjonalnymi, psychicznymi i duchowymi. Jezus rozumie. Żył jak jeden z nas. Doświadczył bólu, zdrady i żalu. On wie, co czujemy. Psalmista napisał o Panu: „On uzdrawia złamanych na duchu i opatruje ich rany” (Psalm 147:3).

Po trzecie, Jezus przyszedł, aby wyzwolić ludzi spętanych grzechem. Przyszedł, aby otworzyć nasze duchowe oczy na nasze duchowe potrzeby. Jednym z największych podstępów diabła było przekonanie ludzi będących niewolnikami grzechu, że są wolni. Apostoł Paweł napisał: „Chrystus nas zatem prawdziwie wyzwolił” (Galatów 5:1). Jezus obnażył kłamstwo diabła i rzucił światło na grzech ludzi. Następnie zapewnił im możliwość wiecznego odpuszczenia grzechów.

Po czwarte, Jezus przyszedł, aby podnieść tych, których życie przytłacza. Jezus powiedział: „Moim zamiarem jest dać im życie pełne i satysfakcjonujące” (Ewangelia Jana 10:10). Przyszedł, aby dać nam życie w obfitości. Jezus przyszedł, aby pokazać nam, że życie ma więcej do zaoferowania. Przyszedł, aby dać nam nadzieję.

Po piąte, Jezus przyszedł, aby oddać za nas swoje życie. Jezus powiedział: „Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mk 10,45). Bóg jest święty i sprawiedliwy. Domaga się kary za grzech. Tą karą jest śmierć. Tylko doskonała ofiara złożona za nas mogła nas ocalić od śmierci. Jezus był tą doskonałą ofiarą. Dobrowolnie przyjął naszą karę za grzech. Pozwolił się zabić, abyśmy mogli żyć.

Jezus Chrystus przyszedł na ziemię, aby szukać i zbawić tych z nas, którzy są zagubieni, tak jak pasterz szuka zagubionej owcy. Ci, którzy Mu zaufają, będą cieszyć się życiem wiecznym z Nim.

Pytanie do refleksji: Który z tych powodów przyjścia Jezusa najbardziej rezonuje z kimś, kogo znasz?

Codzienne rozważania_22.01.2026

Czas na ciszę

Greg Laurie
Piotr zawołał: „Rabbi, jak to dobrze, że tu jesteśmy! Postawmy trzy szałasy na pamiątkę – jeden dla ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Powiedział to, bo tak naprawdę nie wiedział, co jeszcze powiedzieć, bo wszyscy byli przerażeni” (Mk 9:5–6).

Czasem słowa po prostu wiszą w powietrzu przez chwilę. Ten okropny moment, kiedy za późno uświadamiasz sobie, że powinieneś był milczeć. Ten moment, kiedy ty i ludzie, którzy cię słuchają, w milczeniu zadajecie to samo pytanie: Dlaczego to powiedziałeś?
Kiedy ostatnio powiedziałeś coś, czego wolałbyś nie mówić? Coś, co mogło brzmieć idealnie w twojej głowie, gdy formułowałeś słowa, ale jakoś stało się niewiarygodnie żałosne, gdy tylko wyszły z twoich ust?
Zdarza się to najlepszym z nas. Przydarzyło się Peterowi. W najgorszym możliwym momencie.

Jezus poprowadził Piotra, Jakuba i Jana, uczniów ze swojego najbliższego otoczenia, na górę, by skorzystać z jedynej w swoim rodzaju okazji. Wydarzenie to znane jest jako Przemienienie Pańskie. Bóg na krótko pozwolił uczniom Jezusa ujrzeć Go w Jego chwale. Twarz i szaty Jezusa nagle zajaśniały niczym słońce. Mojżesz i Eliasz, dwie najbardziej czczone postacie w historii Żydów, ukazali się Mu i rozmawiali z Nim.

Trudno wyobrazić sobie głębsze, zmieniające życie doświadczenie. Trudno wyobrazić sobie scenę bardziej odpowiednią dla pełnej szacunku, pełnej podziwu ciszy. Trudno wyobrazić sobie sytuację mniej odpowiednią dla Piotra.

Continue reading

Codzienne rozważania_21.01.2026

Odejdź?

