Author Archives: pzaremba

Dlaczego dzielenie się wiarę jest tak trudne?

Oryg.: TUTAJ
Jak dzielisz się Ewangelią z przyjaciółmi czy rodziną? Nigdy nie zapomnę tego, jak siedziałam w małej restauracji naprzeciw mojego byłego szefa, patrząc w jego pomarszczoną uśmiechniętą twarz, usiłując dobrać odpowiednie słowa, aby przynieść mu ewangelię. Przeważnie moje słowa kończyły pędząc jak najdalej od ust, aby schować się gdzieś w zakamarkach umysłu. Zawsze wyjaśnienia wiary ludziom było moją słabą i nieudolną stroną. Tego ranka siedząc w restauracji grzebałam za właściwymi słowami, potykałam się o próby doskonałego wyjaśnienia, odpowiednich argumentów, aby przekonać go, że nie może dostać się do nieba o własnych siłach. Gdybym tylko miała moc zmieniania ludzkich serce jednym słowem.

Dlaczego to jest takie trudne?

Wydaje się, że przeważnie istnieje jakaś niewidzialna ściana, którą musimy odepchnąć, aby podzielić się z kimś ewangelią. Dlaczego to takie trudne? Myślę, że częściowo jest tak dlatego, że sami na siebie nakładamy dużą presję, aby wygrać dyskusję i powiedzieć właściwe rzeczy. Z drugiej strony, myślę, że jest tak, że za bardzo osobiście do tego podchodzimy. Zamiast skierować rozmowę na to, że Jezus powstał z martwych, robimy wszystko, żeby podzielić się własnymi doświadczeniami, lecz staje się to tak osobiste, że z łatwością rani uczucia.

Myślę również, że wydaje nam się, że wszystko zależy od naszych wysiłków. Gdy wychodzimy zwycięsko po gorącej debacie, czujemy, że dobrze wykonaliśmy robotę. Gdy jąkamy nawet zaczynając rozmowę, czujemy się winni. Oczywiście, są takie rzeczy, które możemy robić znacznie lepiej jako ewangelizatorzy, na przykład ucząc się więcej o Biblii, szukając pozabiblijnych dowodów zmartwychwstania, zdobywając doświadczenie dzieleniem się wiarą itd., lecz podejście do ewangelizacji takie, jakby wszystko zależało od nas jest złe i jest głównym powodem tego, że czujemy się tak bardzo związani.

Zastanówmy się nad tym, jak apostoł Paweł podchodził do świadczenia kościołowi w Koryncie:

Również ja, gdy przyszedłem do was, bracia, nie przyszedłem z wyniosłością mowy lub mądrości, głosząc wam świadectwo Boże. Albowiem uznałem za właściwe nic innego nie umieć między wami, jak tylko Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego. I przybyłem do was w słabości i w lęku, i w wielkiej trwodze, a mowa moja i zwiastowanie moje nie były głoszone w przekonywających słowach mądrości, lecz objawiały się w nich Duch i moc, aby wiara wasza nie opierała się na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej” (1Kor 2:1-5).

Bóg zmienił gorliwego, znakomicie wykształconego żydowskiego uczonego i przywódcę w Bożego rzecznika Ewangelii. Paweł, jak nikt inny, mógł być tym, który mógł przekonywać ludzi mądrą mową, być nieustraszonym pasjonatem. Jednak on sam mówi nam, że przyszedł do Koryntian: „w słabości i lęku, i w wielkiej trwodze”. Niemniej, sam stwierdza, że ta słabość stałą się kanałem Bożej mocy. Wiara Koryntian będzie więc słusznie zapisana na konto Boga, a nie Pawła. Moc zbawienia nie leży w nas, lecz w Bogu.

Continue reading

Codzienne rozważania_30.11.2017

Jon 1:3.
LECZ JONASZ WSTAŁ, ABY UCIEC SPRZED OBLICZA PANA DO TARSZYSZU. A GDY PRZYBYŁ DO JAFTY, ZNALAZŁ TAM OKRĘT, KTÓRY MIAŁ PŁYNĄĆ DO TARSZYSZU. I ZAPŁACIWSZY ZA PRZEJAZD, WSZEDŁ NA POKŁAD, ABY SPRZED OBLICZA PANA JECHAĆ Z NIMI DO TARSZYSZU.

