Dlaczego umarł Jezus?

Brad Jersak
04/13/2017

W książce zatytułowanej: „The Day the Revolution Began” Tom Wright
uderzył w czuły punkt szczerością krytyki wszelkiej ewangelii, która
sugeruje, że „Bóg tak znienawidził świat, że zabił Swego jedynego
Syna”.
Oczywiście, Ewangelia naszego Pan Jezusa Chrystusa jest o wiele piękniejsza niż to, co Wright określa jako „spoganizowane”przesłanie uśmierzania gniewu przez boską przemoc. Niemniej ewangeliczne dzieci Reformacji zostały tak uwarunkowane tym etosem Krzyża, że często jestem pytany: „To po co Jezus umarł?”, tak jakby nic innego jak uzyskanie tego funta ciała, misja Bożego Wielkiego Piątku była bezcelowa.

W tym artykule odpowiem na to pytanie patrząc z trzech spójnych punktów widzenia.

  1. Dlaczego Jezus umarł? Ponieważ to my go zabiliśmy.

Ewangelia Świętego Jana i jego pierwszy list prezentuję Wcielenie jako
dar miłości z nieba. Bóg daje Swego Syna – co znaczy, że daje samego
siebie – na ten świat jako objawienie boskiej miłości i Jego
rozstrzygający akt zbawczy. Nieco więcej o tym. Ta Światłość życia i
miłości zstąpiła na ten świat, lecz nasze zaślepione serca ani nie
rozpoznały Go, ani nie przyjęły (J 1:9-12). Jezus umarł ponieważ to my
odrzuciliśmy Bożą miłość i zabiliśmy Bożego syna. Św. Szczepan
nazywa ukrzyżowanie zdradą i morderstwem (Dz 7:52) – zabójstwem i
bogobójstwem Boga-człowieka.

Nawet w tym przypadku Jan upiera się, że ciemność nie może pokonać
Światłości miłości i życia (J 1:5). Z pewnością ten religijno
polityczny establishment mógł odrzucić boską Miłość i zabić Chrystusa, lecz nie mógł odebrać mu życia (J 10:18). To raczej Chrystus oddał Swoje życie jako objawienie i akt Bożej miłości, po czym odbiera go po to, aby
udzielać światu.

  1. Dlaczego Jezus umarł? Aby objawić Bożą miłość.

Ironiczne jest zatem to, że Krzyż staje się naszym głównym objawieniem
natury Boga jako wiecznej i nieskończonej miłości. Paweł opisuje tą miłość jako szerszą, dłuższą, wyższą i głębszą niż możemy pojąć czy wyobrazić (Ef 3:17-20). Modli się o to, aby Duch Święty w nadnaturalny sposób wypełnił nasza wizję Boga większym objawieniem miłości niż możemy sobie wyobrazić. To znaczy, jeśli możesz sobie wyobrazić Boga jako byt bardziej miłujący niż do tej pory wierzyłeś to musisz, ponieważ On taki jest! Jaką postawę powinniśmy przyjąć, aby tą wizję uchwycić? U stóp Krzyża.

W książce „A More Chrystilike God: A More Beautiful Gospel” wyjaśniłem objawienie ukrzyżowania (tj.: na kształt krzyża) Boga jako (i) oddanie siebie, (ii) radykalne przebaczenie, (iii) współcierpiąca miłość. Bóg jest miłością, która sama siebie daje, ponieważ Bóg w Chrystusie wylał samego siebie na ten świat jako miłość. Jak powiada apostoł:
„…chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom” (Flp 2:6-7).

„Wyparł się” (kenosis) nie sugeruje, że Chrystus opróżnił siebie samego
z boskości, jakby opróżniał wiadro – wręcz przeciwnie. Należy myśleć
bardziej w kategoriach wiecznego źródła nieskończonego miłosierdzia,
wylewanego w nieustannym strumieniu – nigdy nie zawodzący wodospad
Bożej miłości i dobroci. Jak długo trwa Jego miłosierdzie? Na zawsze!
Tak więc, opróżniająca siebie miłość Boża nie jest czymś co zdarzyło się
w chwili Krzyża, lecz raczej to Krzyż jest oknem przez które widzimy to, że Bóg zawsze jest „kenotyczny” (oddającą siebie miłością) – na Krzyżu,
we Wcieleniu, wcześniej w stworzeniu i na całą wieczność w społeczności
Trójjedynej Miłości. „Baranek zabity od założenia świata” (Obj 13:8)
pokazuje nam Bożą niezmienność (wiecznie stały, nie statyczny).

Bóg jest radykalnie przebaczającą miłością, ponieważ Bóg w Chrystusie
przebaczył i pojednał świat ze sobą, nie zaliczając przeciw nam naszych
grzechów (2 Kor 5:19).

Na Krzyżu słyszymy echo głośnego krzyku Chrystusa: „Ojcze, przebacz
im!” (Łk 23:34).

