Author Archives: pzaremba

Stan_9.12.2018


Stan Tyra

W życiu bardziej chodzi o zadawanie właściwych pytań, niż posiadanie właściwych odpowiedzi. Chodzi tu o szukanie i odkrywanie, a nie poznawanie i „posiadanie”. Odkrywczy duch prowadzi nas do głębszej prawdy, podczas gdy próżne odpowiedzi sprawiają, że stajemy się właścicielem i obrońcą idei oraz komunałów. Teologiczne odpowiedz szybko szybko przechodzą na pewną własność ego, prowadząc w imię biblijnej poprawności do arogancji. Jeśli chodzi o boską świadomość odpowiedzi są obciążeniem.

„Myśli moje to nie myśli wasze i drogi moje to nie drogi wasze… (Iz 55:8-9). Ta tajemnica powinna dawać nam nieustanną zachętę do tego, abyśmy byli poszukiwaczami, badaczami, odkrywcami, zawsze nowicjuszami i początkującymi. To jest wąska droga wiary. Jest coś cenionego przez Boga w postawie zaciekawienia i stałego „pukania”.

Duchowe sprawy nigdy nie są cnotami, które posiadasz, ponieważ wymagają czasu, doświadczenia podróży, rozeznania i słuchania innych, wychodząc poza własne sztywne przekonania. Domagają się stopniowego odkrywania i wielkiej pokory. Wolimy raczej takie wierzenia, które pozwalają naszemu ego na natychmiastowe poczucie zdecydowania, usatysfakcjonowania i przewagi. Zadowalająca nieprawda czy częściowa prawda w przeciwieństwie do niezadowalającej prawdy. Jak powiedział Jezus: „przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda” (Mt 23:24).
Ego rośnie pięknie wśród porównań, rywalizacji i oddzielania się od tych, z którymi się nie zgadza.

Stan_7,8.12.2018

Stan Tyra

7 grudnia

Już zbyt długo jesteśmy zadowoleni z denominacyjnej prawdy, naukowej prawdy, racjonalnej prawdy, osobistej prawdy itp. Niemniej jednak, prawdziwa duchowość, aby znaleźć Wielką Prawdę znajdującą się ponad i poza wszelkimi mniejszymi plemiennymi prawdami, potrafi odciąć się od tego wszystkiego, równocześnie z tego korzystając. To właśnie sprawia, że autentyczna duchowość staje się wywrotowa i groźna dla wszelkich systemów władzy i kontroli, ponieważ zawsze mówi: „tak, a jest coś jeszcze więcej!”

Musimy odsuwać się od plemiennego myślenia i patrzeć nie na życie własnymi oczyma, lecz większymi niż własne. Żadna grupa nie ma patentu naprawdę i mądrość, lecz mogą posiadać ich fragmenty. Grupa, która ma najwięcej to ta, która szanuje wszystkie inne części, a szczególnie te, które wydają się najbardziej niegodnej szacunku (1Kor 12:23). Autentyczna duchowość rozumie i szanuje Boga wszędzie, a nie tylko w sobie czy własnej grupie.

Utożsamienie się z „naszą” grupą ma potężną moc, ponieważ pozwala nam ukryć się przed Bogiem i innymi wewnątrz dużej „duchowej” grupy. Podobnie jak było z Adamem i Ewą w ogrodzie, czujemy się mali, nieznaczący i źle nam bez okrycia, a grupy są prze szczęśliwe z tego, że mogą nam tego „okrycia” udzielić. Musisz tylko stracić swą tożsamość, a za swoją przyjąć grupową. Po jakimś czasie będziesz myślał, że ty jesteś grupą, a grupa tobą. Być „jedno” z grupą wydaje być bardziej wartościowe niż być „jedno” z Ojcem.

Największym problemem z plemiennością i grupowym myśleniem jest taki, że stanowi ono tarczę ochronną przed większą prawdą. Uczy się nas tego, że jeśli jakaś idea pochodzi z „poza” grupy, powinniśmy jej natychmiast oprzeć się, bronić naszej własnej i nawet nie zastanawiać się na inną myślą, jako czymś godnym uwagi.