Odpowiedzią Jonasza na wysłanie go przez Boga do Niniwy było udanie się w przeciwnym kierunku, do miejsca zwanego Tarszysz, kolonii znajdującej się na terenie dzisiejszej Hiszpanii. Prorok poszedł do Jafty, znalazł statek, zapłacił za podróż i wypłynął, aby uciec sprzed oblicza Pana. O czym myślał Jonasz próbując uciec przed Bogiem? Pomimo, że był nieposłuszny, był człowiekiem wierzącym i prorokiem, i musiał wiedzieć, że nie zdoła uciec od wszechmocnego Pana. Doskonale wiedział, że żywy Bóg był wszędzie. Zapewne znał słowa Psalmu 139:7-8. Główna zasada, dotycząca zarówno Jonasza jak i współczesnych chrześcijan mówi, że kto odwraca się od Bożej woli dla jego życia, to świadomie odchodzi sprzed oblicza Boga i pozbawia się błogosławieństwa, jakie niesie ze sobą posłuszeństwo. Innymi słowy, nasze grzechy pozbawiają nas łaski błogosławieństwa Bożego. Jeśli Jonasz zdecydował się na zignorowanie Bożej woli, to z pewnością miał ku temu określony powód. Jednym z nich była obawa przed trudnościami. Niniwa była wielkim miastem, powszechnie znanym z nieprawości. Asyria, której stolicą była Niniwa, była największą potęgą w regionie i największym zagrożeniem dla suwerenności Izraela. Jonasz obawiał się wrogiego stosunku Niniwijczyków do jego zwiastowania i do jego osoby jak również o powodzenie misji. Z pewnością możemy zrozumieć pokusę ucieczki przed przewidywanymi niebezpieczeństwami i trudnościami w pracy misyjnej. W doświadczeniach sług Bożych są one czymś realnym. Mogły się również zrodzić w umyśle Jonasza, chociaż Słowo Boże nie mówi nam, że obawiał się on braku powodzenia czy też wrogości Asyryjczyków. Niniwa była pogańskim miastem. Jonasz zniechęcił się z powodu nowatorstwa, jakim było posłanie proroka do pogańskiego narodu. Apostoł Piotr kilka pokoleń później wahał się przed pójściem do Korneliusza (Dz. Ap. 10:17) i przekonała go dopiero wizja, w której Bóg przedstawił własny pogląd ma tę sprawę. Być może bezlitosna surowość przesłania powstrzymywała Jonasza. Istniało wielu kaznodziejów, którzy byli przeciwni przedstawianiu Bożej doktryny o sądzie. Zakon Boży i konsekwencje jego łamania nie są popularnymi tematami wśród ludzi bezbożnych, nawet w sprzyjających okolicznościach. Jedynie w bólu i wewnętrznej walce grzesznicy wyznają swoje grzechy i szukają przebaczenia w Chrystusie. Prawdziwym powodem ucieczki Jonasza przed Bogiem był strach przed tym, że Bóg zamierzał okazać łaskę poganom w Niniwie. Pytanie jakie stało przed Jonaszem i jakie stoi przed każdym z nas dotyczy tego, czy zamierzamy być posłuszni Bożej woli dla naszego życia. Miłowanie Boga oznacza przestrzeganie jego przykazań. Ale Boże przykazania – to co mówi on w Biblii na temat naszego myślenia i postępowania – stoją w dużej sprzeczności z ludzką mądrością. Jonasz wybrał swój własny sposób myślenia, a nie objawiony zamysł Boga, ponieważ nie podobało mu się to, co widział w Słowie Bożym. Bez wątpienia można dojść do wniosku, że posłuszeństwo wiąże się często z bólem i walką. To prawda, gdy weźmiemy pod uwagę kaszt posłuszeństwa we wrogim nam świecie. Nie łatwo jest radować się będąc prześladowanym. Mimo to doświadczenia wierzących, którzy byli posłuszni aż do śmierci, pokazują, że poznali oni zwycięstwo i radość z tego zwycięstwa w obliczu cierpienia i śmierci. Posłuszeństwo wypływające z głębi serca jest samo w sobie wielkim przywilejem. Wzbogaca i zachęca do jeszcze bliższej relacji z Panem. Czasami trudność może polegać na poznaniu, czego chce od nas Bóg. Ucieczka Jonasza rzuca na ten problem interesujące światło. Otrzymał on wyraźne słowo od Boga, ale je odrzucił. Napotkał jednak sprzyjające okoliczności, które otworzyły przed nim drogę ucieczki sprzed oblicza Boga. Ucieczka Jonasza wzywa nas do naśladowania Pana. Mamy się uczyć na błędzie Jonasza. Nie możemy tak jak on unikać woli i obecności Bożej. Nowy Testament wzywa nas do naśladowania Jezusa Chrystusa. Mamy uciekać do niego, a nie od niego. Mamy przyjąć go wiarą i zaufać mu jako Zbawicielowi. Mamy mu być posłuszni jako naszemu Panu i żyć w wierze a nie w oglądaniu (2 Korynt 5:7). To stanie się naszą rozkoszą i radością jak obiecał nam Bóg w swoim Słowie.
Życzę błogosławionego dnia.

