Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Imię Pańskie


Richard Murray

Duchowo rzecz biorąc rozpoznanie imienia to rozpoznanie natury.

W myśleniu Hebrajczyka „imię/nazwa” reprezentuje „naturę”. Nazwa rzeczy wyraża jej naturę. To dlatego nadanie przez Adama nazwy wszystkim żywym stworzeniom było tak ważne. On proroczo wywoływał stworzony dla nich cel.

Modlić się w imieniu Jezusa to modlić się w Jego „naturze”, samą Jego naturą, która teraz przebywa w nas przez zamieszkującego Ducha Świętego. List do Galacjan 2:20 zachęca nas do tego, byśmy już nie żyli według naszej WŁASNEJ natury, lecz raczej „żyli w wierze Syna Bożego”.

Gdy Pismo obiecuje, że otrzymamy wszystko o cokolwiek będziemy modlić się w imieniu Jezusa, nie jest to sugestia, aby mechanicznie recytować Jego imię odczyniając jakieś magiczne zaklęcie. Jest to przynaglenie nas do „założenia” Jego boskiej natury – Jego wiary, Jego miłości do Ojca i całego stworzenia, Jego cnoty, Jego energicznego oczekiwania, Jego ogromnej pasji i Jego nastawionego na cuda umysłu.

Patrząc z takiego punktu widzenia, brać imię Pańskie daremnie, to używać literalnie imienia Jezusa nie przywlekając literalnie Jego natury

Natura Jezusa JEST zbroją Bożą, którą mamy ubrać.

Natura Jezusa JEST umysłem Chrystusa, który mamy nosić.

Natura Jezusa JEST naszym dziedzictwem BYCIA. …istnienia

Imię [natura] Pana jest mocną wieżą; chroni się do niej sprawiedliwy i jest bezpieczny” (Przyp 18:10).

Na to rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi Jego, nie będziecie mieli żywota w sobie. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, ten ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Albowiem ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, we mnie mieszka, a Ja w nim” (J 6: 53-56).
„I o cokolwiek będziecie PROSIĆ W IMIENIU MOIM, to uczynię, aby Ojciec był uwielbiony w Synu. Jeśli o co prosić będziecie O COKOLWIEK w IMIENIU MOIM, spełnię to” (J 14:13-14). Continue reading

Marcjon

 


Richard Murray

Zanim klepniemy w ramię Marcjona jako bohatera , bądź, przeciwnie, ukamieniujemy pamięć o nim, jako heretyka, musimy lepiej zrozumieć,  o co mu chodziło. Jestem przekonany, że to uboga hermeneutyka Marcjona, którą było literalne czytanie martwej litery, doprowadziły go do ślepej uliczki skrajnej reakcji odrzucenia całkowicie ST.

Bardzo wielu łowców herezji zdecydowanie nie rozumie i błędnie stosuje koncepcję marcjonizmu. Mówi się, że dla człowieka, który dysponuje wyłącznie młotkiem, wszystko przypomina gwóźdź. To samo można powiedzieć o tych łowcach herezji, którzy oskarżają każdego, kto śmie popierać nieliteralne czytanie Starego Testamentu, jak to było z marcjonistami. Marcjon jest ich młotkiem, a każde chrystologiczne czy alegoryczne czytanie ST przypomina gwóźdź, który, jak uważają, należy wbić w niepamięć.

Marcjon był chrześcijaninem, który uważał, że należy usunąć cały ST jako inspirowane chrześcijańskie pisma, ponieważ Bóg tam opisany był niezgodny z nowotestamentową naturą Boga, objawioną przez Jezusa.

Oto jest ten problem z oskarżaniem chrystologicznego/alegorycznego czytania, jako marcjońskiej herezji i jest on ogromny dla tych łowców herezji z ciężkimi młotami.

Alegoryczne czytanie NIE jest marcjonizmem, ani teraz, ani nie było wcześniej.

Po pierwsze: Macjon nigdy nie wierzył, że starotestamentowe Pisma należy czytać chrystologicznie czy alegorycznie, czy, innymi słowy: nieliteralnie. Uważał, że nie należy ich czytać w ogóle. Dla niego ST opisywał demonicznego demiurga, a nie miłującego Abba Jezusa Chrystusa. Tak więc, prawdopodobnie, wierzył, że nie ma żadnego pożytku z tych Pism. Jeśli tak, to u niego nie było miejsca na chrystologiczne/ alegoryczne czytanie.