Greg Laurie
Wkrótce wokół Jezusa zebrał się tłum i ujrzeli człowieka opętanego przez legion demonów. Siedział tam w ubraniu i całkowicie przytomny, a wszyscy się przestraszyli. Wtedy ci, którzy widzieli, co się stało, opowiedzieli pozostałym o opętanym i świniach. A tłum zaczął prosić Jezusa, żeby odszedł i zostawił ich w spokoju” (Mk 5:15–17).

W naszych dwóch poprzednich nabożeństwach przyjrzeliśmy się historii z Ewangelii Marka 5 o spotkaniu Jezusa z opętanym przez demona człowiekiem w krainie Gerazeńczyków. Człowiek ten przerażał mieszkańców okolicy, dopóki Jezus nie wypędził z niego demonów i nie wpędził ich w pobliskie stado świń. Opętane świnie, w sumie około dwóch tysięcy, rzuciły się po stromym zboczu do morza, gdzie utonęły.

Ewangelie opisują kilka różnych reakcji na cudowne uzdrowienia i niewątpliwe przejawy mocy Jezusa. Jednak reakcja Gerazeńczyków wyróżnia się. Kiedy ludzie zobaczyli człowieka opętanego przez demona, „siedzącego w ubraniu i całkowicie przytomnego […], wszyscy się zlękli” (Mk 5,15). Tak więc niewiele się dla nich zmieniło. Zamiast bać się człowieka opętanego, bali się teraz Tego, który go uzdrowił. Tak bardzo, że zaczęli błagać Jezusa, aby odszedł i zostawił ich w spokoju (zob. werset 17).

Continue reading

Codzienne rozważania_20.01.2026

Tylko tyle możemy zrobić

Greg Laurie.
Ten mężczyzna mieszkał w grotach i nie dało się go już unieruchomić, nawet łańcuchem. Za każdym razem, gdy zakuwano go w łańcuchy i kajdany – co zdarzało się często – zrywał łańcuchy z nadgarstków i rozbijał kajdany. Nikt nie był na tyle silny, by go obezwładnić” (Mk 5:3–4).

W 5 rozdziale Ewangelii Marka czytamy historię spotkania Jezusa z opętanym przez demona człowiekiem w krainie Gerazeńczyków. W poprzednich rozważaniach skupiliśmy się na duchu strachu, jaki wzbudzał ten człowiek. Dzisiaj porozmawiamy o problemie, który przedstawił, a konkretnie o tym, co zrobić, gdy problem przerasta nasze możliwości rozwiązania.

Oczywiście, opętany przez demona człowiek stanowił palący problem dla mieszkańców regionu Gerazeńczyków. Był problemem społeczeństwa w tamtych czasach. A czytając między wierszami Ewangelii Marka 5:3–4, można dostrzec, jak społeczeństwo poradziło sobie z tym problemem. „Zakuto go w kajdany i łańcuchy” (werset 4, NLT). Rozwiązaniem społeczeństwa było ograniczenie jego wolności, unieruchomienie go, aby nie stanowił zagrożenia dla innych. Zerwane łańcuchy i zerwane kajdany pokazują nam, jak skuteczne okazało się to rozwiązanie.
Oczywiście, interwencja społeczna może być cennym wsparciem dla osób zmagających się z trudnościami. Jednak w tym przypadku zmagania mężczyzny miały charakter duchowy. Społeczność nie mogła mu pomóc, ponieważ problem przekraczał ich możliwości.

Czyż to nie interesujące, że pomimo wszystkich naszych dzisiejszych wspaniałych osiągnięć, społeczeństwo wciąż nie potrafi poradzić sobie z problemami spowodowanymi przez szatana i grzech? Nie możemy pokonać szatana o własnych siłach. Nie wiemy, co robić. Społeczeństwo nie zna odpowiedzi. Jak opętany przez demona człowiek, potrzebujemy Zbawiciela, który nam pomoże.

Spójrzcie, co się stało, gdy Zbawiciel wkroczył w życie tego człowieka. Jezus udał się na przerażający, mały cmentarz, gdzie mieszkał ten człowiek. Jezus spojrzał ponad przerażającym wyglądem fizycznym mężczyzny i dostrzegł w nim cierpiącą, udręczoną duszę. I Jezus zaoferował to, co było Jego wyłącznym darem: nadzieję.