Dlaczego powinniśmy badać Trójcę

CCC Discover

Oryg.: TUTAJ

Andrew Menkis
27.11. 2017

Trójca jest trudna do zrozumienia, a jeszcze trudniejsza do wyjaśnienia innym, więc przeważnie niewiele czasu poświęcamy na myślenie i rozmowy o niej. Taka postawa jest tragiczna. Jeśli wierzymy w to, że Bóg jest Trójcą tylko dlatego, że tak należy, to sami siebie okradamy ze wspaniałej prawdy, nadziei i radości. W czasie medytowania nad tą rzeczywistością, że nasz Bóg jest trój-jedyny, powinniśmy być poruszeni do uwielbiania Boga za to kim jest, powinniśmy być zachęceni przez Jego miłość. Ponadto powinniśmy rozpoznać bardzo praktyczne dla naszego życia implikacje trój-jedynej natury Boga.

 

1. Doktryna o Trójcy wzbudza respekt

Pismo objawia nam prawdę mówiącą, że Bóg jest jeden, co do istoty w trzech osobach. W Starym Testamencie Bóg w bardzo wielu miejscach i całkowicie wyraźnie mówi, że jest jeden Bóg: „Słuchaj, Izraelu, PAN twój Bóg PAN jest jeden” (Pwt 6:4). Izraelici, jako monoteiści, bardzo różnili się od politeistycznych narodów wokół nich. Pomimo tak silnego nacisku na to, widzimy w ST również aluzje do Ojca, Syna i Ducha Świętego (Rdz 1:26; 11:7; 16:-7-13; 18; Iz 48:16; 61:1, 63:9-10). Ten fakt, że Bóg jest w trzech osobach staje się bardzo wyraźny w Nowym Testamencie i zaczynając od chrztu Jezusa (Łu 3:21-22) do Wielkiego Nakazu (Mt 28:19), rzeczywistość Trójcy jest odważnie ogłaszana.

Próbując ogarnąć umysłem tą objawioną prawdę, zderzamy się z ograniczeniami naszych ograniczonych możliwości poznawczych. Jakkolwiek byśmy się nie starali, bycie Bogiem nie jest czymś, co możemy do końca zrozumieć, ponieważ zostaliśmy stworzenia przez Boga i to nie my Nim jesteśmy. Wszelkie analogie, którymi możemy się posługiwać, ostatecznie nie sięgają do prawdy tego, kim Bóg jest. Rozważanie tego, że Bóg jest trój-jedyny może nas doprowadzić do jedynej właściwej reakcji: zdumienia (respektu, podziwu). Majestat i splendor Bożej istoty jest czymś znaczenie więcej, niż jesteśmy w stanie pojąć. W miarę jak poznajemy Go coraz głębiej, jesteśmy napełniani zadumą i zdumieniem. Gdy rozmyślamy nad trój-jedyną naturą naszego Boga, powinniśmy reagować pokorną czcią dla Ojca, Syna i Ducha Świętego.

 

2. Doktryna o Trójcy jest zachęcająca

Twierdzenie, że doktryna o Trójcy jest zachęcająca może wydawać się dziwne. Jak coś, co wydaje się, tak trudne w odbiorze i ezoteryczne może nas zachęcać? Wierzę, że doktryna Trójcy zachęca nas w każdej możliwej dziedzinie naszego życia z tej prostej przyczyny: Bóg jest Miłością (1J 4:8). Takie twierdzenie może być prawdziwe wyłącznie dlatego, że Bóg jest trój-jedyny.

Miłość wymaga przedmiotu. Innymi słowy: nie może można kochać kogoś lub czegoś, jeśli nie ma nic do kochania. Gdyby Bóg był osobliwością, a nie interpersonalnym Bogiem, nie mógłby kochać. W wiecznej przeszłości, przed stworzeniem, nie było nikogo innego do kochania. Bóg byłby wtedy skupiony na sobie, zajęty sobą, zapatrzonym w siebie narcystą. Zaabsorbowany sobą, kochałby tylko siebie. Nie byłoby wiele lepiej, gdyby Bóg był w dwóch osobach. Nie byłoby żadnej przyczyny, aby tworzyć cokolwiek poza tą relacją. Na szczęście, Bóg taki nie jest. Jest wiecznym Ojcem, Synem i Duchem Świętym. To trzy równorzędne osoby, które koegzystują przez wieczność w doskonałej relacji. W tej relacji Ojca, Syna i Ducha zawsze kochają i wysławiają siebie nawzajem. To dlatego Bóg tworzył.