Po drugi: większość Ojców pierwszego kościoła czytało ST alegorycznie czy nieliteralnie, aby wymienić tylko Augustyna, Orygenesa, Grzegorza z Nysy, Ignatusa, Barnabasz, Justyna Męczennika, Klemensa, Walentyna, Heraklea, Świętego Ambrożego, Eframa Syryjczyka , Papiasza z Hierapolis  i mnóstwo innych, których zaliczenie do marcjonistów jest oburzające. W pierwszym kościele znanych było sześć szkół teologicznych: aleksandryjska, antiocheńska, odeska, cesarejska, efeska, rzymska/kartagińska. Z wyjątkiem szkoły antiocheńskiej hermeneutyka pierwszego kościoła w ogromnej części trzymała się alegoryzowania ST zawsze, gdy wyglądało na to, że „literalne” podejście (martwa litera) przypisuje zło czy niegodne atrybuty Bogu. Jeśli to jest macjonizm to niemal wszyscy Ojcowie kościoła powinni być tak nazwani, a nigdy niczego takiego nie twierdził żaden kompetentny naukowiec przez wszystkie stulecia. Większość współczesnych chrześcijan to przygnębiający ignoranci, jeśli chodzi o teologie patrystyczną i to jest wstyd. Wielu z tych, których dziś nazywa się heretykami jest mocno zgodnych z tym, co Ojcowie kościoła pisali, jak myśleli, podczas gdy spora część tego, co nazywamy fundamentalizmem wysokich lotów, nie może być dalej, od poglądów pierwszego kościoła.

Po trzecie: aby być uczciwym wobec Marcjona, nie istnieją żadne jego zapisy. Wszystko, co o nim współcześnie wiemy pochodzi od tych, którzy brzydzili się nim  jako heretykiem. To, co zostało mu powyżej przypisane może być, a może nie być właściwe. Nie ścierpiałbym tego, gdyby moi przeciwnicy mieli opisać wartość i wnioski na temat mojej teologii, nie mając żadnych zapisków dostępnych do przejrzenia i potwierdzenia. Nie jestem w stanie zliczyć jak często moje propozycje były błędnie cytowane i wykręcane do stanu, o którym nawet bym nie pomyślał. To, jak bardzo potrafimy nie zrozumieć i przekręcać prawdziwe stanowisko kogoś innego jest ogromniaste. Być może Marcjon wierzył w to, że należy usunąć ST z Biblii, lecz nawet jeśli tak było to  uważam, że się mylił i nie zgadzam się z nim. Niemniej, prawnik we mnie chce dać mu szansę na osobistą odpowiedź zanim powiesimy go za kciuki. Continue reading

Stan_09.10.2018 Miłość

Stan Tyra

Duchowe życie jest życiem zaangażowania i połączenia, a nie izolacji i wyalienowania. Zdrowa duchowość wymaga pewnego szczególnego sposobu odnoszenia się do innych i do świata – miłości.

Zdrowa duchowość zawsze z miłości życia wyrasta i pielęgnuje ją. Jeśli rzeczywiście nie kochamy tak życia, nigdy nie będziemy w pełni kochać czegokolwiek czy kogokolwiek. Autentyczne przyjęcie życia uzdalnia nas do kochania wszelkiego życia, w tym kochania jedni drugich.

Duchowe życie zaczyna się od wybrania życia. Tuż przed wejściem do Ziemi Obiecanej, Bóg zaoferował Hebrajczykom krytyczny wybór: „… kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo” (Pwt 30:19-20).

Miłość życia jest zaraźliwa, wpływa na mnie i na wszystkich ludzi oraz okoliczności wokół mnie. Jeśli kocham życie, będę również kochał twoje życie i wszystko będę traktował jako święte.

Jezus zapytany o to, które przykazanie jest największe, odpowiedział, mówiąc, że jest to miłość do Boga, miłość do siebie i do siebie nawzajem. Być może wszyscy dobrze zrobilibyśmy, gdybyśmy odłożyli na bok wszelkie próby poznawania, stawiania się, rozumienia, przebudzenia itp., dopóki w pełni nie uznamy i nie przyjmiemy miłości i życia. Bez tego wszelkie próby w dziedzinie duchowości nie są niczym więcej jak tylko pustą retoryką, która zasłania nas przed tą największą i najważniejszą rzeczą.

