Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Poszanowanie Bożych zasad_1

John Fenn
Kiedy byłem mały, rodzice przeprowadzili się z naszą rosnącą rodziną na wieś, 4 mile (6,4 km) poza miasto. Mieliśmy około 2,5 akra (1 hektar) ziemi, duży, jednopoziomowy wiejski dom, potok przepływający przez naszą posiadłość, drzewa owocowe …. i współdzieloną linię telefoniczną.

Czym była współdzielona linia? Polegało to na tym, że parę domostw połączonych było ze sobą jedną linię telefoniczną. Każdy dom miał własny aparat, ale wszystkie one podłączone były do tej samej linii. Mogłeś podnieść słuchawkę i jeśli jeden z twoich sąsiadów korzystał właśnie z telefonu w swoim domu, słyszałeś całą rozmowę.

Myślę, że w tamtych czasach wiele małych miasteczek i wsi, takich jak nasza, miało jedną sąsiadkę, która nie miała nic lepszego do roboty, niż siedzieć w domu i od czasu do czasu podnieść słuchawkę, aby podsłuchiwać rozmowy sąsiadów. Na podstawie tego co usłyszała, rozprzestrzeniała plotki lub też wyrażała przed innymi swoje zdanie na temat tego, co usłyszała. Dzisiaj nazywamy to mediami społecznościowymi 😊.

Pamiętam te chwile, gdy moja mama podnosiła słuchawkę, chcąc zadzwonić i pierwsze, co robiła, to słuchała czy nikogo nie ma właśnie na linii. Gdy miałem około 7 lat rodzice przebudowali dom. W tym czasie nastąpił już postęp technologiczny i każdy dom mógł mieć już osobną linię. Nie musieliśmy już więcej słuchać rozmów sąsiadów!

P O S Z A N O W A N I E

Pokusa, by podsłuchiwać sąsiadów walczyła z potrzebą poszanowania prywatności innych i dość często pokusa zwyciężała. Możliwość podniesienia słuchawki aby podsłuchać innych była często czymś, czemu niektórzy nie potrafili się oprzeć. Nie mogli się zdyscyplinować aby pamiętać o miłości i poszanowaniu bliźniego.

Chrześcijanin może kochać Pana i swego bliźniego, lecz również w jakiejś sytuacji naruszać zasadę poszanowania innych, ponieważ ma takie możliwości i brakuje mu dyscypliny i woli aby się powstrzymać. Niektórzy chrześcijanie są też znani z tego, że czasem traktują dary Ducha jak zabawki, które czterolatek otrzymał na Boże Narodzenie. Wydają tylko ‘ochy i achy’ słysząc, że ktoś widział anioła i mówią ‘ja też tak chcę’! Tak jakby widzenie anioła czy Pana było czymś nobilitującym cię … Gdyby tylko ludzie ci zdawali sobie sprawę, z kim tak naprawdę mają do czynienia, nie zachowywaliby się jak dzieci.

Jednym z tego przykładów było miasto Korynt

Continue reading

Stan_26.04.2019

Stan Tyra

Niewypróbowana wiara zazwyczaj wydaje bardzo mechaniczną, bezosobową i idealistyczną duchowość, w której jest mnóstwo wierzeń, idei i wniosków. Natomiast dojrzała wiara jest pełna niepewności i zawsze cechuje ją paradoks i tajemnica co do niej samej, zostawiając w ten sposób miejsce na Boga, objawienie i większą wiarę. (Cóż za nowa myśl, hę?) Tak naprawdę, jeśli tych atrybutów nie ma w obfitości, nie powinno się jej słuchać ani ufać.

Na przykład, Ewangelia jest takim wywróceniem do góry nogami, że Bóg zbawia i odnawia ludzkość kochając ją, a nie karząc. My zwyciężamy zło dobrem, a nie atakując. Wznosimy się uniżając i otrzymujemy przebaczenie, przebaczając.

Ewangelia i Królestwo
Komuś niedoświadczonemu i „zdroworozsądkowemu” legaliście Ewangelia i Królestwo zawsze będą się wydawać drogą do porażki. 

Ewangelia jest naprawdę dziwna w tym, że z krzyża uczy nas w jaki sposób wygrywać, przegrywając i jak doświadczać miłości, kochając. To dlatego trudno jest ją sprzedać tym, którzy są zainteresowani idealistycznymi odpowiedziami, siłą, dominacją, zwyciężaniem, wymuszaniem przekonań i wniosków.

Boże odnowienie zawsze jest taktowne, skandalicznie cierpliwe i miłosierne, stąd o wiele bardziej przemieniające niż wymuszone wyznania i wymuszone posłuszeństwo.

Moje podejście do teologii

Richard Murray

Mam nieco inne podejście do teologii.

Eschatologia nie wprowadza porwania.
Eklezjologia nie dzwoni moim kościelnym dzwonem.
Biblijny Krytycyzm niewiele wpływa na moją inspirację.

Pozwólcie, że powiem wam, co pompuje moją duchową pasję.

Teologia praktyczna. Praktyczny mistycyzm.
Praktyczna mądrość. Praktyczna miłość.
Praktyczna moc. Praktyczna łagodność.

Co mam na myśli, mówiąc „praktyczny”. Po prostu, coś do czego mogę „się odnieść” i z czego „zaczerpnąć inspiracje”.

Teologia, której można dotknąć, spróbować, poczuć. Teologia z biciem serca.
Teologia, która nie wali cię po głowie, nie uderza poniżej pasa.
Teologia, która ogrzewa serce, pobudza umysł i ożywia ciało.
Teologia, która nie kieruje mnie ku osądzaniu cudzych motywacji, lecz do oczyszczania własnych.

Jeśli jest to teologia, której nie mogę wykorzystać DZIŚ i TERAZ w praktyczny sposób w mojej drodze z Bogiem, aby stawał się dla Niego miłującym synem, nie jestem nią zainteresowany.

Nie możemy żerować na cudzej teologii. Jeśli nie jesteśmy w stania na tyle zrozumieć naszej wybranej teologię, aby przyjąć za własną, zastosować i stale czerpać z niej życie, to po prostu nie ma ona w sobie „praktycznej” wartości.

Teologia, aby była prawdziwa, musi być faktycznie praktyczna, musi być, ponad wszystkim innym, osobista. Nic nie może być bardziej osobiste. Praktyka czyni mistrza.

Stan_24/25.04.2019

Stan Tyra

24 kwietnia o 07:28 ·

Emocje są ważne, lecz nie możemy się nadmiernie do nich przywiązywać ani od nich uzależniać. Wygląda na to, że próby pomagają nam uwolnić się od tego przywiązania i zbyt poważnego ich traktowania . W miarę jak odpuszczamy coraz więcej powierzchownych emocji, robimy miejsce na głębsze , żarliwe emocje, dzięki czemu możemy zrobić coś więcej niż tylko domagać się, kłócić, wrzeszczeć, dąsać czy płakać.

Im bardziej wzrastamy w wierze tym mniej emocjonalnych dodatków będzie nam towarzyszyć. Jednym ze wspólnych trendów pojawiających się w każdym poruszeniu Bożym jest to, że stajemy się bardziej  uzależnieni od emocjonalnych przeżyć, jak od prochów, i wzrastającej potrzeby, aby się zadowolić. Na przykład, ruch charyzmatyczny zaprosił nas do wyjścia z istniejącego stanu rzeczy, lecz później nadano temu nazwę i wielbiono. Jeśli nabożeństwo nie było przepełnione emocjonalizmem, uzdrowieniami i ciałami na podłodze to nie było „namaszczenia”, co znaczyło, że lider nie był namaszczony i musiał żyć w grzechu. Miałem raz w zborze kobietę, która uważała mnie za kogoś na tyle prostego i płytkiego, żeby mi powiedzieć: „Stan, aby zostać nakarmioną, zamierzam iść do innego zboru”. Powiedziałem jej, że moje dzieci, wówczas 5 i 9 lat, były w stanie same zrobić sobie kanapki i nakarmić się, i że nie zdawałem sobie sprawy z tego, że nie jest na tyle dojrzała. Nie muszę mówić, że nie była uszczęśliwiona mną i tą odpowiedzią.

Wielu może wydawać się to dziwne, lecz im więcej wiara,którą masz, a której nie da się zdobyć żadnymi własnymi środkami, wzrasta, tym mniej faktów i przeżyć potrzebujesz, aby przekonać cię do wiary. Po jakimś czasie nie musisz widzieć cudu na własne oczy, czy dokonanego własną ręką, ponieważ możesz podróżować dalej, wiedząc, że twój cień czyni cuda za tobą i w twojej obecności.

Ta samo dotyczy potrzeby otrzymywania odpowiedzi, od czego tak wielu jest uzależnionych. Im większy pokój panuje w tobie i im bardziej komfortowo czujesz się z niewiedzą tym więcej widzisz i rozumiesz. Wszystko, w Królestwie jest paradoksalne. Wyłącznie ego, aby uwierzyć, domaga się tego, aby widzieć, dotknąć, przeżyć lub poczuć (powierzchowna i intelektualna percepcja). Ewę doprowadziło do zwiedzenia co „zobaczyła” i wydało się jej „smaczne”, a co następnie uznała za „dobre”.

Ego kocha odpowiedź, aby sobie przypisać, przynajmniej częściowo, uznanie za wynikające z niej „otrzymane” zrozumienie. Prawdziwa wiara ufa, że duch wie, kiedy czego potrzebuję i nigdy niczego nie zatrzymuje dla siebie, lecz daje swobodnie, potrzęsione, ubite i zawsze we właściwym czasie.

Duch nigdy się nie spóźnia, lecz nigdy nie jest wcześniej. To prowadzi nas do szaleństwa. Wyluzuj się! Nigdy nie będziesz bardziej oddany twojej przemianie niż On jest. Jakimi ignorantami musimy być, aby sądzić inaczej.

25.04
Mistyk to ktoś, kto ceni sobie bardziej doświadczenie niż słowa, tajemnicę bardziej niż wnioski i słuchanie bardziej niż mówienie. Mistyk korzysta ze słów tylko wtedy, gdy jest to konieczne i nie chce ich używać jako palika do przywiązywania wszelkich doświadczeń i prawdy. Rozumie, że słowa stają się ciałem bądź są tylko słowami.
Dlatego Jezus powiedział uczniom: „nie mówcie nikomu, coście widzieli”. Nie chciał, aby zbytnio uprościli w słowach to, co przeżyli. Jeśli to, co przeżyłeś żyje w tobie to nie musisz przekonywać innych słowami, że coś rzeczywiście przeżyłeś. Twoje świadectwo mówi przez ciebie o tym, jaki jest Bóg, a nie słowa, których użyjesz, aby opisać je przez grupą ludzi.

Wewnątrz tak obszernej i głębokiej świadomości paradoksy przyjmuje się łatwo a logiczne sprzeczności wydają się zanikać. Dlatego właśnie mistycy potrafią przebaczać, okazywać miłosierdzie i kochać wrogów z taką łatwością. Nie starają się w irytujący sposób przekonywać innych o „tej prawdzie”. (Ewangelizować). Rozumieją to, że sami są słowem uczynionym ciałem i nie muszą do tego dodawać niczego, aby było to bardziej prawdziwe. Są wolni, mogą być światłem, solą i zakwasem, które dodają więcej smaku i są bardziej widoczne, gdy funkcjonują poza zasięgiem wzroku, od wewnątrz na zewnątrz. Ego nienawidzi być niedostrzegane czy niesłyszane. A tak nawiasem: sól jest widoczna wyłącznie wtedy, gdy jest trzymana w pojemniku. Brzmi znajomo? 🙂 Gdy zostanie dosypana do życia jej obecności nie widać, lecz nadaje smaku. Ludzie wokół ciebie mogą wtedy „spróbować i zobaczyć, że Pan jest dobry”.

Jezus używał przypowieści, aby zmienić nasz nieświadomy sposób patrzenia na Boga i odwróconą do góry nogami rzeczywistość oraz ukazać nam jej złudę. Przypowieści, jeśli faktycznie „słuchamy” ich, powinny wywoływać u nas odrobinę niepewności. Jeśli zgrabnie dopasujemy je do naszego świata, systemu-wiary-jak-zwykle, to nie spełniły swego zadania i nie uwolniły swej przemieniającej mocy. Przypowieści powinny otwierać punkt widzenia od wewnątrz. Przez stulecia kościół prowadzi moralne i doktrynalne nauczanie ludzi, nie zmieniając ich światopoglądu. To nie działa, lecz produkuje legalistów, rytualistów, minimalistów i ludzi literalnie traktujących Pismo, którzy zabijają ducha wszystkich i wszystkiego.