Całkowicie zgodne z tym, kim jest Bóg, jest to, że stworzył istoty na swój obraz. Zrobił to, aby zamanifestować Swoją chwałę i podzielić się miłością, ponieważ nie jest ze swej natury narcystyczną czy zaabsorbowaną sobą istotą. Istniejesz dlatego, że Bóg dobrowolnie zdecydował się stworzyć ciebie, aby ta doskonała miłość, którą Ojciec Syn i Duch Święty przeżywają i cieszą się przez całą wieczność, mogła stać się twoim udziałem. W Ewangelii Jana (17:24-26) czytamy modlitwę Jezusa:

„Ojcze! Chcę, aby ci, których mi dałeś, byli ze mną, gdzie Ja jestem, aby oglądali chwałę moją, którą mi dałeś, gdyż umiłowałeś mnie przed założeniem świata. Ojcze sprawiedliwy! I świat cię nie poznał, lecz Ja cię poznałem i ci poznali, że Ty mnie posłałeś; i objawiłem im imię twoje, i objawię, aby miłość, którą mnie umiłowałeś, w nich była, i Ja w nich”. Continue reading

Codzienne rozważania_29.11.2017

Ks. Jonasza 1:1-2.
1. JANASZA, SYNA AMITTAJA, DOSZŁO SŁOWO PANA TEJ TREŚCI:
2. WSTAŃ, IDŹ DO NINIWY, TEGO WIELKIEGO MIASTA, I MÓW GŁOŚNO PRZECIWKO NIEJ, GDYŻ JEJ NIEPRAWOŚĆ DOSZŁA DO MNIE.

Jaki był cel misji Jonasza? Dlaczego Bóg chciał, aby poszedł on do Niniwy i mówił do ludzi, którzy za czterdzieści lat mieli być odpowiedzialni za zupełne zniszczenie Izraela? Analiza treści tej księgi pozwala na wskazanie trzech głównych celów proroctwa Jonasza. Pierwszym było wywołanie poruszenia wśród ludu Bożego, drugim zbawienie innych narodów poza Izraelem, a trzecim i najważniejszym, szczególna zapowiedź osoby i dzieła Pana Jezusa Chrystusa. Bóg zamierzał potrząsnąć swym ludem. Postanowił wyrazić niezadowolenie z tego, że zszedł on na złą drogę i zrobić to w nowy sposób, spektakularny i łatwy do zauważenia. Bóg będzie błogosławił poganom w sposób, który zawstydzi jego własny lud! Niech Izrael zrozumie ze wstydem, jak lekceważył udzielone mu błogosławieństwa i przywileje. Niech pokutuje i nawróci się do swego Boga. W Nowym Testamencie Pan Jezus grozi niektórym miastom, w których głosił ewangelię i dokonuje niekorzystnego dla nich porównania z miastami pogańskimi. Wspominając o Kafarnaum mówi: „… bo gdyby w Sodomie dokonały się te cuda, które się stały u ciebie, stałaby jeszcze po dzień dzisiejszy. Ale powiadam wam: Lepiej będzie ziemi sodomskiej w dniu sądu aniżeli tobie” (Ew. Mateusza 11:20-24). Apostoł Paweł mówi do chrześcijan w Rzymie: „Skoro już jestem apostołem pogan, służbę moją chlubnie wykonuję; może w ten sposób pobudzę do zawiści rodaków moich i zbawię niektórych z nich” (Rzym. 11:13-14).
Czy nie w podobny sposób postępuje dziś Pan ze swoim Kościołem? Czy nie obnaża naszego duchowego letargu powołując ludzi pełnych oddania i świeżej gorliwości? Wiele kongregacji zostało wyrwanych ze snu przez jedną lub dwie osoby nawrócone ze „świata”, które przyszły do danej społeczności. Jej członkowie spostrzegli, że Bóg naprawdę zbawia grzeszników! Odrodziła się ich nadzieja. Ustalono nowe cele i nowe życie wstąpiło w ciało Chrystusowe. Nie stało się tak jednak w przypadku Izraela. Ale biorąc pod uwagę łaskę leżącą u podstawy słowa skierowanego przez Boga do Niniwy, powinno było tak się stać. Drugim głównym celem służby Jonasza w Niniwie było pokazanie, że Bóg zamierza rozciągnąć swoją łaskę na inne narody świata. Duchowa duma Hebrajczyków była słynna zarówno wtedy, jak i w czasach naszego Pana i pozostaje taką do dzisiaj. Uważali oni inne narody za „pogańskie psy”, skoro zostały one pominięte przez Boga. Bóg jednak ma plan dla tych pogańskich narodów i jest to plan łaski. Prawdą jest, że pierwszym powodem wysłania Jonasza do Niniwy zgodnie z tym co podaje tekst, było powiedzenie jej mieszkańcom o gniewie Bożym wobec ich pogańskich występków: „Wstań idź do Niniwy, tego wielkiego miasta i mów głośno przeciwko niej, gdyż jej nieprawość doszła do mnie” (Jonasz 1:2). Nie możemy w pełni zrozumieć znaczenia misji Jonasza bez dostrzeżenia, że koncentruje się ona na Chrystusie. Sam nasz Pan podczas spotkania z faryzeuszami, kiedy zażądali oni znaku z nieba dla poparcia jego nauczania Jezus odpowiedział: „Pokolenie złe i cudzołożne znaku żąda, ale nie otrzyma innego znaku jak tylko znak Jonasza proroka. Albowiem jak Jonasz był w brzuchu wieloryba trzy dni i trzy noce” (Ew. Mateusza 12:39-41). Jonasz był znakiem dla żeglarzy, dla Niniwejczyków i wszystkich, którzy słyszeli o jego wybawieniu. Był znakiem tego, że istnieje Bóg, który wskrzesza grzeszników z grobu. Jonasz został w cudowny sposób zachowany przy życiu. Jego przybycie do Niniwy, było zmartwychwstaniem, które ogłosiło wszystkim istnienie Zbawiciela dającego życie. Jezus Chrystus stanowi obietnicę życia w Ks. Jonasza. Otrzymaliśmy wspaniały obraz zbawczej miłości Boga, który wyciąga rękę do upadłego świata. To życie dla umarłych duchowo. To życie wieczne. To, w świetle pełnego objawienia Nowego Testamentu, życie w Jezusie Chrystusie.
Życzę błogosławionego dnia.

