Szum wokół zabójstwa Chameneiego: Lekcje z 20 lat nieudanych dekapitacji

Oryg.: TUTAJ

Raymond Ibrahim
9 marca 2026 r.

Czy zamach na Najwyższego Przywódcę Iranu, ajatollaha Alego Chameneiego, 28 lutego, ostatecznie ugasi dżihadystyczny zapał i globalny terroryzm? Czy to decydujący cios, na który niektórzy liczą – potencjalny „koniec pewnej ery” twardych rządów duchownych w Islamskiej Republice, „moment muru berlińskiego”, realny krok w kierunku zmiany reżimu?

Wielu amerykańskich polityków wydaje się przekonanych, że:

  • Lindsey Graham (R-SC): „Statek-matka terroryzmu tonie. Kapitan nie żyje. Największy sponsor terroryzmu – Iran – jest bliski upadku”.
  • Dan Crenshaw (R-TX): „Najwyższy Przywódca Iranu nie żyje i uwierzcie mi, świat dzięki temu jest lepszy”.
  • Rick Scott (R-FL): „Cieszę się, że Chamenei odszedł, że ajatollah odszedł. Świat jest bezpieczniejszym miejscem”.
  • Daniel Webster (R-FL): „Śmierć ajatollaha Chameneiego czyni świat bezpieczniejszym miejscem”.

W rzeczywistości ostatnie zabójstwo nie będzie miało praktycznie żadnego wpływu na globalny dżihad — i nie tylko dlatego, że sunnitów jest znacznie więcej niż szyitów (a Iran nimi jest).

Tę ponurą prognozę wzmacnia fakt, że od 20 lat za każdym razem, gdy ginął islamski przywódca terrorystyczny, politycy i media triumfowały, przedstawiając tę ​​śmierć jako „ poważny cios ” dla dżihadu. Ja zaś od 20 lat recytuję artykuł, który napisałem po raz pierwszy w 2006 r., zatytułowany „ Wielogłowy potwór Zachodu ”.

Tę ponurą prognozę wzmacnia fakt, że od 20 lat za każdym razem, gdy ginął islamski przywódca terrorystyczny, politycy i media triumfowały, przedstawiając tę ​​śmierć jako „ poważny cios ” dla dżihadu. Ja zaś od 20 lat recytuję artykuł, który napisałem po raz pierwszy w 2006 r., zatytułowany „ Wielogłowy potwór Zachodu ”.

Chociaż zmieniłem nazwiska zabitych przywódców dżihadu, by dostosować je do okazji – najpierw Abu Mus’ab al-Zarqawi, potem Abu Hamza al-Masri, potem Abu Laith al-Libi, potem Abu Omar al-Baghdadi i Abu Ayub al-Misri, potem Osama bin Laden, potem Abu Bakr al-Baghdadi, a na końcu Ayman al-Zawahiri – mój wniosek zawsze pozostawał ten sam:

Sytuacja Zachodu w obliczu radykalnego islamu przypomina zatem epickie starcie Herkulesa z wielogłowym potworem-Hydrą. Za każdym razem, gdy mityczny siłacz odcinał jedną z głów potwora, na jej miejscu wyrastały dwie nowe. Aby raz na zawsze unicestwić bestię, Herkules nauczył się przypalać kikuty ogniem, zapobiegając w ten sposób wyrastaniu kolejnych głów. Podobnie, podczas gdy Zachód nadal odcina głowy potworów, takich jak figurant Zarkawi [lub Chamanei, Zawahiri, bin Laden, al-Bagdadi i inni], konieczne jest leczenie choroby – radykalnego islamu – aby ostatecznie zwyciężyć. Zwycięstwo może nadejść tylko wtedy, gdy brutalne ideologie islamu zostaną przypalone ogniem. Niestety, potwór-Hydra to mit, podczas gdy radykalny islam to brutalna rzeczywistość.

Rozważmy na przykład całą euforię, jaka miała miejsce w 2006 roku po zabiciu Al-Zarkawiego – protoplasty Państwa Islamskiego, czyli „ drugiego pokolenia Al-Kaidy ”. Wtedy niemal każdy znaczący polityk , w tym prezydent Bush, premier Blair i premier Iraku Maliki, wygłosił jakieś przemówienie zwycięskie. „ New York Times” nazwał jego śmierć „ przełomowym momentem w wojnie ”.

Podobnie w 2008 roku, po zamordowaniu Abu Laitha al-Libiego, kongresmen Peter Hoekstra wydał oświadczenie, w którym stwierdził, że jego śmierć „będzie miała wyraźny wpływ na radykalny ruch dżihadystyczny”.

Jeszcze bardziej krótkowzroczny triumfalizm unosił się w powietrzu po śmierci Abu Omara al-Baghdadiego i Abu Ayuba al-Masriego w 2010 roku podczas wspólnej operacji amerykańsko-irackiej. Wówczas sam Joe Biden, pełniący obowiązki wiceprezydenta, stwierdził, że „te ofiary to potencjalnie druzgocące ciosy dla Al-Kaidy w Iraku [embrionalnego Państwa Islamskiego]”, dodając: „Ta operacja jest moim zdaniem dowodem na to, że przyszłość Iraku nie będzie kształtowana przez tych, którzy chcieliby zniszczyć ten kraj” – prognoza, która okazała się żałośnie błędna.

Podobnie, amerykański dowódca, generał Raymond Odierno stwierdził , że „śmierć tych terrorystów jest potencjalnie najpoważniejszym ciosem dla Al-Kaidy w Iraku od początku powstania”, dodając, że dla siatki Al-Kaidy „bardzo trudno” będzie zastąpić tych dwóch mężczyzn.

