Rozmawiałem pewnym mężczyzną, który spędził kilka ostatnich lat jako chrześcijanin „odstępca” – jak się sam przyznał. Został zraniony przez przywództwo kościoła i ówczesną politykę (kościelną – przyp. tłum.), i kwestionował to czy w ogóle jeszcze wierzy w Jezusa. Pytał: Jeśli Jezus jest Panem to jak mógł dopuścić do tego, aby pojawił się system takiego zamieszania, wewnętrzny polityczny system z fasadą duchowości, który prawie uniemożliwia doświadczanie i poznanie Go?
W czasie tej rozmowy pojawiło się coś, co nazywam „mini wizją”, co widziałem w swym duchu. Widziałem jego stan jego oczyma. Wyglądało to tak, że on był po jednej stronie pomieszczenia, a Jezus mówiący do niego po drugiej. Pośrodku, między nimi, znajdowało się mnóstwo rurek i kabli, mebli oraz ludzi, a wszystko razem wymieszane jakby sałatka i wrzucone na środek pokoju.
Ten młody człowiek rozpaczliwie chciał znać Jezusa, widzieć Go i chodzić z Nim, lecz nie mógł Go usłyszeć ani zobaczyć bezpośrednio z powodu tej ogromnej sterty. Gdy Jezus mówił coś, ktoś to powtarzał, lecz z własnymi dodatkami i po edycji, tak że nie słyszał samego Pana, lecz Pana wraz z tymi wykrzywionymi i zagmatwanymi ludzkimi pomysłami.
