Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Religia strachu

Logo_TheSchoolOfChris

Chip Brogden

Jest to transkrypcja z nagranej sesji. Całości w oryginale można posłuchać TUTAJ

Pytanie: „Czasami oblatuje mnie strach… czy jeśli nadal tkwię w systemie to ominie mnie Porwanie? Powoli wychodzę z systemu i modlę się o to, aby system został zabrany ze mnie. Kocham Jezusa z całego serca i chcę postępować tylko zgodnie z tym, co On mi mówi”.

Czy nie byłoby miło, gdybyśmy mogli iść za Panem i pozwalać prowadzić Mu się, bez zakłóceń czy rozpraszania, zatrzymywania, upokarzania, bądź strachu powodowanych przez to, czego nauczył nas kościół, bądź czegoś co powiedział kaznodzieja?

To byłoby wspaniałe. Niemniej, ja wiem, że o ile wiele łatwiej jest wyjść z systemu, więcej czasu zajmuje wyprowadzenie systemu ze człowieka.

Religijne systemy wykorzystują strach do kontrolowania ludzi. Jest to wybrane przez system narzędzie. Strach. Religijne systemy używają strachu do zbawiania ludzi. Jeśli przyjrzysz się licznym katedrom w Europie to znajduje się na nich mnóstwo fresków. Kiedyś ludzie nie umieli czytać, więc kościoły pozyskiwały artystów, aby malowali na ścianach freski. Jest tam dużo pięknych obrazów nieba, stworzenia, aniołów i tak dalej, lecz jest również znacząca ilość ilustracji ludzi wrzucanych do piekła oraz diabła i jego demonów, które dręczą zgubionych. Mógłbyś się zastanawiać nad tym, po co umieszczać takie budzące wstręt, przerażające obrazy na ścianach katedr, lecz powód jest prosty: ludziom przekazywane jest wizualnie przesłanie. Jakie? Nawróć się lub spłoń, kochanie! (dosł.: Turn or burn, baby!)

Continue reading

Czy Bóg jest „dżinem przebudzenia”? Potrzyj modlitwą a otrzymasz przebudzenie.

crosby2

Stephen R.Crosby

Jegenieśli mielibyśmy uwierzyć w dominujące nauczanie na temat przebudzenia to nasz Bóg byłby bardziej podobny do opornego dżina z Arabskich Nocy, niż łaskawym niebiańskim Ojcem.

Aby otworzyć grotę Ali Baby, Sindbad miał tylko wypowiedzieć magiczny zwrot. Jeśli wierzyć w powszechne nauczania o przebudzeniu, to musielibyśmy wykonać ewangelikalny odpowiednik wchodzenia na kolanach po Świętych Schodach [1], aby przekonać Boga o tym, jak poważnie traktujemy Jego zainteresowanie Ziemią. Najwyraźniej, będzie taki wspaniały przyszły dzień, w którym Bóg skonkretyzuje Swoją dobroć, której obecnie nie chce uwolnić, ponieważ jeszcze się do tego nie kwalifikujemy. Ponieważ dla wierzącego, Sindbada „simsim otwórz się”[2], stało się: „Musisz ustawić się na odpowiedniej pozycji przed następnym poruszeniem Bożym”.

Zajmowanie tej pozycji może obejmować dowolną ilość tego, co odzwierciedla tą pasję u jakiegoś nauczyciela czy kaznodziei. Przypuszczalnie, nigdy nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, wystarczająco całkowicie święci, nigdy wystarczająco całkowicie zjednoczeni, nigdy właściwie przygotowani, nigdy wystarczająco szczerzy, nigdy wystarczająco dużo modlący się, nie dość pokutujący, nie dość pokoleniowo zintegrowani, nie dość otwarci na duchową rzeczywistość itd.,.. itd., aby zakwalifikować się do tego, co Bóg chce robić. Rzekomo jeśli tego nie zrobimy dzisiaj to zostaniemy wykluczeni z tego, co Bóg zamierza zrobić jutro [3].

Jak to się stało, że doszliśmy do czegoś takiego?

Continue reading

Trwały Cel Boży

Persistent Purpose

Chip Brogden

Jeśli już Bóg raz postanowi coś zrobić, czy jest cokolwiek (czy ktokolwiek), co jest w stanie sprzeciwić Mu się? Czy człowiek jest silniejszy od Boga, czy tylko czasami tak się zdaje?

Prowadziłem kiedyś w Cincinnati, w stanie Ohio, warsztaty z około 40 wierzącymi z różnych kościołów. Zaczynając poprosiłem, aby zrobili proste ćwiczenie. Chciałem, aby napisali na kartach indeksowych jaki jest Ostateczny Cel Boży – Jego Cel, Jego Wola, Przyczyna, która decyduje o wszystkim, co On robił, robi i będzie robił. Zapewniłem ich, że da się to zmieścić na jednej takiej karcie!