Plemienne myślenie daje nam uczucie kochania i przynależności, ponieważ w ten sposób jest się w pewnym stopniu „wewnątrz” „mojej” grupy. Teraz mogę być skrajnie egocentryczny, osądzający a nawet gwałtowny wobec innych grup, równocześnie nazywając to cnotą czy świętym aktem dla Boga. Moje ego trzyma się dobrze strzeżone, równocześnie uważam się za kochającego, wielkodusznego a nawet poświęcającego się.

8 grudnia

Takie plemienne ego pozwala nam ujść bez szwanku, i to w imię lojalności, biblijnej precyzji i wierności. Właśnie z taką mentalnością Jezus konfrontował się, gdy powiedział: „słyszeliście, że powiedziano wam, miłuj bliźniego, a miej w nienawiści przeciwnika” (Kapł. 19:18). Mówił o głoszonej za sprawą biblijnej wierności sprawiedliwości własnej. Dodał: „LECZ, ja wam powiadam miłujcie nieprzyjaciół” (Mt 5:43-44). Jezus rozpoznaje powszechną taktykę ego ukrywania się pod biblijną poprawnością, co pozwala usprawiedliwiać postawę osądzania, nienawiści i przemocy. Większość religii nie posiada takiej mądrości.
Wyłącznie ego postrzega bitwy ninja jako święty akt dla Boga. „Ja jestem Pawłowy”, Ja Kefasowy”, a „ja Apollosowy”. Zmień nazwy na baptystyczny, katolicki, zielonoświątkowy czy cokolwiek innego a niedojrzałe ego pozostanie niezmienione.

Musimy nauczyć się rozpoznawać autorytet ponad naszą własną grupą i akceptować to, że ludzie mogą słyszeć Boga poza naszym własnym językiem i religijnymi definicjami (Dz 2:6). Punktem początkowym musi być dla nas globalność, tak jak to było z Bogiem: „Bóg tak umiłował świat…”, a to obejmuje wszystkich i wszystko.

Mania prześladowcza religijnych grup nie różni się niczym od politycznej czy terrorystycznej, nawet jeśli zbiera się pod strzelistą wieżą. Jej przesłaniem jest wykluczenie i jest postrzegana jako koniec sama w sobie.

W jakiś sposób całkowicie zignorowaliśmy miłość jako pierwszy i jedyny motyw czegokolwiek, co jest święte. Jest to jedyne źródło życia, prawdy i pokoju. Pamiętaj, każdy kto nie miłuje, nie zna Boga (1J 4:16).

Stan_4,5,6.12.2018


Stan Tyra

4 grudnia

Dr. Gerald May powiada; „kontemplacja zdarza się wyłącznie w takich chwilach, gdy jesteśmy otwarci, nie zajmujemy obronnej postawy i natychmiastowo obecni”. Wiem, że to prawda, lecz wiem też, jak rzadko zdarza mi się stąd zaczynać.

W większości sytuacji natychmiast reaguję defensywnie, osądzając, próbując kontrolować i analizując porównawczo. Lepiej idzie mi kalkulowanie, niż kontemplowanie. Mówiąc inaczej: wyszkoliłem umysł do tego, aby prowadził i mówił mojemu sercu, że ma podążać za nim, zamiast w odwrotnym kierunku. Przyznajmy, że wszyscy zmagamy się z tą pierwotną reakcją.

Wygląda na to, że moje „fałszywe ja” chce mieć pierwsze i ostatnie zdanie na każdy temat. Zaczynam zdawać sobie sprawę z tego, że gdy jestem otwarty, nie bronię siebie, nieprzywiązany i natychmiast dostępny, częściej jestem w stanie zaczynać od serca, co oznacza miłość, współczucie i miłosierdzie.