Continue reading

Nie skupiaj się tylko na niebie – część 1

Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje… Bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi” (Łk 11,2). Słowa modlitwy mówiące, aby wola Ojca spełniła się na ziemi, jak w niebie, stanowią temat przewodni całej dalszej modlitwy. Całym motywem Modlitwy Pańskiej jest to, aby wola Ojca działa się w naszym życiu –  poprzez to, że Jego wola dokonuje się w nas.

Modlitwa Pańska jest bardziej stwierdzeniem niż prośbą
Czasowniki Modlitwy Pańskiej zostały zapisane w aoryście, co oznacza, że są ujęte jako czynności dokonane, jako stwierdzenia faktu. Jednocześnie forma gramatyczna ma charakter nakazujący. Współcześnie modlimy się tą modlitwą wyłącznie jako formą prośby, co zmienia sens tego, co rzeczywiście powiedział Jezus.

Spójrzmy, co Jezus powiedział i jakiego czasu użył
Święć się imię Twoje” jest aorystem w trybie rozkazującym, co oznacza żarliwe, płynące z serca stwierdzenie, połączone z palącym pragnieniem świętości również we własnym życiu.

Przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja” także jest aorystem rozkazującym. Jest to mocne, szczere stwierdzenie, odzwierciedlające głębokie wołanie serca ucznia, który chce, aby Boża wola była w jego życiu absolutnym priorytetem. Te otwierające słowa ukazują człowieka modlącego się z intensywnością wynikającą z nieugaszonego pragnienia, by wola Boga dokonywała się w jego życiu.

Bądź wola Twoja” niesie ten sam sens: wyraża gorące pragnienie ucznia, który całkowicie poddał swoją wolę woli Ojca. Czy zdarzyło ci się być tak spragnionym Boga, że mówiłeś Mu o swoim sercu i miłości do Niego, a jednocześnie wołałeś o jeszcze więcej? Właśnie o to tutaj chodzi: Twoja wola dokonuje się w moim życiu, Ojcze – niech Twoje królestwo jeszcze pełniej wejdzie w moje życie. Jest to wyraz żarliwej gorliwości o Bożą wolę i Boże drogi w naszym życiu.

Chleba naszego powszedniego daj nam na każdy dzień” również łączy w sobie aoryst i tryb rozkazujący. W języku polskim można by oddać to jako stwierdzenie ukierunkowane na ciągłe wypełnianie: Ty dajesz nam chleb – codziennie. Zgadza się to z nauczaniem Jezusa z Mt 6,24–34, gdzie Jezus mówi, że poganie (ludzie nie będący w przymierzu) zabiegają o jedzenie, ubranie i dach nad głową, natomiast gdy my szukamy najpierw Ojca i Jego sprawiedliwości, wszystko inne zostaje nam (przez Niego) dodane. Ojciec rzeczywiście codziennie zaopatruje. Jednak „według wiary waszej niech wam się stanie”. Jeśli mamy słabą wiarę, możemy nie dostrzegać Jego zaopatrzenia i żyć od jednego cudu do drugiego. Znacznie lepiej jest żyć W cudach jako codziennej rzeczywistości.
Zgadza się to również ze słowami z 2 P 1,3–4, które mówią min.: „Boska Jego moc udzieliła nam wszystkiego, co jest potrzebne do życia i pobożności, przez poznanie Tego, który nas wezwał”.

Posługiwałem się tym wersetem wiele razy, gdy wydarzało się coś niespodziewanego – nagły problem, nieoczekiwany rachunek – i natychmiast mówiłem wtedy: Ojcze, objaw swoje zaopatrzenie. Drugi List Piotra mówi, że wszystko, co potrzebne do życia i pobożności, zostało JUŻ UDZIELONE przez Ciebie. Ojcze, objaw swoje rozwiązanie. Taki sposób życia przynosi odpoczynek, bo wiesz, że to, co zaskoczyło ciebie, nie zaskoczyło Jego. Pojawia się dziecięca radość i oczekiwanie, by zobaczyć, w jaki sposób Ojciec już się o to zatroszczył.