Gdy skończyli pisać, zebrałem karty i zaczęliśmy dyskusję nad odpowiedziami (można to było zrobić, ponieważ poprosiłem, aby były pisane anonimowo). Odpowiedzi były bardzo dobre, lecz chciałem poprowadzić ich głębiej.

Jaki jest Ostateczny Cel Boży? Wielu napisało, że jest to zbawienie ludzi. Z pewnością jest to bardzo konieczna część Ostatecznego Celu, lecz jest coś więcej. Dlaczego Bóg chce, zbawić ludzi? Co jest istotą zbawienia? Czy chodzi tylko o to, aby zabrać ludzi do Nieba? Ale dlaczego zabierać ich do Nieba?

Niektórzy napisali, że Ostatecznym Celem Bożym jest, abyśmy Go poznali, miel z Nim relację. To bardzo dobrze! Lecz dlaczego Bóg chce, abyśmy Go poznali. Poznanie Boga umożliwia osiągnięcie Ostatecznego Celu, lecz jaki jest główny cle tego, że Pan chce, abyśmy mieli z Nim relację?

Część napisała, że tym celem jest zebranie Oblubienicy dla Siebie, czyli innymi słowy: Ekkleisa jest Ostatecznym Celem. Odpowiedziałem, że Ekklesia jest powołana po to, aby ułatwić wykonanie tego Ostatecznego Celu, sama w sobie nie jest Ostatecznym Celem.

Continue reading

W poszukiwaniu autentycznych relacji w Kościele

crosby2

Stephen Crosby

Na całym świecie został wśród milionów wierzących zaszczepiony przez Boga taki impuls, który można by nazwać „potrzebą autentycznych relacji”, w przeciwieństwie do relacyjnej sterylności powszechnej w religijnych konstruktach. To dążenie jest moim zdaniem zrodzone z Ducha Bożego. Niemniej, twórcze możliwości naszej cielesnej religijnej natury nie mają żadnych ograniczeń jeśli chodzi o niszczenie piękna!

Niektórzy, idąc za tym impulsem usunęli się ze „zorganizowanych’ instytucjonalnych form chrześcijaństwa.

Jest kilka poważnych, prawomocnych powodów, aby rozglądać się za migracją. Niemniej, istnieje tutaj możliwość cichego zakradnięcia się rozczarowania. Wielu odkrywa, że zwykła zmiana geografii kilka razy w tygodniu nie buduje bardziej autentycznych relacji, tak jak zmiana sera w pułapce nie sprawia, że staje się ona mniej śmiertelna dla myszy! Wyjście z organizacji należy do tej łatwej części, natomiast pozbycie się z umysłu i serca wartości nie pochodzących z Królestwa jest początkiem prawdziwej pracy. Potrzebny jest wzrost Jego zmartwychwstałego życia, którym dzielimy się ze sobą nawzajem, wymiana naszej cielesności, a nie tylko zmiana sposobu prowadzenia spotkania i metod.

Autentyczna relacja nie jest:

  • towarem, który muszę kierować,
  • określona przez strukturę naszych spotkań,
  • zasadą, którą wykorzystuję dla własnej korzyści,
  • obowiązkiem, który muszę wykonywać,
  • wydarzeniem, w którym muszę wziąć udział,
  • koncepcją, którą trzeba głosić innym,
  • jakimś duchowym celem, do którego mam dotrzeć,
  • duchową błyskotką, którą dodaję do własnej korzyści.

Continue reading

„Kościół” nie jest odpowiedzialny za usługiwanie twoim dzieciom

 

crosby2Stephen Crosby

Ludzie, którzy wyznają, że Biblia jest ich „jedynym przewodnikiem w sprawach wiary i praktyki” często mają całkiem niezłe stado niebiblijnych świętych krów, wypasających się na ich teologicznych ranczach. Jedną z największych duchowych krów zagracających umysły większości ewangelicznych jest : „Szkółka niedzielna, służba wśród dzieci i młodzieży”. Zbliż się tylko do tej świętej krowy z benzyną i zapałkami, a wywołasz konkretną reakcję! Gwarantowane!

Jaki jest biblijny mandat na to, że „kościół”, ta „organizacja”, ma dostarczać służby dla dzieci i młodzieży? Oczywiście, żaden, nie ma ani jednego wersu w Starym czy Nowym Testamencie. Jest to zwykła tradycja, być może korzystna i bardziej dobroczynna niż inne, lecz mimo wszystko to tylko tradycja.