Pierwszy rzut oka na coś, rzadko wyraża miłość przez współczucie, ponieważ jestem zbyt zajęty ważeniem swoich uczuć. „Jak to na mnie wpłynie?” „Jak utrzymam pod kontrolą?” „Jak to pasuje do ciasnych granic mojego obrazu siebie?” To prowadzi do implozji i nadmiernego zajmowania się sobą, co z kolei nie pozwala wejść w społeczność z Bogiem, innymi czy tą chwilą.

Jest to całkowitym przeciwieństwem życia Jezusa, który przede wszystkim i zawsze wiedziony był współczuciem, stając za innymi; odrzuconymi, pogardzanymi, osądzanym i potępianymi. On zawsze stawał w obronie oskarżanych i przeciwko oskarżycielom.

Kontemplacja robi miejsce na patrzenie na siebie, innych a nawet Boga Bożymi oczyma. Ta stała przemiana ze stanu „wszystko wokół mnie” do „wszystko o Bogu”, daje się zrealizować wyłącznie przez „wszystko wokół innych”. Jest to jedyny sposób na przejście od egoistycznej re-akcji do pełnego miłości działania i wydawania „owocu, który trwa” (J 15:16).

__________

Continue reading

Stan_2,3.12.2018


Stan Tyra

2 grudnia 2018

Naszym głównym problemem w duchowym życiu jest przywiązanie do stworzonego przez siebie naszego własnego obrazu ego. Frustracja zarówno sobą jak i innymi wynika z tego, że mieszamy idealistyczny obraz siebie i innych z tym, kim my/oni rzeczywiście jesteśmy w Chrystusie. Wszyscy zaczynamy od budowania obrazu siebie, lecz przywiązanie do niego powoduje, że staramy się go promować, chronić i dążyć do tego, aby inni go potwierdzali. Cóż za pułapka!

Wyłącznie przez porzucenie tego stworzonego przez siebie samego obrazu, odkrywamy w nas wszystkich Chrystusa, który jest znacznie bardziej miłosierny, przebaczający i zadowolony ze mnie, niż ja sam. Jego obraz we mnie nie może być zyskany czy stracony, zatem tylko przez odkrycie siebie w Chrystusie, mogę również znaleźć Chrystusa w sobie. Porównywanie i osądzenie po którym następują wstyd i obronna postawa (nadwrażliwość na krytykę) są pewnymi znakami tego, że nadmiernie zainwestowałem i przywiązałem się do własnego obrazu siebie.

Znajduję to, czego szukam. Moje starania o „znalezienie siebie” zawsze prowadzą mnie z powrotem do fałszywego ego, podczas gdy szukanie Jego – do mojego boskiego i prawdziwego ja w Nim.

Mamy zwyczaj koncentrowania się na celu, zamiast cenić samą podróż. Zazwyczaj wymaga to szybkich sposobów, zadowolonych z siebie odpowiedzi, których celem jest „zdobyć Boga”, jakby Bóg był jakim trofeum, które trzeba zdobywać. Gdy uczniowie i faryzeusze pytali Jezusa: „kiedy i gdzie ma być przyszłe Królestwo” (ŁU17:20-22), Jezus odpowiedział, aby nie wierzyli tym, którzy mówią, że jest tutaj czy tam.

Innymi słowy: nie będzie to oczywista odpowiedź czy ostateczny wniosek. Zawsze źle szukamy, gdy domagamy się całości tu i teraz. Królestwo nigdy do nikogo nie należy. Jak powiedział Jezus Janowi Chrzcicielowi, muszę być świadomy tego, że jestem największym i najmniejszym wszelkiego objawienia, które mam. Objawienie zawsze jest zaproszeniem do podróży głębiej, nigdy odznaką zasługi osiągniętego sukcesu. Jest to świadomość, która wystarcza, abyś zapragnął więcej. Musimy nauczyć się żyć w strefie pośredniej; równocześnie „teraz, lecz jeszcze nie”.

W jaki sposób twój kierunek do twojego celu i idealistyczne standardy uniemożliwiają ci szanowanie swojej podróży oraz podróży innych?