Wina, a słabe, napiętnowane i zdrowe sumienie

Śniadanie z Bradem

Czym jest poczcie winy? Czy poczucie winy zawsze jest niezdrowe? Z pewnością wiemy, że te huśtawki obwiniania się są ulubionym narzędziem Oskarżyciela i religii pozbawionej Chrystusa. Niemniej, czy poczucie winy ma w ogóle jakieś miejsce i cel w naszym życiu? Jednym ze sposobów patrzenia na nie jest to, że jest to pewien sygnał wysyłany przez sumienie. Sumienie to jest coś, jakby dany przez Boga wewnętrzny prorok, który daje nam znać, że naruszyliśmy miłość Bożą lub bliźniego. W takim znaczeniu widzimy proroka Natana, który konfrontuje romans Dawida z Batszebą. Wypowiedział słowa prawdy i działał jako sługa Boży. Nasze sumienie powinno być takie również.

Niemniej sumienie może próbować uniezależnić się od Boga, zastępuje wtedy Chrystusa jako miłosiernego sędziego i zajmuje miejsce oskarżyciela. Ironiczne jest to, że Paweł nazywa takie oskarżające, legalistyczne sumienie „słabym”, a nie silnym. Takie „słabe sumienie” staje się dręczycielem i narzuca się innym, pod klauzulą „jestem urażony”. Paweł gani tego rodzaju sumienie skrępowane prawem, które wykorzystuje przeciwko innym.

Równocześnie ostrzega przed „sumieniem naznaczonym/przypalonym”… Przypalamy nasze sumienie, gdy nie zważamy na jego pełnoprawny głos i przestajemy być wrażliwi na nasz egoizm, samowolę i pogwałcanie miłości. Są tacy, którzy tak dalece uciszyli swoje sumienie na złe zachowania, że czynią złe rzeczy bez ukłucia sumienia. Diagnozujemy takich ludzi jako socjopatów. POTRZEBUJEMY sumienia a nawet sygnałów poczucia winy, które nam przekazuje, gdy naruszamy miłość.

Sztuką jest utrzymać sumienie w pobliżu, LECZ Z DALA od sędziowskiego krzesła. Służy ono Chrystusowi dopóty, dopóki nie zastępuje Go. Jego rolą jest przypominać marnotrawnemu synowi – młodemu hedoniście oraz starszemu legaliście – że nie musimy tarzać się w chlewie, ani zgorzkniale zmagać się wśród pól. Zdrowe sumienie ciągnie nas do powrotu do domu, w objęcia ojca.