Pismo mówi wyraźnie, że za duchowy rozwój dzieci odpowiedzialni są rodzice a do odpowiedzialności liderów i duchowych ojców i matek należy to, aby przygotowywać rodziców do wykonania ich zadania… Nie chodzi o to, aby dzieci przekazać bezpiecznie w ręce nauczycieli szkółki niedzielnej czy młodzieżowych liderów, bądź, uchowaj Boże, rządowej służby społecznej.

No tak, Steve, czy mówisz, że wykonywanie dziecięcej/ młodzieżowej służby jest biblijne zabronione? NIE! Milczenie niekoniecznie oznacza zakaz, lecz milczenie Biblii każe nam postępować z uwagą.

Istotą jest to, w jaki sposób służba dziecięca jest sprawowana, jakie są przekazywane priorytety.

Jeśli coś, co jest dopuszczalne w ramach chrześcijańskiej wolności (udzielenie autorytetu służbie dzieciom i młodzieży) staje się zasadniczym czynnikiem, według którego uważamy coś za „uprawniony sposób wyrażania się” chrześcijaństwa, przekroczyliśmy granicę zwiedzenia. Jeśli motywacja moich decyzji zamiast opierać się na biblijnych wartościach, opiera się socjalnych czy kulturowych, znajduję się w bardzo złym choć powszechnym stanie.

Kiedy te „potrzeby uspołecznienia” naszych dzieci i dorosłych stają się głównym priorytetem w podejmowaniu duchowych decyzji, zawodzimy Jezusa, mijamy się z królestwem, podkopujemy nasze rodziny, zwodzimy samych siebie. Jeśli służba dzieci umożliwia zwolnienie z rodzicielstwa, to stanowi to poważny błąd w naszej wierze i praktyce.

Continue reading

Współudział w Jego cierpieniach: wskakuj, a nie rzucaj koła ratunkowego

crosby2

Stephen Crosby

W materialistycznej chrześcijańskiej kulturze, w której mózgi zostały wyprane przez fałszywą ewangelię prosperity-błogosław-mnie, idea cierpienia jako część normalnego chrześcijańskiego życia jest równie obca jak boczek na bar mitzvah.

Wydaje się, że z jednej skrajnej strony jesteśmy w stanie gloryfikować cierpienie podobnie jak średniowieczni biczownicy, znosząc przeciwnika jako zasłużony duchowy bagaż. Z drugiej strony, skoro Bóg istnieje po to, aby dawać nam wygodne życie i bogactwo, jeśli tylko wystarczająco pilnie przestrzegamy Jego zasad to można myśleć, że, jeśli przeżywamy to wszystko, co śmie zakłócać naszą pogoń za „dobrym życiem” osobistego pokoju i szczęśliwości, jest to diabła robota. W obu przypadkach jest to błąd. Zdroworozsądkowa i zrównoważona teologia i praktyka cierpienia jest rzadkością. Jestem chrześcijaninem od bardzo dawna, a niewiele słyszałem na temat cierpienia w tym czasie. Dlaczego? Bo to się nie „sprzedaje”.

Idea kształtowania nas na obraz Chrystusa może ekscytować nas, jeśli sądzimy, że oznacza to dostęp do większej ilości błogosławieństw. Jeśli kształtowanie na Jego obraz przede wszystkim zwiększa nasze korzyści, wchodzimy w to na całego. Smakowitą propozycją jest też mieć charakter bardziej podobny Jego charakteru i być za to szanowanym, oraz to, aby kroczyć po ziemi jak superman czyniąc znaki i cuda, i być za to cenionym. Sale konferencyjne i skarbony są zapychane głoszeniem o jednym lub drugim. O wiele mniej ekscytujące jest zastanowić się nad ludzkim cierpieniem, któremu towarzyszy żal i współudział w Jego cierpieniu. Głoś ten uzasadniony aspekt ewangelii i kształtowania na Jego obraz, a usłyszysz swój własny głos, odbijający się echem po ścianach.

Continue reading

Małżeństwo nie jest dla ciebie

AdamSmith

Seth Adam Smith

Kim and I

Kim i ja

Mając za sobą zaledwie 1.5 roczny związek małżeński, doszedłem ostatnio do wniosku, że w małżeństwie nie chodzi o mnie.

Zanim zaczniesz coś przypuszczać, przeczytaj dalej.

Moją obecną żonę spotkałem w średniej szkole, gdy mieliśmy po 15 lat. Byliśmy przyjaciółmi przez 10 lat,… aż zdecydowaliśmy, że nie będziemy już dłużej tylko przyjaciółmi. Zdecydowanie polecam, aby najlepsi przyjaciele zakochiwali się. Wszyscy na tym skorzystają.

Mimo wszystko zakochanie się w mojej najlepszej przyjaciółce nie uchroniło mnie od pewnych obaw i niepokojów dotyczących małżeństwa. Im bliżej podchodziliśmy z Kim do decyzji o pobraniu się, tym bardziej paraliżował mnie strach. Czy jestem gotowy? Czy to dobra decyzja? Czy Kim jest tą właściwą kobietą? Czy ona mnie uszczęśliwi?

I wtedy nadeszła pamiętana noc, gdy podzieliłem się tymi myślami i obawami z moim ojcem.

Prawdopodobnie każdy z nas ma takie chwile w swoim życiu, gdy czuje jakby wszystko zwalniało, jakby powietrze zatrzymało się i wszystko wokół zapadało się, tworząc chwilę, której nigdy się nie zapomni.

Taką właśnie chwilą była odpowiedź mojego ojca na moje zmartwienia. Z porozumiewawczym uśmiechem powiedział:

– Set, jesteś całkowitym egoistą, więc powiem bardzo prosto: małżeństwo nie jest dla ciebie. Nie żenisz się po to, aby ktoś cię uszczęśliwił, lecz po to, aby uszczęśliwić kogoś innego. Co więcej, małżeństwo nie jest dla ciebie, twoje małżeństwo jest dla rodziny. Nie dla teściów i tych wszystkich bzdur, lecz dla twoich przyszłych dzieci. Chcesz, żeby ci je ktoś pomagał wychować? Kto ma mieć na nie wpływ? Małżeństwo nie jest dla ciebie. Tu nie chodzi o ciebie. W małżeństwie chodzi o tą osobę, z którą się wziąłeś ślub”.

W tym momencie wiedziałem, że Kim jest właściwą osobą. Zdałem sobie sprawę z tego, że chcę, aby ona była bardziej bardziej szczęśliwa, chciałem widzieć jej uśmiech codziennie; chciałem ją rozbawiać codziennie. Chciałem być częścią jej rodziny, a moja rodzina chciała, aby ona była częścią naszej. Myśląc o tych wszystkich chwilach, gdy bawiła się z moim kuzynostwem, wiedziałem, że jest właśnie tą, z którą chce zbudować swoją własną rodzinę.

To, co poradził mi ojciec było szokujące jak, ale było też objawieniem. Sprzeciwiłem się współczesnemu ziarnu 'filozofii Walmartu”, która mówi, że jeśli coś cię nie uszczęśliwia, możesz przynieść to z powrotem i dostać nowe.

Nie, prawdziwe małżeństwo (i prawdziwa miłość) nigdy nie jest dla ciebie – jest dla osoby, którą kochasz; chodzi jej potrzeby, jej pragnienia, jej nadzieje, jej marzenia. Egoizm domaga się: „A co w tym będzie dla mnie?”, podczas gdy Miłość pyta: „Co mogę dać?”

Jakiś czas temu żona pokazała mi, co to znaczy kochać bezinteresownie. Przez wiele miesięcy twardniało we mnie serce mieszaniną strachu i urazy. Kiedy już napięcie urosło do tego stopnia, że oboje nie mogliśmy już tego znieść, wybuchły emocje. Byłem egoistyczny, gruboskórny.

Jednak, zamiast dopasować się do mojego egoizmu, Kim zrobiła coś cudownego – wylała na mnie swoją miłość. Zostawiając na boku cały ból i rozgorączkowanie, które wzbudziłem, wzięła mnie z miłością w ramiona i uspokoiła moją duszę.

Wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że zapomniałem o radzie mojego ojca. O ile to małżeństwo ze strony Kim polegało na kochaniu mnie, moja strona małżeństwa całkowicie dotyczyła mnie. Ta okropna świadomość doprowadziła mnie do łez i obiecałem żonie, że będę się bardziej starał.

SKwedding394

W małżeństwie chodzi o rodzinę

A teraz do wszystkich, którzy czytają ten artykuł – w związkach małżeńskich, prawie w związkach małżeńskich, singli, a nawet zatwardziałych kawalerów i panien – chcę, abyście wiedzieli, że małżeństwo nie jest dla ciebie. Nigdy w prawdziwej miłości nie chodzi o ciebie. W miłości chodzi o tą osobę, którą kochasz.

Paradoksalne jest to, że im bardziej prawdziwie kochasz tą osobę, tym więcej miłości ty otrzymujesz i to nie tylko od tych innych, którzy mają znaczenie, lecz od ich przyjaciół, ich rodzin i tysięcy innych, który nigdy byś nie spotkał, gdyby twoja miłość nadal była skupiona na sobie.

Rzeczywiście, w miłości i małżeństwie nie chodzi o ciebie, chodzi o tych innych.

раскрутка