WYJAŚNIENIE Rosz ha Szana, Jom Kippur, Święta Namiotów_5

John Fenn

Kiedy dorastałem, jeden z moich braci był zawsze kozłem ofiarnym. Zawsze na nim skupiał się gniew naszego ojca. Częściowo wynikało to z osobowości mojego brata a częściowo z powodu problemów, z którymi borykał się mój tata a brat często przelewał kroplę, która powodowała wybuch – zawsze zbierał największe cięgi. Skąd jednak pochodzi słowo „kozioł ofiarny”? Dlaczego używa się go do dzisiaj określając osobę, na której skupia się cała kara?

Pochodzenie

W październiku 1536 roku Anglik William Tyndale został stracony. Przywiązano go do pala, uduszono a ciało spalono. Zbrodnię, o którą król Henryk VIII oskarżył go była herezja – bycie protestantem. W owym czasie tłumaczenie Pisma na język angielski karane było śmiercią. Dlatego też jego Biblia z 1530 r.  wydana we współczesnym języku angielskim postawiła go na celowniku. Jako ciekawostka: jego Biblia z 1530  roku była pierwszą, która używała imienia Boga jako „Jehowa”.

Umierając modlił się, aby oczy króla Anglii zostały otwarte. Dwa lata później król Henryk autoryzował dla Kościoła Anglii „Wielką Biblię”, która w dużej mierze była Biblią Tyndale’a. Jak na ironię, około 70 lat później, przy wydaniu Biblii Króla Jakuba z 1611 roku stało się jasne, że 54 tłumaczy, którzy stworzyli KJV, w dużym stopniu czerpało z Biblii Tyndale’a.

Na sześć lat przed śmiercią, w 1530 roku, Biblia Tyndale’a wprowadziła do języka angielskiego jedno słowo, które przetrwało do dnia dzisiejszego i jest istotą tej dyskusji: kozioł ofiarny.

Pierwotnie był to „uchodzący kozioł”, od hebrajskiego słowa „azazel” z Księgi Kapłańskiej 16: 8, co oznacza „kozła, który odchodzi” lub też „odesłanie grzechów”. Z czasem skrócono to do ‘kozła ofiarnego’. Nawet dzisiaj w wielu firmach, rodzinach czy grupach społecznych używa się tej nazwy do określenia osoby na której skupia się cały gniew czy też kara .

Dzień Pojednania – Jom Kippur

Continue reading

WYJAŚNIENIE Rosz ha Szana, Jom Kippur, Święta Namiotów_4

Tłum.:  Tomasz S.

John Fenn

„W ten sposób mesjańska nadzieja, zmartwychwstanie i nieśmiertelność duszy przeplatają się z przesłaniem szofaru” (Codzienny modlitewnik Hertza (str. 865)). Dzisiaj więc porozmawiamy w szczegółach o „porwaniu” (kościoła) i o tym, kiedy objawi się antychryst.

Tak więc widzimy, że już od czasów starożytnych, ludzie wiedzieli o powstaniu z martwych a Święto Trąb, zaczynające się w czasie nowiu księżyca, kiedy księżyc jest ukryty, zawsze było powiązane ze zmartwychwstaniem. Paweł w Kol. 2: 17 nazwał księżyc w nowiu „cieniem rzeczy, które nadejdą”. To, co ma nadejść, to „porwanie” – „Natzal” w języku hebrajskim.

Wspomnę także o tym, iż związek pomiędzy słońcem, reprezentującym Mesjasza oraz księżycem reprezentującym wierzących, który to (księżyc) ma rządzić nocą, ma długą tradycję, co możemy zobaczyć w Mal 3:20 „Ale dla was, którzy boicie się mojego imienia, wzejdzie Słońce Sprawiedliwości z uzdrowieniem (zmartwychwstaniem) na swoich skrzydłach. I będziecie wychodzić z podskakiwaniem, jak cielęta wychodzące z obory”

Niektórzy nauczyciele nie rozumieli, dlaczegoUżycie słowa ‘ten’, który teraz powstrzymuje, jest dla niektórych mylące Słońce jest tu zapisane z dużej litery. Jeśli jednak rozumiesz co powiedziałem powyżej, wszystko nabiera sensu. Księżyc oznacza wierzących, którzy odbijają światło Słońca i którzy to będą ukryci w Nim w przyszłym nowiu. Paweł pisze do Tesaloniczan, co napisał już w 1 Kor. 15, ale ujawnia tu dodatkowe szczegóły. Tu właśnie zaczniemy.