Nawet Jakub mówiąc o tym, abyśmy wyznawali grzechy jedni drugim, ma taki cel: aby zaniepokojone, dręczone bądź dręczące sumienie mogło powiedzieć: „pokój” i przyjąć przypomnienie Ewangelii. Jest Zbawiciel, który przebaczył nam grzechy i usunie nasze poczucie winy. Nie trzeba cierpieć potępienia i ukrywać się przed Jego obecnością. Ewangelia wzywa sumienie do tego, aby przyjęło łaskę Bożą.

Podąża za tym pytanie: jak to się dzieje, że pozbawiona Chrystusa religia tak konsekwentnie trzyma się praktyki gimnastykowania swego sumienie nad zachowaniem innych ludzi? Jezus widział ten nieustanny nawyk, zazwyczaj wcielany w życie w imieniu prawdy czy sprawiedliwości… i bezpośrednie zabronił tego. Można by to nazwać „sumienie trzeciej-strony/osoby”. Do tych, którzy narzucają swoje religijne przekonania innym, Jezus wypowiada te otrzeźwiające słowa: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni…ponieważ jakim sądem sądzicie, takim będziecie osądzeni”.

Nie możemy innych stawiać na ziemi prawa, kiedy sami żyjemy w ziemi miłosierdzia, nie możemy domagać się tego, aby młot spadł na innych, kiedy sami dla siebie pragniemy, aby były to pióra.

Nie wiem nic o tobie, lecz gdy ja zasługiwałem na sąd, otrzymałem miłosierdzie i teraz obfituję w miłosierdzie. Oby Bóg uwolnił nas od groźby, jaką jest stanie się nieprzebaczającym sługą (Mt 18:21-35). Módlmy się o to, aby nasze sumienie żyło w cieniu tronu łaski, nigdy nie mając potrzeby ukrywania się przed nim czy, co gorsza, próbując zastąpić Jezusa na tym miejscu, przeznaczonym wyłącznie dla Niego.

Teodycea

Richard Murray

Termin „teodycea” odnosi się do gałęzi teologii stającej w obronie atrybutów (dobroci) Boga wobec zarzutów wynikających z istnienia zła fizycznego i moralnego.

Teodycee Starego i Nowego Testamentu są odległe od siebie o lata świetlne i z takiego punktu widzenie powinniśmy studiować Testamenty – z perspektywy, który pokazuje dlaczego Stary Testament potrzebuje DALSZEGO i PEŁNIEJSZEGO zróżnicowania obrazu Boga. W Starym Testamencie atrybuty Boga i Szatana (czy to jako ciemną dynamikę czy ciemnego anioła) były wymieszane i pomylone.
Jezus jest objawieniem natury Boga, który jest wyłącznie światłem i miłością. Przyszedł, aby całkowicie oddzielić nasz obraz Boga od obrazu Szatana. Jezus ujawnił, że Szatan NIE jest lewicą Boga, NIE jest Jego głosem gniewu, NIE jest oficjalnym szafarzem gniewu. Jezus jest JEDYNĄ ręką Boga i ta ręka jest wyłącznie światłością, a NIE ciemnością. Za wszelkie szatańskie cechy odpowiedzialny jest ten anielski byt oraz to, że człowiek nadużywa swej wolnej woli.

Stary Testament tak bardzo zaprzecza takiemu obrazowi, ponieważ informacje w nim zawarte są gorszej jakości, jako że kształtowały się na wcześniejszym poziomie poznania, kiedy rozeznanie i rozróżnienie boskiej natury nie było jeszcze mistycznie objawione i teologicznie udoskonalone.

Jezus objawia nam charakter i naturę Boga. Nowy Testament został napisany po pojawieniu się mężczyzn, którzy byli z Nim, dotykali Go, uczyli się od Niego i którzy twierdzili, że dla tych, którzy uwierzą W Niego, normalne będzie to, że ON będzie w nich przebywał.

Lecz, kto chciałby być zamieszkiwany przez Boga, który poznawany według literalnego czytania Starego Testamentu, był odmalowany jako ten, który topi dzieci, pali niemowlęta, podrzyna gardła, zsyła plagi i jest mordercą ludzi?

Nowy Testament wypełnia przepaść w poznaniu Bożej natury, z którą zostawia nas ST. Gdy już te braki zostają wypełnione, semantyczne znaczenie ST zmienia się w Chrystologiczną mannę.