9 letni chłopiec, Malachi, wysmażył mi kiedyś ten tekst. Zapytał:
„Czy myślisz, że Ojciec odpowiedział Jezusowi, gdy ten modlił się w ten
sposób?” Odpowiedziałem mu tym pytaniem, a ten doszedł do wniosku:
„Tak, myślę, że Ojciec odpowiedział: „Tak, ponieważ Ojciec kochał Jezusa,
a Jezus zawsze modlił się zgodnie z wolą Ojca” (mądry chłopiec).
Ponownie zapytał: „Kogo miał Jezus na myśli?” Ponownie odbiłem piłeczkę,
a on już czuł, że dotyczyło to wszystkich konspiratorów: władze świątyni,
Sanhedryn, Piłata, rzymskich żołnierzy, obu złoczyńców, a nawet Judasza
Iskarioty. Jeśli więc Ojciec przebaczył im nawet w chwili, gdy Chrystus
był torturowany to czy istnieje ktoś, komu nie może przebaczyć? Co
więcej, jeśli Bóg przebaczył i pojednał tamtych – choć byli stale Jego
wrogami (Rzym 5:8-10), co to znaczy? Jeśli Bóg nie obciążył ich grzechem
(Dz. 7:60), czy pozostaje jeszcze jakiekolwiek potępienie dla kogokolwiek? Jeśli grzech Adama wpłynął na całą ludzkość o ileż bardziej dająca życie krew Chrystusa oczyszcza ich! (Rzym 5:18).
Boże radykalne przebaczenie jest uniwersalne. Nie neguje to wezwania do
odpowiedzi – rzeczywiście, nakłania do wiary znacznie lepiej niż
kosmiczne zagrożenie wieczną torturą. Kochamy Boga, ponieważ On
pierwszy nas umiłował (1J 4:19) miłością najsilniej inspirowaną wizją Krzyża (Zach 12:10, 1J 3:16).

Bóg jest tak bardzo współczującą miłością, ponieważ w Chrystusie
przyjął „podobieństwo grzesznego ludzkiego ciała” (Rzym 5:3) i
zstąpił do głębi ludzkiej kondycji, przeżywając pełny zakres naszego cierpienia.

To znaczy , współcierpiał w solidarności z nami, odczuwając empatię
do nas w naszej śmiertelności po to, aby wynieść ludzką naturę wraz z
Sobą.
Nie mamy bowiem arcykapłana, który by nie mógł współczuć ze
słabościami naszymi, lecz doświadczonego we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu. Przystąpmy tedy z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze
” (Hbr 4:15-16).

Czy Bóg cierpi? To teologicznie trudne pytanie, ponieważ w Swym
cierpieniu Chrystus objawia miłość Bożą, lecz to właśnie możliwość
cierpienia i śmierci wskazuje na konieczność wcielenia. Cyryl
Aleksandryjski oferuje nam następujący paradoks: Bóg cierpiał w ciele.
A robiąc to, zbawia nas.

  1. Dlaczego Jezus umarł? Aby nas zbawić.

Nie przed Bogiem. Wright stawia sprawę jasno, podobnie ja apostolscy ojcowie i patrystyczni nauczyciele, którzy budowali chrześcijańską soteriologię (doktrynę zbawienia). Nie ma tu miejsca scenariusz dobrego / złego policjanta. Nie jest to pogański scenariusz dziewicy wrzucanej do wulkanu (ofiar z ludzi). Jezus nie jest miłym gościem, którego trzyma w ręku zły ojciec. Gdy Paweł mówi, że Bóg zbawił nas od „gniewu” (Rzym 5:9), nigdy nie mówi o „Bożym gniewie” (groteskowa wrzutka tłumaczy nie mająca żadnego potwierdzenia w manuskryptach). Raczej zapożycza teksty
takie jak w Księdze Mądrości 18:21-22, gdzie Aaron, typ Chrystusa naszego

Arcykapłana, „Stawił czoło gniewowi i położył kres nieszczęściu,…
zwyciężył dręczyciela”. Gniew, zniszczenie, katastrofa i śmierć. Szatan, grzech i śmierć. To są przeciwnicy przed którymi Bóg w Chrystusie uratował nas.

Skoro zaś dzieci mają udział we krwi i w ciele, więc i On również
miał w nich udział, aby przez śmierć zniszczyć tego, który miał władzę
nad śmiercią, to jest diabła, i aby wyzwolić wszystkich tych, którzy z
powodu lęku przed śmiercią przez całe życie byli w niewoli
” (Hbr 2:14-15).

Niektórzy uważają to zwycięstwo jako „teorię zadośćuczynienia”
zwaną Christus Victor. Nie, zwycięstwo Chrystusa to nie teorie zadośćuczynienia. Na Krzyżu „książę tego świata został wyrzucony” (J 12:31); na Krzyżu grzech został przebaczony; na Krzyż umarła śmierć.
Zdecydowanie. Jak ogłosił wznosząc ręce młodziutki czytelnik „Jezus
Showed Us!
”: Jezus jest Zwycięzcą!” Bóg zwycięża! Życie zwycięża!
Miłość zwycięża! To jest Boże zwycięstwo w kształcie krzyża.
Dlaczego Jezus umarł? Ponieważ ukrzyżowaliśmy go. Lecz jest więcej, w
śmierci Jezusa widzimy twarz Boga – ostateczne objawienie i rozstrzygające dzieło Boga jako miłości totalnej, miłości w kształcie krzyża, miłości zwycięskiej.

Brad Jersak

[Głosów: 0   Average: 0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.