Continue reading

Stan_1.12.2018

tan Tyra

W 21 rozdziale Ewangelii Mateusza (od wersu 23) Faryzeusze domagają się od Jezusa, aby powiedział im, jak mocą czyni te rzeczy.Odpowiadając Jezus zadaje im inne pytanie, na które boją się odpowiedzieć. W konsekwencji mówi im: „To i ja wam nie powiem” (w. 27).

Jezus nie zgadza się na udzielenie odpowiedzi ludziom o dualistycznym myśleniu. Często, nie odpowiada, zmienia temat, opowiada przypowieść, lub po prostu zmienia je na inne pytanie.

Zdumiewające jest to, że zrobiliśmy z Jezusa konsula odpowiedzialnego za udzielanie odpowiedzi, ponieważ zwykle tak nie robi. Najczęściej wprowadza nas głębiej w nasz własny dualistyczny dylemat. Robiąc w ten sposób, generuje nam więcej problemów, niż ich rozwiązuje. Jest tak dlatego, że duchowych rzeczy nie da się rozwiązać przy pomocy myślenia typu „albo/albo” (zero-jedynkowego – przyp. tłum.), ponieważ wymagają one znacznie większego obrazu pełnego wiary, nadziei i miłości.

Często jestem oskarżany o to, że jestem nieczuły, ponieważ to dualistyczne myślenie nie jest w stanie zrozumieć czułego troszczenia się i nietroszczenia równocześnie. Prawdziwa duchowa wolność dopuszcza jedno i drugie wtedy, gdy oddzielimy siebie od jakiejkolwiek potrzeby osobistego sukcesu, walidacji czy reakcji w formie odpowiedzi.

Zdaje sobie sprawę, że dla logicznego umysłu brzmi to jak pustosłowie, niemniej, wszystkie duchowe prawdy niosą w sobie wielki paradoks. Wierzymy, na przykład, że Jezus jest zarówno w pełni Bogiem, jak i w pełni człowiekiem równocześnie. Maria była równocześnie dziewicą i w ciąży równocześnie. Są to logiczna sprzeczności, więc umysł musi tworzyć sobie własne odpowiedzi, które likwidują takie tajemnice. Ego zawsze bardziej woli odpowiedzi i wnioski niż wiarę i tajemnice.

Mądrość to zdolność do słyszenia i widzenia na wskroś i ponad to, co literalne, oczywiste i paradoksalne, to zrozumienie sercem tego, że duchowe rzeczy można interpretować wyłącznie duchowo. Zapożyczonym truizmem umysł może doprowadzić cię do wody, lecz wyłącznie serce potrafi pić.

W 21 rozdziale Ewangelii Mateusza Jezus sieje u słuchaczy więcej zamieszania, mówiąc im, że celnicy i prostytutki wejdą do Królestwa przed nimi. Pamiętajmy o tym, że mówi to do gwiazd ówczesnego systemu religijnego.

Jeśli nie zgodzimy się na sprzeczności wokół nas, to dlatego, że odrzucamy sprzeczność wewnątrz nas. Wyłącznie wtedy, gdy przyznamy się do własnego cienia, sprzeczności, grzechu i głupoty, nie wyrzekając się równocześnie boskości naszego obrazu Boga, możemy stać się żywym paradoksem, który ujawnia miłość Bożą. Zwróć uwagę na to, że to „dobrzy chrześcijanie” należą do najbardziej niechętnych zmianie myślenia (pokuty) co do siebie samych, innych czy Boga.

Gdy już raz odkryjemy, że Boga można w pełni znaleźć wśród naszych własnych sprzeczności a Boża miłość i obecność nie zależy od naszej doskonałości i religijnych sukcesów, wtedy ludzkie upadki i sprzeczności nie wydają się już nam więcej tak skandaliczne. Wyłącznie wtedy możemy być miłosierni, współczujący i cierpliwi wobec innych, ponieważ pozwoliliśmy Bogu na to samo w stosunku do nas.

Przebaczenie to nie coś, co Bóg robi, to coś, czym Bóg jest. Nie ma innego sposobu na zrozumienie Bożej natury, jak codziennie stawać pod wodospadem boskiego miłosierdzia i następnie stać się przewodnikiem tego samego dla innych.