I któż mógłby zapomnieć o całym medialnym triumfalizmie, jeśli nie o histerii, wokół śmierci Osamy bin Ladena w 2011 roku ? Wtedy analityk ds. bezpieczeństwa CNN , Peter Bergen, oświadczył : „Zabicie bin Ladena to koniec wojny z terroryzmem. Możemy to po prostu ogłosić już teraz”. Podkreślając, że „ikonicznej natury postaci bin Ladena” nie da się zastąpić, Bergen zasugerował dodatkowo, że „czas iść naprzód”.

Inny analityk CNN, Fareed Zakaria , zapewnił nas, że „to ogromny, druzgocący cios dla Al-Kaidy, która została już sparaliżowana przez Arabską Wiosnę. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że to koniec Al-Kaidy w jakimkolwiek sensownym znaczeniu tego słowa”.

Ponad dekadę później, 31 lipca 2022 roku – 21 lat po atakach terrorystycznych z 11 września 2001 roku – amerykański dron ostatecznie zabił Ajmana al-Zawahiriego, następcę bin Ladena na stanowisku przywódcy Al-Kaidy. „Wiecie, al-Zawahiri był przywódcą bin Ladena” – ogłosił ówczesny prezydent Joe Biden . „Był z nim cały czas… On [Zawahiri] nigdy więcej – nigdy więcej nie pozwoli, aby Afganistan stał się bezpieczną przystanią dla terrorystów, ponieważ go nie ma”.

Nie trzeba dodawać, że niezależnie od tego, czy Al-Zawahiri jest u władzy, czy nie, Afganistan był i nadal jest „bezpieczną przystanią dla terrorystów”.

Z perspektywy czasu wszystkie te twierdzenia i zapewnienia z pewnością okazały się niezwykle infantylne – nawet dla „analityków głównego nurtu mediów”. Na przykład, jedynym znaczącym wydarzeniem po najgłośniejszym ze wszystkich zabójstw, zabójstwie bin Ladena, było narodziny, rozprzestrzenienie się i późniejsza hegemonia Państwa Islamskiego w Iraku i Syrii („ISIS”) – organizacji, która w porównaniu z nią, jeśli chodzi o okrucieństwo i okrucieństwa, przyćmiła Al-Kaidę.

Podsumowując, przez lata Amerykanom powtarzano, że Al-Kaida ponosi „niszczycielskie ciosy”; że zabijanie poszczególnych dżihadystów stanowiło „przełom w wojnie”; że „koniec wojny z terroryzmem” nastąpił w 2011 r., kiedy zginął bin Laden („czas iść dalej”, radził Peter Bergen); i że „przyszłość Iraku nie będzie zależeć od tych, którzy chcieliby zniszczyć ten kraj”, jak twierdził Biden.

A jednak, o dziwo: pośród tego całego triumfalizmu narodziło się Państwo Islamskie, kalifat dopuszczający się najgorszych okrucieństw XXI wieku – mimo śmierci poszczególnych przywódców dżihadystów.

Czy w świetle tego wszystkiego powinniśmy oczekiwać, że dżihadyzm (znany również jako „globalny terroryzm”) zniknie lub chociaż spowolni, skoro Chamanei nie żyje?

Jak widać, wielu amerykańskich polityków upiera się przy tym.

Jeśli chodzi o znaczenie zabójstwa tego czy innego przywódcy dżihadu, najtrafniejsza prognoza, jaką kiedykolwiek czytałem – taka, która okazała się aż nazbyt trafna – pochodzi nie od amerykańskich polityków, „ekspertów” ani mediów, ale, co ironiczne, od Ajmana al-Zawahiriego (jednego z mężczyzn tworzących tę listę). Zapytany w wywiadzie w 2005 roku o status bin Ladena i mułły Omara z talibów, z przekonaniem odpowiedział:

Dżihad na drodze Allaha jest potężniejszy niż jakakolwiek jednostka czy organizacja. To walka między Prawdą a Fałszem, dopóki Wszechmogący Allah nie odziedziczy ziemi i jej mieszkańców. Mullah Muhammad Omar i szejk Osama bin Laden – oby Allah chronił ich przed wszelkim złem – to jedynie dwaj żołnierze islamu w drodze dżihadu, podczas gdy walka między Prawdą [islamem] a Fałszem [nieislamem] wykracza poza czas ( The Al Qaeda Reader , s. 182, podkreślenie dodane).

I tak to już jest: dżihad „przekracza granice czasu” i nie jest zależny od tego czy innego przywódcy. Muzułmańscy watażkowie, ideolodzy, emirowie, sułtani, kalifowie – a nawet sam prorok islamu – pojawiali się i znikali przez prawie 1400 lat , ale dżihad trwa nadal.

Zatem, jak najbardziej, pozwólmy Zachodowi zabijać wszystkich terrorystów, jakich tylko zdoła. Jednocześnie jednak – wracając do mojej analogii z Herkulesem i Hydrą z 2006 roku, która przetrwała próbę czasu – podczas gdy Zachód nadal odcina „potworne głowy”, ostatnio Chamaneiego, musi również zrozumieć, że aby osiągnąć prawdziwe i trwałe zwycięstwo nad islamskim terroryzmem, nie wystarczy nic innego, jak tylko niewątpliwie herkulesowe zadanie wypalenia muzułmańskich doktryn/ideologii, które dają początek dżihadystom.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]

One comment

  1. Mam wrażenie ,ze zabójstwo Najwyższego Przywódcę Iranu Ajatolaha Chameieniego spowoduje tylko zaognienie sytuacji na Bliskim Wschodzie , uwolni dżihad co doprowadzi do przeniesienia wojny w inne części świata .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *