Author Archives: admin

Dlaczego współczesna kultura młodzieżowa oszalała?

 

Kupelian David

Oryginał:
http://www.worldnetdaily.com/news/article.asp?ARTICLE_ID=36599

16 stycznia 2004

Uwaga wydawcy:jest to druga i ostatnia część raportu na temat współczesnej kultury młodzieżowej napisana przez wice-prezesa WND David’a Kupelian. W części pierwszej ujawniony zostały cyniczny i bezduszny marketing psucia młodzieży na kształt „pokolenia MTV” przez Viacom, Diseny, AOL/Time Warner i inne potężne firmy. Część druga zabiera czytelnika na wycieczkę po psychologicznym a nawet duchowym spustoszeniu jakie jest wywierane na dzisiejszej młodzieży oraz wskazuje sposoby wyjścia z tego. Część tego materiału jest szokująca i może nie być właściwa do czytania dla dzieci, zalecane jest więc rodzicielskie rozeznanie.

– – – – – – – – – – – – – – – – – –

Czy pamiętacie klasyczne biblijne filmy z lat 50-tych, pokazujące Sodomę i Gomorę? Pijani mężczyźni z licznymi kolczykami w ciele, w jasno czerwonych ciuchach, z rozwiązłymi kobietami pod pachami, swawolących w orgiastycznych zabawach z irytującą muzyką podobną do brzęczenia moskitów? Może z jakąś kością wbitą przez nos? Hollywood zatroszczył się o opis tych zgubionych dusz w najbardziej rozpustny i beznadziejny sposób – aby usprawiedliwić nadchodzące zniszczenie ogniem i siarką jako karę za ich ogromną grzeszność. I wiecie co? Te Hoolywoodzkie obrazy nawet wstępnie nie uchwyciły szokującej rzeczywistości tego, co obecnie dzieje się w amerykańskiej kulturze – chodzi mi o to, że nawet nie zbliżyły się do tego.

Przede wszystkim, chodzi o seks. Po prostu wydaje się, że nie ma już więcej żadnych granic czy tabu w tej dziedzinie. Wszystko jest dostępne – od heteroseksualizmu do: homoseksualizmu, bitrans-, poli- i cokolwiek-jeszcze-zechcesz seksualnych przeżyć. Seks stał się wszechobecnym, tanim i nie mającym znaczenia wyścigiem do zawsze silniejszego dreszczyku. Jak żartuje dr Laura Schlessinger chłopaki już nie muszą okłamywać dziewcząt, udając, że je lubią, nie muszą zabierać je na obiad, aby zaangażować się seksualnie – wystarczy, że się pojawią.

Co więcej, wraz z ewolucją internetowej pornografii, każdy rodzaj erotycznych doświadczeń literalnie został wepchnięty, wbrew ich woli, przed nosy milionów amerykanów, którzy codziennie odkrywają, że ich skrzynki poczty elektronicznej przepełnione są hard-korowymi obrazkami erotycznymi. Stąd ostanie alarmujące wołanie dobrze znanego ewangelisty Chuck’a Swindoll, który rozpacza nad tym, że jeden na dwóch członków kościoła w Ameryce jest związany internetową pornografią.

A co z nakłuwaniem ciała? Czy nastąpił jakiś postęp od tradycyjnych kolczyków w uszach kobiet do kolczyków w uszach mężczyzn (żarliwie ujawniających swoją „kobiecą stronę”, co w latach 60-tych sprzedała im kulturalna rewolucja), do licznych kolczyków zarówno mężczyzn jak i kobiet w dosłownie każdej części ciała – na języku, nosie, brwiach, policzkach, wargach, pępku, piersiach, genitaliach – rzeczy, o których wolałbyś tak na prawdę nie wiedzieć.

Taki sam postęp ku skrajności nastąpił w dziedzinie tatuaży. Ale po co zatrzymywać się przy „konwencjonalnym” piercingu i tatuażu? Rytualne nacinanie i implanty 3D-art są znakomite. Tak więc są paciorki na genitalia, naciąganie i wycinanie, implanty transdermalne, implanty na mosznie, sztuka na zębach i rzeźba twarzowa.

A co z nacięciami? Piętnowanie? Amputacjami? Tak, naprawdę – amputacjami. Niektórzy ludzi odkryli, że takie działania jest rzeczywiście „odpalające”. Nie ma żadnych granic – niższych ograniczeń. Cokolwiek jesteś w stanie sobie wyobrazić, nawet na ułamek sekundy w najmroczniejszej pogoni twego umysłu, wiedz, że ktoś już to rzeczywiście robi, chwali to, pociąga ku temu innych przez internet.

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że wszelkie zachowania, wszelkie wierzenia – bez względu na to w jak oczywisty sposób oszalałe – są racjonalizowane tak, aby brzmiały sensownie, a nawet duchowo. Sam satanizm, a szczególnie różne jego odmiany, czci Lucyfera (dosłownie „Anioła Światłości”) można tak obrobić, aby brzmiało to jak oświecenie – oczywiście, wyłącznie w przewrotny sposób. Lecz jeśli jesteś wystarczająco zamieszany, buntowniczy i pełen gniewu – jeśli zostałeś tak ustawiony przez okrucieństwo czy hipokryzję (lub oba naraz), aby sprzeciwiać się wszystkiemu co „dobre” – wtedy to co zabronione, staje się tajemniczo atrakcyjne.

Przyjrzymy się jednemu z tych dziwacznych zachowań. Co z . . . wieszaniem się za swoją skórę na hakach? Jest to nazywane „zawieszaniem”. W każdym innym kontekście było by to traktowane literalnie jako makabryczna tortura, lecz dla wielu ludzi, którzy często robią „zawieszana imprezy” (suspension parties), to jest duchowe przeżycie. Zastanów się uważnie nad tym, co strona „Body Modification Ezine” (www.bmezine.com) – premierowa strona o modyfikacji ciała – mówi na temat „zwieszania”

 

Jakie zawieszanie?

Akt zawieszenia to powieszenie ludzkiego ciała na hakach (lub częściowo na nich) wbitych w skórę w różnych miejscach na ciele. Dlaczego ktokolwiek miałby chcieć robić takie zawieszanie? Jest wiele różnych powodów, od czystego pędu za adrenaliną czy endorfiną, po łamanie swego strachu, do prób osiągnięcia nowego poziomu duchowej świadomości i wszystko innego pośrodku. Generalnie, ludzie zawieszają się, aby zdobyć pewnego rodzaju „doświadczenie”. Niektórzy szukają możliwości odkrycia głębszego poczucia siebie i rzucenia wyzwania zdeterminowanemu wcześniej systemowi wierzeń, które mogą nie być prawdziwe. Niektórzy szukają rytualnego przejścia czy duchowego zdarzenia, aby uwolnić się od strachu przed chorobą, czy utratą zdrowia. Inni chcą zyskać pełną kontrolę nad swoim ciałem, czy udowodnić sobie samym, że są czymś więcej niż tylko ciałem, albo że nie są swoimi ciałami wcale. Inni po prostu starają się badać nieznane.

Wielu ludzi wierzy, że wiedza o tym, jak żyje się wewnątrz swego ciała i jak ciało adaptuje się do stresu – przechodzi przez niego – pozwala poddać się życiu i zbadać nowe obszary możliwości.

Na Boga – „kontrola nad swoim ciałem”, „odkrycie głębszego sensu siebie”, „pokonanie swego strachu”, „próba zdobycia nowego poziomu duchowej świadomości”. Co może być w tym złego?

No, a co powiecie nad rozcinaniem języka – dosłownie doprowadzenie się do wyglądu ludzkiej jaszczurki – jak może to być pozytywnym, duchowym doświadczeniem?
„Język – wyjaśnia strona BME – jest jednym z najbardziej unerwionych struktur w twoim ciele. Mamy niewiarygodnie precyzyjną kontrolą nad nim i odbieramy całe mnóstwo sygnałów przez niego. Jeśli w sposób radykalny zmienisz jego strukturę i uwolnisz siebie od fizycznych ograniczeń, jakie nakłada na ciebie biologia, to u niektórych ludzi wywołuje to ogromne uwolnienie ku duchowej rzeczywistości”.

Oto jeszcze jedno doświadczenie i założę się, że nie zdawałeś sobie sprawy jak bardzo budujące – łapanie AIDS.

No, nie słyszałeś jeszcze o „bug-chasing” (polowanie na robala)? Rolling Stone zrobili ogromny wyłom ukazując w lutym ten nowy podziemny ruch. Po prostu „bug-chasing” to ludzie, dla których zarażenie się wirusem AIDS jest skrajnym erotycznym doświadczeniem. Dobrze usłyszałeś: głównym celem ich życia jest aktywne poszukiwanie seksualnych przygód, które spowodują ich zarażenie HIV.

Reporter Gregory A. Freeman wyjaśnia ten fenomen, skupiając się na bug-chaser” (łowcy robala) o imieniu Carlos:

„Carlos jest częścią zawiłego podziemnego świata, który wykiełkował i jest wiedziony niemal całkowicie przez internet, gdzie mężczyzna, który chce być zarażony HIV zbiera się z tymi, którzy będą chcieli go zarazić. Mężczyźni, którzy chcą wirusa nazywani są „bug chasers”, a ci, którzy chcą za darmo przekazać im wirusa nazywani są „gift givers” (dawcami daru). Podczas, gdy cała reszta świata walczy z epidemią AIDS i większość ludzi boi się zarażenia HIV, ta subkultura celebruje owego wirusa i erotyzuje go.