Przypowieść konfrontuje nas z naszym światem i podważa go. Nie wzywa do dyskusji, debaty czy pytania, ponieważ nie jest to Boża informacja, a raczej Boże zaproszenie. Zaprasza nas do wyjścia poza nasze zaślepienie i zrozumienie. Nie jest to zaproszenie do nieskończonych analiz czy biblijnego studium. Przypowieść jest albo mgnieniem zrozumienia, albo nie ma żadnego znaczenia. To nie coś w rodzaju humoru, który „łapiesz/rozumiesz”. Przypowieść łapie ciebie. Ty jej nie otwierasz, ona otwiera ciebie.

Stan_23.04.2019

Stan Tyra

Zbyt długo skupialiśmy się na Bożej ręce równocześnie ślepi na Boże serce. Nasze modlitwy, przepełnione rzeczami z naszej kosmicznej listy zakupów, odzwierciedlają tą obsesję. Daj mi to, daj mi tamto, odpowiedz na to, pomóż mi, błogosław mnie, uzdrów mnie… Prosimy również o przebaczenie, lecz tak naprawdę to nie wierzymy, że je otrzymamy ponieważ, gdyby było inaczej, nie trwalibyśmy sami w takim stanie nieprzebaczających dupków. Przyjąć przebaczenie i przebaczać to dwie strony tej samej monety, więc prosimy Boga: „przebacz nam nasze winy, JAK I my przebaczamy sobie nawzajem” (Łuk 11:3).

Opowieść, którą lubimy nazywać „Przypowieścią o Synu Marnotrawnym” jest obrazem wszystkiego, o czym wyżej wspomniałem. Powinna być historią o miłującym Ojcu, bądź o aroganckim członku kościoła ! Ci, którym Jezus opowiadał tą historię muszą widzieć siebie również w starszym bracie a jednak jest to zdumiewające, jak pominęli tego brata (siebie) i szybko umieścili siebie w młodszym, „grzesznym” bracie.

To, na co chcę dziś zwrócić uwagę to fakt, ze obaj synowie żyli z tego, co udzielała im ręka ojca, lecz żaden z nich nie znał jego serca. Wydaje się, że, podobnie jak młodszy brat, musimy wydać wszystko, co jest w ręce Boga, zanim zechcemy odkryć Jego serce. Można przyciągać tłumy głosząc rękę Boga, lecz już nie tak wiele, głosząc Jego serce. Młodszy syn miał mnóstwo przyjaciół dopóki były zasoby pochodzące z kieszeni ojca.

Korzystanie z ręki Bożej buduje dufne poczucie nabycia prawa, wrażenie, że coś mi się należy. „Daj mi to, co jest moje!” – domagał się młodszy. „Przez wszystkie te lata służyłem ci, a nigdy nic mi nie dałeś…” – wyjąkał starszy. Wygląda na to, że jedynie brak odpowiedzi, zaopatrzenia i przyjaciół zmusi nas do tego, abyśmy wyruszyli do domu i odkryli serca Ojca.

Jak niedojrzałe dzieci skomlemy (modlitwa), aby nasz Bóg, nasz kosmiczny hotelowy boy, dał na jedną rzecz po drugiej. Wiem, że tego nie lubimy, lecz musimy odejść od tego, że coś nam się należy i czegoś oczekujemy. Zazwyczaj wracamy do domu korzystając z nowych słów, lecz motywy pozostają te same: jak zostaną zaspokojone moje potrzeby?. Tylko wtedy odkryjemy, że Ojciec nie jest zainteresowany nasza „modlitwą grzesznika”.

 

Elihu, Chrystus ukryty w Księdze Joba

Richard Murray

To zdumiewające, że w całej Księdze Joba tylko JEDNA osoba wychodzi bez uszczerbku jako prawdziwy prorok Bożej natury. Nie jest to Job, który błędnie powiedział: „Tak czy owak On mnie zabije, już nie mam nadziei; jednak swojej sprawy będę przed nim bronił” (Job 13:15), Nie jest to żona Joba, która okrutnie rzekła do niego: „Przeklnij Boga i umrzyj” (2:9). Nie są to również jego trzej przyjaciele, którzy „nie mówili prawdy” o Panu (42:7-9).

