John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Badając tekst w zeszłym tygodniu widzieliśmy, że Paweł czuł, że jego życie było jak „ektroma” – poronienie, abortowane dziecko, ktoś pozostający poza właściwym rytmem reszty Ciała Chrystusa. To nie jest rzadkie odczucie – może wynikać np. z miejsca zajmowanego wśród rodzeństwa, może byłeś „niespodziewaną” ciążą swojej mamy, kiedy była już po czterdziestce, i czujesz, że tak naprawdę cię nie chciała. A może znałeś Pana, odszedłeś od Niego, a potem wróciłeś i czujesz, że przez większą część swojego życia minąłeś się z Bożą wolą.
Znałem pewnego człowieka, który w każdej rozmowie wracał do swojej przeszłości, zmagając się z przebaczeniem samemu sobie. Znał Pana, ale odszedł od Niego na kilka lat, podczas których robił typowe rzeczy, jakie robią ludzie żyjący w świecie. Potem jednak wrócił do Boga.
Nie zmagał się z tym, jakim był człowiekiem zanim poznał Pana. Dręczyło go to, co zrobił już potem. Nie potrafił sobie wybaczyć, że na pewien czas odszedł od Niego. W końcu zrozumiałem: pokładał większą wiarę w swój grzech niż w Boże przebaczenie. Dlatego szukał fragmentów Pisma, które utwierdzały go w jego lęku. Zamiast szukać wersetów o łasce i przebaczeniu, szukał wszystkiego, co mówiło o sądzie i odrzuceniu przez Boga. Szukał powodów, dla których miałby zostać odrzucony. Pewnego dnia uświadomiłem sobie, że bardziej wierzył w moc swojego grzechu niż w zbawiającą łaskę i przebaczenie Pana.
Kiedy to w końcu dostrzegł, wszystko się zmieniło. Dokonał prostego zwrotu w swoim sercu – przestał sprzeciwiać się Bożej miłości i przebaczeniu i w końcu odnalazł pokój. Gdy uwierzył, że Boża łaska jest aż tak niezwykła, tak wszechogarniająca, tak dalece przewyższająca każdy grzech, który popełnił, popełnia lub mógłby popełnić, poruszyło to nim głęboko, aż do łez.
Jak moglibyśmy poznać głębię Jego łaski, gdybyśmy nie zachowali w pamięci głębi własnego grzechu?
W Łk 7:36–50, szczególnie wersetach 44–50, widzimy Jezusa spożywającego posiłek z faryzeuszem imieniem Szymon. Pewna kobieta przyszła, namaściła stopy Jezusa olejkiem, wycierała je swoimi włosami i całowała Jego stopy.
Szymon pomyślał sobie, że gdyby Jezus był prorokiem, wiedziałby, iż kobieta jest grzesznicą. Jezus, jak to często czynił (i dalej czyni), posłużył się przeciwieństwami i powiedział do niego: „Nie podałeś mi wody do umycia nóg, gdy wszedłem do twojego domu, a ona łzami obmyła moje nogi. Nie namaściłeś mojej głowy oliwą zgodnie ze zwyczajem gościnności, a ona namaściła moje nogi wonnym olejkiem. Nie powitałeś mnie pocałunkiem (w policzek), gdy wszedłem do twojego domu, a ona nie przestaje całować moich nóg”.
W wersecie 47 dodał: „Odpuszczone są jej liczne grzechy, bo bardzo umiłowała (Mnie); komu zaś mało się odpuszcza, mało miłuje (Mnie)”. (Greckie słowo „oligos” oznacza coś małego, znikomego, niewielkiego)
Ci, którym przebaczono ogrom grzechu, kochają Pana proporcjonalnie do tego przebaczenia. Oznacza to również, że często zmagają się z przebaczeniem samym sobie, PONIEWAŻ znają ogrom własnego upadku. I to jest dobre, ponieważ teraz znają zarówno łaskę, miłość i przebaczenie, jak i własny grzech, nosząc te dwa przeciwieństwa w swej pamięci.
Juda napisał w wersecie 4: „Nie zamieniajcie łaski Boga w rozpustę” lub mówiąc współczesnym językiem: nie traktujcie Bożej łaski jako przyzwolenia na grzech. Trzymajmy w naszych sercach wspomnienia naszej przeszłości, ale jeszcze bardziej pamiętajmy o Jego łasce i miłości. To właśnie Jego łaska i miłość motywują nas do życia w sprawiedliwości.