Jezus uczył nas, że gdy diabelskie „chwasty” zostają zasiane pośród dobrej „pszenicy” to nie robi tego Bóg, lecz raczej „przeciwnik to zrobił” (M 13:24-28). Komentarz apostoła Jana bardzo wyraźnie mówi, że Bożym celem nie jest zło, lecz że On jest temu przeciwny: „Kto popełnia grzech, z diabła jest, gdyż diabeł od początku grzeszy. A Syn Boży na to się objawił, aby zniweczyć dzieła diabelskie” (1J 3:8). Jezus przyszedł zniszczyć dzieła Szatana, zwyciężając go przy pomocy dobroci Ojca. „…o Jezusie z Nazaretu, jak Bóg namaścił go Duchem Świętym i mocą, jak chodził, czyniąc dobrze i uzdrawiając wszystkich opętanych przez diabła, bo Bóg był z nim” (Dz 10:38). Szatan przychodzi, aby „kraść, zarzynać i wytracać”, lecz Jezus przyszedł „abyśmy mieli życie i mieli je w obfitości” (J 10:10).

Głównym celem Jezusa było pokazanie nam, że Jego Niebiański Ojciec czyni zawsze i wyłącznie dobro. Żaden ze starotestamentowych święty nie znał Ojca, jako „Abba”, co jest aramejskim terminem, którym Jezus tytułował Swego Ojca Niebieskiego, co zasadniczo oznacza „umiłowany tato”. Jezus przyszedł odzwierciedlić miłość Ojca, który nigdy nie daje Swoim synom „węży”, „kamieni” czy skorpionów”, lecz darmo daje im „chleb”, „ryby” i „jajka”, a co najważniejsze „Ducha Świętego” (Łu 11;11-13).

Ten fragment mówi nam, że skoro nasi ziemscy ojcowie: „będąc źli, umieją dobre dary dawać dzieciom swoim, o ileż bardziej Ojciec niebieski da Ducha Świętego tym, którzy go proszą” (w. 13). Do tego samego odnosi się Jakub w następującym fragmencie: „Nie błądźcie, umiłowani bracia moi. Wszelki datek dobry i wszelki dar doskonały zstępuje z góry od Ojca światłości; u niego nie ma żadnej odmiany ani nawet chwilowego zaćmienia” (Jk 1:16-17).
Jakub zdecydowanie ostrzega nas: „NIECH NIKT NIE MÓWI…” że Bóg jest w jakikolwiek sposób związany ze złem i „NIE BŁĄDŹCIE UMIŁOWANI BRACIA…”, mówiąc, że od Ojca światłości KIEDYKOLWIEK pochodzi COKOLWIEK innego niż to, co dobre i doskonałe …” (Jk 1:13,16). To było przesłanie Ewangelii: Bóg nie dopuszczał, nie dopuszcza i nie będzie dopuszczał zła: „A zwiastowanie to, które słyszeliśmy od niego i które wam ogłaszamy, jest takie, że Bóg jest światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności” (1J 1:5).

W Bożych oczach zło nigdy nie było czymś „dopuszczalnym”, lecz raczej szkodliwym, co należało pokonywać. „Nie daj się zwyciężyć złu, lecz zło dobrem zwyciężaj” (Rzm 12:21). To, co jest tak radykalne w Bogu to fakt, że On zawsze zwycięża zło mocą doskonałej dobroci. Bóg Ojciec taki jest (Mt 5:44-45,48), Bóg Syn taki jest (Dz 10:38) i takie musimy być my, jako ciało Chrystusa (Rzm 12:21). „Bądźcie doskonali, jak wasz Ojciec w Niebie jest doskonały” (Mt 5:48).

Czym jest sędziowski tron Boga?

Czym jest sędziowskie krzesło?
Czytanie: Ewangelia Jana rozdziały: 18-19

Piłat tedy, usłyszawszy te słowa, wyprowadził Jezusa na zewnątrz i zasiadł na krześle sędziowskim, na miejscu, zwanym Kamienny Bruk, a po hebrajsku Gabbata” (J 19:13).

Sędziowskie krzesło, po grecku: „bema”.

Wydaje się, że chrześcijanie mają jakąś dziwną fascynację sędziowskim krzesłem, bema. Wielu z nich zdaje się myśleć następująco: wszyscy będą doprowadzeni przed sędziowskie krzesło Chrystusa. Lepiej, żebyś uregulował swoje sprawy z Bogiem. Pokutuj. Przestań grzeszyć, bo jeśli nie, to Bóg nie da ci wiecznego życia, ale wyśle cię do piekła, na wieczne potępienie.

Niemniej, czy to jest rzeczywiście „sędziowskie krzesło Boga” czy „sędziowskie krzesło Chrystusa”? Czy ich sąd odbywa się w sprawie życia i śmierci?

Czy też jest to ludzki sędziowski tron, który dotyczy życia i śmierci?