Zarażona HIV sperma jest traktowana jak płynne złoto. Carlos ścigał robala przez ponad rok w świecie imprezowni, gdzie wszelkie konwencje dotyczące HIV są wywrócone do góry nogami. Wirus nie jest straszliwy i przerażający, lecz piękny i seksowny – przekazywany w taki sposób, który daje największe prawdopodobieństwo zarażenia. W tym świecie mężczyzna z HIV jest najbardziej pożądany, a „łowca robala” zrobi wszystko, aby dostać wirusa – aby „oberwać”, być „hodowcą” czy zostać „wprowadzonym do braterstwa”.

 

Co rzeczywiście motywuje Carlosa i jego kolegów ścigających robala?

„Dla Carlosa ściganie robala to przede wszystkim podniecenie czymś, co wszyscy uważają za zwariowane i złe. Utrzymywanie tej części swego życia w tajemnicy jest częścią „włączania się” Carlosa (to nie jest jego prawdziwe imię). Ten zakazany aspekt zarażenia HIV jest ogromnie ekscytujący dla niego, tak bardzo, że teraz szuka erotycznych przygód wyłącznie z mężczyznami zarażonymi HIV. 'To coś, czego nikt oprócz mnie nie wie. – mówi Carlos. – To moje, to mój mały, brudny sekret'”. Dobrowolne zarażanie siebie – wyjaśnia Freeman – jest „skrajnym taboo, najbardziej skrajnym seksualnym aktem na tej planecie i ma silny erotyczny urok, dla tych mężczyzn, którzy spróbowali już wszystkiego innego”.

Nie ma wątpliwości: To, co zakazane jest bardzo atrakcyjne. Jak przyznała gwiazda popu Britney Spears w ostatnim wywiadzie: „Kiedy ktoś mówi mi, żebym czegoś nie robiła, to właśnie to robię, to jest właśnie moja buntownicza natura”. Podobnie jest z Carolsem, dreszcz emocji wywoływany posiadaniem „małego brudnego sekretu” to bardzo powszechnie udzielane przez ludzi wyjaśnienie, dlaczego mają nakłute niektóre części ciała. Dlaczego tak wielu jest pociąganych do tego, co zakazane? Dlaczego jest to tak ekscytujące?

 

Zakochani w śmierci

Zdumiewa nas na Zachodzie, nastawiona na śmierć muzułmańska kultura dżihadu, która w pewnych dziedzinach, szczególnie wśród Palestyńczyków, stała się kulturą dominującą, kulturą śmierci. Wstrząsamy smutno głową, gdy zastanawiamy się nad dziećmi dorastającymi w pragnieniu, ponad wszystko inne szahad’y – dosłownie męczeństwa – co oznacza dla niech wysadzenie się w powietrze i zabicie tak wielu Żydów jak tylko możliwe, sądzących, że idą do nieba.

Ci młodzi ludzie, porwani przez napędzaną nienawiścią islamską kampanię marketingową globalnego dżihadu, potrafią spojrzeć ci prosto w oczy i wyrazić z głęboką pasją swoje przekonanie, że popełnienie masowego morderstwa otwiera mistyczne drzwi o wiecznego życia. W podobny sposób ścigający robala mężczyźni, szukający AIDS, ludzie wieszający się pod sufitem z haki wbite w mięso, ci którzy literalnie rozcinają sobie języki na dwoje – a nawet na znacznie bardziej subtelnym poziomie, „zwykli” ludzie ogarnięci obsesją założenia następnego kolczyka czy nałożenia nowego tatuażu – również czują to, że poruszają się, nie w kierunku śmierci, lecz w kierunku życia, większej duchowości i bardziej unikalnego i autentycznego zrozumienia siebie. W jakiś sposób rytualny ból i okaleczenie, a w skrajnych przypadkach śmierć, usuwa z ich świadomości wewnętrzny konflikt i zastępuje go iluzją wolności i indywidualizmu.

Oto w jaki sposób psychoterapeuta Steven Levenkron, autor bestsellerowych książek i jeden z krajowych najbardziej znanych ekspertów w dziedzinie anoreksji i innych chorób związanych z emocjami człowieka, wyjaśnia w swej książce: „Nacinanie: Zrozumienie i pokonania samookaleczenia”: „Ktoś, kto się sam okalecza to osoba, które odkryła, że fizyczny ból jest lekarstwem na ból emocjonalny”.

Po latach prowadzenia poradnictwa wśród pacjentów, głównie młodych kobiet, które celowo nacinały swoje ciała scyzorykami, nożami, aby uzyskać uwolnienie od emocjonalnego konfliktu, Leverkron dochodzi do wniosku:

„Ludzie dokonujący samookaleczenia mają wiele licznych powodów do takiego postępowania i są dręczeni przez duże spektrum różnych uczuć. Niemniej, systematycznie spotykałem dwie cechy charakterystyczne wśród nich:

1. Uczucie umysłowej dezintegracji, niezdolność do myślenia. 2. Gniew, który nie może zostać wyrażony czy nawet świadomie postrzegany, wobec jakiejś ważnej postaci (czy wielu), zazwyczaj rodzica. Przeżywanie jednego lub obu powyższych uczuć jest nie do zniesienia i musi zostać, jak przekazują, „rozładowane” w jakiś natychmiastowy sposób. Fizyczny ból i widok własnej krwi staje się rozwiązaniem, ze względu na silniejszą naturę tych uczuć. Zazwyczaj pierwszy incydent zaczyna się przy silnych uczuciach złości, gniewu czy paniki. Jeśli uczucie nie jest zbyt intensywne to rzucanie przedmiotami, łamanie ich czy uderzenie czegoś może taką osobę uspokoić. To wtedy, gdy człowiek zostaje tak przytłoczony, że żaden z tych „środków” nie pomaga, możemy zaobserwować jak wbijają pięść w ścianę, czy przez okno, tłuką głową o ścianę czy ostatecznie używają jakiejś broni przeciwko sobie.

Ktoś, kto natknie się na samookaleczenie w taki sposób i odkrywa, że przynosi to ulgę w którymś z powyższych rodzajów bólu, będzie kierował się w tą stronę w przyszłości. Ludzie, którzy potrzebują tego rodzaju rozwiązań to osoby nie potrafiące usunąć żalu wobec innych, bojące się dyskutować, artykułować swojego gniewu. Dokonujący samookaleczenia wstydzi się swojego psychicznego bólu, który przeżywa i nie ma odpowiedniego języka, aby opisać to innym. Bez względu na to w jaki sposób do tego dochodzi, okaleczający się człowiek odkrywa, że fizyczny ból może leczyć ból emocjonalny. Gdy ktoś atakuje swoje ciało przy pomocy narzędzia raniącego je, lub często jeszcze gorzej, znaczy to, że nie potrafi stosować żadnych innych środków radzenia sobie ze swoim psychicznym cierpieniem i chaosem, który zrodził się z niemożliwych do opanowania uczuć”.

Pomimo, że Levernkron opisuje psychiatryczny syndrom gnębiący młode dziewczyny, które nacinają sobie ciało w rytualnych obrzędach, aby uwolnić wewnętrzny ból, bardzo wiele z tej dynamiki funkcjonuje w pewnym stopniu u ludzi, znajdujących pocieszenie i tożsamość w bólu i zniechęceniu. Oto jak, na przykład, młoda kobieta wyjaśnia na stronie BME nakłucie swego języka:

Uwielbiam piercing i chce go sobie robić, lecz chłopak, którym się interesuję nie pochwala tego. Byłam więc niechętna przez pewien czas, nie chcąc zaczynać związku i mieć piercing w takim miejscu, że wpływało by to na nasze fizyczną aktywność. W końcu okazało się, że gnojek przespał się z moją najlepszą przyjaciółką i wiedziałam, że nowy piercing musi się pojawić. Niesamowite, lecz nowy piercing pomógł mi skupić się na psychicznym bólu, po czym rozładować go przez fizyczny ból, a jeszcze do tego pozostał ładnie wyglądający kawałek biżuterii!.

Innymi słowy, jej gniew został stłumiony, co najmniej chwilowo, przez piercing na jej ciele.

Piercing (przekłuwanie) zasłony

Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich.

Ef. 6:12

Wcześniej, w niniejszym badaniu kultury młodzieżowej „przekłuliśmy” korporacyjną zasłonę, odkrywając haniebną marketingową rzeczywistość, stojącą za współczesną kulturą młodzieży. Przejdźmy dalej tą drogą i przekłujmy duchową zasłonę.

Historia pełna jest czasów i miejsc, gdy coś – nazwij to duchem, jeśli chcesz – przewiewa jakąś szczególną grupę społeczną. To coś jest przyciągane, jakby do próżni, do grup, które zgubiły swoją drogę i przylgnęły do głosu zwodniczych liderów i filozofii. W XX wieku wrogi duch przelał się przez Niemcy, w imię postępu prowadząc do niewysłowionych zbrodni popełnionych przeciwko milionom Żydów i innych „niepożądanych”. W późnych latach ’70-tych demoniczny duch marksistowskiego „oczyszczania” przelał się przez Kambodżę jak wściekły błędny ogień, powodując brutalną śmierć być może nawet 2 milionów ludzi. A dziś, widzimy jak na świecie maniakalnie rozlewa się samobójczy kult, który przyciąga dosłownie miliony muzułman.

Lecz to zjawisko jest oczywiste nie tylko w ludobójczym szale. Kontr kulturalna „rewolucja” lat 60-tych była dla wielu duchowym zjawiskiem z głębokimi reperkusjami dla współczesnego świata. Podobnie ruch New Age, zaabsorbowanie „channelingiem” i UFO, oraz inne podobne ruchy mają osobliwie duchowy, religijny wymiar, który nie może być ignorowany.

Zaprawdę, masowy konformizm, prowadzący nawet do dziwacznych wierzeń może być wyjaśniony w jakiś sposób przez czystą presje wywieraną przez rówieśników, lecz jest w tym coś więcej. To jest coś więcej niż pokrewieństwo z masową hipnozą, gdy ogromne ilości ludzi w podobny sposób adoptują takie same dziwaczne postawy, wierzenia i praktyki. W takich przypadkach duchowe „opanowanie” połeczności, ludzi przygotowanych do takiej idącej ku dołowi transformacji przez ich grzech i bunt przeciwko Bogu, jest oczywiste wszędzie w historii.

A teraz spójrzmy, to już tylko moja wyobraźnia, czy jest coś we współczesnej celebracji piercingu, tatuażu ciała i wolności seksualnej, które przesiąkają naszą kulturę, co literalnie wywołuje ducha Sodomy i Gomory? Wygląda na to, że buntowniczy duch rozpusty, pogańskich cywilizacji z przeszłości został wylany (śmiem powiedzieć „skanalizowany”? – 'channeled’) przez współczesną kulturę pop.

„No, bez przesady – możesz mówić – nie zgadzając się. Po prostu adorują ludzkie ciało, aby było jeszcze piękniejsze i unikalne. Niech się bawią. Komu oni szkodzą?” Takie słodkie wymówki z łatwością obfitują wśród nas, jak też z pewnością było w Sodomie i Gomorze czy innych zboczonych społecznościach.

Faktem jest, że to co w dzisiejszym świecie wynurzyło się „z otchłani” przypomina wiecznie młodego ducha wyzywającego pogaństwa, ducha zamieszkującego teraz w milionach ludzi „karmionego” traumą (narkotyki, zakazany seks, kaleczenie ciała, itd.) pochodzącą z bólu ich własnej świadomości – co oznacza, uwolnionych od Boga i boskich praw wypisanych głęboko w sercu każdego. Dlaczego? Z tego samego powodu, co zawsze: aby mogli stać się bogami dla samych siebie i tworzyć swoje własne reguły.

Oczywiście, w bardzo realnym sensie są również ofiarami – zostali w to wszystko wplątani. Ponieważ to nie tylko współczesna popkultura – ze swym zdumiewającym zamieszaniem płci ku perwersji i potężnymi muzycznymi środkami wyrazu – stała się w sposób bezprecedensowe w historii toksyczna, ale też większość rodziców nie ochroniła swoich dzieci przed tym.

W poprzednich erach, jeśli rodzicie byli niedoskonali czy nawet zepsuci, ich dzieci ciągle miały rozsądną szansę na „zdrowe dorastanie”, ponieważ pozostała część społeczności w mniejszym lub większym stopniu odzwierciedlała judo-chrześcijańskie wartości. Młodzież mogła przywiązać się do nauczyciela, sługi, mentora czy organizacji, które prowadziły w tym samym zdrowym kierunku i dawały stabilizację. Lecz dziś, z powodu niemal wszechobecnego zepsucia „na zewnątrz”, jeśli rodzice nie prowadzili i nie chronili właściwie swoich dzieci, to one zostały pochłonięte przez molestującego dzieci potwora, którego my zwiemy kulturą.

O co mi chodzi? Po prostu o to: całe twoje życie, które jest prowadzone z dala od prawdziwej prawości – nie doskonałości, rozumiesz, lecz szczerego, cierpliwego starania się o to, aby zawsze robić to co prawe – doprowadzi twoje dzieci do tego szaleństwa. Oto w jaki sposób się to szaleństwo objawia: dzieci zasługują i rozpaczliwie potrzebują stanowczości, cierpliwości, uczciwości, granic, dobroci, wglądu; dobrego i nieobłudnego przykładu. Innymi słowy, potrzebują prawdziwej rodzicielskiej miłości i prowadzenia. Jeśli tego nie otrzymają, czują się urażeni. Nawet jeśli tego nie widzisz, nawet jeśli one tego nie widzą i odrzucają, to będą gniewać się na ciebie o to, że nie otrzymały prawdziwej miłości.

A ta uraza – która staje się stłumionym gniewem – jest destrukcyjnym, nieprzewidywalnym, radioaktywnym i obcym elementem ich charakteru, który przekształca się w każdego rodzaju problem, kompleks i wszelkie możliwe do wyobrażenia zło. Powoduje, że dzieci czują się przymuszone do buntu przeciwko tobie i wszelkim autorytetom z zemsty za to, że zawiodłeś ich. A to prowadzi do wszystkiego co zakazane – od seksu, do narkotyków, ćwiekowania języka, do jeszcze gorszych rzeczy – które wydają się atrakcyjną drogą do osobistej wolności. Racjonalizacja i filozofie, z których kiedyś naśmiewaliby się, teraz mają dla nich sens. Praktyki, których unikaliby w bardziej niewinnych czasach, teraz nie tylko chwytają, lecz celebrują. To wszystko dzieje się poniżej poziomu świadomości.

Dzisiejszy bunt młodzieży jest skierowany nie tylko przeciwko rodzicom, którzy zawiedli, lecz przeciwko całemu dorosłemu społeczeństwu – przeciwko dzieciom kulturalnej rewolucji lat 60-tych, które dorosły, aby stać się ich rodzicami. Niestety, wielu z nas nigdy nie strząsnęło z siebie skutków narodowej traumy, która zrodziła „seks, narkotyki i rock’n’roll”, kontrkulturę młodzieży, lewicowy ruch nienawiści do Ameryki, ruch wyzwolenia kobiet i, oczywiście, pustoszącej wszystko seksualnej rewolucji.

Tak więc, dorośliśmy po to, aby wybrać naszego własnego – straumatyzowanego, amoralnie socjopatycznego baby-boomer (dziecko rewolucji lat ’60-tych – przyp.tłum.) zwanego Bill Clinton. (Jego żona i wspólnik w przestępstwie, Hillary, jest najbardziej popularnym Demokratą we współczesnym życiu publicznym Ameryki i jest dobrym kandydatem na prezydenta). Jeśli uważasz, że eskapada Bill’a Clinton’a z Moniką – opisana przez media jak Super Bowl ( finałowa rozgrywka o mistrzostwo amerykańskiej zawodowej ligi National Football League) – nie ma nic wspólnego wybuchem seksualnej swobody w szkołach średnich w całej Ameryce, to otwórz swoje oczy. My, rodzice tego pokolenia, wraz ze zdegradowanymi mediami rozrywkowymi, krzywymi dziennikami, kłamiącymi politykami, rządowym systemem szkolnym wypranym z mózgu i całą resztą społecznych, kiedyś wielkich instytucji, których degradacje tolerowaliśmy, jesteśmy odpowiedzialni.

Nic dziwnego, że nasze dzieci są buntownicze a dzisiejsza szalona kultura Sodomy i Gomory, do której dopuściliśmy, a w wielu dziedzinach sami stworzyliśmy, stoi na rogach oczekując na nich z otwartymi ramionami.

 

Droga wyjścia

Współczesna kultura jest tak trująca, że waszą jedną nadzieją jest dosłownie stworzyć kulturę (lub włączyć się w) całkowicie inną – subkulturę. Podobnie jak na przykład, dzisiejsza kultura homoseksualistów, która niegdyś była ponurą subkulturą czyhającą w publicznych toaletach i podniszczonych klubach, teraz stała się wyszukaną kulturą „pięknych ludzi” i Hollywood, tak też musi być z twoją prawdziwą amerykańską kulturą; jeśli w ogóle ma wrócić, musi zacząć się jako podkultura. W tej sytuacji najlepszym ratunkiem jaki znam, jest uczenie dzieci w domu i sieciowa współpraca myślących podobnie rodziców na danym obszarze. Zaufajcie mi, to już się dzieje, nie wymyślamy koła. Sport, muzyka, pantomima, skauci, 4-H (rodzaj młodzieżowego wolontariatu – przyp.tłum.) i wszelka nadprogramowa działalność jaką chcesz, wszystko to jest również dostępne w ramach nauczania dzieci w domach (Homeschooling). Ty dosłownie decydujesz i wybierasz tą „kulturę”, w której twoje dzieci dorastają i możesz aktywnie uczestniczyć w jej tworzeniu. Wierzę, że dziś homeschooling reprezentuje jedną z najważniejszych i najbardziej obiecujących dróg do prawdziwego odrodzenia amerykańskiej Judeo-chrześcijańskiej kultury. W rodzinach, w których dzieci są wychowywane z prawdziwym zrozumieniem i mądrością, są chronione przed szaleństwem popularnej kultury, aż do czasu, gdy są wystarczająco dorosłe i silne w swoich przekonaniach, aby wyjść na świat i kopnąć go w tyłek w imię prawości – prawdziwa Ameryka teraz odradza się. Niech wzrasta.

 

A co z tymi dziećmi, które już zostały złapane przez młodzieżową subkulturę? Czy jest już z późno?

Nie, nie jest za późno, lecz może być nieco trudniej i zająć więcej czasu. Znacznie łatwiej jest zostać zepsutym, niż się z tego oczyścić. Wiedz o tym, że: jest coś niemal magicznie uwalniającego w wyznaniu. Szczere wyznanie przez rodzica swoich błędów, zaniedbań, niepowodzeń, egoizmu, ślepoty, żalu i skruchy przed swoim błądzącym potomstwem jest duchowym przeżyciem dla obu stron. Oczywiście, gdy młodzieniec został „nawrócony” na nową lojalność i wierzenia, utrzymywane przez nieświadomy gniew i bunt (i być może pragnienie zemsty), może nie zechcieć od razu stanąć po twojej stronie. Niemniej przez prawdziwą pokutę ze swojej winy za ich problem, otwarte i szczere wyznanie tego – i od tego momentu bycie takim rodzicem jaki zawsze powinno się być – dajesz mu najlepszą ze wszystkich możliwych szansę na przebaczenie tobie i znalezienie ratunku dla siebie.

Nawet jeśli nie od razu zbliży się, lub zajmie to sporo czasu, twoje szczere zbadanie siebie i wyznanie jako rodzica uwolni go od twojej winy i przeszłych grzechów. Ponad tym wszystkim, potrzebujemy wiary, że z Bogiem, wszystko jest możliwe.

 

Podążając za wyższym prawem. . .

„Skaut jest wierny, . . . lojalny . . . pomocny . . .przyjacielski . . .odważny . . . dobry”.Gdy stoję i patrzę na mojego 12 letniego syna Jozue i 24 innych chłopaków Skautów (p. Część pierwsza „Jak sprzedaje się seks dzieciom”) recytujących wspólnie Prawo Skauta, wiem, co widzę. Te dzieciaki – w rzeczywistości młodzi mężczyźni – ich ognisty grzmot niewiarygodnej wybuchowej mieszaniny młodzieżowej energii, figlarność, inteligencja, testosteron, oddanie wyższym normom, naprawdę są przyszłością Ameryki. Jestem wdzięczny za to, że co najmniej kilka instytucji w dzisiejszym świecie wywiera pozytywny wpływ na dzieci. Zdumiewa mnie ogromy pociąg jaki skautowska etyka ma dla nich. Wiąże ich niskie impulsy, obszywa je dookoła i odwołuje się do „lepszych aniołów” ich natury. Teraz cytują przysięgę Skautów: „Na mój honor, zrobię wszystko, co mogę, aby wykonywać moje obowiązki wobec Boga i mojego Kraju, aby być posłusznym Skautowskiemu Prawu, aby zawsze pomagać ludziom, utrzymywać tężyznę fizyczną, umysłową i moralny kręgosłup”. Oczywiście, ci skauci, jak i inne dobre instytucje takie jak nasz kościół, a nawet samo małżeństwo – są niemiłosiernie rozszarpywane na zewnątrz przez bezdusznych aktywistów. Są też rozrywane czasami od wewnątrz – przez chwilowych zepsutych „liderów”, których krańcowym celem jest molestowanie dzieci. Również nawet wśród skautów dzieci wnoszą odrobinę szalonej kultury do środka. Jak dotąd, przysięga, prawo skautów, dorośli przywódcy, wypróbowane programy i pozytywna presja rówieśników – to wszystko pociąga chłopców ku wyższemu powołaniu. Obyśmy wszyscy robili podobnie. Jeśli tak będzie, możemy uratować naszą bezmyślną kulturę – po jednym dziecku, jednej rodzinie. A te drobne próbki rzeczywistej amerykańskiej kultury, okruchy nieba na ziemi w domach i te domy, kościoły, grupy skautów któregoś dnia rzeczywiście, proszę Boże, złączą się razem, aby ukształtować strukturę odrodzonej amerykańskiej kultury moralności. Każdy z nas musi podjąć tą samotną wysoką drogę, w przeciwnym wypadku handlarze złego poprowadzą nas w dół do jeszcze większych ciemności i głębszych poziomów piekła na ziemi.

Przeczytaj część 1: „Jak sprzedaje się seks dzieciom„.

aracer.mobi

Jak sprzedaje się seks dzieciom?

wnd_logo_new

© 2004 WorldNetDaily.com

Oryginał: Selling sex and corruption to your kids

„Skaut jest wierny, . . . lojalny . . . pomocny . . .przyjacielski . . .odważny . . . dobry”

Patrzę na mojego 12 letniego syna Jozue i 24 innych chłopaków Skautów recytujących wspólnie Prawo Skauta w czasie cotygodniowego spotkania. Jest w tym świeża nadzieja i męska winieta w erze obejmującego wszystko zamieszenia nastolatków. Gdy tak stoję obserwując w napięciu – przyglądam się mundurkom chłopców, ich oznakom, łatom, insygniom i innym kolorowym symbolom ich przynależności do wyższych ideałów skautowskich – wracam w myślach o kilka lat, gdy mój syn chciał nosić inny „mundur”.

Podróżowaliśmy z bliskimi krewnymi, których nie wiedzieliśmy całe lata do Cape May w New Jersey na wakacje nad ciepłe wybrzeże Atlantyku. Jozue ogromnie sie zaprzyjaźnił ze swym kuzynem starszym o kilka lat. Marek, kochający zabawy, bardzo przyzwoity dzieciak, nie miał w sobie niczego złego. Niemiej, jedna drobna rzecz: nosił naszyjnik. Oczywiście, Jozue zawsze uważał naszyjniki, bransoletki, kolczyki i tego typu rzeczy za zdecydowanie damskie wyposażenie i nigdy nawet we snach nie sądziłem, że założy coś takiego na siebie i będzie „wyglądał jak dziewczyna” (czy „dziwak”). Pewnie już zgadliście. Pod koniec tygodnia Jozue powiedział mi, że naprawdę chciałby dostać jakiś naszyjnik, jak ma jego kuzyn. On „po prostu, . . . czuje to, żeby taki nosić, i tyle. Żadna wielka sprawa, Tato”.

Wziąłem go na spacer na skaliste tereny, gdzie mogliśmy pobyć sami. Szybko okazało się, że mój syn nie tylko rozwinął w sobie to potężne pragnienie, aby nosić na szyi kawałki punkowskiej biżuterii – coś, co poprzednio odrzucał – lecz w wyraźny sposób był wrogo do mnie nastawiony z jakiegoś dziwnego powodu, pomimo że przyznał, że niczym go nie uraziłem. W miarę rozmowy dotarło do mnie, co się dzieje. Oczywiście, że chciał być taki sam jak jego starszy kuzyn, na którego patrzył i z którym się związał, i stąd pragnienie, aby nosić głupio wyglądający naszyjnik. Lecz ja? Stałem się teraz niewygodnym kontrastem, widzialnym przedstawicielem jego stanu umysłu sprzed zniewolenia tym obcym pragnieniem. Byłem teraz zagrożeniem dla jego nowej przyjaźni, więc odrzucał mnie wraz z swoim własnym poprzednim punktem widzenia.

I jak się okazało, nie musiałem mówić wiele: „Jozue, dlaczego jesteś zły na mnie? Czy nie dlatego, że nie sądzę, abyś tam głęboko, wewnątrz faktycznie chciał nosić naszyjnik? Powiedz mi coś? Co byś powiedział dwa tygodnie temu, przed przyjazdem do Cape May, gdybym zapytał cię czy chcesz nosić ciężki drewniany naszyjnik. Czy chciałbyś?” „Nie, coś ty” – odpowiedział bez wahania. Został wybity z transu, zaświtało. Zapłakał krótko, przycisnął mnie i zapewnił mnie po męsku, że nie chce wyglądać jak dziewczyna i nosić naszyjnik. Gdy poszliśmy do sklepiku z prezentami na tamtej plaży, wskazał mi nawet, który to naszyjnik chciał mieć i zapewnił, że już nie jest zainteresowany. I taki był tego koniec, lecz to znakomicie pokazało mi jak wrażliwe są dzieci na presję rówieśników.

Pokolenie Gangsta.

Skoro Jozue poczuł ten niewidzialny nacisk na przyjęcie upodobań swego kuzyna, to co wpływało na kuzyna? Co faktycznie wywiera taką nie do pokonania presję na większość współczesnej młodzieży, aby podporządkowywać się (przez „buntowanie”)? Podobnie jak wojsko, szkoły prywatne, Skauci mają mundury, tak też i młodzieżowa kultura: workowate portki, czapki zakładane do tyłu, naszyjniki i inna biżuteria, kolczyki na ciele, tatuaże itd. O ile jednak mundury symbolizują wartości i wierność, lojalność jakiegoś wyższego (czy niższego) porządku, to w tym przypadku jest to wierność coraz bardziej buntowniczej muzyce, społecznemu, seksualnemu i kulturalnemu światowi, tajemnej (dla rodziców) rzeczywistości, która wydaje się magicznie przyciągać do siebie miliony dzieci.

Przez trzy lata dziennikarka Patricia Hersh podróżowała przez tą egzotyczna subkulturę. Obserwowała, słuchała, pytała, związała się i zyskała zaufanie ośmiu nastolatków w typowym amerykańskim miasteczku Reston, w stanie Virginia, co ostatecznie zaowocowało jej uznanym portretem: „Oddzielone plemię: podróż do serca amerykańskiego wieku dojrzewania”. Widok jaki opisuje, jako wszechobecny w całej Ameryce, powszechny jak McDonalds, naprawdę wywołuje zmartwienie:

To jest hip-hop na przedmieściach, kultura rapu. Uczniowie wszędzie noszą bejsbolowe czapeczki z daszkiem do tyłu lub nasunięte na oczy, za duże koszulki, śmieszne workowate dżinsy lub spodnie z obniżonym krokiem zwisającym aż do połowy uda, paski, które zwisają tak, aby obnażyć jasnokolorowe bokserki. Całokształtu dopełniają najmodniejsze drogie marki. Odmianę stanowią bluzy z kapturami (kaptur obowiązkowo noszony w szkole) oraz kawałki materiału czy bandaże wiązane z tyłu głowy, styl skopiowany z ulicznych gangów. Podobnie jak wszechobecne, swobodnie używane przekleństwa, twarde lądowania w stylu kamikadze całkowicie poza zasięgiem straży miejskich i nauczycielskiego wzroku…

Ku zrozpaczonej wyzwaniem społeczności dorosłych, czarny szał jest obecny, jako kulturalny styl dla dzieciaków średniozamożnej klasy. Podobnie jak kiedyś, w latach sześćdziesiątych, gdy synowie i córki tej średniej klasy zrzucili swoje tweedowe marynarki i dystyngowane zwierzchnie sukienki na rzecz pokoleniowego munduru Levi’sa, roboczych koszul i krótkich, cienkich płaszczy w wojskowym kolorze w uwielbieniu dla „blue collar workers” (pracowników żyjących z pracy rąk na godziny – przyp.tłum.), „Prawdziwej Ameryki”, tak dzisiejsza, dorastająca młodzież wybrała styl czarnej miejskiej ulicy jako autentyczny styl bycia. Zachowywać się jak czarny to, jak określają dzieciaki, być silnym, konfrontacyjnym i trochę strasznym.

„Żyjemy w pokoleniu gangsta” wyjaśnia jeden z białych seniorów średniej szkoły noszący bejsbolówkę Malcolm X daszkiem do tyłu. „Chodzi tylko o to, żeby to złapać. Patrze na to, co ci cool faceci robią i jak to wpływa na innych ludzi. Oni robią więcej niż te wszystkie pedalskie białe dzieciaki, które grają w kosza, są lubiani przez dyra szkoły i są bogaci przez całe swoje życie, no i może czasami w weekend się upiją. Te dzieciaki każdego dnia ryzykują zrypkę”.

Hersch opisuje w jaki sposób hip-hop – multimilionowy muzyczny przemysł przepełniony „silnymi politycznymi i seksualnymi obrazami rap” – złapał w niewolę pokolenie dramatem getta i jego codzienną walką o przetrwanie:

Hip-hopowa postawa mówienia prosto w twarz wydaje się silna i wolna dzieciakom, które czują się ograniczane przez oczekiwania przyziemnego świata klasy średniej, w którym się wychowali. Rapersi stali sią najbardziej popularnymi gwiazdami MTV. W wywiadzie na temat swego albumu „Home Invasion” rapper Ice T odnosi się do „kulturalnej inwazji” jak ma miejsce, gdy nieznani dorośli siedzią wraz ze swymi rasistowskimi poglądami, dzieci cicho siedzą w swoich pokojach, a jego słowa wlewają się w ich umysły przez słuchawki: „Gdy już ich raz dostanę pod moje p….y czar/ mogą zacząć dawać ci p…e piekło” rapuje. „Zacznij zmieniać to jak chodzą, mówią, działają, a teraz czyj to jest błąd”. Świat rapu „kostiumowych gadżetów, dziwek, ziomali, i policji” jest atrakcyjną odmianą dla tych „zwykłych” sfer dentystycznych aparatów, szkolnych samorządów i randek. Getto – przeżywane z drugiej ręki z filmów, muzyki i porannych wiadomości, oglądane z wygodnych, podmiejskich, rodzinnych pokojów – jest dla młodych ludzi nasączony ogromną dramaturgią i urokiem.

Czy to jest to? Czy dzisiejsza dziwaczna młodzieżowa podkultura jest ostatnim „kostiumem” młodocianego buntu, podobnie jak długie włosy w latach 60-tych i inne mniej rzucające się w oczy, buntownicze fazy rozwoju poprzednich pokoleń dzieciaków? Czy zaniepokojenie dorosłych współczesną kulturą młodzieży jest tylko wiecznym kręceniem kciukami wywołanym eksperymentami z niezależnością ich dorastającej latorośli? A może jest tutaj zaangażowane coś innego, coś znacznie bardziej złowrogiego?

’Marszandzi tego co Cool’.

„Oni chcą być cool. Są wrażliwi i mają kasę. Są korporacyjnym, 150-cio miliardowym snem Ameryki”. Jest to wstępna wypowiedź w zdumiewającym, czołowym dokumencie PBS z 2001 roku zatytułowanym: „Merchants of Cool” przekazanym przez Douglas Rushkoff. To, co wychodzi na jaw to 60 minutowy skandaliczny portret głównych korporacji – Viacom, Disney, AOL/Time Warner i innych – które zajmują się badaniem amerykańskich dzieci jak laboratoryjnych szczurów, po to tylko, aby sprzedać im miliardy dolarów w towarze, kusząc, degradując i psując ich.

Myślisz, że to przesada? Jest to niedopowiedzenie.

„Kiedy funkcjonuje kilka gigantycznych narodowych korporacji, obciążanych długami, szaleńczo konkurując ze sobą o każdy centymetr przestrzeni fizycznej i każdy umysł, jaki tylko mogą zdobyć, – mówi profesor komunikacji na Uniwersytecie Nowojorskim Mark Crispin-Miller. – są gotowi są zrobić wszystko, cokolwiek wydaje im się najszybciej zadziałać i zdobyć najwięcej ludzi, co oznacza, że zaniżą standardy w dół”.

Zobaczmy jak bardzo w dół.

„Jest to burza firm, walczących o te same dzieciaki – wyjaśnia Rushkoff w „Merchants of Cool.” – Aby zdobyć lojalność nastolatków, specjaliści rynkowi wierzą, że musza mówić najlepiej ich językiem, więc badają ich bardzo uważnie, tak jak antropolog badałby egzotyczną tubylczą kulturę. Dziś pięć ogromnych firm jest odpowiedzialnych za sprzedaż niemal wszystkiego co funkcjonuje w młodzieżowej kulturze. To są prawdziwi marszandzi cool: Rupert Murdoch’s Newscorp, Disney, Viacom, Universal Vivendi, oraz AOL/Time Warner.”

Ta dokumentacja ukazuje w jaki sposób wielkie korporacje dosłownie nasyłają „szpiegów”, aby infiltrować młodzieżowe środowiska w celu zdobycia informacji do jakich następnych zakupów mogą nakłonić te dzieci.

„Kompanie rozrywkowe, są grupą ogromnego konglomeratu, które posiadają cztery czy pięć muzycznych firm, sprzedających 90% muzyki w Stanach Zjednoczonych – te same firmy, które posiadają wszystkie studia filmowe, wszystkie główne sieci telewizyjne, wszystkie telewizyjne stacje na 10 największych rynkach” ujawnia profesor komunikacji z University of Illinois Robert McChesney w tym dokumencie. „Są oni w posiadaniu wszystkich lub części każdego komercyjnego kanału. Patrzą na rynek nastolatków jak na część swego potężnego imperium, które kolonizują. Powinniście widzieć to tak, jak Imperium Brytyjskie czy Francuskie z XIX wieku. Nastolatki są traktowane jak Afryka. Wiesz, jest to środowisko, które należy przejąć, a ich arsenałem broni są: filmy, muzyka, książki, CD, internet, ubrania, rozrywkowe parki, zespoły sportowe. Wszystko to są narzędzia do ściągania z tego rynku pieniędzy”.

MTV.
Co więc, z kablowym kanałem, który stawia siebie w pozycji championa dzisiejszych nastolatków i tych przed wiekiem nastoletnim – championa ich muzyki, ich buntowniczego wolnego ducha, ich szczerego, zawsze zmiennego wyobrażenia tego, co jest „cool”? Czymkolwiek innym mogłoby być MTV, w końcu interesuje się dzieciakami, prawda? Tak, z pewnością, interesują się, ale w taki sam sposób jak lew gazelą. Wszystko w MTV jest komercyjne – wyjaśnia McChasney. – To wszystko czym jest MTV. Czasami jest to wyraźna, reklama opłacana przez firmę, która chce sprzedać swój produkt. Czasami będzie to wideo dla firmy muzycznej, która sprzedaję muzykę. Czasami będzie to set wypełniony ciuchami trendy i tym, co może sprzedać taki wygląd, do którego potrzebne są produkty z tego seta. Będzie to też czasami show na temat jakiegoś filmu, który ma dopiero wejść, opłacony przez filmowe studio, choć ty nie wiesz o tym, aby zrobić rozgłos temu, co wychodzi z Hollywood. Wszystko tu jest programem informacyjnym, nie ma nie-komercyjnych części MTV”.

Rushkoff ilustruje działanie tej maszyny korzystając z przykładu Sprite. To, co kiedyś było borykającym się z problemami producentem drugorzędnego napoju zostało wyciągnięte przez wspaniałe marketingowe formy działania jak: podpisywanie się pod głównymi hip-hopowymi wydarzeniami i ustawianie się w pozycji tego cool napoju dla bezmiernego rynku pokolenia MTV. Łącząc Sprite, MTV, muzyków rap i innych uczestników promocji, Rushkoff przedstawia nam zakulisowa grę: „Sprite wynajmuje Roseland Ballroom, płaci dzieciakom po 50 dolców, aby ją zapełniły i wyglądały cool. Artyści rap, którzy koncertują dla tej opłaconej publiczności, otrzymują bezpośrednie wejście w programie MTV, 'Direct Effects’, którego Sprite jest sponsorem. MTV pożera tanią produkcję, promując muzykę firm płytowych, które reklamują ich kanał i wszyscy są szczęśliwi”.