Tak, w trudnych chwilach mówię do Niego właśnie w ten sposób. To Ojciec w Jezusie zapewnił wszystko, dlatego też w trudnych momentach pozwalam sobie na taką śmiałość. Innym razem, gdy jestem zaskakiwany niespodziewanym rachunkiem, mówię to bardziej spokojnie i refleksyjne: Ojcze, to mnie zaskoczyło, ale Ciebie nie. W jaki sposób już to opłaciłeś? Proszę, objaw swoje rozwiązanie, swój sposób zaspokojenia tej potrzeby. W postawie pokory i namysłu, rozważam różne scenariusze, jednak to, co chcę, to oglądać wypełnienie Jego planu.

Przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawinił” ma ten sam charakter. Można to oddać jako: Ty przebaczasz nam nasze grzechy, tak jak my przebaczamy tym, którzy są nam coś winni. Greckie słowo tłumaczone jako „winni” lub „dłużnicy” nie odnosi się pierwotnie jedynie do grzechu, choć w tym kontekście także do niego, ale obejmuje znacznie więcej. Jezus uczy, że mamy stwierdzać, iż Ojciec przebacza nam nasze grzechy, podczas gdy my przebaczamy tym, którzy są nam coś winni – a to obejmuje także emocjonalne „długi”: oczekiwanie przeprosin, uznanie wyrządzonej krzywdy, świadomość winy po stronie drugiego człowieka. To wszystko mieści się w znaczeniu tego słowa. Nie chodzi tu o umarzanie długów finansowych, bo nie taki jest kontekst, lecz o długi emocjonalne i moralne. I znowu: aoryst oznacza stwierdzenie faktu – nasze grzechy są przebaczone, ponieważ my również przebaczamy tym, którzy są nam winni.

Continue reading

List do Galacjan w świetle judaizmu I wieku


Przemyślmy jeszcze raz argument Apostoła Pawła na rzecz włączenia pogan bez prozelityzmu

dr. Eli Lizorkin-Girzhel

Dziękuję moim przyjaciołom za wsparcie i zachętę!
W tym artykule ponownie odczytujemy List Pawła do Galatów – jedno z najwcześniejszych pism Nowego Testamentu – w kontekście zróżnicowanego krajobrazu judaizmu I wieku, unikając późniejszych chrześcijańskich założeń supercesjonistycznych (teologii zastąpienia). Używany przez niego termin Ioudaismos (Ἰουδαϊσμός, często tłumaczony jako „judaizm”), nie oznacza zdefiniowanej religii we współczesnym rozumieniu. W kontekście I wieku nie istniały jeszcze jasno zdefiniowane systemy religijne, takie jak chrześcijaństwo czy islam. Zamiast tego, Ioudaismos wyrażał żarliwe oddanie żydowskim zwyczajom przodków i charakterystyczny styl życia, często w świadomym sprzeciwie wobec kultury hellenistycznej. To samo znaczenie pojawia się w 2 Księdze Machabejskiej (2,21; 8,1; 14,38), gdzie termin ten również oznacza gorliwe zaangażowanie w praktyki i tożsamość żydowską.

List odnosi się do kryzysu we wspólnotach galackich, gdzie niektórzy żydowscy ewangeliści, którzy przyjęli Chrystusa, przekonywali wierzących pogan, że pełne członkostwo w ludzie Bożym wymaga przestrzegania Tory na sposób prozelitów, w tym takich elementów jak obrzezanie i koszerność. Paweł stanowczo sprzeciwia się temu poglądowi, argumentując, że poganie są włączeni do obietnicy Abrahama wyłącznie poprzez wiarę w żydowskiego Mesjasza, bez konieczności stawania się prozelitami.

Niniejsze studium skupi się na dwóch kluczowych częściach: konfrontacji Pawła z Piotrem w Antiochii oraz jego alegorycznej interpretacji, która łączy Hagar, Prawo i obecną Jerozolimę z przymierzowym statusem niewoli, w przeciwieństwie do Sary, wolności i niebiańskiej Jerozolimy. Śledzimy logikę Pawła od początku listu, aby pokazać, jak jego argumentacja wyłania się z wewnątrzżydowskiej debaty na temat statusu wierzących pogan w erze eschatologicznej zapoczątkowanej przez Mesjasza.