Czy wiecie o tym, że Nowy Testament ma więcej do powiedzenia o sędziowskim krześle, bema, na którym zasiada człowiek, niż Bóg czy Chrystus?

Wyraz „bema” jest użyty w NT 12 razy. Jednym z nich jest w zasadzie jednostka miary, długość stopy, więc tego nie bierzemy pod uwagę (Dz 7:5). W przypadku pozostałych 11 wersów 9 odnosi się do ludzkiego, a pozostałe dwa do Bożego krzesła sędziowskiego.

Sędziowski tron bema jest dwukrotnie wspomniany w ewangeliach w opisach sądu nad Jezusem.
Piłat starał się uwolnić Jezusa, lecz tłum Żydów krzyczał:
Jeśli tego wypuścisz, nie jesteś przyjacielem cesarza; każdy bowiem, który się królem czyni, sprzeciwia się cesarzowi”. Gdyby Piłat uwolnił Jezusa, wtedy Żydzi zarzuciliby mu zdradę cesarza, ponieważ oznaczałoby to, że uznaje innego króla niż cesarz. Czytamy, że po usłyszeniu tej groźby (J 19:13), Piłat wyprowadził ponownie Jezusa i zasiadł na krześle sędziowskim, bema.
Pomimo tego zagrożenia, mówi do Żydów: „Oto wasz Król!”, lecz ci odpowiadają: „Precz! Precz! Ukrzyżuj Go!” Piłat pyta: „Czyż króla waszego mam ukrzyżować?” Na co arcykapłani odpowiadają „Poza Cezarem nie mamy króla”.

Ta scena sięga wstecz do czasu, gdy Izrael domagał się od sędziwego już Samuela króla: „Zebrali się tedy wszyscy starsi izraelscy, przyszli do Samuela do Ramy i rzekli do niego: Oto zestarzałeś się, a twoi synowie nie chodzą twoimi drogami, ustanów więc nad nami króla, aby nas sądził, jak to jest u wszystkich ludów” (1Sam 8:4-5). Zasmuciło to Samuela, lecz Bóg powiedział do niego: „Wysłuchaj głosu ludu we wszystkim, co mówią do ciebie, gdyż nie tobą wzgardzili, lecz mną wzgardzili, bym nie był królem nad nimi”.

Tak więc, w 19 rozdziale Ewangelii Jana widzimy prorocze wypełnienie się odrzucenia przez Izraela Boga, jako króla, co wydarzyło się w życiu Jezusa. Teraz Żydzi dosłownie odrzucają Boga jako króla, domagając się Jego ukrzyżowania. Żydzi wybierają na króla cesarza, człowieka, zamiast Jezusa, Boga.

Widzimy zatem ludzkie sędziowskie krzesło, ponieważ za krzesłem sędziowskim Piłata stał autorytet Cesarza i mógł zasądzić czy człowiek zasługiwał na życie czy śmierć. W 19 rozdziale Ewangelii Jana ludzki sędziowski tron został wykorzystany do osądzenia Jezusa, a zatem Boga, na śmierć, ukrzyżowanie.

Niemniej, nie każdy był skazywany z tego sędziowskiego krzesła na śmierć. Gdy Piłat „siedział na krześle sędziowskim, posłała do niego żona jego i kazała mu powiedzieć: Nie wdawaj się z tym sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie przez niego wiele wycierpiałam” (Mt 27:19).
Takie ludzkie sędziowskie krzesło nie tylko jest wykorzystywane do podjęcia decyzji czy jakiś człowiek powinien żyć, czy umrzeć, lecz może wysłać na śmierć nawet sprawiedliwego, doskonale niewinnego człowieka.
Ze względu na tłumaczenia, nie jest to widoczne, że wyraz „bema”, sędziowski tron, jest użyty siedmiokrotnie w Księdze Dziejów Apostolskich.
Jak czytamy w Dz 12:21: „W oznaczonym dniu Herod, odziany w szatę królewską, zasiadł na tronie (bema) i w obecności ludu wygłaszał do nich mowę
Kilka wersów wcześniej Herod uznał, że żołnierze, którzy pozwolili Piotrowi na ucieczkę są warci śmierci. Herod dzierżył tego rodzaju władzę. Teraz siedział na sędziowskim krześle, a ludzie widząc go, człowieka siedzącego na sędziowskim tronie, krzyczeli: „Boży to głos, a nie ludzki”.
Ludzie uwielbiają to, gdy człowiek zasiada na sędziowskim krześle, ponieważ on wysyła ludzi na śmierć, ponieważ ludzie kochają ciemność (J 3:19).
Continue reading