Cóż więc, powiadasz? Co w tym złego? Czy MTV i rapersi, i producenci ciuchów i inni nie dają dzieciakom tego, co one chcą? Właśnie to mówią, ale to nie jest to, co robią.

W rzeczywistości te firmy tworzą nowe, niższe i co bardziej szokujące – to jest słowo kluczowe szokujące – kampanie reklamowe, udające szczery, autentyczny wyraz młodzieżowych poszukiwań swej tożsamości i przynależności, wyłącznie w jednym celu osiągania finansowych korzyści z amerykańskich dzieci. Mają oni swoje grupy, na których się skupiają, do których wysyłają „kulturowych szpiegów” (których nazywają „korespondentami”), którzy udają przyjaciół i ludzi troszczących się o nastolatków, aby ich sondować – co lubią, czego nie, co jest na topie, a co nie, co jest cool, a co już nie. Angażują się w „brzęczący marketing” (gdzie ukryty agent przebrany za „jednego z tłumu” mówi o nowym produkcie). Wynajmują naganiaczy, którzy wchodzą z młodzieżą w relacje przez internetowe czaty, oraz „ulicznych szpicli” (wędrujące grupy, które głośno publicznie omawiają zespół czy jakiś produkt, aby wzbudzić zainteresowanie). Uruchamiają całą maszynerię współczesnych badań rynkowych i psychologii konsumenta, aby dotrzeć do tej złotej żyły – wyprzedzić następne, zawsze bardziej dziwaczne i bardziej szokujące wcielenie tego co „cool.” Samo to byłoby wystarczająco złe – gdyby korporacyjna Ameryka po prostu postępowała za i handlowała tymi najbardziej podstawowymi instynktami zmieszanych, niedoglądanych nastolatków. Lecz oni nie idą za tym, oni prowadzą – ku dołowi.

Eksponaty A i B: „mook” oraz „midriff,” dwa stworzenia tego korporacyjnego konsorcjum nastawionego na młodzieżowy rynek. „mook” to marketingowa karykatura dzikiego, niemoralnego, żyjącego bez zahamowań seksualnego maniaka.

„Weźmy Howrad’a Stern, – mówi Rushkoff, – być może pierwotnego i ciągle pierwszego króla mooków. Spójrzmy w jaki sposób Viacom wynosi go na wszystkich swoich posiadłościach. Jest sprzedawany przez 50 radiowych stacji Viacom’s Infinity. Jego cotygodniowy show telewizyjny jest nadawany przez Viacom’s CBS. Jego bestsellerowa autobiografia została wydana przez Viacom’s Simon and Shuster, po czym ożywiona w filmie wyprodukowanym przez Viacom’s Paramount Pictures, zarabiając 40 mln dolarów na miejscu i wiele milionów więcej na sprzedaży wideo na Viacom’s Blockbuster video”.

Dodaje: „Mook nie występuje w naturze. Jest to stworzenie wymyślone na potrzeby spieniężenia sterowanego testosteronem szaleństwa dorosłych. Łapie ich poniżej pasa, po czym sięga do ich portfeli”. Ogromna części programów MTV prezentuje i reklamuje tego „mook’a” w amerykańskich chłopcach. Na przykład, głównym miejscem spotkania jest profesjonalny wrestling – program telewizyjny o największej dziś oglądalności wśród dorosłych amerykańskich chłopców.

OK, a co z „midriff”? Dziewczęta, mówi Rushkoff, „zostały ściągnięte tu na dół wraz z chłopcami. Maszyna medialna wypluła drugą karykaturę. . . midriff nie jest bardziej prawdziwa niż mook („midriff” – oznacza też w j.ang. część ciała między piersiami, a talią – przyp. tłum.) . O ile on utknął w wieku dojrzewania, to ona jest przedwcześnie dojrzała; on nie dba o to, co ludzie myślą o nim, ona jest pochłonięta swym wyglądem. Jeśli do niego należy szorstkość, do niej – seks. Midriff jest w rzeczywistości zbieraniną tych samych, starych seksualnych stereotypów, lecz przepakowanych w nowe kobiece możliwości. 'Ja jestem madriff, słuchaj jak wrzeszczę. Ja jestem seksualnym obiektem, lecz jestem dumna z tego'”.

Jaki jest więc cel tych zdeprawowanych modeli dla amerykańskiej przyszłości, wykrojony z marketingowych badań, skompilowany przez wynajętych przez korporacje „kulturowych szpiegów”, których zadaniem jest rozpoznanie, jaki następny krok w dół – następna szokująca fala przebrana w autentyczny „cool” – prawdopodobnie będzie do zrobienia dla pokolenia MTV? Dlaczego? Żeby sprzedawać dzieciakom jeszcze więcej, oczywiście.

„Gdy korporacyjny zysk zależy od tego, aby być z przodu, przed zakrętem, musisz słuchać, musisz dokładnie wiedzieć, czego oni chcą i dokładnie, co oni myślą, abyś mógł dać im to, co chcesz, aby wzięli” – wyjaśnia Crispin-Miller z nowojorskiego uniwersytetu. I dodaje: „Maszyneria MTV nie słucha młodych ludzi po to, aby dać im szczęście. . . MTV tak się dostraja, aby wyobrazić sobie, jak podać to, co Viacom ma do sprzedania”.

Jak więc kierują dzieciakami, aby ich przywiązać – odcisnąć im ślad – przy pomocy następnego kierunku muzyki, ciuchów, stylu życia, tych wyborów, które oni powinni kupić?

„Angażuje się dzieci do udziału w seksualnej rywalizacji na scenie lub kamery MTV podążają za nimi w ciągu tygodnia ich rozpusty” – mówi Rushkoff. „Oczywiście, niektóre z nich zawsze zachowywały się w sposób szalony, lecz nigdy te wybryki nie były tak celebrowane w TV. Więc, oczywiście, dzieci traktują to jako wskazówkę, jak tutaj na wybrzeżu Panama Beach, na Florydzie, gdzie uczniowie szkół średnich zachowują się w publicznych miejscach tak, jakby byli na scenie MTV. Kto kogo tutaj naśladuje? Życie w realu i w MTV zaczynają się zacierać. Czy rzeczywiście media odzwierciedlają świat dzieci, czy też jakiś inny? Coraz trudniej jest zrozumieć odpowiedź”.

Prawdziwie diabelska część modus operandi speców od ryku pojawia się, gdy Rushkoff pokazuje swoją własną epifanię:

Nigdy nie zapomnę tego momentu, gdy 13 letnia Barbara i jej przyjaciółki zauważyły naszą grupę w czasie między ich próbami. Wydawało się, że tańczą dla nas, dla naszych kamer, jakby sprzedawały z powrotem nam, mediom, to, co my sprzedaliśmy im.

Wtedy mnie to uderzyło: jest to gigantyczne sprzężenie zwrotne. Media obserwują dzieciaki, po czym sprzedają im obraz ich samych. Wtedy dzieci oglądają te obrazy i aspirują do tego, aby być mook’iem czy midriff’ą w TV. A media są tu na miejscu, aby ich obserwować jak to robią, aby wyszykować dla nich nowy obraz i tak dalej.

Czy jest jakiś sposób na przerwanie tego sprzężenia zwrotnego – pyta Rushkoff. Wyłącznie w umysłach dzieci, ujawnia, zauważając, że „cool” – szukająca młodzież, która stale sięga w dól do nowych, bardziej lubieżnych, bardziej skandalicznych środków wyrazu – jest to coś, wszystko, tak długo dopóki nie zostanie to wykorzystane i zdarte przez korporacyjny świat.

Powiedziawszy to, Rushkoff puszcza taśmę z nagraniem wielkiej, demonicznie wyglądającej grupy młodzieży z wymalowanymi twarzami, szantującej i wykrzykującej sprośności w centrum Detroit w noc Halloween i wyjaśnia:

Kilka tysięcy, przeważnie białych młodych mężczyzn zebrało się, aby wysłuchać koncertu ich ulubionego, lokalnego zespołu: Insane Clowne Posse (Oddział Szalonych Klaunów). ICP pomógł w tworzeniu nowego stylu muzycznego zwanego rap metal lub rage rock, który stworzył zamieszanie w całym kraju swymi szokującymi tekstami i wyszydzaniem kobiet i gejów . . Rockowa muzyka zawsze była kanałem buntu, lecz do tej pory była kierowana przeciwko rodzicom, nauczycielom czy rządowi, dziś jest kierowana przeciwko przebiegłej komercji, samemu MTV. Fani czuli się lojalni wobec tego zespołu i jego muzyki, ponieważ przeżywali ją jako swoja własną. Nie została ona poddana żadnej obróbce przez korporacje, przetrawiona do popularnej kultury i sprzedana z powrotem im w markecie.

Członkowie zespołu Insane Clown Posse wyjaśniają popularność zespołu: „Wszyscy, którzy lubią nasza muzykę czują super łączność. To dlatego oni wszyscy tu są, czują się tak bardzo złączeni z tym, ponieważ to jest – jest wyłącznie ich. Widzisz, gdy coś jest w radiu, jest dla wszystkich, wiesz o co mi chodzi? To jest piosenka wszystkich. 'O, to moja piosenka’. To nie jest twoja piosenka, ona jest z radia. Należy do wszystkich. Lecz posłuchaj ICP, czujesz się tak, jakbyś był jedynym, który wie o tym”.