Ustanowienie autorytetu apostolskiego i niezależności (Galacjan 1)
Paweł rozpoczyna od określenia siebie jako apostoła, który nie został posłany przez jakikolwiek ludzki autorytet, lecz bezpośrednio przez Boga Ojca i Jezusa, Mesjasza (Ga 1,1–5). Od razu wyraża zdumienie i zaniepokojenie, że wierzący w Galacji – byli poganie, którzy uwierzyli w żydowskiego Chrystusa – tak szybko porzucają prawdziwą ewangelię (Ga 1,6–7). Rzuca uroczyste przekleństwo na każdego, kto głosi orędzie sprzeczne z ewangelią, którą im pierwotnie przekazał (Ga 1,8–9).

Aby uzasadnić swój apostolski autorytet – zwłaszcza w zakresie wydawania surowych napomnień – Paweł rozpoczyna swój List do Galatów od przypomnienia swojej przeszłości. Podkreśla, że ​​od najmłodszych lat gorliwie przestrzegał żydowskich zwyczajów przodków. Był bardziej gorliwy niż inni w jego wieku. Następnie Paweł wyjaśnia, że ​​Bóg objawił w nim swego Syna (nie tylko jemu ) i powołał go przez to objawienie do głoszenia Ewangelii poganom (Ga 1,11–16a). Kiedy doszło do tych wydarzeń, Paweł nie konsultował się z żadnymi ludzkimi autorytetami ani nie udał się do Jerozolimy, aby naradzić się z Apostołami Pańskimi. Zamiast tego wycofał się do Arabii, a później powrócił do Damaszku (Ga 1,16b–17). Podkreślając tę ​​sekwencję wydarzeń, Paweł podkreśla swoją niezależność od ludzkiego posłannictwa. Dopiero po trzech latach udał się do Jerozolimy, aby odwiedzić Kefasa (Piotra) i spotkać się z Jakubem, bratem Pańskim – wizyta ta trwała piętnaście dni (Ga 1,18–20). Następnie udał się w rejony Syrii i Cylicji. Chociaż kościoły w Judei słyszały doniesienia o jego przemianie, nigdy nie spotkały go osobiście (Ga 1,21–24).

Continue reading

Codzienne rozważania_19.01.2026

Niczego się nie obawiaj

Greg Laurie
Gdy Jezus wyszedł z łodzi, z grobów wyszedł Mu naprzeciw człowiek opętany przez złego ducha” (Mk 5:2).

Jedną z najbardziej pamiętnych historii w Ewangelii Marka jest spotkanie Jezusa z opętanym przez demona człowiekiem w krainie Gerazeńczyków. W ciągu najbliższych kilku dni przyjrzymy się temu spotkaniu z różnych perspektyw. Dzisiaj skupimy się na strachu, jaki wzbudził w nim ten człowiek.

Opis mężczyzny w Ewangelii Marka 5 brzmi jak coś z powieści grozy. „Człowiek ten mieszkał w grotach i nie dało się go już unieruchomić nawet łańcuchem. Ilekroć go zakuwano w łańcuchy i kajdany – co zdarzało się często – zrywał łańcuchy z nadgarstków i rozbijał kajdany. Nikt nie był w stanie go obezwładnić. Błąkał się dniem i nocą po grotach i po górach, wyjąc i kalecząc się ostrymi kamieniami” (ww 3–5 NLT).

Mieszkańcy regionu, co zrozumiałe, bali się tego człowieka. Jezus natomiast nie. Jezus widział, że pod jego przerażającym wyglądem kryje się udręczona dusza. Widział szatana działającego w życiu tego człowieka, próbującego go zniszczyć.

W Księdze Jeremiasza 29:11 czytamy: „Albowiem Ja znam zamiary, jakie mam wobec was – mówi Pan – zamiary pomyślności, a nie zguby, aby zapewnić wam przyszłość i nadzieję” (NLT). Bóg ma wspaniały plan dla ludzi, ponieważ nas kocha.

Diabeł natomiast ma okropne plany wobec ludzkiego życia, ponieważ nas nienawidzi. W Ewangelii Jana 12:31 Jezus nazywa Szatana „władcą tego świata” (NLT). Ale on jest „kulawym kaczątkiem”. Został już pokonany. Jego sąd jest pewny. A jego panowanie zakończy się wraz z powrotem Jezusa. Do tego czasu jednak zrobi wszystko, co w jego mocy, aby pokrzyżować plany Boga wobec Jego ludu. Ponieważ nas nienawidzi.

Continue reading