Dlaczego Bóg pozostawia nam wspomnienia?
Może się to wydawać sprzeczne, że Bóg przebacza i zapomina, a jednak pozostawia nam wspomnienia, które są wciąż żywe i wyraźne. Czytamy, że Bóg przebacza i zapomina, jednak pozostawia nam pamięć z kilku powodów. Jednym z nich jest to, abyśmy uczyli się na naszych błędach i nie wracali do nich. W 1 Kor 10:6 oraz 10:11 Paweł mówi, że rzeczy, które przydarzyły się Izraelowi, stały się dla nas przykładem, abyśmy nie poszli ich drogą niewiary. Zachowujemy wspomnienia po to, by nasza przeszłość ukazywała nam nasze błędy i grzech, i abyśmy ich nie powtarzali.
Większość wspomnień dotyczy ludzi, którzy nas zranili albo których my zraniliśmy, co pomaga nam interpretować własną historię w świetle prawdy biblijnej.
To właśnie fakt, że poznaliśmy zarówno grzech, jak i łaskę, zranienie i uzdrowienie, daje nam narzędzia do właściwego rozumienia mądrości Ojca i Jego woli odnośnie naszego życia. Gdybyśmy znali jedynie potępienie, interpretowalibyśmy wszystko, co jest do nas mówione lub czynione, właśnie przez pryzmat potępienia, samooskarżeń, poczucia bycia niewystarczającym i ciągłego braku. To, że znamy łaskę i bezwarunkową miłość, pozwala nam równoważyć naszą skłonność do niesłusznego oskarżania samych siebie.
W 1 J 3:19–21 widzimy prawdę, której nauczyłem się jako nastolatek i według której żyję do dziś: „Po tym poznamy, że jesteśmy z prawdy i uspokoimy przed nim swoje serca, że jeśli oskarża nas serce nasze, Bóg jest większy niż serce nasze i wie wszystko. Umiłowani, jeżeli serce nasze nas nie oskarża, możemy mieć ufność ku Bogu”. Kultura kościelna jest tak przesiąknięta poczuciem winy i potępienia, które mają utrzymywać owce w ryzach i sprawiać, aby wracały tam co tydzień, że prawda Nowego Testamentu wydaje się nam czymś obcym – jakąś dziwną, nową doktryną.
Jeśli jednak zachowujesz wrażliwość na swojego ducha oraz na Ducha Bożego, który jest obecny w twoim nowo narodzonym duchu, wtedy, gdy zgrzeszysz, poczujesz w środku to ukłucie. Poczujesz ten ciężar – zasmucenie w swoim duchu. To nie w głowie odczujesz poczucie winy – odczujesz to głęboko w swoim duchu. To działa jak siniak zadany duchowi, a twój umysł rozpoznaje wtedy, że postąpiłeś źle, że zgrzeszyłeś. Skup się na tym, by być wrażliwym na Niego w swoim duchu i uświadom sobie, że On doskonale potrafi dać ci poznać, kiedy zgrzeszyłeś.
Możesz być jedyną zbawioną osobą w swojej rodzinie.
To oznacza, że Ojciec strategicznie umieścił cię w tej rodzinie, abyś modlił się za swoich bliskich. Jednak odpowiedzialność za modlenie się o nich nie spoczywa na tobie wyłącznie dlatego, że się tam urodziłeś, ale także z powodu wspomnień – dobrych i złych, które wyniosłeś z tej konkretnej rodziny. Urodziłeś się w niewierzącej rodzinie i byłeś pierwszą osobą, która narodziła się na nowo, aby Bóg – twój Ojciec, miał w niej orędownika, który będzie przynosił tych ludzi przed Jego oblicze, aby również mogli zostać zbawieni. Jesteś wyjątkowy. Zajmujesz szczególne miejsce w swojej rodzinie i przed Ojcem. Masz najpełniejszą wiedzę o dobrej, złej i bolesnej historii swojej rodziny, a Ojciec używa tego, abyś mógł się za nich modlić, tak by w swoim czasie także i ich zbawił.
Kolejnym razem: spojrzenie z Bożej perspektywy na to, dlaczego twoje życie było tak trudne.
Wiele błogosławieństw.
John Fenn