„To są skrajności – mówi Rushkoff. – na które nastolatki pójdą, aby upewnić się co do autentyczności ich własnej sceny. Jest to frontowa linia oporu kultury nastolatków: stań się tak nieokrzesany, tak nie do przyjęcia, złam tak wiele zasad, abyś stał się niestrawny”. (Aby dopełnić wrażenie, w tle Isane Clowne Posse rapuje: „Dziwka, hej, jest twoja. Hej, twoja jest dziwka, Chodź!” i inne budujące teksty.)

Wtedy pojawia się zdrada: „Marszandzi Cool” pokazują jak Insane Claoun Posse i inne „autentyczne” grupy – nietknięte przez komercję – są w końcu wykupywane przez marketingową „maszynę”, pakowne i sprzedawana z powrotem na młodzieżowy rynek. Oczywiście, gdy ta szokująca wartość zużyje się, a szata „cool” – nietknięta i nie zepsuta przez korporacyjna Amerykę – przesuwa się dalej w dół do następnego, jeszcze bardziej skandalicznego poziomu deprawacji – MTV, Viacom i inne korporacyjne giganty są już tutaj obecne, aby spakować to i sprzedać ponownie naszym dzieciom.

A, i nie próbuj nawet mówić swoim dzieciom o tej całej diabelskiej grze. Widzisz, jak mawia Crispin-Miller, „to oficjalna część punktu widzenia świata rockowych klipów, to oficjalna część punktu widzenia świata reklam, że twoi rodzice to sk…, nauczyciele to frajerzy, przedstawiciele władzy są śmieszni, i tak naprawdę nikt nie jest w stanie zrozumieć dzieciaków oprócz korporacyjnych sponsorów”.

OK, czy to tak jest? Amerykańskie nastolatki znajdują się w uchwycie zgubnych kampanii marketingowych prowadzonych przez wielkie, chciwe, nietroskliwe korporacje? – z nadzieją, że dzieci wyrosną z tego i staną się normalne kiedyś? Koniec historii?

Nie całkiem. Bądź pewien, miliony młodych ludzi pochwyconych przez destrukcyjny lecz korporacyjny aspekt sprawy to tylko ta widoczna strona. Spoza korporacyjnych manipulacji i młodzieży związanej swymi egoistycznymi i haniebnymi wpływami czyha następna, znacznie bardziej budząca grozę i całkowicie perwersyjna „kampania marketingowa” – wrogi wymiar, w którym nie ma żadnej troski o dobro innych i która jest zaprogramowana, aby pochłonąć wszystko na swojej drodze, od najwyższego do najniższego.

To „coś”, co ujawnimy w drugiej części, jest literalnie wycelowane w degradację tej młodzieży tak totalnie, że niewiele nadziei pozostaje dla następnego pokolenia Amerykanów.

Część druga TUTAJ

topodin.com

TGIF_04.02.07 Kosztowne posłuszeństwo

Today God Is First

Logo_TGIF2

Wszak od tej chwili, gdy poszedłem do Faraona, aby mówić iw imieniu twoim, gorzej postępuje z tym ludem, Ty zaś nie wyratowałeś ludu swego. II Moj. 5:23

Czy czułeś się kiedyś tak, że byłeś posłuszny Panu w czymś do czego cię powołał, a skutkiem tego była większa blokada? Tak czuł się Mojżesz. Gdy poszedł powiedzieć faraonowi, aby wypuścił lud, ponieważ Bóg tak powiedział, faraon wściekł się i kazał ludziom robić cegły nie dając im słomy. Mojżesz został za to oskarżony przez ludzi, uczył się tego, czym rzeczywiście jest posłuszeństwo w Królestwie Bożym. Widzisz, plagi jeszcze nawet nie pojawiły się w Egipcie, on sam jeszcze nie zaczął tego, do czego został powołany a narzekał na okoliczności. Miało być znacznie więcej spotkań z faraonem i wiele więcej plag z uwolnieniem jeszcze nie widocznym na horyzoncie. Dlaczego Bóg miałby powiedzieć Mojżeszowi, że zamierza uwolnić lud i nie robił tego?

Wszystko było kwestią czasu. Bóg nigdy nie powiedział, kiedy to zrobi. Po prostu stwierdził, że zrobi. W następnym rozdziale czytamy, że Mojżesz sprzeczał się z Bogiem twierdząc, że nie nadaje się do tej pracy, którą mu Bóg zlecił:

Mojżesz zaś wymawiał się przed Panem: Oto synowi izraelscy nie usłuchali mnie, jakże więc usłucha mnie faraon, zwłaszcza że jestem niewprawny w mówieniu? Wtedy odezwał się Pan do Mojżesza i Aarona i dał im rozkaz do synów izraelskich i faraona, króla egipskiego, aby pozwolił wyjść synom izraelskim z ziemi egipskiej. (II Moj. 6:12-13).

Czy nie wydaje ci się, że Bóg stracił cierpliwość?

Bóg miał konkretne powody, aby opóźniać ich wyjście. Powiedział:

I poznają Egipcjanie, że żem Ja Pan, gdy wyciągnę rękę swoją nad Egiptem i wyprowadzę synów izraelskich spośród nich. (II Moj. 7:5).

Bógnie tylko chciał, aby izraelici, lecz również Egipcjanie poznali Go. Miał to być największy pokaz Bożej mocy na ziemi.

Bóg często powoduje opóźnienia, których nie rozumiemy. Czasami wydaje się, że nasze posłuszeństwo nie jest nagradzane. Jezus powiedział, że nauczył się posłuszeństwo przez to, co wycierpiał (Hbr. 5:8). Wyobraź sobie – Jezusa muszącego nauczyć się posłuszeństwa. Co nam to dziś mówi? Czasami Boże opóźnienia są spowodowane po prostu tym, że chce większej chwały w danej sytuacji, więcej uznania, więcej podobieństwa do Chrystusa w tobie i we mnie, przez większą cierpliwość i posłuszeństwo. Nie rezygnuj, ponieważ obietnica może już się zbliżać.

раскрутка

Nowa era

3 lutego 2007

„JA jestem Pan i Zbawiciel tego wszechświata. Nawiedzałem człowieka w różnych okresach historii. W tych dniach zdecydowałem objawić siebie przez mojego Syna; lecz, powiadam wam, że tylko nieliczni naprawdę słuchają mojego głosu. Kto widział i kto słyszał moje doniesienia? Kto jest gotów porzucić wszystko po to, abysłuchać mojego głosu? Kto usłyszał i kto będzie chciał słuchać moje słowa? Powiadam wam, że jest wielkie strategie są podejmowane w okręgu Waszyngton DC. Powiadam wam, wielkie naciski są wywierane na Biały Dom. Powiadam wam, że nadchodzi koniec czasów. Po raz pierwszy w historii będzie nowego „rodzaju” człowiek w Białym Domu. To są owe trudne dni, i te dni, inne niż kiedykolwiek dotąd w historii. Co zrobisz, aby się na nie przygotować? Wiele ostrzeżeń zostało przekazanych, lecz nieliczni zwrócili na to uwagę. Wojna w Iraku będzie trwać nadal, ze względu na podjęte decyzje, a prezydenta czekają wielkie zmagania”.

Stephen Hanson

http://www.angelfire.com/in/HisTruth/PayPalform.html
(for donations)

1824 E. San Rafael St.

Colorado Spgs, CO. 80909

tseyigai@yahoo.com

http://www.angelfire.com/in/HisTruth/testimony.html

http://www.angelfire.com/in/HisTruth

topod.in

Byłem punkiem

 

rafalszklarek @ wp.pl

GG 9951013

Każdy kiedyś w chodzi w wiek młodzieży. I szuka akceptacji wśród przyjaciół, gdzie zaczyna się bunt do wszystkiego i tak było ze mną. Poznałem fajnych kumpli, którzy słuchali muzyki rockowej. Postanowiłem dołączyć do tej grupy i szybko się z nimi zaprzyjaźniłem. Po jakimś czasie usłyszałem fajny kawałek piosenki zespołu Thebil Grupy Punkowej bardzo mi ta muzyka się spodobała.

Więc zacząłem kupować kasety z taką muzyką, która była bardzo łatwo dostępna.