Nie, jedyna osoba, która w ciągu 40 rozdziałów mówiła właściwie to Elihu. Był z nich wszystkich najmłodszy. Miał mówić jako ostatni. Był jedynym z mówiących, którego Bóg nigdy nie zganił za błąd. W rzeczywistości, jego wspaniała przemowa w rozdziałach 32-27 proroczo przyspieszyła obecność Pana w rozdziale 38. Taka właśnie powinna być prorocza wypowiedź – łączyć słuchaczy z manifestującą się obecnością Boga. Pod tym względem Elihu jest starotestamentowym TYPEM Chrystusa, tego, który objawia prawdziwą naturę Ojca wszystkim zmieszanym religijnym umysłom swoich czasów.

Zanim spojrzymy na istotę tego, co powiedział, warto zrobić „podsumowanie” Joba i jego trzech przyjaciół, Elifaza, Bildada i Sofara. Tak naprawdę jest to bardzo proste. Przyjaciele Joba , mając różne teologiczne wyjaśnienia wierzyli, że Job ZASŁUŻYŁ sobie na utrapienie, które mu Bóg zesłał. Mówili, że Bóg miał prawo uciskać Joba, z powodu jawnych bądź ukrytych grzechów. Bóg, wierzyli, nie zesłałby gniewu, gdyby nie miał po temu w jakimś stopniu powodu. Sam fakt, że Bóg zesłał je, bez względu na to jak sprawiedliwe na zewnątrz wyglądało jego życie, był tego dowodem.

W przeciwieństwie do nich, Job argumentował, że nie zasłużył na takie zniszczenie. Wierzył, że był sprawiedliwy i nie zasługiwał na cierpienia w tym czasie. Większość naukowców jest przekonanych, że cała Księga Joba mieści się w okresie 9 miesięcy.

  • Główną linią argumentacji przyjaciół Joba jest to, że on sam zasłuży na cierpienie.
  • Główną linią argumentacji Joba było to, że nie zasłużył.
Continue reading

Nic do tego nie mogę dodać_3

John Fenn
Tłum.: Tomasz S

Dzisiaj temat: Nieżydowscy wierzący (poganie) wracający do żydowskich korzeni swej wiary – jak daleko można się w tym posunąć?

Jaki jest sens poznawania żydowskich korzeni wiary?

Paweł powiedział Koryntianom w 1 Kor 10: 1-11, że rzeczy, które wydarzyły się w Izraelu, były dla nas przykładem.

W Rzym.3: 1-2 zapytał, jaka korzyść wypływa z bycia Żydem? W odpowiedzi padło, że im powierzono ‘wyrocznie (Słowo) Boże’. Dlatego oczywiście bardzo pożyteczne jest poznanie żydowskich korzeni i przykładów wypływających ze złych i dobrych historii Izraela (Stary Testament).

I to tyle, jak daleko należy się w tym posunąć

Paweł zapytał Galacjan w 3: 2,5 czy… „przez uczynki zakonu otrzymaliście Ducha, czy przez słuchanie z wiarą?… Czy ten, który daje wam Ducha i dokonuje wśród was cudów, czyni to na podstawie uczynków zakonu, czy na podstawie słuchania z wiarą?
Pytał, że jeśli zaczęli od Ducha Bożego jakże teraz mogą myśleć, że mogą osiągnąć dojrzałość poprzez wykonywanie zasad i przepisów Zakonu?

Słowa Pawła wyznaczają nam granicę. Jeśli wydaje ci się, że możesz dojść do dojrzałości w Chrystusie poprzez przestrzeganie Prawa Mojżeszowego, to Paweł ci mówi, że się mylisz. Ojciec doprowadza nas do dojrzałości w Chrystusie poprzez Ducha Świętego.

Duch Boży i deklaracje naszej wiary w Chrystusa „przygotowały grunt”, aby Bóg mógł poruszać się pośród nas czyniąc swe cuda. Bóg nie jest przeciwny poznawaniu przez nas żydowskich korzeni – jest tylko przeciwny ludziom twierdzącym, że ty musisz, lub potrzebujesz, lub że byłoby to dla ciebie dobre, lub gdy sam myślisz, że przestrzeganie praw Zakonu doprowadzi cię do dojrzałości.

Czy nauczysz się przez to czegoś więcej? Tak. Ale czy staniesz się przez to bardziej dojrzały? Nie. Dojrzałość przychodzi poprzez ćwiczenie charakteru, poprzez owoce Ducha, które wydajemy żyjąc z Chrystusem (2 Ptr. 1: 5-8 oraz Gal.5: 22-23)

Continue reading