1 Tes. 4: 14-18

Albowiem jak wierzymy, że Jezus umarł i zmartwychwstał, tak też wierzymy, że Bóg przez Jezusa przywiedzie z nim tych, którzy zasnęli. A to wam mówimy na podstawie Słowa Pana, że my, którzy pozostaniemy przy życiu aż do przyjścia Pana, nie wyprzedzimy tych, którzy zasnęli. Gdyż sam Pan na dany rozkaz, na głos archanioła i trąby Bożej (Trąba Ostateczna z 1 Kor. 15) zstąpi z nieba; wtedy najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie, potem my, którzy pozostaniemy przy życiu, razem z nimi porwani będziemy w obłokach w powietrze, na spotkanie Pana; i tak zawsze będziemy z Panem. Przeto pocieszajcie się nawzajem tymi słowy”.

(Przy okazji – użyte słowo „którzy zasnęli” – nie oznacza to „zaśnięcia duszy” , lecz śmierć ciała. Przykładem jest tu sytuacja z Mar. 5:39, w której to Jezus wskrzesił córka Jaira. Również Paweł potwierdza to rozumowanie, gdy mówi Koryntianom, że być poza ciałem oznacza natychmiast być z Panem)

Właśnie to Paweł powiedział Koryntianom w 1 Kor. 15: 45-52, że gdy zabrzmi Trąba Ostateczna to umarli w Chrystusie powstaną pierwsi, a potem my, którzy jesteśmy żywi w tym czasie, zostaniemy przemienieni, by spotkać się z nimi oraz z Panem. Continue reading

Stan_01.10.2018 Dobry chrześcijanin


Stan Tyra

Powody, dla których chrześcijaństwo straciło kontakt z duchową podróżą są skomplikowane i różnorodne. Jednym z najbardziej powszechnych jest to, że być dobrym chrześcijaninem to nie to samo, co znajdować się w duchowej podróży. To nie tylko dwie różne drogi, ale to pierwsze najczęściej jest przeszkodą do przemiany.

Niestety, bycie dobrym chrześcijaninem często nie znaczy być miłującą i dobrą istotą ludzką. Oddanie religijnym przekonaniom i praktykom zazwyczaj nie przekłada się na duchowość, która prowadzi do poprawy życia. Świętość nie zawsze zamienia się na pełnię, a praktyka (religijna) nie wydaje przemieniającej duchowości. Faktem jest, że być dobrym chrześcijaninem często nie oznacza niczego więcej poza regularnym uczestnictwem w nabożeństwach. Jeśli poprzeczka zostaje podniesiona nieco wyżej to dochodzi do tego studium biblii, modlitwa, wiara w dogmaty kościoła, regularne finansowanie go i jakaś służba. Niestety, to wszystko można robić bez prawdziwej przemiany i najczęściej jest to tylko sposób na przystosowanie się do zewnętrznej dyscypliny czy norm zachowania w kościele, denominacji, religii. To wszystko może mieć miejsce zupełnie bez jakiejkolwiek wewnętrznej przemiany.

W końcu, o ile duchowe praktyki mogą odgrywać ważną rolę to często ograniczają duchowy rozwój, ponieważ skupiają na tych „wysoko cenionych” zachowaniach i wynagradzane są przychylnością i pozycją, stają się wtedy zaczątkiem przywilejów brata starszego oraz arogancji opartej na własnej sprawiedliwości.

Żadna religijna praktyka nie prowadzi do transformacji jeśli jest pozbawiona pokory i świadomości. Wydaje się, że aby być dobrym chrześcijaninem trzeba prowadzić życie przepełnione dobrze zakorzenionymi, lecz bezmyślnymi, absorbującymi zajęciami i rozpraszaczami, które utrzymują stale w ruchu, lecz nie powodują przemiany.

Większość kościołów pragnie uniknąć ryzyka, które niesie to, co jest uznawane za niebezpieczeństwo, że możesz usłyszeć, zobaczyć i obudzić się, ponieważ może się okazać, że staniesz się mniej zależny od nich i prawdopodobnie przestaniesz się z nimi zgadzać.
System najlepiej działa wtedy, gdy, zamiast uczyć się słuchać, mówi ci, co masz słyszeć i w co wierzyć.

W chrześcijaństwie denominacyjnym, jak też i tym niedenominacyjnym jest zbyt mało miejsca na zdumienie i zadziwienie, aby zostawić ci regularnie miejsce na owo „Ach! Bóg tu był przez cały czas, a je nie wiedziałem o tym!”