W szczególności śpiewali tam o piciu i że życie jest bez przyszłość i by niszczyć rasizm, aby olewać cały ten system, czyli władzę. Po jakimś czasie zaczął z tym się utożsamiać, przyszedł czas by ubierać się jak Punk. Po jakimś czasie przyszła chęć by mieć na głowie Punkową fryzurę, która nazywa się irokezem. Wtedy byłem z tego dumny, że jestem Pankiem, do nauki mnie nie ciągnęło. Wołałem imprezować, chodzić na koncerty i rozrabiać. Po jakimś czasie zaczął powoli pić, aż to przerodziło się w częste picie, aż do takiego stopnia, że traciłem film. Gdy nie było, co wpić i brakowało kasy wyłapywało się na mieście klientów, których można było z kroić z kasy. Jak już się uzbierało to szło się na winko to tanie. Miałem kumpla, który gdy dominie przychodził zawsze z jego ust padało słowo czy niema kasy by wypić coś. Czasami też zdarzały się małe kradzieże. Potem zaczęło się od wąchania kleju bo z reguły tacy ludzie piją, ćpają wąchają klej itp.: Żyło mi się dobrze w tym środowisku zawsze miałem pragnienie pójścia do ślubu w glanach i z irokezem na głowie. Pamiętam wyjazd do Jarocina na koncert to była super impreza. Po jakiś czasie zabrali mnie do wojska i tam pozbyłem się swojego ubioru poglądów punkowych. W tym czasie kilku moich kolegów zmieniło swoje życie jak to się mówi nawrócili się i poznali Boga. Po przyjeździe na przepustkę nie mogłem ich poznać dużo mi mówili o tym co Bóg uczynił w ich życiu. Ale dla mnie to się wydawało bez sensu, jak większość ludzi zawsze twierdzi, że wierzy w Boga. Moje twierdzenie było takie samo, coś mnie pociągnęło by zabrać z sobą Biblie do wojska. Zacząłem ją czytać tylko, że wtedy nic z niej nie rozumiałem dla mnie ona wydawała się jak zwykła książka. Po jakimś czasie przyszło pragnienie by wołać do Boga, o szybsze wyjście z wojska. Wtedy jeszcze nie wierzyłem, że On może mnie wysłuchać, obiecywałem Mu, że jak wyjdę to się zmienię i stanę się lepszym człowiekiem. Bóg mnie wysłuchał jak to mówi Biblia, kto wola do Pana otrzymuje odpowiedz na swoją modlitwę. Udało mi się wyjść po sześciu miesiącach z wojska. Ale moje obietnice były marne nadal wszedłem w to środowisko i piłem, nadal byłem Punkiem. Zawsze twierdziłem, że ten kościół tam gdzie chodzą moi kumple to jakaś sekta, zawsze twierdziłem, że moja noga tam nie postanie nigdy. Po jakimś czasie wracałem z miasta i spotkali mnie dwaj koledzy, którzy tak jak ja nie znali Boga wybierali się na spotkanie do tego kościoła zaczęli mnie namawiać a bym z nimi tam poszedł. 

Dałem się namówić i pojechałem tam z nimi. Gdy przybyłem na miejsce gdzie był ten kościół to miałem opory by tam wejść. Zanim tam wszedłem długo to trwało, ale we wejściu tam do środka pomógł mi pewien przechodzący pijak. Otworzył mi dziwi i powiedział, że tam jest młodzież, która śpiewa i tańczy i wepchnął mnie tam do środka. Byłem zdziwiony młodymi ludźmi i starszymi jak się radują dla Boga. Dowiedziałem się, że to nazywa się uwielbieniem dla Boga. Kiedy skończyło się spotkanie kilka osób przyszło mnie przywitać byli bardzo mili. Nie spotkałem się by kościele, do którego chodziłem kiedyś by ktoś mną się zainteresował. Po powrocie z kościoła na drugi dzień coś mi nie dawało spokoju słyszałem głos, który mówił do mnie, że jestem i chce byś żył dla mnie i że bardzo Cię kocham. Ale odzywał się też drugi głos, że tak naprawdę to nikt cię nie kocha, i że tamto w kościele to było złudzenie, że może być ktoś miły dla ciebie, i że dobra niema. Coś mnie zaczęło tam pociągać do tego kościoła im częściej tam chodziłem tym więcej czułem, że coś jest, co ciągnie mnie do dobrego a nie złego. Po jakimś czasie w tym kościele było spotkanie gdzie zapraszali ludzi by wyszli do przodu, którzy chcą oddać swoje życie Jezusowi. Pamiętam, że chciałem stamtąd uciec, ale coś mi nie pozwalało pchało mnie bym wyszedł do przodu i oddal swoje życie Jezusowi. Kiedy wszyłem to ktoś się modlił o mnie i kazał powtarzać mi te słowa. „Drogi Panie, przyjmuję dziś twój dar życia wiecznego. Zdaje sobie sprawę, że zgrzeszyłem przeciwko Tobie, i że moje grzech oddzieliły mnie od Ciebie i Twojego błogosławieństwa. Przepraszam Cię za nie, naprawdę pokutuję i proszę Cię o Twoje przebaczenie. Wierze, że Jezus Chrystus umarł za mnie, zamiast mnie, i powstał z martwych by żyć jako Pan. Zapraszam teraz do swojego życia Jezusa Chrystusa i wierze, że On mnie zbawił i odtąd chce mu służyć i żyć dla Niego Amen”. 

I odtąd moje życie się zmieniło od 10 lat już nie pije przestałem być punkiem mam pragnienie założenia rodziny i mieć dzieci. Założyć własną firmę i żyć dla Boga i mu służyć i ludziom a głownie młodzieży pomagać. Dziś dzięki Bogu stałem się innym człowiekiem, który o życiu myśli teraz na poważnie i wiem że życie bez Boga jest puste. 

Rafał

сайта

TGIF_03.02.07 Puste żłoby

Today God Is First

Logo_TGIF2

Gdzie wołów brakuje, tam i w żłobie nic nie ma, a siła bawołów zapewnia plon obfity. Przyp 14:4 (B. W-P)

Gdy Jezus przyszedł na ten świat, wybrał na miejsce narodzin najbardziej niezwykłe miejsce – żłób. Nie było to nic więcej jak zwykła stajnia z kozłami, wołami i innym żywym inwentarzem. Jest pewna cecha charakterystyczna w takim właśnie miejscu. Jest ono wypełnione odorem i łajnem zwierząt. Wydaje się, że Bóg najlepiej działa w najbardziej nieprzyjemnych okolicznościach. Faktycznie „gdzie wołów brakuje, tam i w żłobie nic nie ma”. O co tutaj faktycznie chodzi? Wierze, że jest tutaj mowa o tym, że aby Jezus był gdzieś obecny, musimy przyjąć te rzeczy, które niosą ze sobą „nieporządek do wysprzątania”. Bóg działa wśród zamieszania w naszym życiu i z tego zamieszania pojawia się obfity plon. Tak właśnie się działo ze wszystkimi Jego bardzo przydatnymi sługami w Biblii. Bóg jest pełen paradoksów. Dlaczego życie nie może być gładkie i bez kantów? Ponieważ Bóg lubi pokazywać się w samym środku życiowego zamieszania. To właśnie doprowadza nas do żniw. Bardzo często im większe zamieszanie, tym większe żniwo.

Gdy jakieś poważne prace drogowe są podejmowane w zatłoczonym mieście, wydaje się, że jest totalny chaos. Jest to niewygodne, idzie pomału i zazwyczaj irytuje, ponieważ musimy poruszać się wolniej, niż byśmy chcieli. Jest to nieprzyjemnie, a co najczęściej widać to bałagan. Lecz gdy spojrzymy na to samo miejsce po kilku miesiącach czy latach, widzimy, że ta budowa była konieczna. Całe zamieszanie miało swój sens i tak naprawdę bardzo poprawiło życie tych, którzy z drogi mieli korzystać.

W czasie największego mojego życiowego i biznesowego zamieszania Bóg objawił mi swoja moc i siłę. To właśnie wtedy, gdy „wół” trudności wszedł do mojego żłobu, zamanifestowało się też największe żniwo. Niemniej, wtedy gdy starałem się tego „woła” usunąć i odsunąć siebie samego od odoru i zamieszania, walczyłem z największym dziełem Bożym.

Bóg pracuje w żłobach.

topod

TGIF_02.02.07 Oddać klucze

Today God Is First

Logo_TGIF2

Oto stoję u drzwi i kołaczę. Jeśli kto usłyszy mój głos i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną. Obj. 3:20

Pewien mój przyjaciel opowiedział mi historię spotkania, jakie miał z bardzo ważnym urzędnikiem rządowym – głową rządu pewnego państwa. W trakcie kilku takich spotkań z moim przyjacielem, kiedyś urzędnik podszedł do niego i powiedział: „Dostrzegam, że jest jakaś różnica między tobą i mną. Czy jest tak dlatego, że ja pochodzę z innej denominacji?” Mój przyjaciel tak wyjaśnił skąd się bierze ta różnica:

„Gdybyś przyjechał do mnie do domu, zaprosiłbym cię jako honorowego gościa. Jako mój gość mógłbyś korzystać ze wszystkiego w domu, niemniej zawsze byłbyś gościem. Nie miałbyś kluczy do mojego domu, a twój autorytet (władza) w tym domu byłby tylko autorytetem gościa. Niemniej, gdybym Ci powiedział, że przekazuję ci mój dom i teraz masz do niego klucze, to ja byłbym twoim sługą, odpowiedzialnym za to, aby prowadzić go zgodnie z twoimi radami i poleceniami. Taka też jest między nami różnica. Ja oddałem klucze mojego domu (serca) Jezusowi, a ty po prostu zaprosiłeś Go do swego serca, jako honorowego gościa”.

„Jak mogę zrobić to również?” – zapytał ten mężczyzna.

„Wszystko, co musisz zrobić, to zaprosić Go do środka, jako nowego właściciela”.

Zrobił to i teraz pozwala Jezusowi rządzić i panować we wszystkich szczegółach swego życia.
Często wielu z nas wchodzi w taką relację z Bogiem, która daje zbawienie. Jest to ewangelia zbawienia, lecz Bóg tak naprawdę pragnie dla nas, abyśmy doświadczyli Ewangelii Królestwa. Chce, żebyśmy przeżywali Jego moc i obecność każdego dnia i widzieli działanie Jego ręki. Dzieje się tak tylko wtedy, gdy oddajemy Mu klucze do naszego życia; On musi być czymś znacznie więcej niż tylko honorowym gościem.

W którym miejscu jesteś obecnie? Czy twoje życie z Bogiem jest czymś więcej niż relacja z honorowym gościem, czy rzeczywiście posiada On klucze do twojego życia.

topod.in